Article View: alt.pl.sapkowski
Article #29982Re: Karczma...
From: Jakub Jędrzejak
Date: Thu, 25 Jan 2007 18:47
Date: Thu, 25 Jan 2007 18:47
133 lines
9724 bytes
9724 bytes
Prisoner Szarlih <szarlihy@wp.pl> screamed during tortures:
>- Mam na imiee Verie. Przybywam z południa - zaczęła mówić, rozczesując
>włosy [...] - Teraz z mojego interesu raczej nici... Musze
>znaleźć jakies miejsce, w którym mogłabym odpocząc kilka dni i kupić
>nowgo konia... Chetnie bym odwiedziła także któryś z oddziałów
>krasnoludzkich banków... A jadę dalej na północ, tam ponoć o prace
>łatwiej.. na południu ostatnio sie wyludniło, wojny spustoszyły kraj,
>wszyscy uciekli na północ, a tam gdzie więcej ludzi wyjeżdza i się
>osiedla, łatwiej o jakieś zajęcie dla skromnej dziewczyny. - Teraz wy
>panowie opowiadajcie coś o was, a ja przekąsze co
>nieco - wydobyła z juków suchary i suszone mięso i suszone owoce, wzięła
>porcję dla siebie, reszte kompani zachęcając gestem, by się częstowali.
>
>* * *
>
>Kenneth zerwał się jak oparzony, rozejrzał półprzytomnie po okolicy i na
>widok rudego odzyskał pamięć.
>- O żesz ty..., gamratka twoja mać, ja ci zaraz pokażę, pochole gnojowy,
>bic lepszych od siebie!! - z tym bojowym okrzykiem chłopak wystartował
>do Seamusa. [...] Stracił
>równowage, zaplątał się we własne nogi i klapnął nieprzystojnie na
>zadek. [...] westchnął i zaczął
>opowieść:
>
>- Imie moje już znacie. Jestem jedynym synem lorda Kyntheliga McKinneya,
>właściciela ziemskiego, głowy klany McKinney'ów, władcy Seylam i
>Comhair, stryjecznego brata diuka Cynthrisa. Wychowałem się w otoczeniu
>bon, mistrzów fechtunku, nauczycieli zapasów i, wbrew twej opinii,
>rudowłosy, całego stada bakałarzy wszelkiej maści. Ostatnimi czasy mój
>ojciec przypomniał sobie o moim istnieniu i zaczął stawiać warunki,
>wspominał również o ożenku z pewną rozkapryszoną pannicą z dobrej
>rodziny. Plany jego bardzo kolidowały z moim dotychczasowym stylem
>życia, któregom nie myślał się wyrzekać. Więc uciekłem i oto jestem z
>wami, nie z własnej zresztą woli. - tu młodzik spojrzał z ukosa na
>muzyka. - Póki co nie mam konkretnych planów, poza ucieczką przed
>pościgiem, który niechybnie z rozkazu ojca za mną podąża.
>Zakończywszy swą opowieść, Kenneth przypieczętował świeżo zawarte
>znajomości przy pomocy solidnej porcji suszonego mięsa.
>
>* * *
>
>Raghnall w międzyczasie puścił konia wolno zabrawszy jednak szponton.
>Usiadł ze skrzyżowanymi nogami kładąc sobie drzewce na kolanach.
>- Jak powiedziałem wcześniej nazywam się Raghnall Havard - powiedział
>pocierając kilkudniowa szczecinę na policzku - co mogło umknąć niektórym
>nieprzytomnym. Zajmuje się tym za co mi zapłacą, usługi świadczę głównie
>mieczem, okazjonalnie łapie zbiegów, szukam skarbów, ochraniam kupców i
>dowodzę wojskiem. Chwilowo nie pracuję - uśmiechnął się krzywo patrząc
>na Seamusa - zmieniam klimat, bo zadowolenie klientów powoduje
>niezadowolenie innych
Seamus wysłuchał opowieści bez słowa, pogryzając mięso. Nawet kolejną
pyskówkę w wykonaniu Kennetha zbył tylko pogardliwym spojrzeniem [obiecując
sobie jedynie w skrytości serca, żeby przy nadarzającej się okazji
profilaktycznie obić szczeniaka w celu nauczenia go dobrych manier - bez
większej nadziei na skuteczność kuracji]. Wreszcie odezwał się w te słowa:
- Należą się wam pewne wyjasnienia - w końcu podróżujecie z banitą, na
którym ciąży wyrok na gardle za ciężkie zbrodnie. Jestem Seamus O'Sullivan,
z pochodzenia pijak, z zawodu wagabunda, z zamiłowania muzyk. Pochodzę z
północy, z Omagh. Kiedy nasz młody przyjaciel jeszcze srywał w bety,
uciekłem z domu - znudziło mi się pasanie owiec, każdemu w końcu się nudzi
- i zaciągnąłem się do armii thana Pibroch. Na dobosza. Przez następne pięć
lat, aż do niesławnego końca wojsk jego miłości na Kruczym Polu,
nawojowałem się do obrzydliwości. Widzisz, paniczyku, ty miałeś
nauczycieli, mistrzów zapasów i szermierki - ja wszystkiego co umiem
nauczyłem się na polu bitwy. Byłem pojętnym uczniem, bo jak widać
przeżyłem. Kiedy MacPhersonowie rozbili nas na Kruczym Polu uznałem, że
dość mam już kariery wojskowej. Od tamtej pory tułam się po gościńcach
wszerz i wzdłuż kraju, imając się różnych zajęć. Także tych niezgodnych z
prawem. Ale nieprawdą jest, choćby Niall O'Bannon zapluł się do upadłego w
sądzie, żem mu porwał i zgwałcił córkę. Owszem, gościłem w jego burgu pod
jego nieobecność. Jeść i pić dawali dobrze, odpłacałem im jak umiałem -
śpiewając i grając. Wszystkie moje problemy, jak mi się zdaję, biora się z
pijaństwa. Na Kruczym Polu byłem tak pijany, że nie byłem w stanie dmuchać
w dudy... Na zamku thana Connacht piwo i wino lało sie strumieniami. Nie
żałowałem sobie. Niestety, pijaństwo mnie zgubiło. Stary O'Bannon miał
córkę, podówczas szesnastoletnią chyba pannicę, imieniem Audrey. Oważ
córeczka, nie wiedzieć czemu, upodobała sobie mnie i moje ballady. A ja
durny piłem i śpiewałem, nie przeczuwając, że wino i śpiew ściągną mi na
kark same kłopoty. Musiałem chyba zaśpiewać o jedna ballade miłosna za
dużo... Dość powiedzieć, że któregoś wieczoru, wróciwszy do użyczonej przez
żonę hrabiego komnaty - jak zwykle zalany - zastałem w łóżku dziewczynę.
Reszty się domyślacie. Nadmieniam, że nie była dziewicą. Oczywiście, kiedy
nad ranem wytrzeźwiałem - zwiałem z zamku aż się kurzyło, nie budząc panny
O'Bannon. I wszystko rozeszłoby się po kościach, gdyby ta durna dupa nie
postanowiła uciec z rodzinnego domu i pojechać za mną. Takiego pośmiewiska
stary O'Bannon, głowa klanu i pan na hrabstwie Connacht, nie mógł
ścierpieć. Posłał za mną wtedy swoich wojów, paru łowców nagród, a nawet
zwykłych zbójów i morderców. A ja popełniłem wtedy drugi błąd. Zamiast wiać
gdzie pieprz rośnie i zabrać gówniarę ze soba - ładna była, nie powiem -
dałem jej po głowie, związałem, zakneblowałem, wsadziłem w gobelin i
odesłałem do ojcowskiego zamku. Tatuś nie okazał wdzięczności, w końcu
osmieszyłem go po raz drugi. A córeczka... Drugą połowę najemnych zbirów,
którzy teraz mnie ścigają, nasłała ona.
Teraz już wiecie jak było. O całej sprawie nawet powstała ballada - sam ją
ułożyłem, ma się rozumieć - ale lepiej nie śpiewać jej w granicach
Connacht. Paru żartownisiów juz stary pan O'Bannon kazał za to powiesić.
No, zwierzyliśmy się sobie, podjedliśmy, odpoczęliśmy. Teraz radźmy co
dalej. Ja obstaję za jak najszybszym opuszczeniem hrabstwa. Na zachodzie, u
hrabiego Argyle, nic mi nie grozi - pan na zamku Druagh szczerze nie lubi
O'Bannonów i ilekroć mnie widzi sypie złotem, bylem tylko zaśpiewał
wspomnianą balladę. Jedźcie ze mną, was też ugości. Pani Verie będzie miała
swój krasnoludzki bank. Was, panie Raghnall, zbiry nastające na moje życie
pewnie nie przestraszą - samiście zbrojni i orężni, ale i tak zapraszam. Na
dworze hrabiego Argyle i dla was może znaleźć się rozrywka. A ciebie,
paniczu Kennecie, po drodze chętnie nauczę dobrych manier. Jak będzie?
[ooc]: Seamus ma jakieś 36-37 lat, cała historia zdarzyła się przed trzema
laty, jest prawdziwa. Rudy jest całkiem niezłym muzykiem i ma niezły głos,
na tyle dobry z niego trubadur, żeby bez problemu wyżyć z tego zajęcia.
Lubi to co robi, a w dotychczasowym życiu robił wiele rzeczy: był najemnym
żołnierzem, rozbójnikiem, wędrownym handlarzem, żakiem, bakałarzem,
szarlatanem i złodziejem. Jak widać - rzadko plamił sie uczciwą pracą.
Bitwa na Kruczym Polu miała miejsce 15 lat temu, than Pibroch chciał
wówczas zagarnąć ziemie sąsiadującego klanu MacPhersonów, ale tym ostatnim
przyszli w sukurs elfi łucznicy z Lasu Gwynned - który to las osadnicy z
Pibroch co i rusz wycinali i palili - i wystrzelali wojsko thana niemal do
nogi. Ballada o bitwie na Kruczym Polu - tez autorstwa Seamusa -
przedstawia elfów jako żądne ludzkiej krwi leśne upiory, co jednym sie
podoba, a innym wręcz przeciwnie.
Na razie tyle, jak macie jakieś pytania odnośnie Seamusa to pytajcie.
[/ooc]
--
netzach
'Cold is God's way of telling us to burn more catholics!'
Black Adder, series 2, episode 5 "Beer"
netzach(at)wp.pl
Technical Details
Message-ID:
<4nrhr2lem5col2eaejgqut27qkhjns0u70@4ax.com>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!not-for-mailReferences:
<ep32m5$nm0$1@achot.icm.edu.pl> <ep33r3$m1c$1@nemesis.news.tpi.pl> <ep3dmh$cih$1@inews.gazeta.pl> <ep4hbf$cfb$1@inews.gazeta.pl> <ep4jcg$2u5$1@achot.icm.edu.pl> <ep759c$7tu$1@nemesis.news.tpi.pl> <ep75rp$qvj$1@inews.gazeta.pl> <ep7ao6$l85$1@inews.gazeta.pl> <ep7mc9$bl4$1@achot.icm.edu.pl> <ep7pri$lvg$1@inews.gazeta.pl> <4dbfr2t7dq7d59o5itlusb1ej2eoldbo04@4ax.com> <ep8g97$dvf$1@achot.icm.edu.pl> <ep8it8$5tq$1@nemesis.news.tpi.pl> <ep8rf1$jqt$1@inews.gazeta.pl>Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!not-for-mail From: Jakub Jędrzejak <nevermore@spam.plz> Newsgroups: alt.pl.sapkowski Subject: Re: Karczma... Date: Thu, 25 Jan 2007 19:47:32 +0100 Organization: Spanish Inquisition (No one evere expects us!) Lines: 133 Message-ID: <4nrhr2lem5col2eaejgqut27qkhjns0u70@4ax.com> References: <ep32m5$nm0$1@achot.icm.edu.pl> <ep33r3$m1c$1@nemesis.news.tpi.pl> <ep3dmh$cih$1@inews.gazeta.pl> <ep4hbf$cfb$1@inews.gazeta.pl> <ep4jcg$2u5$1@achot.icm.edu.pl> <ep759c$7tu$1@nemesis.news.tpi.pl> <ep75rp$qvj$1@inews.gazeta.pl> <ep7ao6$l85$1@inews.gazeta.pl> <ep7mc9$bl4$1@achot.icm.edu.pl> <ep7pri$lvg$1@inews.gazeta.pl> <4dbfr2t7dq7d59o5itlusb1ej2eoldbo04@4ax.com> <ep8g97$dvf$1@achot.icm.edu.pl> <ep8it8$5tq$1@nemesis.news.tpi.pl> <ep8rf1$jqt$1@inews.gazeta.pl> Reply-To: netzach@wp.pl NNTP-Posting-Host: apn-100-189.gprsbal.plusgsm.pl Mime-Version: 1.0 X-Trace: inews.gazeta.pl 1169750856 23723 212.2.100.189 (25 Jan 2007 18:47:36 GMT) X-Complaints-To: usenet@agora.pl NNTP-Posting-Date: Thu, 25 Jan 2007 18:47:36 +0000 (UTC) X-User: netzach X-Newsreader: Forte Agent 1.91/32.564 Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit