🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.rec.fantastyka.x-files
1 messages
1 total messages Started by Michax Wed, 16 May 2007 23:13
Powtorka z rozrywki (od NIHT do Providence).
#47399
Author: Michax
Date: Wed, 16 May 2007 23:13
304 lines
17698 bytes
S
P
O
I
L
E
R

S
P
A
C
E

S
P
O
I
L
E
R

S
P
A
C
E
Co czytalem ostatnio jakies artykuly, w ktorych przewijal sie temat XF 
czy tez komentarze na forach, grupach dyskusyjnych mozna odniesc 
wrazenie, ze jestem jednym  z nielicznych fanow, ktorzy doceniaja 
ostatnie lata naszego ulubionego serialu. I dlatego postanowilem 
przypomniec sobie po 5 latach 8 i 9 serie (nic nie zastapi dobrego 
pretekstu, by obejrzec znowu swój ulubiony serial). Przyznam sie, ze 
przez ta dominujaca krytyke troche obawialem sie tej powtorki z 
rozrywki. Przeciez mogloby sie okazac, ze pomylilem  sie i podzielam 
zdanie wielu fanow. Ale tak sie nie stalo, wciaz uwazam ze 8 to jedna z 
najlepszych serii (choc w sumie nie ma zlych serii, wszystkie sa 
przynajmniej na dobrym poziomie).Praktycznie wszystko co napisalem kilka 
lat temu  w czasie premiery w tvp się potwierdzilo. Po jednej z lepszych 
8 serii przyszla pora, by przypomniec sobie ostatni sezon, ktorego nikt 
nie chcial (nawet ci, ktorzy doceniaja 8).
Nie winie Cartera i ekipy 1013 za to, ze jednak powstala 9. W koncu to 
nie od nich ostatecznie zalezalo czy serial bedzie kontynuowany, tylko 
od decydentow z telewizji FOX. Moze sie nam to nie podobac (w koncu to 
Carter walczyl o serial, dzieki niemu FOX zarobil miliony dolarow), ale 
taka jest prawda. Nie jestem tez specjalnie zly na Duchovnyego - w koncu 
o tym, ze odejdzie bylo wiadome, ale niestety decydenci z Foxa sie 
przeliczyli.
Pamietam jak po zakonczeniu 7 serii pojawil sie wywiad ze Spotnitzem, 
ktory powiedzial cos takiego, ze "on i Carter nie byli zbytnio 
zadowoleni, gdy sie dowiedzieli, ze jednak powstanie 8 sezon, ale to nie 
od nich zalezy ta decyzja".
Rownie dobrze mozna odniesc te slowa do 9 serii.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze XF zniknelo z anteny z powodu zbyt 
niskiej ogladalnosci. Oczywiscie nigdy XF nie mialo tylu widzow co np. 
Przyjaciele czy ER, ale mialo swoja stala widownie  (pewnym pocieszeniem 
jest fakt, ze final mial ogladalnosc zblizona do 8 serii). Inna sprawa 
jest wyrazne obnizenie poziomu serialu w 9 serii, zwlaszcza  dotyczy to 
standalonow, chociaz trzeba tez przyznac, ze gdzies tak od polowy serii 
jest o wiele lepiej.
Ale widocznie tak musi byc - nawet w najlepszych serialach trafiaja sie 
gorsze lata (najlepszym przykladem moze byc serial 24, gdzie po jednej z 
najlepszych 5 serii obecnie leci wedlug sporej czesci widzow najgorszy 
sezon).
Pomimo tego, ze tez uwazam, iz serial powinien zakonczyc się na 8 serii, 
to trzeba jednak zaznaczyc, ze 9 nie jest jednak az tak beznadziejna jak 
sie o niej mowi. Po prostu XF nawet na slabszym poziomie to nadal dobry 
serial.
W poprzednich latach tez sie trafialo sporo odcinkow o ktorych 
chcielibysmy jak najszybciej zapomniec, zaryzykuje stwierdzenie, ze było 
kilka nawet gorszych od tych z 9 serii.
Dobrze sie stało, iz Carter nie odszedl z serialu po 8 serii.  Mial 
takie plany, ale jak wiadomo zostal w XF glownie ze wzgledu na GA. Nawet 
nie potrafie sobie wyobrazic jak byłaby slaba 9, gdyby odszedl CC po 8 
serii. To dopiero byłaby katastrofa.
Troche trudno oceniac 9 biorac pod uwage poprzednie lata, bo to jest juz 
inny serial (nawet z 8 nie próbuje porównywać). Zreszta tworca serialu 
wielokrotnie powtarzal, ze 9 to bedzie zupelnie nowy serial, cos na 
ksztalt XF: Nowe Pokolenie (i moze byłoby lepiej, gdyby w 9 s. zmienili 
na wlasnie taki tytul serial). Ja patrzę na 9 jako na cos zupełnie 
nowego. Nowe postaci, brak Muldera, nowa mitologia. Jak na tak 
drastyczne zmiany serial sobie niezle poradzil i dlatego jestem pelen 
uznania dla ekipy 1013. Troszeczke zawiodl w 9 serii Snow, bo jego 
muzyka byla jakby mniej "widoczna" (a moze po prostu zbyt nas rozpiescił 
w poprzedniej serii). DD wystapil w finale i spisal sie dobrze, chociaz 
jeszcze lepiej popisał sie jako scenarzysta, a zwłaszcza jako rezyser. 
Poza tym troche dobrej gry aktorskiej pokazala Gish, a przede wszystkim 
Patrick.
GA było mało, ale jak już sie pojawiła na dluzej (epizody Cartera), to 
aż było miło patrzeć jak gra.
Moze przejde w koncu do odcinkow.
NIHT niestety nie dorownuje season-openerom z poprzednich lat, ale nie 
jest tez az tak zly jak sie o nim mowi. Po prostu powstal epizod na 
przyzwoitym poziomie. Jak na poczatek serii, to troche za malo.
A co do znikniecia Muldera, to sie zgodze, ze pomysl jest troche 
naciagany, ale jakby sie tak zastanowic to  obojetne czego by nie 
wymyslil Carter to i tak jest to sytuacja bez wyjscia (a poza tym i tak 
bylby krytykowany).
NIHT pokazuje cala zmiane jaka zaszla w serialu - glownymi bohaterami sa 
Doggett i Reyes.
Widzowie nie zaakceptowali tak drastycznej zmiany w serialu i poczatek 
nowego okazal się definitywnym koncem serialu (i to wydarzenie jest dla 
mnie archiwowym jump the shark). Oczywiscie nie powinien nikt byc 
zaskoczony (oprocz telewizji FOX); jesli ktos nie ogladal serialu przez 
8 lat, to nie zacznie ogladac z nowym duetem.
GA tak jak sie mozna bylo tego spodziewac istnieje tylko w odcinkach o 
Williamie. Niby sprawa jest wyjasniona, wiadomo kto jest ojcem, ale ze 
aktorka podpisala umowe na 9 rok produkcji musieli znalesc miejsce dla 
niej w serialu. Wiec polaczyli 2 watki: efekt zwiazku M i S oraz 
(ujmujac to jak najkrocej) na ciaze mialy wplyw eksperymenty 
przeprowadzane na agentce.
W NIHT w przeciwienstwie do np. finalu 8 serii akcja toczy sie bardzo 
wolno (niektorzy uznaja ze jest nudno).
Bylo kilka fajnych scen jak. np. ta z olowkami czy atak Doggetta na 
Kersha i Follmera.
Zdecydowanie Doggett zachowaniem przypomina Muldera, a nawet jest nieco 
bardziej porywczy.
W sumie Doggett bardzo przypomina i gra role Scully, a Monica, Foxa.
W tych pierwszych odcinkach wyraznie widac brak Muldera. Patrick jest 
swietny, ale nie tak intrygujacy jak w 8 sezonie (przynajmniej w niht).
A co do Reyes to lubie ja, ale powiem tak: gdyby nagle jej zabraklo, za 
bardzo by sie tego w serialu nie odczulo.
Podsumowujac dam NIHT mocna srednia, czyli 4-/6 (6/10).

Daemonicus
Uwielbiam tego typu odcinku. Oczywiscie nie ma co porownywac epizodu 
Spotnitza z takimi dzielami jak np. Die Hand Die Verletzt ale i tak 
specjalista od mitologii odwalil kawal dobrej, archiwowej roboty.
RP i AG swietnie sie uzupelniaja, niezle wypadl tez aktor grajacy 
Kobolda, jak zwykle nie zawiodl Snow (choc trudno mowic tu o muzyce, 
bardziej pasuje tu slowo sciezka dzwiekowa). O GA nie ma sensu wspominac 
w przypadku standalonow - jest, a tak jakby jej nie bylo. Chociaz jest 
jedna swietna scena z GA, na Akademii FBI  (ciekawe jak wygladaja u 
doktor Scully egzaminy, pewnie wielu oblewa).
Odcinek ten tez oprocz ciekawej trzymajacej w napieciu historii jest tez 
poswiecony Doggettowi, tzn. jego charakterowi. Mamy tutaj idealne 
odzwierciedlenie Scully z 1 serii, ktora rownie sceptyczna jak teraz 
John pozostala w Archiwum X, gdyz mimo wszystko fascynowaly ja sprawy 
oraz Mulder.
Dogget tez ma podobne powody, badzo zalezy mu na obu agentkach, ale z 
drugiej strony obawia sie ze czuja do niego litosc i dlatego zachowuje 
sie tak jak sie zachowuje. Chociaz akurat w przypadku Daemonicus on mial 
wiecej racji niz S i R. W sumie mogloby sie wydawac, ze w 9 serii postac 
Doggetta juz tak nie fascynuje jak w 8 serii, a jednak.
Okazuje sie, ze nie jest on tak "prosty" jak np. Monica, ktora blednie 
gdy nie ma przy niej Doggetta. O nim mozna pisac rownie duzo co o 
Mulderze i Scully, odkrywajac co odcinek cos nowego na jego temat.
Duzym plusem odcinka sa tez sceny z Doggettem i Koboldem (wyraznie 
inspirowane filmami wedlug powiesci Thomasa Harrisa).
Jedyne zastrzezenie mam do zakonczenia - chyba kazdy sie domyslil, ze to 
zginal straznik, a nie Kobold.
Szkoda, bo byla szansa na bardzo dobry odcinek, a tak musze dac 
Daemoncus 4.5/6.

4-D
Lubie Reyes, uwielbiam Doggetta na rowni z M i S, ale niestety para D-R 
nie jest tak ciekawa (pomimo tego ze swietnie sie uzupelniaja) jak ich 
poprzednicy czy chocby duet S-D. Prawde powiedziawszy, to zupelnie nie 
interesuje mnie jakie sa relacje miedzy D i R (a w przypadku M i S nie 
mozna bylo tak powiedziec, niezaleznie od tego jakie mialo się poglady 
na temat ich wzajemnych relacji)i dlatego 4-D oglada sie dobrze, ale na 
zimno, bez emocji.
Pomysl naprawde ciekawy (szkoda, ze nie wpadli na cos takiego za M i S), 
aktorzy w wiekszosci graja tak jak trzeba (ciekawa nowa postacia jest 
Follmer), mamy tez troche pieknej muzyki, ale jak juz napisalem 4-D 
oglada sie bez emocji. Oczywiscie doceniam robote jaka wykonala w tym 
odcinku ekipa Cartera i dlatego oceniam epizod na 4.5/6.

Lord of the flies
Do tej pory byly w 9 serii epizody, ktore nawet jesli mialy jakies 
minusy, to nie ocenialem ich az tak krytycznie jak 99% fanow. Ale w 
koncu musial nadejsc ten moment, w koncu musial powstac taki epizod, 
ktory moglbym zjechac od A do Z, i taka "perelka" jest wlasnie Lord of 
the Flies (a juz zaczalem podejrzewac, ze cos z moim gustem jest nie tak).
Lotf to epizod, ktory nigdy nie powinien powstac. Moim zdaniem nie ma w 
tym odcinku nic, co by moglo zainteresowac fana serialu.
W serialach oprocz glownych bohaterow najwaznieszy jest dobry 
scenariusz. Niestety, scenariusz pana Schnauza to po prostu beznadzieja 
(moze nie powinienem byc zaskoczony, bo Schnauz jest odpowiedzialny za 
jeden z najgorszych odcinkow Lone Gunmen Tango de los Pistoleros). 
Oczywiscie zdarzaja sie tez filmy czy seriale tak zle ze az dobre, ale 
to nie ten przypadek. Nawet weteran serialu Kim Manners nie mogl tu zbyt 
wiele zdzialac.
W czasie ogladania lotf odnioslem wrazenie (moze mylne, nie wiem), ze 
autorowi odcinka marzylo się dzielo w stylu np. Post-Modern Prometheus 
czy Hollywood A.D. Niestety Schnauz, to nie Carter czy Duchovny (nawet 
taki odcinek jak Fight Club, wyraznie odstajacy na tle innych dziel 
Cartera, jest 100 razy lepszy od lotf). Ciekawe, ze w przypadku tak 
specyficznych odcinkow jak PMP, Hollywood A.D., Fight Club i wiele 
innych ocierajacych sie o kicz powstaja epizody tylko wybitne albo takie 
o ktorych chcemy jak najszybciej zapomniec. Lotf zalicza sie do tej 
drugiej kategorii.
Jedyny ciekawy element tego odcinka, to facet co podrywal Scully - 
gosciu byl genialny (ale scena ze sztucznym oddychaniem wiecej niz 
zenujaca).
Mialem postawic 2, w koncu lotf to absolutna czolowka najgorszych 
epizodow,  ale za tego podrywacza dam 2.5.

Trust No One
Najwazniejsze nie ma zadnych nudow, caly czas cos sie dzieje. Chociaz 
nie ma w odcinku Muldera, caly czas czuje sie jego obecnosc. Dobry 
scenariusz, jeszcze lepsza rezyseria, swietna muza (i nie tylko ten 
pieknie przerobiony klasyczny utwor Czajkowskiego).
Odcinek poswiecony Scully, wiec wiadomo czego mozemy sie spodziewac po 
Anderson. Nie dziwie sie opiniom tych, ktorzy twierdza, ze GA to jeden z 
najlepszych wyborow Cartera oraz ze Scully to jedna z niewielu tak 
dobrze granych i wyrazistych rol kobiecych w TV. Ale zeby nie bylo az 
tak pieknie, to musze dodac, ze zaczyna mnie troche denerwowac w tej 
serii(az nie moge uwierzyc w to co pisze), to zbolale oblicze Scully. 
Wiadomo, ze GA jest niezla aktorka, zwlaszcza niezle wypada w scenach 
dramatycznych, ale scenarzysci troche przesadzaja - wystarczy ze padnie 
slowo Mulder, a Scully juz sie lamie glos, zaczyna plakac. Na szczescie 
w kolejnym odcinku z GA w roli glownej bedziemy mieli okazje zobaczyc 
tez bardziej waleczne oblicze naszej ulubionej agentki.
Niezle wypadl tez T. O'Quinn. Ze wszystkich rol jakie zagral u Cartera, 
ta z TNO uwazam za najlepsza. Musze sie przyznac, ze nigdy nie 
przepadalem za tym aktorem (nawet w Milenium, przekonal mnie dopiero w 
Lost).
TNO przypomina troche En Ami. W obu odcinkach Scully nagle gdzies sie 
pozbywa tego zimnego racjonalizmu i zamast rozumem, kieruje sie sercem. 
Najpierw obdarowuje zaufaniem jednego z najwiekszych wrogow, gdyz szansa 
na zdobycie leku na wszystkie choroby ludzkosci jest zbyt wielka by ja 
zmarnowac. W TNO  natomiast otrzymuje szanse na  powrot Muldera i w tym 
przypadku rzadzi serce, a nie rozum. Woli zaufac nieznajomemu niz 
Doggettowi i tylko dlatego, ze ten pierwszy oferuje jej cos o czym marzy 
najbardziej. Niby bardzo podobne odcinki do siebie, a z drugiej strony 
jakze rozne
W przypadku TNO nie mozna tez zapomniec o teaserze, jednym z najlepszych.
Muzyka, tresc listu, wszystko przepieknie komponuje sie z pokazywanymi 
scenami. Niby Scully czyta list do syna, ale w prawie kazdym zdaniu 
mozna znalesc analogie do sceny, zdjecia, ktore akurat pokazuje sie na 
ekranie.
Niby w teaserze pokazuja nam zdjecia, z ktorych wynika ze przez te lata 
ktos ich caly czas obserwowal, ale pomiedzy tymi zdjeciami widzimy 
sceny, ktore w bardzo subtelny, delikatny sposob sugeruja nam cos.
Ktos moglby zarzucic , ze brakuje scen z all tchings czy finalu 8 serii, 
ale to wlasnie mi sie podoba, ze jest to subtelne jak caly serial a nie 
jawne. Wyskoczyli tylko z tym Milenium, chociaz dla mnie byl to czysto 
przyjacielski pocalunek (musieli przeciez jakos przywitac nowy rok), 
najdelikatniejsza z pewnoscia scena ze wszystkich tego typu.
Jak na razie najlepszy odcinek 9 serii.
5/6 (8/10)

John Doe to pierwszy odcinek jednego z moich ulubionych scenarzystow, 
Vince'a Gilligana, od czasu swietnego Roadrunners z 8 serii.
Roadrunners skupial sie na Scully, tym razem Gilligan napisal skrypt 
poswiecony Doggettowi.
I trzeba przyznac, ze etatowy scenarzysta serialu odwalil kawal dobrej 
roboty (dziwne, ze nie wpadli na podobny pomysl za czasow Muldera), ale 
mozna tez dodac, ze tylko dobry (w koncu to Gilligan, stac go na wiecej).
Dobra robote odwalila tez debiutujaca w roli rezysera M. McLaren (obok 
GA jedyna kobieta, ktora rezyserowa w XF).
Ale najwiekszym plusem odcinka jest znakomita gra Patricka.
Podsumowujac John Doe to odcinek na dobrym poziomie (4.5/6), ale tez bez 
specjalnych rewelacji.

Hellbound
Po odcinkach poswieconych Scully i Doggettowi przyszla pora na epizod 
poswiecony agentce Reyes.
Annabeth Gish gra dobrze, potrafi samodzielnie udzwignac odcinek, ale 
pomimo wszystko Reyes, to nie to samo co M, S czy D.
W sumie bardziej przypadla mi do gustu w 8 serii. A wlasnie, jesli mnie 
pamiec nie myli, to palila w poprzednim sezonie papierosy, a w 9 serii 
jest na pierwszym planie, wiec nie wypada aby glowny bohater palil (ta 
polityczna poprawnosc). Szkoda, wyroznialo ja to.
Hellbound jest epizodem w sumie na przyzwoitym poziomie. Niby nie ma sie 
za bardzo do czego przyczepic (moze poza jednym z najnudniejszych 
teaserow, pozniej jest lepiej), rezyser wycisnal ze scenariusza wszystko 
co sie dalo, muzyka Snowa taka jak zwykle, ale Hellbound plasuje się 
odrobine powyzej sredniej. Niesamowite wrazenie robi za to w Hellbound 
scenografia, zwlaszcza chodzi mi o sceny w kopalni.
A wracajac do muzyki, to troche sobie odpuscil ta serie Snow (jesli sie 
nie myle w tym samym czasie co leciala 9 seria Snow zostal tez 
kompozytorem serialu Smalville). Nie wybija sie tak jak w poprzednich 
seriach, zwlaszcza w porownaniu z 8 seria. Jesli jest jakis niezly 
kawalek, to tylko jeden na caly odcinek (np. w ostatniej scenie 
Hellbound czy w zakonczeniu 4-D). Podsumowujac epizod oceniam  na 4/6.

Provenance/Providence udowadnia, ze niht byl tylko wypadkiem przy pracy.
Wypadkiem, bo jak na mitologiczny epizod tak bardzo nie zachwycal, 
zwlaszcza ze ostatnie mitologie byly przynajmniej znakomite. 
Provenace/Providence rowniez do takich sie zalicza.
Caly czas cos sie dzialo, mnostwo zwrotow akcji, zadziwiajace i 
szokujace sceny jak te ze statkiem czy z Williamem.
A do tego Anderson znowu o sobie przypomniala. Zwlaszcza niesamowita 
byla w scenie przesluchiwania agenta FBI u siebie w domu. Muzyki znowu 
malo, ale kawalek w teaserze Providence czy na koncu, gdy Scully 
znalazla syna genialny.
Oprocz wzorowej gry GA warto zwrocic uwage na rezyserie obu odcinkow 
(zwlaszcza Cartera w czesci 2).
Bardzo podobal mi sie tez nietypowy duet, jak na ten serial, czyli 
Scully i Reyes.
Jedyna uwage jaka mam do odcinka, to taka ze podobno mial sporo spraw 
wyjasnic. I niby wyjasnil, ale ja po obejrzeniu P/P mam jeszcze wiekszy 
metlik w głowie niz wczesniej. Oczywiscie P/P to kolejny odcinek, w 
ktorym mamy potwierdzenie, ze ojcem Williama jest Fox. I dobrze, ale w 
pozostalych kwestiach zwiazanych z synem Muldera troche sie pogubilem 
(cos mi sie wydaje, ze scenarzysci chyba tez).
Kolejna sprawa - ktory to juz raz niby Mulder zginal? Wiadomo, ze 
scenarzysci musza jakos utrzymac postac Foxa w serialu, ale zaczyna to 
troche irytowac.
Ale juz przestane sie czepiac, bo w sumie P/P to jak na razie obok TNO 
najlepszy odcinek 9 serii.
Oba epizody oceniam tak samo, na 5/6.
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads