🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: alt.pl.psychologia.milosc
Article #171202

Re: Pomozecie? Pomozemy!

#171202
From: s
Date: Sat, 20 Oct 2007 09:39
190 lines
9976 bytes
Flyer wrote:
> s@piens; <feof5s$d7h$2@atlantis.news.tpi.pl> :
[ciach aksjomaty]

Masz rację.

> - nie każdy pasuje do każdego, nie każdy może być tym, którego
> oczekuje druga strona - zmieniając się "dla kogoś" , możesz wejśc w
> grę, która będzie Ci obca, obca Twojemu charakterowi - zmieniając się
> dla siebie szukasz swojej wewnętrznej "postaci" - nie musi Jej
> zaakaceptować Twoja obecna partnerka, zaakceptuje ją kto inny -
> najważniejsze jednak będzie to, że będziesz lepszy.

Zmieniam się dla siebie, Ona zawsze była, jest i będzie dla mnie 
wyzwaniem.
Wybrałem ją m.in., aby mieć powód do rozwoju, by nie osiąść na laurach.

Tak mam, że muszę stawać na palcach i próbowac dosięgnąć do krawędzi..

Może mam niedobór dopaminy czy innego świnstwa w mózgu albo taki 
"skrypt"...

> Zresztą czasami
> tak jest, że kocha się innych za odmienność, a nie za to, że
> odpowiadają dokładnie Twojemu charakterowi/zachowaniu - ważne, żeby
> nie próbować ich dostosować, bo owszem dostosujesz się do partnerki i
> .... wtedy staniesz się dla niej nudny i nijaki. ;)

Może tak się stało...
Choć to Ona twierdzi, że się zmieniła... na gorsze.. słysze marazm w Jej 
głosie, że to jest w Niej, nie we mnie..

Już kiedyś coś podobnego słyszałem.. gdy Ją poznałem po Jej rozwodzie...


>> Źle opisałem to na początku, choroba była czynnikiem zewnętrznym,
>> któy "zepsuł" mnie na jakieś dwa miesiące nim polazłem do lekarza.
>> Kochała mnie wtedy mimo wszystko, ale w ostatniej fazie wybuchłem z
>> frustracji, bo nie radziłem sobie ze sobą, a obciążyłem Ją za
>> wszystko...
>
> Hmmmm. Znaczy chcąc uzyskać własny spokój/równowagę w jakiejś sytuacji
> zacząłeś ją "atakować"?

Musiałem rozładować frustracje własnej słabości. Cierpienia (już nie 
tak) młodego Wertera.

>
> Dwie sprawy:
>
> - jeżeli Ją obciążyłeś, to może oznaczać, że pewne sprawy były jednak
> niejasne. Zrzucasz całą odpowiedzialność na siebie, ale mz. to błędne
> mniemanie - kiedyś, kiedy te sprawy zaszły byłeś stabilny, a jednak
> zapamiętałeś je jako negatywne. Jeżeli byłeś wtedy obiektywny w swojej
> własnej subiektywności [ ;) ], to być może nie jest tak jak chciałbyś
> żeby było - "Ty Jesteś winny, jak przyznasz się do winy, to wszystko
> wróci na stare tory". To najprostsza droga do powrotu, ale tak samo
> najprostsza do rozstania, bo sytuacje znów się powtórzą, zwłaszcza
> jeżeli partnerka uwierzy, że nie miała żadnego udziału w sytuacji i
> będzie powtarzać zachowania, które Ty postrzegałeś negatywnie. Więcej
> - jeżeli uwierzy w swoją niewinność a Twoją winę, może każdą sytuację,
> która nastąpi po Twoim powrocie, rozpatrywać skrajnie jednostronnie.
> To może być dla niej bardzo wygodne - będzie uwolniona od
> zastanawiania się/poczucia winy w sytuacjach kryzysowych, bo z
> automatu Ty będziesz winny. Będzie przy Tobie pomimo tego, że nie
> będzie pomiędzy wami dobrze, bo będzie miała komfort poczucia "braku
> winy" i bycia "pokrzywdzoną". Oczywiście ludzie się zmieniają, więc
> stare sytuacje niekoniecznie muszą się powtórzyć, ale mogą pojawić
> się nowe, o których nie będziesz/będziecie rozmawiać patrząc przez
> pryzmat "Twojej winy". "Życie na kolanach" jest bardzo niewygodne. ;)

Dziękuj, nie dostrzegałem tego. Masz racje. Na kolanach żyć nie 
zamierzam, not my style i do niczego to nie prowadzi.
Chciałbym mieć jeszcze szanse na skorzystanie z tej wiedzy...

>
> - atakując trzymałeś się zapewne jakiejś granicy - nie chciałeś Jej
> zabić, zniszczyć, chciałeś uzyskać wewnętrzną równowagę, ale nie za
> wszelką cenę -

Nie pamiętam już, to był amok. pewnie nie trzymałem żadnej granicy.
To była moja autoagresja, którą mój mózg zracjonalizował i skierował na 
Nią.

> ona być może zdaje sobie z tego sprawę, jeżeli może
> porównać Twoje zachowanie z zachowaniami innych osób w podobnych
> sytuacjach, więc mz. niepotrzebne jest tłumaczenie się na wyrost z tej
> sytuacji.

Twierdzi, że mi wybaczyła i widzi, że się zmieniłem. Ale też coś 
zmieniło się w Niej..

> Ludzie czasami obawiają się tego, co może tkwić w drugim
> człowieku - ostatecznie z każdego można zrobić wariata, to tylko
> kwestia czasu i środków, ale ... wariat wariatowi nierówny - jeden
> lata z siekierą [ ;) ], drugi będzie niegroźny. Załóż sobie, że Twoja
> partnerka po Twoim wybuchu wyobraziła sobie kontynuację Twojego
> zachowania na maksa, uznała, że to dobiero początek, a nie wszystko
> na co Ciebie stać i ... daj spokój, poczekaj.

Spróbuję, choć nie zaliczam cierpliwości do moich zalet...
Wydaje, że moja bierność pozwala Jej zasklepiać się w jakiejś negacji...

>> Po ochłonieciu zrozumiałem, co źle zrobiłem, moją wcześniejszą
>> zaborczość..
>
> To dobrze. :)

Dobrze, że nie osiwiałem od tego zrozumienia...

>
>> Jak mocno mnie kochała...
>
> Tego nie wiesz - kolejny aksjomat. Nie uzależniaj swojej miłości od
> Jej miłości - jeżeli Ją kochasz, to kochasz, ale nie dlatego, że Ona
> Ciebie kochała - to pułapka, takie myślenie. Jeżeli ktoś jest "wart"
> Twojej miłości, to nie dlatego, że i on Ciebie kocha. Jest wart
> dlatego, że jest, a nie dlatego, że Ci coś daje/czegoś
> oczekuje/czujesz się w obowiązku odwzajemnić
> uczucia/ratować/pomagać/jest dla Ciebie miły.

Masz racje. To tylko argumenty dodatkowe. Podstawa to to, że Ją kocham 
taką jaka jest, na max. Bez kompromisów, każdą komórką, na zawsze (teraz 
już) bez nadzieii.. cocaine for my brain..

> Ponownie, to wodę można zagotować. ;) Nie będzie "ponownie", może być
> inaczej, co nie oznacza, że gorzej. Po prostu inaczej.

OK.

> I nadal się upieram przy jednym - przy tym, że musi istnieć u drugiej
> strony wola, chęć i działania zmierzające do powrotu. Na tym, że ktoś
> Ciebie "kocha", nie da się oprzeć żadnych realnych działań, skoro ten
> ktoś, kiedy Ty się do niego zbliżysz, zacznie uciekać gnany "ciemną"
> stroną swojej własnej ambiwalencji.

Masz racje, tak się właśnie dzieje..

> Ona musi zdawać sobie sprawę z
> własnej ambiwalencji i chcieć Jej się przeciwstawić. To Jej wewnętrzna
> walka i Ty nic nie jesteś w stanie zrobić, żeby rozegrać ją za Nią.

Ona ma w sobie mrok autonegacji, pesymizmu... Boję się o wynik tej 
walki..

> Spróbuję Ci to przybliżyć, tak jak ja to widzę - znajdź
> symbol/zachowanie, które chciałeś zrobić po rozstaniu - rozmowa, zgada
> wyrażona podaniem ręki, spotkania itd. - coś, czego partnerka Ci
> odmówiła po rozstaniu, coś co Ciebie "ubodło", a jednocześnie było
> normalnym ludzkim zachowaniem nie mającym związku ze związkiem, ale z
> normalnymi ludzkimi relacjami. Nie proponuję "pocałunku, seksu", bo to
> ryzykowne. Spróbuj to zrobić i ... odpocznij, "wejdź w siebie".
> Prawdopodobnie poczujesz wewnętrzny żal i ... zacznij żałobę. Tak jak
> w przypadku śmierci kogoś bliskiego, tak i w przypadku rozstania są
> miejsca, które w jakiś sposób będą Ci przypominać Twoją byłą, takie
> "aleje cmentarne". Nie niszcz swojego żalu w takich miejscach [choć ja
> mam np. aleję cmentarną, gdzie siedząc sam myślę, a w towarzystwie się
> bawię], myśl o tym co było, dobrego i złego, ale tylko myśl, myśl jak
> o zmarłym, z czasem materiał do rozmyślań Ci się wyczerpie, zobaczysz
> bezsensowność sytuacji, zaczniesz myśleć też o innych, o życiu, innych
> sytuacjach. Kiedy przyjdzie czas, przestaniesz przychodzić często "na
> cmentarz" rozmyślać - sam zrezygnujesz.

Jeśli odrzucę nadzieję i wejdę na ten cmentarz, to już z niego nie 
wrócę.. realnie...

> ;) Czujesz "uderzenie" w interakcjach z "byłą"?

Oj tak... adrenalina, endorfiny..

[...]
>> Właściwie znajduje w tym jakiś pozytyw, to było jak katharsis.
>> Wykrzyczałem negatywne emocje, pozbyłem się ich, a późniejsza bolesna
>> refleksja pozwoliła mi spojrzeć z boku, docenić Jej ogromną miłość i
>> poświęcenie.. dostrzec swoje i nasze wspólne błędy. Najgorsze, że
>> mądry Polak po..
>
> :) Dobrze myslisz, wyciągnij z tego wnioski *dla_siebie* .

Cały czas wyciągam, nie spodziwałem się, że tyle jeszcze można się 
dowiedzieć o sobie.. :-)

pozdrawiam
s@

-- 
s@piens

"Nothing is more practical than a good theory"
   Albert Einstein
Technical Details
Message-ID: <ffcj8g$374$1@nemesis.news.tpi.pl>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.onet.pl!newsfeed.tpinternet.pl!nemesis.news.tpi.pl!atlantis.news.tpi.pl!news.tpi.pl!not-for-mail
References: <1191602383.584681.236780@50g2000hsm.googlegroups.com> <feb0bj$sjm$1@nemesis.news.tpi.pl> <fedvb8$cq5$1@atlantis.news.tpi.pl> <fee5hc$476$1@nemesis.news.tpi.pl> <fee7vg$gom$1@atlantis.news.tpi.pl> <feg1ds$j1n$1@nemesis.news.tpi.pl> <feirsd$pha$1@nemesis.news.tpi.pl> <femr1i$14q$1@nemesis.news.tpi.pl> <feof5s$d7h$2@atlantis.news.tpi.pl> <fesk6b$8te$1@atlantis.news.tpi.pl>

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.onet.pl!newsfeed.tpinternet.pl!nemesis.news.tpi.pl!atlantis.news.tpi.pl!news.tpi.pl!not-for-mail
From: "s@piens" <kolmi@N0SPAM.tlen.pl.invalid>
Newsgroups: alt.pl.psychologia.milosc
Subject: Re: Pomozecie? Pomozemy!
Date: Sat, 20 Oct 2007 11:39:38 +0200
Organization: Lux Ferre ;-)
Lines: 191
Message-ID: <ffcj8g$374$1@nemesis.news.tpi.pl>
References: <1191602383.584681.236780@50g2000hsm.googlegroups.com> <feb0bj$sjm$1@nemesis.news.tpi.pl> <fedvb8$cq5$1@atlantis.news.tpi.pl> <fee5hc$476$1@nemesis.news.tpi.pl> <fee7vg$gom$1@atlantis.news.tpi.pl> <feg1ds$j1n$1@nemesis.news.tpi.pl> <feirsd$pha$1@nemesis.news.tpi.pl> <femr1i$14q$1@nemesis.news.tpi.pl> <feof5s$d7h$2@atlantis.news.tpi.pl> <fesk6b$8te$1@atlantis.news.tpi.pl>
NNTP-Posting-Host: emh220.neoplus.adsl.tpnet.pl
Mime-Version: 1.0
X-Trace: nemesis.news.tpi.pl 1192874064 3300 83.21.227.220 (20 Oct 2007 09:54:24 GMT)
X-Complaints-To: usenet@tpi.pl
NNTP-Posting-Date: Sat, 20 Oct 2007 09:54:24 +0000 (UTC)
X-Priority: 3
X-MSMail-Priority: Normal
X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2900.3138
X-MIMEOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2900.3198
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit