🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.hum.pisarstwo
7 messages
7 total messages Started by Robert B. Dregowicz Thu, 06 Feb 2003 13:02
Sam nie wiem? W±tpliwo¶ci?
#2089
Author: Robert B. Dregowicz
Date: Thu, 06 Feb 2003 13:02
15 lines
1403 bytes
Witam wszystkich!

Jestem debiutantem, uuuf, co za wyznanie.
Piszê powie¶æ. Fantasy. Powie¶æ fantasy dla doros³ych.
Czujê, ¿e jest co¶ warta.
Mój dziewiêtnastoletni syn jest fanem wszystkiego co
fantasy. Ksi±¿ki, filmy, RPG, Nowa Fantastyka itd.
Jest krytyczny i zna siê na tym. Tak my¶lê.
Mówi, ¿e to jest dobre. Mówi nawet co¶ wiêcej ale nie
wypada mi sie tutaj chwaliæ.
Co zrobiæ? Jak skontaktowaæ siê z jakimi¶ wydawnictwem?
Gdzie dostaæ informacje dla autorów, debiutantów?

Pozdrawiam serdecznie,
R. B. Dregowicz
Re: Sam nie wiem? Wątpliwości?
#2090
Author: Jan Rudziński
Date: Thu, 06 Feb 2003 13:17
23 lines
1597 bytes
Cześć wszystkim

"Robert B. Dregowicz" wrote:
> 
> Witam wszystkich!
> 
> Jestem debiutantem, uuuf, co za wyznanie.
> Piszę powieść. Fantasy. Powieść fantasy dla dorosłych.
> Czuję, że jest coś warta.
[...]
> Co zrobić? Jak skontaktować się z jakimiś wydawnictwem?
> Gdzie dostać informacje dla autorów, debiutantów?

 Proponuję przejrzeć po prostu archiwum tej listy dyskusyjnej. Tydzień
temu jeden z kolegów prezentował pokaźną listę wydawnictw, do których ma
zamiar udać się ze swoją książką...


-- 
Pozdrowienia
 Janek          http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...
Re: Sam nie wiem? Wątpliwości?
#2091
Author: Idril&Delilah
Date: Thu, 06 Feb 2003 17:10
32 lines
2014 bytes
Witam!

On Thu, 6 Feb 2003 13:02:17 +0000 (UTC), dregowicz@poczta.wp.pl
(Robert B. Dregowicz) wrote:
>Jestem debiutantem, uuuf, co za wyznanie.
>Piszę powieść. Fantasy. Powieść fantasy dla dorosłych.
>Czuję, że jest coś warta.
>Mój dziewiętnastoletni syn jest fanem wszystkiego co
>fantasy. Książki, filmy, RPG, Nowa Fantastyka itd.
>Jest krytyczny i zna się na tym. Tak myślę.
>Mówi, że to jest dobre. Mówi nawet coś więcej ale nie
>wypada mi sie tutaj chwalić.
>Co zrobić? Jak skontaktować się z jakimiś wydawnictwem?
>Gdzie dostać informacje dla autorów, debiutantów?

Wydawnictwa:
Np. www.runa.pl (zwlaszcza http://www.runa.pl/kontakt.html)

www.fabryka.pl - Fabryka Slow

www.ares2.com.pl - wydawca "Science Fiction", wlasnie startuje w
wlasna seria ksiazkowa.

We wszystkich przypadkach zalecam cierpliwosc w oczekiwaniu na
odpowiedz z wydawnictwa.

-- 
Michal Studniarek
Przepraszam, a dlaczegóż to odmawiasz 
człowiekowi w wolnym kraju prawa do
posiadania dwóch pierdolców na raz? :-)
(c) Pawel Pluta
Re: Sam nie wiem? Wątpliwości?
#2092
Author: Henryk Kostjuk
Date: Thu, 06 Feb 2003 21:37
6 lines
1063 bytes

"
> Co zrobić? Jak skontaktować się z jakimiś wydawnictwem?
> Gdzie dostać informacje dla autorów, debiutantów?
Zapytaj Tumora Mozgowicza - on juz przeszedl tę drogę.
Re: Sam nie wiem? Wątpliwości?
#2094
Author: cct
Date: Thu, 06 Feb 2003 23:17
26 lines
1839 bytes
Witam

| Jestem debiutantem, uuuf, co za wyznanie.
| Piszę powieść. Fantasy. Powieść fantasy dla dorosłych.
| Czuję, że jest coś warta.
| Mój dziewiętnastoletni syn jest fanem wszystkiego co
| fantasy. Książki, filmy, RPG, Nowa Fantastyka itd.
| Jest krytyczny i zna się na tym. Tak myślę.
| Mówi, że to jest dobre. Mówi nawet coś więcej ale nie
| wypada mi sie tutaj chwalić.
| Co zrobić? Jak skontaktować się z jakimiś wydawnictwem?
| Gdzie dostać informacje dla autorów, debiutantów?

Polecam watek Tumora Mozgowicza i opublikowana jakisz czas temu liste
wydawcow (w razie czego moege przeslac na priv jakbys w archiwum nie
znalazl).
A tymczasem moze bys zamiescil 2-3 pierwsze rozdzialy na grupie do oceny?
Upewniloby Cie to w przekonaniu, ze warto z tym chodzic do wydawnictw...

| Pozdrawiam serdecznie,
| R. B. Dregowicz

pozdrawiam
cct
...
:-)
Re: Sam nie wiem? W±tpliwo¶ci?
#2095
Author: Robert B. Dregowicz
Date: Fri, 07 Feb 2003 06:25
304 lines
20317 bytes
cct wrote:

> Polecam watek Tumora Mozgowicza i opublikowana jakisz czas temu liste
> wydawcow (w razie czego moege przeslac na priv jakbys w archiwum nie
> znalazl).
Poproszê. Thank you.

> A tymczasem moze bys zamiescil 2-3 pierwsze rozdzialy na grupie do oceny?
> Upewniloby Cie to w przekonaniu, ze warto z tym chodzic do wydawnictw...
As you wish. Pocz±tek roz. 5 tomu I. (nie wiem jak wstawiæ italiki tutaj)

Budzê siê. Co¶ mnie budzi. Budzi mnie niepokój i otwieram oczy. Moje
kobiety ¶pi± i oddychaj± równo skulone obok. Na dworze jest jeszcze noc.
Wysuwam siê delikatnie spod wspólnego prze¶cierad³a i nas³uchujê.
- ... - s³yszê co¶ niewypowiedzianego w mojej g³owie. To Dzedinalabri mnie
wzywa.
Bardzo powoli wstajê z ³ó¿ka. Wychodzê z kompleksu Wisani i znów
nas³uchujê. Nic. Tylko szum fontanny w jej mieszkaniu. Trójdzielny filar
hwataka jest prawie ca³kiem ciemny. Woda w basenie skrzy siê blad±,
niebieskaw± po¶wiat± rozchodz±c± siê od samego dna.
Spogl±dam w górê. Nie dostrzegam niczego podejrzanego. Wchodzê do swojego
apartamentu i znów nas³uchujê.
- ChodŒ.
Ubieram pierwsze lepsze ubranie jakie wpada mi po ciemku w rêce i próbujê
zlokalizowaæ kierunek. To gdzie¶ poni¿ej. Ale gdy jestem na parterze
czujê, ¿e hwataka wzywa mnie z g³êbi podziemi. Zastanawiam siê, czy nie
obudziæ wojowników. Nie, niech ¶pi± w ramionach swoich kochanek, decydujê
i u¶miecham siê rozmarzony na wspomnienie w³asnej upojnej nocy.
Gdy mijam pierwszy poziom dostrzegam blade ¶wiat³o wychodz±ce z jednego
pomieszczenia. Woda w basenie za grubymi szybami l¶ni s³abiutko. A to
¶wiat³o jest inne, wielokolorowe. Podchodzê powoli i zatrzymujê siê
bezpo¶rednio przed otworem drzwiowym. Zastygam w bezruchu i nas³uchujê.
- Zabierz - idzie z g³êbszych poziomów. Wychylam g³owê i spogl±dam do
¶rodka. To tylko jedna z sal naszej zbrojowni. A blask pochodzi od ró¿nych
magicznych artefaktów. Podchodzê do rzêdu pó³ek z lewej strony i biorê do
r±k pierwszy przedmiot. Wygl±da jak laska podobna do tej, któr± Mirandz
o¶wietla³a drogê w dniu mojego wypadku. Jej kryszta³owy koniec ¶wieci
bardzo s³abo na czerwono. No, przecie¿! Zapomnia³em, ¿e jestem
czarodziejem. Šmiejê siê pod nosem i nakazujê ¶wiat³u lamp zaja¶nieæ.
Wychodzê na o¶wietlony korytarz i schodzê na nastêpny poziom. Šwiat³a
przede mn± zapalaj± siê a za mn±, gasn± na pewno po chwili. Rzucam tylko
okiem w g³±b korytarza, gdzie znajduje siê pomieszczenie z ziemskimi
rendzewaj i schodzê ni¿ej.
Kolejny poziom jest olbrzymi. Znajduje siê tu kilka wielkich hal. Ka¿da
wiêksza trzy, cztery razy od wewnêtrznego dziedziñca hwataka. Hale
wygl±daj± jak magazyny bo w wielu miejscach ustawione s± ogromne a¿urowe
konstrukcje. Teraz pó³ki, pud³a, szafy i zbiorniki s± ca³kowicie puste. Tu
koñcz± siê klatki schodowe z pochylniami a ¶rodek tego poziomu zajmuje
olbrzymi walec o nierównej i niemal¿e czarnej, obsydianowej powierzchni
odbijaj±cej ¶wietlne refleksy lamp. Jest to solidnie obudowane dno basenu
z górnych kondygnacji.
Z tego poziomu jest piêæ dalszych wyj¶æ. Na koñcu ka¿dej hali jest du¿y
³ukowaty otwór. Wygl±daj± jak bramy transportowe przychodzi mi na my¶l.
Nie mogê siê zdecydowaæ, któr± wybraæ.
- Usuñ to - rozlega siê z jeszcze ni¿szych partii.
A wiêc to nie mo¿e byæ ¿adna z tych piêciu bram. Nie prowadz± w dó³.
Obchodzê klatkê schodow± i dostrzegam za ni± boczne drzwi. Drewniane ale
wzmocnione masywnymi ¿elaznymi sztabami i æwiekami. I s± wyposa¿one w
klamkê.
Naciskam, zamkniête. Nie widzê ¿adnego zamka. Móg³bym u¿yæ telekinezy aby
je otworzyæ ale nie mogê tego zrobiæ nie wiedz±c jak on dzia³a. Muszê go
najpierw zobaczyæ lub wyobraziæ sobie jego mechanizm, jak wtedy z
telefonem i baga¿nikami. Próbujê odnaleŒæ jaki¶ szczegó³, który móg³by
mnie naprowadziæ. Ogl±dam framugê, powierzchniê drzwi i ¶ciany obok.
Patrzê na pod³ogê i sufit. Niczego nie zauwa¿am i nic nie przychodzi mi do
g³owy.
- Wisanger - Dzedinalabri wzywa nadal.
- Otwórz to - nakazujê.
- Ty otwórz - s³yszê odpowiedŒ.
- Nie umiem.
- Umiesz.
Nie wiem co robiæ. Bêdê musia³ chyba zawróciæ i ich obudziæ. Chodzê w
kó³ko zamy¶lony i pocieram czo³o. Dzedinalabri, czyli inaczej genius loci
tego miejsca, miejsca które ja stworzy³em tak¿e i dlatego jaka¶ tam
cz±stka mojej osobowo¶ci jest w nim równie¿, wie, ¿e umiem. Czyli
odpowiedŒ musi byæ we mnie. Przebiegam my¶l± ró¿ne mo¿liwo¶ci ale tylko
czar Wisani, który...
No jasne! Prze¶wietlam drzwi w rejonie klamki rozpraszaj±c iluzyjnie
kolejne warstwy. Teraz trzeba tylko wyobraziæ sobie jak to jest po³±czone
w przestrzeni. A, mam! Banalnie proste. Zwyk³a sprê¿yna.
Odci±gam skobel i naciskam jednocze¶nie na klamkê. Sprê¿yna odskakuje i
drzwi otwieraj± siê do wewn±trz. Za nimi jest ciemny i niski korytarz,
który wygl±da jakby by³ wykuty bezpo¶rednio w skale. Zostawiam drzwi
szeroko otwarte i przekraczam wysoki próg. Czujê ch³ód ale nie chcê
rezygnowaæ i nie wracam po cieplejsze ubranie.
Robiê kilka kroków i zatrzymujê siê. Nie ma tu lamp, które rozja¶nia³y by
mi dalsz± drogê. Odwracam siê i w ¶wietle wpadaj±cym przez otwarte drzwi
ogl±dam laskê, któr± wzi±³em ze zbrojowni. Cieñszy koniec to twarde
metalowe ostrze. Grubszy stanowi kula o ¶rednicy oko³o 5 centymetrów. W
trzech czwartych okrywa j± czarna os³ona, która przechodzi w tak± sam±
tulejkê zabezpieczaj±c± laskê na jednej trzeciej d³ugo¶ci. U¿ywam hwa aby
j± uruchomiæ.
Nie spodziewa³em siê tak silnego szarpniêcia. Za sob± s³yszê przenikliwy
syk wystrza³u. Kulê siê instynktownie i odwracam powoli. To ta laska.
Šwieci teraz jak latarka bia³o ¿ó³tym ¶wiat³em. Okrywa rozdzieli³a siê i
odchyli³a od ga³ki w postaci trzech os³onek, jakby ³upin lub skórek a spod
ga³ki musia³a wystrzeliæ energetyczna flara, której odrzut tak szarpn±³ mi
³okciem i barkiem.
Przek³adam laskê tak aby jej strzelaj±cy koniec mi nie zagra¿a³ i ogl±dam
go uwa¿niej. Šwiat³o ga³ki powoli przygasa i ¿arzy siê ju¿ tylko
jasnoczerwonym blaskiem. Wyczuwam, ¿e sama ga³ka jest gor±ca. Mo¿na ni±
nawet podpalaæ. Tuleja i os³onki elektryzuj± siê i zbieraj± siê na nich
³adunki. Ujmujê laskê mocniej, opieram na biodrze i uruchamiam ponownie.
Tak, os³onki to wyrzutnie ¶wietlnych czy energetycznych pocisków. Trzy,
krótkie strza³y ¶wiat³a sycz± gdy sun± przez ciemno¶æ korytarza oko³o
dwadzie¶cia metrów a gdy odbijaj± siê od ¶cian i sufitu, to opadaj± na
nierówne pod³o¿e i rozpryskuj± w koñcu mnóstwem zimnych iskier.
- Fajna zabawka - cieszê siê i wystrzeliwujê jeszcze raz.
Ustawiam dzia³anie laski na o¶wietlanie i ruszam dalej. Chodnik raz obni¿a
siê, raz wznosi nieznacznie. Wygl±da jak wydr±¿ony niedawno, nie ma kurzu,
jedynie trochê py³u z ukruszonych i zlepianych wysok± temperatur± kamieni.
Tak jak wtedy gdy Hwanetyjczycy stawiali swój pierwszy namiot.
Po przej¶ciu oko³o stu metrów ¶wiat³o mojej latarni za³amuje siê na
przeciwleg³ej ¶cianie. Stajê niezdecydowany i niepewny czy i¶æ dalej.
O¶wietlam boczne powierzchnie ale nic tu nie ma. Wytê¿am wzrok i
przygl±dam siê uwa¿niej przeszkodzie przede mn±. Musi tam byæ znaczne
obni¿enie chodnika bo inaczej nie da³oby siê poruszaæ. Strzelam racami.
Tak, jest! Race o¶wietlaj± pustkê przed ¶cian± i opadaj± w dó³. Dogasaj±
jeszcze na wykutych stopniach gdy przybli¿am siê ze dwadzie¶cia metrów i
stajê na szczycie stromych schodów. Czujê nik³y, stêch³y odór dolatuj±cy z
do³u. Nas³uchujê. Niczego nie s³ychaæ, ¿adnego szurania, ¿adnych kapi±cych
kropli.
Pochylam g³owê i schodzê ostro¿nie w dó³. Naliczy³em 59 stopni ró¿nej
szeroko¶ci i znalaz³em siê w du¿ej, okr±g³ej i kopulastej komorze. Tu te¿
panuje cisza. Ale smród jest wiêkszy. W bocznych ¶cianach zieje osiem
mniejszych i trzy wiêksze ciemne otwory. Te wiêksze to wej¶cia do
promieni¶cie odchodz±cych w trzech kierunkach kolejnych chodników.
Podchodzê i zagl±dam do pierwszego otworu. Obrzydliwy fetor. Na ¶rodku
niedu¿ej niszy le¿y sterta jakich¶... ¶mieci? To kupa gnij±cych odpadków.
Bez sensu. W drugiej podobnie, ale smród jest mniejszy. To raczej
pogniecione puszki, plastikowe butelki, stare gazety. Gdy zagl±dam do
kolejnej niszy to cofam siê przera¿ony. Trwo¿liwie patrzê ponownie. Pod
¶cianami le¿± szkielety. Pomieszane, ludzkie szcz±tki. S± do¶æ stare,
stwierdzam, gdy uspokajam siê na tyle aby przyjrzeæ siê temu dok³adnie.
Po¿ó³k³e a nawet sczernia³e.
- Po jak± cholerê? - mówiê g³o¶no sam do siebie. Po co to tu zgromadzono?
Nastêpna nisza jest ca³kowicie pusta. Zosta³y mi jeszcze cztery.
Postanawiam najpierw zajrzeæ do tej po drugiej, prawej stronie schodów.
Przechodzê przez ¶rodek komnaty i gdy widzê co w niej jest, ogarnia mnie
wiêkszy niepokój. Niby nic, rdzawy proszek, nie ca³kiem jeszcze
zardzewia³a siekierka, przegni³y zwój jakiej¶ liny. Ale co bêdzie dalej?
Pomimo ch³odu mój kark pokrywa siê kroplami potu.
- Co to ma byæ? Lochy? - widzê metalowe zêby i zatrzaski. Nie, to s±
ró¿nego rodzaju wnyki i sid³a. Niektóre ca³kiem nowe. Wcale mnie to nie
uspokaja.
Serce wali mi jak m³otem gdy bardzo ostro¿nie zagl±dam do przedostatniego
otworu. Wnêka zawalona jest pociskami. Bombami, minami, nabojami z
ostatniej wojny. Szary py³ ze zmieszanego prochu i skorodowanego metalu
tworzy gdzieniegdzie ma³e kupki. Albo z wielu wojen pomy¶la³em.
Ostatni powinien byæ pusty tak jak tamten po drugiej stronie. Wdycham
g³êboko zgni³e powietrze choæ zaraz odczuwam odór z pierwszych wnêk i
dostajê napadu kaszlu.
Idê powoli ma³ymi krokami. BojaŒliwie wyci±gam w stronê ciemnego otworu
¶wiec±c± laskê. Pusta. Kiwam g³ow± i uspokajam nerwy. Podchodzê bli¿ej i
nagle czujê jak przera¿enie podnosi mi w³osy na ca³ym ciele a oczy
zachodz± mg³± strachu. Pod sam± ¶cian± le¿y ma³y, skórzany worek. Jest
ca³kowicie pusty. To torba... nizio³ków.
-Ty... - piek±ca sucho¶æ w gardle nie pozwala mi mówiæ dalej. -
..g³upcze! Sam kaza³e¶ g³êboko zakopaæ, ukryæ wszystko co z³e kiedy
powstawa³ hwataka - koñczê w my¶li. - Nikt siê nie zainteresowa³ co siê
potem sta³o z prochami szamana. Ty siê nie zainteresowa³e¶! Wisanger! Te¿
mi powandzu!
- Spokojnie - mówiê i prze³ykam ¶linê. Dzedinalabri wykonywa³ tylko to co
mu poleci³em. Zgromadzi³ ludzkie szcz±tki ze starego cmentarza za
ko¶cio³em i wszystkie rzeczy, które mia³y jakikolwiek zwi±zek z bólem i
cierpieniem. I które znalaz³y siê w obrêbie bariery. Tak¿e te rzeczy,
które burzy³y dzira, porz±dek i harmoniê krajobrazu, czyli trudne do
utylizacji ¶mieci i szkodliwe odpady.
- Zniszcz to. Pospiesz siê - s³yszê ju¿ bardzo wyraŒnie jak rozlega siê w
mojej g³owie.
Muszê ich powiadomiæ. Jestem oko³o piêtnastu, dwudziestu metrów pod
ziemi±. Staram przypomnieæ sobie drogê jak± tu szed³em i oceniam kierunek
w stosunku do po³o¿enia hwataka. Mogê byæ na skraju Zalewu. W takim razie
korytarz, z którego dochodzi wezwanie ci±gnie siê pod jego dnem.
- Wisania! Alizon! Šjenaz! - nie mogê pomy¶leæ telepatycznie bo ich nie
widzê.
- Niebezpieczeñstwo! - wykorzystujê wiêŒ lojalno¶ci. Nie mam zegarka. Nie
wiem, która godzina. Ile czasu minê³o od momentu mojego przebudzenia?
Godzina, nie wiêcej ni¿ pó³torej, szacujê.
- Alarm! - wysy³am kolejny sygna³. - Zagro¿enie!
Wkraczam w mrok korytarza i nas³uchujê. Poza biciem w³asnego serca i
szumem krwi w uszach nie s³yszê niczego.
- Z³o! - ¶lê co chwila mentalnie.
Skalny korytarz jest zrobiony tak samo jak poprzedni. Ale tym razem skrêca
i wije siê w ³agodnych zakosach. Ogólny kierunek jest jednak zachowany.
Tak mi siê przynajmniej wydaje. Po jego obu bokach wykute s± kolejne
nisze. Wszystkie s± puste. Gotowe na przyjêcie z³a przychodzi mi do g³owy.
Próbujê sobie odpamiêtaæ jakie¶ czary bojowe Wisani, które umia³bym
wykorzystaæ. Widzia³em tylko jak rzuca³a pajêczynê i ognist± strza³ê. Nie
za bardzo mi to wychodzi. Albo jestem zbyt podenerwowany albo czary
rzucane z wisentaj nie odpamiêtywuj± siê tak ³atwo.
Gdy wêdrujê tak nastêpne trzysta metrów i mijam oprócz bocznych wnêk,
czasami wysokich na kilka metrów, kolejne krzy¿uj±ce siê chodniki, które
uk³adaj± siê w labirynt, to ogarnia mnie zgroza. Tyle z³a jest na Ziemi!?
Co¶ s³yszê. Nie, nie za sob±. Przed sob±. Przygasam ¶wiat³o. Przyt³umione
odleg³o¶ci± dziwne dŒwiêki. Sapanie, szuranie, mlaskanie? I czujê
zapach... ¶wie¿ej ziemi. Powinienem poczekaæ na nich.
- Bojê siê - samo ze mnie ulatuje. No nie! Muszê nauczyæ siê kontrolowaæ
nie tylko nerwy ale i my¶li.
- Nie, nie bojê siê. Obawiam siê. B±dŒcie ostro¿ni - mój strach mo¿e tylko
wzbudziæ w nich jeszcze wiêkszy niepokój albo przeraziæ ¶miertelnie.
- Moi kochani, uwa¿ajcie - ustawiam blokady mentalne aby przypadkiem
¿adnej z nich nie przysz³o do g³owy szperaæ zbyt g³êboko i dowiedzieæ siê
jak bojê siê naprawdê.
Ws³uchujê siê w odg³osy ale nie mogê rozpoznaæ czym s±. Odnoszê dziwne
wra¿enie, ¿e mam w g³owie kilka umys³ów. Nie, to nie tak. Šwiadomo¶æ jest
jedna ale pojawi³y siê dziwne dodatkowe, pod¶wiadomo¶ci. Tak bym to
okre¶li³. Jedna czujnie obserwuje i nas³uchuje. Druga przeszukuje pamiêæ
odno¶nie przesz³ych wydarzeñ a trzecia wymy¶la i analizuje wszystkie
przypadki i rozwi±zania jakie mo¿na tylko pomy¶leæ. Moja ¶wiadomo¶æ
nadzoruje ich jednoczesn± pracê, prze³±cza je i podejmuje decyzje.
Teraz decyduje podej¶æ kolejne kilkadziesi±t metrów. Wy³±czam ¶wiat³o
latarni ca³kowicie. Dostrzegam nik³y blask, który dochodzi zza zakrêtu. I
s³yszê drapanie pazurami albo ¿³obienie metalowym ostrzem w kamieniu.
- Gdzie jeste¶ - wymy¶la mi siê w g³owie g³os Wisani.
- W podziemiach.
- Ale gdzie, konkretniej - teraz Alizon.
- W chodniku, który biegnie prosto na po³udnie. Pod dno Zalewu.
Wychylam ostro¿nie g³owê zza za³omu. Korytarz skrêca ³agodnie i prowadzi
dalej. Ale czê¶æ jego ¶ciany jest osuniêta a ziemia i kamienie odwalone na
boki. Z powsta³ej dziury rozchodzi siê w³a¶nie blask i dobiega drapanie.
Podchodzê najciszej jak tylko mogê macaj±c butem i uwa¿aj±c na kamienie i
wiêksze grudy ziemi. Drapanie usta³o. I ja zastygam w pó³ kroku. Co teraz?
Ogarnia mnie panika ale jak znów siê zaczê³o rozluŒniam miê¶nie i
wyprostowujê siê powoli.
Przesuwam siê jeszcze bli¿ej i zatrzymujê u wylotu dziury. Czujê zapach
mu³u i wody. Drapanie znów ustaje. Opieram siê plecami o ¶cianê korytarza.
Tak, teledetekcja! Mogê zerkn±æ co tam jest nie wchodz±c wcale. Nie, nie
mogê. Nie mogê sobie wyobraziæ co tam jest aby ustawiæ punkt ogniskowania.
Co¶ drapi±cego powraca do swojej pracy. Zauwa¿am, ¿e gdy rozlega siê
drapanie to blask rozja¶nia siê jakby sypa³y siê iskry. Decydujê siê
wychyn±æ g³owê i zaraz cofam j± z powrotem.
Bariera! Tu jest bariera! No tak, oczywi¶cie. To jej niebieskawa po¶wiata.
Za zwa³ami gliny przestrzeñ rozszerza siê w jak±¶ kawernê albo jaskiniê.
Bariera dzieli j± mniej wiêcej na pó³.
- Wisanger, kochanie gdzie jeste¶ - g³os Šjenaz rozlega siê wyraŒnie w
mojej g³owie. Wyczuwam, ¿e jest bardzo blisko.
- Przy barierze. Co¶ próbuje - drapanie ustaje - wydostaæ siê poza ni±.
- Co? Bojê siê.
- Nie wiem jeszcze co. Jeste¶ sama?
- Tak. To znaczy s³yszê i czujê ich w pobli¿u ale to straszne miejsce jest
jak labirynt. Trudno tu poruszaæ siê. Rozdzielili¶my siê.
- Zostañ i poczekaj na innych. Jeste¶ ju¿ bardzo blisko mnie.
- Czy co¶ ci siê sta³o?
- Nie. Nic mi nie jest. Masz co¶ do ochrony?
- Dali mi parê rzeczy ale nie wiem jak siê tego wszystkiego u¿ywa. Nie
by³o czasu na dok³adniejsze instrukcje.
- Przyga¶ ¶wiat³o.
- Dobrze, kochany.
- Czy widzieli¶cie pusty worek z prochami szamana?
- Tak. Alizon i ja tam... posprz±ta³y¶my. Ale ko¶ci i bomb nie rusza³y¶my.
Bojê siê jak jest ciemno. Chcê byæ przy tobie.
- Zostañ!
- Dobrze. Ale nie wiem jak d³ugo wytrzymam - 'wielkie z³o' ponownie
rozpoczê³o drapanie.
Wychylam g³owê jeszcze raz i szukam tego czego¶ wzrokiem. Jest! Co to
jest? Korpus psa ale ³eb czego¶ innego. Nie widzê bo jest odwrócone do
mnie ty³em. Wgryza siê potwornymi k³ami i psimi pazurami w barierê. To z
tego sypi± siê niebieskie skry. Z pazurów zaraz zostaje krwawa miazga ale
k³y s± zrobione z czego¶ znacznie twardszego.
- Wisanger jeste¶ tam? - s³yszê Šjenaz w g³owie.
- Jestem, jestem. Te¿ czekam na innych.
Wysuwam siê ostro¿nie ca³y, mocno opieram nogami i nakierowujê laskê na
stwora, pó³ psa, pó³ nie wiedzieæ co. Bestia przestaje drapaæ, sapie i
widzê jak psie pazury powoli regeneruj± siê. Nas³uchuje czujnie po czym
odwraca siê i...
- Leæcie moje strza³y, leæcie celnie - uruchamiam wyrzutniê energetycznych
pocisków wk³adaj±c we nie równie¿ energiê hwa od siebie.
B³ysk jest tak silny, ¿e o¶lepia mnie i nie mogê dojrzeæ co siê sta³o.
- S³ysza³e¶? Co to by³o? - rozlega siê g³os Šjenaz.
- Za³atwi³em gada! - czujê siê dumny. Ale drapanie rozlega siê ponownie.
Jest szybsze i mocniejsze. Co jest? Taki¶ ¿ywotny, cholero!
- Spieszysz siê gdzie¶? Nic z tego potworze. Trafi³e¶ na Wisangera -
podchodzê bli¿ej i ustawiam siê nieco z boku aby trafiæ dok³adnie w szaro
ró¿owy, jakby ¶wiñski ³eb z grzyw±. Jego k³y to ró¿norodne klejnoty,
którymi zawziêcie szoruje barierê. Dostrzegam, ¿e w tym miejscu zrobi³a
siê matowa ale nie wiem czy od pokrywaj±cego j± jadu stwora czy
rzeczywi¶cie s³abnie w tym miejscu.
- Wspaniale. Idê do ciebie, mój ty bohaterze. Co to by³o?
- Nie! Zostañ! Bydlê jeszcze ¿yje.
Laska ³aduje siê i wypalam ponownie. Trzy strza³y trafiaj± dok³adnie w
¶rodek potwornego ³ba. Ale nic mu to nie szkodzi. Co jest? Stwór tê¿eje,
³eb mu grubieje i pokrywa siê szczecin±. Metaliczny dŒwiêk, który wydobywa
siê gdy jego k³y wpijaj± siê w barierê narasta i zamienia siê w piskliwy
jazgot.
- Trafi³e¶? - pyta Šjenaz.
- Tak. Ale on poch³ania hwa - i tylko go wzmocni³em. Straci³em pewno¶æ
siebie. Jak oni za³atwili tamte bestie? Czemu ja nie mogê? Oczywi¶cie, oni
je unieszkodliwili zwyk³± broni±!
Gdy obróci³em laskê i wycelowa³em metaliczny grot w jego stronê, to od
miejsca w którym wgryza³ siê w barierê rozesz³a siê siateczka drobniutkich
pêkniêæ, jakby pajêczyna ¶wietlistych refleksów. Stwór obróci³ siê w moj±
stronê i rzuci³ tak b³yskawicznie, ¿e zdo³a³em tylko cofn±æ siê
instynktownie. Jednakowo¿ moja rêka zd±¿y³a cisn±æ lask±. Wbi³a siê w
niego ale ja cofa³em siê. Zwalnia³ ale jeszcze porusza³ siê i przybli¿a³
nadal.

> | Pozdrawiam serdecznie,
> | R. B. Dregowicz

> pozdrawiam
> cct
> ....
> :-)
Re: Sam nie wiem? Wątpliwości?
#2093
Author: Tumor Mozgowicz
Date: Fri, 07 Feb 2003 17:43
9 lines
1425 bytes
> Zapytaj Tumora Mozgowicza - on juz przeszedl tę drogę.

Doprawdy życzyłbym sobie tego :-).  Niestety jestem dopiero na początku,
--
Pozdrawiam serdecznie,
Tumor Mózgowicz
UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail, ale
robiąc to, nie oczekuj zbyt wiele, bo muisz wiedzieć, że ze wszystkich
rzeczy, które utraciłem najbardziej brakuje mi teraz rozumu.
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads