Article View: alt.pl.oasis
Article #45239Wydarzenia wrześniowe
From: Jacek Dziedzic
Date: Mon, 11 Sep 2006 16:52
Date: Mon, 11 Sep 2006 16:52
152 lines
7675 bytes
7675 bytes
Krótka relacja jeszcze na żywo z Małego Zlotu apo w Warszawie, Pierwszego Ślubu Grupy i koncertu Iana Browna. Impreza zaczyna się w samo południe 09.09 w kościele św. Anny, gdzie w rolach głównych występowali: - Amina i Mef, - dzerry i jego fotoaparat, - Kuba i Kasia, - Foxer i Monika, - graham, - Grzegorz zapoznany później - yours truly i Olga - inne osoby, które trudno wymieniać z imienia. Węzeł został zawiązany profesjonalnie, po nawet dorzecznej gadce księdza, przy delikatnym załamaniu głosu panny młodej i powadze pana młodego. Było miło. Chwila na wręczanie pluszaków podczas której było sporo uśmiechów, chociaż niektórzy twierdzili potem, że Mef nie bardzo kontaktował jeszcze :). Druga odsłona zaczyna się około osiemnastej w pubie-art-clubie "Pracovnia", który nie tak łatwo znaleźć, mimo dokładnych mefich instrukcji. Wraz z ilością wypijanych piw konwersacja wznosiła się na coraz wyższe poziomy. Z highlightów należy niewątpliwie wymienić polemikę Grahama i Grzegorza w temacie "czy rydwany Gawlińskiego są nieznośnie mistyczne czy też podpadają pod nurt romantyczny i są jak najbardziej na miejscu". Po drodze doskonała imitacja Boysów i Papa Dance w wykonaniu Grahama (powinieneś przemyśleć czy nie zająć się tym profesjonalnie, wystarczy tylko zdystansować się od tego, co się robi :]]). Duchem i we wspominkach byli obecni również Sytko, Chyna, Sowiet, Paul i Tomek zwany Długim, Maja, Ally i kilka osób o których wiem za mało, żeby coś pisać. Gdzieś po drodze dzerry opowiadał o meritach Amnesty, urokach ojcostwa, Adamie Czajkowskim, Kuba z Kubową zdradzali aspiracje naukowe, znalazło się kilku wspólnych (nieobecnych) znajomych na linii trójmiasto-Warszawa. Państwo młodzi rozdawali kupony na piwo Budweiser względnie cider Strongbow, co niektórzy podjadali tosty, w miarę gdy impreza trwała. Od momentu opuszczenia nas przez państwa młodych w okolicach dziesiątej impreza powoli zamierała. Ostatecznie rozeszliśmy się, chociaż niedobitki w postaci Grzegorza, Dzerrego, Olgi i mnie zdołały jeszcze znaleźć całodobowy, zapoznać Bogdana, czyli żulejącego fana Boba Dylana, wypić jedno piwo pod Syrenką przy moście Świętokrzyskim i zmarznąć, tak do drugiej w nocy. Dzień drugi rozpoczął się umiarkowanym kacem, w naszym przypadku wizytą w IMAX (polecamy tym, co nie byli) a potem z wolna w kierunku Służewca. Instrukcje na stronie kazały wysiadać na pętli Służewiec, która okazała się być osiem przystanków i 2km za daleko, wobec czego należało wrócić do "Wyścigów", fajną nam przejażdżkę komunikacją miejską zafundowali organizatorzy Tak Tak (Summer of) Music Festival. Do tego żadnych oznaczeń, tylko za skromnym tłumem można było podążać. Po drodze znalazł się Foxer z Moniką, a jeszcze nieco później Graham. Ten drugi może powie kilka słów o Makowieckim i tym wszystkim co było Przed. Nasze spotkanie z festiwalem zaczęło się od Stereo MCs, o których nie wiedzieliśmy nic uprzednio. Streściłbym ich jako "coś w rodzaju Happy Mondays", a jako drugi numer zagrali cover Tomorrow Never Knows, Beatlesów, chociaż poznać to można było tylko po tekście. Zeszli gdzieś po godzinie, dostali trochę aplauzu od jakichś zagorzałych i chyba przyjezdnych fanów, bo ludzi było bardzo mało (z 500 osób?). Była 19. i godzina na wypicie piwa przed Ianem. Ludzi było tak mało, że dotarcie do barierek nie stanowiło problemu. Obok była grupka fanów z Manchesteru, wieść niesie, że także Graham. Foxera zgubiliśmy gdzieś. Ian zaczął od I Wanna Be Adored, co przywitaliśmy aplauzem i wyśpiewywaniem całej pierwszej zwrotki, gdy gitarzysta, jeśli wierzyć Grahamowi, dostrajał gitarę. Potem było zdaje się Dolphins Were Monkeys i Waterfall. Ian był rewelacyjny, a wg dziewcząt nawet i boski. Dawał różne znaki rękami i prosił, żebyśmy delikatnie podrzucali ramieniem, jeśli będziemy excited. Grał krótko (równo godzinę), ale treściwie. Niestety pierwszy rząd stanowili ludzie, którzy zajmowali już miejsca na Pet Shop Boys (myśmy stanowili wyłom!), liczba prawdziwych fanów na pewno nie przekraczała setki, a w sumie pewnie z 1000 osób było, ale to na oko bardzo. Setlist (może być nie po kolei): 1. I Wanna Be Adored 2. Dolphins Were Monkeys 3. Waterfall 4. Golden Gaze 5. Set My Baby Free 6. Time is My Everything 7. The Sweet Fantastic 8. Keep What You Got 9. Longsight M13 10. Made of Stone 11. I am the Resurrection 12. F.E.A.R. ... jak czegoś zapomnieliśmy, to na pewno nas ktoś poprawi. Publiczność darła się głównie na kawałkach Stone Roses. Made of Stone, I am the Resurrection właściwie całe wyśpiewaliśmy razem z Ianem. Na F.E.A.R. wyśpiewywaliśmy tytuł, gdy Brown śpiewał "You've got the fear". Resurrection kończyło się tą miesistą solówką, a Ian w tym czasie dołączył do hindusa (na oko) za instrumentami perkusyjnymi, przy czym za bębnami siedział też klasyczny pałkarz, tak że pod koniec trzy osoby bębniły. Gitarzysta dawał radę, tylko w Waterfall moim zdaniem nie przykładał się trochę, ale solówka w Resurrection go zrehabilitowała z nawiązką. Angole z Manchesteru się wydzierali, aż ich trochę Ian uspokoił w jednym momencie, żeby zostawili trochę dla Warszawy. Warszawa jednak, w większości, nie wiedziała o co chodzi (a.p.o. oczywiście chlubnym wyjątkiem). Sporo się naśmialiśmy, gdy w pewnym momencie Ian zaczął dawać znaki gościowi tuż koło nas, żeby ten rozwinął swój transparent. Gość trochę się wahał, ale Brown naciskał, więc transparent został rozwinięty. Na moment, bo było na nim napisane "25 lat Pet Shop Boys". ROTFL :)). Na bisy nie było szans, i tak spodziewaliśmy się, że Resurrection będzie ostatnie, ja tam traktuję to FEAR jako bis :). Potem chwila oddechu, rzut oka na Mercury Rev, a potem grała tzw. gwiazda, czyli Pet Shop Boys, ale tu przypuszczam że Graham odda im więcej honorów. Podsumowując -- bardzo owocny wypad. Zapadł mi w pamięć wniosek Dzerrego, że nawet jak spotykamy się raz na trzy lata i jak na grupie "pisanej" mało się dzieje, to i tak jest o czym rozmawiać i to na poziomie i w ogóle :), you know what I mean. Pozdrowienia dla nowożeńców. - J. z towarzyszeniem Olgi PS. Ian Brown umie śpiewać! Serio! Nie było żadnych kłopotów wokalnych, z jakimi kojarzył mi się na słyszanych wcześniej występach na żywo. Tylko słów "I Am The Resurrection", które są wysoko nie zaśpiewał, ale publiczność się wtedy wydarła, więc było to niejako ukartowane.
Technical Details
Message-ID:
<ee446d$hfh$1@news.task.gda.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!newsfeed.pionier.net.pl!news.task.gda.pl!not-for-mailShow Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.gazeta.pl!newsfeed.pionier.net.pl!news.task.gda.pl!not-for-mail From: Jacek Dziedzic <niezameldowany@inter.net> Newsgroups: alt.pl.oasis Subject: Wydarzenia wrześniowe Date: Mon, 11 Sep 2006 18:52:11 +0200 Organization: CI TASK http://www.task.gda.pl/ Lines: 153 Message-ID: <ee446d$hfh$1@news.task.gda.pl> NNTP-Posting-Host: chello087206206214.chello.pl Mime-Version: 1.0 X-Trace: news.task.gda.pl 1157993485 17905 87.206.206.214 (11 Sep 2006 16:51:25 GMT) X-Complaints-To: abuse@news.task.gda.pl NNTP-Posting-Date: Mon, 11 Sep 2006 16:51:25 +0000 (UTC) User-Agent: Mozilla Thunderbird 1.0.7 (Windows/20050923) X-Accept-Language: pl, en-us, en Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit