🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.rec.fantastyka.x-files
2 messages
2 total messages Started by Adam Robinski Sun, 29 Apr 2007 22:31
Gillian przeklina bardzo interesująco
#47393
Author: Adam Robinski
Date: Sun, 29 Apr 2007 22:31
167 lines
8593 bytes
Przy okazji premiery "The Straightheads", "The Times" przeprowadził 
bardzo dobry wywiad z Gillian. Polski przedruk za Onetem załączam, do 
oryginału odsyłam:
http://entertainment.timesonline.co.uk/tol/arts_and_entertainment/film/article1580600.ece

Recenzja filmu w tejże gazecie sprowadza się do pytania, jak tak 
utalentowana aktorka mogła zgodzić się na grę w takim filmie.



W małej przyczepie, ustawionej na polanie mokrego lasu w Worcestershire, 
Gillian Anderson klnie jak szewc.

- Filmy powinny być tym, czym, k***, są! – woła 38-letnia aktorka, która 
wcielała się niegdyś w legendarną postać z serialu "Z Archiwum X". – I 
jeśli są k***wsko niepokojące, to niech takie, k***, zostaną!

Na żywo, Anderson - przejęta, w czarnym płaszczu, z blond włosami – to 
fascynujące przeciwieństwo granych przez nią, zazwyczaj bardzo 
chłodnych, postaci. Gillian kończy pracę nad thrillerem "Straightheads" 
i ostro broni tego ociekającego przemocą obrazu.

Film opowiada o parze młodych ludzi – Alice (granej przez Anderson) i 
Adamie (Danny Dyer) - napadniętych na wsi przez bandę osiłków. Ofiary 
mszczą się okrutnie na swoich prześladowcach, możliwe więc, że film nie 
wszystkim przypadnie do gustu.

- Jest mroczny, ale jaki błyskotliwy! – Anderson mówi o filmie, w którym 
zbiorowy gwałt, tortury i wepchnięcie zardzewiałej lufy w odbyt są 
ważnymi elementami opowieści. – Nie możemy udawać, że na świecie nie ma 
przemocy, że to się, k***, nie zdarza!

Z tymi słowy wybiega na plan, łapie strzelbę, wskakuje do samochodu 
terenowego i odjeżdża leśną drogą na spotkanie z krwawym, filmowym 
przeznaczeniem.

Przeskakujemy 15 miesięcy naprzód. Anderson, ubrana w kwiecistą bluzkę, 
siedzi na kanapie w londyńskim hotelu. Film niedługo wchodzi na ekrany – 
a aktorka broni go tak jak dawniej, tyle, że klnie już znacznie mniej.

- Zawsze dużo klęłam – wyznaje, ale za chwilę winą za swoje słownictwo 
obarcza swego ekranowego partnera, Danny’ego Dyera. – Praca z Dannym 
tylko to podkręciła. Dzięki niemu cała ekipa nauczyła się nowych wyrazów!

Rzeczywiście, teraz klnie rzadziej, ale nadal jest pełna pasji. Jej 
buntowniczego charakteru nie wykorzystano ani w "Archiwum X", ani w 
filmach kostiumowych, w których niedawno grała ("The House of Mirth" i 
"Bleak House"). Idealnie pasuje on za to do przesyconej agresją fabuły 
"Straightheads".

Gdy trwała postprodukcja filmu, Anderson, zupełnie jakby chciała dowieść 
siły swego charakteru, rozwiodła się ze swoim drugim mężem, Julianem 
Ozanne, urodziła syna nowemu przyjacielowi, Markowi Griffithsowi, 
dostała nominację do Nagrody BAFTA za rolę w "Bleak House", wyprowadziła 
się z domu na Notting Hill, skończyła prace nad debiutanckim 
scenariuszem do "The Speed of Light" i zaczęła się realizować jako 
producent filmowy, wygrywając przetarg na prawa do filmu biograficznego 
o reporterce z czasów wojny, Marcie Gellhorn.

Mówi, że rola Alice była jej w tym czasie potrzebna, że to był kierunek, 
w jakim chciała pójść. Ale czy ta postać – kobiety bogatej, przystępnej 
seksualnie i zalecającej się ostro do prostego chłopaka, granego przez 
Dyera – nie jest czasem zjawiskiem wprost z męskich fantazji?

- Niewykluczone – mówi cierpko Gillian. – Ale ja sama też zaprosiłam na 
randkę kogoś, kogo poznałam w kinie.

Trochę to dziwne. - Wcale nie. Spotykaliśmy się potem przez pół roku. 
Zaczęliśmy gadać przy wyjściu, a ja spytałam, czy nie przeszedłby się na 
herbatę.

Co to był za film? - "Amelia".

Historia, po której ma się wielką ochotę pójść na randkę! 
"Straightheads" to co innego.

- Może to tylko mnie zdarzają się takie rzeczy, ale co chwila mam takie 
przygody. Pamiętam gościa, który po dwóch dniach znajomości zaprosił 
mnie na weekend do Paryża. I pojechaliśmy.

- Myślę, że tylko Ty masz takie przygody.

- A ja myślę, że Ty masz nudne życie – ripostuje aktorka.

No dobrze, a co z seksem i przemocą? Film jest bardzo mroczny i 
poruszający, prawda?

- Oczywiście – odpowiada. – Zwłaszcza to, jak postać grana przez 
Danny’ego miesza przemoc i seks. Ale one mogą się ze sobą łączyć. Wiele 
jest takich historii... Czemu się uśmiechasz?

Przepraszam. Myślałem już, że podasz przykład ze swojego życia. Gillian 
chichocze: - Tak się składa...

Niech zgadnę. Pojechałaś z pewnym gościem do Paryża...

Urodzona w Ameryce, od drugiego do jedenastego roku życia Anderson 
wychowywała się w Crouch End, w północnym Londynie. Jej ojciec zajmował 
się postprodukcją filmową.

Kiedy wróciła do Stanów, do Michigan, czuła się bardzo osamotniona. 
Spotykała się z ludźmi grającymi muzykę punk, ale do czasu, gdy na 
studiach zajęła się aktorstwem, nie miała poczucia, że gdziekolwiek 
przynależy.

Zostałaś aktorką dzięki powiązaniom rodzinnym, poszukując swojej 
tożsamości, czy też dlatego, że lubisz się popisywać?

- Paliłeś jointy, kiedy pisałeś te pytania?

Nie.

- Zostałam aktorką, bo to było jedyne, co mogłam zrobić. Nie miałam 
przyjaciół, czułam się niedopasowana. Kiedy zaczęłam grać, wszystko się 
w moim życiu zmieniło, poczułam się szczęśliwa.

W Nowym Jorku grała role teatralne (w tym, wraz z Brendą Blethyn i 
Alanem Ayckbournem w "Absent Friends"), a potem, gdy miała 24 lata, 
zdobyła rolę życia: zagrała agentkę Danę Scully w serialu "Z Archiwum X".

Serial – thriller "paranoiczny" z elementami science fiction – 
realizowano przez niemal 10 lat. Dzięki niemu Anderson wyrobiła sobie 
nazwisko, zdobyła pierwszego męża, reżysera Clyde’a Klotza (ma z nim 
córkę, Piper), i mogła sobie pozwolić na luksus wybierania projektów, 
które jej proponowano – najczęściej niezależnych produkcji takich, jak 
"Gra w serca" i "Tristram Shandy – wielka bujda".

Teraz cieszy się z obrotu, jaki przyjęła jej kariera. Będzie reżyserować 
film według własnego scenariusza, będzie też producentką i gwiazdą 
biografii Marthy Gellhorn. Cieszy się też przeprowadzką z nowym 
chłopakiem, biznesmenem Markiem Griffithsem, na przedmieścia Londynu.

- Chcę móc wyjść z domu i nie martwić się o fotografów – mówi.

Czy czasem się zastanawia nad tym, co by się stało, gdyby w 1993 
producenci "Z Archiwum X" zdecydowali się na aktorkę o większym nazwisku 
– na co nalegała Fox Television?

- O większym biuście – poprawia.

Słucham? - Nie chcieli większych nazwisk, tylko kogoś w typie Pameli 
Anderson. Z większym biustem.

Nie wiedziałem, że chodziło o biust. - Nie tylko o to. Też o wzrost, 
długie nogi, blond włosy i o biust. O wszystko razem.

Więc gdyby zamiast ciebie wybrali jakiś biust, to gdzie byś teraz była?

- Nie tutaj. Nie na tej kanapie. Pewnie w Anglii. I z pewnością bym grała.

A byłabyś szczęśliwa? - Pewnie tak.

Szczęśliwsza? Marszczy brwi. - Okropne pytanie. Pewnie nie mogłabym 
dokonywać zawodowych wyborów, jakich dokonuję teraz.

Tak, ale może dostałabyś jakąś oscarową rolę i wszystko potoczyłoby się 
w zupełnie innym kierunku?

- To znaczy co? – odpowiada. Jej oczy rzucają niesforne błyski – Że 
miałabym nie robić filmów o wkładaniu komuś broni w d***?

http://film.onet.pl/0,0,1407435,1,600,artykul.html

-- 
Adam
adam:rentyny,com
http://www.xfiles2.pl
Re: Gillian przeklina bardzo interesująco
#47394
Author: Pawbelek
Date: Mon, 30 Apr 2007 08:02
23 lines
1909 bytes
:o)

Jakżesz to postać grana przez parę lat potrafi naznaczyć
w świadomości widza aktora - mówię tu o sobie tą razą.
Nieco poprzestawiać sobie musiałem obraz Gillian po tym
wywiadzie, choć nie do końca - przypomina mi się jej rola
w Chicago Cab - wtedy byłem bardziej poruszony różnicą.
(Podobno Russell Crowe klnie obrzydliwie)
Choć może to taka promocja przed premierą filmu? Robienie
odpowiedniej atmosfery? Hm - jednak trwały jest u mnie ten
scully'owy stereotyp ;)

> Nie chcieli większych nazwisk, tylko kogoś w typie Pameli Anderson. Z 
> większym biustem.
No nie wiem, czy Pamela wygłaszająca teksty Scully byłaby
wiarygodna. Miałem opory, by zaakceptować Fowley, chociaż
czy ja wiem? Może kwestia przyzwyczajenia? Na Doggetta też
przecież wymyślałem, a jak ostatnio zrobiłem sobie
wspomnieniówkę, to nawet się spoko ogląda. Ale jednak
"Pamela" jako Scully? Błe...

-- 
Pa(!)wbelek (pawbe_at_poczta.onet.pl) 
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads