🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: alt.pl.fan.szczypior
10 messages
10 total messages Started by iska Mon, 22 Nov 2004 01:43
moja pechowa podroz...
#4332
Author: iska
Date: Mon, 22 Nov 2004 01:43
95 lines
6747 bytes
Poniewaz zakrecilam to teraz napisze w nadziei ze mi wybaczycie choc 
troszeczke po tym co przeszlam.
To byla najgorsza, najbardziej pechowa podroz mojego zycia a ja jestem 
zdolna wiec miala z czym konkurowac.
Po pierwsze przkladalam ja dwa razy, mialo byc pierwszego, mialo byc 
jedenastego w koncu mialo  byc siedemnastego.
Potem przez chwilke wygladalo to rozowo bo sobie znalazlam fajny tani 
bilet lotniczy i dobre polaczenia pociagami. Ale znowu zaczelo sie sypac. 
Niestety nie wyrobilam sie z praca  tak jak planowalam, tak ze ze wzgledu 
na bardzo mi kolidujacy z wyjazdem termin deklaracji Vatowskich (25, dzien 
po moim powrocie) zapakowalam tone papierow do walizki tak ze grubo 
przekroczyla regulaminowe 20 kilo.
Wyjezdzalam w mocnym stresie, niepewna czy nie powinnam jednak zostac i to 
sie chyba na mnie zemscilo.
Nie pytajcie jak i dlaczego, opowiem o tym kiedys przy dobrym alkoholu ale 
spoznilam sie na samolot. Powiem ze czuje sie winna w 50% i na razie tyle, 
bo jeszcze tego do konca nie przebolalam. Mam nadzieje ze nauczke 
zapamietam do konca zycia, choc moja mama szczerze w to watpi.
Probowalam zlapac cos innego w tym samym dniu ale kosztowalo to tyle ze 
neistety musialam zrezygnowac i przebookowac swoj bilet na dzien nastepny 
i wrocic do Arhus na noc (musialam przytulic sie do meza i psa)...
Dzieki pomocy milego pana z obslugi udalo sie zalatwic ze moja ogromna 
walizka mogla zostac na lotnisku - juz w pociagu pomyslalam ze to 
prawdopodobnie byl blad.
W domu padlam z nerw, frustracji i zmeczenia - nie spalam wcale 
poprzedniej nocy -Tym razem Kell sila sciagal ze mnie ubranie zebym 
przespala sie jak normalny czlowiek.
Rano wszystko wydawalo sie byc pod kontrola az do momentu kiedy tuz przed 
stacja kolejowa uswiadomilam sobie ze oba moje telefony zostaly kolo 
lozka...
Kell obiecal wyslac je jakims expressem, ja staralm sie nie panikowac.
Na lotnisku poslusznie udalam sie do bramki na godzine przed odlotem. 
Bardzo szybko okazalo sie ze ze wzgledu na trudne warunki pogodowe 
poprzednej nocy samolot byl opozniony prawie godziny. Ironia tego bolesnie 
kopnela mnie w siedzenie.
W koncu po 2 godzinach czekania wylecialam do Polski - jeszcze w zyciu 
mnie tak nie wytrzeslo ale to szczegol.
Na lotnisku w Warszawie odetchnelam z ulga, jak sie okazalo bardzo 
przedwczesnie.
Przy przesiadaniu sie do autobusu lotniskowego wiatr zwial mi okulary z 
nosa! Bogu dzieki udalo mi sie je zlapac w locie.
Jak juz sie pewnie domyslacie mojej walizy sie nie doczekalam - 
podreptalam grzecznie za 4 dunczykami zeby rowniez zlozyc reklamacje 
jednoczesnie odmawiajac w myslach litanie dziekczynna ze udalo mi sie 
zlapac okulary - gdybym stala na lotnisku bez telefonu, bez okularow i bez 
walizki (w ktorej byl telefon dla siostry do ktorego mialam zamiar kupic 
na lotnisku karte oraz soczewki) odwiedzilibyscie mnie w szpitalu dla 
wariatow...
Po wydostaniu sie na lotnisko kupilam karte i poinformowalam rodzicow i 
Kella ze jestem ale bez walizki. Nie chcieli mi uwierzyc :D
Potam udalo mi sie jakos skontaktowac ze przyjaciolka do ktorej mialam 
przyjechac w piatek i od ktorej mialam pojechac na spotakanie z wami. Bogu 
dzieki jej maz byl akurat 10 minut drogi od Dworca Centralnego z ktorego 
do niej dzwonilam.
Umowilysmy sie ze pojade do niej a jak tylko bedzie informacja z lotniska 
to pojedziemy po moj bagaz. O jedenastej wieczorem nikt jeszcze nie 
wiedzla nic, jak rowniez nastepnego dnia o siodmej, osmej, dziewiatej, 
dziesiatej rano. O jedenastej rano powiedziano mi ze BYC MOZE bagaz 
przyleci samolotem o 11.40 do Warszawy. Podjelam decyzje ze jedziemy na 
lotnisko a jezeli walizki nie bedzie to jade do rodzicow bez niej. W 
jakich warunkach jechalismy, sami wiecie - to byl piatek. Tuz przed 
lotniskiem otrzymalam telefon ze bagaz dolecial - hurra! W tak ekspresowym 
tempie jak sie dalo w padajacym sniegu Krzysztof wiozl mnie na Dworzec - 
BARDZO mi zalezalo zeby dotrzec do domu i uruchomic interenet przed 16ta 
zanim informatycy firmowi opuszcza budynek co uniemozliwi mi kontakt z 
nimi i uruchomienie systemu na weeknd.
Do domu dojechalam ale interenetu nie uruchomilam przed sobotnim 
wieczorem. Na szczescie w piatek na komputerze siostry udalo mi sie zlapac 
Przemka ktoremu pokrotce powiedzialm o swoich perypetiach i od ktorego 
dostalam tel do Dzikiej (moje wszystkie kontakty lecialy DHLem) - niestety 
bylo sporo za pozno by wykonac telefon. Rano z kolei z niewiadomego dla 
nas powodu nie mglam sie do niej dodzwonic - udalo mi sie w koncu chyba 
okolo dwunastej, prawda?
Chwilowo nie moglam sobie pozwolic na wiecej wyjasnien na grupe - zajeta 
bylam odkrecaniem wszystkch spotkan  i nadrabianiem wszytkiego co bylo 
zaplanowane na czwartk i piatek, w tym przygotowan do obiad rozdzinnego z 
okazji 50tych urodzin mamy.
Od tamtej pory wydarzylo sie jeszcze sporo rzeczy dziwnych o ktorych nie 
mam w tej chwili sily pisac - powiem tylko ze moje telefony nie dotarly w 
ciagu jednego dnia - ze wzgledu na czwatkowy balagan na lotnisku polecialy 
do Brukseli co jest o tyle fajne ze byly tam przede mna. MAM OGROMNA 
NADZIEJE ze dotra jutro a przynajmniej przed moim odlotem w srode.
W kazdym razie kto chce moze zpaisac sobie moj nowy numer telefonu : 0609 
808 458.
To tyle bo pozno - mam nadzieje ze kiedys mi wybaczycie ze jednak sie z 
wami nie spotkalam...
iska
ps. Jesli ktos ma jakies nie mnie winiace wytlumaczenie powyzszego to 
bardzo chetnie je uslysze/przeczytam...


-- 
"Uroda jest dodatkiem. Tak jak papier, w ktory opakowuje sie upominek, nie 
jest upominkiem."
John Fowles "Mag" 
Re: moja pechowa podroz...
#4333
Author: Przemysław Ryk
Date: Mon, 22 Nov 2004 09:13
14 lines
1686 bytes
iska napisał(a) w poście z dnia 2004-11-22 02:43:

> (ciach...)
> ps. Jesli ktos ma jakies nie mnie winiace wytlumaczenie powyzszego to 
> bardzo chetnie je uslysze/przeczytam... 

To przez masonów albo cyklistów... Wpływ plam na Słońcu też pewnie da 
się w to wpleść... ;D

-- 
[ Przemysław "Maverick" Ryk :::::::: ICQ 17634926 ::::::::: GG 2808132 ]
[ Nie toleruję spamu ::::: e-mail w nagłówkach to pułapka dla spamerów ]
[ I błąd przyda się na coś - przynajmniej na przestrogę dla drugich.   ]
[                                                        (A.M. Fredro) ]
Re: moja pechowa podroz...
#4337
Author: Radomir Szaraniec
Date: Mon, 22 Nov 2004 13:22
11 lines
1387 bytes
iska wrote:

[ ciach ]

> ps. Jesli ktos ma jakies nie mnie winiace wytlumaczenie powyzszego to 
> bardzo chetnie je uslysze/przeczytam...

Shit happens. A zamieszanie pogodowe, pewnie nie tylko w Polsce, ale w 
całej Europie, to na pewno nie Twoja wina. Swoją drogą- współczuję.

rmszar
Re: moja pechowa podroz...
#4334
Author: Nikita
Date: Mon, 22 Nov 2004 22:56
11 lines
1425 bytes
Przemysław Ryk napisał(a):
> To przez masonów albo cyklistów... Wpływ plam na Słońcu też pewnie da 
> się w to wpleść... ;D

Ja stawiam na samo-sie. Albo magiczny wpływ psa ;>

PS: Doszła do Ciebie ta specyfikacja?

-- 
Pozdrawiam serdecznie
Niki
Re: moja pechowa podroz...
#4335
Author: Przemysław Ryk
Date: Mon, 22 Nov 2004 23:25
13 lines
1812 bytes
Nikita napisał(a) w poście z dnia 2004-11-22 23:56:

> (ciach...)
>PS: Doszła do Ciebie ta specyfikacja?

Doszła... Zapomnieliście tylko o najważniejszym - do czego ten komputer 
ma służyć? Do pracy, czy do grania?

-- 
[ Przemysław "Maverick" Ryk :::::::: ICQ 17634926 ::::::::: GG 2808132 ]
[ Nie toleruję spamu ::::: e-mail w nagłówkach to pułapka dla spamerów ]
[ I błąd przyda się na coś - przynajmniej na przestrogę dla drugich.   ]
[                                                        (A.M. Fredro) ]
Re: moja pechowa podroz...
#4336
Author: Nikita
Date: Tue, 23 Nov 2004 17:13
19 lines
1690 bytes
Przemysław Ryk napisał(a):
> Nikita napisał(a) w poście z dnia 2004-11-22 23:56:
> 
>> (ciach...)
>> PS: Doszła do Ciebie ta specyfikacja?
> 
> 
> Doszła... Zapomnieliście tylko o najważniejszym - do czego ten komputer 
> ma służyć? Do pracy, czy do grania?
> 

Do grania nie. Do filmów, muzyki, pracy, łażenia po internecie, jak znam 
ojca ;)
Ale napisał chyba tyle szczegółów, że dałbyś radę narazie wstępnie 
szybciutko TO wycienić, co? :>

-- 
Pozdrawiam serdecznie
Niki
Re: moja pechowa podroz...
#4338
Author: Dzika
Date: Wed, 24 Nov 2004 20:03
102 lines
6124 bytes
Użytkownik iska napisał:


> To byla najgorsza, najbardziej pechowa podroz mojego zycia a ja jestem 
> zdolna wiec miala z czym konkurowac.

Musisz kiedyś pojechać ze mną ;>

To może faktycznie spróbujemy jakiś Mały Podszepnik Podróżnika albo 
Podszepnik Małego Podróżnika w zależnosci od opcji sklecić zgodnie z 
rozmową?

a. Ja z zasady zaczynam się pakować trzy dni wcześniej.
Następpnego dnia wyrzucam połowę z walizki bo po zastanowieniu okazuje 
się niepotrzebna.
Kolejnego dnia czynność powtórzyć.
Przed wyjazdem wywalić resztę zbędnych kilogramów a dołożyć przybory 
których się używa do ostatniej chwili. ;>

Powyżej jakiejś tam częstotliwości podróżowania punkt ostatni przestaje 
być obowiązujący bo się ma w walizce na stałe: zapasowe kapcie, zapasową 
koszulę i szlafrok, zapasowe przybory toaletowe, zapasową suszarkę i 
lokówkę, zapasowy mini komplet kosmetyków, zapasową szczoteczkę, 
zapasowy zestaw podstawowych medykamentów, zapasowy komplet do szycia 
itd, itd...
Później dorzuca się jedynie ciuchy i po sprawie.

b. Bilety po dostarczeniu przez BTI natychmiast upycham do podręcznej 
torebki i żeby ważyły i tonę to do samego wyjazdu nie wyjmę.

c. W tej samej torebce mam kalendarz ze wszystkimi adresami, telefonami, 
informacjami i cholera wie czym na wszelki wypadek.

d. Ponadto w torebce owej mam notes, kilka długopisów, telefon, 
ładowarkę, parasolkę, kosmetyki, grzebień, perfumy, wazelinę 
kosmetyczną, cukierki odświeżające, cukierki z żeń-szeniem, cukierki z 
kofeiną, pieniądze, karty, klucze, terminarz, jakiś podreczny informator 
o wszystkim, wykaz telefonów firmowych, wykaz telefonów kierunkowych, 
rozkłady jazdy, karty, notes, wizytówki własne, książkę, wizytownik, 
przybornik do szycia, lekarstwa, okulary przeciwsłoneczne, zapalniczkę, 
klucze zapasowe, dokumenty samochodu, identyfikatory wszelakie, 
książeczki zdrowia, dokumenty, legitymacje, paszport, plastry w razie 
czego i jeszcze kilkanaście drobiazgów które mogą być zawsze przydatne...
Nic specjanego. Niewielka, damska torebka...

e. W związku z powyższym zapomnienie czegokolwiek graniczy z cudem ;>

f. Wszystkie rzeczy dajace się dokupić na miejscu mozna spokojnie 
odpuścić bo czasami szkoda dźwigać.

g. Czas odjazu pominę litosiernym milczeniem bo już raz pociąg w 
Brześciu po zmianie wózków na mnie czekał 15 min i chwała na 
wysokościach że dałam się we znaki kerownikowi wagonu bo bym mmiała 
"sniadanie w Londynie, lunch w Nowym Jorku, bagaże w Bangkoku", z 
kierowca autobusu do Kaliningradu negocjowałam telefonicznie czas odjazu 
dzięki temu że przyjazna jednostka również znajdowała się na pokładzie a 
o wywoływaniach na lotnisku nie wspomnę bo bajtów nie starczy...

h. A propos bagaż - kolega poleciał do Paryża z jedną małą walizką.
I walizkę wcięło. Zrobił raban na lotnisku i zadzwonił do nas żebyśmy 
dopilotowali sprawę do końca.
Obiecali natychmiast jak się znajdzie odesłać do hotelu.
Kupił szczoteczkę do zębów, koszulę na zmianę i podziękował Najwyższemu 
że go podkusiło lecieć w garniturze bo przynajmniej mógł na drugi dzień 
iść na spotkanie jak biały człowiek.
Drugiego dnia dowiedzieliśmy się że bagaż jest w Egipcie.
Nadal podtrzymaliśmy wersję odesłania do hotelu.
Nstępnego dnia okazało się że jednak szukają.
Poprosiliśmy żeby odesłali do Polski jeśli znajdą jutro bo będzie wtedy 
równo z kolegą w kraju.
Zgodzili się.
Po tygodniu dowiedzieliśmy się że ostatnio była w Portugalii.
Po dwóch walizka wróciła dokładnie oklejona lotniczymi zawieszkami.
Wróciła cała. Zginęła jeno butelka markowej wody kolońskiej.
Jak na podróz dookoła świata uznaliśmy to i tak za świetny wynik.

i. Mimo wszystkich mądrości ludowych ostanio uświadomiłam sobie że nigdy 
nie miałam przy sobie telfonu do żadnej ambasady, żadnego konsulatu, 
żadnego przedstwicielstwa niezależnie od tego gdzie mnie zaniosło...
Mniej odpornym jednak polecam.

j. W tej samej damskiej torebce wiozłam jakieś dwa tysiące kilometrów 
ponad 15 tys USD, w pociągu popularnie uznawanym za 
najniebezpieczniejszy z tej strony Europy i chyba tylko radosne 
zidiocenie z tytułu trasy pozwoliło mi zdać sobie sprawę z wyczynu jakiś 
miesiąc po powrocie.
W każdym razie powodzenie przedsięwzięcia gwarantuje skuteczność 
opisywanej torebki chociaż od chwili wprowadzenia kart kredytowych 
przysięgłam sobie atrakcji jednak nie powtarzać.

k. Wymiana pieniędzy przed wyjazdem też nie jest złym pomysłem bo to 
głupio wygląda jak się w czeskim supermarkecie usiłuje zapłacić rublami 
z rozpędu. Kilka przegródek w portfelu miewa również złe strony ;>

l. Od kiedy Malev w Budapeszcie usiadł na mojej torbie podróżnej tak że 
nawet stelaż poszedł w drzazgi nadaję wszystko na "fragile" i niech się 
oni martwią. I tak zamiast liczyć za bilet powinni mi odszkodowanie za 
ich catering zapłacić ;>


-- 
Dzika
Re: moja pechowa podroz...
#4339
Author: Przemysław Ryk
Date: Thu, 25 Nov 2004 18:00
17 lines
1814 bytes
Dzika napisał(a) w poście z dnia 2004-11-24 21:03:

> (ciach...)
>e. W związku z powyższym zapomnienie czegokolwiek graniczy z cudem ;>
>(ciach...)
>  

Brakuje klaptopa i odtwarzacza MP3...

Tak swoją drogą - się zastanawiam, czy tego na pl.rec.humor.najlepsze 
nie przeforwardować... ;)

-- 
[ Przemysław "Maverick" Ryk :::::::: ICQ 17634926 ::::::::: GG 2808132 ]
[ Nie toleruję spamu ::::: e-mail w nagłówkach to pułapka dla spamerów ]
[ Najtańszy sposób zdobycia kobiety - błyszczeć, najgłębszy -          ]
[ - rozmarzyć.                                          (L. Hirszfeld) ]
Re: moja pechowa podroz...
#4340
Author: Dzika
Date: Thu, 25 Nov 2004 18:48
58 lines
3595 bytes
Użytkownik Przemysław Ryk napisał:
> Dzika napisał(a) w poście z dnia 2004-11-24 21:03:
> 
>> (ciach...)
>> e. W związku z powyższym zapomnienie czegokolwiek graniczy z cudem ;>
>> (ciach...)
>>  
> 
> 
> Brakuje klaptopa i odtwarzacza MP3...


A propos klaptopa...
Jechalismy sobie kiedyś bodajże do Poznania w wagonie "manager" czy 
inszy tam "biznesmen".
Oczywiście chłopakom zaczęło się nudzić, już po minucie, więc najlepszą 
zabawką okazały się laptopy.
Porozkładali się z nimi dookoła i zaczęli testować jakiś 
super-hiper-duper nowoczesny system wysyłania maili za pomocą telefonów.
Jednemu jakaś antenka nie działała, drugi miał problemy z zasięgiem, 
ktoś tam nie mógł się podłączyć.
Dopiero pod koniec któryś zauważył jakies takie interesujące gniazdko w 
fotelu.
Patrząc na nich wolałam nie drążyć tematu.
W końcu doszliśmy do wniosku że to jednak fajnie że znalazły się tak 
późno bo przynajmniej przez 3 godziny było co robić.

Przy wysiadaniu wróciliśmy się tylko po dwa laptopy...


> Tak swoją drogą - się zastanawiam, czy tego na pl.rec.humor.najlepsze 
> nie przeforwardować... ;)

A co w tym śmiesznego?
Samo życie...

Jeszcze mogę o kurtce która jeździła za mną po całym kraju, o bilecie do 
Gdyni przez Ostravę, o kurierze z BTI biegającym za mną po peronie żeby 
zdążyć dostarczyć bilety, o tym jak ganiałam taksówką pociąg, o 
tygodniowym spóźnieniu z delegacji, o tym jak wszystkie drogi prowadzą 
na Łubiankę, o doprowadzeniu do histerii całego autobusu 
wódczano-papierosowych przemytników, o tym jak niświadomie przemyciłam 
człowieka przez białoruską granicę, o tym jak ukradłam TIR-a z kierowcą, 
o tym jak zgubiłam fińską wycieczkę której miałam pilnować, o tym jak 
udawałam Japonkę, o tym jak stałam się chyba jedyną osobą która 
przekraczała Czeską granicę piechotą, o tym jak wywołałam awanturę na 
Kremlu żeby w ogóle zdążyć na pociąg do kraju, o torach tramwajowych w 
koło i idelanej metodzie na wytrzeźwienie zawianego po ostrej dwudniówce 
kolegi, bo o niezliczonych utarczkach z celnikami to już chyba było i 
nie będę się powtarzać...
O metodzie chodzenia w metrze również.

Podróże mają to do siebie że nie ma siły żeby wszystko poszło idealnie.
Jeżeli się w dodatku ma poczucie czasu i przestrzeni inaczej, przeważnie 
po każdej ma się co wnukom opowiadać ;>

-- 
Dzika
Re: moja pechowa podroz...
#4341
Author: Przemysław Ryk
Date: Thu, 25 Nov 2004 19:07
60 lines
3344 bytes
Dzika napisał(a) w poście z dnia 2004-11-25 19:48:

>A propos klaptopa...
>Jechalismy sobie kiedyś bodajże do Poznania w wagonie "manager" czy 
>(ciach...)
>późno bo przynajmniej przez 3 godziny było co robić.
>Przy wysiadaniu wróciliśmy się tylko po dwa laptopy...
>  

Zdolni... Jak babcię grabcię - zdolni... :)

>>Tak swoją drogą - się zastanawiam, czy tego na pl.rec.humor.najlepsze 
>>nie przeforwardować... ;)
>>    
>A co w tym śmiesznego?
>Samo życie...
>  

Sam opis... :)

>Jeszcze mogę o kurtce która jeździła za mną po całym kraju, o bilecie do 
>Gdyni przez Ostravę, o kurierze z BTI biegającym za mną po peronie żeby 
>zdążyć dostarczyć bilety,

Fakt... Wypatrzeć Cię "dość" ciężko... ;D

>o tym jak ganiałam taksówką pociąg, o 
>tygodniowym spóźnieniu z delegacji,

To słyszałem... :)

>o tym jak wszystkie drogi prowadzą 
>na Łubiankę, o doprowadzeniu do histerii całego autobusu 
>wódczano-papierosowych przemytników, o tym jak niświadomie przemyciłam 
>człowieka przez białoruską granicę, o tym jak ukradłam TIR-a z kierowcą, 
>o tym jak zgubiłam fińską wycieczkę której miałam pilnować,

To ta wycieczka nagrzmoconych Finów? :)

>o tym jak udawałam Japonkę,

Nie... To się naprawdę na prhn nadaje... ;D

>(ciach...)
>Podróże mają to do siebie że nie ma siły żeby wszystko poszło idealnie.
>  

Eee tam... :)

>Jeżeli się w dodatku ma poczucie czasu i przestrzeni inaczej, przeważnie 
>po każdej ma się co wnukom opowiadać ;>

Co jak co, ale tu się zgoodzę... Poczucie przestrzeni to Ty masz 
rzeczywiście normalne inaczej... ;D

-- 
[ Przemysław "Maverick" Ryk :::::::: ICQ 17634926 ::::::::: GG 2808132 ]
[ Nie toleruję spamu ::::: e-mail w nagłówkach to pułapka dla spamerów ]
[ Kobiety sądzą, że dwa razy dwa jest pięć, jeżeli wystarczająco długo ]
[ będą płakać i dąsać się.                              (George Eliot) ]
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads