Thread View: pl.comp.objects
41 messages
41 total messages
Started by Przemek Pokrywka
Wed, 07 Dec 2005 19:54
Transfer objects
Author: Przemek Pokrywka
Date: Wed, 07 Dec 2005 19:54
Date: Wed, 07 Dec 2005 19:54
4 lines
834 bytes
834 bytes
Czy transfer objects (jako pattern J2EE) są obiektowe? Bo mi się wydaje, że nie Przemek
Re: Transfer objects
Author: Robert Perlinski
Date: Thu, 08 Dec 2005 04:26
Date: Thu, 08 Dec 2005 04:26
10 lines
1273 bytes
1273 bytes
"Przemek Pokrywka" <adres@zastrzezony.com> wrote: > Czy transfer objects (jako pattern J2EE) sa obiektowe? > Bo mi sie wydaje, że nie J2EE to przede wszystkim (choc nie tylko) "distributed components", ktore z zalozenia nie sa (i nie powinny byc) "klasycznymi" obiektami. Transfer Objects w takich wypadkach to jedyne sensowne rozwiazanie. Robert Perlinski
Re: Transfer objects
Author: Przemek Pokrywka
Date: Thu, 08 Dec 2005 07:23
Date: Thu, 08 Dec 2005 07:23
8 lines
1171 bytes
1171 bytes
Robert Perlinski napisał(a): > J2EE to przede wszystkim (choc nie tylko) "distributed components", ktore z > zalozenia nie sa (i nie powinny byc) "klasycznymi" obiektami. Transfer > Objects w takich wypadkach to jedyne sensowne rozwiazanie. A jakie "bezsensowne" alternatywy masz na myśli? Przemek
Re: Transfer objects
Author: Robert Perlinski
Date: Thu, 08 Dec 2005 08:01
Date: Thu, 08 Dec 2005 08:01
39 lines
2046 bytes
2046 bytes
"Przemek Pokrywka" <adres@zastrzezony.com> wrote:
>> J2EE to przede wszystkim (choc nie tylko) "distributed components",
>> ktore z zalozenia nie sa (i nie powinny byc) "klasycznymi" obiektami.
>> Transfer Objects w takich wypadkach to jedyne sensowne
>> rozwiazanie.
> A jakie "bezsensowne" alternatywy masz na mysli?
Zlozmy, ze mamy klase Employee z nastepujacymi atrybutami: id, imie,
nazwisko, wiek. "Klasyczny obiekt" bedzie wygladal mniej wiecej tak
(oczywiscie definicja bardzo uproszczona):
public iterface Employee
{
String getID();
String getFirstName();
String getLastName();
int getAge();
// pomijam "settery"
void save();
void load(String id);
}
W przypadku jednak, kiedy mamy do czynienia z "distributed objects" powyzsza
definicja ma w wiekszosci wypadkow maly sens praktyczny i zwykle bedzie
wygladac nastepujaco:
public iterface EmployeeService
{
void save(EmployeeTO employee);
EmployeeTO load(String id);
}
gdzie EmployeeTO jest odpowiednikiem Transfer Object i sluzy jedynie do
przesylania danych.
Robert Perlinski
Re: Transfer objects
Author: Grzesiek G.
Date: Thu, 08 Dec 2005 09:16
Date: Thu, 08 Dec 2005 09:16
22 lines
1759 bytes
1759 bytes
Przemek Pokrywka napisał(a): > Robert Perlinski napisał(a): > >> J2EE to przede wszystkim (choc nie tylko) "distributed components", >> ktore z zalozenia nie sa (i nie powinny byc) "klasycznymi" obiektami. >> Transfer Objects w takich wypadkach to jedyne sensowne rozwiazanie. > > > A jakie "bezsensowne" alternatywy masz na myśli? Nie będę oceniał sensowności alternatyw, ale pozbycie się TO skutkuje tym, że po przesłaniu obiektu do innej warstwy mamy: 1. Albo obiekt, którego wszystkie wywołania metod są zdalne (tzn. odwołują się do warstwy, w której został utworzony). 2. Albo obiekt, który jest kopią oryginału i jest odłączony od warstwy, z której pochodzi. Pozdrawiam -- Grzegorz Gruza Odpowiadając usuń "spamerom_nie." z adresu!!!
Re: Transfer objects
Author: Przemek Pokrywka
Date: Thu, 08 Dec 2005 23:42
Date: Thu, 08 Dec 2005 23:42
15 lines
1731 bytes
1731 bytes
Dziękuję obydwu Panom za wyjaśnienia, jednak nie bardzo o to mi chodziło. Pisząc, że wydaje mi się, że transfer objects nie są obiektowe, miałem na myśli to, że są one typowymi pojemnikami na dane, których logika jest ograniczona wyłącznie do kontroli dostępu do określonych atrybutów (przynajmniej opierając się na informacjach z: http://java.sun.com/blueprints/corej2eepatterns/Patterns/TransferObject.html) Takie obiekty są dla mnie mało interesujące, bo nie różnią się zbytnio od typowych struktur danych występujących w programowaniu strukturalnym. Co by mogło być ciekawe (a możliwe do zrealizowania w technologii obiektowej), to zachowanie, migrujące wraz z obiektem na inny węzeł sieci i oddziałujące z nowym kontekstem. Tego jednak nie da się uświadczyć w J2EE. Przemek
Re: Transfer objects
Author: Robert Perlinski
Date: Fri, 09 Dec 2005 04:18
Date: Fri, 09 Dec 2005 04:18
30 lines
2386 bytes
2386 bytes
"Przemek Pokrywka" <adres@zastrzezony.com> wrote: > Dziękuję obydwu Panom za wyjaśnienia, jednak nie bardzo o to mi chodziło. > Pisząc, że wydaje mi się, że transfer objects nie są obiektowe, miałem na > myśli to, że są one typowymi pojemnikami na dane, Dokladnie tak jest. Nie sadze jednak, aby problemy, ktore TO rozwiazuje (przynajmniej w kontekscie Distributed Components), dalo sie rozwiazac inaczej. > Co by mogło być ciekawe (a możliwe do zrealizowania w technologii > obiektowej), to zachowanie, migrujące wraz z obiektem na inny węzeł sieci > i oddziałujące z nowym kontekstem. Tego jednak nie da się uświadczyć w > J2EE. Jest to jak najbardziej wykonalne, w koncu klasa w Javie to tylko zlepek bitow, ktore bez problemow mozna przeslac po sieci. Nie o to jednak chodzi. W (wiekszosci) przypadkow bowiem kontekts takiego obiektu nie jest mozliwy do przeslania, a nawet gdyby bylo to mozliwe, zwykle nie jest pozadane. Rzecz w tym bowiem, aby w konwersacji "klient-serwer" kazda ze stron pozostala w swoim srodowisku kontekstowym. W przeciwnym wypadku sens takiej architektury zaczyna byc problematyczny. Pomiedzy klientem i serwerem, przesyla sie wiec tylko dane. A do tego wlasnie sluza Trasfer Objects. Oczywiscie powyzsze bazuje na uogolnieniach. Ale "J2EE patterns" generalnie wlasnie takich uogolnien dotycza. Robert Perlinski
Re: Transfer objects
Author: Michał Słocinski
Date: Sun, 11 Dec 2005 12:41
Date: Sun, 11 Dec 2005 12:41
14 lines
1357 bytes
1357 bytes
Dnia 07.12.2005 Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> napisał/a: > Czy transfer objects (jako pattern J2EE) są obiektowe? > Bo mi się wydaje, że nie > W przypadku transfer object, wzorzec ten wprowadzony został w celu optymalizacji zdalnych wywołań metod, a jak wiadomo - każda optymalizacja ma zwykle jakieś efekty uboczne, którymi zwykle jest koszt związany ze zmniejszoną czytelnością kodu albo uzależnieniem od platformy sprzętowej (akurat w tym przypadku ten drugi aspekt odpada :-)). Utrata obiektowości jest w tym przypadku ceną za wydajność. -- Michał
Re: Transfer objects
Author: Filip Sielimowicz
Date: Sun, 11 Dec 2005 13:52
Date: Sun, 11 Dec 2005 13:52
103 lines
5631 bytes
5631 bytes
Użytkownik "Michał Słocinski" <nobody@nowhere.com> napisał w wiadomości news:slrndpo7kg.a7o.nobody@localhost.localdomain... > Dnia 07.12.2005 Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> napisał/a: >> Czy transfer objects (jako pattern J2EE) są obiektowe? >> Bo mi się wydaje, że nie >> > > W przypadku transfer object, wzorzec ten wprowadzony został w celu > optymalizacji zdalnych wywołań metod, a jak wiadomo - każda optymalizacja > ma > zwykle jakieś efekty uboczne, którymi zwykle jest koszt związany ze > zmniejszoną czytelnością kodu albo uzależnieniem od platformy sprzętowej > (akurat > w tym przypadku ten drugi aspekt odpada :-)). Utrata obiektowości jest w > tym przypadku ceną za wydajność. Ja bym nie powiedział, że to kwestia wydajności ... Wydaje mi się raczej, że nadużywa się tu terminu "utrata obiektowości", a dokładniej: zaczyna się postrzegać jako "nieobiektowe" wszystko to, co "niesamodzielne i nieuniwersalne". Natomiast nie można tracić z horyzontu podstawowej kwestii: obiektowość ma służyć wierniejszemu odwzorowywaniu rzeczywistości, a nie sobie samej. Wydaje mi się, że bardzo często miesza się różne poziomy analizy, projektu i implementacji. Mam wrażenie że niektórzy wydają z siebie wielkie westchnienia zdumienia, kiedy okazuje się, że obiektowość zaangażowana na poziomie implementacyjnym, technicznym ma zupełnie inną twarz niż obiektowość działająca niby w tym samym obszarze biznesowym, ale na poziomie analizy i projektu. A tymczasem ja się dziwię, że inni się tak dziwią ;). Wiele wzorców projektowych wręcz jawnie rozpina dane od funkcji i widzimy to zarówno w idei takiej jak MVC, jak też we wspomnianym TransferObject i występujących w kontekście DAO i BusinessObject. Niektórzy krzyczą, że to jakieś łamanie zasad obiektowości. A ja mówię: zależy gdzie. Jeśli ktoś obiektowość rozumie jako: "obiekt musi odwzorowywać całą wiedzę zgromadzoną we wszechświecie o tym, do czego jest przydatny" to ja mówię "bzdura totalna". To nie ma po prostu żadnego przełożenia na rzeczywistość. Mamy nóż i mamy chleb. Pytanie: czy to nóż powinien wiedzieć, jak ma kroić chleb, czy chleb ma wiedzieć, jak dać się pokroić nożowi ? Ani jedno ani drugie. To człowiek wie, jak użyć noża, by pokroić chleb. I jak zjeść chleb. Albo jak rzucać nożem. Albo jak chleb pokruszyć i rzucić ptactwu. Ptactwo samo sobie chleba nie drobi (mimo, że drobiem jest, jak mówią). Chleb się też sam raczej dla ptactwa nie drobi, choć można by tu siespierać, czy rzeczywiście sięsam z czasem nie pokruszy ... Jak mistrz cukierni woła: "Kajtek, bierz no te paletę z chlebem i pędź na Marszałkowską do sklepu, bo dziś otwierają wcześniej", to sprawa jest oczywista: to Kajtek ma wiedzieć, jak wziąć ten TransferObject i gdzie z nim polecieć. Bo chyba nikt mi nie powie, że paleta powinna mieć metodę "użyj Kajtka do tego żeby się przenieść na Marszałkowską". Wcale to nie znaczy jednak, że paleta z chlebami to jest jakaś prehistoryczna struktura a nie obiekt, więc jest fe. Wcale nie: paleta jest obiektem, tyle, że ktoś zauważył, że jego kompetencje w kwestii wpływu na rzeczywistość są bardzo ograniczone, więc nie snuł fantazji na temat: "a gdyby tak moja paleta potrafiła sama podpiąć się do NASA, złamać szyfry, zamienic się miejscem z głównym astronautą to moglibyśmy już dziś stosunkowo tanio dostarczyć świeży chleb na Marsa". Zamiast fantazji mamy konkret w postaci metody: "zatrzaśnij", którą Kajtek używa, kiedy układa wiele palet w stos i chce, by ta co na górze prostą zapadką przymocowała się do tej, co pod nią. To jest właśnie to, czego oczekuje Kajtek od palety w kwestii obiektowości i to, w czym paleta może być i jak najbardziej jest kompetentna. Powiem nawet więcej: paleta czuje ogromną przyjemność, kiedy może tego typu zadanie wykonać sprawnie i profesjonalnie, natomiast czuje ogromne przerażenie, kiedy ktoś zaczyna do niej zamiast chleba wkładać system nawigacji satelitarnej i puszczając oko szepcze: no moja mała, już niedługo będziesz ... Uważam, że należy dbać o to, by nie pakować kosmicznych problemów na barki prostych narzędzi cukiernika, bo przerażenie i dezorientacja tychże bezpośrednio przekłada się na to, że się potem stos palet najzwyczajniej nie trzyma kupy i Kajtek na Marszałkowskiej otwierając drzwi od samochodu wysypuje chleb klienta prosto na ulicę. A pogoda dziś nie najlepsza.
Re: Transfer objects
Author: Piotr Dembiński
Date: Sun, 11 Dec 2005 16:03
Date: Sun, 11 Dec 2005 16:03
15 lines
1433 bytes
1433 bytes
"Filip Sielimowicz" <sielim@poczta.onet.pl> writes: [...] > Jeśli ktoś obiektowość rozumie jako: "obiekt musi odwzorowywać całą > wiedzę zgromadzoną we wszechświecie o tym, do czego jest przydatny" > to ja mówię "bzdura totalna". To jest true, pod warunkiem, że pod pojęciem 'wszechświat' rozumiemy wszystko, co w obiekcie jest ważne z punktu widzenia tworzonego systemu informatycznego. Przykładowo, dla programu 'hello, world' wrzechświatem będzie standard output ;) -- http://www.piotr.dembiński.prv.pl
Re: Transfer objects
Author: Filip Sielimowicz
Date: Sun, 11 Dec 2005 17:56
Date: Sun, 11 Dec 2005 17:56
43 lines
3094 bytes
3094 bytes
Użytkownik ""Piotr Dembiński"" <pdemb@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:87y82raafe.fsf@hector.domek... > "Filip Sielimowicz" <sielim@poczta.onet.pl> writes: > > [...] > >> Jeśli ktoś obiektowość rozumie jako: "obiekt musi odwzorowywać całą >> wiedzę zgromadzoną we wszechświecie o tym, do czego jest przydatny" >> to ja mówię "bzdura totalna". > > To jest true, pod warunkiem, że pod pojęciem 'wszechświat' rozumiemy > wszystko, co w obiekcie jest ważne z punktu widzenia tworzonego > systemu informatycznego. Przykładowo, dla programu 'hello, world' > wrzechświatem będzie standard output ;) No chwileczkę ... Chyba jednak nie mówimy o tym samym ;). Co jest wszechświatem dla palety z chlebem ? Czy sklep na Marszałkowskiej nie należy do tego wszechświata ? A czy paleta musi/powinna cokolwiek o nim "wiedzieć" ? Paleta ma mieć uchwyt i pojemność, ewentualnie miejsce na etykietkę - gdzie ją dostarczyć. Wtedy znajdzie się mnóstwo "wszechświatów", które ją chętnie przyjmą. Niektóre jako opał na ten przykład. Czy paleta musi wiedzieć o tym, że ktoś ją kiedyś ustawi jako mebel w mieszkaniu ? A spogladając ogólniej: czy obiekt ma gromadzić także wszelką _potencjalną_ wiedzę na temat tego, kto się kiedyś urodzi w laboratorium i jaki mu pomysł użycia wpadnie do głowy ? Bo co innego uzupełnić obiekt typu paleta o dodatkowy atrybut typu "zrobiona z łatwopalnego tworzywa sztucznego", a co innego zaimplementować w niej metodę "spal mnie" i wchodzić w szczegóły technologii procesu spalania. A może Kajtek powinien ze sobą nosić instrukcję obsługi w stylu: nie dotykać tej wielkiej skrzyni przyczepionej do palety. To jest piec. Nie dotykać tej bani przyklejonej pod skrzynią - to jest butla ze sprężonymi pomysłami na rok 2008. A czym jest analiza ? Analiza to wyznaczanie granic. Zaznaczanie ich często silniej, niż w rzeczywistości. Następująca po niej synteza nie polega na zamazywaniu tych granic, ale na składaniu w całość ograniczonych ale wyrazistych elementów.
Re: Transfer objects
Author: Piotr Dembiński
Date: Sun, 11 Dec 2005 22:34
Date: Sun, 11 Dec 2005 22:34
63 lines
3622 bytes
3622 bytes
"Filip Sielimowicz" <sielim@poczta.onet.pl> writes: > Użytkownik ""Piotr Dembiński"" <pdemb@gazeta.pl> napisał w wiadomości > news:87y82raafe.fsf@hector.domek... >> "Filip Sielimowicz" <sielim@poczta.onet.pl> writes: >> >> [...] >> >>> Jeśli ktoś obiektowość rozumie jako: "obiekt musi odwzorowywać >>> całą wiedzę zgromadzoną we wszechświecie o tym, do czego jest >>> przydatny" to ja mówię "bzdura totalna". >> >> To jest true, pod warunkiem, że pod pojęciem 'wszechświat' >> rozumiemy wszystko, co w obiekcie jest ważne z punktu widzenia >> tworzonego systemu informatycznego. Przykładowo, dla programu >> 'hello, world' wrzechświatem będzie standard output ;) > > No chwileczkę ... Chyba jednak nie mówimy o tym samym ;). Co jest > wszechświatem dla palety z chlebem ? Czy sklep na Marszałkowskiej > nie należy do tego wszechświata ? A czy paleta musi/powinna > cokolwiek o nim "wiedzieć" ? Heh, można to wysłać na pl.sci.filozofia :> > Paleta ma mieć uchwyt i pojemność, ewentualnie miejsce na etykietkę > - gdzie ją dostarczyć. Wtedy znajdzie się mnóstwo "wszechświatów", > które ją chętnie przyjmą. Niektóre jako opał na ten przykład. Czy > paleta musi wiedzieć o tym, że ktoś ją kiedyś ustawi jako mebel > w mieszkaniu ? Paleta w aspekcie umeblowanie powinna wiedzieć ;) > A spogladając ogólniej: czy obiekt ma gromadzić także wszelką > _potencjalną_ wiedzę na temat tego, kto się kiedyś urodzi > w laboratorium i jaki mu pomysł użycia wpadnie do głowy ? Oczywiście nie. Chyba każdy modelarz wie, że zawsze przyjmuje się punkt widzenia tworzonego systemu. Jak system się rozszerza, to i punkt widzenia może się przesunąć. > Bo co innego uzupełnić obiekt typu paleta o dodatkowy atrybut typu > "zrobiona z łatwopalnego tworzywa sztucznego", a co innego > zaimplementować w niej metodę "spal mnie" i wchodzić w szczegóły > technologii procesu spalania. To chyba zahacza o MUDy, e? > A może Kajtek powinien ze sobą nosić instrukcję obsługi w stylu: > nie dotykać tej wielkiej skrzyni przyczepionej do palety. To jest > piec. Nie dotykać tej bani przyklejonej pod skrzynią - to jest butla > ze sprężonymi pomysłami na rok 2008. Well, Kajtek jest Kajtkiem, a nie systemem informatycznym. > A czym jest analiza ? Analiza to wyznaczanie granic. Zaznaczanie ich > często silniej, niż w rzeczywistości. Następująca po niej synteza > nie polega na zamazywaniu tych granic, ale na składaniu w całość > ograniczonych ale wyrazistych elementów. Puff... -- http://www.piotr.dembiński.prv.pl
Re: Transfer objects
Author: Przemek Pokrywka
Date: Tue, 13 Dec 2005 19:56
Date: Tue, 13 Dec 2005 19:56
152 lines
8581 bytes
8581 bytes
W bardzo ciekawy sposób przedstawił Pan swoje stanowisko, jednak z częścią twierdzeń nie mogę się zgodzić Filip Sielimowicz napisał(a): > Wydaje mi się raczej, że nadużywa się tu terminu "utrata obiektowości", > a dokładniej: zaczyna się postrzegać jako "nieobiektowe" wszystko to, > co "niesamodzielne i nieuniwersalne". Nie twierdzę, że "obiektowe" powinno być "uniwersalne". Często o sile obiektu decyduje jego wąska specjalizacja. Samodzielność jednak, przynajmniej w pewnym stopniu _jest_ dla mnie wyznacznikiem "obiektowości". Bierze się to z mojego oczekiwania wobec obiektu, któremu powierzam jakieś dane, że zrobi z nich dobry użytek, stworzy jakąś wartość dodaną. Co mi z tego, że wrzucę do obiektu referencje do kilku innych obiektów, gdy on nie zrobi z nimi nic użytecznego? To potrafi każda struktura danych z języków proceduralnych. Nawiązując do znanej przypowieści jest to tak, jak ze "sługą złym i gnuśnym", któremu powierzono talent, a on go zakopał w ziemi. Co zrobił właściciel talentu po powrocie? Zabrał ten talent temu słudze i dał go innemu, który dobrze zarządził swoimi. Tak samo ja zabieram takim obiektom te dane, które mają, by dać je tym, które zrobią z nimi coś użytecznego :) Jasne, w pewnych skrajnych sytuacjach samo to, że obiekt trzyma pewne dane w jednym miejscu stanowi jakąś wartość, ale często obiekt taki nadaje się do powierzenia mu jakiejś odpowiedzialności > Natomiast nie można tracić z horyzontu podstawowej kwestii: obiektowość > ma służyć > wierniejszemu odwzorowywaniu rzeczywistości, a nie sobie samej. Przedstawił Pan fałszywą alternatywę - obiektowość sama dla siebie kontra obiektowość w służbie wierniejszego odwzorowania rzeczywistości. Wyznaczanie obiektowości jakiegoś przeznaczenia, misji do spełnienia wydaje mi się zupełnie nietrafionym pomysłem, podobnym do pomysłu podporządkowywania sztuki polityce w ZSRR w latach 50', określanego mianem socrealizmu. Obiektowość jest pewnym narzędziem o interesujących właściwościach, którego można użyć do różnych celów, a tak się składa przy okazji, że całkiem nieźle potrafi ono też odwzorować rzeczywistość. Trzeba mieć na uwadze, w jaki sposób podejście to się narodziło i rozwinęło - a rozwinęło się poprzez naturalną ewolucję technik strukturalnych (które lubię nazywać określeniem pana Wrighta "algorytmy + struktury danych"). W pewnym momencie ktoś zauważył, że grupowanie danych wraz z procedurami operującymi na nich to dobry pomysł, co zaprowadziło do powstania koncepcji modułów, a później obiektów. Dla mnie więc na przykład obiektowość stanowi pożyteczną cechę języka programowania, umożliwiającą w dobry sposób organizować programy. Doceniam możliwości podejścia obiektowego w zakresie możliwości modelowania świata rzeczywistego, jednak też nie przeceniałbym tej właściwości. Język obiektów to jednak nie do końca język klienta i może dlatego właśnie mamy do czynienia z rozwojem alternatywnych podejść do programowania, jak z językami domenowymi na przykład. Co do czego nie mam wątpliwości, to do użyteczności technik obiektowych w praktyce programistycznej. > Wydaje > mi się, że > bardzo często miesza się różne poziomy analizy, projektu i > implementacji. Z moich doświadczeń z kolei wynika, że fazy analizy, projektu i implementacji zbyt często nie są ze sobą należycie zintegrowane, a nade wszystko pętle zwrotne nie funkcjonują na tyle dobrze, żeby na czas przekazywać między sobą zaktualizowaną wiedzę o rzeczywistości. > Mam wrażenie > że niektórzy wydają z siebie wielkie westchnienia zdumienia, kiedy > okazuje się, że > obiektowość zaangażowana na poziomie implementacyjnym, technicznym ma > zupełnie inną > twarz niż obiektowość działająca niby w tym samym obszarze biznesowym, > ale na poziomie > analizy i projektu. Westchnienie zdumienia, czy nawet zawodu można wydawać próbując bezkrytycznie podążać za wzorcami wyznaczonymi przez jakieś autorytety, jak konsorcja firm informatycznych, a nie mając wyrobione własne spojrzenie, z dozą zdrowego krytycyzmu. Formułując treść posta rozpoczynającego ten wątek celowo zamierzałem sprowokować do dyskusji obrońców dogmatów J2EE. Jednak w miarę trwania dyskusji uświadamiam sobie coraz mocniej, że J2EE to osobny (i nawet stosunkowo dobrze funkcjonujący) świat, rządzący się swoimi prawami, które z obiektowością mają czasem więcej, a czasem mniej wspólnego (z pewnością więcej, niż niektóre rozwiązania proponowane przez wiodącą technologię konkurencyjną i to należy docenić), jednak tworzą razem kompletną i w miarę harmonijną całość. Zdaję sobie sprawę, że obiekty w rodzaju TO nie są wyłącznie specyfiką J2EE, tylko raczej wszelkich platform rozproszonych, ale ciekawi mnie, czy stosuje się niekiedy w nich podejście polegające na umieszczeniu w nich większej dozy logiki, niekoniecznie nawet wchodząc na grunt technologii mobilnych agentów. > Wiele wzorców projektowych wręcz jawnie rozpina dane od funkcji i > widzimy to zarówno > w idei takiej jak MVC, jak też we wspomnianym TransferObject i > występujących w kontekście > DAO i BusinessObject. Tylko MVC z powyższych wzorców jest wspomniany w "Design Patterns" GoF. Wzorce projektowe J2EE są jednak odrobinę czymś innym, niż wzorce GoF. > Niektórzy krzyczą, że to jakieś łamanie zasad > obiektowości. Bo to jest - a przynajmniej jest to obiektowości mocna redukcja > A ja mówię: zależy gdzie. Jeśli ktoś obiektowość rozumie jako: "obiekt > musi odwzorowywać > całą wiedzę zgromadzoną we wszechświecie o tym, do czego jest przydatny" > to ja mówię "bzdura totalna". Wie Pan, że nawet zgodzę się z Panem :) Tylko, że dlaczego całą, a nie tylko tą przydatną w kontekście systemu, w którym pracuje? Poza tym nikt nie twierdzi, że obiekt powinien odwzorowywać nawet całą wiedzę przydatną w danym kontekście, a jedynie tę jej część, która z różnych względów jest mu bardziej przynależna, niż innym obiektom tego systemu. > To nie ma po prostu żadnego przełożenia na rzeczywistość. > > Mamy nóż i mamy chleb. [...] To dosyć oryginalne obiekty w systemie informatycznym :) Doceniając obrazowość przykładów wyrażam powątpiewanie w możliwości zastosowania analogii do prawdziwych systemów z konkretnie postawionymi wymaganiami. A wniosek o człowieku, który wie, czego użyć i w jakim celu narzuca skojarzenie ze starymi, dobrymi algorytmami i strukturami danych. Tylko że niedomagającymi co jakiś czas z powodu różnych niekorzystnych zjawisk, np. z braku ukrywania danych. > Bo chyba nikt mi > nie powie, że > paleta powinna mieć metodę "użyj Kajtka do tego żeby się przenieść na > Marszałkowską". Paleta nie... ale wirus grypy? > Uważam, że należy dbać o to, by nie pakować kosmicznych problemów na > barki prostych narzędzi > cukiernika, bo przerażenie i dezorientacja tychże bezpośrednio przekłada > się na to, że się > potem stos palet najzwyczajniej nie trzyma kupy i Kajtek na > Marszałkowskiej otwierając drzwi > od samochodu wysypuje chleb klienta prosto na ulicę. Zgadzając się zupełnie co do wniosków dotyczących branży cukierniczej, wyrażam powątpiewanie w ich słuszność w branży informatycznej :) Przemek
Re: Transfer objects
Author: Redart
Date: Sat, 17 Dec 2005 18:44
Date: Sat, 17 Dec 2005 18:44
372 lines
18717 bytes
18717 bytes
Użytkownik "Przemek Pokrywka" <adres@zastrzezony.com> napisał w wiadomości news:dnn919$ebu$1@news.onet.pl... ... Generalnie w zasadzie nie ma się co za dużo spierać. Wiele kwestii, które Pan naświetlił trudno podważyć. Pozwolę sobie więc bardzo wybiórczo potraktować Pana wypowiedź i przedstawić kilka własnych uwag mniej lub bardziej z nią zwiazanych, ale trzymających się wątku. > Przedstawił Pan fałszywą alternatywę - obiektowość sama dla siebie > kontra obiektowość w służbie wierniejszego odwzorowania rzeczywistości. > Wyznaczanie obiektowości jakiegoś przeznaczenia, misji do spełnienia > wydaje mi się zupełnie nietrafionym pomysłem, podobnym do pomysłu > podporządkowywania sztuki polityce w ZSRR w latach 50', określanego mianem > socrealizmu. :) Ten fragment oczywiscie najbardziej przykuł moją uwagę ... Zastanawia mnie dlaczego obiektowość porównał Pan do sztuki ;). Owszem - zapewne wielu projektantów orzących na co dzień nudne problemy biznesowe klienta bardzo chętnie widzi siebie jako osoby o umysłach nieskrępowanych żadnymi konwenansami i pełnych twórczego zapału osobowościach ekscentrycznych artystów ;). Natomiast ja bym w tym miejscu zaakcentował, że obiektowość jednak jest podporządkowywana - pieniądzom ;). Ale o tym zapewne dalej. > W pewnym momencie ktoś zauważył, że grupowanie > danych wraz z procedurami operującymi na nich to dobry pomysł, co > zaprowadziło do powstania koncepcji modułów, a później obiektów. Dla > mnie więc na przykład obiektowość stanowi pożyteczną cechę języka > programowania, umożliwiającą w dobry sposób organizować programy. O, tu przerwę. Po pierwsze: nie podważam sensowności takiego działania (grupowania danych z operacjami na nich). Ale to przecież nie jest żadna kompletna idea, szczególnie w obliczu dużych systemów informatycznych. W szczególności: takie grupowanie także podlega licznym ograniczeniom. Ale o tym zapewne dalej. Po drugie: ważne jest, że wskazał Pan pewien pośredni cel "organizować programy". Jest to bardzo dobry punkt wyjścia do tego, by rozważać po co i jak stosować obiektowość - i uczyniłbym z tej idei termin-klucz, by łatwiej zachować skupienie w dyskusji. > Doceniam możliwości podejścia obiektowego w zakresie możliwości > modelowania świata rzeczywistego, jednak też nie przeceniałbym tej > właściwości. Język obiektów to jednak nie do końca język klienta i może > dlatego właśnie mamy do czynienia z rozwojem alternatywnych podejść do > programowania, jak z językami domenowymi na przykład. Co do czego nie > mam wątpliwości, to do użyteczności technik obiektowych w praktyce > programistycznej. > ... > Z moich doświadczeń z kolei wynika, że fazy analizy, projektu i > implementacji zbyt często nie są ze sobą należycie zintegrowane, a nade > wszystko pętle zwrotne nie funkcjonują na tyle dobrze, żeby na czas > przekazywać między sobą zaktualizowaną wiedzę o rzeczywistości. Kolejne terminy-klucze: "odwzorowanie rzeczywistosci klienta" i "koszt wprowadzania zmian/rozwijania systemu". > Zdaję sobie sprawę, że obiekty w rodzaju TO nie są wyłącznie specyfiką > J2EE, tylko raczej wszelkich platform rozproszonych, ale ciekawi mnie, > czy stosuje się niekiedy w nich podejście polegające na umieszczeniu w > nich większej dozy logiki, niekoniecznie nawet wchodząc na grunt > technologii mobilnych agentów. W mojej ocenie robi się to - ale jak już wspomniałem - w sposób ograniczony. Twierdzę, że tym bardziej ograniczony, im z większym systemem mamy do czynienia. > Wie Pan, że nawet zgodzę się z Panem :) Tylko, że dlaczego całą, a nie > tylko tą przydatną w kontekście systemu, w którym pracuje? Poza tym nikt > nie twierdzi, że obiekt powinien odwzorowywać nawet całą wiedzę przydatną > w danym kontekście, a jedynie tę jej część, która z różnych względów jest > mu bardziej przynależna, niż innym obiektom tego systemu. Kolejny termin klucz: "przynależność wiedzy do elementów systemu" >> To nie ma po prostu żadnego przełożenia na rzeczywistość. >> >> Mamy nóż i mamy chleb. > [...] > > To dosyć oryginalne obiekty w systemie informatycznym :) No to weźmy program źródłowy i skaner(analizator syntaktyczny). Analogia jest bardzo bliska - drugi "umie" ciąć ten pierwszy - i robi to wg. bardzo prostych, w dużym stopniu niezależnych od cietej materii zasad: wyłapuje liczby, identyfikatory a tnie np. po białych znakach. Do kompilatora zintegrowanego ze środowiskiem uruchomieniowym jednak jeszcze baaardzo daleko. Zupełnie ktoś inny decyduje o tym , co dokładnie kroić (podstawia chleb pod nóż) i kiedy. A także odpowiada na pytania "po co", "co dalej". > Doceniając obrazowość przykładów wyrażam powątpiewanie w możliwości > zastosowania analogii do prawdziwych systemów z konkretnie postawionymi > wymaganiami. No cóż ;). Ja w każdym bądź razie mówiąc o tym, mam bardzo konkretny system na myśli ;) > A wniosek o człowieku, który wie, czego użyć i w jakim celu narzuca > skojarzenie ze starymi, dobrymi algorytmami i strukturami danych. > Tylko że niedomagającymi co jakiś czas z powodu różnych niekorzystnych > zjawisk, np. z braku ukrywania danych. To jest problem ogólniejszy. IMHO samo pojęcie obiektu wcale tego problemu dobrze nie rozwiązuje. Zaś źle rozumiane pojęcie obiektowości jeszcze bardziej problem komplikuje (ukrywanie danych i funkcji). Natomiast stosowanie niektórych wzorców projektowych, separujacych jedne dane od innych, ukrywających klasy za interfejsami itp właśnie na ten problem stara się odpowiedzieć. Ale o tym zapewne dalej. > Paleta nie... ale wirus grypy? Wirus grypy powinien się umiejętnie wmontować w gotową ciepłą komórkę, jeśli taką wykryje przy swojej ściance. To wszystko ;). Reszta dzieje się sama. Chyba, że majac na myśli "wirus grypy" klient ma na myśli "epidemię grypy" i interesują go statystyczne dane o centrach tej epidemii i charakterystyka jej rozprzestrzenia się na jakiejś mapie. A więc zależy od wymagan klienta. > Zgadzając się zupełnie co do wniosków dotyczących branży cukierniczej, > wyrażam powątpiewanie w ich słuszność w branży informatycznej :) Niestety idziemy teraz ławą szerszą, niż Hitler rozpoczynając II wojnę światową. Ciężko o wszystkim, co powyżej, rozmawiać w jednym skromnym wątku. Jednak spróbuję, choć przytłoczony znikomością własnych zasobów czasowych pożeranych w soboty przez rodzinę (i bardzo dobrze ...). Widzę dwa duże tematy-procesy przy okazji omawiania których można by się odnieść do wyżej wymienionych kluczy: 1. Modelowanie rzeczywistości klienta. 2. Organizacja procesów wytwórczych. Z każdym z tych tematów wiąże się ściśle pojęcie kosztu. Oba te procesy poprzez koszty wchodzą ze sobą w konflikt przy wytwarzaniu każdego systemu informatycznego. Upraszczając: pierwszy proces jest najbliższy interesom klienta, bo interesem klienta jest, by system był jak najdokładniejszy. Czyli klient chciałby, by zaangażować w produkcję jak najwięcej wiedzy i pracy. Drugi zaś proces jest najbardziej po stronie producenta - jak najmniej się nadowiadywać i napracować aby uzyskać założony efekt - bo i wiedza i praca kosztują. Podkreślę jednak: "konflikt". Oznacza to, że wszystko to, co wcześniej mówiliśmy będzie oceniane dwojako: jako fajne albo jako niefajne - zależnie od tego, kto na to spojrzy. Każde słowo-klucz, które wcześniej wymieniłem daje "zysk" i "koszt", przy czym jest kilka ogólnych zależności: im mniejszy system, tym bardziej dominuje punkt 1 i skupienie na kliencie. Im większy system, tym bardziej wchodzimy w sferę nakreśloną przez punkt 2, czyli problemy własne producenta. Przypadki skrajne: A. Malutki systemik. Analityk/projektant/programista we własnej osobie prowadzi działalność gospodarczą, idzie na krótką rozmowę do klienta i następnego dnia daje mu malutki programik, który spełnia potrzeby tego ostatniego. I obaj zapominają o sprawie. Programista robi "jak mu się podoba", a więc dominuje jego własne poczucie wygody. Nie istnieją żadne standardy poza tymi, które sam sobie narzuci. W takim wypadku dużo wygodniej i prościej będzie nie dzielić włosa na czworo i się nie rozdrabniać. Obiektowość świetnie się tu nada jako czynnik organizacyjny pozwalajacy utrzymać wszystko w minimalnej ilości kawałków i będzie to działać na najbardziej ogólnym poziomie systemu. Problem "widzialności" danych tu w ogóle nie istnieje. Bardzo ograniczona jest też problematyka separacji problemów biznesowych od problemów technicznych. Nie istnieją problemy standaryzacji i pochodne od nich probelmy wprowadzania zmian i rozwoju systemu. Można olać wszelkie idee typu MVC czy Business-Object. Robimy formatkę, na niej klawisz, a ten klawisz robi nam wszystko, czego potrzebujemy. Tak to widzi klient i tak to jest zaprogramowane - w jednej klasie. B. Duży system. Duży - bo ma dużą funkcjonalność i gromadzi duże dane (ilościowo i pod wzgledem różnorodności) oraz pracuje nad nim duża liczba osób - powiedzmy co najmniej kilkadziesiat, dajmy na to 50. Jest też obliczony na rozwój i modyfikacje. Powiedzmy, że system ma powyżej 5000 tzw. punktów funkcyjnych. W takim systemie, poza tym, że ma on spełnić wymagania klienta, istnieje wiele wymagań, które klienta właściwie nie obchodzą - bo nawet ich nie rozumie (ale za które musi zapłacić ...)- są to właśnie te kwestie: wysoka standaryzacja wewnętrznych rozwiązań, rozwiązane problemy precyzyjnego przypisania wiedzy biznesowej do elementów systemu. Spójrzmy na typowy, duży system: duża, możliwie scentralizowana, baza danych (różne już ćwiczono koncepcje, jednak centralizacja danych pomimo prób podważenia jej konieczności - ciągle okazuje się stosunkowo najmniej problematyczna - co widać dobrze w systemach bankowych). Tradycyjnie - jest to baza relacyjna. Teraz trochę powędrujmy po tym systemie szlakami z punktu 1, czyli od strony wymagań klienta. Potraktujmy w tym systemie dane(struktury danych) jako niski poziom modelu, a raporty jako wysoki(najbliższy klientowi). W każdym rzeczywistym systemie informatycznym od razu zauważymy, że nie istnieje coś takiego, jak jednoznaczne przypisanie raportu do tabeli danych. Owszem - będzie bardzo duża klasa raportów, które będą ściśle związane z danymi - np. raporty potwierdzajace operacje wprowadzenia/modyfikacji danych. Ale poza tym będzie istnieć ogromna różnorodność raportów, które korzystają z danych w sposób niemal dowolny, w tym 50% procent będzie się np. odwoływać do danych osobowych klientów instytucji, dla której tworzymy system. Będą to np. raporty ukazujące klientów w kontekście innych danych systemu: jak wygląda klient w towarzystwie swoich kont bankowych, jak wyglada klient w towarzystwie produktów, które kupuje, jak wyglada klient w towarzystwie rachunków, które płaci terminowo, jak wyglada klient w towarzystwie innych klientów mieszkajacych w tym samym rejonie albo mających ten sam zawód, jak wygląda klient w towarzystwie promocji, z których skorzystał, jak wyglada klient w towarzystwie swojej żony, jeśli jest ona także w systemie, jak wygląda klient z punktu widzenia przychodów instytucji. POWSTAJE WIEC PIERWSZE PYTANIE: Czy to oznacza, że obiekt "klient" ma mieć w sobie metody do wywoływania 50% raportów systemu ? Odpowiedź jest oczywista: NIE. Wiec może inaczej: może część raportów powinna być bezpośrednio w kliencie, a część "gdzieś indziej" ? I znów pada odpowiedź: NIE. Raporty należy po prostu organizować oddzielnie od danych. Każda duża baza danych będzie się charakteryzować tym, że niektóre dane będą używane wielokroć bardziej intensywanie (właśnie dane klientów i produktów oferowanych klientom), niż inne. Dlatego to nie dane narzucają sposób organizacji systemu. Jednostki organizacyjne są dużo bliższe klientowi i jego własnej strukturze organizacyjnej. Ta narzuca moduły-podsystemy, a te są najbardziej ogólnym i naturalnym poziomem organizacji funkcjonalności systemu. Na przykładzie raportów widać to wyraźnie, ale ta własność wchodzi w system znacznie głębiej. Raporty i formatki systemu są najbliższe klientowi i najlepiej poddają się podziałowi na moduły. Nie ma między nimi żadnych zależności. Niżej jednak są funkcje logiki które doprowadzaja dane do raportów i za pośrednictwem których dane te są także modyfikowane. I funkcje inne - np. odpowiedzialne za komunikację z innymi systemami. Znów powstaje problem gdzie je umieścić - może w raportach, a może w danych ? A co z resztą ? Znów: jest cała klasa funkcji zapisujacych i odczytujących dane, które można by łatwo związać z konkretnymi tabelami w bazie danych. Jeśli mamy do czynienia z systemem z dominującą sferą raportowo-ewidencyjną, to można się ewentualnie pokusić o takie rozwiązanie - część tu, część tam. Ale w systemie bankowym, gdzie poza ewidencją istnieje cała złożona logika biznesowa dotycząca samej li tylko obsługi rachunków (i ogromna jej część w ogóle nie jest używana w formatkach, czy raportach) ? Czy to oznacza, że obiekt "rachunek ROR" ma mieć 1000 metod związanych ze swoją obsługą - od strony bankowej (wpłaty, wypłaty, naliczanie odsetek, opłat, prowizji), od strony księgowej, od strony marketingowej, od komunikacji z systemami kart płatniczych, od komunikacji z GIIF'em, od komunikacji z KIR'em ... ? Znów odpowiedź jest oczywista: NIE. Funkcje te wymagają własnej, złożonej organizacji, oddzielonej od organizacji danych, na których operują. Siłą rzeczy powstaje więc bardzo mocno zarysowana warstwa funkcji logiki, gdzie w zasadzie wszystkie bezpośrednio wiążą się z jedną-klikoma tabelami - rachunkiem i całą masą tabel uzupełniajacych. Ufff ... Teraz pójdźmy szlakami punktu 2, czyli poorganizujmy proces wytwórczy. Chciałbym krótko, wiec proszę: mamy ten nieszczęsny ROR. I mamy programistów: jedna osoba specjalizuje się w robieniu raportów, inna osoba modeluje dane, trzy inne tworzą funkcje logiki: jedna wpłaty i wypłaty z prowizjami, przyjmowanie, wyprowadzanie przelewów itp, druga zmienia na rachunku datę (czyli nalicza odsetki), trzecia bawi się w wykrycie, że trzeba powiadomić klienta, iż przekroczył saldo debetowe. Jeśliby te trzy osoby miały jednocześnie produkować kod w jednej klasie danych (rachunek bieżący) to ja nawet nie chcę myśleć co by z tego wyszło. Jak w ogóle im ułatwić pracę - a dobrze jest to robić narzucając interfejsy - o czym poniżej. Jest bowiem kolejna osoba - ta która zajmuje się np. kwestią zapewnienia transakcyjności w systemie. Ta osoba ma sprawić, by wszystkie funkcje, które tworzą pozostałe osoby były uruchamiane w sposób jednolity w ściśle zakreślonych transakcjach. Jest jedno wyjście: trzeba narzucić wszystkim innym programistom standardy, wg. jakich mają pisać funkcje logiki. Można to zrobić tak: "twoim obowiązkiem jest dziedziczenie każdej funkcji biznesowej po klasie abstrakcyjnej 'funkcja biznesowa', a w niej masz do dyspozycji funkcje otwórzTransakcję i zamknijTransakcję - z których masz korzystać. Można też inaczej, ale podobnie: " ... a w niej masz metodę run(Transakcja t), którą masz pokryć i w tej metodzie masz już transakcję gotową". I to jest właśnie idea BusinessObject - odseparowanie systemu zarządzania transakcjami od samej logiki biznesowej, która z nich korzysta. Więcej: to dokładne ukrycie mechanizmów transakcji przed programistą: do programisty należy utworzenie komponentu, który ma implementować jakieś metody, narzucone np. przez interfejs (żadnych klas abstrakcyjnych chowajacych w swoich trzewiach cały system transakcji) i musi też ew. wiedzieć jak taką funkcję uruchomić - za pośrednictwem zewnętrznego procesora funkcji biznesowych. A ów procesor to już zupełnie inny element systemu i dla innego programisty (jeśli nie jest dostarczony z zewnątrz), nie majacy nic wspólnego z ddziedziną biznesową. Problem jest ogólniejszy: jak zapewnić taką organizację pracy wielu osób, by nie wchodziły sobie one w paradę a jednocześnie potrafiły nawzajem korzystać ze swojej pracy i by ich praca(kod) był zrozumiały dla innych (wprowadzanie zmian przez inne osoby). To problemy odpowiedzialności, użyteczności i przejrzystości. Dzielenie pracy, którą trzeba wykonać na małe elementy jest konieczne do tego, by ten efekt uzyskać. A wsparciem takiego podziału jest dzielenie różnych elementów systemu na małe komponenty, implementowane oddzielnie. To oczywiscie kosztuje ;). Ale bez tego trudno efektywnie zbudować i utrzymać złożony system informatyczny - gdzie np. nowy, młody programista (tani programista ...) w zasadzie pierwszy raz praktycznie styka się z pojęciem transakcji, a co to jest ROR to wie tylko tyle, ile mu w banku w umowie napisali jak sobie zakładał konto. Uf ... Koniec.
Re: Transfer objects
Author: A.L.
Date: Sat, 17 Dec 2005 20:03
Date: Sat, 17 Dec 2005 20:03
19 lines
1614 bytes
1614 bytes
On Tue, 13 Dec 2005 20:56:13 +0100, Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> wrote: >Trzeba mieć na uwadze, w jaki sposób podejście to się narodziło i >rozwinęło - a rozwinęło się poprzez naturalną ewolucję technik >strukturalnych (które lubię nazywać określeniem pana Wrighta "algorytmy >+ struktury danych"). W pewnym momencie ktoś zauważył, że grupowanie >danych wraz z procedurami operującymi na nich to dobry pomysł, co >zaprowadziło do powstania koncepcji modułów, a później obiektów. >jak konsorcja firm informatycznych, a nie mając wyrobione własne >spojrzenie, z dozą zdrowego krytycyzmu. Proponuje aby Kolega mniej pisal a wiecej studiowal, albowiem cytowany powyzej paragraf 100 procentowo mija sie z prawda. A.L. P.S. Pisze sie "Wirth".
Re: Transfer objects
Author: Przemek Pokrywka
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:20
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:20
35 lines
2466 bytes
2466 bytes
A.L. napisał(a): > On Tue, 13 Dec 2005 20:56:13 +0100, Przemek Pokrywka > <adres@zastrzezony.com> wrote: > > >>Trzeba mieć na uwadze, w jaki sposób podejście to się narodziło i >>rozwinęło - a rozwinęło się poprzez naturalną ewolucję technik >>strukturalnych (które lubię nazywać określeniem pana Wrighta "algorytmy >>+ struktury danych"). W pewnym momencie ktoś zauważył, że grupowanie >>danych wraz z procedurami operującymi na nich to dobry pomysł, co >>zaprowadziło do powstania koncepcji modułów, a później obiektów. >>jak konsorcja firm informatycznych, a nie mając wyrobione własne >>spojrzenie, z dozą zdrowego krytycyzmu. > > > > Proponuje aby Kolega mniej pisal a wiecej studiowal, albowiem > cytowany powyzej paragraf 100 procentowo mija sie z prawda. > > A.L. > > P.S. Pisze sie "Wirth". Dziękuję za cenną propozycję (z której w międzyczasie skorzystałem), Panu w zamian proponuję doszlifowanie umiejętności cytowania (czy ten fragment zdania na końcu cytatu miał być jego kontynuacją, czy też znalazł się tam przez nieuwagę?). Co do dwu pierwszch zdań z cytatu przyznaję Panu w 100 procentach rację. Nie zadaję sobie tu trudu prostowania, bo zakładam, że każdy zna prawdziwą historię i jedynie zignorował mój "popis" :) Już na studiach nabrałem jakiegoś niejasnego przeczucia, że czegoś się jeszcze będę musiał douczyć... ;) Pozdrawiam
Re: Transfer objects
Author: Przemek Pokrywka
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:29
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:29
22 lines
1922 bytes
1922 bytes
Przykro mi, że z powodu ograniczeń czasowych ustosunkuję się w tej chwili jedynie do kwestii drugorzędnej, choć Pański post mnie bardzo zainteresował i sprowokował do głębszego zastanowienia się nad tematem. Redart napisał(a): >> Wyznaczanie obiektowości jakiegoś przeznaczenia, misji do spełnienia >> wydaje mi się zupełnie nietrafionym pomysłem, podobnym do pomysłu >> podporządkowywania sztuki polityce w ZSRR w latach 50', określanego >> mianem socrealizmu. > > > :) Ten fragment oczywiscie najbardziej przykuł moją uwagę ... Zastanawia > mnie > dlaczego obiektowość porównał Pan do sztuki ;). Owszem - zapewne wielu > projektantów orzących na co dzień nudne problemy biznesowe klienta > bardzo chętnie widzi siebie jako osoby o umysłach nieskrępowanych żadnymi > konwenansami i pełnych twórczego zapału osobowościach ekscentrycznych > artystów ;). Trafił Pan w samo sedno ;) Pozdrawiam
Re: Transfer objects
Author: A.L.
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:32
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:32
51 lines
3147 bytes
3147 bytes
On Sat, 17 Dec 2005 22:20:49 +0100, Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> wrote: >> >> P.S. Pisze sie "Wirth". > >Dziękuję za cenną propozycję (z której w międzyczasie skorzystałem), >Panu w zamian proponuję doszlifowanie umiejętności cytowania (czy ten >fragment zdania na końcu cytatu miał być jego kontynuacją, czy też >znalazł się tam przez nieuwagę?). Co do dwu pierwszch zdań z cytatu >przyznaję Panu w 100 procentach rację. Nie zadaję sobie tu trudu >prostowania, bo zakładam, że każdy zna prawdziwą historię i jedynie >zignorował mój "popis" :) > >Już na studiach nabrałem jakiegoś niejasnego przeczucia, że czegoś się >jeszcze będę musiał douczyć... ;) > >Pozdrawiam Uzupelniem brakujay cytat: "Przedstawił Pan fałszywą alternatywę - obiektowość sama dla siebie kontra obiektowość w służbie wierniejszego odwzorowania rzeczywistości. Wyznaczanie obiektowości jakiegoś przeznaczenia, misji do spełnienia wydaje mi się zupełnie nietrafionym pomysłem, podobnym do pomysłu podporządkowywania sztuki polityce w ZSRR w latach 50', określanego mianem socrealizmu. Obiektowość jest pewnym narzędziem o interesujących właściwościach, którego można użyć do różnych celów, a tak się składa przy okazji, że całkiem nieźle potrafi ono też odwzorować rzeczywistość...." ... przy czym robie to tylko dla porzadku, albowiem odnosilem sie do czesci postu pzredstawiajacej historie w niewlascieym swietle. I spiesze Kolege poinformowac, ze obiektowoc narodzial sie na dlugo PZRED programowaniem strukturalnym, a mianowicie wraz z jezykiem Simula 67, ktore to "67" oznacza dwie ostatnie cyfry roku w ktorym w miare ostatnia (trzecia bodajze) wersja jezyka Simula 67 sie ukazala. Zas Historia nie jest bynajmniej subiektywna, jest jak najbardziej obiecktwna, a znalezc ja mozna na przyklad w materialach (opaslych dosyc) konferencji ACM na temat historii jezykow programowania. Nei ma wiec potrzeby dorabiac historii wlasnej. Zas co do meritum, zastosowanei "obiektowosci" wykracza solidnie poza "odwzorowanei swiata rzeczywistego", ackolwiek taki wlasnie byl jej poczatek A.L.
Re: Transfer objects
Author: Piotr Dembiński
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:47
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:47
10 lines
1355 bytes
1355 bytes
A.L. <alewando@fala56.com> writes: [...] > Zas co do meritum, zastosowanei "obiektowosci" wykracza solidnie > poza "odwzorowanei swiata rzeczywistego", ackolwiek taki wlasnie byl > jej poczatek Ta mania odwzorowywania świata rzeczywistego przez software IMO trąci skrzywieniem menedżersko-biurokratycznym.
Re: Transfer objects
Author: Piotr Dembiński
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:53
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:53
13 lines
1470 bytes
1470 bytes
Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> writes: [...] >> zapewne wielu projektantów orzących na co dzień nudne problemy >> biznesowe klienta bardzo chętnie widzi siebie jako osoby o umysłach >> nieskrępowanych żadnymi konwenansami i pełnych twórczego zapału >> osobowościach ekscentrycznych artystów ;). > > Trafił Pan w samo sedno ;) Z drugiej strony: są w komputerach projekty zrobione tak dobrze, że można się w nich dopatrywać artyzmu, np. Unix, OpenGL albo C.
Re: Transfer objects
Author: Aleksander Galicki
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:55
Date: Sat, 17 Dec 2005 21:55
18 lines
1483 bytes
1483 bytes
pdemb@gazeta.pl (=?ISO-8859-2?q?Piotr_Dembi=F1ski?=) napisał(a): > Z drugiej strony: są w komputerach projekty zrobione tak dobrze, > że można się w nich dopatrywać artyzmu, np. Unix, OpenGL albo C. > > Ta mania odwzorowywania świata rzeczywistego przez software IMO trąci > skrzywieniem menedżersko-biurokratycznym. Jezus-Maria. A. -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Transfer objects
Author: A.L.
Date: Sun, 18 Dec 2005 00:48
Date: Sun, 18 Dec 2005 00:48
14 lines
1222 bytes
1222 bytes
On Tue, 13 Dec 2005 20:56:13 +0100, Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> wrote: > >Z moich doświadczeń z kolei wynika, że fazy analizy, projektu i >implementacji zbyt często nie są ze sobą należycie zintegrowane, a nade >wszystko pętle zwrotne nie funkcjonują na tyle dobrze, żeby na czas >przekazywać między sobą zaktualizowaną wiedzę o rzeczywistości. > A mozna wiedzziec jakie jest Kolegi "doswiazcznia"?... A.L.
Re: Transfer objects
Author: A.L.
Date: Sun, 18 Dec 2005 00:49
Date: Sun, 18 Dec 2005 00:49
18 lines
1592 bytes
1592 bytes
On Sat, 17 Dec 2005 21:55:04 +0000 (UTC), "Aleksander Galicki" <tretete@WYTNIJ.gazeta.pl> wrote: >pdemb@gazeta.pl (=?ISO-8859-2?q?Piotr_Dembi=F1ski?=) napisał(a): > > >> Z drugiej strony: są w komputerach projekty zrobione tak dobrze, >> że można się w nich dopatrywać artyzmu, np. Unix, OpenGL albo C. > >> >> Ta mania odwzorowywania świata rzeczywistego przez software IMO trąci >> skrzywieniem menedżersko-biurokratycznym. > >Jezus-Maria. Moze w Chinach studiowal?... Retoryka jakby znajoma :) A.L.
Re: Transfer objects
Author: Sektor van Skijlen
Date: Sun, 18 Dec 2005 01:15
Date: Sun, 18 Dec 2005 01:15
23 lines
2031 bytes
2031 bytes
Dnia Sat, 17 Dec 2005 22:53:22 +0100, Piotr Dembiński skrobie: > Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> writes: > [...] > >> zapewne wielu projektantów orzących na co dzień nudne problemy > >> biznesowe klienta bardzo chętnie widzi siebie jako osoby o umysłach > >> nieskrępowanych żadnymi konwenansami i pełnych twórczego zapału > >> osobowościach ekscentrycznych artystów ;). > > > > Trafił Pan w samo sedno ;) > Z drugiej strony: są w komputerach projekty zrobione tak dobrze, > że można się w nich dopatrywać artyzmu, np. Unix, OpenGL albo C. C i artyzm! Ciebie to chyba pogięło. -- // _ ___ Michal "Sektor" Malecki <sektor(whirl)kis.p.lodz.pl> \\ L_ |/ `| /^\ ,() <ethourhs(O)wp.pl> // \_ |\ \/ \_/ /\ C++ bez cholesterolu: http://www.intercon.pl/~sektor/cbx "I am allergic to Java because programming in Java reminds me casting spells"
Re: Transfer objects
Author: A.L.
Date: Sun, 18 Dec 2005 02:15
Date: Sun, 18 Dec 2005 02:15
24 lines
1888 bytes
1888 bytes
On Sun, 18 Dec 2005 01:15:46 +0000 (UTC), Sektor van Skijlen <ethouris@pl.wp.spamu.lubie.nie.invalid> wrote: >Dnia Sat, 17 Dec 2005 22:53:22 +0100, Piotr Dembiński skrobie: >> Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> writes: > >> [...] > >> >> zapewne wielu projektantów orzących na co dzień nudne problemy >> >> biznesowe klienta bardzo chętnie widzi siebie jako osoby o umysłach >> >> nieskrępowanych żadnymi konwenansami i pełnych twórczego zapału >> >> osobowościach ekscentrycznych artystów ;). >> > >> > Trafił Pan w samo sedno ;) > >> Z drugiej strony: są w komputerach projekty zrobione tak dobrze, >> że można się w nich dopatrywać artyzmu, np. Unix, OpenGL albo C. > >C i artyzm! Ciebie to chyba pogięło. Rzeczywiscie. Zadzialalo Pierwsze Prawo Grupy pl.comp.objects: Predzej niz pozniej ludzie zaczna opowiadac bzdury. A.L.
Re: Transfer objects
Author: Przemek Pokrywka
Date: Sun, 18 Dec 2005 07:44
Date: Sun, 18 Dec 2005 07:44
23 lines
2016 bytes
2016 bytes
A.L. napisał(a): >>Z moich doświadczeń z kolei wynika, że fazy analizy, projektu i >>implementacji zbyt często nie są ze sobą należycie zintegrowane, a nade >>wszystko pętle zwrotne nie funkcjonują na tyle dobrze, żeby na czas >>przekazywać między sobą zaktualizowaną wiedzę o rzeczywistości. >> > A mozna wiedzziec jakie jest Kolegi "doswiazcznia"?... A można wiedzieć, po co Koledze to wiedzieć? :) Sposoby organizacji projektu informatycznego to temat na osobną grupę dyskusyjną. Tam proponowana przez Pana wymiana doświadczeń mogłaby mieć (w niektórych wypadkach) sens. Postując na pl.comp.objects interesuję się w pierwszej kolejności obiektami. Pisząc w skrócie: NTG A to, że odniosłem się na tej grupie do tematyki organizacji projektu, to tylko po to, żeby podkreślić, że są w tej dziedzinie także odmienne zdania, niż te mimochodem niejako "przemycane" w postach nt. obiektów przez niektórych moich Szacownych Adwersarzy. Pozdrawiam
Re: Transfer objects
Author: Michal Przybylek
Date: Sun, 18 Dec 2005 09:34
Date: Sun, 18 Dec 2005 09:34
14 lines
1570 bytes
1570 bytes
"Piotr Dembiński" <pdemb@gazeta.pl> wrote: > Z drugiej strony: są w komputerach projekty zrobione tak dobrze, > że można się w nich dopatrywać artyzmu, np. Unix, OpenGL albo C. Jakies pietnascie lat temu Richard Gabriel mowil: "Mam dobre wiesci i zle wiesci. Dobre sa takie, ze za piec lat bedziemy mieli swietny system operacyjny i swietny jezyk programowania. Zle sa takie, ze to beda Unix i C++." Heh, minelo pietnascie lat... :-) mp
Re: Transfer objects
Author: Piotr Dembiński
Date: Sun, 18 Dec 2005 11:33
Date: Sun, 18 Dec 2005 11:33
12 lines
1416 bytes
1416 bytes
A.L. <alewando@fala56.com> writes: [...] >>> Ta mania odwzorowywania świata rzeczywistego przez software IMO >>> trąci skrzywieniem menedżersko-biurokratycznym. >> >>Jezus-Maria. > > Moze w Chinach studiowal?... To jest ofkors moje własne, nie profesorskie.
Re: Transfer objects
Author: Piotr Dembiński
Date: Sun, 18 Dec 2005 11:34
Date: Sun, 18 Dec 2005 11:34
9 lines
1202 bytes
1202 bytes
Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> writes: [...] >> A mozna wiedzziec jakie jest Kolegi "doswiazcznia"?... > > A można wiedzieć, po co Koledze to wiedzieć? :) AL już tak ma. Poczytaj archiwum.
Re: Transfer objects
Author: A.L.
Date: Sun, 18 Dec 2005 14:11
Date: Sun, 18 Dec 2005 14:11
19 lines
1487 bytes
1487 bytes
On Sun, 18 Dec 2005 10:34:03 +0100, "Michal Przybylek" <mrp@neostrada.pl> wrote: >"Piotr Dembiński" <pdemb@gazeta.pl> wrote: > >> Z drugiej strony: są w komputerach projekty zrobione tak dobrze, >> że można się w nich dopatrywać artyzmu, np. Unix, OpenGL albo C. > >Jakies pietnascie lat temu Richard Gabriel mowil: "Mam dobre wiesci i zle >wiesci. Dobre sa takie, ze za piec lat bedziemy mieli swietny system >operacyjny i swietny jezyk programowania. Zle sa takie, ze to beda Unix i >C++." > >Heh, minelo pietnascie lat... :-) > Dijkstra to mowil. Gabriel has no clue. A.L.
Re: Transfer objects
Author: A.L.
Date: Sun, 18 Dec 2005 14:12
Date: Sun, 18 Dec 2005 14:12
18 lines
1550 bytes
1550 bytes
On Sun, 18 Dec 2005 08:44:44 +0100, Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> wrote: >A.L. napisał(a): >>>Z moich doświadczeń z kolei wynika, że fazy analizy, projektu i >>>implementacji zbyt często nie są ze sobą należycie zintegrowane, a nade >>>wszystko pętle zwrotne nie funkcjonują na tyle dobrze, żeby na czas >>>przekazywać między sobą zaktualizowaną wiedzę o rzeczywistości. >>> >> A mozna wiedzziec jakie jest Kolegi "doswiazcznia"?... > >A można wiedzieć, po co Koledze to wiedzieć? :) > Po to zeby znac wage Kolegi argumentow. Bo poki co, Kolega opowiada piramidalne bzdury. Co twierdze na podsatwie mojego doswiadczenia. A.L.
Re: Transfer objects
Author: A.L.
Date: Sun, 18 Dec 2005 14:13
Date: Sun, 18 Dec 2005 14:13
17 lines
1433 bytes
1433 bytes
On Sun, 18 Dec 2005 12:34:01 +0100, pdemb@gazeta.pl (Piotr Dembiński) wrote: >Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> writes: > >[...] > >>> A mozna wiedzziec jakie jest Kolegi "doswiazcznia"?... >> >> A można wiedzieć, po co Koledze to wiedzieć? :) > >AL już tak ma. Poczytaj archiwum. No to gratulacje. Kolega D. doswiadcza zaszczytu wizytowania mojego KF. Na rok. Za "wtrety personalne" A.L.
Re: Transfer objects
Author: Piotr Dembiński
Date: Sun, 18 Dec 2005 16:11
Date: Sun, 18 Dec 2005 16:11
19 lines
1597 bytes
1597 bytes
A.L. <alewando@fala56.com> writes: > On Sun, 18 Dec 2005 12:34:01 +0100, pdemb@gazeta.pl > (Piotr Dembiński) wrote: > >>Przemek Pokrywka <adres@zastrzezony.com> writes: >> >>[...] >> >>>> A mozna wiedzziec jakie jest Kolegi "doswiazcznia"?... >>> >>> A można wiedzieć, po co Koledze to wiedzieć? :) >> >>AL już tak ma. Poczytaj archiwum. > > No to gratulacje. Kolega D. doswiadcza zaszczytu wizytowania mojego > KF. Na rok. Za "wtrety personalne" Prosz. Oczekuję tego samego od całej Pańskiej koterii.
Re: Transfer objects
Author: Sektor van Skijlen
Date: Sun, 18 Dec 2005 18:39
Date: Sun, 18 Dec 2005 18:39
27 lines
2179 bytes
2179 bytes
Dnia Sun, 18 Dec 2005 08:11:21 -0600, A.L. skrobie: > On Sun, 18 Dec 2005 10:34:03 +0100, "Michal Przybylek" > <mrp@neostrada.pl> wrote: > >"Piotr Dembiński" <pdemb@gazeta.pl> wrote: > > > >> Z drugiej strony: są w komputerach projekty zrobione tak dobrze, > >> że można się w nich dopatrywać artyzmu, np. Unix, OpenGL albo C. > > > >Jakies pietnascie lat temu Richard Gabriel mowil: "Mam dobre wiesci i zle > >wiesci. Dobre sa takie, ze za piec lat bedziemy mieli swietny system > >operacyjny i swietny jezyk programowania. Zle sa takie, ze to beda Unix i > >C++." > > > >Heh, minelo pietnascie lat... :-) > > > Dijkstra to mowil. Gabriel has no clue. Szkoda, że nie dożył... -- // _ ___ Michal "Sektor" Malecki <sektor(whirl)kis.p.lodz.pl> \\ L_ |/ `| /^\ ,() <ethourhs(O)wp.pl> // \_ |\ \/ \_/ /\ C++ bez cholesterolu: http://www.intercon.pl/~sektor/cbx "I am allergic to Java because programming in Java reminds me casting spells"
Re: Transfer objects
Author: przemyslaw.pokrywka
Date: Sun, 18 Dec 2005 21:36
Date: Sun, 18 Dec 2005 21:36
18 lines
2111 bytes
2111 bytes
A.L. napisał(a): > >> A mozna wiedzziec jakie jest Kolegi "doswiazcznia"?... > > > >A można wiedzieć, po co Koledze to wiedzieć? :) > > Po to zeby znac wage Kolegi argumentow. Bo poki co, Kolega opowiada > piramidalne bzdury. Co twierdze na podsatwie mojego doswiadczenia. To bardzo ciekawe, że Pana zdaniem opowiadam "piramidalne" bzdury - wskazuje to na to, że ma Pan zupełnie inne doświadczenia, co może być doskonałym pretekstem do ich wymiany. Z drugiej strony byłbym bardzo ciekaw konkretnego wskazania owych "bzdur" i tych ich cech, które pozwalają przypisać im atrybut "piramidalności". Tak, czy owak, do ocenienia wagi argumentów powinna wystarczyć znajomość ich treści, a nie informacje na temat wygłaszającej je osoby.
Re: Transfer objects
Author: Michal Przybylek
Date: Mon, 19 Dec 2005 03:25
Date: Mon, 19 Dec 2005 03:25
22 lines
1794 bytes
1794 bytes
"A.L." <alewando@fala56.com> wrote: > >> Z drugiej strony: są w komputerach projekty zrobione tak dobrze, > >> że można się w nich dopatrywać artyzmu, np. Unix, OpenGL albo C. > > > >Jakies pietnascie lat temu Richard Gabriel mowil: "Mam dobre wiesci i zle > >wiesci. Dobre sa takie, ze za piec lat bedziemy mieli swietny system > >operacyjny i swietny jezyk programowania. Zle sa takie, ze to beda Unix i > >C++." > > > >Heh, minelo pietnascie lat... :-) > > > > Dijkstra to mowil. Gabriel has no clue. Mozliwe. W kazdym razie zdumiewajace. Tak trafnoscia jak i tym po ilu latach jeszcze obowiazuje... mp
Modelowanie rzeczywistości klienta (na przykładzie banku)
Author: Przemek Pokrywka
Date: Tue, 17 Jan 2006 21:44
Date: Tue, 17 Jan 2006 21:44
25 lines
1989 bytes
1989 bytes
Redart napisał(a): > Widzę dwa duże tematy-procesy przy okazji omawiania których można by się > odnieść do wyżej wymienionych kluczy: > > 1. Modelowanie rzeczywistości klienta. Odniosę się w tym poście tylko do tego zagadnienia > Spójrzmy na typowy, duży system: [...] Tutaj obrazowo przedstawia Pan egzemplarz systemu bankowego, kładąc szczególny akcent na generowane przezeń wszechstronne, przekrojowe raporty (których użyteczności ani śni mi się podważać). > POWSTAJE WIEC PIERWSZE PYTANIE: Czy to oznacza, że obiekt "klient" ma > mieć w sobie > metody do wywoływania 50% raportów systemu ? Jak Pan zapewne podejrzewa, moja odpowiedź także będzie negatywna. Jej uzasadnienie za to będzie różne od Pańskiego, a w skrócie streszcza je artykuł dostępny pod adresem: http://www.martinfowler.com/bliki/ReportingDatabase.html Do raportowania stosuje się też czasem hurtownie danych
Algorytmy + struktury danych vs obiekty
Author: Przemek Pokrywka
Date: Tue, 17 Jan 2006 21:44
Date: Tue, 17 Jan 2006 21:44
79 lines
5149 bytes
5149 bytes
Korzystając z chwilki wolnego czasu, pragnę ustosunkować się do następnych fragmentów Pana bardzo interesującej wypowiedzi. Zgadzam się z Panem, że prowadzenie szerokiej dyskusji w jednym wątku jest trudne, dlatego też odpowiedź na drugą część postu opublikuję już pod innym tematem. Redart napisał(a): >>> To nie ma po prostu żadnego przełożenia na rzeczywistość. >>> >>> Mamy nóż i mamy chleb. >> >> [...] >> >> To dosyć oryginalne obiekty w systemie informatycznym :) > > > No to weźmy program źródłowy i skaner(analizator syntaktyczny). > Analogia jest bardzo bliska - drugi "umie" ciąć ten pierwszy - i > robi to wg. bardzo prostych, w dużym stopniu niezależnych od cietej > materii zasad: wyłapuje liczby, identyfikatory a tnie np. po białych > znakach. Przedstawiony przez Pana przykład daje się bardzo ładnie zaprojektować z wykorzystaniem obiektów, a nie tylko przy pomocy "mądrego algorytmu" (skanera) i "głupiej struktury danych" (programu źródłowego). W rozwiązaniu obiektowym użyłbym wzorca Builder (GoF). Treść programu potraktowałbym jako swojego rodzaju "zserializowaną" reprezentację pojedynczego obiektu (jednostki kompilacji), składającego się z wielu innych złożonych (klasy, metody) i prostych (liczby, identyfikatory) podobiektów. Moim zdaniem, taki obiektowy projekt oferuje lepsze możliwości zarządzania sobą samym (dzięki swoiście pojętemu zastosowaniu metody "dziel i rządź). Również przypadek człowieka, który operuje narzędziem nie wydaje mi się z marszu idealnym kandydatem do zastosowania projektu typu "algorytmy + struktury danych" - nie kwestionując przy tym faktu, że cała inteligencja potrzebna do wykonania operacji właściwa jest _człowiekowi_. Wadą zamodelowania tej inteligencji przez algorytm (pozbawiony własnego stanu) jest nieuwzględnienie np. stanu emocjonalnego człowieka, przez który może on operować narzędziem nieprecyzyjnie, jak również jego umiejętności w posługiwaniu się tym narzędziem. Projektując obiektowo, człowieka zamodelowałoby się jako obiekt złożony z innych obiektów, jak jego nawyki, umiejętności oraz stan emocjonalny, z których każdy miałby swój udział w operowaniu narzędziem. Jeszcze odnośnie podziału logiki (inteligencji) pomiędzy ludzi a narzędzia - rzadko bywa, że skupienie całej logiki w obiekcie nadrzędnym (człowiek) kontrolującym obiekt podrzędny (narzędzie) ma największy sens. Najczęściej pożądane jest, aby narzędzie wykazało się mniejszą lub większą inteligencją, żeby odciążyć człowieka od uciążliwego pamiętania o najdrobniejszych szczegółach. Weźmy ekspes do kawy - wystarczy nacisnąć w nim przycisk, by do podstawionej filiżanki nalał on aromatycznej kawy ze świeżo zmielonych ziaren. Jest to narzędzie inteligentne, służące tą inteligencją człowiekowi, który nie musi sam mielić ziaren, dodawać ich w odpowiedniej proporcji do filiżanki, gotować wody, by zalać nią kawę i odfiltrowywać fusy. Być może czynności te potrafią dać wiele radości i relaksu osobie dysponującej wolnym czasem, a i kawa może smakować lepiej, bo do jej przygotowania włożono serce, ale projektantowi spieszącemu się wypróbować nowe pomysły będą tylko kulą u nogi. I tak dla mnie, co prawda skupienie całej logiki w obiekcie nadrzędnym bywa uzasadnione w określonych przypadkach, to jednak na codzień jest to zjawisko niekorzystne - bo obiekt nadrzędny zmuszony jest do zajmowania się niepotrzebnymi mu detalami. > > Do kompilatora zintegrowanego ze środowiskiem uruchomieniowym jednak > jeszcze baaardzo daleko. to prawda - jaki jednak ma z tego płynąć wniosek? > Zupełnie ktoś inny decyduje o tym , co dokładnie > kroić (podstawia chleb pod nóż) i kiedy. A także odpowiada na pytania > "po co", "co dalej". Tak jest. Jak już jednak wspomniałem odrobinę wyżej, inteligencja narzędzia bywa najczęściej pomocna (choć w wyjątkowych sytuacjach bywa też, że przeszkadza).
Re: Transfer objects
Author: Filip Sielimowicz
Date: Sun, 12 Oct 2008 19:31
Date: Sun, 12 Oct 2008 19:31
374 lines
18876 bytes
18876 bytes
Użytkownik "Przemek Pokrywka" <adres@zastrzezony.com> napisał w wiadomości news:dnn919$ebu$1@news.onet.pl... ... Generalnie w zasadzie nie ma się co za dużo spierać. Wiele kwestii, które Pan naświetlił trudno podważyć. Pozwolę sobie więc bardzo wybiórczo potraktować Pana wypowiedź i przedstawić kilka własnych uwag mniej lub bardziej z nią zwiazanych, ale trzymających się wątku. > Przedstawił Pan fałszywą alternatywę - obiektowość sama dla siebie > kontra obiektowość w służbie wierniejszego odwzorowania rzeczywistości. > Wyznaczanie obiektowości jakiegoś przeznaczenia, misji do spełnienia > wydaje mi się zupełnie nietrafionym pomysłem, podobnym do pomysłu > podporządkowywania sztuki polityce w ZSRR w latach 50', określanego mianem > socrealizmu. :) Ten fragment oczywiscie najbardziej przykuł moją uwagę ... Zastanawia mnie dlaczego obiektowość porównał Pan do sztuki ;). Owszem - zapewne wielu projektantów orzących na co dzień nudne problemy biznesowe klienta bardzo chętnie widzi siebie jako osoby o umysłach nieskrępowanych żadnymi konwenansami i pełnych twórczego zapału osobowościach ekscentrycznych artystów ;). Natomiast ja bym w tym miejscu zaakcentował, że obiektowość jednak jest podporządkowywana - pieniądzom ;). Ale o tym zapewne dalej. > W pewnym momencie ktoś zauważył, że grupowanie > danych wraz z procedurami operującymi na nich to dobry pomysł, co > zaprowadziło do powstania koncepcji modułów, a później obiektów. Dla > mnie więc na przykład obiektowość stanowi pożyteczną cechę języka > programowania, umożliwiającą w dobry sposób organizować programy. O, tu przerwę. Po pierwsze: nie podważam sensowności takiego działania (grupowania danych z operacjami na nich). Ale to przecież nie jest żadna kompletna idea, szczególnie w obliczu dużych systemów informatycznych. W szczególności: takie grupowanie także podlega licznym ograniczeniom. Ale o tym zapewne dalej. Po drugie: ważne jest, że wskazał Pan pewien pośredni cel "organizować programy". Jest to bardzo dobry punkt wyjścia do tego, by rozważać po co i jak stosować obiektowość - i uczyniłbym z tej idei termin-klucz, by łatwiej zachować skupienie w dyskusji. > Doceniam możliwości podejścia obiektowego w zakresie możliwości > modelowania świata rzeczywistego, jednak też nie przeceniałbym tej > właściwości. Język obiektów to jednak nie do końca język klienta i może > dlatego właśnie mamy do czynienia z rozwojem alternatywnych podejść do > programowania, jak z językami domenowymi na przykład. Co do czego nie > mam wątpliwości, to do użyteczności technik obiektowych w praktyce > programistycznej. > ... > Z moich doświadczeń z kolei wynika, że fazy analizy, projektu i > implementacji zbyt często nie są ze sobą należycie zintegrowane, a nade > wszystko pętle zwrotne nie funkcjonują na tyle dobrze, żeby na czas > przekazywać między sobą zaktualizowaną wiedzę o rzeczywistości. Kolejne terminy-klucze: "odwzorowanie rzeczywistosci klienta" i "koszt wprowadzania zmian/rozwijania systemu". > Zdaję sobie sprawę, że obiekty w rodzaju TO nie są wyłącznie specyfiką > J2EE, tylko raczej wszelkich platform rozproszonych, ale ciekawi mnie, > czy stosuje się niekiedy w nich podejście polegające na umieszczeniu w > nich większej dozy logiki, niekoniecznie nawet wchodząc na grunt > technologii mobilnych agentów. W mojej ocenie robi się to - ale jak już wspomniałem - w sposób ograniczony. Twierdzę, że tym bardziej ograniczony, im z większym systemem mamy do czynienia. > Wie Pan, że nawet zgodzę się z Panem :) Tylko, że dlaczego całą, a nie > tylko tą przydatną w kontekście systemu, w którym pracuje? Poza tym nikt > nie twierdzi, że obiekt powinien odwzorowywać nawet całą wiedzę przydatną > w danym kontekście, a jedynie tę jej część, która z różnych względów jest > mu bardziej przynależna, niż innym obiektom tego systemu. Kolejny termin klucz: "przynależność wiedzy do elementów systemu" >> To nie ma po prostu żadnego przełożenia na rzeczywistość. >> >> Mamy nóż i mamy chleb. > [...] > > To dosyć oryginalne obiekty w systemie informatycznym :) No to weźmy program źródłowy i skaner(analizator syntaktyczny). Analogia jest bardzo bliska - drugi "umie" ciąć ten pierwszy - i robi to wg. bardzo prostych, w dużym stopniu niezależnych od cietej materii zasad: wyłapuje liczby, identyfikatory a tnie np. po białych znakach. Do kompilatora zintegrowanego ze środowiskiem uruchomieniowym jednak jeszcze baaardzo daleko. Zupełnie ktoś inny decyduje o tym , co dokładnie kroić (podstawia chleb pod nóż) i kiedy. A także odpowiada na pytania "po co", "co dalej". > Doceniając obrazowość przykładów wyrażam powątpiewanie w możliwości > zastosowania analogii do prawdziwych systemów z konkretnie postawionymi > wymaganiami. No cóż ;). Ja w każdym bądź razie mówiąc o tym, mam bardzo konkretny system na myśli ;) > A wniosek o człowieku, który wie, czego użyć i w jakim celu narzuca > skojarzenie ze starymi, dobrymi algorytmami i strukturami danych. > Tylko że niedomagającymi co jakiś czas z powodu różnych niekorzystnych > zjawisk, np. z braku ukrywania danych. To jest problem ogólniejszy. IMHO samo pojęcie obiektu wcale tego problemu dobrze nie rozwiązuje. Zaś źle rozumiane pojęcie obiektowości jeszcze bardziej problem komplikuje (ukrywanie danych i funkcji). Natomiast stosowanie niektórych wzorców projektowych, separujacych jedne dane od innych, ukrywających klasy za interfejsami itp właśnie na ten problem stara się odpowiedzieć. Ale o tym zapewne dalej. > Paleta nie... ale wirus grypy? Wirus grypy powinien się umiejętnie wmontować w gotową ciepłą komórkę, jeśli taką wykryje przy swojej ściance. To wszystko ;). Reszta dzieje się sama. Chyba, że majac na myśli "wirus grypy" klient ma na myśli "epidemię grypy" i interesują go statystyczne dane o centrach tej epidemii i charakterystyka jej rozprzestrzenia się na jakiejś mapie. A więc zależy od wymagan klienta. > Zgadzając się zupełnie co do wniosków dotyczących branży cukierniczej, > wyrażam powątpiewanie w ich słuszność w branży informatycznej :) Niestety idziemy teraz ławą szerszą, niż Hitler rozpoczynając II wojnę światową. Ciężko o wszystkim, co powyżej rozmawiać w jednym skromnym wątku. Jednak spróbuję, choć przytłoczony znikomością własnych zasobów czasowych pożeranych w soboty przez rodzinę (i bardzo dobrze ...). Widzę dwa duże tematy-procesy przy okazji omawiania których można by się odnieść do wyżej wymienionych kluczy: 1. Modelowanie rzeczywistości klienta. 2. Organizacja procesów wytwórczych. Z każdym z tych tematów wiąże się ściśle pojęcie kosztu. Oba te procesy poprzez koszty wchodzą ze sobą w konflikt przy wytwarzaniu każdego systemu informatycznego. Upraszczajac pierwszy proces jest najbliższy interesom klienta, bo interesem klienta jest, by system był jak najdokładniejszy. Czyli klient chciałby, by zaangażować w produkcję jak najwięcej wiedzy i pracy. Drugi zaś proces jest najbardziej po stronie producenta - jak najmniej się nadowiadywać i napracować aby uzyskać założony efekt - bo i wiedza i praca kosztują. Podkreślę jednak: "konflikt". Oznacza to, że wszystko to, co wcześniej mówiliśmy będzie oceniane dwojako: jako fajne albo jako niefajne - zależnie od tego, kto na to spojrzy. Każde słowo-klucz, które wcześniej wymieniłem daje "zysk" i "koszt", przy czym jest kilka ogólnych zależności: im mniejszy system, tym bardziej dominuje punkt 1 i skupienie na kliencie. Im większy system, tym bardziej wchodzimy w sferę nakreśloną przez punkt 2, czyli problemy własne producenta. Przypadki skrajne: A. Malutki systemik. Analityk/projektant/programista we własnej osobie prowadzi działalność gospodarczą, idzie na krótką rozmowę do klienta i następnego dnia daje mu malutki programik, który spełnia potrzeby tego ostatniego. I obaj zapominają o sprawie. Programista robi "jak mu się podoba", a więc dominuje jego własne poczucie wygody. Nie istnieją żadne standardy poza tymi, które sam sobie narzuci. W takim wypadku dużo wygodniej i prościej będzie nie dzielić włosa na czworo i się nie rozdrabniać. Obiektowość świetnie się tu nada jako czynnik organizacyjny pozwalajacy utrzymać wszystko w minimalnej ilości kawałków i będzie to działać na najbardziej ogólnym poziomie systemu. Problem "widzialności" danych tu w ogóle nie istnieje. Bardzo ograniczona jest też problematyka separacji problemów biznesowych od problemów technicznych. Nie istnieją problemy standaryzacji i pochodne od nich probelmy wprowadzania zmian i rozwoju systemu. Można olać wszelkie idee typu MVC czy Business-Object. Robimy formatkę, na niej klawisz, a ten klawisz robi nam wszystko, czego potrzebujemy. Tak to widzi klient i tak to jest zaprogramowane - w jednej klasie. B. Duży system. Duży - bo ma dużą funkcjonalność i gromadzi duże dane (ilościowo i pod wzgledem różnorodności) oraz pracuje nad nim duża liczba osób - powiedzmy co najmniej kilkadziesiat, dajmy na to 50. Jest też obliczony na rozwój i modyfikacje. Powiedzmy, że system ma powyżej 5000 tzw. punktów funkcyjnych. W takim systemie, poza tym, że ma on spełnić wymagania klienta, istnieje wiele wymagań, które klienta właściwie nie obchodzą - bo nawet ich nie rozumie (ale za które musi zapłacić ...)- są to właśnie te kwestie: wysoka standaryzacja wewnętrznych rozwiązań, rozwiązane problemy precyzyjnego przypisania wiedzy biznesowej do elementów systemu. Spójrzmy na typowy, duży system: duża, możliwie scentralizowana, baza danych (różne już ćwiczono koncepcje, jednak centralizacja danych pomimo prób podważenia jej konieczności - ciągle okazuje się stosunkowo najmniej problematyczna - co widać dobrze w systemach bankowych). Tradycyjnie - jest to baza relacyjna. Teraz trochę powędrujmy po tym systemie szlakami z punktu 1, czyli od strony wymagań klienta. Potraktujmy w tym systemie dane(struktury danych) jako niski poziom modelu, a raporty jako wysoki(najbliższy klientowi). W każdym rzeczywistym systemie informatycznym od razu zauważymy, że nie istnieje coś takiego, jak jednoznaczne przypisanie raportu do tabeli danych. Owszem - będzie bardzo duża klasa raportów, które będą ściśle związane z danymi - np. raporty potwierdzajace operacje wprowadzenia/modyfikacji danych. Ale poza tym będzie istnieć ogromna różnorodność raportów, które korzystają z danych w sposób niemal dowolny, w tym 50% procent będzie się np. odwoływać do danych osobowych klientów instytucji, dla której tworzymy system. Będą to np. raporty ukazujące klientów w kontekście innych danych systemu: jak wygląda klient w towarzystwie swoich kont bankowych, jak wyglada klient w towarzystwie produktów, które kupuje, jak wyglada klient w towarzystwie rachunków, które płaci terminowo, jak wyglada klient w towarzystwie innych klientów mieszkajacych w tym samym rejonie albo mających ten sam zawód, jak wygląda klient w towarzystwie promocji, z których skorzystał, jak wyglada klient w towarzystwie swojej żony, jeśli jest ona także w systemie, jak wygląda klient z punktu widzenia przychodów instytucji. POWSTAJE WIEC PIERWSZE PYTANIE: Czy to oznacza, że obiekt "klient" ma mieć w sobie metody do wywoływania 50% raportów systemu ? Odpowiedź jest oczywista: NIE. Wiec może inaczej: może część raportów powinna być bezpośrednio w kliencie, a część "gdzieś indziej" ? I znów pada odpowiedź: NIE. Raporty należy po prostu organizować oddzielnie od danych. Każda duża baza danych będzie się charakteryzować tym, że niektóre dane będą używane wielokroć bardziej intensywanie (właśnie dane klientów i produktów oferowanych klientom), niż inne. Dlatego to nie dane narzucają sposób organizacji systemu. Jednostki organizacyjne są dużo bliższe klientowi i jego własnej strukturze organizacyjnej. Ta narzuca moduły-podsystemy, a te są najbardziej ogólnym i naturalnym poziomem organizacji funkcjonalności systemu. Na przykładzie raportów widać to wyraźnie, ale ta własność wchodzi w system znacznie głębiej. Raporty i formatki systemu są najbliższe klientowi i najlepiej poddają się podziałowi na moduły. Nie ma między nimi żadnych zależności. Niżej jednak są funkcje logiki które doprowadzaja dane do raportów i za pośrednictwem których dane te są także modyfikowane. I funkcje inne - np. odpowiedzialne za komunikację z innymi systemami. Znów powstaje problem gdzie je umieścić - może w raportach, a może w danych ? A co z resztą ? Znów: jest cała klasa funkcji zapisujacych i odczytujących dane, które można by łatwo związać z konkretnymi tabelami w bazie danych. Jeśli mamy do czynienia z systemem z dominującą sferą raportowo-ewidencyjną, to można się ewentualnie pokusić o takie rozwiązanie - część tu, część tam. Ale w systemie bankowym, gdzie poza ewidencją istnieje cała złożona logika biznesowa dotycząca samej li tylko obsługi rachunków (i ogromna jej część w ogóle nie jest używana w formatkach, czy raportach) ? Czy to oznacza, że obiekt "rachunek ROR" ma mieć 1000 metod związanych ze swoją obsługą - od strony bankowej (wpłaty, wypłaty, naliczanie odsetek, opłat, prowizji), od strony księgowej, od strony marketingowej, od komunikacji z systemami kart płatniczych, od komunikacji z GIIF'em, od komunikacji z KIR'em ... ? Znów odpowiedź jest oczywista: NIE. Funkcje te wymagają własnej, złożonej organizacji, oddzielonej od organizacji danych, na których operują. Siłą rzeczy powstaje więc bardzo mocno zarysowana warstwa funkcji logiki, gdzie w zasadzie wszystkie bezpośrednio wiążą się z jedną-klikoma tabelami - rachunkiem i całą masą tabel uzupełniajacych. Ufff ... Teraz pójdźmy szlakami punktu 2, czyli poorganizujmy proces wytwórczy. Chciałbym krótko, wiec proszę: mamy ten nieszczęsny ROR. I mamy programistów: jedna osoba specjalizuje się w robieniu raportów, inna osoba modeluje dane, trzy inne tworzą funkcje logiki: jedna wpłaty i wypłaty z prowizjami, przyjmowanie, wyprowadzanie przelewów itp, druga zmienia na rachunku datę (czyli nalicza odsetki), trzecia bawi się w wykrycie, że trzeba powiadomić klienta, iż przekroczył saldo debetowe. Jeśliby te trzy osoby miały jednocześnie produkować kod w jednej klasie danych (rachunek bieżący) to ja nawet nie chcę myśleć co by z tego wyszło. Jak w ogóle im ułatwić pracę - a dobrze jest to robić narzucając interfejsy - o czym poniżej. Jest bowiem kolejna osoba - ta która zajmuje się np. kwestią zapewnienia transakcyjności w systemie. Ta osoba ma sprawić, by wszystkie funkcje, które tworzą pozostałe osoby były uruchamiane w sposób jednolity w ściśle zakreślonych transakcjach. Jest jedno wyjście: trzeba narzucić wszystkim innym programistom standardy, wg. jakich mają pisać funkcje logiki. Można to zrobić tak: "twoim obowiązkiem jest dziedziczenie każdej funkcji biznesowej po klasie abstrakcyjnej 'funkcja biznesowa', a w niej masz do dyspozycji funkcje otwórzTransakcję i zamknijTransakcję - z których masz korzystać. Można też inaczej, ale podobnie: " ... a w niej masz metodę run(Transakcja t), którą masz pokryć i w tej metodzie masz już transakcję gotową". I to jest właśnie idea BusinessObject - odseparowanie systemu zarządzania transakcjami od samej logiki biznesowej, która z nich korzysta. Więcej: to dokładne ukrycie mechanizmów transakcji przed programistą: do programisty należy utworzenie komponentu, który ma implementować jakieś metody, narzucone np. przez interfejs (żadnych klas abstrakcyjnych chowajacych w swoich trzewiach cały system transakcji) i musi też ew. wiedzieć jak taką funkcję uruchomić - za pośrednictwem zewnętrznego procesora funkcji biznesowych. A ów procesor to już zupełnie inny element systemu i dla innego programisty (jeśli nie jest dostarczony z zewnątrz), nie majacy nic wspólnego z ddziedziną biznesową. Problem jest ogólniejszy: jak zapewnić taką organizację pracy wielu osób, by nie wchodziły sobie one w paradę a jednocześnie potrafiły nawzajem korzystać ze swojej pracy i by ich praca(kod) był zrozumiały dla innych (wprowadzanie zmian przez inne osoby). To problemy odpowiedzialności, użyteczności i przejrzystości. Dzielenie pracy, którą trzeba wykonać na małe elementy jest konieczne do tego, by ten efekt uzyskać. A wsparciem takiego podziału jest dzielenie różnych elementów systemu na małe komponenty, implementowane oddzielnie. To oczywiscie kosztuje ;). Ale bez tego trudno efektywnie zbudować i utrzymać złożony system informatyczny - gdzie np. nowy, młody programista (tani programista ...) w zasadzie pierwszy raz w praktyce styka się z pojęciem transakcji, a co to jest ROR to wie tylko tyle, ile mu w banku w umowie napisali jak sobie zakładał konto. Ufff ... Trochę ta sytuacja się zmienia, jeśli zamiast 'jednego dużego systemu' mamy wiele małych systemików silnie powiązanych interfejsami niskiego poziomu, czyli przez kopiowanie danych z bazy do bazy (procesy ETL). Ale zostawię już tak, jak jest ;)))
Re: Transfer objects
Author: A.L.
Date: Sun, 12 Oct 2008 21:49
Date: Sun, 12 Oct 2008 21:49
19 lines
1569 bytes
1569 bytes
On Sun, 12 Oct 2008 21:31:52 +0200, "Filip Sielimowicz" <sielim@poczta.onet.pl> wrote: >Użytkownik "Przemek Pokrywka" <adres@zastrzezony.com> napisał w wiadomości >news:dnn919$ebu$1@news.onet.pl... >... > >Generalnie w zasadzie nie ma się co za dużo spierać. Wiele kwestii, które >Pan >naświetlił trudno podważyć. Pozwolę sobie więc bardzo wybiórczo potraktować >Pana >wypowiedź i przedstawić kilka własnych uwag mniej lub bardziej z nią >zwiazanych, >ale trzymających się wątku. > Ciekawe komu Pan odpowiada i na co?... A.L.
Re: Transfer objects
Author: Filip Sielimowicz
Date: Mon, 13 Oct 2008 07:50
Date: Mon, 13 Oct 2008 07:50
25 lines
2073 bytes
2073 bytes
Użytkownik "A.L." <alewando@zanoza.com> napisał w wiadomości news:96s4f4lkhg7v426k2usjgnr873p076961b@4ax.com... > On Sun, 12 Oct 2008 21:31:52 +0200, "Filip Sielimowicz" > <sielim@poczta.onet.pl> wrote: > >>Użytkownik "Przemek Pokrywka" <adres@zastrzezony.com> napisał w wiadomości >>news:dnn919$ebu$1@news.onet.pl... >>... >> >>Generalnie w zasadzie nie ma się co za dużo spierać. Wiele kwestii, które >>Pan >>naświetlił trudno podważyć. Pozwolę sobie więc bardzo wybiórczo >>potraktować >>Pana >>wypowiedź i przedstawić kilka własnych uwag mniej lub bardziej z nią >>zwiazanych, >>ale trzymających się wątku. >> > > Ciekawe komu Pan odpowiada i na co?... Uznajmy zo za pomyłkę ... Czyściłem folder z wersjami roboczymi. Wątek jest stary, u mnie w domu jeszcze istnieje w całości, w pracy widzę tyle samo co Pan - czyli nic ... ;)
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads