🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: pl.hum.pisarstwo
Article #2095

Re: Sam nie wiem? W±tpliwo¶ci?

#2095
From: Robert B. Dregowicz
Date: Fri, 07 Feb 2003 06:25
304 lines
20317 bytes
cct wrote:

> Polecam watek Tumora Mozgowicza i opublikowana jakisz czas temu liste
> wydawcow (w razie czego moege przeslac na priv jakbys w archiwum nie
> znalazl).
Poproszê. Thank you.

> A tymczasem moze bys zamiescil 2-3 pierwsze rozdzialy na grupie do oceny?
> Upewniloby Cie to w przekonaniu, ze warto z tym chodzic do wydawnictw...
As you wish. Pocz±tek roz. 5 tomu I. (nie wiem jak wstawiæ italiki tutaj)

Budzê siê. Co¶ mnie budzi. Budzi mnie niepokój i otwieram oczy. Moje
kobiety ¶pi± i oddychaj± równo skulone obok. Na dworze jest jeszcze noc.
Wysuwam siê delikatnie spod wspólnego prze¶cierad³a i nas³uchujê.
- ... - s³yszê co¶ niewypowiedzianego w mojej g³owie. To Dzedinalabri mnie
wzywa.
Bardzo powoli wstajê z ³ó¿ka. Wychodzê z kompleksu Wisani i znów
nas³uchujê. Nic. Tylko szum fontanny w jej mieszkaniu. Trójdzielny filar
hwataka jest prawie ca³kiem ciemny. Woda w basenie skrzy siê blad±,
niebieskaw± po¶wiat± rozchodz±c± siê od samego dna.
Spogl±dam w górê. Nie dostrzegam niczego podejrzanego. Wchodzê do swojego
apartamentu i znów nas³uchujê.
- ChodŒ.
Ubieram pierwsze lepsze ubranie jakie wpada mi po ciemku w rêce i próbujê
zlokalizowaæ kierunek. To gdzie¶ poni¿ej. Ale gdy jestem na parterze
czujê, ¿e hwataka wzywa mnie z g³êbi podziemi. Zastanawiam siê, czy nie
obudziæ wojowników. Nie, niech ¶pi± w ramionach swoich kochanek, decydujê
i u¶miecham siê rozmarzony na wspomnienie w³asnej upojnej nocy.
Gdy mijam pierwszy poziom dostrzegam blade ¶wiat³o wychodz±ce z jednego
pomieszczenia. Woda w basenie za grubymi szybami l¶ni s³abiutko. A to
¶wiat³o jest inne, wielokolorowe. Podchodzê powoli i zatrzymujê siê
bezpo¶rednio przed otworem drzwiowym. Zastygam w bezruchu i nas³uchujê.
- Zabierz - idzie z g³êbszych poziomów. Wychylam g³owê i spogl±dam do
¶rodka. To tylko jedna z sal naszej zbrojowni. A blask pochodzi od ró¿nych
magicznych artefaktów. Podchodzê do rzêdu pó³ek z lewej strony i biorê do
r±k pierwszy przedmiot. Wygl±da jak laska podobna do tej, któr± Mirandz
o¶wietla³a drogê w dniu mojego wypadku. Jej kryszta³owy koniec ¶wieci
bardzo s³abo na czerwono. No, przecie¿! Zapomnia³em, ¿e jestem
czarodziejem. Šmiejê siê pod nosem i nakazujê ¶wiat³u lamp zaja¶nieæ.
Wychodzê na o¶wietlony korytarz i schodzê na nastêpny poziom. Šwiat³a
przede mn± zapalaj± siê a za mn±, gasn± na pewno po chwili. Rzucam tylko
okiem w g³±b korytarza, gdzie znajduje siê pomieszczenie z ziemskimi
rendzewaj i schodzê ni¿ej.
Kolejny poziom jest olbrzymi. Znajduje siê tu kilka wielkich hal. Ka¿da
wiêksza trzy, cztery razy od wewnêtrznego dziedziñca hwataka. Hale
wygl±daj± jak magazyny bo w wielu miejscach ustawione s± ogromne a¿urowe
konstrukcje. Teraz pó³ki, pud³a, szafy i zbiorniki s± ca³kowicie puste. Tu
koñcz± siê klatki schodowe z pochylniami a ¶rodek tego poziomu zajmuje
olbrzymi walec o nierównej i niemal¿e czarnej, obsydianowej powierzchni
odbijaj±cej ¶wietlne refleksy lamp. Jest to solidnie obudowane dno basenu
z górnych kondygnacji.
Z tego poziomu jest piêæ dalszych wyj¶æ. Na koñcu ka¿dej hali jest du¿y
³ukowaty otwór. Wygl±daj± jak bramy transportowe przychodzi mi na my¶l.
Nie mogê siê zdecydowaæ, któr± wybraæ.
- Usuñ to - rozlega siê z jeszcze ni¿szych partii.
A wiêc to nie mo¿e byæ ¿adna z tych piêciu bram. Nie prowadz± w dó³.
Obchodzê klatkê schodow± i dostrzegam za ni± boczne drzwi. Drewniane ale
wzmocnione masywnymi ¿elaznymi sztabami i æwiekami. I s± wyposa¿one w
klamkê.
Naciskam, zamkniête. Nie widzê ¿adnego zamka. Móg³bym u¿yæ telekinezy aby
je otworzyæ ale nie mogê tego zrobiæ nie wiedz±c jak on dzia³a. Muszê go
najpierw zobaczyæ lub wyobraziæ sobie jego mechanizm, jak wtedy z
telefonem i baga¿nikami. Próbujê odnaleŒæ jaki¶ szczegó³, który móg³by
mnie naprowadziæ. Ogl±dam framugê, powierzchniê drzwi i ¶ciany obok.
Patrzê na pod³ogê i sufit. Niczego nie zauwa¿am i nic nie przychodzi mi do
g³owy.
- Wisanger - Dzedinalabri wzywa nadal.
- Otwórz to - nakazujê.
- Ty otwórz - s³yszê odpowiedŒ.
- Nie umiem.
- Umiesz.
Nie wiem co robiæ. Bêdê musia³ chyba zawróciæ i ich obudziæ. Chodzê w
kó³ko zamy¶lony i pocieram czo³o. Dzedinalabri, czyli inaczej genius loci
tego miejsca, miejsca które ja stworzy³em tak¿e i dlatego jaka¶ tam
cz±stka mojej osobowo¶ci jest w nim równie¿, wie, ¿e umiem. Czyli
odpowiedŒ musi byæ we mnie. Przebiegam my¶l± ró¿ne mo¿liwo¶ci ale tylko
czar Wisani, który...
No jasne! Prze¶wietlam drzwi w rejonie klamki rozpraszaj±c iluzyjnie
kolejne warstwy. Teraz trzeba tylko wyobraziæ sobie jak to jest po³±czone
w przestrzeni. A, mam! Banalnie proste. Zwyk³a sprê¿yna.
Odci±gam skobel i naciskam jednocze¶nie na klamkê. Sprê¿yna odskakuje i
drzwi otwieraj± siê do wewn±trz. Za nimi jest ciemny i niski korytarz,
który wygl±da jakby by³ wykuty bezpo¶rednio w skale. Zostawiam drzwi
szeroko otwarte i przekraczam wysoki próg. Czujê ch³ód ale nie chcê
rezygnowaæ i nie wracam po cieplejsze ubranie.
Robiê kilka kroków i zatrzymujê siê. Nie ma tu lamp, które rozja¶nia³y by
mi dalsz± drogê. Odwracam siê i w ¶wietle wpadaj±cym przez otwarte drzwi
ogl±dam laskê, któr± wzi±³em ze zbrojowni. Cieñszy koniec to twarde
metalowe ostrze. Grubszy stanowi kula o ¶rednicy oko³o 5 centymetrów. W
trzech czwartych okrywa j± czarna os³ona, która przechodzi w tak± sam±
tulejkê zabezpieczaj±c± laskê na jednej trzeciej d³ugo¶ci. U¿ywam hwa aby
j± uruchomiæ.
Nie spodziewa³em siê tak silnego szarpniêcia. Za sob± s³yszê przenikliwy
syk wystrza³u. Kulê siê instynktownie i odwracam powoli. To ta laska.
Šwieci teraz jak latarka bia³o ¿ó³tym ¶wiat³em. Okrywa rozdzieli³a siê i
odchyli³a od ga³ki w postaci trzech os³onek, jakby ³upin lub skórek a spod
ga³ki musia³a wystrzeliæ energetyczna flara, której odrzut tak szarpn±³ mi
³okciem i barkiem.
Przek³adam laskê tak aby jej strzelaj±cy koniec mi nie zagra¿a³ i ogl±dam
go uwa¿niej. Šwiat³o ga³ki powoli przygasa i ¿arzy siê ju¿ tylko
jasnoczerwonym blaskiem. Wyczuwam, ¿e sama ga³ka jest gor±ca. Mo¿na ni±
nawet podpalaæ. Tuleja i os³onki elektryzuj± siê i zbieraj± siê na nich
³adunki. Ujmujê laskê mocniej, opieram na biodrze i uruchamiam ponownie.
Tak, os³onki to wyrzutnie ¶wietlnych czy energetycznych pocisków. Trzy,
krótkie strza³y ¶wiat³a sycz± gdy sun± przez ciemno¶æ korytarza oko³o
dwadzie¶cia metrów a gdy odbijaj± siê od ¶cian i sufitu, to opadaj± na
nierówne pod³o¿e i rozpryskuj± w koñcu mnóstwem zimnych iskier.
- Fajna zabawka - cieszê siê i wystrzeliwujê jeszcze raz.
Ustawiam dzia³anie laski na o¶wietlanie i ruszam dalej. Chodnik raz obni¿a
siê, raz wznosi nieznacznie. Wygl±da jak wydr±¿ony niedawno, nie ma kurzu,
jedynie trochê py³u z ukruszonych i zlepianych wysok± temperatur± kamieni.
Tak jak wtedy gdy Hwanetyjczycy stawiali swój pierwszy namiot.
Po przej¶ciu oko³o stu metrów ¶wiat³o mojej latarni za³amuje siê na
przeciwleg³ej ¶cianie. Stajê niezdecydowany i niepewny czy i¶æ dalej.
O¶wietlam boczne powierzchnie ale nic tu nie ma. Wytê¿am wzrok i
przygl±dam siê uwa¿niej przeszkodzie przede mn±. Musi tam byæ znaczne
obni¿enie chodnika bo inaczej nie da³oby siê poruszaæ. Strzelam racami.
Tak, jest! Race o¶wietlaj± pustkê przed ¶cian± i opadaj± w dó³. Dogasaj±
jeszcze na wykutych stopniach gdy przybli¿am siê ze dwadzie¶cia metrów i
stajê na szczycie stromych schodów. Czujê nik³y, stêch³y odór dolatuj±cy z
do³u. Nas³uchujê. Niczego nie s³ychaæ, ¿adnego szurania, ¿adnych kapi±cych
kropli.
Pochylam g³owê i schodzê ostro¿nie w dó³. Naliczy³em 59 stopni ró¿nej
szeroko¶ci i znalaz³em siê w du¿ej, okr±g³ej i kopulastej komorze. Tu te¿
panuje cisza. Ale smród jest wiêkszy. W bocznych ¶cianach zieje osiem
mniejszych i trzy wiêksze ciemne otwory. Te wiêksze to wej¶cia do
promieni¶cie odchodz±cych w trzech kierunkach kolejnych chodników.
Podchodzê i zagl±dam do pierwszego otworu. Obrzydliwy fetor. Na ¶rodku
niedu¿ej niszy le¿y sterta jakich¶... ¶mieci? To kupa gnij±cych odpadków.
Bez sensu. W drugiej podobnie, ale smród jest mniejszy. To raczej
pogniecione puszki, plastikowe butelki, stare gazety. Gdy zagl±dam do
kolejnej niszy to cofam siê przera¿ony. Trwo¿liwie patrzê ponownie. Pod
¶cianami le¿± szkielety. Pomieszane, ludzkie szcz±tki. S± do¶æ stare,
stwierdzam, gdy uspokajam siê na tyle aby przyjrzeæ siê temu dok³adnie.
Po¿ó³k³e a nawet sczernia³e.
- Po jak± cholerê? - mówiê g³o¶no sam do siebie. Po co to tu zgromadzono?
Nastêpna nisza jest ca³kowicie pusta. Zosta³y mi jeszcze cztery.
Postanawiam najpierw zajrzeæ do tej po drugiej, prawej stronie schodów.
Przechodzê przez ¶rodek komnaty i gdy widzê co w niej jest, ogarnia mnie
wiêkszy niepokój. Niby nic, rdzawy proszek, nie ca³kiem jeszcze
zardzewia³a siekierka, przegni³y zwój jakiej¶ liny. Ale co bêdzie dalej?
Pomimo ch³odu mój kark pokrywa siê kroplami potu.
- Co to ma byæ? Lochy? - widzê metalowe zêby i zatrzaski. Nie, to s±
ró¿nego rodzaju wnyki i sid³a. Niektóre ca³kiem nowe. Wcale mnie to nie
uspokaja.
Serce wali mi jak m³otem gdy bardzo ostro¿nie zagl±dam do przedostatniego
otworu. Wnêka zawalona jest pociskami. Bombami, minami, nabojami z
ostatniej wojny. Szary py³ ze zmieszanego prochu i skorodowanego metalu
tworzy gdzieniegdzie ma³e kupki. Albo z wielu wojen pomy¶la³em.
Ostatni powinien byæ pusty tak jak tamten po drugiej stronie. Wdycham
g³êboko zgni³e powietrze choæ zaraz odczuwam odór z pierwszych wnêk i
dostajê napadu kaszlu.
Idê powoli ma³ymi krokami. BojaŒliwie wyci±gam w stronê ciemnego otworu
¶wiec±c± laskê. Pusta. Kiwam g³ow± i uspokajam nerwy. Podchodzê bli¿ej i
nagle czujê jak przera¿enie podnosi mi w³osy na ca³ym ciele a oczy
zachodz± mg³± strachu. Pod sam± ¶cian± le¿y ma³y, skórzany worek. Jest
ca³kowicie pusty. To torba... nizio³ków.
-Ty... - piek±ca sucho¶æ w gardle nie pozwala mi mówiæ dalej. -
..g³upcze! Sam kaza³e¶ g³êboko zakopaæ, ukryæ wszystko co z³e kiedy
powstawa³ hwataka - koñczê w my¶li. - Nikt siê nie zainteresowa³ co siê
potem sta³o z prochami szamana. Ty siê nie zainteresowa³e¶! Wisanger! Te¿
mi powandzu!
- Spokojnie - mówiê i prze³ykam ¶linê. Dzedinalabri wykonywa³ tylko to co
mu poleci³em. Zgromadzi³ ludzkie szcz±tki ze starego cmentarza za
ko¶cio³em i wszystkie rzeczy, które mia³y jakikolwiek zwi±zek z bólem i
cierpieniem. I które znalaz³y siê w obrêbie bariery. Tak¿e te rzeczy,
które burzy³y dzira, porz±dek i harmoniê krajobrazu, czyli trudne do
utylizacji ¶mieci i szkodliwe odpady.
- Zniszcz to. Pospiesz siê - s³yszê ju¿ bardzo wyraŒnie jak rozlega siê w
mojej g³owie.
Muszê ich powiadomiæ. Jestem oko³o piêtnastu, dwudziestu metrów pod
ziemi±. Staram przypomnieæ sobie drogê jak± tu szed³em i oceniam kierunek
w stosunku do po³o¿enia hwataka. Mogê byæ na skraju Zalewu. W takim razie
korytarz, z którego dochodzi wezwanie ci±gnie siê pod jego dnem.
- Wisania! Alizon! Šjenaz! - nie mogê pomy¶leæ telepatycznie bo ich nie
widzê.
- Niebezpieczeñstwo! - wykorzystujê wiêŒ lojalno¶ci. Nie mam zegarka. Nie
wiem, która godzina. Ile czasu minê³o od momentu mojego przebudzenia?
Godzina, nie wiêcej ni¿ pó³torej, szacujê.
- Alarm! - wysy³am kolejny sygna³. - Zagro¿enie!
Wkraczam w mrok korytarza i nas³uchujê. Poza biciem w³asnego serca i
szumem krwi w uszach nie s³yszê niczego.
- Z³o! - ¶lê co chwila mentalnie.
Skalny korytarz jest zrobiony tak samo jak poprzedni. Ale tym razem skrêca
i wije siê w ³agodnych zakosach. Ogólny kierunek jest jednak zachowany.
Tak mi siê przynajmniej wydaje. Po jego obu bokach wykute s± kolejne
nisze. Wszystkie s± puste. Gotowe na przyjêcie z³a przychodzi mi do g³owy.
Próbujê sobie odpamiêtaæ jakie¶ czary bojowe Wisani, które umia³bym
wykorzystaæ. Widzia³em tylko jak rzuca³a pajêczynê i ognist± strza³ê. Nie
za bardzo mi to wychodzi. Albo jestem zbyt podenerwowany albo czary
rzucane z wisentaj nie odpamiêtywuj± siê tak ³atwo.
Gdy wêdrujê tak nastêpne trzysta metrów i mijam oprócz bocznych wnêk,
czasami wysokich na kilka metrów, kolejne krzy¿uj±ce siê chodniki, które
uk³adaj± siê w labirynt, to ogarnia mnie zgroza. Tyle z³a jest na Ziemi!?
Co¶ s³yszê. Nie, nie za sob±. Przed sob±. Przygasam ¶wiat³o. Przyt³umione
odleg³o¶ci± dziwne dŒwiêki. Sapanie, szuranie, mlaskanie? I czujê
zapach... ¶wie¿ej ziemi. Powinienem poczekaæ na nich.
- Bojê siê - samo ze mnie ulatuje. No nie! Muszê nauczyæ siê kontrolowaæ
nie tylko nerwy ale i my¶li.
- Nie, nie bojê siê. Obawiam siê. B±dŒcie ostro¿ni - mój strach mo¿e tylko
wzbudziæ w nich jeszcze wiêkszy niepokój albo przeraziæ ¶miertelnie.
- Moi kochani, uwa¿ajcie - ustawiam blokady mentalne aby przypadkiem
¿adnej z nich nie przysz³o do g³owy szperaæ zbyt g³êboko i dowiedzieæ siê
jak bojê siê naprawdê.
Ws³uchujê siê w odg³osy ale nie mogê rozpoznaæ czym s±. Odnoszê dziwne
wra¿enie, ¿e mam w g³owie kilka umys³ów. Nie, to nie tak. Šwiadomo¶æ jest
jedna ale pojawi³y siê dziwne dodatkowe, pod¶wiadomo¶ci. Tak bym to
okre¶li³. Jedna czujnie obserwuje i nas³uchuje. Druga przeszukuje pamiêæ
odno¶nie przesz³ych wydarzeñ a trzecia wymy¶la i analizuje wszystkie
przypadki i rozwi±zania jakie mo¿na tylko pomy¶leæ. Moja ¶wiadomo¶æ
nadzoruje ich jednoczesn± pracê, prze³±cza je i podejmuje decyzje.
Teraz decyduje podej¶æ kolejne kilkadziesi±t metrów. Wy³±czam ¶wiat³o
latarni ca³kowicie. Dostrzegam nik³y blask, który dochodzi zza zakrêtu. I
s³yszê drapanie pazurami albo ¿³obienie metalowym ostrzem w kamieniu.
- Gdzie jeste¶ - wymy¶la mi siê w g³owie g³os Wisani.
- W podziemiach.
- Ale gdzie, konkretniej - teraz Alizon.
- W chodniku, który biegnie prosto na po³udnie. Pod dno Zalewu.
Wychylam ostro¿nie g³owê zza za³omu. Korytarz skrêca ³agodnie i prowadzi
dalej. Ale czê¶æ jego ¶ciany jest osuniêta a ziemia i kamienie odwalone na
boki. Z powsta³ej dziury rozchodzi siê w³a¶nie blask i dobiega drapanie.
Podchodzê najciszej jak tylko mogê macaj±c butem i uwa¿aj±c na kamienie i
wiêksze grudy ziemi. Drapanie usta³o. I ja zastygam w pó³ kroku. Co teraz?
Ogarnia mnie panika ale jak znów siê zaczê³o rozluŒniam miê¶nie i
wyprostowujê siê powoli.
Przesuwam siê jeszcze bli¿ej i zatrzymujê u wylotu dziury. Czujê zapach
mu³u i wody. Drapanie znów ustaje. Opieram siê plecami o ¶cianê korytarza.
Tak, teledetekcja! Mogê zerkn±æ co tam jest nie wchodz±c wcale. Nie, nie
mogê. Nie mogê sobie wyobraziæ co tam jest aby ustawiæ punkt ogniskowania.
Co¶ drapi±cego powraca do swojej pracy. Zauwa¿am, ¿e gdy rozlega siê
drapanie to blask rozja¶nia siê jakby sypa³y siê iskry. Decydujê siê
wychyn±æ g³owê i zaraz cofam j± z powrotem.
Bariera! Tu jest bariera! No tak, oczywi¶cie. To jej niebieskawa po¶wiata.
Za zwa³ami gliny przestrzeñ rozszerza siê w jak±¶ kawernê albo jaskiniê.
Bariera dzieli j± mniej wiêcej na pó³.
- Wisanger, kochanie gdzie jeste¶ - g³os Šjenaz rozlega siê wyraŒnie w
mojej g³owie. Wyczuwam, ¿e jest bardzo blisko.
- Przy barierze. Co¶ próbuje - drapanie ustaje - wydostaæ siê poza ni±.
- Co? Bojê siê.
- Nie wiem jeszcze co. Jeste¶ sama?
- Tak. To znaczy s³yszê i czujê ich w pobli¿u ale to straszne miejsce jest
jak labirynt. Trudno tu poruszaæ siê. Rozdzielili¶my siê.
- Zostañ i poczekaj na innych. Jeste¶ ju¿ bardzo blisko mnie.
- Czy co¶ ci siê sta³o?
- Nie. Nic mi nie jest. Masz co¶ do ochrony?
- Dali mi parê rzeczy ale nie wiem jak siê tego wszystkiego u¿ywa. Nie
by³o czasu na dok³adniejsze instrukcje.
- Przyga¶ ¶wiat³o.
- Dobrze, kochany.
- Czy widzieli¶cie pusty worek z prochami szamana?
- Tak. Alizon i ja tam... posprz±ta³y¶my. Ale ko¶ci i bomb nie rusza³y¶my.
Bojê siê jak jest ciemno. Chcê byæ przy tobie.
- Zostañ!
- Dobrze. Ale nie wiem jak d³ugo wytrzymam - 'wielkie z³o' ponownie
rozpoczê³o drapanie.
Wychylam g³owê jeszcze raz i szukam tego czego¶ wzrokiem. Jest! Co to
jest? Korpus psa ale ³eb czego¶ innego. Nie widzê bo jest odwrócone do
mnie ty³em. Wgryza siê potwornymi k³ami i psimi pazurami w barierê. To z
tego sypi± siê niebieskie skry. Z pazurów zaraz zostaje krwawa miazga ale
k³y s± zrobione z czego¶ znacznie twardszego.
- Wisanger jeste¶ tam? - s³yszê Šjenaz w g³owie.
- Jestem, jestem. Te¿ czekam na innych.
Wysuwam siê ostro¿nie ca³y, mocno opieram nogami i nakierowujê laskê na
stwora, pó³ psa, pó³ nie wiedzieæ co. Bestia przestaje drapaæ, sapie i
widzê jak psie pazury powoli regeneruj± siê. Nas³uchuje czujnie po czym
odwraca siê i...
- Leæcie moje strza³y, leæcie celnie - uruchamiam wyrzutniê energetycznych
pocisków wk³adaj±c we nie równie¿ energiê hwa od siebie.
B³ysk jest tak silny, ¿e o¶lepia mnie i nie mogê dojrzeæ co siê sta³o.
- S³ysza³e¶? Co to by³o? - rozlega siê g³os Šjenaz.
- Za³atwi³em gada! - czujê siê dumny. Ale drapanie rozlega siê ponownie.
Jest szybsze i mocniejsze. Co jest? Taki¶ ¿ywotny, cholero!
- Spieszysz siê gdzie¶? Nic z tego potworze. Trafi³e¶ na Wisangera -
podchodzê bli¿ej i ustawiam siê nieco z boku aby trafiæ dok³adnie w szaro
ró¿owy, jakby ¶wiñski ³eb z grzyw±. Jego k³y to ró¿norodne klejnoty,
którymi zawziêcie szoruje barierê. Dostrzegam, ¿e w tym miejscu zrobi³a
siê matowa ale nie wiem czy od pokrywaj±cego j± jadu stwora czy
rzeczywi¶cie s³abnie w tym miejscu.
- Wspaniale. Idê do ciebie, mój ty bohaterze. Co to by³o?
- Nie! Zostañ! Bydlê jeszcze ¿yje.
Laska ³aduje siê i wypalam ponownie. Trzy strza³y trafiaj± dok³adnie w
¶rodek potwornego ³ba. Ale nic mu to nie szkodzi. Co jest? Stwór tê¿eje,
³eb mu grubieje i pokrywa siê szczecin±. Metaliczny dŒwiêk, który wydobywa
siê gdy jego k³y wpijaj± siê w barierê narasta i zamienia siê w piskliwy
jazgot.
- Trafi³e¶? - pyta Šjenaz.
- Tak. Ale on poch³ania hwa - i tylko go wzmocni³em. Straci³em pewno¶æ
siebie. Jak oni za³atwili tamte bestie? Czemu ja nie mogê? Oczywi¶cie, oni
je unieszkodliwili zwyk³± broni±!
Gdy obróci³em laskê i wycelowa³em metaliczny grot w jego stronê, to od
miejsca w którym wgryza³ siê w barierê rozesz³a siê siateczka drobniutkich
pêkniêæ, jakby pajêczyna ¶wietlistych refleksów. Stwór obróci³ siê w moj±
stronê i rzuci³ tak b³yskawicznie, ¿e zdo³a³em tylko cofn±æ siê
instynktownie. Jednakowo¿ moja rêka zd±¿y³a cisn±æ lask±. Wbi³a siê w
niego ale ja cofa³em siê. Zwalnia³ ale jeszcze porusza³ siê i przybli¿a³
nadal.

> | Pozdrawiam serdecznie,
> | R. B. Dregowicz

> pozdrawiam
> cct
> ....
> :-)
Technical Details
Message-ID: <b1vjfu$1lr3$1@News.K.PL>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.nask.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.k.pl!not-for-mail
References: <b1tmcd$10sc$1@News.K.PL> <b1uqee$cbn$1@atlantis.news.tpi.pl>

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.nask.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.k.pl!not-for-mail
From: dregowicz@poczta.wp.pl (Robert B. Dregowicz)
Newsgroups: pl.hum.pisarstwo
Subject: Re: Sam nie wiem? W±tpliwo¶ci?
Date: Fri, 7 Feb 2003 06:25:02 +0000 (UTC)
Organization: www.ksiazka.net.pl
Lines: 306
Message-ID: <b1vjfu$1lr3$1@News.K.PL>
References: <b1tmcd$10sc$1@News.K.PL> <b1uqee$cbn$1@atlantis.news.tpi.pl>
NNTP-Posting-Host: uklad.si.net.pl
Mime-Version: 1.0
X-Trace: News.K.PL 1044599102 55139 62.233.144.4 (7 Feb 2003 06:25:02 GMT)
X-Complaints-To: abuse@Korbank.PL
NNTP-Posting-Date: Fri, 7 Feb 2003 06:25:02 +0000 (UTC)
X-HTTP-Posting-Host: linux.icso.com.pl
User-Agent: NewsPortal 0.24pre9, http://florian-amrhein.de/newsportal/
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit