🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: alt.pl.psychologia.milosc
34 messages
34 total messages Started by tomek Wed, 19 Sep 2007 07:08
poważny kryzys
#171087
Author: tomek
Date: Wed, 19 Sep 2007 07:08
21 lines
2453 bytes
Witam!
Jestem z moją żoną 8 lat. W czerwcu tego roku braliśmy ślub. Mieszkamy ze 
sobą 5 lat. Wiadomo jak to w związkach bywało róznie. Teraz jest najwiekszy 
chyba kryzys. Wynika on z tego że za bradzo poświeciłem się pracy i 
zaniedbałem moją żonę. Przez przypadek zobaczłem archiwum rozmów gadugadu 
gdzie zwierza się koledze z pracy o problemach naszych. Pisła mu że 
małżeństwo nic nie poprawiło, ze robimy zupenie inne rzeczy, ze nie spędzamy 
wspólnie czasu. On jej podżucił atrykuł o tym ze związek to tylko chemia. 
Po tym wszystkim rozmawiałem z nią poważnie. Czy jest ze mną szcześliwa 
odpowiedziłą ze nie, i  powiedziała że załuje ze wzieła ze mną ślub i że 
teraz ma problem ze sobą i wie czego chce. Nie powiedziałem jej ze widziałem 
archiwum gg. Gdy zapytałem o sprawach napisanych na gg do kolegi to w każdym 
przypadku mnie okłamała ze nic takiego nie miało miejsca. W tym momencie 
całkowcie zmieniłem swoje zachowanie. Moję uczucia do niej narodziły się 
jakby na nowo. Cały czas o niej myśle,nie mogę się nad niczym skupić bardzo 
ją kocham i nie chcę jej stracić. Kupje jej codziennie kwiaty  dzis zrobie 
dla niej romantyczą kolaję chce wyjść z nią do kina. Bedę o nią walczył. Ja 
bardzo chcę z nią zostać. Mam nadzieje ze wszytsko bedzie dobrze. A czasami 
moja żona mówi np. o tym moze zbudujemy nowy dom, ze kupimy sobie jakies 
auto. Czyli jakby planowała dalsze zycie ze mną Cierpię widząc ja tak 
obojętną. Czy ktoś takie cos przechodził. Czy może od mnie odjeść? 
Re: poważny kryzys
#171088
Author: al4e
Date: Wed, 19 Sep 2007 07:47
80 lines
3543 bytes
tomek wrote:

> Witam!

Witaj Tomku,

> Jestem z moją żoną 8 lat. W czerwcu tego roku braliśmy ślub. Mieszkamy ze 
> sobą 5 lat. Wiadomo jak to w związkach bywało róznie. Teraz jest najwiekszy 
> chyba kryzys. Wynika on z tego że za bradzo poświeciłem się pracy i 
> zaniedbałem moją żonę. Przez przypadek zobaczłem archiwum rozmów gadugadu

jakiz to przypadek sprawil, ze "przypadkiem" zobaczyles jej 
korespondencje? Nie ma przypadkow w takiej sytuacji. Poczules, ze cos 
jest nie tak i od razu "zagladeles pod spodnice" zamiast "spojrzec w oczy"!

> gdzie zwierza się koledze z pracy o problemach naszych. Pisła mu że 
> małżeństwo nic nie poprawiło, ze robimy zupenie inne rzeczy, ze nie spędzamy 
> wspólnie czasu. 

Czy probowala porozmawiac z Toba o tym? Czy od razu udala sie po 
konsultacje do "przyjaciela".

> On jej podżucił atrykuł o tym ze związek to tylko chemia. 

Chemia dziala w okresie zakochania. Zwiazek to nie chemia :). Ciekawy 
model z tego "kolegi". Pytanie czy Ona bedzie go bez zastanowienia sluchac.

> Po tym wszystkim rozmawiałem z nią poważnie. Czy jest ze mną szcześliwa 
> odpowiedziłą ze nie, i  powiedziała że załuje ze wzieła ze mną ślub i że 
> teraz ma problem ze sobą i wie czego chce. 

Czego wiec chce?

> Nie powiedziałem jej ze widziałem 
> archiwum gg. 

i bardzo dobrze. Zrobiles cos czego nie powinienes zrobic jednak 
zachowaj to dla siebie i nie kontroluj juz jej w ten sposob. Rozmawiaj.

> Gdy zapytałem o sprawach napisanych na gg do kolegi to w każdym 
> przypadku mnie okłamała ze nic takiego nie miało miejsca. 

Kazdy potrzebuje sie wygadac poza zwiazkiem. W tym wypadku nie 
potrzebuje sie zwierzac Tobie, poniewaz Ty jestes w centrum problemu.

> W tym momencie 
> całkowcie zmieniłem swoje zachowanie. Moję uczucia do niej narodziły się 
> jakby na nowo. 

dobrze, ze chociaz po czasie.

> Cały czas o niej myśle,nie mogę się nad niczym skupić bardzo 
> ją kocham i nie chcę jej stracić. Kupje jej codziennie kwiaty  dzis zrobie 
> dla niej romantyczą kolaję chce wyjść z nią do kina. 

to tylko dzialania z powodu swiadomosci, ze "cos tracisz". Najwazniejsza 
jest wpolna rozmowa. To co robisz (kolacje, itp.) jest wazne ale nie 
najwazniejsze.

> Bedę o nią walczył. 

i slusznie

> Ja 
> bardzo chcę z nią zostać. 

pytanie tylko czy Ona chce byc nadal z Toba

> Mam nadzieje ze wszytsko bedzie dobrze. 

zycze Tobie tego

[...]

> Czy może od mnie odjeść? 

Moze. Wszystko moze. Moze takze sprobowac byc z Toba. Porozmawiajcie o 
tym czego chcecie. Ludzie na sile nie musza byc z soba.

al4e
Re: poważny kryzys
#171105
Author: Mme Kitzmoor
Date: Wed, 19 Sep 2007 09:13
57 lines
3866 bytes
In article <fcqht5$knh$1@inews.gazeta.pl>, "tomek" <tomek@warszawa.pl> 
wrote:

> Witam!
> Jestem z moją żoną 8 lat. W czerwcu tego roku braliśmy ślub. Mieszkamy ze 
> sobą 5 lat. Wiadomo jak to w związkach bywało róznie. Teraz jest najwiekszy 
> chyba kryzys. Wynika on z tego że za bradzo poświeciłem się pracy i 
> zaniedbałem moją żonę. Przez przypadek zobaczłem archiwum rozmów gadugadu 
> gdzie zwierza się koledze z pracy o problemach naszych.

LOL! Przez przypadek wszedłeś do katalogu z archiwum i pootwierałeś 
pliki?

> Pisła mu że 
> małżeństwo nic nie poprawiło, ze robimy zupenie inne rzeczy, ze nie spędzamy 
> wspólnie czasu. On jej podżucił atrykuł o tym ze związek to tylko chemia. 
> Po tym wszystkim rozmawiałem z nią poważnie. Czy jest ze mną szcześliwa 
> odpowiedziłą ze nie, i  powiedziała że załuje ze wzieła ze mną ślub i że 
> teraz ma problem ze sobą i wie czego chce. Nie powiedziałem jej ze widziałem 
> archiwum gg. Gdy zapytałem o sprawach napisanych na gg do kolegi to w każdym 
> przypadku mnie okłamała ze nic takiego nie miało miejsca.

Tylko nie pisz, że ją za to potępiasz. Myślisz, że ona jest głupia i się 
nie zorientowała? Mnie by korciło, by się wszystkiego wyprzeć tylko i 
wyłącznie po to, by zmusić Cię, byś się przyznał. Kto sieje wiatr...

Następnym razem po prostu jej powiedz i licz na wyrozumiałość, albo 
milcz i sam się gryź ze swoimi gestapowskimi grzeszkami.

> W tym momencie 
> całkowcie zmieniłem swoje zachowanie. Moję uczucia do niej narodziły się 
> jakby na nowo. Cały czas o niej myśle,nie mogę się nad niczym skupić bardzo 
> ją kocham i nie chcę jej stracić. Kupje jej codziennie kwiaty  dzis zrobie 
> dla niej romantyczą kolaję chce wyjść z nią do kina.

Przekupstwo ze strony partnera jest miłe i działa, ale tylko jeśli 
wszystko funkcjonuje. A to nie jest jakaś drobna niesnaska - wasz 
związek się sypie. Gdzie szczerość i zaufanie?

> Bedę o nią walczył. Ja 
> bardzo chcę z nią zostać. Mam nadzieje ze wszytsko bedzie dobrze. A czasami 
> moja żona mówi np. o tym moze zbudujemy nowy dom, ze kupimy sobie jakies 
> auto. Czyli jakby planowała dalsze zycie ze mną Cierpię widząc ja tak 
> obojętną. Czy ktoś takie cos przechodził. Czy może od mnie odjeść? 

Może. Ona cały czas się waha. Daj jej prawo do wątpliwości i przestań 
tak histerycznie na nie reagować - nic Ci to nie da, tylko nerwy sobie 
zszarpiesz. I się zastanów, czy oby nie jesteś z tych, co muszą 
króliczka gonić, a podetkniętym pod nos wzgardzą.

Pozdrawiam
Iff

-- 
my contributions
http://maddama.deviantart.com/gallery/
http://maddama.wordpress.com/
Re: poważny kryzys
#171089
Author: nerka
Date: Wed, 19 Sep 2007 10:09
137 lines
6201 bytes
al4e" napisał,że:> Tomek napisał,a ja to widzę tak:

>> Jestem z moją żoną 8 lat. W czerwcu tego roku braliśmy ślub.
>> Mieszkamy ze sobą 5 lat. Wiadomo jak to w związkach bywało róznie.

to dużo czasu i duzo wspomnień...nie można tego
przekreślać tak łatwo.

>> Teraz jest najwiekszy chyba kryzys. Wynika on z tego że za bradzo
>> poświeciłem się pracy i zaniedbałem moją żonę. Przez przypadek
>> zobaczłem archiwum rozmów gadugadu
>
> jakiz to przypadek sprawil, ze "przypadkiem" zobaczyles jej
> korespondencje? Nie ma przypadkow w takiej sytuacji.

ciekawość rzecz ludzka...nie gadaj,że to nie fer
bo są małżeństwem i znają się 8 lat.własnie z tego
względu nie powinno się ukrywać przed drugim
czegoś/kogoś albo prowadzić inne równoległe
życia...mnie by osobiście wkurzyło jakby o moich
problemach małżeńskich mój facet gadał z jakąś
obcą babą,sąsiadami,mamą czy kimkolwiek..własne
problemy rozwiązujemy razem,zdecydowaliśmy się
być razem a  więc i stawiać czoła problemowi tez
razem. a życie problemy stwarza...o taak.

>> gdzie zwierza się koledze z pracy o problemach naszych. Pisła mu że
>> małżeństwo nic nie poprawiło, ze robimy zupenie inne rzeczy, ze nie
>> spędzamy wspólnie czasu.

Skoro już to wiesz...ale raczej się z tym nie ujawniaj
skąd wiesz...bo może to tylko spowodować jeszcze
 większy konflikt,przynajmniej nie teraz...
spróbuj skłonić żonę do szczerej rozmowy...
szczerosc to podstawa dla przeżycia wspolnie kolejnych
8 lub wiecej lat...są przeciez ludzie ,którzy razem są po
te 30 czy 50 lat...myślisz,że jak im się to udało?

wracając do sedna....żeby nikt i nic wam nie przeszkadzało,
żadnego pospiechu i ograniczeń czasowych,czynników
zewnętrzynych odwracających jej
uwagę...kontakt wzrokowy,może być dotykowy wyrażający
czułość...i szczere słowa.oczywiście podkreślające też
jak wiele Ona dla Ciebie znaczy.

>> On jej podżucił atrykuł o tym ze związek to tylko chemia.

Ten "zyczliwy" wygląda mi na jakiegoś cichego adoratora.
pozbedzie się Ciebie...no i przeciez okaze się cudownym
pocieszycielem dla Twojej zony...

> Chemia dziala w okresie zakochania. Zwiazek to nie chemia :).

Chemia to pretekst żeby przedstawić ich związek jako
coś co dawno zgasło i nie istnieje.

>> Po tym wszystkim rozmawiałem z nią poważnie. Czy jest ze mną
>> szcześliwa odpowiedziłą ze nie, i  powiedziała że załuje ze wzieła
>> ze mną ślub i że teraz ma problem ze sobą i wie czego chce.
> Czego wiec chce?

chodzi moze o stagnację.zaczeła zastanawiać się do czego
 to zmierza? ten koleś podrzucił jej tę myśl,że jej związek
nie istnieje...a ona wykonuje stale te same czynnosci...
pobudka ,sniadanie, praca, pozny obiad, kolacja, sen,
 niedzielny spacer od czasu do czasu...
i jeszcze praca...ostatnio doszłam do wniosku im wiecej
pracujesz i im  wiecej zarabiasz tym mniej Cie to cieszy
bo nawet nie masz czasu kiedy wydawać te pieniadze...
polecam Ci więcej czasu spedzaj z żoną...nawet przy tych
codziennych czynnosciach jak gotowanie itp moze wyjazd
 weekendowy? wypad-niespodzianka łódką na środek rzeki/jeziora?
może kupcie działkę i zacznijcie uprawiać jakieś rośliny?
no nie wyśpisz się i nie odpoczniesz,ale nie ma nic
bez poświęcenia...praca  to jednak nie wszystko.
macie dzieci? może obowiązki zbytnio ją przerastają.

>> Nie powiedziałem jej ze widziałem
>> archiwum gg.

i zostawże te gg w spokoju.prezenty też nie rozwiążą
problemu.

>.. Kazdy potrzebuje sie wygadac poza zwiazkiem. W tym wypadku nie
> potrzebuje sie zwierzac Tobie, poniewaz Ty jestes w centrum problemu.

wygadac sie po za związkiem...to brzmi coś jak
związek to tragedia...kazdy musi sie wygadac i pozbyć
cieżaru z tego traumatycznego stanu...;-)

>> W tym momencie
>> całkowcie zmieniłem swoje zachowanie. Moję uczucia do niej narodziły
>> się jakby na nowo.

czujesz zagrożenie ,wiec to cie motywuje do walki.
i dobrze...

> Najwazniejsza jest wpolna rozmowa. To co robisz (kolacje, itp.) jest
> wazne ale nie najwazniejsze.
>> Bedę o nią walczył.
> i slusznie

właśnie!

>> Ja
>> bardzo chcę z nią zostać.
> pytanie tylko czy Ona chce byc nadal z Toba

pytanie:-) skoro jeszcze nie spakowała swoich lub Twoich
rzeczy to znaczy,że jest nadzieja.

>> Mam nadzieje ze wszytsko bedzie dobrze.
> zycze Tobie tego

ja również


>> Czy może od mnie odjeść?
> Moze. Wszystko moze. Moze takze sprobowac byc z Toba. Porozmawiajcie o
> tym czego chcecie. Ludzie na sile nie musza byc z soba.
> al4e

i bedzie smutno na koniec ale z dobrą radą...pamietaj trzeba się
 cieszyć z bycia z drugą osobą,każdy moment
wspólny jest ważny.czasem tak bardzo się mijamy i nie
 da sie potem nic cofnąć...nic...a jeszcze nie poznaliśmy
 tylu rzeczy,nie zrobiliśmy ich razem..
i możemy już tylko żałować...i czuć tę straszną pustkę....
...delektuj się każdą wspólną chwilą..
bo los ,gdzieś tam moze szykować Ci w życiu
 niespodzianki które zburzą to spokojne 'jutro'...
bo 'jutra' już nie ma.


-- 
Pozdrawiam
nerka
Re: poważny kryzys
#171109
Author: Charles vel yagoodtp
Date: Wed, 19 Sep 2007 14:37
38 lines
3381 bytes
tomek pisze:
> Witam!
> Jestem z moją żoną 8 lat. W czerwcu tego roku braliśmy ślub. Mieszkamy ze 
> sobą 5 lat. Wiadomo jak to w związkach bywało róznie. Teraz jest najwiekszy 
> chyba kryzys. Wynika on z tego że za bradzo poświeciłem się pracy i 
> zaniedbałem moją żonę. Przez przypadek zobaczłem archiwum rozmów gadugadu 
> gdzie zwierza się koledze z pracy o problemach naszych. Pisła mu że 
> małżeństwo nic nie poprawiło, ze robimy zupenie inne rzeczy, ze nie spędzamy 
> wspólnie czasu. On jej podżucił atrykuł o tym ze związek to tylko chemia. 
> Po tym wszystkim rozmawiałem z nią poważnie. Czy jest ze mną szcześliwa 
> odpowiedziłą ze nie, i  powiedziała że załuje ze wzieła ze mną ślub i że 
> teraz ma problem ze sobą i wie czego chce. Nie powiedziałem jej ze widziałem 
> archiwum gg. Gdy zapytałem o sprawach napisanych na gg do kolegi to w każdym 
> przypadku mnie okłamała ze nic takiego nie miało miejsca. W tym momencie 
> całkowcie zmieniłem swoje zachowanie. Moję uczucia do niej narodziły się 
> jakby na nowo. Cały czas o niej myśle,nie mogę się nad niczym skupić bardzo 
> ją kocham i nie chcę jej stracić. Kupje jej codziennie kwiaty  dzis zrobie 
> dla niej romantyczą kolaję chce wyjść z nią do kina. Bedę o nią walczył. Ja 
> bardzo chcę z nią zostać. Mam nadzieje ze wszytsko bedzie dobrze. A czasami 
> moja żona mówi np. o tym moze zbudujemy nowy dom, ze kupimy sobie jakies 
> auto. Czyli jakby planowała dalsze zycie ze mną Cierpię widząc ja tak 
> obojętną. Czy ktoś takie cos przechodził. Czy może od mnie odjeść? 
> 
> 

A kiedyś, dawno temu nie było GG i wszystko było o wiele łatwiejsze :) 
Nikt nikomu nie szperał po archiwach i - analogicznie rzecz biorąc - nie 
podsłuchiwał rozmów prowadzonych ze znajomymi poza domem, np. w pracy. 
Zawsze to lżej na duszy jak się człowiek wyżalił komuś "na zewnątrz" i 
nawet lepiej, gdy miał ten komfort posiadania skrawka własnej wolnej 
przestrzeni poza ogniskiem domowym. To był taki duży "oddech" dla 
własnych przemyśleń i możliwość spojrzenia na problemy z innej 
perspektywy. A teraz... Ehhhh... Co za dziwne czasy.

-- 
Moja jest tylko racja i to święta racja.
Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza,
że właśnie moja racja jest racja najmojsza!!!
Re: poważny kryzys
#171116
Author: Stopek
Date: Wed, 19 Sep 2007 15:17
10 lines
1123 bytes
> obojętną. Czy ktoś takie cos przechodził. Czy może od mnie odjeść? 

Pewnie, ze moze, ale nie musi...

-- 
Pozdrawiam serdecznie - Stopek
Pijesz do mnie, chcesz pogadać? Jabber id: pucek@jabber.autocom.pl
Ja żyję tak jak ja chcę, więc wypierdalaj!
I trzymaj się skurwielu jak najdalej z dala.
Re: poważny kryzys
#171090
Author: Kira
Date: Wed, 19 Sep 2007 16:26
20 lines
1500 bytes
Re to: nerka [Wed, 19 Sep 2007 12:09:16 +0200]:


> wygadac sie po za związkiem...to brzmi coś jak
> związek to tragedia...kazdy musi sie wygadac i pozbyć
> cieżaru z tego traumatycznego stanu...;-)

Overreacting... Przecież to normalne, że w razie problemu 
chce się poznać opinię kogoś, kogo ten problem osobiście 
nie dotyczy. Taki ktoś widzi rzeczy, które nam umykają. 
Myślisz, że po grzyba powstał zawód psychologa?


K.

-- 
 _  _ ____ _______________________________________
| ' /| |_  http://www.Cyber-Girl.NET ~ GG 1565217 |
|_|_\|_|   ~ I am what I am - I do what I want ~ _|
Re: poważny kryzys
#171106
Author: Kira
Date: Wed, 19 Sep 2007 16:28
18 lines
1387 bytes
Re to: Mme Kitzmoor [Wed, 19 Sep 2007 11:13:23 +0200]:


> LOL! Przez przypadek wszedłeś do katalogu z archiwum i pootwierałeś 
> pliki?

"No więc Wysoki Sądzie, obierałem sobie wcześniej te pomarańcze. 
Teściowa weszła do kuchni, poślizgnęła się na skórce i upadła 
prosto na ten nóż. I tak siedem razy."


K.

-- 
 _  _ ____ _______________________________________
| ' /| |_  http://www.Cyber-Girl.NET ~ GG 1565217 |
|_|_\|_|   ~ I am what I am - I do what I want ~ _|
Re: poważny kryzys
#171107
Author: Mme Kitzmoor
Date: Wed, 19 Sep 2007 17:05
18 lines
1716 bytes
In article <fcrivr$ce1$1@nemesis.news.tpi.pl>,
 Kira <k.falernowa@on-gazeta.pl> wrote:

> > LOL! Przez przypadek wszedłeś do katalogu z archiwum i pootwierałeś 
> > pliki?
> "No więc Wysoki Sądzie, obierałem sobie wcześniej te pomarańcze. 
> Teściowa weszła do kuchni, poślizgnęła się na skórce i upadła 
> prosto na ten nóż. I tak siedem razy."

Coś podobnego mi chodziło po głowie. Dzięki za przypomnienie :]

Pozdrawiam
Iff

-- 
my contributions
http://maddama.deviantart.com/gallery/
http://maddama.wordpress.com/
Re: poważny kryzys
#171108
Author: ARKÓDIÓSZ
Date: Wed, 19 Sep 2007 17:48
10 lines
1197 bytes
Kira pisze:

> "No więc Wysoki Sądzie, obierałem sobie wcześniej te pomarańcze. 
> Teściowa weszła do kuchni, poślizgnęła się na skórce i upadła 
> prosto na ten nóż. I tak siedem razy."
> 
> 
> K.
> 
To była twoja
Re: poważny kryzys
#171118
Author: OLO
Date: Wed, 19 Sep 2007 23:08
15 lines
1470 bytes
...
> obojętną. Czy ktoś takie cos przechodził. Czy może od mnie odjeść?
>


Chłopie - nie szukaj rad. I tak rady które Ci ktos podsunie sa ch... warte. 
Albo sam sie uporasz z tym problemem i wymyslisz rozwiazanie korzystne dla 
was obojga albo niestety jak to sie popularnie mówi "popłyniesz".

A tak jeszcze o gg - lepiej dowiedziec sie zawczasu o tym ze masz zonka 
nawet w taki sposób jak ty to zrobiles, niz dowiedziec sie wtedy kiedy 
bedziesz juz tylko mogl sie podrapac po tylku. Przynajmniej masz swiadomosc.

Pozdrowienia,
Olo 
Re: poważny kryzys
#171091
Author: nerka
Date: Thu, 20 Sep 2007 00:12
34 lines
2340 bytes
Kira napisała :
>> wygadac sie po za związkiem...to brzmi coś jak
>> związek to tragedia...kazdy musi sie wygadac i pozbyć
>> cieżaru z tego traumatycznego stanu...;-)
>
> Overreacting... Przecież to normalne, że w razie problemu
> chce się poznać opinię kogoś, kogo ten problem osobiście
> nie dotyczy. Taki ktoś widzi rzeczy, które nam umykają.
> Myślisz, że po grzyba powstał zawód psychologa?
> K.

niestety nie moge sie z Tobą zgodzić...
i cały czas trzymamy się wersji małżeństwa
czy jakiegoś związku...gdzie jest wobec
tego sens bycia razem jesli ukrywamy przed
soba watpliwosci?czy problemy?
dlaczego mąż dowiaduje się od sąsiada ,że jego żona
zastanawia się dlaczego nie sypiają juz ze soba?
no i mam duze wątpliwości czy taka opinia innej
osoby-nie psychologa bedzie miała jakąś
 znaczeniową wartość?
a nie wprowadzi tylko chaosu...psycholog to
lekarz,skonczył odpowiednia szkołe,praktykował...
w przypadku małżeństwa poprosiłby zapewne
obie strony o przedstawienie sytuacji...
nie prosisz chyba laika o wyrwanie zęba a idziesz
do dentysty?tak też jest i w tym przypadku...tylko nie
wiem czy ranga problemu jest az tej wagi by się
od razu wybierac do specjalisty.


-- 
Pozdrawiam
nerka
Re: poważny kryzys
#171110
Author: nerka
Date: Thu, 20 Sep 2007 00:14
11 lines
1197 bytes
Charles vel yagoodtp napisał:
<....>A teraz... Ehhhh... Co za dziwne czasy.

a nie słyszałeś nigdy o czymś takim jak lojalność?
moze nie, bo starsze to niż stare i do tego
niemodne...ehhh


-- 
Pozdrawiam
nerka
Re: poważny kryzys
#171111
Author: Aicha
Date: Thu, 20 Sep 2007 00:32
16 lines
1656 bytes
Użytkownik "nerka" napisał:

> <....>A teraz... Ehhhh... Co za dziwne czasy.
> a nie słyszałeś nigdy o czymś takim jak lojalność?
> moze nie, bo starsze to niż stare i do tego
> niemodne...ehhh

Nielojalność? Babska głupota raczej. Pakowanie się w małżeństwo ze
świadomością narastających w związku problemów i bez ich werbalizacji,
tym bardziej, że druga strona zdaje sobie z nich sprawę, jest co
najmniej podejrzane. A liczenie na to, że papierek automagicznie
naprawi wszystko co złe, szczególnie po tak długim związku, to też
domena jednej płci, niestety.

-- 
Pozdrawiam - Aicha (zboczony facet;))
Re: poważny kryzys
#171112
Author: nerka
Date: Thu, 20 Sep 2007 00:36
20 lines
1778 bytes
Aicha napisała:
> Nielojalność? Babska głupota raczej. Pakowanie się w małżeństwo ze
> świadomością narastających w związku problemów i bez ich werbalizacji,
> tym bardziej, że druga strona zdaje sobie z nich sprawę, jest co
> najmniej podejrzane. A liczenie na to, że papierek automagicznie
> naprawi wszystko co złe, szczególnie po tak długim związku, to też
> domena jednej płci, niestety.


Spokojnie:-) jest noc...a ja mam wrażenie,że mi wyskoczysz zaraz z
ekranu :-)
Nie wiemy czy wcześniej mieli problem.Żyli sobie razem...aż gość pewnie
stwierdził ,że jak już jest to nie
pojdzie i nie musi juz nic robic..do tego życie,praca,codzienność...wina
leży po środku.


-- 
Pozdrawiam
nerka
Re: poważny kryzys
#171113
Author: Aicha
Date: Thu, 20 Sep 2007 00:54
13 lines
1512 bytes
Użytkownik "nerka" napisał:

> Nie wiemy czy wcześniej mieli problem.Żyli sobie razem...aż gość
> pewnie stwierdził ,że jak już jest to nie pojdzie i nie musi juz nic
robic
> ..do tego życie,praca,codzienność...wina leży po środku.

A ją biedaczkę pewnie zegar biologiczny tak przydusił, że nie była w
stanie choćby wyszeptać "kochanie, czuję, że się oddalamy od siebie.
zróbmy coś z tym" :]

-- 
Pozdrawiam - Aicha
Re: poważny kryzys
#171114
Author: nerka
Date: Thu, 20 Sep 2007 00:55
12 lines
1397 bytes
Aicha napisała:
> A ją biedaczkę pewnie zegar biologiczny tak przydusił, że nie była w
> stanie choćby wyszeptać "kochanie, czuję, że się oddalamy od siebie.
> zróbmy coś z tym" :]


Nie wiem jak tam z jej zegarem ale mój mi mówi,ze
czas na sen :-)

-- 
Pozdrawiam
nerka
Re: poważny kryzys
#171117
Author: Augustus
Date: Thu, 20 Sep 2007 01:23
27 lines
3214 bytes
"tomek" <tomek@warszawa.pl> wrote in message news:fcqht5$knh$1@inews.gazeta.pl...
> Witam!
> Jestem z moj± żon± 8 lat. W czerwcu tego roku brali¶my ¶lub. Mieszkamy ze sob± 5 lat. Wiadomo jak to w zwi±zkach bywało róznie. 
> Teraz jest najwiekszy chyba kryzys. Wynika on z tego że za bradzo po¶wieciłem się pracy i zaniedbałem moj± żonę. Przez przypadek 
> zobaczłem archiwum rozmów gadugadu gdzie zwierza się koledze z pracy o problemach naszych. Pisła mu że małżeństwo nic nie 
> poprawiło, ze robimy zupenie inne rzeczy, ze nie spędzamy wspólnie czasu. On jej podżucił atrykuł o tym ze zwi±zek to tylko 
> chemia. Po tym wszystkim rozmawiałem z ni± poważnie. Czy jest ze mn± szcze¶liwa odpowiedził± ze nie, i  powiedziała że załuje ze 
> wzieła ze mn± ¶lub i że teraz ma problem ze sob± i wie czego chce. Nie powiedziałem jej ze widziałem archiwum gg. Gdy zapytałem o 
> sprawach napisanych na gg do kolegi to w każdym przypadku mnie okłamała ze nic takiego nie miało miejsca. W tym momencie całkowcie 
> zmieniłem swoje zachowanie. Moję uczucia do niej narodziły się jakby na nowo. Cały czas o niej my¶le,nie mogę się nad niczym 
> skupić bardzo j± kocham i nie chcę jej stracić. Kupje jej codziennie kwiaty  dzis zrobie dla niej romantycz± kolaję chce wyj¶ć z 
> ni± do kina. Bedę o ni± walczył. Ja bardzo chcę z ni± zostać. Mam nadzieje ze wszytsko bedzie dobrze. A czasami moja żona mówi np. 
> o tym moze zbudujemy nowy dom, ze kupimy sobie jakies auto. Czyli jakby planowała dalsze zycie ze mn± Cierpię widz±c ja tak 
> obojętn±. Czy kto¶ takie cos przechodził. Czy może od mnie odje¶ć?

Nie chce cie straszyc Tomciu ale ta twoja baba nie jest dla ciebie.
Po pierwsze nie rozmawiala wprost z toba tylko...z innym gachem!
Tu jest jedyny wniosek - ona cie nie kocha. Radze ci wez spokojnie rozwod
poki sie jeszcze nie pobiliscie. Ona od ciebie odejdzie predzej czy pozniej.
To ze klamie to juz szczyt. Nie walcz o nia tylko wywal z domu albo sie wyprowadz.
Kto tam u was w domu nosi w koncu meskie gacie.
Heh to ostatnie zdanie o aucie i domu mnie przeraza. Facet - spindalaj
poki nie masz dzieci. Zapamietaj ze baby nie zmienisz chyba ze se babe
zmienisz.) Jeszcze raz - spindalaj poki czas.

Augustus 
Re: poważny kryzys
#171092
Author: Mme Kitzmoor
Date: Thu, 20 Sep 2007 06:49
68 lines
4209 bytes
In article <fcse9j$sr4$1@atlantis.news.tpi.pl>,
 "nerka" <nerka@nie.powiem.pl> wrote:

> >> wygadac sie po za związkiem...to brzmi coś jak
> >> związek to tragedia...kazdy musi sie wygadac i pozbyć
> >> cieżaru z tego traumatycznego stanu...;-)
> > Overreacting... Przecież to normalne, że w razie problemu
> > chce się poznać opinię kogoś, kogo ten problem osobiście
> > nie dotyczy. Taki ktoś widzi rzeczy, które nam umykają.
> > Myślisz, że po grzyba powstał zawód psychologa?
> > K.
> niestety nie moge sie z Tobą zgodzić...
> i cały czas trzymamy się wersji małżeństwa
> czy jakiegoś związku...gdzie jest wobec
> tego sens bycia razem jesli ukrywamy przed
> soba watpliwosci?czy problemy?

Dlaczego od razu ukrywamy?

> dlaczego mąż dowiaduje się od sąsiada ,że jego żona
> zastanawia się dlaczego nie sypiają juz ze soba?
> no i mam duze wątpliwości czy taka opinia innej
> osoby-nie psychologa bedzie miała jakąś
>  znaczeniową wartość?
> a nie wprowadzi tylko chaosu...
> psycholog to
> lekarz,skonczył odpowiednia szkołe,praktykował..

No to w takim razie gratuluję sobie mądrych i przenikliwych przyjaciół, 
którzy potrafią coś sensownego powiedzieć bez wścibskiego mieszania. 
Jest sporo takich osób, może ich nie doceniasz? Druga sprawa, że 
słuchając czyichś rad trzeba się zawsze zdystansować, bo ich opinie na 
daną sprawę wynikają m.in. z ich osobistego światopoglądu, który 
niekoniecznie sprawdza się w danej sytuacji. Ale na to samo poprawkę 
trzeba brać u psychologów.

I proszę, nie wmawiaj sobie i innym, że szukanie rad i pomocy na 
zewnątrz jest nielojalnością, bo takie założenie jest gwoździem do 
własnej trumny na dłuższą metę.

> w przypadku małżeństwa poprosiłby zapewne
> obie strony o przedstawienie sytuacji...

Ale zdarzają się takie sytuacje, w których jedna ze stron nie chce albo 
nie może uczestniczyć w rozmowach. Patrz kazus alkoholizmu i przemocy 
domowej, czy inny, w którym jedna ze stron nie uznaje istnienia 
problemu. Wtedy psycholog rozmawia z jedną osobą indywidualnie. Co ma 
też swoje dobre strony, bo zamiast na ratowaniu związku koncentruje się 
na rozwiązaniu problemów tej osoby, która do niego przyszła, nie 
ograniczając się tylko do problemów w związku i jego dobra.

> nie prosisz chyba laika o wyrwanie zęba a idziesz
> do dentysty?tak też jest i w tym przypadku...tylko nie
> wiem czy ranga problemu jest az tej wagi by się
> od razu wybierac do specjalisty.

Do specjalisty można pójść ze wszystkim, z czym sobie nie radzisz. Ale 
widzisz, że są problemy, z którymi niektórzy do specjalisty by się nie 
wybrali, np. dlatego, że uważają je za banalne. Ale sobie z nimi nie 
radzą. Wtedy mogą pójść do przyjaciół, jeśli ich mają.

Pozdrawiam
Iff

-- 
my contributions
http://maddama.deviantart.com/gallery/
http://maddama.wordpress.com/
Re: poważny kryzys
#171115
Author: Charles vel yagoodtp
Date: Thu, 20 Sep 2007 07:10
17 lines
1535 bytes
nerka pisze:
> Charles vel yagoodtp napisał:
> <....>A teraz... Ehhhh... Co za dziwne czasy.
> 
> a nie słyszałeś nigdy o czymś takim jak lojalność?
> moze nie, bo starsze to niż stare i do tego
> niemodne...ehhh
> 
> 

Do Tomka ta moja refleksja. Ja słyszałem o lojalności. Tomek chyba 
natomiast nie.

-- 
Moja jest tylko racja i to święta racja.
Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza,
że właśnie moja racja jest racja najmojsza!!!
Re: poważny kryzys
#171093
Author: nerka
Date: Thu, 20 Sep 2007 08:08
70 lines
3877 bytes
Mme Kitzmoor napisała:
> Dlaczego od razu ukrywamy?

Kochanie-rozmawiałam z Józkiem z pracy powiedział
że powinieneś zaopatrzeć się w tabletkę
wspomagającą...

a czemu żona naszego wątkodawcy nie chce mu
powtorzyc tego co powiedział jej ten koleś i wogóle
to ukrywa? hmmm?

>> dlaczego mąż dowiaduje się od sąsiada ,że jego żona
>> zastanawia się dlaczego nie sypiają juz ze soba?
>> no i mam duze wątpliwości czy taka opinia innej
>> osoby-nie psychologa bedzie miała jakąś
>>  znaczeniową wartość?
> No to w takim razie gratuluję sobie mądrych i przenikliwych
> przyjaciół, którzy potrafią coś sensownego powiedzieć bez wścibskiego
> mieszania. Jest sporo takich osób, może ich nie doceniasz?

w momencie kiedy zaczynają wiedzieć już są
wmieszani ;-) nom moja sąsiadka stale mnie inwigiluje...
myślisz ,że chce się ze mną zaprzyjaźnić ? ;-)

 >Druga
> sprawa, że słuchając czyichś rad trzeba się zawsze zdystansować, bo
> ich opinie na daną sprawę wynikają m.in. z ich osobistego
> światopoglądu, który niekoniecznie sprawdza się w danej sytuacji (...)

wierze w dystans w człowieku ,który siada i myśli...
ma w głowie kilka rozwiązań i wybiera jedno właściwe
dla siebie.

> I proszę, nie wmawiaj sobie i innym, że szukanie rad i pomocy na
> zewnątrz jest nielojalnością, bo takie założenie jest gwoździem do
> własnej trumny na dłuższą metę.

źle mnie zrozumiałaś...nielojalnością jest mówienie,
'cholera ciężkie czasy coraz trudniej to ukryć'

>(...) Do specjalisty można pójść ze wszystkim, z czym sobie nie
radzisz. Ale
> widzisz, że są problemy, z którymi niektórzy do specjalisty by się nie
> wybrali, np. dlatego, że uważają je za banalne. Ale sobie z nimi nie
> radzą. Wtedy mogą pójść do przyjaciół, jeśli ich mają.
> Pozdrawiam
> Iff

uważają za banalne ale z którymi sobie nie radzą...
okej:-) brzmi ciekawie...
gryzie mi się w całokształcie-takie podejscie
z pojeciem jakiejś samodzielności i
wkraczania innych,nawet przyjaciół w te sferę
zycia  która nie należy do nich.uważam,
że nie istnieją problemy których nie można
rozwiązać i w moim środowisku życia waży się
informację którą przekazujemy...może to spaczenie
zawodowe...byc może:-) zbytnia wylewność to jednak dla nas okazywanie
słabości...i raczej tak
już zostanie.
a,że każda z odp jest subiektywna ;-) cóż :-)
jesli jest Ci to potrzebne to w porządku....mi nie.
i w tej przedstawionej sytuacji przez Tomka widzę
jakiś paradoks...idzie do kumpla a męzowi nie powie.
to żyje z kumplem czy z mężem? powinna się chyba nad tym zastanowić.


-- 
Pozdrawiam
nerka
Re: poważny kryzys
#171094
Author: Mme Kitzmoor
Date: Thu, 20 Sep 2007 10:21
107 lines
5842 bytes
In article <fctadh$j7f$1@nemesis.news.tpi.pl>,
 "nerka" <nerka@nie.powiem.pl> wrote:

> > Dlaczego od razu ukrywamy?
> Kochanie-rozmawiałam z Józkiem z pracy powiedział
> że powinieneś zaopatrzeć się w tabletkę
> wspomagającą...

"Kochanie, porozmawiajmy..."
"Kiedy indziej/Nie mamy o czym/Po co? Przecież nic się nie dzieje"

> a czemu żona naszego wątkodawcy nie chce mu
> powtorzyc tego co powiedział jej ten koleś i wogóle
> to ukrywa? hmmm?

Nie wierzę, że przedtem nie próbowała mu dać żadnych sygnałów.

Poza tym jest to jej korespondencja, nie musi mu się z tego zwierzać. 
Jak już pisałam, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby na wywlekanie rozmów 
ze źródła, do którego wywlekający nie ma żadnych praw, zareagowała 
przekorą. Oczywiście, stawanie okoniem niewiele rozwiązuje, ale jest 
niesamowicie nęcącą formą sprzeciwu :>

> >> dlaczego mąż dowiaduje się od sąsiada ,że jego żona
> >> zastanawia się dlaczego nie sypiają juz ze soba?
> >> no i mam duze wątpliwości czy taka opinia innej
> >> osoby-nie psychologa bedzie miała jakąś
> >>  znaczeniową wartość?
> > No to w takim razie gratuluję sobie mądrych i przenikliwych
> > przyjaciół, którzy potrafią coś sensownego powiedzieć bez wścibskiego
> > mieszania. Jest sporo takich osób, może ich nie doceniasz?
> w momencie kiedy zaczynają wiedzieć już są
> wmieszani ;-)

Jeśli ktoś wiadomościach słyszy, że w Kuala Lumpur był atak 
terrorystyczny, to też byś powiedziała, że zostaje w to wmieszany?

>  >Druga
> > sprawa, że słuchając czyichś rad trzeba się zawsze zdystansować, bo
> > ich opinie na daną sprawę wynikają m.in. z ich osobistego
> > światopoglądu, który niekoniecznie sprawdza się w danej sytuacji (...)
> wierze w dystans w człowieku ,który siada i myśli...
> ma w głowie kilka rozwiązań i wybiera jedno właściwe
> dla siebie.

Może też tych rozwiązań nie mieć. Może ich sobie nie uświadamiać. Może 
chce je skonsultować z kimś z zewnątrz? Może po prostu potrzebuje 
jakiejś empatycznej duszy, która choćby na odległość uczyni uczucie 
samotności w związku mniej uciążliwym?

> > I proszę, nie wmawiaj sobie i innym, że szukanie rad i pomocy na
> > zewnątrz jest nielojalnością, bo takie założenie jest gwoździem do
> > własnej trumny na dłuższą metę.
> źle mnie zrozumiałaś...nielojalnością jest mówienie,
> 'cholera ciężkie czasy coraz trudniej to ukryć'

Dlaczego?

> >(...) Do specjalisty można pójść ze wszystkim, z czym sobie nie
> radzisz. Ale
> > widzisz, że są problemy, z którymi niektórzy do specjalisty by się nie
> > wybrali, np. dlatego, że uważają je za banalne. Ale sobie z nimi nie
> > radzą. Wtedy mogą pójść do przyjaciół, jeśli ich mają.
> uważają za banalne ale z którymi sobie nie radzą...

Ano, niestety.

> okej:-) brzmi ciekawie...
> gryzie mi się w całokształcie-takie podejscie
> z pojeciem jakiejś samodzielności i
> wkraczania innych,nawet przyjaciół w te sferę
> zycia  która nie należy do nich.

Mylisz samodzielność z dumą, polegającą na tym, aby przypadkiem nie 
poprosić o pomoc. Nikt nie będzie próbował przejąć kontroli nad Twoim 
życiem, tylko dlatego, że pozwolisz ze sobą porozmawiać, albo o coś 
poprosisz. Troszkę więcej pewności siebie i zaufania do ludzi.

> uważam,
> że nie istnieją problemy których nie można
> rozwiązać i w moim środowisku życia waży się
> informację którą przekazujemy...może to spaczenie
> zawodowe...byc może:-) zbytnia wylewność to jednak dla nas okazywanie
> słabości...i raczej tak
> już zostanie.

To chyba jakieś bushido ;p No dobra, jeśli uważasz, że dobrze się 
czujesz w takim środowisku, to masz moje błogosławieństwo. Ale przyjmij 
do wiadomości to, że ludzie poza Twoim najbliższym środowiskiem miewają 
słabości i normalną rzeczą jest się nimi dzielić. To się właśnie robi na 
tej grupie.

> a,że każda z odp jest subiektywna ;-) cóż :-)
> jesli jest Ci to potrzebne to w porządku....mi nie.
> i w tej przedstawionej sytuacji przez Tomka widzę
> jakiś paradoks...idzie do kumpla a męzowi nie powie.
> to żyje z kumplem czy z mężem? powinna się chyba nad tym zastanowić.

Na jednej planecie? I z tym i z tym.

Pozdrawiam
Iff

-- 
my contributions
http://maddama.deviantart.com/gallery/
http://maddama.wordpress.com/
Re: poważny kryzys
#171095
Author: nerka
Date: Thu, 20 Sep 2007 12:08
80 lines
4141 bytes
Mme Kitzmoor napisała:
>(...) Może też tych rozwiązań nie mieć. Może ich sobie nie uświadamiać.
Może
> chce je skonsultować z kimś z zewnątrz? Może po prostu potrzebuje
> jakiejś empatycznej duszy, która choćby na odległość uczyni uczucie
> samotności w związku mniej uciążliwym?

rozmawiamy razem,dochodzimy do wniosków ,probujemy, nie wychodzi?
zbieramy zabawki i sie żegnamy...życie jest
krótkie, po co się zadreczać?

>> źle mnie zrozumiałaś...nielojalnością jest mówienie,
>> 'cholera ciężkie czasy coraz trudniej to ukryć'
> Dlaczego?

jak to dlaczego?łączysz sie z kimś i jesteś-
z góry zakładając a może na boczku to jeszcze ten albo tamten zostanie i
jak to wszystko sklecić żeby się
o sobie nie dowiedzili? :-)

>> uważają za banalne ale z którymi sobie nie radzą...
> Ano, niestety.

jak to jest możliwe? :-)

> Mylisz samodzielność z dumą, polegającą na tym, aby przypadkiem nie
> poprosić o pomoc. Nikt nie będzie próbował przejąć kontroli nad Twoim
> życiem, tylko dlatego, że pozwolisz ze sobą porozmawiać, albo o coś
> poprosisz. Troszkę więcej pewności siebie i zaufania do ludzi.

yyy? czy Ty mi radzisz? :-)
 to nie radz,dziekuje Ci bardzo  bo ja nie mam poblemu.poprostu mówieCi
moje zdanie na
ten temat :-) Nie dostrzegam problemu w
podejmowaniu decyzji i nie uważam tego za dumę.
to jest moja normalność.Twoja jest taka i już.nie mozesz
potepiac mojej i z góry zakładac ze jest zła :-)
nie wyłapuj w moich zdaniach jakiejś negatywnie nastawionej do świata
persony :-) cenie poprostu prywatność,lojalność i szczerość a nie lubie
narzekania, płakania,rozterek,wachania się , 'a ja nie wiem bo...'i tego
całego niepotrzebnego jęczenia bez żadnej reakcji na problem...

> To chyba jakieś bushido ;p No dobra, jeśli uważasz, że dobrze się
> czujesz w takim środowisku, to masz moje błogosławieństwo.

czuje się dobrze.dziekuje.
są ludzie,którzy żeby racjonalnie oceniać sytuację
nie mogą być rozklejającą się banda płaczków
w przerwie wycierającą nos rękawem...

> Ale
> przyjmij do wiadomości to, że ludzie poza Twoim najbliższym
> środowiskiem miewają słabości i normalną rzeczą jest się nimi
> dzielić.
>(...)
>Pozdrawiam
> Iff

są też ludzie,którzy skaczą z mostu...nawet
jest taki jeden ulubiony przez nich most...
chyba w Budapeszcie...

no ale ja nie przeczę ,że rzeczą ludzką jest być
słabym czy się mylić.nigdy temu nie przeczyłam...
ludzie z mojej branży umarliby z głodu
jakby ludzie nie popełniali życiowych pomyłek.

w dalszym ciągu twierdze natomiast ,
że związek składa się z dwóch osob
i tym bardziej w pewnym wieku
i pewnym stażem bycia razem,
uniki,brak szczerego dialogu, czy
uczestnictwo osob trzecich  jest jakas
wielka farsą.no i tyle.


-- 
Pozdrawiam
nerka
Re: poważny kryzys
#171096
Author: Mme Kitzmoor
Date: Thu, 20 Sep 2007 13:13
104 lines
5268 bytes
In article <fctofo$ao6$1@nemesis.news.tpi.pl>,
 "nerka" <nerka@nie.powiem.pl> wrote:

> >(...) Może też tych rozwiązań nie mieć. Może ich sobie nie uświadamiać.
> Może
> > chce je skonsultować z kimś z zewnątrz? Może po prostu potrzebuje
> > jakiejś empatycznej duszy, która choćby na odległość uczyni uczucie
> > samotności w związku mniej uciążliwym?
> rozmawiamy razem,dochodzimy do wniosków ,probujemy, nie wychodzi?
> zbieramy zabawki i sie żegnamy...życie jest
> krótkie, po co się zadreczać?

Można i tak.

> >> źle mnie zrozumiałaś...nielojalnością jest mówienie,
> >> 'cholera ciężkie czasy coraz trudniej to ukryć'
> > Dlaczego?
> jak to dlaczego?łączysz sie z kimś i jesteś-
> z góry zakładając a może na boczku to jeszcze ten albo tamten zostanie i
> jak to wszystko sklecić żeby się
> o sobie nie dowiedzili? :-)

Czy ja dobrze wyczywam jakąś erotyczną konotację? :> Bo poza tym 
uważam, że partner nie musi uczestniczyć we wszystkim w czyimś życiu.

> >> uważają za banalne ale z którymi sobie nie radzą...
> > Ano, niestety.
> jak to jest możliwe? :-)

Ja nie wiem, dla mnie nie ma problemów za małych, by się z nimi do kogoś 
lepiej rozeznanego udać. Zgaduję, że ze względu na pokutujący 
gdzieniegdzie stereotyp: jeśli ktoś zadaje pytania, to znaczy że jest 
głupi, ludzie się wstydzą je zadawać.

> > Mylisz samodzielność z dumą, polegającą na tym, aby przypadkiem nie
> > poprosić o pomoc. Nikt nie będzie próbował przejąć kontroli nad Twoim
> > życiem, tylko dlatego, że pozwolisz ze sobą porozmawiać, albo o coś
> > poprosisz. Troszkę więcej pewności siebie i zaufania do ludzi.
> yyy? czy Ty mi radzisz? :-)

Ogółowi ;]

>  to nie radz,dziekuje Ci bardzo  bo ja nie mam poblemu.poprostu mówieCi
> moje zdanie na
> ten temat :-) Nie dostrzegam problemu w
> podejmowaniu decyzji i nie uważam tego za dumę.

Od rozmawiania z kimś do podejmowania za tego kogoś decyzji jest spora 
droga. Ale powiedzmy, że rozumiem skąd się to skojarzenie może brać: 
znam ludzi, których trzeba końmi odciągać od telefonu, gdy tylko wydaje 
im się, że ktoś ma jakiś problem.

> to jest moja normalność.Twoja jest taka i już.nie mozesz
> potepiac mojej i z góry zakładac ze jest zła :-)

Nie potępiam.

> > To chyba jakieś bushido ;p No dobra, jeśli uważasz, że dobrze się
> > czujesz w takim środowisku, to masz moje błogosławieństwo.
> czuje się dobrze.dziekuje.
> są ludzie,którzy żeby racjonalnie oceniać sytuację
> nie mogą być rozklejającą się banda płaczków
> w przerwie wycierającą nos rękawem...

<smark!>

> > Ale
> > przyjmij do wiadomości to, że ludzie poza Twoim najbliższym
> > środowiskiem miewają słabości i normalną rzeczą jest się nimi
> > dzielić.
> są też ludzie,którzy skaczą z mostu...nawet
> jest taki jeden ulubiony przez nich most...
> chyba w Budapeszcie...

W Wenecji też jakiś jest. Kiedyś prowadzali tamtędy skazańców, potem 
urządzali sobie na nim randki zakochani.

> 
> no ale ja nie przeczę ,że rzeczą ludzką jest być
> słabym czy się mylić.nigdy temu nie przeczyłam...
> ludzie z mojej branży umarliby z głodu
> jakby ludzie nie popełniali życiowych pomyłek.
> 
> w dalszym ciągu twierdze natomiast ,
> że związek składa się z dwóch osob

Ale świat składa się z większej ilości osób. Encja "partner" jest tylko 
jednym z wielu aktorów.

> i tym bardziej w pewnym wieku
> i pewnym stażem bycia razem,
> uniki,brak szczerego dialogu, czy
> uczestnictwo osob trzecich  jest jakas
> wielka farsą.no i tyle.

Życie jest jedną wielką farsą ;]

Pozdrawiam
Iff

-- 
my contributions
http://maddama.deviantart.com/gallery/
http://maddama.wordpress.com/
Re: poważny kryzys
#171097
Author: Kira
Date: Thu, 20 Sep 2007 14:12
29 lines
2165 bytes
Re to: nerka [Thu, 20 Sep 2007 10:08:21 +0200]:


> gryzie mi się w całokształcie-takie podejscie
> z pojeciem jakiejś samodzielności i
> wkraczania innych,nawet przyjaciół w te sferę
> zycia  która nie należy do nich.uważam,
> że nie istnieją problemy których nie można
> rozwiązać i w moim środowisku życia waży się
> informację którą przekazujemy...może to spaczenie
> zawodowe...byc może:-) zbytnia wylewność to jednak dla nas okazywanie
> słabości...i raczej tak
> już zostanie.

A wiesz co? Porządnego kopa w dupę po prostu jeszcze nie dostałaś. 
Nie okazywać słabości za wszelką cenę, dobre sobie... Ja jej "nie 
okazywałam" bite parę lat, i jakbym to jeszcze kawałek pociągnęła 
to z tą swoją siłą wylądowałabym w wariatkowie albo na cmentarzu. 
Już wolę siebie taką spsutą co to okazała słabość, ale za to jest 
żywa, stosunkowo zdrowa psychicznie i zadowolona z życia.


K.

-- 
 _  _ ____ _______________________________________
| ' /| |_  http://www.Cyber-Girl.NET ~ GG 1565217 |
|_|_\|_|   ~ I am what I am - I do what I want ~ _|
Re: poważny kryzys
#171098
Author: Mme Kitzmoor
Date: Thu, 20 Sep 2007 14:16
17 lines
1861 bytes
In article <fctv5f$66o$1@atlantis.news.tpi.pl>,
 Kira <k.falernowa@on-gazeta.pl> wrote:

> A wiesz co? Porządnego kopa w dupę po prostu jeszcze nie dostałaś. 
> Nie okazywać słabości za wszelką cenę, dobre sobie... Ja jej "nie 
> okazywałam" bite parę lat, i jakbym to jeszcze kawałek pociągnęła 
> to z tą swoją siłą wylądowałabym w wariatkowie albo na cmentarzu.

Cześć, siostra :]

Pozdrawiam
Iff

-- 
my contributions
http://maddama.deviantart.com/gallery/
http://maddama.wordpress.com/
Re: poważny kryzys
#171104
Author: Kira
Date: Thu, 20 Sep 2007 14:24
55 lines
3025 bytes
Re to: nerka [Thu, 20 Sep 2007 02:12:43 +0200]:


> niestety nie moge sie z Tobą zgodzić...

Nawet takiej wersji nie podejrzewałam ;)

> i cały czas trzymamy się wersji małżeństwa
> czy jakiegoś związku...gdzie jest wobec
> tego sens bycia razem jesli ukrywamy przed
> soba watpliwosci?czy problemy?

A skąd ci się ukrywanie wzięło? Nie wiem jak ty, ale ja tam 
posiadam umiejętność poruszania tego samego problemu z więcej 
niż jedną osobą, więc poradzenie się w czymśtam koleżanki, o 
której wiem że miewała podobnie, jakoś mi nie determinuje 
ukrywania tego tematu w domu...

> dlaczego mąż dowiaduje się od sąsiada ,że jego żona
> zastanawia się dlaczego nie sypiają juz ze soba?

Obstawiałabym że dlatego, że jest jełopem - normalny facet 
raczej posiadałby świadomość tego, że skoro z żoną od iluśtam 
nie sypia, to ona się będzie zastanawiać czemu... Więc skoro 
info od sąsiada jest dla niego jakąś nowością, to tego...

> no i mam duze wątpliwości czy taka opinia innej
> osoby-nie psychologa bedzie miała jakąś
>  znaczeniową wartość?
> a nie wprowadzi tylko chaosu...

Owszem, będzie miała. Czasami największe znaczenie ma nawet 
nie ta porada, tylko sama rozmowa, nawet monolog. Prowadząc 
takową jest się zmuszonym do jakiegoś usystematyzowania tego 
miliona myśli przelatujących przez głowę, a także do w miarę 
sensownego przedstawienia sytuacji i związanych z nią własnych 
odczuć. A to samo w sobie, nawet bez jakiejkolwiek porady, 
pozwala odkryć różne aspekty sytuacji, które do tej pory nam 
zwyczajnie gdzieś umykały w chaosie emocji i myśli.

> tylko nie
> wiem czy ranga problemu jest az tej wagi by się
> od razu wybierac do specjalisty.

Nie no, fakt - to tylko rozpierdalające się małżeństwo, kto 
by się takimi pierdułami przejmował.


K.

-- 
 _  _ ____ _______________________________________
| ' /| |_  http://www.Cyber-Girl.NET ~ GG 1565217 |
|_|_\|_|   ~ I am what I am - I do what I want ~ _|
Re: poważny kryzys
#171099
Author: Kira
Date: Thu, 20 Sep 2007 14:24
15 lines
1383 bytes
Re to: Mme Kitzmoor [Thu, 20 Sep 2007 16:16:18 +0200]:


> Cześć, siostra :]

:)


K.

-- 
 _  _ ____ _______________________________________
| ' /| |_  http://www.Cyber-Girl.NET ~ GG 1565217 |
|_|_\|_|   ~ I am what I am - I do what I want ~ _|
Re: poważny kryzys
#171119
Author: Kira
Date: Thu, 20 Sep 2007 14:35
28 lines
1832 bytes
Re to: tomek [Wed, 19 Sep 2007 09:08:20 +0200]:


> Teraz jest najwiekszy 
> chyba kryzys. Wynika on z tego że za bradzo poświeciłem się pracy i 
> zaniedbałem moją żonę.

No to jak wiesz, w czym leży problem, to masz wszelkie podstawy 
do jego rozwiązania... Powiedz jej że to wiesz, spytaj czy jej 
zdaniem problem też właśnie na tym polega - bo może akurat ona 
inaczej to widzi - i odpuść trochę pracę na rzecz was.

Wbrew pozorom, gdyby twoja luba zamierzała się faktycznie zmyć, 
to już by jej nie było. Zakładam rzecz jasna, że nie jesteście 
od siebie jakoś mocno materialnie uzależnieni? Jeśli zakładam 
słusznie, to dopóki się nie wyprowadziła, możesz spokojnie 
obstawiać, że też nie za bardzo jeszcze wie co z tym zrobić.

I przestań jej grzebać po archiwum :P


K.

-- 
 _  _ ____ _______________________________________
| ' /| |_  http://www.Cyber-Girl.NET ~ GG 1565217 |
|_|_\|_|   ~ I am what I am - I do what I want ~ _|
Re: poważny kryzys
#171100
Author: nerka
Date: Fri, 21 Sep 2007 07:38
52 lines
3348 bytes
Kira napisała :
>> gryzie mi się w całokształcie-takie podejscie
>> z pojeciem jakiejś samodzielności i
>> wkraczania innych,nawet przyjaciół w te sferę
>> zycia  która nie należy do nich.uważam,
>> że nie istnieją problemy których nie można
>> rozwiązać i w moim środowisku życia waży się
>> informację którą przekazujemy...może to spaczenie
>> zawodowe...byc może:-) zbytnia wylewność to jednak dla nas okazywanie
>> słabości...i raczej tak
>> już zostanie.
> A wiesz co? Porządnego kopa w dupę po prostu jeszcze nie dostałaś.

Mylisz sie.

> Nie okazywać słabości za wszelką cenę, dobre sobie... Ja jej "nie
> okazywałam" bite parę lat, i jakbym to jeszcze kawałek pociągnęła
> to z tą swoją siłą wylądowałabym w wariatkowie albo na cmentarzu.

jednym los niesie to, innym co innego.mnie los nauczył,
że stanie w miejscu i 'delektowanie'sie swoim bólem
jest równoznaczne z położeniem sie na torach i czekaniem
aż nadjedzie pociąg...
a,że te losowe kopniaki były solidne i pouczające wiem,
też, że nic gorszego już nie może się zdarzyć i wiem,że zawsze jest
jakieś wyjście...
do tego zajmuje sie tym czym sie zajmuje...a to naprawde
nie sprzyja byciu wrażliwcem.

> Już wolę siebie taką spsutą co to okazała słabość, ale za to jest
> żywa, stosunkowo zdrowa psychicznie i zadowolona z życia.
> K.

No widzisz... a ja myślę ,że człowiek po przejściu swojej
tragedii staje się bardziej twardy... co nie znaczy,że nie
umie śmiać sie i byc zadowolonym...

i czego Ty się tak burzysz?
Świat pomieści i takich i takich...jak już napisała gdzieś
wyżej Mme...a ocenić czy było tak czy nie-tak,można
za jakiś czas i samego siebie ,moze będąc juz taka kobieta jak Aicha,
która poznała kolejne barwy życia i
dopiero wtedy wyciagac wnioski z własnej wczesniejszej postawy...
nie pomyslałas,ze byc moze jestesmy na różnych etapach  zycia,po różnych
doswiadczeniach i z przeróżnej normalnosci? nie mozesz mowic 'moje jest
lepsiejsze
niż twoje' bo to nie porównywanie która sukienka jest ładniejsza.


-- 
Pozdrawiam
nerka
Re: poważny kryzys
#171101
Author: Kira
Date: Fri, 21 Sep 2007 13:21
17 lines
1564 bytes
Re to: nerka [Fri, 21 Sep 2007 09:38:34 +0200]:


> nie pomyslałas,ze byc moze jestesmy na różnych etapach  zycia,po różnych
> doswiadczeniach i z przeróżnej normalnosci?

No toż przecież to właśnie napisałam - po prostu nie dostałaś 
jeszcze porządniej po dupie...


K.

-- 
 _  _ ____ _______________________________________
| ' /| |_  http://www.Cyber-Girl.NET ~ GG 1565217 |
|_|_\|_|   ~ I am what I am - I do what I want ~ _|
Re: poważny kryzys
#171102
Author: nerka
Date: Sat, 22 Sep 2007 10:03
19 lines
1753 bytes
Kira napisała:
> Re to: nerka [Fri, 21 Sep 2007 09:38:34 +0200]:
>> nie pomyslałas,ze byc moze jestesmy na różnych etapach  zycia,po
>> różnych doswiadczeniach i z przeróżnej normalnosci?
>
> No toż przecież to właśnie napisałam - po prostu nie dostałaś
> jeszcze porządniej po dupie...
> K.

sugerowałam jedynie,że to 'porządnie' jest względne...

Ps.nie zastanawiałaś się czy nie wpisać w sygnaturke 'uparciuch
niepospolity'?  ;-)


-- 
Pozdrawiam
nerka
Re: poważny kryzys
#171103
Author: Kira
Date: Wed, 26 Sep 2007 21:52
16 lines
1530 bytes
Re to: nerka [Sat, 22 Sep 2007 12:03:15 +0200]:


> Ps.nie zastanawiałaś się czy nie wpisać w sygnaturke 'uparciuch
> niepospolity'?  ;-)

Po co wpisywać oczywistości...?


K.

-- 
 _  _ ____ _______________________________________
| ' /| |_  http://www.Cyber-Girl.NET ~ GG 1565217 |
|_|_\|_|   ~ I am what I am - I do what I want ~ _|
Re: poważny kryzys
#171120
Author: niekompatybilna
Date: Sun, 28 Oct 2007 15:10
36 lines
2814 bytes
Użytkownik "tomek" <tomek@warszawa.pl> napisał w wiadomości
news:fcqht5$knh$1@inews.gazeta.pl...
> Witam!
> Jestem z moją żoną 8 lat. W czerwcu tego roku braliśmy ślub. Mieszkamy ze
> sobą 5 lat. Wiadomo jak to w związkach bywało róznie. Teraz jest
najwiekszy
> chyba kryzys. Wynika on z tego że za bradzo poświeciłem się pracy i
> zaniedbałem moją żonę. Przez przypadek zobaczłem archiwum rozmów gadugadu
> gdzie zwierza się koledze z pracy o problemach naszych. Pisła mu że
> małżeństwo nic nie poprawiło, ze robimy zupenie inne rzeczy, ze nie
spędzamy
> wspólnie czasu. On jej podżucił atrykuł o tym ze związek to tylko chemia.
> Po tym wszystkim rozmawiałem z nią poważnie. Czy jest ze mną szcześliwa
> odpowiedziłą ze nie, i  powiedziała że załuje ze wzieła ze mną ślub i że
> teraz ma problem ze sobą i wie czego chce. Nie powiedziałem jej ze
widziałem
> archiwum gg. Gdy zapytałem o sprawach napisanych na gg do kolegi to w
każdym
> przypadku mnie okłamała ze nic takiego nie miało miejsca. W tym momencie
> całkowcie zmieniłem swoje zachowanie. Moję uczucia do niej narodziły się
> jakby na nowo. Cały czas o niej myśle,nie mogę się nad niczym skupić
bardzo
> ją kocham i nie chcę jej stracić. Kupje jej codziennie kwiaty  dzis zrobie
> dla niej romantyczą kolaję chce wyjść z nią do kina. Bedę o nią walczył.
Ja
> bardzo chcę z nią zostać. Mam nadzieje ze wszytsko bedzie dobrze. A
czasami
> moja żona mówi np. o tym moze zbudujemy nowy dom, ze kupimy sobie jakies
> auto. Czyli jakby planowała dalsze zycie ze mną Cierpię widząc ja tak
> obojętną. Czy ktoś takie cos przechodził. Czy może od mnie odjeść?
>


o mnie tez ktos kiedys tak walczył... i udalo sie, choc bylam na NIE :)
pokazal mi milosc...  a moje uczucia wrocily
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads