Thread View: alt.pl.milosc
21 messages
21 total messages
Started by Anonim;]
Mon, 11 Sep 2006 06:41
Ciężka miłość...
Author: Anonim;]
Date: Mon, 11 Sep 2006 06:41
Date: Mon, 11 Sep 2006 06:41
25 lines
2500 bytes
2500 bytes
Witam.Moim problemem jest to że jestem zakochana w facecie...byłam z nim kiedyś, lecz nie udało nam się za bardzo...chociaż sama nie wiem dlaczego ze mną zerwał był jeden wariant...ale nie dawno się dowiedziałam że wcale dlatego nie zerwał...hmm...tylko jest mały problem bo on mnie już nie kocha a ja od roku kiedy się rozstaliśmy cierpie wciąż...a on jest za to zakochany w innej...ehh...nawet był z nią...tylko jakieś dwa tyg. się rozstali...więc zaczeliśmy jakoś się spotykać...trochę dziwne bo wkońcu mówił że już wiecej nie chce mnie widzieć...co lepsze na jednym ze spotkań...stało się coś więcej...ale to już możecie się tylko domyślać...no i to wszystko jest nic nieznaczące bo wkońcu mówił mi że mnie nie kocha...itd. ostatnio nawet pogadaliśmy o tym wszystkim tak szczerze no to powiedział że mnie lubi jestem fajna i wogóle...ale że nie będe z nim szczęśliwa bo on ze mną nie będzie:(no wczoraj mu nawet dużo pomogłam...bo chciał się chłopak stoczyć...na same dno a ja niemogłam do tego dopóścić więc musiałam przemówić mu...aż wkońcu uznał że mam racje...no i powiedział że dzisiaj do mnie wpadnie pogadać przytulić...i wogóle ehh...tylko poco to wszystko?skoro mnie nie kocha?:(i jak to rozumieć?i jak go zdobyć?może właśnie najlepiej przez pomoc?skoro taki wdzięczny mi był?może gdy uzna że jestem jedyną osobą która mu pomaga to zbliży się do mnie?achh...można by tysiące pytań zadać:( proszę o pomoc bo już naprawdę nie mam siły:( Z góry dziękuje za przeczytanie i ewentualną rade... -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Ciężka miłość...
Author: michal
Date: Mon, 11 Sep 2006 11:18
Date: Mon, 11 Sep 2006 11:18
66 lines
5012 bytes
5012 bytes
Użytkownik "Anonim;]" napisał w wiadomości > Witam.Moim problemem jest to że jestem zakochana w facecie...byłam z nim > kiedyś, lecz nie udało nam się za bardzo...chociaż sama nie wiem dlaczego ze > mną zerwał był jeden wariant...ale nie dawno się dowiedziałam że wcale > dlatego nie zerwał...hmm...tylko jest mały problem bo on mnie już nie kocha > a ja od roku kiedy się rozstaliśmy cierpie wciąż...a on jest za to zakochany > w innej...ehh...nawet był z nią...tylko jakieś dwa tyg. się rozstali...więc > zaczeliśmy jakoś się spotykać...trochę dziwne bo wkońcu mówił że już wiecej > nie chce mnie widzieć...co lepsze na jednym ze spotkań...stało się coś > więcej...ale to już możecie się tylko domyślać...no i to wszystko jest nic > nieznaczące bo wkońcu mówił mi że mnie nie kocha...itd. ostatnio nawet > pogadaliśmy o tym wszystkim tak szczerze no to powiedział że mnie lubi > jestem fajna i wogóle...ale że nie będe z nim szczęśliwa bo on ze mną nie > będzie:(no wczoraj mu nawet dużo pomogłam...bo chciał się chłopak > stoczyć...na same dno a ja niemogłam do tego dopóścić więc musiałam > przemówić mu...aż wkońcu uznał że mam racje...no i powiedział że dzisiaj do > mnie wpadnie pogadać przytulić...i wogóle ehh...tylko poco to wszystko?skoro > mnie nie kocha?:(i jak to rozumieć?i jak go zdobyć?może właśnie najlepiej > przez pomoc?skoro taki wdzięczny mi był?może gdy uzna że jestem jedyną osobą > która mu pomaga to zbliży się do mnie?achh...można by tysiące pytań zadać:( > proszę o pomoc bo już naprawdę nie mam siły:( > > Z góry dziękuje za przeczytanie i ewentualną rade... Utarło się już tak na grupach, tej i o podobnej tematyce, że wobec przedstawianych tutaj problemów sercowych, grupowicze starają się pomóc w najróżniejszy sposób. Jedni starają się podyktować określone postawy wobec partnera, inni konkretne poczynania, jescze inni rozbierają psychikę przedmiotowych partnerów i wskazując palcem odpowiedzialne za daną sytuację mechanizmy starają się ogólnie uświadamiać, co się naprawdę dzieje. Nie wyłączam siebie z tego towarzystwa. Też lubię doradzić. Każda osoba, która aktualnie "czuje się" dobrze, chce pomóc tym, którzy właśnie czują się źle. A wszystko to oczywiście na podstawie własnych, z oczywistych względów ograniczonych doświadczeń i zasłyszanej lub samodzielnie spenetrowanej wiedzy. Osoba w biedzie najczęściej nie korzysta z większości tych rad, a jeśli korzysta z jakiejś opcji, to zazwyczaj tej, która jest najbliższa jego poglądowi na daną sprawę. Czyli raczej prawdą jest teza, że tak naprawdę, każdy, kto stara się przedstawić tu swój problem, szuka potwierdzenia dla swojejgo toku rozumowania w kwestii znalezienia rozwiązania. Odpowiedź na Twój problem poprzedziłem takim wstępem tylko dlatego, że bardzo chciałbym być oryginalny wśród innych odpowiedzi, a wiem, że to prawie niemozliwe. Wszystko niejako już było. Chciałbym jednak, żebyś zwróciła uwagę na rzecz, która jest w Twoim opisie sytuacji IMO najważniejsza. Uwaga! To bardzo dobrze, że coś takiego Ci się przytrafiło. To bardzo dobrze, że przeżywasz dylematy w ramach podejmowanych przez Ciebie decyzji. Sprawy serca są bardzo delikatną i indywidualną materią. Każdy będzie przeżywał to trochę inaczej, każdy co innego z tego później zapamięta i wyciągnie inne wnioski. Ale doceń to, jak bardzo te dylematy są potrzebne. Jak to kształtuje Twoją osobowość, Twoją tożsamość i to niezależnie w jakim wieku jesteś. Ktoś, kto nie doświadczy czegoś takiego, nic o życiu, o relacjach między ludzkich nie wie, ani tym bardziej o miłości. Płakanie nad arcydziełami "Harlekina" nic tu nie pomoże. Myślę, że cokolwiek zrobisz z tym piwem, co się nawarzyło, zrobisz dobrze właśnie dlatego, że Ty jesteś tej sytuacji najbliżej spośród wszystkich grupowiczów i jesteś w samym jej środku. Ja wierzę, że jeżeli kochasz naprawdę, nikomu krzywdy nie zrobisz. Sobie także nie. :) pozdrawiam michał
Re: Ciężka miłość...
Author: MarlonB
Date: Mon, 11 Sep 2006 13:13
Date: Mon, 11 Sep 2006 13:13
61 lines
3775 bytes
3775 bytes
Użytkownik "michal" <6michal9@gazeta.pl> napisał w wiadomości news:45053a6b$0$17954$f69f905@mamut2.aster.pl... > > Użytkownik "Anonim;]" > napisał w wiadomości > >> Witam.Moim problemem jest to że jestem zakochana w facecie...byłam z nim >> kiedyś, lecz nie udało nam się za bardzo...chociaż sama nie wiem dlaczego >> ze >> mną zerwał był jeden wariant...ale nie dawno się dowiedziałam że wcale >> dlatego nie zerwał...hmm...tylko jest mały problem bo on mnie już nie >> kocha >> a ja od roku kiedy się rozstaliśmy cierpie wciąż...a on jest za to >> zakochany >> w innej...ehh...nawet był z nią...tylko jakieś dwa tyg. się >> rozstali...więc >> zaczeliśmy jakoś się spotykać...trochę dziwne bo wkońcu mówił że już >> wiecej >> nie chce mnie widzieć...co lepsze na jednym ze spotkań...stało się coś >> więcej...ale to już możecie się tylko domyślać...no i to wszystko jest >> nic >> nieznaczące bo wkońcu mówił mi że mnie nie kocha...itd. ostatnio nawet >> pogadaliśmy o tym wszystkim tak szczerze no to powiedział że mnie lubi >> jestem fajna i wogóle...ale że nie będe z nim szczęśliwa bo on ze mną nie >> będzie:(no wczoraj mu nawet dużo pomogłam...bo chciał się chłopak >> stoczyć...na same dno a ja niemogłam do tego dopóścić więc musiałam >> przemówić mu...aż wkońcu uznał że mam racje...no i powiedział że dzisiaj >> do >> mnie wpadnie pogadać przytulić...i wogóle ehh...tylko poco to >> wszystko?skoro >> mnie nie kocha?:(i jak to rozumieć?i jak go zdobyć?może właśnie najlepiej >> przez pomoc?skoro taki wdzięczny mi był?może gdy uzna że jestem jedyną >> osobą >> która mu pomaga to zbliży się do mnie?achh...można by tysiące pytań >> zadać:( >> proszę o pomoc bo już naprawdę nie mam siły:( >> >> Z góry dziękuje za przeczytanie i ewentualną rade... > [...] > Myślę, że cokolwiek zrobisz z tym piwem, co się nawarzyło, zrobisz dobrze > właśnie dlatego, że Ty jesteś tej sytuacji najbliżej spośród wszystkich > grupowiczów i jesteś w samym jej środku. Ja wierzę, że jeżeli kochasz > naprawdę, nikomu krzywdy nie zrobisz. Sobie także nie. :) > Już zacząłem jechać po tym tekscie, gdy nagle się zorientowałem, że się z nim zgadzam :) Bardzo trafnie napisane, chciałem napisać coś podobnego. Nie ważne co zrobi, ważne, że nie będzie nikomu krzywdy robić. Niestety każdy swój bagaż doświadczeń pakuje sam. Wszystko co się w nim znajduję przyda się wcześniej czy później. IMO takich problemów się nie rozwiązuje tylko po prostu przeżywa :) Nie ma lekko... Powodzenia. M.
Re: Ciężka miłość...
Author: Morderca uczuć
Date: Mon, 11 Sep 2006 13:52
Date: Mon, 11 Sep 2006 13:52
39 lines
2732 bytes
2732 bytes
Anonim;] napisał(a): > ...i wogóle ehh...tylko poco to wszystko?skoro > mnie nie kocha? Po co robisz to wszystko, skoro Cię nie kocha? Chcesz się nim opiekować, pomagać, starasz się jak możesz... Po co? Na świecie jest jakieś 3,5 miliarda mężczyzn. Musisz pożądać tego który ma Cię w nosie i przychodzi dopiero jak go coś zaboli i nie ma z kim pomagać? Opanuj się dziewczyno, weź się za siebie, dobrze Ci radzę. > i jak go zdobyć? Od kiedy miłość, związek, partnerstwo trzeba zdobywać? Czy to konkurs o złote kalesony? Opamiętaj się, nie kompromituj się dziewczyno. > może właśnie najlepiej > przez pomoc?skoro taki wdzięczny mi był?może gdy uzna że jestem jedyną osobą > która mu pomaga to zbliży się do mnie? On chce kobiety, ładnej, fajnej, normalnej, dobre w łóżku, takiej, która mu pasuje. Z taką będzie chciał wejść w związek. Nie z Matką Teresą. Ani nie z Tobąc, co już Ci udowodnił. Nie dociera to do Ciebie? > proszę o pomoc bo już naprawdę nie mam siły:( Przestań ryczeć i biadolić. Weź się za naukę, pracę, idź na grzyby. Jeśli chcesz wyzdrowiec z uzależnienia od jego przesadnie zmitologizowanego wyobrażenia, skończ z nim. Zapomnij, przestań się z nim spotykać. Inaczej będziesz przedłużała ten głupi stan kolejny rok i kolejny. I co, tak fajnie Ci w tym stanie? Nie lepiej wytrzeźwieć i zacząć życie na nowo z kimś kto Cię pokocha? No taaak.. on jest the best... hehe. Trzymaj się Siostro Miłosierdzia. MU
Re: Ciężka miłość...
Author: Morderca uczuć
Date: Mon, 11 Sep 2006 14:00
Date: Mon, 11 Sep 2006 14:00
11 lines
1613 bytes
1613 bytes
michal napisał(a): > Myślę, że cokolwiek zrobisz z tym piwem, co się nawarzyło, zrobisz dobrze > właśnie dlatego, że Ty jesteś tej sytuacji najbliżej spośród wszystkich > grupowiczów i jesteś w samym jej środku. Święta racja. Każdy sobie kuje los. Jeśli pławi się w szambie (lub piwie), to widocznie tego potrzebuje. Pozdr. M.U.
Re: Ciężka miłość...
Author: Eline
Date: Mon, 11 Sep 2006 14:43
Date: Mon, 11 Sep 2006 14:43
28 lines
3010 bytes
3010 bytes
Chyba prosta sprawa... Facet Cię lubi, układ z Tobą jest dla niego korzystny. Zaspokajasz jego potrzeby emocjonalne - te związane z braniem. W ten sposób go nie zdobędziesz, bo i bez tego ma od Ciebie wszystko, co chce i kiedy chce, plus uczucie, że wszystko cacy, bo zastrzegł, że do niczego się nie zobowiąże, i będzie mógł odejść bez wyrzutów sumienia, gdy zdobędzie kobietę, którą kocha. I zrobi to. Ale jeśli to Cię pocieszy, prawdopodobnie wróci, kiedy znów poczuje się nieszczęśliwy. Może nawet będzie wracał przez całe życie... jeśli będziesz dostatecznie blisko. Ale nie łudź się. Nie słyszałam, żeby ktoś kogoś pokochał z wdzięczności. Tylko w bajkach księżniczki dostają nagrodę za to, że są dobre, skromne i pracowite. (Nie wiem, czy wiesz, że mąż Królewny Śnieżki puszczał się ze złą królową, a przy stole mówił, że to dobra osoba, tylko bardzo nieszczęśliwa? ;) ) Powinnaś wyjechać gdzieś daleko. Jesteś wolna, korzystaj z tego, świat czeka na Ciebie, wielki, fascynujący świat, pełen fascynujących ludzi. Będziesz miała co robić i o czym myśleć. Wróć za parę lat, spójrz na niego... i zobaczysz, jaki to nędzny palancik. Bo teraz nie masz możliwości tego zobaczyć - uczucia Ci nie pozwalają. Facet Cię krzywdzi, wykorzystuje. Najprawdopodobniej nie zdaje sobie z tego sprawy, bo wydaje mu się, że skoro sama chcesz mu ofiarować to, co od Ciebie bierze, mimo że poinformował, że nie chce z Tobą być, to to jest OK i Ciebie też zadowala, choć chciałabyś więcej. Wielu ludzi uważa, że to jest OK. Ja tak nie uważam, bo to jest tak, że Twoje uczucia wydają Cię na jego "pastwę". Niby robisz, co chcesz, ale jesteś nieszczęśliwa. Inaczej nie pisałabyś tutaj. Poza tym zbyt wiele znam kobiet, które przez lata po utuleniu "ukochanego" idą do kuchni i wyciągają flaszkę zza lodówki, żeby uwierzyć, że to nie jest złe. A Ty do tego właśnie zmierzasz. Pozdrawiam, bądź dzielna i nie dopuść do tego. Eline
Re: Ciężka miłość...
Author: Eline
Date: Mon, 11 Sep 2006 15:25
Date: Mon, 11 Sep 2006 15:25
26 lines
2198 bytes
2198 bytes
"Morderca uczuć" <lubietojak@tlen.pl> wrote in message news:1157982768.296364.172290@h48g2000cwc.googlegroups.com... [...] Przestań ryczeć i biadolić. Weź się za naukę, pracę, idź na grzyby. Jeśli chcesz wyzdrowiec z uzależnienia od jego przesadnie zmitologizowanego wyobrażenia, skończ z nim. Zapomnij, przestań się z nim spotykać. Inaczej będziesz przedłużała ten głupi stan kolejny rok i kolejny. I co, tak fajnie Ci w tym stanie? Nie lepiej wytrzeźwieć i zacząć życie na nowo z kimś kto Cię pokocha? No taaak.. on jest the best... hehe. Trzymaj się Siostro Miłosierdzia. MU Niewątpliwie masz rację, ale sęk w tym, jak ona ma się zdobyć na to, o czym piszesz, bo TO jest najtrudniejsze dla zakochanej kobiety. Tu trzeba silniejszych lekarstw, niż nauka, praca czy grzyby. Większej odległości, bo facet będzie za nią łaził i jęczał, jaki to on biedny, jaka ona dla niego dobra i JAK MU Z NIĄ FAJNIE. I ona nie będzie miała siły go przegonić. Nowy związek bez dodatkowych lekarstw będzie teraz wykorzystywaniem i unieszczęśliwianiem jeszcze jednej osoby. Rozstali się rok temu, wbrew pozorom to nie jest tak dawno... Pozdrawiam, Eline
Re: Ciężka miłość...
Author: Morderca uczuć
Date: Mon, 11 Sep 2006 16:21
Date: Mon, 11 Sep 2006 16:21
28 lines
2920 bytes
2920 bytes
Eline napisał(a): > Niewątpliwie masz rację, ale sęk w tym, jak ona ma się zdobyć na to, o czym > piszesz, bo TO jest najtrudniejsze dla zakochanej kobiety. Tu trzeba > silniejszych lekarstw, niż nauka, praca czy grzyby. Większej odległości, bo > facet będzie za nią łaził i jęczał, jaki to on biedny, jaka ona dla niego > dobra i JAK MU Z NIĄ FAJNIE. I ona nie będzie miała siły go przegonić. Nowy > związek bez dodatkowych lekarstw będzie teraz wykorzystywaniem i > unieszczęśliwianiem jeszcze jednej osoby. Rozstali się rok temu, wbrew > pozorom to nie jest tak dawno... Wszystko to wiem. Wiem też, że nowy związek będzie dla niej pułapką. Bez urazy, ale będzie w nim jak... Twój mąż. Nie namawiam do nowego związku. Myślę, że Ona może wyjść z problemu dopiero, gdy obudzi się z myślą "cholera, robię na odwrót niż powinnam. Rzuciał mnie, a ja bezsensowanie chcę go odzyskać". Ona powinna zrozumieć nie tylko absurd sytuacji ale też swoje żałosne położenie. Dziewczynie brak elementarnego poczucia własnej godności-wartości. Założę się, że dałaby się poniewierać, traktować jak najgorszą..., zdradzać, obrażać itd., po to by on wrócił. Jeśli nie zaświeci się jej w głowie żarówka pt. "ocho.. coś robię nie tak.." będzie nadal źle. Dopiero gdy w jej świadomości zapali się iskra zwątpienia i chęć zerwania z problemem - a nie szukanie sposobów, by wrócił! - będzie szansa na "wyzdrowienie". Wtedy wszelkie racjonalne rady tutaj będą miały sens. Obecnie zastosował bym kurację przez wylanie zimnej wody na rozpalone czółko ;) MU
Re: Ciężka miłość...
Author: whiteleaf
Date: Mon, 11 Sep 2006 16:28
Date: Mon, 11 Sep 2006 16:28
25 lines
2057 bytes
2057 bytes
Anonim;]: > może gdy uzna że jestem jedyną osobą która mu pomaga to zbliży > się do mnie? Złudzenie. Za taką pomoc nie dostaje się nagród, poza późniejszą wdzięcznością, i to słabo wyrażoną, bo taki „leczony”, kiedy zaczyna zbliżać się do wyleczenia, odrzuca leczącego, jako element zamykanego rozdziału. Taka jest kolej rzeczy. Pomoc jako próba wyłudzenia uczucia, nie zaprowadzi Cię nigdzie. Na początek dobrze zrobisz, jeśli na dłuższy czas usuniesz ze swojego słownika słowa takie jak „miłość” i „kochać”. One w tej sytuacji nic Ci nie pomogą, a tylko rozmazują obraz, narzucają grubą warstwę kulturowego nalotu, i utrudniają rozsądne wnioskowanie i konsekwencję. Zamiast tego, myśl w kategoriach emocjonalnych potrzeb i emocjonalnych kosztów ich zaspokajania, a swoje zakochanie traktuj jak każde inne uzależnienie, ze wszelkimi konsekwencjami: dawka, detoks, odwyk, ciąg - to pojęcia doskonale sprawdzające się również w takich sytuacjach. Troszcz się o swoje szczęście. Reszta przyjdzie za nim. -- białolistny http://whiteleaf.uczucia.com.pl/
Re: Ciężka miłość...
Author: Flyer
Date: Mon, 11 Sep 2006 16:29
Date: Mon, 11 Sep 2006 16:29
35 lines
3021 bytes
3021 bytes
Anonim;]; <ee30ev$pi2$1@inews.gazeta.pl> : > Witam.Moim problemem jest to że jestem zakochana w facecie...byłam z nim > kiedyś, lecz nie udało nam się za bardzo...chociaż sama nie wiem dlaczego ze > mną zerwał był jeden wariant...ale nie dawno się dowiedziałam że wcale > dlatego nie zerwał...hmm...tylko jest mały problem bo on mnie już nie kocha > a ja od roku kiedy się rozstaliśmy cierpie wciąż...a on jest za to zakochany > w innej...ehh...nawet był z nią...tylko jakieś dwa tyg. się rozstali...więc > zaczeliśmy jakoś się spotykać...trochę dziwne bo wkońcu mówił że już wiecej > nie chce mnie widzieć...co lepsze na jednym ze spotkań...stało się coś > więcej...ale to już możecie się tylko domyślać...no i to wszystko jest nic > nieznaczące bo wkońcu mówił mi że mnie nie kocha...itd. ostatnio nawet > pogadaliśmy o tym wszystkim tak szczerze no to powiedział że mnie lubi > jestem fajna i wogóle...ale że nie będe z nim szczęśliwa bo on ze mną nie > będzie:(no wczoraj mu nawet dużo pomogłam...bo chciał się chłopak > stoczyć...na same dno a ja niemogłam do tego dopóścić więc musiałam > przemówić mu...aż wkońcu uznał że mam racje...no i powiedział że dzisiaj do > mnie wpadnie pogadać przytulić...i wogóle ehh...tylko poco to wszystko?skoro > mnie nie kocha?:(i jak to rozumieć?i jak go zdobyć?może właśnie najlepiej > przez pomoc?skoro taki wdzięczny mi był?może gdy uzna że jestem jedyną osobą > która mu pomaga to zbliży się do mnie?achh...można by tysiące pytań zadać:( > proszę o pomoc bo już naprawdę nie mam siły:( Naucz się słowa ambiwalencja, werbalizacja i racjonalizacja. Na początek wystarczy. Wyobraź sobie, że ambiwalencja to Twoje plusy i munusy [np. jego emocje po rozstaniu skojarzone z Tobą], werbalizowanie polega na sekwencyjnym [nie na raz] przyoblekaniu tych plusów i minusów w słowa [stąd zmiennośc tego, co mówi], a racjonalizacja polega na stosowaniu komunikatów, które obronią go przed powtórzeniem się minusów [np. że Ciebie nie kocha]. Flyer -- gg: 9708346
Re: Ciężka miłość...
Author: anonim;]
Date: Mon, 11 Sep 2006 19:28
Date: Mon, 11 Sep 2006 19:28
11 lines
1525 bytes
1525 bytes
Ehh...dziękuje wam bardzo za rady...tylko każdy mi piszę że mam zapomnieć i to w taki spobób jakby to takie łatwe było ja naoprawdę go kocham więc zrozumcie mnie:( dzisiaj znowu do mnie przyjechal...ehh...no ale ogólnie niewiem jak można stwierdzić że mną można pomiatać i wogóle tylko dlatego że jestem zakochana:/ to trochę głupie...wkońcu każdy robi różne rzeczy w tym okresie...no i ja nadal nie wiem co zrobić żeby jakoś wyszło bo w gruncie rzeczy niepotrafie z nim zerwać kontaktu brakowało by mi go...i jeszcze gorzej bym się czuła...ehh...chyba nie potrzebnie tu napisałam:( -- Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Ciężka miłość...
Author: Flyer
Date: Mon, 11 Sep 2006 19:59
Date: Mon, 11 Sep 2006 19:59
15 lines
1405 bytes
1405 bytes
anonim;]; <ee4ddi$bqb$1@inews.gazeta.pl> : > Ehh...dziękuje wam bardzo za rady...tylko każdy mi piszę że mam zapomnieć i > to w taki spobób jakby to takie łatwe było ja naoprawdę go kocham więc Jakie każdy? Ja pisałem, że facet jest w rozkroku i się broni - olać jego obronę i wykorzystać to, że jedną "nogą" jest z Tobą. ;) Wiesz, co to uzależnienie? ;) Gódź się na jego obronę, a kiedy sie uzależni, to *dla_niego* będzie za późno - żadne racjonalizacje mu nie pomogą. ;) Flyer -- gg: 9708346
Re: Ciężka miłość...
Author: Eline
Date: Mon, 11 Sep 2006 20:39
Date: Mon, 11 Sep 2006 20:39
22 lines
1981 bytes
1981 bytes
"Morderca uczuć" <lubietojak@tlen.pl> wrote in message news:1157991702.647774.252210@e3g2000cwe.googlegroups.com... Eline napisał(a): > Niewątpliwie masz rację, ale sęk w tym, jak ona ma się zdobyć na to, o > czym > piszesz, bo TO jest najtrudniejsze dla zakochanej kobiety. Tu trzeba > silniejszych lekarstw, niż nauka, praca czy grzyby. Większej odległości, > bo > facet będzie za nią łaził i jęczał, jaki to on biedny, jaka ona dla niego > dobra i JAK MU Z NIĄ FAJNIE. I ona nie będzie miała siły go przegonić. > Nowy > związek bez dodatkowych lekarstw będzie teraz wykorzystywaniem i > unieszczęśliwianiem jeszcze jednej osoby. Rozstali się rok temu, wbrew > pozorom to nie jest tak dawno... Wszystko to wiem. Wiem też, że nowy związek będzie dla niej pułapką. Bez urazy, ale będzie w nim jak... Twój mąż. [...] MU Hmmm... Pułapką? W jakim sensie? Eline
Re: Ciężka miłość...
Author: michal
Date: Mon, 11 Sep 2006 22:54
Date: Mon, 11 Sep 2006 22:54
12 lines
1115 bytes
1115 bytes
Użytkownik "anonim;]" napisał w wiadomości > Ehh...dziękuje wam bardzo za rady...tylko każdy mi piszę że mam zapomnieć... [...] ...ehh...chyba nie potrzebnie tu napisałam:( Jakie każdy? Przecież to, co napisałem, to w dużym uproszczeniu: Dobrze jest tak, jak jest. :D) pozdrawiam michał
Re: Ciężka miłość...
Author: nerka
Date: Mon, 11 Sep 2006 23:13
Date: Mon, 11 Sep 2006 23:13
20 lines
1823 bytes
1823 bytes
Morderca uczuć napisał: > (....)Przestań ryczeć i biadolić. Weź się za naukę, pracę, idź na > grzyby. Jeśli chcesz wyzdrowiec z uzależnienia od jego przesadnie > zmitologizowanego wyobrażenia, skończ z nim. Zapomnij, przestań się > z nim spotykać. Inaczej będziesz przedłużała ten głupi stan > kolejny rok i kolejny. I co, tak fajnie Ci w tym stanie? Nie lepiej > wytrzeźwieć i zacząć życie na nowo z kimś kto Cię pokocha? No > taaak.. on jest the best... hehe... Bracie Morderco uczuć wypowiedz genialna :) i dodam jeszcze po co to wszystko?/w ramach odp do autorki.. bo za łatwo wyskakujesz z bielizny.a jemu tak pasuje. troszke dystansu i szacunku do samej siebie a z tym zajdziesz daleko a nie tylko do czyjegos łóżka. Pozdrawiam ------------------- nerka
Re: Ciężka miłość...
Author: Monter
Date: Tue, 12 Sep 2006 22:09
Date: Tue, 12 Sep 2006 22:09
6 lines
1243 bytes
1243 bytes
> bo za łatwo wyskakujesz z bielizny.a jemu tak pasuje. > troszke dystansu i szacunku do samej siebie a z tym zajdziesz daleko > a nie tylko do czyjegos łóżka. Prawda. Szkoda, ze tak niewielu ludzi tak mysli... Pozdrawiam.
Re: Ciężka miłość...
Author: Morderca uczuć
Date: Tue, 12 Sep 2006 22:21
Date: Tue, 12 Sep 2006 22:21
27 lines
2726 bytes
2726 bytes
Anonim napisał(a): > > Ehh...dzięki za rade...tylko to takie trudne:( ale mam nadzieję że jakoś > mi się uda tą całą miłość zapomnieć:( Tu nie chodzi o zapomnienie. Chodzi o pogodzenie się z tym, że nie ma już tego, czego pragnęłaś i nie ma na to szans. Pomysl sobie tak: "próbowałam, chciałam dobrze, łudziłam się, szkoda, że tak wyszło, ale trudno, trzeba iść do przodu" - czas przeszły. Kiedy się z tym pogodzisz, będzie coraz łatwiej, tylko skończ z przeświadczeniem, że jeszcze jest szansa. To nie jest takie trudne a wręcz przyjemne bo zaczynasz mądrzeć, myśleć racjonalnie bez uczuciowych klapek na oczach. > mimo że była najpiękniejszą jaka mnie > spotkała ehh... Było pięknie. Pamiętaj o tym, wspominaj fajne chwile, lecz pamiętaj.. to jest czas przeszły. Będziesz wnukom o tym opowiadać, ale ich dziadkiem kiedyś będzie ktoś nowy, kto da Ci więcej szczęścia :) A z tym facetem skończ na zawsze. Powiedz mu "wiesz, dzięki, że chcesz się ze mną przyjaźnić, ale ja szukam miłości. Nie przyjeżdżaj do mnie, nie przytulaj, bo chcę wyzdrowiec, a ty mi to utrudniasz." Facet jest jak pasożyt, leczy przy Tobie rany aby dalej podrywać panienki. Możesz się z nim przyjaźnić lecz dopiero gdy się odkochasz.
3`
Author: Flyer
Date: Thu, 14 Sep 2006 19:59
Date: Thu, 14 Sep 2006 19:59
30 lines
2245 bytes
2245 bytes
Morderca uczuć; <1158099680.311683.151630@m73g2000cwd.googlegroups.com> : > A z tym facetem skończ na zawsze. Powiedz mu "wiesz, dzięki, że > chcesz się ze mną przyjaźnić, ale ja szukam miłości. Nie > przyjeżdżaj do mnie, nie przytulaj, bo chcę wyzdrowiec, a ty mi to > utrudniasz." Facet jest jak pasożyt, leczy przy Tobie rany aby dalej > podrywać panienki. Możesz się z nim przyjaźnić lecz dopiero gdy > się odkochasz. Nie chciałbym się wtrącać, ale chyba nie przeczytałeś za bardzo początku wątku, cyt: "Witam.Moim problemem jest to że jestem zakochana w facecie...byłam z nim kiedyś, lecz nie udało nam się za bardzo...chociaż sama nie wiem dlaczego ze mną zerwał był jeden wariant...ale nie dawno się dowiedziałam że wcale dlatego nie zerwał...hmm...tylko jest mały problem bo on mnie już nie kocha " Co oznacza, że druga panna była lekiem na związek z autorką, nie udało się, facet próbuje wracać do "winowajczyni" - on nie chce zdrowieć po drugiej pannie, ale jeżeli już to po autorce, przy autorce - a to już jest jakaś szansa. Może przynajmniej porządnie się [ponownie] rozejdą i nie będzie już bólu po obu stronach. Flyer -- gg: 9708346
Re: Ciężka miłość...
Author: Flyer
Date: Thu, 14 Sep 2006 20:02
Date: Thu, 14 Sep 2006 20:02
30 lines
2348 bytes
2348 bytes
Morderca uczuć; <1158099680.311683.151630@m73g2000cwd.googlegroups.com> : > A z tym facetem skończ na zawsze. Powiedz mu "wiesz, dzięki, że > chcesz się ze mną przyjaźnić, ale ja szukam miłości. Nie > przyjeżdżaj do mnie, nie przytulaj, bo chcę wyzdrowiec, a ty mi to > utrudniasz." Facet jest jak pasożyt, leczy przy Tobie rany aby dalej > podrywać panienki. Możesz się z nim przyjaźnić lecz dopiero gdy > się odkochasz. Nie chciałbym się wtrącać, ale chyba nie przeczytałeś za bardzo początku wątku, cyt: "Witam.Moim problemem jest to że jestem zakochana w facecie...byłam z nim kiedyś, lecz nie udało nam się za bardzo...chociaż sama nie wiem dlaczego ze mną zerwał był jeden wariant...ale nie dawno się dowiedziałam że wcale dlatego nie zerwał...hmm...tylko jest mały problem bo on mnie już nie kocha " Co oznacza, że druga panna była lekiem na związek z autorką, nie udało się, facet próbuje wracać do "winowajczyni" - on nie chce zdrowieć po drugiej pannie, ale jeżeli już to po autorce, przy autorce - a to już jest jakaś szansa. Może przynajmniej porządnie się [ponownie] rozejdą i nie będzie już bólu po obu stronach. Flyer -- gg: 9708346
Re: Ciężka miłość...
Author: Morderca uczuć
Date: Fri, 15 Sep 2006 20:45
Date: Fri, 15 Sep 2006 20:45
8 lines
1830 bytes
1830 bytes
Flyer napisał(a): > Co oznacza, że druga panna była lekiem na związek z autorką, nie udało > się, facet próbuje wracać do "winowajczyni" - on nie chce zdrowieć po > drugiej pannie, ale jeżeli już to po autorce, Zgubiłem się. Ona go kocha, a on jej nie, ale on chce wrócić do autorki... ech. Dziwne to.
Re: Ciężka miłość...
Author: Flyer
Date: Fri, 15 Sep 2006 21:34
Date: Fri, 15 Sep 2006 21:34
23 lines
1981 bytes
1981 bytes
Morderca uczuć; <1158353106.424831.129980@d34g2000cwd.googlegroups.com> : > Flyer napisał(a): > > > Co oznacza, że druga panna była lekiem na związek z autorką, nie udało > > się, facet próbuje wracać do "winowajczyni" - on nie chce zdrowieć po > > drugiej pannie, ale jeżeli już to po autorce, > > Zgubiłem się. Ona go kocha, a on jej nie, ale on chce wrócić do > autorki... ech. Dziwne to. Temat przewodni - ambiwalencja, racjonalizacja, poczucie winy. o tym osttanim mozna mówić dopiero, kiedy zniknie i facet się rozkręci. Ogólnie Ona może go nie kochać, ale mówić, że go kocha, on może ją kochać, ale w poczuciu winy [pamiętając do czego doprowadził i nie chcąc powtórki] mówić, że jej nie kocha. Wynik - ona odchodzi, on cierpi. Proste? ;) Flyer -- gg: 9708346
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads