🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: alt.pl.psychologia.milosc
Article #171199

Re: Pomozecie? Pomozemy!

#171199
From: Flyer
Date: Sun, 14 Oct 2007 08:35
214 lines
12338 bytes
s@piens; <feof5s$d7h$2@atlantis.news.tpi.pl> :

> Flyer wrote:

[...]

> > To nie próba Jej obciążania, ale próba
> > wypoziomowania Twojej winy do poziomu, w którym będziesz mógł myśleć
> > trzeźwo - nic nie uratujesz biorąc na siebie całą winę. Owszem może
> > partnerka do Ciebie wtedy wróci, ale problemy pozostaną, poczucie
> > nierównowagi u Ciebie pozostanie, za jakiś czas może się skończyć
> > sielanka, znów.
> 
> Masz rację, takie jest też prawdopodobieństwo, ale...
> Właśnie to najbardziej boli, że kochała mnie co raz bardziej, a gdy już 
> się
> (wreszcie) "naprawiłem" jest wielka szansa na równowage, to kicha..

Pierwsza zasada - zmieniasz/naprawiasz się dla siebie, nie dla kogoś
innego. Dlatego, że:

- tak naprawdę nie znasz powodów i oczekiwań drugiej strony [przyjmij to
za aksjomat, nawet jeżeli wszystko Ci mówi, że znasz ;)] - jeżeli np.
partnerka powie Ci, że lubi facetów, którzy ryzykują, to tak naprawdę
nie wiesz co ona ma na myśli to mówiąc - siła ryzyka, rodzaj ryzyka,
częstośc ryzyka, jej udział w tym ryzyku [czym innym jest obserwować
ryzykanta, a czym innym z nim żyć współuczestnicząc w jego ryzyku];

- tak naprawdę nigdy nie wiesz kto ma rację w sporze pomiędzy ludźmi -
możesz oczywiście tego dojść, ale to trochę upierdliwa droga - zostaw to
sądom - Ty nie wiesz, czy Ona ma rację, czy Ty [znów aksjomat];

- nie każdy pasuje do każdego, nie każdy może być tym, którego oczekuje
druga strona - zmieniając się "dla kogoś" , możesz wejśc w grę, która
będzie Ci obca, obca Twojemu charakterowi - zmieniając się dla siebie
szukasz swojej wewnętrznej "postaci" - nie musi Jej zaakaceptować Twoja
obecna partnerka, zaakceptuje ją kto inny - najważniejsze jednak będzie
to, że będziesz lepszy. Zresztą czasami tak jest, że kocha się innych za
odmienność, a nie za to, że odpowiadają dokładnie Twojemu
charakterowi/zachowaniu - ważne, żeby nie próbować ich dostosować, bo
owszem dostosujesz się do partnerki i .... wtedy staniesz się dla niej
nudny i nijaki. ;)

> > Popatrz na to bardziej, jak na problem w związku, to
> > "zawiedzenie systemu hormonalnego" i zastanów się co musiałoby się
> > stać, żeby sytuacja się nie powtórzyła - nie tylko u Ciebie, ale
> > także co powinno się stać w relacji, związku, postawie partnerki.
> 
> Źle opisałem to na początku, choroba była czynnikiem zewnętrznym, któy
> "zepsuł" mnie na jakieś dwa miesiące nim polazłem do lekarza.
> Kochała mnie wtedy mimo wszystko, ale w ostatniej fazie wybuchłem z 
> frustracji, bo nie radziłem sobie ze sobą, a obciążyłem Ją za 
> wszystko...

Hmmmm. Znaczy chcąc uzyskać własny spokój/równowagę w jakiejś sytuacji
zacząłeś ją "atakować"?

Dwie sprawy:

- jeżeli Ją obciążyłeś, to może oznaczać, że pewne sprawy były jednak
niejasne. Zrzucasz całą odpowiedzialność na siebie, ale mz. to błędne
mniemanie - kiedyś, kiedy te sprawy zaszły byłeś stabilny, a jednak
zapamiętałeś je jako negatywne. Jeżeli byłeś wtedy obiektywny w swojej
własnej subiektywności [ ;) ], to być może nie jest tak jak chciałbyś
żeby było - "Ty Jesteś winny, jak przyznasz się do winy, to wszystko
wróci na stare tory". To najprostsza droga do powrotu, ale tak samo
najprostsza do rozstania, bo sytuacje znów się powtórzą, zwłaszcza
jeżeli partnerka uwierzy, że nie miała żadnego udziału w sytuacji i
będzie powtarzać zachowania, które Ty postrzegałeś negatywnie. Więcej -
jeżeli uwierzy w swoją niewinność a Twoją winę, może każdą sytuację,
która nastąpi po Twoim powrocie, rozpatrywać skrajnie jednostronnie. To
może być dla niej bardzo wygodne - będzie uwolniona od zastanawiania
się/poczucia winy w sytuacjach kryzysowych, bo z automatu Ty będziesz
winny. Będzie przy Tobie pomimo tego, że nie będzie pomiędzy wami
dobrze, bo będzie miała komfort poczucia "braku winy" i bycia
"pokrzywdzoną". Oczywiście ludzie się zmieniają, więc stare sytuacje
niekoniecznie muszą się powtórzyć, ale mogą pojawić się nowe, o których
nie będziesz/będziecie rozmawiać patrząc przez pryzmat "Twojej winy".
"Życie na kolanach" jest bardzo niewygodne. ;)

- atakując trzymałeś się zapewne jakiejś granicy - nie chciałeś Jej
zabić, zniszczyć, chciałeś uzyskać wewnętrzną równowagę, ale nie za
wszelką cenę - ona być może zdaje sobie z tego sprawę, jeżeli może
porównać Twoje zachowanie z zachowaniami innych osób w podobnych
sytuacjach, więc mz. niepotrzebne jest tłumaczenie się na wyrost z tej
sytuacji. Ludzie czasami obawiają się tego, co może tkwić w drugim
człowieku - ostatecznie z każdego można zrobić wariata, to tylko kwestia
czasu i środków, ale ... wariat wariatowi nierówny - jeden lata z
siekierą [ ;) ], drugi będzie niegroźny. Załóż sobie, że Twoja partnerka
po Twoim wybuchu wyobraziła sobie kontynuację Twojego zachowania na
maksa, uznała, że to dobiero początek, a nie wszystko na co Ciebie stać
i ... daj spokój, poczekaj.

> Po ochłonieciu zrozumiałem, co źle zrobiłem, moją wcześniejszą 
> zaborczość..

To dobrze. :)

> Jak mocno mnie kochała...

Tego nie wiesz - kolejny aksjomat. Nie uzależniaj swojej miłości od Jej
miłości - jeżeli Ją kochasz, to kochasz, ale nie dlatego, że Ona Ciebie
kochała - to pułapka, takie myślenie. Jeżeli ktoś jest "wart" Twojej
miłości, to nie dlatego, że i on Ciebie kocha. Jest wart dlatego, że
jest, a nie dlatego, że Ci coś daje/czegoś oczekuje/czujesz się w
obowiązku odwzajemnić uczucia/ratować/pomagać/jest dla Ciebie miły.

> > "Takie jest życie" i żyje się z tym dalej, stety albo niestety. Do
> > powrotu trzeba chęci z obu stron, a nie wspomnień czy emocji.
> > Widocznie u Niej tej chęci nie ma.
> 
> Da się ją ponownie wzbudzić? Ewentualnie jest szansa, że stanie się to 
> samoczynnie?

Ponownie, to wodę można zagotować. ;) Nie będzie "ponownie", może być
inaczej, co nie oznacza, że gorzej. Po prostu inaczej.

I nadal się upieram przy jednym - przy tym, że musi istnieć u drugiej
strony wola, chęć i działania zmierzające do powrotu. Na tym, że ktoś
Ciebie "kocha", nie da się oprzeć żadnych realnych działań, skoro ten
ktoś, kiedy Ty się do niego zbliżysz, zacznie uciekać gnany "ciemną"
stroną swojej własnej ambiwalencji. Ona musi zdawać sobie sprawę z
własnej ambiwalencji i chcieć Jej się przeciwstawić. To Jej wewnętrzna
walka i Ty nic nie jesteś w stanie zrobić, żeby rozegrać ją za Nią.

> >> Wszystkie moje próby naprawy zawodzą, powoli tracę już  rozum z
> >> rozpaczy..
> >
> > To przestań go tracić, bo jako szaleniec tym mniej zwojujesz, zacznij
> > żyć normalnie i zaryzykuj - żyj tak jak kiedyś, może ona zobaczy wtedy
> > faceta, którego kochała. ;) Ale nie nastawiaj się na żaden wynik czy
> > określony czas, kiedy do tego dojdzie.
> 
> Hmnn.. cierpliwość nie jest moją mocna stroną..

O tym poniżej.

> a samotne życie trudno 
> nazwać w moim przypadku normalnym...
> Chciałbym tak życ jak piszesz, ale często emocje zawodzą...
> Cały czas jest w mojej głowie: Ona, poczucie winy, poczucie 
> niedokończenia.. przerwania relacji "w pół słowa", utracona ogromna 
> szansa..
> Ogromna miłość i chęć budowy czegoś lepszego..
> 
> Nie wyobrażam sobie jak na tym zbudować coś samemu albo z kimś innym..

Z czasem sobie wyobrazisz. ;)

> Fakt, obecna sytuacja ma pewnien plus: żyję dniem dzisiejszym, bez 
> przejmowania sie jutrem.. fajne uczucie, można pozwolić sobie na totalna 
> asertywność, podjąc ryzyko jakie wcześniej było nie do wyobrażenia..
> 
> Ale ad rem: tzn. mam teraz biernie czekać aż Ona zmieni zdanie..?
> Rozumiem, że trzeba dać czas, że to Ona musi poczuć, że trzeba gonić 
> króliczka.. ale..

;) Nie, dokładnie nie. Widzisz - jakoś nikt nigdy nie jest w stanie wbić
mi do głowy metod rodem z manipulacji - "udać, że się ją zapomniało i
wtedy ona ... ". De facto metoda może dobra, ale nie opisująca
prawdziwej sytuacji, a jedynie przybliżająca niektóre aspekty niektórych
sytuacji - czyli masło maślane. Chodzi mi o to, żebyś nie niszczył
swoich emocji, ale skierował je w trochę innym kierunku - jestem
wyznawcą teorii, że rozstanie trzeba przeżyć tak jak śmierć kogoś
bliskiego. Metody typu - zapomnieć, zabawić się, znaleźć kogoś innego
dają chwilową ulgę, a prawdziwe "zapominanie" i tak i tak dzieje się
samoistnie - po jakimś czasie umysł sam się wyzwala z sytuacji, bez tych
wszystkich sztuczek. Żeby wrócić trzeba odejść - prosta prawda.

Spróbuję Ci to przybliżyć, tak jak ja to widzę - znajdź
symbol/zachowanie, które chciałeś zrobić po rozstaniu - rozmowa, zgada
wyrażona podaniem ręki, spotkania itd. - coś, czego partnerka Ci
odmówiła po rozstaniu, coś co Ciebie "ubodło", a jednocześnie było
normalnym ludzkim zachowaniem nie mającym związku ze związkiem, ale z
normalnymi ludzkimi relacjami. Nie proponuję "pocałunku, seksu", bo to
ryzykowne. Spróbuj to zrobić i ... odpocznij, "wejdź w siebie".
Prawdopodobnie poczujesz wewnętrzny żal i ... zacznij żałobę. Tak jak w
przypadku śmierci kogoś bliskiego, tak i w przypadku rozstania są
miejsca, które w jakiś sposób będą Ci przypominać Twoją byłą, takie
"aleje cmentarne". Nie niszcz swojego żalu w takich miejscach [choć ja
mam np. aleję cmentarną, gdzie siedząc sam myślę, a w towarzystwie się
bawię], myśl o tym co było, dobrego i złego, ale tylko myśl, myśl jak o
zmarłym, z czasem materiał do rozmyślań Ci się wyczerpie, zobaczysz
bezsensowność sytuacji, zaczniesz myśleć też o innych, o życiu, innych
sytuacjach. Kiedy przyjdzie czas, przestaniesz przychodzić często "na
cmentarz" rozmyślać - sam zrezygnujesz.

> Mam też ten problem, że jest to dla mnie tak ważne, że zdaża się, że 
> emocje biorą górę nad rozumem...

;) Czujesz "uderzenie" w interakcjach z "byłą"?

> > Heh, nie wiem co się stało pomiędzy Wami, mogę się tylko domyślać i
> > tworzyć alternatywy, ale nadal podtrzymuję to co napisałem na
> > początku - zastanów się czy przypadkiem jednak nie byłeś sobą, tyle
> > że w określonej sytuacji.
> 
> Byłem sobą, ale tym gorszym Mr Hyde, który pod wpływem choroby wział 
> górę nad Dr Jekyllem.
> jakieś małe negatywne emocje wyolbrzymiłem w nieprawdopodobny sposób..
> 
> Właściwie znajduje w tym jakiś pozytyw, to było jak katharsis. 
> Wykrzyczałem negatywne emocje, pozbyłem się ich, a późniejsza bolesna 
> refleksja pozwoliła mi spojrzeć z boku, docenić Jej ogromną miłość i 
> poświęcenie.. dostrzec swoje i nasze wspólne błędy. Najgorsze, że mądry 
> Polak po..

:) Dobrze myslisz, wyciągnij z tego wnioski *dla_siebie* .

Pozdrawiam
Flyer
-- 
gg: 9708346; skype:flyer36
http://www.flyer36.republika.pl/
Technical Details
Message-ID: <fesk6b$8te$1@atlantis.news.tpi.pl>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!newsfeed.pionier.net.pl!news.nask.pl!news.nask.org.pl!newsfeed.tpinternet.pl!atlantis.news.tpi.pl!news.tpi.pl!not-for-mail
References: <1191602383.584681.236780@50g2000hsm.googlegroups.com> <feb0bj$sjm$1@nemesis.news.tpi.pl> <fedvb8$cq5$1@atlantis.news.tpi.pl> <fee5hc$476$1@nemesis.news.tpi.pl> <fee7vg$gom$1@atlantis.news.tpi.pl> <feg1ds$j1n$1@nemesis.news.tpi.pl> <feirsd$pha$1@nemesis.news.tpi.pl> <femr1i$14q$1@nemesis.news.tpi.pl> <feof5s$d7h$2@atlantis.news.tpi.pl>

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!newsfeed.pionier.net.pl!news.nask.pl!news.nask.org.pl!newsfeed.tpinternet.pl!atlantis.news.tpi.pl!news.tpi.pl!not-for-mail
From: Flyer <flyer@poczta.gazeta.pl>
Newsgroups: alt.pl.psychologia.milosc
Subject: Re: Pomozecie? Pomozemy!
Date: Sun, 14 Oct 2007 10:35:52 +0200
Organization: zzz
Lines: 214
Message-ID: <fesk6b$8te$1@atlantis.news.tpi.pl>
References: <1191602383.584681.236780@50g2000hsm.googlegroups.com> <feb0bj$sjm$1@nemesis.news.tpi.pl> <fedvb8$cq5$1@atlantis.news.tpi.pl> <fee5hc$476$1@nemesis.news.tpi.pl> <fee7vg$gom$1@atlantis.news.tpi.pl> <feg1ds$j1n$1@nemesis.news.tpi.pl> <feirsd$pha$1@nemesis.news.tpi.pl> <femr1i$14q$1@nemesis.news.tpi.pl> <feof5s$d7h$2@atlantis.news.tpi.pl>
NNTP-Posting-Host: ckv185.neoplus.adsl.tpnet.pl
Mime-Version: 1.0
X-Trace: atlantis.news.tpi.pl 1192350733 9134 83.31.97.185 (14 Oct 2007 08:32:13 GMT)
X-Complaints-To: usenet@tpi.pl
NNTP-Posting-Date: Sun, 14 Oct 2007 08:32:13 +0000 (UTC)
User-Agent: Noworyta News Reader/2.9
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit