Article View: pl.hum.pisarstwo
Article #18879Wielki Atlas Ptaków (o niebie, cudach i śmierci, która nie dzieli)
From: LeP
Date: Wed, 30 Jun 2010 22:51
Date: Wed, 30 Jun 2010 22:51
202 lines
13424 bytes
13424 bytes
Na przekór totalnym prognozom wszechobecnego ocieplenia, zima tego roku była wyjątkowo długa i mroźna. Blu, który niebawem miał obchodzić setne urodziny marniał z każdym dniem. Stracił apatyt i mocno wychudł, zaczęły mu dokuczały stawy, więc nieomal całkowicie musiał zrezygnować ze swoich ulubionych, codziennych spacerów do pobliskiego parku. Na domiar złego problemy z prostatą spowodowały paskudne zapalenie pęcherza. Szczerze mówiąc, to nie potrafił już sam oddać moczu i Kas musiała go trzy razy dziennie cewnikować. Pocieszała się jedynie, że u mężczyzn w tym wieku to norma. Najgorsze jednak, że oprócz utraty tężyzny, którą tak się zawsze chełpił, posłuszeństwa zaczęły jednocześnie odmawiać zmysły. Ślepł, głuchł i tępiał, pomimo rozpaczliwych wysiłków lekarzy i kobiety, która usiłowała go utrzymać za wszelką cenę w dobrej formie. Z czasem przestał się więc wpatrywać się w telewizor, słuchać radia i ulubionej muzyki z płyt. Dziewczyna nie poddawała się jednak - rozmawiała z nim, wpatrując się w jego brązowe, zmęczone, ale wciąż żywe oczy, szukając tamtych figlarnych ogników, które towarzyszyły jej odkąd przyszedł na świat, dawno, dawno temu. Wieczorami, gładząc czule jego rękę albo siwe włosy, czytała na głos książki, które oboje tak bardzo kochali. Mijały dni podobne do siebie jak płatki śniegu, które pokryły cały świat białym całunem, aż nadszedł w końcu ten, gdy ból stał się nie do zniesienia. Uniósł głowę z posłania i poprosił ją cicho o to, o co, zdawało mu się, nigdy niemiałby odwagi poprosić. Patrzył na nią świadomy, jak bardzo ją ta prośba zraniła - Nie odchodź synku - wyszeptała bezgłośnie. Przez chwilę miał wrażenie, że ich ból zrównał się. Była dzielna, nie pokazała jak cierpi. Schyliła się nad nim, pocałowała czule w policzek, poczuł jak jej słone krople ściekają mu po szyi. Potem położyła głowę na jego owłosionej klatce piersiowej, wsłuchując w miarowy oddech. Trwali tak dłuższą chwilę, napawając się swoja bliskością, aż świadomość cierpienia bliskiej osoby przytępiła własny ból... *** Technicznie nie było to nic trudnego. Odpowiednio opłacony lekarz podał mu narkozę, taką samą jak przy klasycznych operacjach. Nie usnął od razu. Rozejrzał się po pokoju, po twarzach bliskich mu osób, które otaczały wianuszkiem jego posłanie. To wielkie szczęcie, że nie zabrali go do szpitala, ze pozwolili mu umrzeć w domu. Przypomniał sobie wszystkie dobre chwile jakich doznał od przyjaciół i rodziny, która stawiła się nieomal w komplecie. Czuł ich milczącą obecność, czuł dotyk jakim go obdarzano, czuł słony zapach łez, ale nie podzielał ich smutku. Wiedział, że nic lepszego nie mogło go spotkać ... Powieki zaczęły ciążyć a pokój pogrążać w mroku, zanim lekarz wpiął w wenflon drugą strzykawkę. *** Zwłoki Blu, zawinięte w prześcieradło, kołdrę i koce tężały za progiem w śniegu, bo firma pogrzebowa miała zabrać ciało dopiero o świcie. Kas i Les siedzieli długo w noc, pijąc grzane wino, oglądając stare zdjęcia i rozmawiając, ale tematem nie był Blu. Świadomie wybrali takie albumy , w których nie mogło go być, bo oglądanie i wspominanie Blu byłoby jeszcze zbyt bolesne. Oczy mieli suche, bo morze wylanych łez oczyściło ich i uspokoiło, ale oboje potrzebowali więcej czasu, by emocje przyschły. W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat wiary. - Zauważyłem, ze stajesz się z wiekiem coraz bardziej uduchowiony. Czy dopuszczasz do siebie możliwość reasumpcji swoich kanonów wiary? - zapytała dziewczyna. - To przywilej wieku - odparł Les. - I czysta kalkulacja. W końcówce życia nie mamy już tyle sił na łajdactwa, czas też działa na nasza korzyść, w każdym razie asceza u starych ludzi nie trwa nazbyt długo - głupotą byłoby więc nie wierzyć. Kas popatrzyła na niego uważniej. Naprzeciw siedział szczupły, pięćdziesięcioletni mężczyzna, ale tylko siwe skronie i sieć zmarszczek mimicznych przy oczach świadczyły o jego wieku, a przy okazji również o jego pogodnym usposobieniu. Normalnie zobaczyłaby w jego zielonych oczach wesołe ogniki, ale ich brak nie zwiódł jej. - Przecież wiesz, że zawsze wierzyłem w znaki. Tych, których doświadczyłem nie można przypisać ślepemu losowi. Choćby tego, że wywinąłem się śmierci tyle razy. - Mimo to jednak nie miałeś lekkiego żywota? - zauważyła. - Do Hioba też mi daleko. To dobrze, że przyjechała do mnie z Blu - pomyślał. Dla niej samej, delikatnej i wrażliwej, mogło to być doświadczenie traumatyczne. Miał też nadzieję, że tych kilka dni spędzonych razem, zbliży ich. Od czasu jak wyprowadziła się, nie mieli zbyt wielu okazji do spotkań. - A więc to, że nabiłeś sobie jedynie kilka siniaków wyskakując na peron z pędzącego pociągu, że wyszedłeś z krwawej bójki 'tylko' z wylewem podpajęczynkowym, że wróciłeś do zdrowia po operacji, po której nikt ci nie dawał szans na normalne funkcjonowanie, że nie zabił albo okaleczył cię ten tramwaj, pod którego wskoczyłeś goniąc autobus, że pokonałeś fale przyboju i udało ci się resztką sił dopłynąć do brzegu, że nie zabiłeś siebie i tej prostytutki, która biegnąc do zatrzymującego tira otarła się o maskę twojego pędzącego auta. - Och, lista jest o wiele dłuższa. Choćby to, że spotkałem twoja matkę. - A to, że się z nią rozstałeś to też znak?! - fuknęła dziewczyna. Czuł, że ciągle ma o to do niego pretensję. - Oczywiście, zaliczam to do cudów. I nie myl faktów. Rozstaliśmy się na jej wyraźne życzenie. Może to, co mówi do tej pory o tym nie świadczy, ale jej zachowanie, wtedy gdy próbowaliśmy być razem - tak. Ma to zresztą wymiar metafizyczny i wieloznaczny, bo gdybym jej nie poznał - nie byłoby ciebie, gdybym zaś został z nią trochę dłużej - zwariowałbym. Poza tym gdybyśmy się nie rozstali, nie poznałbym Jo, a to już naprawdę byłby anty-cud. - I myślisz, ze to wszystko to jakieś znaki? I co one oznaczają niby? - Nie powiedziałem, że potrafię je interpretować, nie wiem nawet czy kiedykolwiek mi się to uda, wielkim cudem jest już to tylko, że potrafię je dostrzec. - Ale cóż mają za wartość, skoro nawet nie wiesz, co oznaczają? - Czasem los doświadcza boleśnie, zdaje się po to tylko, aby dać nową nadzieję i siłę. Tak jest gdy masz problemy ze zdrowiem, tracisz pieniądze, majątek, albo nawet kogoś bliskiego. Modlisz się wtedy i dziękujesz, że nie dotknęło cię coś jeszcze gorszego. A znaki nie muszą być wizualne. Niekiedy dopiero po latach dowiadujesz się przypadkiem, że coś, co wydawało się być klęską, stało się później furtką do szczęścia albo lepszego życia. Opowiem ci coś: Gdy byłem młody, moi rodzice przeprowadzali się często, zmieniałem szkoły, znajomych, było to bardzo stresujące. Kiedyś, w takim nowym miejscu, mniejsza o to w jaki sposób, podpadłem miejscowemu gangowi i wydawało się, że nie ma dla mnie ratunku. Nazajutrz musiałem się z nimi skonfrontować, ale byłem pełen najczarniejszych myśli. Bez nadziei i wiary nie miałbym odwagi, by stawić im czoła i przegrałbym w walce, albo co gorsza uciekł i być może uciekał już do końca życia. Nie mogłem usnąć, co jeszcze gorzej wpływało na moje samopoczucie i odbierało siły. Miałem ochotę się gdzieś ukryć, ale wiedziałem, że idealnej kryjówki w moim przypadku nie ma. Była ciepła, gwieździsta, wiosenna noc. Podszedłem do otwartego okna, odsunąłem firankę, oparłem rozpalonym od emocji czołem o chłodną szybę - i o mało nie dostałem zawału. Wystrzeliła spod mej piersi i w dzikim tańcu zataczała kręgi po pokoju, przewracając lampę, zrywając plakaty, zrzucając z regału papierowe modele, w które włożyłem tyle pracy, po prostu niszcząc wszystko na swojej drodze. Byłem sto razy większy i silniejszy od niej, ale bałem się jej, tego, że nie potrafię przewidzieć jej lotu, że nie potrafię jej schwytać. Nieźle wtedy narozrabiała. To była młodziutka, malutka jaskółka. Być może zgubiła drogę do gniazda, a być może schowała się tu umyślnie? Kto wie? W każdym razie kiedy w końcu ochłonąłem, ona też przestała się miotać. Zrozumiałem, że to było przesłanie, znak. Że to stało się po coś. Ze większy i silniejszy nie zawsze ma przewagę. Że nawet gdyby w tym pokoju było dziesięciu ludzi, nie daliby rady jej złapać. Nad ranem, gdy spałem, wyfrunęła przez otwarte okno a mi pozostała nadzieja. Mniejsza o to jak, ale dałem sobie radę i nikt mnie potem już nie gnębił... - Och tato! To był przypadek. Co innego gdyby to był orzeł bielik, ale po niebie lata tysiące jaskółek, a tę po prostu zaskoczyła noc. Nie przekonałeś mnie. Nie nawrócisz mnie, bo nie wierzę w żadne znaki. Przez ciebie odeszła mama a dziś odszedł mój najlepszy przyjaciel i to ja musiałam podjąć decyzję o jego uśpieniu - w oczach dziewczyny znów pojawiły się łzy. - Och, nigdy się nie dowiem czy podjęłam właściwą. Dałabym wszystko za informację, że jest już bezpieczny, tam po drugiej stronie, ale oczywiście tym razem na żaden znak nie można liczyć. Chyba, że będziesz starał się mnie przekonać, że brak znaku to też znak... Wstał z zamiarem przytulania jej, ale nie dała mu tej szansy. - Nie, proszę... Chcę zostać sama - dodała szybko, widząc, że sprawiła mu tym wielką przykrość. - Dobranoc - powiedział cicho i ocierając wilgotne oczy wierzchem dłoni wyszedł do drugiego pokoju. *** Sny otuliły go jak mroczny, duszny kokon. Był w labiryncie bez wyjścia a ściany pokrywały dziwne runiczne znaki, symbole i hieroglify. Próbował napierać na kamienne bloki, ale sprężynowały odpychając go. Biegł, a właściwie płynął w powietrzu tak ciężkim jak woda. Krzyczał z całych sił, ale z gardła nie wydostawał się żaden dźwięk. Siły opuściły go, upadł bezwładnie na wznak na mokrą i śliską podłogę, a myśli jak kruki spłynęły z czarnego sufitu i zataczały coraz ciaśniejsze kręgi nad jego głową. To zły znak - pomyślał i wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęło się robić jaśniej. Zastanawiał się przez małą chwilę, czy różdżka powinna tylko dotykać, czy może też potrząsać i jaka cześć ciała jest najodpowiedniejsza, aby stała się absolutna jasność - i w tym momencie poczuł, że to bez wątpienia powinno być ramię. - Tato! - dobiegł go cichy, dziewczęcy głos. - Córeczko, co robisz w moim śnie? - chciał zapytać, ale było to tak nierealne, że bezwiednie otworzył oczy. Było już zupełnie jasno. - Tato, proszę, wstań i chodź do kuchni. Muszę ci coś pokazać! - Dziewczyna puściła jego ramię, ale w jej głosie czuć było takie napięcie, że nie ociągał się dłużej. Był na granicy jawy i snu i przez chwile przyszło mu nawet na myśl, że może Blu zmartwychwstał. Nie, to przecież bez sensu... - Tylko zachowuj się cicho - poprosiła i pociągnęła go za rękę. W kuchni, na parapecie okna siedziała najprawdziwsza sowa uszata i wykręcając nienaturalnie głowę wpatrywała się swoimi dużymi oczami w dwójkę przytulonych do siebie ludzi. http://picasaweb.google.pl/lespe.picasa/Uszatka?authkey=Gv1sRgCOuj6rugyZjCZQ&feat=directlink LeP Dla Blu, pełnoprawnego członka naszej rodziny, mojego serdecznego kompana, towarzysza wielu dalekich wypraw, spowiednika, nauczyciela, obrońcy przed całym złem świata. Byliśmy obaj świadkami wielu cudów, ale największym było to, że los postawił nas na swojej drodze. Żegnaj drogi przyjacielu! BLUES - owczarek rasy niemieckiej (26.06.1997 - 8.02.2010) wszechstronnie wyszkolony i wykształcony, w młodości aktor telewizyjny (TVP), mający w swoim życiorysie epizod pracy w organach porządku publicznego, dwukrotnie poważnie ranny na służbie, miłośnik kotów, ptaków i niektórych ludzi. Pustki po tobie nie da się niczym wypełnić. http://picasaweb.google.pl/lespe.picasa/BLUES02?authkey=Gv1sRgCImczuXt_5GJ-QE&feat=directlink
Technical Details
Message-ID:
<i0ghp8$54e$1@inews.gazeta.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!not-for-mailShow Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!not-for-mail From: "LeP" <lesp@onet.pl> Newsgroups: pl.hum.pisarstwo Subject: Wielki Atlas Ptaków (o niebie, cudach i śmierci, która nie dzieli) Date: Thu, 1 Jul 2010 00:51:12 +0200 Organization: "Portal Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl" Lines: 204 Message-ID: <i0ghp8$54e$1@inews.gazeta.pl> NNTP-Posting-Host: 77-255-62-82.adsl.inetia.pl Mime-Version: 1.0 X-Trace: inews.gazeta.pl 1277938281 5262 77.255.62.82 (30 Jun 2010 22:51:21 GMT) X-Complaints-To: usenet@agora.pl NNTP-Posting-Date: Wed, 30 Jun 2010 22:51:21 +0000 (UTC) X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2900.5931 X-Priority: 3 X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2900.5931 X-User: lesspe X-MSMail-Priority: Normal Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit