Article View: alt.pl.psychologia.milosc
Article #175080Re: Czy obie strony zawsze są winne [z tematu: "Co to może być"]
From: paweł hoffmann
Date: Sun, 12 Jul 2009 23:40
Date: Sun, 12 Jul 2009 23:40
232 lines
11656 bytes
11656 bytes
@ michal: >Istotne jest nie to, co ona chciałaby czy też >mogłaby Tobie przekazać na temat konfliktu, tylko to, jak ona to sobie >naprawdę przedstawia. Najbardziej zbliżona do jej prawdziwego stanowiska >byłaby wypowiedź do jakieś przyjaciółki czy przyjaciela, słowem do >jakiegoś powiernika. Ale to akurat możeny sobie darować, nie będziesz >się chyba poniżał i zabawiał w przebiegłego śledczego czy szpiega. To by >było chore. :) To nie ma już najmniejszego sensu, ale rozumiem co chciałeś przez to napisać. Ja nie potrzebuję usłyszeć jej opini na mój temat. Człowiek, który jest zdolny do kłamstw, do machnięcia ręką na związek, bo pod ręką ma już kogoś innego, taka osoba nie ma już dla mnie żadnego znaczenia, a jestem pewien, że powiernikowi swojej duszy na pewno nie powiedziała by: "och, jak mi przykro, że zostawiłam takiego fajnego faceta, ale był mało męski.. och". To nie ma pewnie żadnego znaczenia, ale różnica wieku między nami to dwa lata. Tzn. ja mam 28, a ona 30 obecnie. Ten facet, z którym jest po dziś dzień, ma lat 35. >Wskazujesz kolejnego winnego, swoją teściową. Jeśli powiem, że to Ty >pozwoliłeś teściowej mieć wpływ na Twoją żonę, to pomyślisz, że >zwariowałem? :) Nie miałem zamiaru tutaj na forum pisać wszystkiego i spowiadać się ze wszystkich swoich mankamentów, ale jeśli już zahaczyliśmy o temat teściowej: nie wiem, jak dzisiaj, bo nie miałem okazji sprawdzić, ale generalnie byłem zawsze mało konsekwentną osobą, jesli chodzi o relacje damsko-męskie, a dokładniej w kwestii spraw rzutujących bezpośrednio na związek. Od początku, gdy poznałem żonę, bałem się, że ją stracę, jeśli np. widziałem, jak bardzo jest związana ze swoją matką i że mógłbym podpaść teściowej z powodu rywalizacji o dostęp do jej córki. Śmiesznie to brzmi, groteskowo, ale tak to wyglądało: teściowa gdy potrzebowała córki, miała ją wręcz na zawołanie. Gdy po czasie mówiłem żonie, że nie podoba mi się, iż teściowa rozwala nasz harmonogram czasu wolnego, żona oznajmiała mi, że nie muszę z nią tam jeździć i że musi pomagać schorowanej matce i nie zrezygnuje nigdy ze swojej rodziny (nie miała tutaj na myśli NAS). Oczywiście jeździłem z żoną, jak potulny piesek... po roku dopiero rezygnowałem z niektórych takich wypadów, co zresztą mogłem uzasadnić "pracą po godzinach", by zarobić na nasze zachcianki. Tak więc brak konsekwencji, zazdrość a z czasem frustracja i stawianie się żonie w mało męski sposób, bo wyłącznie przy pomocy rozmowy a w zasadzie monologu, a w takich momentach żona miała nade mną tę przewagę, że odwracała się na pięcie i jechała do matki (chyba?), a ja po pięciu minutach miękłem i nawet potrafiłem do niej zadzwonić, że przepraszam, że się uniosłem, że w sumie to ma racje, a mi tylko zależy na nas i prosiłem żeby wróciła, bo chętnie pojechałbym z nią. "Uniosłem" może przesadzone, bo podniesiony ton głosu pamiętam u siebie w końcowej fazie tego związku, gdy już powoli wychodziło na jaw, że coś jest nie tak, że żona z kimś się spotyka. Wcześniej usilnie prosiłem o rozmowę, chociaż faktycznie ton głosu mógłbyć bardziej "przyjacielski", a nie ofensywny (spokojnie, amplituda była w sam raz). >Możesz popaść we frustację czy furię w stanie wzburzenia - to jak >najbardziej ludzkie. Znajdź jednak czas na refleksję i zajrzenie w >siebie zaraz potem, nie po to, żeby się katować, tylko żeby znaleźć w >sobie (no przyajmniej próbować) rozwiązanie korzystne dla trwałości w >związku. >Jeżeli jedyną Twoją nadzieją będzie zmienić postawę partnerki, to stoisz >na pozycji przegranej z punktu widzenia ratowania relacji. W sobie tylko >możesz znaleźć rozwiązanie. Oczywiście że nie zawsze to się udaje. Ale >nie próbując nie dajesz rozwiązaniu szansy. Zgadzam się. Na pewno dałbym sobie radę, gdyby żonie zależało tak, jak mi na niej (tak mi się przynajmniej wydaje). Przysięgłem sobie niedawno, że nie będę się zbyt szybko pakował w nowy związek, tymbardziej jeśli nie będę mieć pewności, że JEJ zależy na mnie. Na pewno mam wine w tym, że zbyt szybko chciałem, aby ona została moją żoną - pewnie zbyt szybko. Jestem prawie pewien, że w tym jest wyłącznie moja wina i z tej perspektywy jestem winien rozwodu, który mógł nie mieć miejsca, gdybyśmy się nie pobrali. Bałem się w ten sposób myśleć, ale to jednak prawda. >Co do kłamstw. Jeśli Twoja żona zdradziła Cię fizycznie i sumienie nie >daje jej spokoju, to myślisz, że to taka prosta rzecz jest przyjśc do >Ciebie i powiedzieć Ci o tym? Chyba żartujesz! Nie wyobrażam sobie, żeby >to mogło być takie łatwe. Nie mam na myśli zdrady fizycznej, bo nie mam na to dowodów, ani nie oglądałem filmu z ich igraszek;) Nie odważę się na forum pisać o szczegółach, ale uwierz mi, że posiadając pewne fakty i informując ją o niektórych z nich, zaczęła się podpierać kłamstwem. Nigdy nie pokazałem jej dowodów - liczyłem na to, że sama się przyzna. >Więcej empatii i zrozumienia może Tobie przydałoby się. Ale czyżby >empatia była dla Ciebie katorgą? Umartwianiem się? Możesz odnieść takie wrażenie, ale nie do końca jest tak jak piszesz. Odpowiem krótko: nie. Tak mi się przynajmniej wydaje:D >Komentuję, a jakże. Ale nie mówiłbym, że wstydzę się, iż jest moją >kuzynką. To godne pruderyjnej członkini armii moherowych beretów. ;) ok, poniosło mnie, przesadziłem. Ludzką rzeczą jest błądzić, ale nie toleruję zdrady i potępiam takie zachowania, czy to byłaby moja kuzynka, czy brat chwalący się podbojami miłosnymi za plecami swojej żony. Może okazja czyni złodzieja, może niebawem zdradzę własne ideały - ale dzisiaj uważam tak, jak napisałem. >Nie spodoba Ci się pewnie to, co teraz napiszę, ale to, że "nie jesteś >ideałem" i "masz niską samoocenę", to na pewno nie jest wina Twojej >byłej żony... >Chciałbyś, żeby partnerka dostosowywała się do Twojego niezmiennego >wizerunku? Nie. Nie pisałem też, że to jej wina. Zresztą, co chcesz dowieść, że jestem winny rozpadowi swojego małżeństwa, bo mam wady? Mankamenty wcześniej nabyte, a nie świadome metody postępowania prowadzące bezpośrednio do destrukcji związku? Uwierz mi, że nie napisałem tutaj za dużo na temat wad mojej byłej żony, nie odniosłem się konkretnie do jej psychiki, jej trudnego dzieciństwa, o którym mi sama opowiadała (jest DDA). Najważniejsze są te fakty, które podalem. Będziesz mi zarzucać wybiórczość, ale nie licz na to, że spiszę tutaj historię mojego zwiazku od A do Z. >Może właśnie trzeba było spytać, kto tu rządzi: my czy mama? O rany:) Wiesz, że miałem na to ochotę, ale to skończyłoby się nazwaniem mnie despotą, podkreśleniem, że nawet o matkę potrafię być zazdrosny. Pamiętam, że kiedyś, gdy jechalismy do teściowej, nie miałem z tego powodu najlepszego humoru i powiedziałem żonie, że niech mi wybaczy, ale nie będę robić dobrej miny do złej gry. Obraziła się mówiąc, że nie chce tego słuchać, a mi tylko zależało, żebyśmy znowu się nie pokłócili o jej matkę <lol> To tak nawiasem mówiąc, że niezła ze mnie męska cipa nieprzystosowana do stworzenia dojrzałej relacji. >Jak to jest? Człowiek z niska samooceną daleki od ideału - NIGDY żonie >nie kłamie? >Myślałem, że spójność wewnętrzną (co w sercu to i na języku) wypracowuje >się po wytężonej pracy nad sobą i osiągnięciu znacznej niezależności >psychicznej. Z tą niską samooceną to być może przesadziłem (to moje zdanie na swój temat, nie poparte analizą psychologa itd.), a pisałem o niej pod kątem tej bojaźni o to, że po kilku wiekszych kłótniach żona się na mnie wypnie na amen. Samospełniająca się przepowiednia zadziałała - ktoś by powiedział:) A to, że coś sobie pomyślałem (poczułem w serduchu), ale nie powiedziałem o tym, nie jest IMHO kłamstwem. >Jeśli chodzi o mnie, to uważam, że nawet jeżeli obiektywnie nie ponoszę >winy, to lepiej jest w każdym przypadku szukać jej u siebie, jeśli może >mi to pomóc w rozwiązaniu konfliktu. Albowiem cel, który jest dla mnie >ważny, będę miał przede wszystkim na uwadze. A gdy taki cel przestałby >być istotny, to za przeproszeniem gówno mnie to obchodzi, po czyjej >stronie leży wina. Przechodzę do nastepnego rozdziału dotyczącego >przyszłości. Nie jestem do cholery historykiem ;) A co z "twardym trzeba być, nie miętkim"? Ale generalnie zgadzam się z tym co napisałeś, oprócz szczegółu: "lepiej szukać winy u siebie, jeśli to może pomóc w rozwiązaniu konfliktu" (parafraza). Ma to zastosowanie praktyczne imho, ale nie zawsze (pisałem o tym w poprzednim poście). Wiesz do czego może to bardzo często prowadzić? Do prób zażegnania konfliktu, byle tylko zagasić ogień, odnajdując chociażby winę w sobie pt. "nie muszę obstawiać na swoim, liczy się NASZE dobro". Wybacz za uproszczony przykład, ale chyba wiesz o co mi chodzi? >Ale co to ma wspólnego z postawą, którą doradzam? Nie masz takiej >postawy, bo nie starałeś sie takiej mieć. Może jednak teraz jest właśnie >moment, żeby sposób myślenia zmienić i żebyś przekonał się, że zmiana ta >nie jest martyrologią tylko wyższą szkołą jazdy. Jazda nazywa się życie. >Twoje życie w relacji z innymi. Nie do końca. Często stosowałem własnie taką postawę, może zbliżoną, bo na zasadzie: "uspokój się [to do siebie], niech będzie tak jak ona chce, jak zwykle kłócić się chcesz o błahostki". Domyślam się, że spłyciłem Twój wykład na temat rzeczonej postawy. Być może to jest właśnie mój największy problem, że nie jestem konsekwentny, mało asertywny w kontakcie z płcią przeciwną, jeśli mi na jej przedstawicielce zależy. Późno już i czuję, że głupoty piszę...
Technical Details
Message-ID:
<688ae841-6b51-4837-b2d9-ebf39d3c9f1e@d9g2000prh.googlegroups.com>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!newsfeed.pionier.net.pl!news.glorb.com!postnews.google.com!d9g2000prh.googlegroups.com!not-for-mailReferences:
<ee338495-cce1-496d-b8b0-f0f49e1da286@l35g2000pra.googlegroups.com> <h3dlfk$q5p$1@inews.gazeta.pl>Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!newsfeed.pionier.net.pl!news.glorb.com!postnews.google.com!d9g2000prh.googlegroups.com!not-for-mail From: paweł hoffmann <kamolsky.pl@gmail.com> Newsgroups: alt.pl.psychologia.milosc Subject: Re: Czy obie strony zawsze są winne [z tematu: "Co to może być"] Date: Sun, 12 Jul 2009 16:40:13 -0700 (PDT) Organization: http://groups.google.com Lines: 305 Message-ID: <688ae841-6b51-4837-b2d9-ebf39d3c9f1e@d9g2000prh.googlegroups.com> References: <ee338495-cce1-496d-b8b0-f0f49e1da286@l35g2000pra.googlegroups.com> <h3dlfk$q5p$1@inews.gazeta.pl> NNTP-Posting-Host: 203.140.76.11 Mime-Version: 1.0 X-Trace: posting.google.com 1247442014 26076 127.0.0.1 (12 Jul 2009 23:40:14 GMT) X-Complaints-To: groups-abuse@google.com NNTP-Posting-Date: Sun, 12 Jul 2009 23:40:14 +0000 (UTC) Complaints-To: groups-abuse@google.com Injection-Info: d9g2000prh.googlegroups.com; posting-host=203.140.76.11; posting-account=-OEDugoAAAA4hpEzPghCSk-MR1R9t9tb User-Agent: G2/1.0 X-HTTP-UserAgent: Mozilla/4.0 (compatible; MSIE 8.0; Windows NT 5.1; Trident/4.0; .NET CLR 2.0.50727; .NET CLR 3.0.4506.2152; .NET CLR 3.5.30729),gzip(gfe),gzip(gfe) X-HTTP-Via: 1.1 spmgway1.ikcplaza.co.jp Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit