🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: pl.hum.pisarstwo
Article #18880

Re: Wielki Atlas Ptaków (o niebie, cudach i śmierci, która nie dzieli)

#18880
From: jacek
Date: Thu, 15 Jul 2010 04:26
205 lines
14309 bytes
On 1 Lip, 00:51, "LeP" <l...@onet.pl> wrote:
> Na przekór totalnym prognozom wszechobecnego ocieplenia, zima tego roku była
> wyjątkowo dumna i mroźna. Blu, który niebawem miał obchodzić setne urodziny
> marniał z każdym dniem. Stracił apetyt, wychudł, zaczęły mu
> dokuczać stawy, więc niemal całkowicie musiał (ew. więc nieomal chciał)  zrezygnować ze swoich
> ulubionych, codziennych spacerów do pobliskiego parku. Na domiar złego
> problemy z prostatą spowodowały paskudne zapalenie pęcherza. Szczerze
> mówiąc, nawet nie bardzo mógł sam oddać mocz i Kas musiała go trzy razy
> dziennie cewnikować. Pocieszała się jedynie, że u mężczyzn w tym wieku to
> norma. Najgorsze jednak, że oprócz utraty tężyzny, którą tak się zawsze
> chełpił, posłuszeństwa zaczęły jednocześnie odmawiać zmysły. Ślepł, głuchł i
> tępiał, pomimo rozpaczliwych wysiłków lekarzy i kobiety, która usiłowała go
> utrzymać za wszelką cenę w dobrej formie. Z czasem przestał się więc
> wpatrywać się w telewizor, słuchać radia i ulubionej muzyki z płyt.
> Dziewczyna nie poddawała się jednak - rozmawiała z nim, wpatrując się w jego
> brązowe, zmęczone, ale wciąż żywe oczy, szukając tamtych figlarnych ogników,
> które towarzyszyły jej odkąd przyszedł na świat, dawno, dawno temu.
> Wieczorami, gładząc czule jego rękę albo siwe włosy, czytała na głos
> książki, które oboje tak bardzo kochali.
>
> Mijały dni podobne do siebie jak płatki śniegu, które pokryły cały świat
> całunem, aż nadszedł w końcu ten, gdy ból stał się nie do zniesienia.
> Uniósł głowę z posłania i poprosił ją cicho o to, o co, zdawało mu się,
> nigdy niemiałby odwagi poprosić. Patrzył na nią świadomy, jak bardzo ją ta
> prośba zraniła
> - Nie odchodź synku - wyszeptała bezgłośnie.
>
> Przez chwilę miał wrażenie, że ich ból się zrównał. Była dzielna; nie
> pokazała jak cierpi. Schyliła się nad nim, pocałowała czule w policzek,
> poczuł jak jej słone krople ściekają mu po szyi. Potem położyła głowę na
> jego owłosionej klatce piersiowej, wsłuchując się w miarowy oddech. Trwali tak
> dłuższą chwilę, napawając się swoja bliskością, aż świadomość cierpienia
> bliskiej osoby przytępiła własny ból...
>
> ***
>
> Technicznie nie było to nic trudnego. Odpowiednio opłacony lekarz podał mu
> narkozę, taką samą jak przy klasycznych operacjach. Nie usnął od razu.
> Rozejrzał się po pokoju, po twarzach bliskich mu osób, które otaczały
> wianuszkiem jego posłanie. To wielkie szczęcie, że nie zabrali go do
> szpitala, ze pozwolili mu umrzeć w domu. Przypomniał sobie wszystkie dobre
> chwile jakich doznał od przyjaciół i rodziny, która stawiła się niemal (tak raczej wynika z kontekstu) w
> komplecie. Czuł ich milczącą obecność, czuł dotyk jakim go obdarzano, czuł
> słony zapach łez, ale nie podzielał ich smutku. Wiedział, że nic lepszego
> nie mogło go spotkać ...
> Powieki zaczęły ciążyć a pokój pogrążać w mroku, zanim lekarz wpiął w
> wenflon drugą strzykawkę.
>
> ***
>
> Zwłoki Blu, zawinięte w prześcieradło, kołdrę i koce tężały za progiem w
> śniegu, bo firma pogrzebowa miała zabrać ciało dopiero o świcie.
>
> Kas i Les siedzieli długo w noc, pijąc grzane wino, oglądając stare zdjęcia
> i rozmawiając, ale tematem nie był Blu. Świadomie wybrali takie albumy , w
> których nie mogło go być, bo oglądanie i wspominanie Blu  byłoby jeszcze
> zbyt bolesne.
> Oczy mieli suche, bo morze wylanych łez oczyściło ich i uspokoiło, ale
> oboje potrzebowali więcej czasu, by emocje przyschły.
> W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat wiary.
> - Zauważyłem, ze stajesz się z wiekiem coraz bardziej uduchowiony. Czy
> dopuszczasz do siebie możliwość reasumpcji swoich kanonów wiary? - zapytała
> dziewczyna.
> - To przywilej wieku - odparł Les. - I czysta kalkulacja. W końcówce życia
> nie mamy już tyle sił na łajdactwa, czas też działa na nasza korzyść, w
> każdym razie asceza u starych ludzi nie trwa nazbyt długo - głupotą byłoby
> więc nie wierzyć.
> Kas popatrzyła na niego uważniej. Naprzeciw siedział szczupły,
> pięćdziesięcioletni mężczyzna, ale tylko siwe skronie i sieć zmarszczek
> mimicznych przy oczach świadczyły o jego wieku, a przy okazji również o jego
> pogodnym usposobieniu. Normalnie zobaczyłaby w jego zielonych oczach wesołe
> ogniki, ale ich brak nie zwiódł jej.
> - Przecież wiesz,  że zawsze wierzyłem we znaki. Tych, których doświadczyłem
> nie można przypisać ślepemu losowi. Choćby tego, że wywinąłem się śmierci
> tyle razy.
> - Mimo to jednak nie miałeś lekkiego żywota?  - zauważyła.
> - Do Hioba też mi daleko.
> To dobrze, że przyjechała do mnie z Blu - pomyślał.  Dla niej samej,
> delikatnej i wrażliwej, mogło to być doświadczenie traumatyczne. Miał też
> nadzieję, że tych kilka dni spędzonych razem, zbliży ich. Od czasu jak
> wyprowadziła się, nie mieli zbyt wielu okazji do spotkań.
> - A więc to, że nabiłeś sobie jedynie kilka siniaków wyskakując na peron z
> pędzącego pociągu, że wyszedłeś z krwawej bójki 'tylko' z wylewem
> podpajęczynkowym, że wróciłeś do zdrowia po operacji, po której nikt ci nie
> dawał szans na normalne funkcjonowanie, że nie zabił albo okaleczył cię ten
> tramwaj, pod którego wskoczyłeś goniąc autobus, że pokonałeś fale przyboju i
> udało ci się resztką sił dopłynąć do brzegu, że nie zabiłeś siebie i tej
> prostytutki, która biegnąc do zatrzymującego tira otarła się o maskę twojego
> pędzącego auta.
> - Och, lista jest o wiele dłuższa. Choćby to, że spotkałem twoja matkę.
> - A to, że się z nią rozstałeś to też znak?! - fuknęła dziewczyna. Czuł, że
> ciągle ma o to do niego pretensję.
> - Oczywiście, zaliczam to do cudów. I nie myl faktów. Rozstaliśmy się na jej
> wyraźne życzenie. Może to, co mówi do tej pory o tym nie świadczy, ale jej
> zachowanie, wtedy gdy próbowaliśmy być razem - tak. Ma to zresztą wymiar
> metafizyczny i wieloznaczny, bo gdybym jej nie poznał - nie byłoby ciebie,
> gdybym zaś został z nią trochę dłużej - zwariowałbym. Poza tym gdybyśmy się
> nie rozstali, nie poznałbym Jo, a to już naprawdę byłby anty-cud.
> - I myślisz, ze to wszystko to jakieś znaki? I co one oznaczają niby?
> - Nie powiedziałem, że potrafię je interpretować, nie wiem nawet czy
> kiedykolwiek mi się to uda, wielkim cudem jest już to tylko, że potrafię  je
> dostrzec.
> - Ale cóż mają za wartość, skoro nawet nie wiesz, co oznaczają?
> - Czasem los doświadcza  boleśnie, zdaje się po to tylko, aby dać nową
> nadzieję i siłę. Tak jest gdy masz problemy ze zdrowiem, tracisz pieniądze,
> majątek, albo nawet kogoś bliskiego. Modlisz się wtedy i dziękujesz, że nie
> dotknęło cię coś jeszcze gorszego. A znaki nie muszą być wizualne. Niekiedy
> dopiero po latach dowiadujesz się przypadkiem, że coś, co wydawało się być
> klęską, stało się później furtką do szczęścia albo lepszego życia.
> Opowiem ci coś:
> Gdy byłem młody, moi rodzice przeprowadzali się często, zmieniałem szkoły,
> znajomych, było to bardzo stresujące. Kiedyś, w takim nowym miejscu,
> mniejsza o to w jaki sposób, podpadłem miejscowemu gangowi i wydawało się,
> że nie ma dla mnie ratunku. Nazajutrz musiałem się z nimi skonfrontować, ale
> byłem pełen najczarniejszych myśli. Bez nadziei i wiary nie miałbym odwagi,
> by stawić im czoła i przegrałbym w walce, albo co gorsza uciekł i być może
> uciekał już do końca życia. Nie mogłem usnąć, co jeszcze gorzej wpływało na
> moje samopoczucie i odbierało siły. Miałem ochotę się gdzieś ukryć, ale
> wiedziałem, że idealnej kryjówki w moim przypadku nie ma.
> Była ciepła, gwieździsta, wiosenna noc. Podszedłem do otwartego okna,
> odsunąłem firankę, oparłem rozpalonym od emocji czołem o chłodną szybę - i
> o mało nie dostałem zawału. Wystrzeliła spod mej piersi i w dzikim tańcu
> zataczała kręgi po pokoju, przewracając lampę, zrywając plakaty,
> zrzucając z regału papierowe modele, w które włożyłem tyle pracy, po prostu
> niszcząc wszystko na swojej drodze. Byłem sto razy większy i silniejszy od
> niej, ale bałem się jej, tego, że nie potrafię przewidzieć jej lotu, że nie
> potrafię jej schwytać. Nieźle wtedy narozrabiała.
>
> To była młodziutka, malutka jaskółka. Być może zgubiła drogę do gniazda, a
> być może schowała się tu umyślnie? Kto wie?
>
> W każdym razie kiedy w końcu ochłonąłem, ona też przestała się miotać.
> Zrozumiałem, że to było przesłanie, znak. Że to stało się po coś. Ze większy
> i silniejszy nie zawsze ma przewagę. Że nawet gdyby w tym pokoju było
> dziesięciu ludzi, nie daliby rady jej złapać. Nad ranem, gdy spałem,
> wyfrunęła  przez otwarte okno a mi pozostała nadzieja. Mniejsza o to jak,
> ale dałem sobie radę i nikt mnie potem już nie gnębił...
>
> - Och tato! To był przypadek. Co innego gdyby to był orzeł bielik, ale po
> niebie lata tysiące jaskółek, a tę po prostu zaskoczyła noc. Nie przekonałeś
> mnie. Nie nawrócisz mnie, bo nie wierzę w żadne znaki. Przez ciebie odeszła
> mama a dziś odszedł mój najlepszy przyjaciel i to ja musiałam podjąć decyzję
> o jego uśpieniu - w oczach dziewczyny znów pojawiły się łzy. - Och, nigdy
> się nie dowiem czy podjęłam właściwą.  Dałabym wszystko za informację, że
> jest już bezpieczny, tam po drugiej stronie, ale oczywiście tym razem na
> żaden znak nie można liczyć.  Chyba, że będziesz starał się mnie przekonać,
> że brak znaku to też znak...
> Wstał z zamiarem przytulania jej, ale nie dała mu tej szansy.
> - Nie, proszę... Chcę zostać sama - dodała szybko, widząc, że sprawiła mu
> tym
> wielką przykrość.
> - Dobranoc - powiedział cicho i ocierając wilgotne oczy wierzchem dłoni
> wyszedł
> do drugiego pokoju.
>
> ***
>
> Sny otuliły go jak mroczny, duszny kokon. Był w labiryncie bez wyjścia
> a ściany pokrywały dziwne runiczne znaki, symbole i hieroglify.
> Próbował napierać na kamienne bloki, ale sprężynowały odpychając go. Biegł,
> a właściwie płynął w powietrzu tak ciężkim jak woda. Krzyczał z całych sił,
> ale z gardła nie wydostawał się żaden dźwięk. Siły opuściły go, upadł
> bezwładnie na wznak na mokrą i śliską podłogę, a myśli jak kruki spłynęły z
> czarnego sufitu i zataczały coraz ciaśniejsze kręgi nad jego głową.
> To zły znak - pomyślał i wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki,
> zaczęło się robić jaśniej.
> Zastanawiał się przez małą chwilę, czy różdżka powinna tylko dotykać, czy
> może też potrząsać i jaka cześć ciała jest najodpowiedniejsza, aby stała się
> absolutna jasność - i w tym momencie  poczuł, że to bez wątpienia powinno
> być ramię.
>  - Tato! - dobiegł go cichy, dziewczęcy głos.
>  - Córeczko, co robisz w moim śnie?  - chciał zapytać, ale było to tak
> nierealne, że bezwiednie otworzył oczy. Było już zupełnie jasno.
> - Tato, proszę, wstań i chodź do kuchni. Muszę ci coś pokazać!  - Dziewczyna
> puściła jego ramię, ale w jej głosie czuć było takie napięcie, że nie
> ociągał się dłużej. Był na granicy jawy i snu i przez chwile przyszło mu
> nawet na myśl, że może Blu zmartwychwstał.  Nie, to przecież bez sensu...
> - Tylko zachowuj się cicho - poprosiła i pociągnęła go za rękę.
>
> W kuchni, na parapecie okna siedziała najprawdziwsza sowa uszata i
> wykręcając nienaturalnie głowę wpatrywała się  swoimi dużymi oczami w dwójkę
> przytulonych do siebie ludzi.
>
> http://picasaweb.google.pl/lespe.picasa/Uszatka?authkey=Gv1sRgCOuj6ru...
>
> LeP
>
> Dla Blu, pełnoprawnego członka naszej rodziny, mojego serdecznego kompana,
> towarzysza wielu dalekich wypraw, spowiednika, nauczyciela, obrońcy przed
> całym złem świata. Byliśmy obaj świadkami wielu cudów, ale największym było
> to, że los postawił nas na swojej drodze. Żegnaj drogi przyjacielu!
>
> BLUES - owczarek rasy niemieckiej (26.06.1997 - 8.02.2010) wszechstronnie
> wyszkolony i wykształcony, w młodości aktor telewizyjny (TVP), mający w
> swoim życiorysie epizod pracy w organach porządku publicznego, dwukrotnie
> poważnie ranny na służbie, miłośnik kotów, ptaków i niektórych ludzi.
> Pustki po tobie nie da się niczym wypełnić.
>
> http://picasaweb.google.pl/lespe.picasa/BLUES02?authkey=Gv1sRgCImczuX...


pięknie opowiedziane, Lep.

pozdrawiam,
jacek
Technical Details
Message-ID: <69e50621-74f3-40b1-9d46-70a1076310b5@b35g2000yqi.googlegroups.com>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!uw.edu.pl!newsgate.cistron.nl!newsgate.news.xs4all.nl!news2.euro.net!eweka.nl!lightspeed.eweka.nl!postnews.google.com!b35g2000yqi.googlegroups.com!not-for-mail
References: <i0ghp8$54e$1@inews.gazeta.pl>

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!uw.edu.pl!newsgate.cistron.nl!newsgate.news.xs4all.nl!news2.euro.net!eweka.nl!lightspeed.eweka.nl!postnews.google.com!b35g2000yqi.googlegroups.com!not-for-mail
From: jacek <jsen@poczta.onet.pl>
Newsgroups: pl.hum.pisarstwo
Subject: Re: Wielki Atlas Ptaków (o niebie, cudach i
 śmierci, która nie dzieli)
Date: Wed, 14 Jul 2010 21:26:41 -0700 (PDT)
Organization: http://groups.google.com
Lines: 339
Message-ID: <69e50621-74f3-40b1-9d46-70a1076310b5@b35g2000yqi.googlegroups.com>
References: <i0ghp8$54e$1@inews.gazeta.pl>
NNTP-Posting-Host: 83.9.181.20
Mime-Version: 1.0
X-Trace: posting.google.com 1279168001 5004 127.0.0.1 (15 Jul 2010 04:26:41 GMT)
X-Complaints-To: groups-abuse@google.com
NNTP-Posting-Date: Thu, 15 Jul 2010 04:26:41 +0000 (UTC)
Complaints-To: groups-abuse@google.com
Injection-Info: b35g2000yqi.googlegroups.com; posting-host=83.9.181.20;  posting-account=1iEylwoAAAABDN1U9pIQ8-qdvPmu7no2
User-Agent: G2/1.0
X-HTTP-UserAgent: Mozilla/4.0 (compatible; MSIE 7.0; Windows NT 5.1; FDM; .NET  CLR 2.0.50727; .NET CLR 3.0.4506.2152; .NET CLR 3.5.30729;  AskTB5.5),gzip(gfe)
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit