🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

11 total messages Started by margotka Fri, 20 Oct 2000 13:03
Nagosc na scenie
#259
Author: margotka
Date: Fri, 20 Oct 2000 13:03
27 lines
2089 bytes
Ciekawi mnie bardzo, co macie na ten temat do powiedzenia/napisania:).
Oczywiscie - jak wiadomo - jest to sprawa bardzo kontrowersyjna... Dlaczego
jednak Ostermeier w Niemczech moze, a przykladowo Kruszczynski w Polsce sie
boi (zreszta nie bez powodu)?
Nie chce mi sie sluchac tlumaczen, typu - polska publicznosc, bo to MY ta
publicznosc tworzymy..
Dorota Kolak powiedziala mi kiedys, ze grala w pewnym spektaklu - pare lat
temu - bardzo skapo ubrana - i po prostu paralizowaly ja teksty widowni
(oblesniaka w pierwszym rzedzie: "sciagnij majtki mala"). I jak tu grac w
takich warunkach???
Nie ma co dziwic sie zatem grzeczniutkim wyciemnieniom (por. "Tango" w
Teatrze Miejskim w Gdyni) lub inteligentnemu omijaniu nagosci na scenie.
Jesli jakakolwiek jest dopuszczalna, to pokazana w "zartobliwy",
niekrepujacy sposob (por. Albin pod prysznicem u Jarzyny w
"Magnetyzmie..")...
Ach! Wlasnie! O "Hair" juz nawet w "Muzycznym" nie wspomne, bo pewnie kazdy
pamieta te zenujaca afere w 3-miescie...
Nie kazdy moze byc tak genialny jak Korsunovas ("Ogien w glowie") w
ukazywaniu na scenie erotyzmu, ktory zageszcza atmosfere bardziej niz
pokazanie nagich posladkow. Pamietam scene, kiedy Olga (Rasa Samuolyte)
sciska brzuch wokol pepka w taki sposob, ze tworza sie dwie faldy skory,
ktore caluje Kurt...
Moje spostrzezenia sa jedynie pretekstem do dyskusji, ktora - mam nadzieje -
sie tu odbedzie...
Pozdr.
m.
ps. w sumie to grupa dyskusyjna?:)
Re: Nagosc na scenie
#260
Author: Róża
Date: Fri, 20 Oct 2000 19:46
29 lines
1983 bytes
margotka wrote:

> Nie chce mi sie sluchac tlumaczen, typu - polska publicznosc, bo to MY ta
> publicznosc tworzymy..

Niestety, jest to wina publiczności - patrz mój post w wątku "Deus ex
drabina".

[ciach]

> Moje spostrzezenia sa jedynie pretekstem do dyskusji, ktora - mam nadzieje -
> sie tu odbedzie...

O czym tu dyskutować? Nie pokazywać nagości w teatrze (przynajmniej w
takim, w którym jest spore prawdopodbiestwo znalezienia się ludzi 'z
ulicy') bo:
1. Publiczność nie dorosła.
2. Aktorzy nie mogą grać (wynika z pkt.1).
No chyba, że spektakl pozwala (a aktorzy potrafią) zapanować nad takimi
ludźmi (tak mi się kojarzy 'I love you' Porywaczy Ciał...).

Pozostaje jeszcze kwestia, czy nagość jest niezbędna i niezastąpiona.
IMO wszystko da się zagrać tak, żeby 'wilk był syty i owca cała'.

-- 
***         R          Ó         Ż          A         ***
***       & | #      % | @     * | @      $ | #       ***
***        \|/        \|/       \|/        \|/        ***
****=*WBiA*=|===Paweł==|='Róża'==|=Różański=|=*WBiA*=****
Re: Nagosc na scenie
#266
Author: Tomasz Smoleń
Date: Fri, 20 Oct 2000 20:00
11 lines
1826 bytes
Rzeczywiście my tę publiczność tworzymy, ale nie sami! Nic nie ma do rzeczy
twoje nastawienie, nie zmieni zachowania "obleśniaka z pierwszego rzędu".
Trudno tu snuć teorie na temat przyczyn takiego "naszego" podejścia do
nagością scenie, po prostu polska publiczność ma niezbyt dojrzałe podejście
do tych spraw, co ważniejsze nie tylko w teatrze ale i w życiu (zresztą nic
w tym dziwnego - najpierw X wieków dominacji kościoła, potem całkowite
zaniedbanie tematyki ludzkiego ciała na rzecz spraw ważniejszych (?), w
końcu izolacja od świata który w tym czasie przeżywał okres fascynacji
biologiczną stroną człowieka).Cóż, poczekamy zobaczymy.

Westal
Re: Nagosc na scenie
#267
Author: 5r
Date: Fri, 20 Oct 2000 21:56
47 lines
2943 bytes
cytat:
"Modne okreslenie "kontrowersyjny" - co znaczy sporny, dyskusyjny - uzywane
jest po to, by bron Boze ktos nie pomyslal, ze ma sie ochote na spor czy
dyskusje. Oceniajacy dziela sztuki lub osoby jako "kontrowersyjne" uwaza, ze
juz sie wypowiedzial. A ja  nie wiem, czy jest za czy przeciw. Cos jest
dobre czy zle? Takie i takie? Nijakie? Bedzie wiadomo ile co warte, gdy
zadecyduja o tym eksperci?"
[Gretkowska, Silikon]
no to jak jest z toba margotka ? :-)


Użytkownik "margotka" <margott@cave.hq.pl> napisał w wiadomości
news:8spfrg$g35$1@okapi.ict.pwr.wroc.pl...
> Ciekawi mnie bardzo, co macie na ten temat do powiedzenia/napisania:).
> Oczywiscie - jak wiadomo - jest to sprawa bardzo kontrowersyjna...
Dlaczego
> jednak Ostermeier w Niemczech moze, a przykladowo Kruszczynski w Polsce
sie
> boi (zreszta nie bez powodu)?
> Nie chce mi sie sluchac tlumaczen, typu - polska publicznosc, bo to MY ta
> publicznosc tworzymy..
> Dorota Kolak powiedziala mi kiedys, ze grala w pewnym spektaklu - pare lat
> temu - bardzo skapo ubrana - i po prostu paralizowaly ja teksty widowni
> (oblesniaka w pierwszym rzedzie: "sciagnij majtki mala"). I jak tu grac w
> takich warunkach???
> Nie ma co dziwic sie zatem grzeczniutkim wyciemnieniom (por. "Tango" w
> Teatrze Miejskim w Gdyni) lub inteligentnemu omijaniu nagosci na scenie.
> Jesli jakakolwiek jest dopuszczalna, to pokazana w "zartobliwy",
> niekrepujacy sposob (por. Albin pod prysznicem u Jarzyny w
> "Magnetyzmie..")...
> Ach! Wlasnie! O "Hair" juz nawet w "Muzycznym" nie wspomne, bo pewnie
kazdy
> pamieta te zenujaca afere w 3-miescie...
> Nie kazdy moze byc tak genialny jak Korsunovas ("Ogien w glowie") w
> ukazywaniu na scenie erotyzmu, ktory zageszcza atmosfere bardziej niz
> pokazanie nagich posladkow. Pamietam scene, kiedy Olga (Rasa Samuolyte)
> sciska brzuch wokol pepka w taki sposob, ze tworza sie dwie faldy skory,
> ktore caluje Kurt...
> Moje spostrzezenia sa jedynie pretekstem do dyskusji, ktora - mam
nadzieje -
> sie tu odbedzie...
> Pozdr.
> m.
> ps. w sumie to grupa dyskusyjna?:)
>
>
>
Re: Nagosc na scenie
#261
Author: Tomasz Piotrowski
Date: Sun, 22 Oct 2000 20:19
9 lines
1284 bytes
"Róża" <rozie@friko2.onet.pl> wrote in message
news:39F0A12C.F082828E@friko2.onet.pl...

>IMO wszystko da się zagrać tak, żeby 'wilk był syty i owca cała'.

Można się najeść do syta bez uczty, ale gdy chcemy ucztować (a dla mnie
teatr jest taką ucztą - dla ducha), zupa z torebki nie wystarczy.

Tomasz
Re: Nagosc na scenie
#269
Author: Tomasz Piotrowski
Date: Sun, 22 Oct 2000 21:29
39 lines
3464 bytes
Ciało aktora jest jego narzędziem pracy. Na scenie widzimy tylko jego ciało
i nawet jak nam się wydaje, że dostrzegamy duszę to tak naprawdę widzimy
projekcję tej duszy poprzez ciało, a właściwie nawet nie - tylko dobry
warsztat i talent, który przekonuje nas, że wiemy co siedzi w środku. Jeżeli
więc odgrywana rola wymaga pokazania czegoś więcej niż tylko twarzy i dłoni,
aktor ma prawo (a może i zawodowy obowiązek) podjęcia wyzwania. My
(widzowie) patrzymy na postać dramatu, a jeżeli dopatrujemy się czegoś
więcej, to już nie jest wina autora, reżysera czy aktora - jest to wina tego
co się lęgnie w naszych własnych głowach.
Nagie ciało towarzyszyło sztuce od jej zarania. Nie widzę powodu, dla
którego z jakichś przyczyn należałoby wyłączyć z tego teatr. Ciało jest
formą (samą w sobie), a przez jej ukazanie można wiele podkreślić, wydobyć
ekspresję, której nie dałoby się osiągnąć innymi środkami. Nagie ciało
działa na nasze emocje, na podświadomość, na całą skalę zjawisk, o których
nawet nie mamy pojęcia, a które w nas zachodzą powodując, że odbieramy coś
zupełnie inaczej (patrz: reklamy). Ciało pokazane np. w scenie z obozu
koncentracyjnego powoduje, że bardziej czujemy ogrom tragedii, innym razem
gdy kochankowie padają sobie w ramiona to samo ciało sprawia, że szybciej
krąży w nas krew. Nagie ciało to przyprawa, dzięki której czujemy "smak"
danej sceny intensywniej. A to właśnie przyprawa często decyduje, czy danie
nam smakuje, ale tak jak w kuchni tak i tu nie należy z przyprawami
przesadzać, aby nie zatracić właściwego smaku.
Nie mam więc nic przeciwko nagości w teatrze, pod warunkiem, że nie
zastępuje ona samej sztuki, treści, którą autor pragnął nam przekazać, a
jedynie ją podkreśla. I jeżeli w intencji autora było, aby daną scenę
podkreślić w taki a nie inny sposób, wycinanie lub zastępowanie nagości
symbolami, jest ingerencją w zamysł autora i jeżeli jakiś reżyser wraz z
aktorami chcą pewne sceny ominąć, bo zbyt trudne, nie powinni się zabierać
za inscenizację. Oczywiście są wyjątki (np. "Ogień w głowie" Korsunovasa) -
niektórym się udaje stworzyć symbole o tak dużej sile oddziaływania, że tu
nie ma już co "doprawiać", ale tych wyjątków nie ma zbyt wiele.

> Ach! Wlasnie! O "Hair" juz nawet w "Muzycznym" nie wspomne, bo pewnie
kazdy
> pamieta te zenujaca afere w 3-miescie...

Ja nie! Proszę o szczegóły ;-)

Tomasz
Re: Nagosc na scenie
#268
Author: margotka
Date: Mon, 23 Oct 2000 07:06
25 lines
1644 bytes
5r napisał(a) w wiadomości: <8su690$quh$1@news.tpi.pl>...
>cytat:
>"Modne okreslenie "kontrowersyjny" - co znaczy sporny, dyskusyjny - uzywane
>jest po to, by bron Boze ktos nie pomyslal, ze ma sie ochote na spor czy
>dyskusje. >no to jak jest z toba margotka ? :-)
>
>
>Użytkownik "margotka" <margott@cave.hq.pl> napisał w wiadomości
>news:8spfrg$g35$1@okapi.ict.pwr.wroc.pl...
>> Ciekawi mnie bardzo, co macie na ten temat do powiedzenia/napisania:).
>> Oczywiscie - jak wiadomo - jest to sprawa bardzo kontrowersyjna...

>> Moje spostrzezenia sa jedynie pretekstem do dyskusji, ktora - mam
>nadzieje -
>> sie tu odbedzie...
>> Pozdr.
>> m.
>> ps. w sumie to grupa dyskusyjna?:)
w czym problem? :) czytaj uwazniej posty..
a jesli w tej zawualowanej wypowiedzi pytasz po prostu o moje zdanie, to ja
uwazam, ze nie trzeba zabierac sie za cos, co ma zostac splycone, bo
publicznosc zle zareaguje... ot i tyle:)
pozdrawiam
m.
Re: Nagosc na scenie
#262
Author: Róża
Date: Mon, 23 Oct 2000 20:32
18 lines
1713 bytes
Tomasz Piotrowski wrote:
> 
> "Róża" <rozie@friko2.onet.pl> wrote in message
> news:39F0A12C.F082828E@friko2.onet.pl...
> 
> >IMO wszystko da się zagrać tak, żeby 'wilk był syty i owca cała'.
> 
> Można się najeść do syta bez uczty, ale gdy chcemy ucztować (a dla mnie
> teatr jest taką ucztą - dla ducha), zupa z torebki nie wystarczy.

Jakie rozwiązanie zatem proponujesz? Bo i Tobie prostak w pierwszym
rzędzie może popsuć posiłek tak, że nawet syty nie będziesz...

-- 
***         R          Ó         Ż          A         ***
***       & | #      % | @     * | @      $ | #       ***
***        \|/        \|/       \|/        \|/        ***
****=*WBiA*=|===Paweł==|='Róża'==|=Różański=|=*WBiA*=****
Re: Nagosc na scenie
#263
Author: Tomasz Piotrowski
Date: Mon, 23 Oct 2000 22:43
24 lines
2402 bytes
"Róża" <rozie@friko2.onet.pl> wrote in message
news:39F4A053.68671B59@friko2.onet.pl...

> Jakie rozwiązanie zatem proponujesz? Bo i Tobie prostak w pierwszym
> rzędzie może popsuć posiłek tak, że nawet syty nie będziesz...

Pytanie czy aktorka, do której ów prostak skierował swe słowa była
sparaliżowana  jego zachowaniem, czy może tym, że stała niekompletnie ubrana
przed liczną publiką? Wydaje mi się, że gdyby to drugie nie miało miejsca to
i z prostakiem by sobie poradziła.
Widziałem wiele przedstawień, których elementem było ciało. Były wśród nich
nawet przedstawienia uliczne (np. "Femina" teatru Cogitatur), a więc takie
gdzie publiczność jest w dużej części przypadkowa. I nawet gdy aktorzy
rozbierali się całkiem do naga, nie zauważyłem nieodpowiednich zachowań
wśród publiczności (a może właśnie dlatego, że się rozebrali - nie dali
prostakom powodu do okrzyków typu "zdejmuj majtki mała" ;-)).
W każdym razie nie uważam, że należy pozbawiać 99.99% widzów czegoś tylko z
powodu, że 0.01% zachowuje się nieodpowiednio. Skoro już jesteśmy przy
porównaniach kulinarnych, czy należy zabronić jedzenia grzybów skoro
niektóre są trujące? Na pocieszenie mogę dodać, że przecież do teatru i tak
chadzają ludzie wyróżniający się kulturą raczej w sposób pozytywny.
Wyobrażasz sobie teatromana-szalikowca? :-))

T.
Re: Nagosc na scenie
#264
Author: dada
Date: Tue, 24 Oct 2000 08:33
32 lines
2958 bytes
Użytkownik "Tomasz Piotrowski" <tomaszek@maniac.org.pl> napisał w wiadomości
news:8t2f0g$6se$1@h1.uw.edu.pl...

Na pocieszenie mogę dodać, że przecież do teatru i tak
> chadzają ludzie wyróżniający się kulturą raczej w sposób pozytywny.
> Wyobrażasz sobie teatromana-szalikowca? :-))

Wprawdzie to nie do mnie skierowane pytanko, ale pozwole sie wtracic: Jasne,
ze sobie wyobrazam, a nawet niejednokrotnie widzialem. Moze nie chodzi tu o
teatromana-szalikowca, ale o odwiedzajacego teatr szalikowca. A trafia to
cos w zaszczytne miejsce razem z zaraza, ktora co jakis czas spada nawet na
najlepsze przedstawienia. A zarazie tej na imie WYCIECZKI SZKOLNE. A te na
co jak na co, ale na przedmiotowa nagosc na scenie reaguja nad wyraz
zywiolowo - ktos juz wspominal, jakie sa reakcje w scenie z nagim Hamletem w
Rozmaitosciach (nomen omen scenie dla mnie osobiscie niezrozumialej i
niepotrzebnej, ale nie o to akurat chodzi). Zaraza ta doprowadzila do tego,
ze bardzo ostroznie podchodze do wyjscia do teatru na cos, co moglody akurat
przyciagnac jakas pania polonistke z tlumem nastolatkow, na cos, co zblizone
jest do lektur szkolnych... Sposob na to jest w miare prosty - na tego typu
przedstawienia chodze wylacznie w weekendy - wtedy ryzyko spotkania
"szaranczy" znacznie maleje ;))
A inna sprawa to calkowite nieprzygotowanie nauczycielek do niektorych
smialych interpretacji klasyki - do dzis jedna z ulubionych opowiesci mojej
zony jest ich wyprawa w liceum na Wesele Hanuszkiewicza i panika, w jaka
wpadla ich nauczycielka - najpierw kobieta probowala ich wyciagnac z teatru
(przekonana pewnie, ze zamiast do swiatyni sztuki trafila do sex-shopu), ale
okrzyczana przez obsluge teatru dala sobie spokoj i przez caly czas
siedziala czerwona, ciezko dyszac, po czym nastepnego dnia na lekcji nawet
nie wspomniala jednym slowem o przedstawieniu (mimo ze w zwyczaju byla
"dyskusja" obejrzanych spektakli :)
Pozdrawiam
Darek
Re: Nagosc na scenie
#265
Author: Tomasz Piotrowski
Date: Tue, 24 Oct 2000 15:54
17 lines
1946 bytes
"dada" <dareka6@polbox.com> wrote in message
news:8t3hfl$eqr$1@news.ipartners.pl...

> A zarazie tej na imie WYCIECZKI SZKOLNE... [ciach]

Taaaak, tu masz rację, zapomniałem o tym. Teraz sobie przypominam parę
przedstawień, które ta "szarańcza" (bardzo trafne określenie, proponuję je
przyjąć jako oficjalne na Grupie :-)) nawiedziła. Z tym , że zaraza ta
zachowuje się fatalnie przez większość czasu, choć przyznać muszę, ze
faktycznie jej aktywność rośnie gdy w spektaklu są "momenty".
Nadal jednak nie uważam aby z powodu, że do teatru czasem chodzą chamy,
należałoby coś w spektaklach zmieniać. Oznaczałoby to tylko tyle, że oni są
ważniejsi, że trzeba się z nimi liczyć, a to tylko woda na ich młyn.
Dzięki za pomysł, aby na spektakle "lekturowe" chodzić w weekendy -
skorzystam.

T.
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads