Thread View: alt.pl.psychologia.milosc
5 messages
5 total messages
Started by Robert S.
Mon, 10 Dec 2001 00:59
Kobiety.. jak to z Wami jest ?
Author: Robert S.
Date: Mon, 10 Dec 2001 00:59
Date: Mon, 10 Dec 2001 00:59
28 lines
2463 bytes
2463 bytes
Napisalem to jako odpowiedz w pewnej dyskusji, ale pomyslalem, ze moze zainteresuje kogos rowniez na oglnym forum. Do kobiet mialem pecha. Jestem po dwoch powazniejszych zwiazkach, ale w kazdym trafialem chyba na "ostatni etap dojrzewania" kobiety i stawalem przed zupelna zmiana charakterow moich partnerek. Po prostu stawaly sie innymi osobami, rezygnujac z wyznawanych wczesniej wartosci itp... po roku lub dwoch bycia razem.. moze za bardzo sie staralem ? Nie wiem.. ale nie o to chodzi. Byc moze po tamtym wszystkim jestem zbyt ostrozny, moze przestaje w cos wierzyc.. ale rowniez mam problem ze znalezieniem swojej drogiej polowy. Poznaje mase nowych ludzi, mam mnostwo przyjaciol, lecz gdy tylko trafie na kogos interesujacego, okazuje sie, ze musialbym sie pospieszyc o kila lat... na ma juz ona swoje plany na przyszlosc.. w stabilnym zwiazku z niezlym stazem.... W sumie to zrozumiale, czlowiek stworzony jest do zycia z kims :) Ale co zrobic, gdy wypadlo sie z gnajacego pociagu ?? Moze swiatem zadzi przypadek?... nie rozpaczam.. wiem ze mam jeszcze sporo czasu. Znam wspaniale malzenstwa ludzi ktorzy poznali sie po 30.. a ja dopiero koncze studia. Szkoda mi tylko swojej mlodosci, pomyslow, planow wspolnych wyjazdow, chce cos komus dac, czyms sie podzielic.. a powoli czuje ze sie wypalam..... W sumie samotnosc ma plusy, nic czlwiwka nigdzie nie trzyma, bardziej oddaje sie pracy, nauce.. wolnosc ma swoj urok.. gdyby nie te wspomnienia wieczorami.. wtedy robi sie troche smutno :) Pozdrawiam wszystkich samotnych ( i nie tylko :)) Robert
Re: Kobiety.. jak to z Wami jest ?
Author: Monisien
Date: Mon, 10 Dec 2001 11:52
Date: Mon, 10 Dec 2001 11:52
57 lines
3569 bytes
3569 bytes
"Robert S." <rob_sad@poczta.onet.pl> wrote in message news:9v11ig$l03$1@korweta.task.gda.pl... [ciach] > Do kobiet mialem pecha. Jestem po dwoch > powazniejszych zwiazkach, ale w kazdym trafialem chyba na "ostatni etap > dojrzewania" kobiety i stawalem przed zupelna zmiana charakterow moich > partnerek. Po prostu stawaly sie innymi osobami, rezygnujac z wyznawanych > wczesniej wartosci itp... po roku lub dwoch bycia razem.. moze za bardzo sie > staralem ? Nie wiem.. ale nie o to chodzi. nie ma takiego czegos jak uksztaltowany charakter i staly system wartosci. czlowiek - jego charakter i wartosci tez - zmienia sie cale zycie az do smierci. i jak kogos poznajesz, to potem przeciez nie jest tak, ze do konca zycia ty jestes taki sam i ta druga osoba tez, tylko oboje sie zmieniacie dalej, tyle ze chodzi o to, zeby sie zmieniac mniej wiecej w tym samym kierunku, a nie w dwie rozne strony... > Byc moze po tamtym wszystkim jestem zbyt ostrozny, moze przestaje w cos > wierzyc.. ale rowniez mam problem ze znalezieniem swojej drogiej polowy. hmmm... z mojego dotychczasowego doswiadczenia wyraznie wynika, ze nie ma sensu _szukac_ kogos... u mnie to zawsze bylo tak, ze albo oni sie sami znajdowali... niezaleznie od tego, czy wlasnie mialam kogos innego, czy nie, i czy wogole chcialam miec faceta czy nie, albo jak uznalam, ze chce miec faceta i zaczynalam go _szukac_ to nic mi nie szlo, wiec sie wkurzalam i rezygnowalam... i wlasnie wtedy zupelnie niespodziewanie z innego kierunku przychodzil jakis fajny koles. :O) [ciach] > Znam wspaniale malzenstwa ludzi ktorzy poznali sie po 30.. a ja dopiero > koncze studia. Szkoda mi tylko swojej mlodosci, pomyslow, planow wspolnych > wyjazdow, chce cos komus dac, czyms sie podzielic.. a powoli czuje ze sie > wypalam..... mam taka kolezanke, ktora od zawsze szuka chlopaka... i tez sie wypala... zaproponuje ci to samo co jej: skoncentruj sie na sobie i swoich przyjaciolach i korzystaniu z mlodosci, ze jak sie potem dzieci spytaja, co robiles jak byles mlody, to zebys nie odpowiedzial, ze czekales na mamusie...;O) znajdz sobie cos fajnego do roboty, jakies hobby, cos... wyjezdzaj sobie z przyjaciolmi... i takie tam, a ona sama sie znajdzie... hmmm... czyzbym byla zbytnia idealistka??? > W sumie samotnosc ma plusy, nic czlwiwka nigdzie nie trzyma, bardziej oddaje > sie pracy, nauce.. wolnosc ma swoj urok.. gdyby nie te wspomnienia > wieczorami.. wtedy robi sie troche smutno :) wszystko ma swoje + i -, ale podobno bez milosci zyc sie nie da... -- pozdrawiam monika www.monisien.prv.pl www.krwiodawstwo.prv.pl
Odp: Kobiety.. jak to z Wami jest ?
Author: Robert S.
Date: Mon, 10 Dec 2001 12:02
Date: Mon, 10 Dec 2001 12:02
88 lines
4992 bytes
4992 bytes
Dzieki za tak az taki odzew :) Użytkownik Monisien <monisien@wp.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych napisał:9v27dd$nt6$1@korweta.task.gda.pl... > "Robert S." <rob_sad@poczta.onet.pl> wrote in message > news:9v11ig$l03$1@korweta.task.gda.pl... > [ciach] > > Do kobiet mialem pecha. Jestem po dwoch > > powazniejszych zwiazkach, ale w kazdym trafialem chyba na "ostatni etap > > dojrzewania" kobiety i stawalem przed zupelna zmiana charakterow moich > > partnerek. Po prostu stawaly sie innymi osobami, rezygnujac z wyznawanych > > wczesniej wartosci itp... po roku lub dwoch bycia razem.. moze za bardzo > sie > > staralem ? Nie wiem.. ale nie o to chodzi. > nie ma takiego czegos jak uksztaltowany charakter i staly system wartosci. > czlowiek - jego charakter i wartosci tez - zmienia sie cale zycie az do > smierci. i jak kogos poznajesz, to potem przeciez nie jest tak, ze do konca > zycia ty jestes taki sam i ta druga osoba tez, tylko oboje sie zmieniacie > dalej, tyle ze chodzi o to, zeby sie zmieniac mniej wiecej w tym samym > kierunku, a nie w dwie rozne strony... Dobrze o tym wiem i cale szczescie ze tak jest. Na tym polega piekno relacji miedzy ludzkich. Gdy ktos sie nie zmienia, to nie moze sie rozwijac. Pisalem o zmianach naprawde drastycznych. O ile pierwsza jest do zrozumienia, po prostu dojrzewanie, zbyt mlody wiek. To o drugiej mozna juz mowic jako o patoligii ... > > Byc moze po tamtym wszystkim jestem zbyt ostrozny, moze przestaje w cos > > wierzyc.. ale rowniez mam problem ze znalezieniem swojej drogiej polowy. > > hmmm... z mojego dotychczasowego doswiadczenia wyraznie wynika, ze nie ma > sensu _szukac_ kogos... u mnie to zawsze bylo tak, ze albo oni sie sami > znajdowali... niezaleznie od tego, czy wlasnie mialam kogos innego, czy nie, > i czy wogole chcialam miec faceta czy nie, albo jak uznalam, ze chce miec > faceta i zaczynalam go _szukac_ to nic mi nie szlo, wiec sie wkurzalam i > rezygnowalam... i wlasnie wtedy zupelnie niespodziewanie z innego kierunku > przychodzil jakis fajny koles. :O) Zdaje sie ze wspominalem, iz nie prowadze zadnych specjalnych poszukiwan. Moje doswiadczenie wyglada podobnie, na ogol interesujaca osoba pojawia sie w najmniej oczekiwanym momencie i miejscu.. Robienie tego na sile nie ma sensu, i o tym wiem. Piszac ze mam problem ze znalezieniem drugiej polowy myslalem raczej o retrospektywnym spojrzeniu na swoja przeszlosc... nie jestem zdesperowany :))) > [ciach] > > Znam wspaniale malzenstwa ludzi ktorzy poznali sie po 30.. a ja dopiero > > koncze studia. Szkoda mi tylko swojej mlodosci, pomyslow, planow wspolnych > > wyjazdow, chce cos komus dac, czyms sie podzielic.. a powoli czuje ze sie > > wypalam..... > > mam taka kolezanke, ktora od zawsze szuka chlopaka... i tez sie wypala... > zaproponuje ci to samo co jej: skoncentruj sie na sobie i swoich > przyjaciolach i korzystaniu z mlodosci, ze jak sie potem dzieci spytaja, co > robiles jak byles mlody, to zebys nie odpowiedzial, ze czekales na > mamusie...;O) > znajdz sobie cos fajnego do roboty, jakies hobby, cos... wyjezdzaj sobie z > przyjaciolmi... i takie tam, a ona sama sie znajdzie... > hmmm... > czyzbym byla zbytnia idealistka??? Do idealizmu jeszcze Ci daleko... To o czym pisze da sie realizowac. Mysle podobnie i staram sie tak robic :) jestem swiadomy ze czas uplywa, i nie zamierzam marnowac czas na czekanie :)) Ale przyznasz chyba ze zupelnie inny jest szalony wyjazd z znajomymi od romantycznej podrozy we dwoje ( to juz idealizm :)) ... o to mi chodzilo.. jest pieknie.. ale mogloby byc piekniej :) > > W sumie samotnosc ma plusy, nic czlwiwka nigdzie nie trzyma, bardziej > oddaje > > sie pracy, nauce.. wolnosc ma swoj urok.. gdyby nie te wspomnienia > > wieczorami.. wtedy robi sie troche smutno :) > > wszystko ma swoje + i -, ale podobno bez milosci zyc sie nie da... > Ja rowniez pozdrawiam.. dzieki za to co napisalas :) powodzenia :)
Re: Kobiety.. jak to z Wami jest ?
Author: mrbuziak
Date: Tue, 11 Dec 2001 07:18
Date: Tue, 11 Dec 2001 07:18
18 lines
1946 bytes
1946 bytes
Witam Dzis pierwszy raz przegladam te liste dyskusyjna .. i przegladajac kolejne posty trafilem na twoj .. i nie moglem przejsc obojetnie :)) W duzej mierze odczowam to co ty .. w 100% moglbym sie podpisac pod nastepujacym fragmentem twojego posta : "Poznaje mase nowych ludzi, mam mnostwo przyjaciol, lecz gdy tylko trafie na kogos interesujacego, okazuje sie, ze musialbym sie pospieszyc o kila lat... na ma juz ona swoje plany na przyszlosc.. w stabilnym zwiazku z niezlym stazem.... W sumie to zrozumiale, czlowiek stworzony jest do zycia z kims :) Ale co zrobic, gdy wypadlo sie z gnajacego pociagu ?? Moze swiatem zadzi przypadek?... nie rozpaczam.. wiem ze mam jeszcze sporo czasu. Znam wspaniale malzenstwa ludzi ktorzy poznali sie po 30.. a ja dopiero koncze studia. Szkoda mi tylko swojej mlodosci, pomyslow, planow wspolnych wyjazdow, chce cos komus dac, czyms sie podzielic.. " Chyba lepiej bym tego nie ujal .. choc wiele razy sie nad tym zastanawialem. Pozdrawiam :)
Re: Kobiety.. jak to z Wami jest ?
Author: Mike
Date: Tue, 11 Dec 2001 21:28
Date: Tue, 11 Dec 2001 21:28
24 lines
2389 bytes
2389 bytes
Witam Wszystkich! Muszę przyznać, że po przeczytaniu wypowiedzi na niniejszy temat NAPRAWDĘ mi ulżyło. Otóż spodobała mi się dziewczyna, którą znałem właściwie tylko z widzenia. Długo chodziłem z zamysłem umówienia sie z nią. No i w końcu spróbowałem. Z dzisiejszego punktu widzenia, pierwszy krok był dość kompromitujący z mojej strony, ale zgodziła się. Niestety nie przyszła. Z tego co się później dowiedziałem następnego dnia wyjeżdżała, więc OK miała powód. Później już po jakimś czasie udało mi się z nią skontaktować i nawet utrzymywać kontakt mail'owy przez okres wakacji. Po wakacjach spróbowałem ponownie. Tym razem poszło zdecydowanie lepiej, ale ona znowu się nie pojawiła w umówionym miejscu. Muszę przyznać, że naprawdę nie wiedziałem co o tym myśleć. Choć na drugi dzień mnie przeprosiła do dziś nie rozumiem co jej się stało. To tyle historii, teraz wnioski. Kiedyś zdawało mi się, że naprawdę w takich sytuacjach facet powninien sie starać, prawie do bólu. Ale właśnie wtedy zaczyna się przesadzać, czego sam doświadczyłem. Ktoś z Was może powie: "co tu palant chwali się swoimi porażkami", ale może ta opowieść komuś pozwoli coś zrozumieć i poczuć się lepiej. Ale wracając do głównego tematu to faktycznie zrozumiałem, że nie ma sensu szukać drugiej połowy na siłę. I za to Wam DZIĘKI! Pozdrawiam Michał
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads