Article View: pl.hum.pisarstwo
Article #2095Re: Sam nie wiem? W±tpliwo¶ci?
From: Robert B. Dregowicz
Date: Fri, 07 Feb 2003 06:25
Date: Fri, 07 Feb 2003 06:25
304 lines
20317 bytes
20317 bytes
cct wrote: > Polecam watek Tumora Mozgowicza i opublikowana jakisz czas temu liste > wydawcow (w razie czego moege przeslac na priv jakbys w archiwum nie > znalazl). Poproszê. Thank you. > A tymczasem moze bys zamiescil 2-3 pierwsze rozdzialy na grupie do oceny? > Upewniloby Cie to w przekonaniu, ze warto z tym chodzic do wydawnictw... As you wish. Pocz±tek roz. 5 tomu I. (nie wiem jak wstawiæ italiki tutaj) Budzê siê. Co¶ mnie budzi. Budzi mnie niepokój i otwieram oczy. Moje kobiety ¶pi± i oddychaj± równo skulone obok. Na dworze jest jeszcze noc. Wysuwam siê delikatnie spod wspólnego prze¶cierad³a i nas³uchujê. - ... - s³yszê co¶ niewypowiedzianego w mojej g³owie. To Dzedinalabri mnie wzywa. Bardzo powoli wstajê z ³ó¿ka. Wychodzê z kompleksu Wisani i znów nas³uchujê. Nic. Tylko szum fontanny w jej mieszkaniu. Trójdzielny filar hwataka jest prawie ca³kiem ciemny. Woda w basenie skrzy siê blad±, niebieskaw± po¶wiat± rozchodz±c± siê od samego dna. Spogl±dam w górê. Nie dostrzegam niczego podejrzanego. Wchodzê do swojego apartamentu i znów nas³uchujê. - ChodŒ. Ubieram pierwsze lepsze ubranie jakie wpada mi po ciemku w rêce i próbujê zlokalizowaæ kierunek. To gdzie¶ poni¿ej. Ale gdy jestem na parterze czujê, ¿e hwataka wzywa mnie z g³êbi podziemi. Zastanawiam siê, czy nie obudziæ wojowników. Nie, niech ¶pi± w ramionach swoich kochanek, decydujê i u¶miecham siê rozmarzony na wspomnienie w³asnej upojnej nocy. Gdy mijam pierwszy poziom dostrzegam blade ¶wiat³o wychodz±ce z jednego pomieszczenia. Woda w basenie za grubymi szybami l¶ni s³abiutko. A to ¶wiat³o jest inne, wielokolorowe. Podchodzê powoli i zatrzymujê siê bezpo¶rednio przed otworem drzwiowym. Zastygam w bezruchu i nas³uchujê. - Zabierz - idzie z g³êbszych poziomów. Wychylam g³owê i spogl±dam do ¶rodka. To tylko jedna z sal naszej zbrojowni. A blask pochodzi od ró¿nych magicznych artefaktów. Podchodzê do rzêdu pó³ek z lewej strony i biorê do r±k pierwszy przedmiot. Wygl±da jak laska podobna do tej, któr± Mirandz o¶wietla³a drogê w dniu mojego wypadku. Jej kryszta³owy koniec ¶wieci bardzo s³abo na czerwono. No, przecie¿! Zapomnia³em, ¿e jestem czarodziejem. Šmiejê siê pod nosem i nakazujê ¶wiat³u lamp zaja¶nieæ. Wychodzê na o¶wietlony korytarz i schodzê na nastêpny poziom. Šwiat³a przede mn± zapalaj± siê a za mn±, gasn± na pewno po chwili. Rzucam tylko okiem w g³±b korytarza, gdzie znajduje siê pomieszczenie z ziemskimi rendzewaj i schodzê ni¿ej. Kolejny poziom jest olbrzymi. Znajduje siê tu kilka wielkich hal. Ka¿da wiêksza trzy, cztery razy od wewnêtrznego dziedziñca hwataka. Hale wygl±daj± jak magazyny bo w wielu miejscach ustawione s± ogromne a¿urowe konstrukcje. Teraz pó³ki, pud³a, szafy i zbiorniki s± ca³kowicie puste. Tu koñcz± siê klatki schodowe z pochylniami a ¶rodek tego poziomu zajmuje olbrzymi walec o nierównej i niemal¿e czarnej, obsydianowej powierzchni odbijaj±cej ¶wietlne refleksy lamp. Jest to solidnie obudowane dno basenu z górnych kondygnacji. Z tego poziomu jest piêæ dalszych wyj¶æ. Na koñcu ka¿dej hali jest du¿y ³ukowaty otwór. Wygl±daj± jak bramy transportowe przychodzi mi na my¶l. Nie mogê siê zdecydowaæ, któr± wybraæ. - Usuñ to - rozlega siê z jeszcze ni¿szych partii. A wiêc to nie mo¿e byæ ¿adna z tych piêciu bram. Nie prowadz± w dó³. Obchodzê klatkê schodow± i dostrzegam za ni± boczne drzwi. Drewniane ale wzmocnione masywnymi ¿elaznymi sztabami i æwiekami. I s± wyposa¿one w klamkê. Naciskam, zamkniête. Nie widzê ¿adnego zamka. Móg³bym u¿yæ telekinezy aby je otworzyæ ale nie mogê tego zrobiæ nie wiedz±c jak on dzia³a. Muszê go najpierw zobaczyæ lub wyobraziæ sobie jego mechanizm, jak wtedy z telefonem i baga¿nikami. Próbujê odnaleŒæ jaki¶ szczegó³, który móg³by mnie naprowadziæ. Ogl±dam framugê, powierzchniê drzwi i ¶ciany obok. Patrzê na pod³ogê i sufit. Niczego nie zauwa¿am i nic nie przychodzi mi do g³owy. - Wisanger - Dzedinalabri wzywa nadal. - Otwórz to - nakazujê. - Ty otwórz - s³yszê odpowiedŒ. - Nie umiem. - Umiesz. Nie wiem co robiæ. Bêdê musia³ chyba zawróciæ i ich obudziæ. Chodzê w kó³ko zamy¶lony i pocieram czo³o. Dzedinalabri, czyli inaczej genius loci tego miejsca, miejsca które ja stworzy³em tak¿e i dlatego jaka¶ tam cz±stka mojej osobowo¶ci jest w nim równie¿, wie, ¿e umiem. Czyli odpowiedŒ musi byæ we mnie. Przebiegam my¶l± ró¿ne mo¿liwo¶ci ale tylko czar Wisani, który... No jasne! Prze¶wietlam drzwi w rejonie klamki rozpraszaj±c iluzyjnie kolejne warstwy. Teraz trzeba tylko wyobraziæ sobie jak to jest po³±czone w przestrzeni. A, mam! Banalnie proste. Zwyk³a sprê¿yna. Odci±gam skobel i naciskam jednocze¶nie na klamkê. Sprê¿yna odskakuje i drzwi otwieraj± siê do wewn±trz. Za nimi jest ciemny i niski korytarz, który wygl±da jakby by³ wykuty bezpo¶rednio w skale. Zostawiam drzwi szeroko otwarte i przekraczam wysoki próg. Czujê ch³ód ale nie chcê rezygnowaæ i nie wracam po cieplejsze ubranie. Robiê kilka kroków i zatrzymujê siê. Nie ma tu lamp, które rozja¶nia³y by mi dalsz± drogê. Odwracam siê i w ¶wietle wpadaj±cym przez otwarte drzwi ogl±dam laskê, któr± wzi±³em ze zbrojowni. Cieñszy koniec to twarde metalowe ostrze. Grubszy stanowi kula o ¶rednicy oko³o 5 centymetrów. W trzech czwartych okrywa j± czarna os³ona, która przechodzi w tak± sam± tulejkê zabezpieczaj±c± laskê na jednej trzeciej d³ugo¶ci. U¿ywam hwa aby j± uruchomiæ. Nie spodziewa³em siê tak silnego szarpniêcia. Za sob± s³yszê przenikliwy syk wystrza³u. Kulê siê instynktownie i odwracam powoli. To ta laska. Šwieci teraz jak latarka bia³o ¿ó³tym ¶wiat³em. Okrywa rozdzieli³a siê i odchyli³a od ga³ki w postaci trzech os³onek, jakby ³upin lub skórek a spod ga³ki musia³a wystrzeliæ energetyczna flara, której odrzut tak szarpn±³ mi ³okciem i barkiem. Przek³adam laskê tak aby jej strzelaj±cy koniec mi nie zagra¿a³ i ogl±dam go uwa¿niej. Šwiat³o ga³ki powoli przygasa i ¿arzy siê ju¿ tylko jasnoczerwonym blaskiem. Wyczuwam, ¿e sama ga³ka jest gor±ca. Mo¿na ni± nawet podpalaæ. Tuleja i os³onki elektryzuj± siê i zbieraj± siê na nich ³adunki. Ujmujê laskê mocniej, opieram na biodrze i uruchamiam ponownie. Tak, os³onki to wyrzutnie ¶wietlnych czy energetycznych pocisków. Trzy, krótkie strza³y ¶wiat³a sycz± gdy sun± przez ciemno¶æ korytarza oko³o dwadzie¶cia metrów a gdy odbijaj± siê od ¶cian i sufitu, to opadaj± na nierówne pod³o¿e i rozpryskuj± w koñcu mnóstwem zimnych iskier. - Fajna zabawka - cieszê siê i wystrzeliwujê jeszcze raz. Ustawiam dzia³anie laski na o¶wietlanie i ruszam dalej. Chodnik raz obni¿a siê, raz wznosi nieznacznie. Wygl±da jak wydr±¿ony niedawno, nie ma kurzu, jedynie trochê py³u z ukruszonych i zlepianych wysok± temperatur± kamieni. Tak jak wtedy gdy Hwanetyjczycy stawiali swój pierwszy namiot. Po przej¶ciu oko³o stu metrów ¶wiat³o mojej latarni za³amuje siê na przeciwleg³ej ¶cianie. Stajê niezdecydowany i niepewny czy i¶æ dalej. O¶wietlam boczne powierzchnie ale nic tu nie ma. Wytê¿am wzrok i przygl±dam siê uwa¿niej przeszkodzie przede mn±. Musi tam byæ znaczne obni¿enie chodnika bo inaczej nie da³oby siê poruszaæ. Strzelam racami. Tak, jest! Race o¶wietlaj± pustkê przed ¶cian± i opadaj± w dó³. Dogasaj± jeszcze na wykutych stopniach gdy przybli¿am siê ze dwadzie¶cia metrów i stajê na szczycie stromych schodów. Czujê nik³y, stêch³y odór dolatuj±cy z do³u. Nas³uchujê. Niczego nie s³ychaæ, ¿adnego szurania, ¿adnych kapi±cych kropli. Pochylam g³owê i schodzê ostro¿nie w dó³. Naliczy³em 59 stopni ró¿nej szeroko¶ci i znalaz³em siê w du¿ej, okr±g³ej i kopulastej komorze. Tu te¿ panuje cisza. Ale smród jest wiêkszy. W bocznych ¶cianach zieje osiem mniejszych i trzy wiêksze ciemne otwory. Te wiêksze to wej¶cia do promieni¶cie odchodz±cych w trzech kierunkach kolejnych chodników. Podchodzê i zagl±dam do pierwszego otworu. Obrzydliwy fetor. Na ¶rodku niedu¿ej niszy le¿y sterta jakich¶... ¶mieci? To kupa gnij±cych odpadków. Bez sensu. W drugiej podobnie, ale smród jest mniejszy. To raczej pogniecione puszki, plastikowe butelki, stare gazety. Gdy zagl±dam do kolejnej niszy to cofam siê przera¿ony. Trwo¿liwie patrzê ponownie. Pod ¶cianami le¿± szkielety. Pomieszane, ludzkie szcz±tki. S± do¶æ stare, stwierdzam, gdy uspokajam siê na tyle aby przyjrzeæ siê temu dok³adnie. Po¿ó³k³e a nawet sczernia³e. - Po jak± cholerê? - mówiê g³o¶no sam do siebie. Po co to tu zgromadzono? Nastêpna nisza jest ca³kowicie pusta. Zosta³y mi jeszcze cztery. Postanawiam najpierw zajrzeæ do tej po drugiej, prawej stronie schodów. Przechodzê przez ¶rodek komnaty i gdy widzê co w niej jest, ogarnia mnie wiêkszy niepokój. Niby nic, rdzawy proszek, nie ca³kiem jeszcze zardzewia³a siekierka, przegni³y zwój jakiej¶ liny. Ale co bêdzie dalej? Pomimo ch³odu mój kark pokrywa siê kroplami potu. - Co to ma byæ? Lochy? - widzê metalowe zêby i zatrzaski. Nie, to s± ró¿nego rodzaju wnyki i sid³a. Niektóre ca³kiem nowe. Wcale mnie to nie uspokaja. Serce wali mi jak m³otem gdy bardzo ostro¿nie zagl±dam do przedostatniego otworu. Wnêka zawalona jest pociskami. Bombami, minami, nabojami z ostatniej wojny. Szary py³ ze zmieszanego prochu i skorodowanego metalu tworzy gdzieniegdzie ma³e kupki. Albo z wielu wojen pomy¶la³em. Ostatni powinien byæ pusty tak jak tamten po drugiej stronie. Wdycham g³êboko zgni³e powietrze choæ zaraz odczuwam odór z pierwszych wnêk i dostajê napadu kaszlu. Idê powoli ma³ymi krokami. BojaŒliwie wyci±gam w stronê ciemnego otworu ¶wiec±c± laskê. Pusta. Kiwam g³ow± i uspokajam nerwy. Podchodzê bli¿ej i nagle czujê jak przera¿enie podnosi mi w³osy na ca³ym ciele a oczy zachodz± mg³± strachu. Pod sam± ¶cian± le¿y ma³y, skórzany worek. Jest ca³kowicie pusty. To torba... nizio³ków. -Ty... - piek±ca sucho¶æ w gardle nie pozwala mi mówiæ dalej. - ..g³upcze! Sam kaza³e¶ g³êboko zakopaæ, ukryæ wszystko co z³e kiedy powstawa³ hwataka - koñczê w my¶li. - Nikt siê nie zainteresowa³ co siê potem sta³o z prochami szamana. Ty siê nie zainteresowa³e¶! Wisanger! Te¿ mi powandzu! - Spokojnie - mówiê i prze³ykam ¶linê. Dzedinalabri wykonywa³ tylko to co mu poleci³em. Zgromadzi³ ludzkie szcz±tki ze starego cmentarza za ko¶cio³em i wszystkie rzeczy, które mia³y jakikolwiek zwi±zek z bólem i cierpieniem. I które znalaz³y siê w obrêbie bariery. Tak¿e te rzeczy, które burzy³y dzira, porz±dek i harmoniê krajobrazu, czyli trudne do utylizacji ¶mieci i szkodliwe odpady. - Zniszcz to. Pospiesz siê - s³yszê ju¿ bardzo wyraŒnie jak rozlega siê w mojej g³owie. Muszê ich powiadomiæ. Jestem oko³o piêtnastu, dwudziestu metrów pod ziemi±. Staram przypomnieæ sobie drogê jak± tu szed³em i oceniam kierunek w stosunku do po³o¿enia hwataka. Mogê byæ na skraju Zalewu. W takim razie korytarz, z którego dochodzi wezwanie ci±gnie siê pod jego dnem. - Wisania! Alizon! Šjenaz! - nie mogê pomy¶leæ telepatycznie bo ich nie widzê. - Niebezpieczeñstwo! - wykorzystujê wiêŒ lojalno¶ci. Nie mam zegarka. Nie wiem, która godzina. Ile czasu minê³o od momentu mojego przebudzenia? Godzina, nie wiêcej ni¿ pó³torej, szacujê. - Alarm! - wysy³am kolejny sygna³. - Zagro¿enie! Wkraczam w mrok korytarza i nas³uchujê. Poza biciem w³asnego serca i szumem krwi w uszach nie s³yszê niczego. - Z³o! - ¶lê co chwila mentalnie. Skalny korytarz jest zrobiony tak samo jak poprzedni. Ale tym razem skrêca i wije siê w ³agodnych zakosach. Ogólny kierunek jest jednak zachowany. Tak mi siê przynajmniej wydaje. Po jego obu bokach wykute s± kolejne nisze. Wszystkie s± puste. Gotowe na przyjêcie z³a przychodzi mi do g³owy. Próbujê sobie odpamiêtaæ jakie¶ czary bojowe Wisani, które umia³bym wykorzystaæ. Widzia³em tylko jak rzuca³a pajêczynê i ognist± strza³ê. Nie za bardzo mi to wychodzi. Albo jestem zbyt podenerwowany albo czary rzucane z wisentaj nie odpamiêtywuj± siê tak ³atwo. Gdy wêdrujê tak nastêpne trzysta metrów i mijam oprócz bocznych wnêk, czasami wysokich na kilka metrów, kolejne krzy¿uj±ce siê chodniki, które uk³adaj± siê w labirynt, to ogarnia mnie zgroza. Tyle z³a jest na Ziemi!? Co¶ s³yszê. Nie, nie za sob±. Przed sob±. Przygasam ¶wiat³o. Przyt³umione odleg³o¶ci± dziwne dŒwiêki. Sapanie, szuranie, mlaskanie? I czujê zapach... ¶wie¿ej ziemi. Powinienem poczekaæ na nich. - Bojê siê - samo ze mnie ulatuje. No nie! Muszê nauczyæ siê kontrolowaæ nie tylko nerwy ale i my¶li. - Nie, nie bojê siê. Obawiam siê. B±dŒcie ostro¿ni - mój strach mo¿e tylko wzbudziæ w nich jeszcze wiêkszy niepokój albo przeraziæ ¶miertelnie. - Moi kochani, uwa¿ajcie - ustawiam blokady mentalne aby przypadkiem ¿adnej z nich nie przysz³o do g³owy szperaæ zbyt g³êboko i dowiedzieæ siê jak bojê siê naprawdê. Ws³uchujê siê w odg³osy ale nie mogê rozpoznaæ czym s±. Odnoszê dziwne wra¿enie, ¿e mam w g³owie kilka umys³ów. Nie, to nie tak. Šwiadomo¶æ jest jedna ale pojawi³y siê dziwne dodatkowe, pod¶wiadomo¶ci. Tak bym to okre¶li³. Jedna czujnie obserwuje i nas³uchuje. Druga przeszukuje pamiêæ odno¶nie przesz³ych wydarzeñ a trzecia wymy¶la i analizuje wszystkie przypadki i rozwi±zania jakie mo¿na tylko pomy¶leæ. Moja ¶wiadomo¶æ nadzoruje ich jednoczesn± pracê, prze³±cza je i podejmuje decyzje. Teraz decyduje podej¶æ kolejne kilkadziesi±t metrów. Wy³±czam ¶wiat³o latarni ca³kowicie. Dostrzegam nik³y blask, który dochodzi zza zakrêtu. I s³yszê drapanie pazurami albo ¿³obienie metalowym ostrzem w kamieniu. - Gdzie jeste¶ - wymy¶la mi siê w g³owie g³os Wisani. - W podziemiach. - Ale gdzie, konkretniej - teraz Alizon. - W chodniku, który biegnie prosto na po³udnie. Pod dno Zalewu. Wychylam ostro¿nie g³owê zza za³omu. Korytarz skrêca ³agodnie i prowadzi dalej. Ale czê¶æ jego ¶ciany jest osuniêta a ziemia i kamienie odwalone na boki. Z powsta³ej dziury rozchodzi siê w³a¶nie blask i dobiega drapanie. Podchodzê najciszej jak tylko mogê macaj±c butem i uwa¿aj±c na kamienie i wiêksze grudy ziemi. Drapanie usta³o. I ja zastygam w pó³ kroku. Co teraz? Ogarnia mnie panika ale jak znów siê zaczê³o rozluŒniam miê¶nie i wyprostowujê siê powoli. Przesuwam siê jeszcze bli¿ej i zatrzymujê u wylotu dziury. Czujê zapach mu³u i wody. Drapanie znów ustaje. Opieram siê plecami o ¶cianê korytarza. Tak, teledetekcja! Mogê zerkn±æ co tam jest nie wchodz±c wcale. Nie, nie mogê. Nie mogê sobie wyobraziæ co tam jest aby ustawiæ punkt ogniskowania. Co¶ drapi±cego powraca do swojej pracy. Zauwa¿am, ¿e gdy rozlega siê drapanie to blask rozja¶nia siê jakby sypa³y siê iskry. Decydujê siê wychyn±æ g³owê i zaraz cofam j± z powrotem. Bariera! Tu jest bariera! No tak, oczywi¶cie. To jej niebieskawa po¶wiata. Za zwa³ami gliny przestrzeñ rozszerza siê w jak±¶ kawernê albo jaskiniê. Bariera dzieli j± mniej wiêcej na pó³. - Wisanger, kochanie gdzie jeste¶ - g³os Šjenaz rozlega siê wyraŒnie w mojej g³owie. Wyczuwam, ¿e jest bardzo blisko. - Przy barierze. Co¶ próbuje - drapanie ustaje - wydostaæ siê poza ni±. - Co? Bojê siê. - Nie wiem jeszcze co. Jeste¶ sama? - Tak. To znaczy s³yszê i czujê ich w pobli¿u ale to straszne miejsce jest jak labirynt. Trudno tu poruszaæ siê. Rozdzielili¶my siê. - Zostañ i poczekaj na innych. Jeste¶ ju¿ bardzo blisko mnie. - Czy co¶ ci siê sta³o? - Nie. Nic mi nie jest. Masz co¶ do ochrony? - Dali mi parê rzeczy ale nie wiem jak siê tego wszystkiego u¿ywa. Nie by³o czasu na dok³adniejsze instrukcje. - Przyga¶ ¶wiat³o. - Dobrze, kochany. - Czy widzieli¶cie pusty worek z prochami szamana? - Tak. Alizon i ja tam... posprz±ta³y¶my. Ale ko¶ci i bomb nie rusza³y¶my. Bojê siê jak jest ciemno. Chcê byæ przy tobie. - Zostañ! - Dobrze. Ale nie wiem jak d³ugo wytrzymam - 'wielkie z³o' ponownie rozpoczê³o drapanie. Wychylam g³owê jeszcze raz i szukam tego czego¶ wzrokiem. Jest! Co to jest? Korpus psa ale ³eb czego¶ innego. Nie widzê bo jest odwrócone do mnie ty³em. Wgryza siê potwornymi k³ami i psimi pazurami w barierê. To z tego sypi± siê niebieskie skry. Z pazurów zaraz zostaje krwawa miazga ale k³y s± zrobione z czego¶ znacznie twardszego. - Wisanger jeste¶ tam? - s³yszê Šjenaz w g³owie. - Jestem, jestem. Te¿ czekam na innych. Wysuwam siê ostro¿nie ca³y, mocno opieram nogami i nakierowujê laskê na stwora, pó³ psa, pó³ nie wiedzieæ co. Bestia przestaje drapaæ, sapie i widzê jak psie pazury powoli regeneruj± siê. Nas³uchuje czujnie po czym odwraca siê i... - Leæcie moje strza³y, leæcie celnie - uruchamiam wyrzutniê energetycznych pocisków wk³adaj±c we nie równie¿ energiê hwa od siebie. B³ysk jest tak silny, ¿e o¶lepia mnie i nie mogê dojrzeæ co siê sta³o. - S³ysza³e¶? Co to by³o? - rozlega siê g³os Šjenaz. - Za³atwi³em gada! - czujê siê dumny. Ale drapanie rozlega siê ponownie. Jest szybsze i mocniejsze. Co jest? Taki¶ ¿ywotny, cholero! - Spieszysz siê gdzie¶? Nic z tego potworze. Trafi³e¶ na Wisangera - podchodzê bli¿ej i ustawiam siê nieco z boku aby trafiæ dok³adnie w szaro ró¿owy, jakby ¶wiñski ³eb z grzyw±. Jego k³y to ró¿norodne klejnoty, którymi zawziêcie szoruje barierê. Dostrzegam, ¿e w tym miejscu zrobi³a siê matowa ale nie wiem czy od pokrywaj±cego j± jadu stwora czy rzeczywi¶cie s³abnie w tym miejscu. - Wspaniale. Idê do ciebie, mój ty bohaterze. Co to by³o? - Nie! Zostañ! Bydlê jeszcze ¿yje. Laska ³aduje siê i wypalam ponownie. Trzy strza³y trafiaj± dok³adnie w ¶rodek potwornego ³ba. Ale nic mu to nie szkodzi. Co jest? Stwór tê¿eje, ³eb mu grubieje i pokrywa siê szczecin±. Metaliczny dŒwiêk, który wydobywa siê gdy jego k³y wpijaj± siê w barierê narasta i zamienia siê w piskliwy jazgot. - Trafi³e¶? - pyta Šjenaz. - Tak. Ale on poch³ania hwa - i tylko go wzmocni³em. Straci³em pewno¶æ siebie. Jak oni za³atwili tamte bestie? Czemu ja nie mogê? Oczywi¶cie, oni je unieszkodliwili zwyk³± broni±! Gdy obróci³em laskê i wycelowa³em metaliczny grot w jego stronê, to od miejsca w którym wgryza³ siê w barierê rozesz³a siê siateczka drobniutkich pêkniêæ, jakby pajêczyna ¶wietlistych refleksów. Stwór obróci³ siê w moj± stronê i rzuci³ tak b³yskawicznie, ¿e zdo³a³em tylko cofn±æ siê instynktownie. Jednakowo¿ moja rêka zd±¿y³a cisn±æ lask±. Wbi³a siê w niego ale ja cofa³em siê. Zwalnia³ ale jeszcze porusza³ siê i przybli¿a³ nadal. > | Pozdrawiam serdecznie, > | R. B. Dregowicz > pozdrawiam > cct > .... > :-)
Technical Details
Message-ID:
<b1vjfu$1lr3$1@News.K.PL>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.nask.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.k.pl!not-for-mailReferences:
<b1tmcd$10sc$1@News.K.PL> <b1uqee$cbn$1@atlantis.news.tpi.pl>Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.nask.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.k.pl!not-for-mail From: dregowicz@poczta.wp.pl (Robert B. Dregowicz) Newsgroups: pl.hum.pisarstwo Subject: Re: Sam nie wiem? W±tpliwo¶ci? Date: Fri, 7 Feb 2003 06:25:02 +0000 (UTC) Organization: www.ksiazka.net.pl Lines: 306 Message-ID: <b1vjfu$1lr3$1@News.K.PL> References: <b1tmcd$10sc$1@News.K.PL> <b1uqee$cbn$1@atlantis.news.tpi.pl> NNTP-Posting-Host: uklad.si.net.pl Mime-Version: 1.0 X-Trace: News.K.PL 1044599102 55139 62.233.144.4 (7 Feb 2003 06:25:02 GMT) X-Complaints-To: abuse@Korbank.PL NNTP-Posting-Date: Fri, 7 Feb 2003 06:25:02 +0000 (UTC) X-HTTP-Posting-Host: linux.icso.com.pl User-Agent: NewsPortal 0.24pre9, http://florian-amrhein.de/newsportal/ Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit