Thread View: pl.hum.x-muza
6 messages
6 total messages
Started by Michal Olszewski
Mon, 17 Mar 2008 21:02
Sweeney Todd (z cyklu refleks szachisty)
Author: Michal Olszewski
Date: Mon, 17 Mar 2008 21:02
Date: Mon, 17 Mar 2008 21:02
31 lines
2309 bytes
2309 bytes
...Figaro qua, Figaro la, Figaro su, Figaro giu... Nie jestem fanem Burtona. Jego najfajniejszy film to chyba "Big Fish", ale fakt, niewiele ich widziałem. Sęk w tym, że to jego gotycko horrorowe zboczenie jest IMHO obciachowe. "Sweeney Todd" jest natomiast całkiem niezły - a nawet mistrzowski jak na swój gatunek. Jak na swój gatunek. Przede wszystkim jest to bardzo dobry musical. Musical hardocorowy - niemal każda kwestia jest śpiewana. Aranżacje rewelacyjne, wykonanie dobre, scenografia, zdjęcia, estetyka - wszystko piękne na swój chory sposób. Historia? Akurat historyjka taka sobie. "Sweeney Todd" to remake musicalu, który z kolei był zainspirowany przez klasykę opery, czyli "Cyrulika Sewilskiego". Wszystko jest podobnie, ale na odwrót: miasto jest ohydne, zamiast komedii jest tragedia, a zamiast śmiechów i miłości krew leje się strumieniami. Jednocześnie jest tu tyle powtarzających się motywów, że nie ma wątpliwości co do czego nawiązuje. Pojawia się pytanie zasadnicze: czy ten film warto polecić? IMHO - mimo wszystko - jednak nie. Rozumiem kostiumy, rozumiem mistrzowską grę aktorską, poza tym jest tu kilka genialnych pomysłów (moja most favourite sekwencja, gdy piękna Helena wyobraża życie szczęśliwej rodzinki). Ale jednak film jako całość przewidywalny, a w ohydzie i okrycieństwie już odrobinę niestrawny. Poza tym - do diabła - ja nie lubię włoskiej opery. A do tego Burtonowi już najbliżej. -- youtube.com/watch?v=nJ3MSCLBpaM
Re: Sweeney Todd (z cyklu refleks szachisty)
Author: Wojciech Orlinski
Date: Mon, 17 Mar 2008 21:47
Date: Mon, 17 Mar 2008 21:47
9 lines
972 bytes
972 bytes
On 2008-03-17 22:02:56 +0100, Michal Olszewski <adres_zaczyna_sie_po_kropce.michal_o@bigfoot.com> said: > Jego najfajniejszy film to chyba "Big Fish", Komuś się to podobało? O rany. -- All roads lead to ligament injury.
Re: Sweeney Todd (z cyklu refleks szachisty)
Author: Piotr 'Orlinos' Kozłowski
Date: Mon, 17 Mar 2008 21:47
Date: Mon, 17 Mar 2008 21:47
106 lines
6012 bytes
6012 bytes
On Mon, 17 Mar 2008 22:02:56 +0100, Michal Olszewski wrote: > ...Figaro qua, Figaro la, Figaro su, Figaro giu... > > Nie jestem fanem Burtona. Jego najfajniejszy film to chyba "Big Fish", > ale fakt, niewiele ich widziałem. Sęk w tym, że to jego gotycko > horrorowe zboczenie jest IMHO obciachowe. Nawet się tu przewrotnie z Tobą zgodzę, ale co mam zrobić, że mi się podoba? Ech, mrok, ciemność, krew, zboczenia - mój świat (nie, nie jestem emo ani gothem. :-> Na co dzień nawet całkiem roześmiany ze mnie facet). > "Sweeney Todd" jest natomiast całkiem niezły - a nawet mistrzowski jak > na swój gatunek. Jak na swój gatunek. > > Przede wszystkim jest to bardzo dobry musical. Musical hardocorowy - > niemal każda kwestia jest śpiewana. Aranżacje rewelacyjne, wykonanie > dobre, scenografia, zdjęcia, estetyka - wszystko piękne na swój chory > sposób. > > Historia? Akurat historyjka taka sobie. W dodatku historia posiada przynajmniej kilka słabych punktów - moment, w którym sędzia Turpin decyduje się na wizytę u golibrody "bo mój panie jakoś kiepsko pan wyglądasz" - to bardzo naciągane, pachnie trochę chciejstwem fabularnym. Podobnie finał. >"Sweeney Todd" to remake > musicalu, który z kolei był zainspirowany przez klasykę opery, czyli > "Cyrulika Sewilskiego". Wszystko jest podobnie, ale na odwrót: miasto > jest ohydne, zamiast komedii jest tragedia, a zamiast śmiechów i miłości > krew leje się strumieniami. Jednocześnie jest tu tyle powtarzających się > motywów, że nie ma wątpliwości co do czego nawiązuje. > > Pojawia się pytanie zasadnicze: czy ten film warto polecić? IMHO - mimo > wszystko - jednak nie. Powiedziałbym, że to zależy od osoby. Na pewno nie jest to film z gatunku "musisz obejrzeć, bo inaczej Wszechświat się zawali, a ty zostaniesz niekulturalnym matołkiem". Pewna przewidywalność faktycznie jest od jakiegoś czasu typowa dla Burtona - brak tutaj całkowitej innowacyjności. Ale podoba mi się jednak jego odwaga i konsekwencja. To trochę tak, jak z LOTR-em - mam niby wiele uwag, do wielu rzeczy mam ochotę się przyczepić, hollywoodzka machina mocno "skomercjalizowała" całość (a szczególnie 2 i 3 część) - ale z drugiej strony - Jackson to jednak geniusz. Kto inny byłby w stanie MIMO WSZYSTKO ocalić tak wiele z Trylogii i zawrzeć kontrakt od razu na 3 części? (i nie iść na durne kompromisy, skracając film np. do tylko jednego?). Burton - to samo. Gość ma bardzo wyraziste, chociaż dziwaczne i mocno miejscami trącące kiczem wizje i je uparcie realizuje. Z lepszym, bądź gorszym rezultatem, ale konsekwentnie i za to go podziwiam. > Rozumiem kostiumy, rozumiem mistrzowską grę > aktorską, poza tym jest tu kilka genialnych pomysłów (moja most > favourite sekwencja, gdy piękna Helena wyobraża życie szczęśliwej > rodzinki). Pasiasty kostiumik Todda rządzi. Jego ponura mina również. :-> Świetny był ten moment i kawałek, w którym po pieśni Deppa, deklarującej, że "wszystkich pozarzyna", Bonham-Carter spytała go, co chce robić "tak praktycznie" i wyprowadziło go pod rękę: "you silly useless thing". Hehe, genialnie usadziła jego "zbuntowaną, mroczną gotyckość"! :-) > Ale jednak film jako całość przewidywalny, a w ohydzie i > okrycieństwie już odrobinę niestrawny. Cholera. Wiele osób tak mówi. Muszę się chyba pogodzić z tym, że jestem zboczony. :( > Poza tym - do diabła - ja nie > lubię włoskiej opery. A do tego Burtonowi już najbliżej. Hm, faktem jest, że niektóre fragmenty są bardzo patetyczne, bo chyba o to Ci chodzi? Mnie, paradoksalnie, podobał się śpiew Deppa, chociaż wyraźnie słabuje technicznie i jest bardzo prosty, pozbawiony potęgi. Ale jego rockowość (wg. samego Deppa postawił on na "punkowość"), szorstkość, wydaje się bardzo pasować do postaci. Ściągnąłem z ciekawości jakieś mp3 z zapisem musicalu i porównywałem je z soundtrackiem - Todd musicalowy był wyraźnie lepszy technicznie i bogatszy w sensie czysto muzycznym, ale nie przemawia do mnie. Zbyt ładny, zbyt gładki głos. Taki właśnie "operowy", musicalowy, śliczniusi. Fuj. Inna sprawa, że przecież Depp nie śpiewa cały czas (chociaż często) ze ściśniętym gardłem. Bardzo podobała mi się piosenka o "pretty women" i "My Friends", właśnie ze względu na pewną gładkość. Brutalność i szaleństwo mordercy na chwilę ustąpiło romantyzmowi kochanka i delikatności miłośnika piękna. Dzięki temu jego postać jest dla mnie bardziej wiarygodna, nie jest to tylko psychopatyczny szaleniec, ale człowiek bardzo zgubiony. Podobnie działały na mnie nadmorskie wizje pani Lovett, czy właśnie "piękne kobiety" sędziego Turpina. W chorym Londynie z wizji Burtona nawet tacy chorzy, zdemoralizowani ludzie marzą, podziwiają, prawie kochają (jakkolwiek chorą by nie była ich miłość). -- Pozdrawiam, Piotr 'Orlinos' Kozłowski Ellen Ripley: I say we take off and nuke the entire site from orbit. It's the only way to be sure.
Re: Sweeney Todd (z cyklu refleks szachisty)
Author: Jan Rudziński
Date: Tue, 18 Mar 2008 17:16
Date: Tue, 18 Mar 2008 17:16
33 lines
2169 bytes
2169 bytes
Cześć wszystkim Michal Olszewski pisze: > ...Figaro qua, Figaro la, Figaro su, Figaro giu... > > Nie jestem fanem Burtona. Jego najfajniejszy film to chyba "Big Fish", > ale fakt, niewiele ich widziałem. Sęk w tym, że to jego gotycko > horrorowe zboczenie jest IMHO obciachowe. > > "Sweeney Todd" jest natomiast całkiem niezły - a nawet mistrzowski jak > na swój gatunek. Jak na swój gatunek. > Jakieś 25 lat temu w polskiej TV był film o fryzjerze londyńskim, który mordował swoich klientów za pomocą zapadni w fotelu (fotel był na wieży i delikwent po prostu spadał kilkadziesiąt metrów). Z zabitych znajoma knajpiarka wyrabiała paszteciki z mięsem. Ponieważ był to okres jednoprogramowości w TV, wszyscy oglądali to samo. Następnego dnia byłem u fryzjera i słyszałem pełne zachwytu wrażenia mistrzów nożyczek. Czy chodzi o kolejną wersję tej samej historii? To ja się pytam, bo jaką cholerę filmowcy kręcą zylionowe wydania tych samych książek czy sztuk teatralnych, względnie tych samych epizodów historycznych? -- Pozdrowienia Janek http://www.astercity.net/~janekr Niech mnie diabli porwą! Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Sweeney Todd (z cyklu refleks szachisty)
Author: Tomasz Radko
Date: Tue, 18 Mar 2008 17:25
Date: Tue, 18 Mar 2008 17:25
13 lines
1310 bytes
1310 bytes
Jan Rudziński pisze: > To ja się pytam, bo jaką cholerę filmowcy kręcą zylionowe wydania tych > samych książek czy sztuk teatralnych, względnie tych samych epizodów > historycznych? To chyba oczywiste? Bo przewidują, że przyniesie to średnio więcej zysków, niż nakręcenie czegoś nowego (ewentualnie zainwestowanie w masarnię czy zakład fryzjerski). pzdr TRad
Re: Sweeney Todd (z cyklu refleks szachisty)
Author: archie
Date: Wed, 19 Mar 2008 21:24
Date: Wed, 19 Mar 2008 21:24
16 lines
1841 bytes
1841 bytes
On Mar 18, 6:16 pm, Jan Rudziński <jan...@astercity.net> wrote: > Czy chodzi o kolejną wersję tej samej historii? > > To ja się pytam, bo jaką cholerę filmowcy kręcą zylionowe wydania tych > samych książek czy sztuk teatralnych, względnie tych samych epizodów > historycznych? I w ogóle po co kręcą takie masy kiepskich filmów i tylko kilka arcydzieł -- oczywistym jest, że powinni się skupić tylko na tych arcydziełach, a reszty nie kręcić w ogóle. -- Archie -- Artur Bartnicki ------------------------- Define the universe and give three examples.
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads