Article View: pl.rec.fantastyka.x-files
Article #47400Powtorka z rozrywki (od Audrey Pauley do finalu).
From: Michax
Date: Wed, 16 May 2007 23:32
Date: Wed, 16 May 2007 23:32
319 lines
18427 bytes
18427 bytes
S P O I L E R S P A C E S P O I L E R S P A C E Audrey Pauley przypomina troche 4-D, ale jest od tego odcinka też lepsze. Pomimo tego, ze epizod jest dosyc ponury, to mamy tutaj taka specyficzna ciepla atmosfere, co jest tez zasluga Snowa. Muzyka w AP jest niesamowita i w koncu nie tylko pojedynczy utwor na caly odcinek, ale praktycznie kazdy motyw muzyczny jest genialny (a tak przy okazji muzyka w AP bardzo przypominala muzyke z serialu Millennium). Odcinek poswiecony relacjom nowego duetu i po raz pierwszy w 9 serii Reyes nie jest w cieniu Doggetta, chociaz Patrick zagral tak jak zwykle, dal popis. Po tym odcinku jeszcze bardziej polubilem Reyes, moze jeszcze nie tak jak Doggetta, ale juz jest blisko. Rownie dobrze opocz RP i AG wypadla aktorka grajaca tytulowa role (zagrala tez w Oubliette). Poza tym sama fabula byla niesamowita, bardzo lubie takie epizody. Chociaz brakuje mi wytlumaczenia dlaczego ten lekarz zabijal. Nie chodzilo mu chyba o handel organami, gdyz poprzednie ofiary zmarly bez ich pobrania. Jedynie do czego sie przyczepie, to do zachowania Scully. Takie zachowanie naszej ulubionej agentki pasowalo by raczej do Scully z lat poprzednich, a nie w 9 serii. Sama nie raz przeszla podobnie niesamowite wydarzenia, no i zamiast pocieszac Doggetta, to jeszcze bardziej go dolowala. Ale poza tym dosc dziwnym zachowaniem Scully nie mam zadnych zastrzezen do odcinka. AP to najlepszy standalone 9 serii, przynajmniej na razie. Ocena: 5/6(8/10) Underneath W przeciwienstwie do Cartera, Gilligana czy Spotnitza nie moze Shiban zaliczyc swojego debiutu rezyserskiego do udanych. Odcinek kompletnie mnie nie ciekawil, nawet dobra gra Patricka go nie ratuje. Underneath przypomnial, ze Shiban to najbardziej nierowny scenarzysta ekipy 1013. Daleko Underneath do chocby Badlaa, nie wspominajac juz o takim odcinku jak Elegy. Najblizej jest temu odcinkowi do Walk czy Travellers. Ocena 3/6 (4/10) Improbable to kolejny do kolekcji nadzwyczajnych dziel Cartera. Moga sobie wszyscy mowic co chca o 9 serii, ale tym odcinkiem Carter udowadnia, ze pomysly mu sie nie skonczyly. Ogladajac 9 rok Xf mozna powiedziec: "tego jeszcze nie bylo". Moze nie jest tak dobry jak np. PMP czy Traingle, ale ma to cos w sobie co nie pozwala o nim szybko zapomniec. A co do tych piosenek, to wydaje mi sie, ze Carter dal je do odcinka, by podkeslic ta specyficzna atmosfere jaka tu mamy. Wpowadzaja one widza w odpowiedni klimat. Swietna fabula, kapitalne dialogi, jeszcze lepsza rezyseria, Burt Reynolds, konfrontacja S i R (swietny duet). Wszystko to razem polaczone daje niesamowity efekt. A juz najlepsza jest druga czesc, gdy cala trojka zostaje zamknieta - cos wspanialego. Seial ma mnostwo genialnych epizodow mitologicznych i standalonow, ale wlasnie takie odcinki, jak na przyklad te Cartera pokazuja prawdziwa klase serialu. Zaden inny serial (tak mysle), choc moze miec tez wiele swietnych odcinkow, to takich jakie robi m.in CC nie ma. I uwazam, ze taki epizod w ostatnej serii, bez Muldera, gdy wszyscy go krytykuja, jest najlepsza rzeca jaka mogla sie przydarzyc serialowi, bo udowadnia, ze nadal moze byc najlepszy. Ocena 5.5/6 (9/10) Scay Monsters Milo zaskoczyl mnie autor Lord of the Flies. Jak na niego to calkiem niezla robota. Najwiekszym plusem sa tutaj akcenty komediowe, Leyla Harison, jej kolega oraz dialogi (zwlaszcza te w wykonaniu jak zwykle swietnego Patricka). W SM udowodnili, ze w Archiwum X jest potrzebny tez ktos pozbawiony wyobrazni, jak powiedziala na koncu Leyla. Wiec mozna zaryzykowac swierdzenie, ze w tej scenie Doggett zostal zaakceptowany przez fanow, ktorych w SM w pewnym sensie reprezentuje Leyla Harrison. A poza tym to nic specjalnego, wiec dam 3.5/6. Jump the shark to jedyny odcinek 9 serii o ktorym calkowicie zmienilem zdanie. Odcinek oglada sie dobrze, ale nic poza tym. W sumie jest na poziomie ponizej ktorego serial nie powinien schodzic. Przyzwoita archiwowa robota. Chociaz trudno nazwac JtS odcinkiem Archiwum X, raczej jest to final serialu Lone Gunmen. I w sumie jest na podobnym poziomie co ten serial - nie byl zly, ale tez nie bylo to nic specjalnego. Trudno nie lubic Strzelcow, ale wydaje mi sie, ze nie sa na tyle ciekawymi postaciami, aby mogli zostac glownymi bohaterami serialu. O wiele lepiej radza sobie w "Archiwum X" (sa zabawniejsi) niz w "LG". A co do zakonczenia JTS, to chyba nikt sie nie spodziewal takiego finalu; tym bardziej, ze jest to odcinek komediowy, lekki. Chociaz wydaje mi sie, ze wlasnie powinien byc z nimi ostatni odcinek. Trzeba tez zaznaczyc, ze bez zadnych zgrzytow JTS przechodzi z lekkiego klimatu do powaznej koncowki. Fani Strzelcow pewnie nie moga do tej pory uwierzyc w to co zafundowali nam scenarzysci w JtS, ale przeciez wiadomo, ze nie ma w "Archiwum X" swietych krow, kazdy moze tu zginac (oprocz M i S). W kazdej serii usmiercono przynajmniej jedna postac, wiec bylbym troche zaskoczony gdyby nikt nie zginal w 9 serii (pomimo tego, ze zostalo malo postaci). Ale czemu akurat oni? Trudno zgadnac, choc slyszalem taka teorie, ze wszystkie dramatyczne wydarzenia z koncowki 9 serii sa zemsta Cartera na fanach za odwocenie sie od serialu, a zwlaszcza za to jak fani jechali po nim w internecie (niezle mu sie dostalo, jak dobrze pamietam od fanow, czego zupelnie nie kapuje). Pomimo wszystko jakos trudno mi w to uwierzyc. Moze usmiercanie glownych postaci teraz, w czasach takich seriali jak Lost, Prison Break czy 24, to nic specjalnie nowego (szczegolnie w tym ostatnim bija rekordy w usmiercaniu ulubiencow publicznosci i nikt nie narzeka),ale jak na czasy, w ktorych w telewizji krolowalo m.in XF, to bylo istotne nowatorstwo. Chyba w zadnym innym serialu z tamtych lat nie pozbywano sie tylu postaci co w "Achiwum X" (jak przystalo na klasyka, XF wyprzedzilo czasy). Swoistym paradoksem jest to, iz Lone Gunmen, serial lekki, komediowy konczy sie crossoverem, w ktorym gina glowni bohaterowie (zaden inny serial Cartera tak sie nie zakonczyl, nawet Millennium). Podsumowujac JtS oceniam na 3.5/6 William Pamietam, ze jak sie tylko okazalo, ze jednak bedzie 9 seria, to przyszla mi do glowy mysl taka, ze pewnie cos sie stanie z Williamem. I wykrakalem, Carter postanowil się go pozbyc z serialu. A czym dalej od zakonczenia serialu, to coraz bardzej sie utwierdzam w przekonaniu, ze syn agentow byl tylko po to, abysmy sie dowiedzieli, ze zmienily sie ich relacje. A co do odcinka, to DD swietnie poprowadzil aktorow na czele z GA (moze powinien tak jak wielu aktorow np. Gibson pomyslec o zmianie zawodu i zostac rezyserem). Oprocz aktorow, rezyserii warto tez zwrocic uwage na muzyke (piekny kawalek, gdy Spender trzyma Williama) i ciekawy scenariusz. A wracajac jeszcze do GA, to w przypadku tego odcinka sprawdza sie to co sie pisze i mowi o jej aktorstwie. Gdy ona sie smieje, to my (widzowie) tez sie smiejemy; gdy placze, to my tez jej w tym towarzyszymy (a przynajmniej się wzuszamy). Caly czas mam mieszane uczucia czy konieczne bylo "likwidowanie" Williama na koniec serialu, ale calkowicie rozumiem i szanuje decyzje agentki. A zakonczenie to jeden z nasmutniejszych, najbardziej przejmujacych momentow w calej historii serialu, ale tez i jedna z najpiekniejszych scen w XF. Ostatnie minuty sa tak doskonale wyrezyserowane przez DD i zagrane przez GA, iz praktycznie wierzy sie scenarzystom, a zwlaszcza aktorce, ze Scully nie miala innego wybory. Praktycznie zapomina sie o wszystkich watpliwosciach jakie ma sie co do decyzji Scully. Jak to ktos kiedys pieknie okreslil: poswiecila swoje macierzynstwo, swoje marzenia dla bezpieczenstwa syna. Oczywiscie mozna sie przyczepic i powiedziec, ze przeciez jesli znalezli kosmici Scully w Existence, to moga i znalesc Williama (i moze taka fabule planuje CC na jeden z kolejnych filmow; parokrotnie wspominal, ze chcialby nakecic kilka filmow - oby mu sie to udalo). Niby racja, pewnie by go znalezli, ale trzeba pamietac o jednym, przeciez to tylko serial. Praktycznie nie mam sie do czego przyczepic i grzechem byloby nie postawic "Williamowi" najwyzszej noty. Odcinek DD to jeden z najlepszych epizodow mitologicznych w calym serialu. Ocena: 6/6 Release, to kolejny odcinek 9 serii (po JTS i Williamie) zamykajacy pewien etap serialu. Tym razem zakonczono sprawe syna Doggetta, watek ktory tak na dobra sprawe w ogole sie nie rozkrecil. Zakonczono go w sposob typowy dla tego serialu, ale nie jest tez tak, ze zupelnie nic nie wyjaniono. Owszem, nie poznalismy nazwiska mordercy, ale wiadomo jak doszlo do porwania Luke'a i kto był w to zamieszany, no i co najwazniejsze dlaczego i jak chlopiec zginal. Ciekaw jestem tylko, co sie stalo z Follmerem. W koncu zamordowal Regaliego z zimna krwia. I tak sobie mysle, ze moze Doggett w raporcie nie napisal, ze Follmer go zabil "bez powodu", gdyz facet, jakby nie patrzec byl zamieszany w smierc Luke'a. A Follmer w pewien sposob wyreczyl Doggetta, ktory sam mial ochote go zabic. Ale za to co zrobil dyrektor moze np. stracil stolek zastepcy i przeniesiono go do innego biura, innego miasta. Bardzo ciekawa postac mial do grania w serialu Cary Elwes i wywiazal się z zadania zaskakujaco dobrze. Zaskakujaco dobrze, bo nie uwazam go za zbyt dobrego aktora. Follmer byl zamieszany w korupcje, ale poza tym nie byl zlym czlowiekiem. Moze powiem tak: nie dzialal ani po stronie Doggetta, ani Kersha, ale FBI. Jestem tez przekonany, ze nie mial nic wspolnego ze smiercia syna Doggetta. Moim zdaniem, Regali zabil albo byl tym biznesmenem co zlecil zabojstwo. Wszystko w odcinku jest w najlepszym archiwowym stylu: swietny scenariusz (kto by pomyslal, ze Amann i Shiban napisza tak dobry skrypt), swietnie zrealizowane, Patrick znowu pokazal klase, a muzyka to po prostu cud - miod. I nie mam na mysli tylko przerobionej przez Snowa "Sonaty Ksieżycowej", ale i jego oryginalne kompozycje,jak np. "Doggett Theme", który pojawia sie na koncu odcinka (ciekawe ze tylko S i D maja swoj utwor muzyczny, a co z Mulderem?). Niezle wypadl tez aktor, ktory gral kadeta. Dobrze go okreslila Reyes, byl okropnie irytujacy. Jak dla mnie Release, to obok AP najlepszy standalone 9 serii. Ocena:5/6 Sunshine Days przypominal mi toche klimatem poprzednie dzielo Gilligana- rezysera, czyli swietnego Je Souhaite. Moze SD nie jest az tak dobre jak tamten odcinek, ale i tak nie ma co narzekac. Odcinek dosyc luzny, wesoly. Prawda, ze mamy tutaj nawiazanie do serialu nieznanego u nas, ale to zupelnie nie przeszkadza w ogladaniu. Rownie dobrze SD moglby dotyczyc kazdego innego serialu (filmu, ksiazki, itd). SD to kolejny juz epizod podsumowujacy w pewien sposob serial (to ciagle poszukiwanie dowodu na zjawiska paranormalne, ale moze nie o to tak na prawde chodzilo...). A co do Patricka to trzeba zaznaczyc, ze sprawdzil sie i w odcinkach lekkich, komediowych, a wczesniej(w 8 serii) trudno było go sobie wyobrazic w takich odcinkach. Warto zwocic tez uwage na aktora, ktory gral Anthoniego(jakze inna rola od tej w serialu LOST)oraz na muzyke w koncowce (piekny fortepianowy kawalek). Ogolnie mowiac SD to odcinek na 4.5/6. The Truth Z Truth jest troche podobny problem co z filmem pelnometrazowym. Oczekiwania byly duze (zwlaszcza ze poczatkowo film mial zakonczyc serial), a okazalo sie ze powstal "tylko" dobry film. Podobnie sprawa wyglada z ostatnim odcinkiem - oczekiwania byly duze (zwlaszcza po tym jak ekipa 1013 udowodnila odcinkiem William, ze mozna po 9 latach zrobic odcinek na miare najlepszych)i tez mozna powiedziec ze powstal "tylko" dobry odcinek (a praktycznie wiekszosc sezonow konczyal się przynajmniej swietnym odcinkiem). Chociaz wydaje mi sie, ze najwazniejsze jest to, ze powstal wlasnie dobry epizod, a nie kiepski(a tak na marginesie, czasem odnosze wrazenie ze my, fani, traktujemy swoj obiekt kultu bardziej powaznie niz sami tworcy serialu, a przeciez to tylko rozrywka, serial komercyjny). Kim Manners odwalil kawal dobrej rezyserskiej roboty, zwlaszcza ze akcja toczy sie dosyc wolno, praktycznie przez godzine nie opuszczamy sali sadowej, odcinek opiera sie glownie na dialogach(autorstwa Cartera, wiec jest sporo do zapamietania), ale nie jest nudno, caly czas epizod trzyma w napieciu (cos mi się wydaje, ze FOX wyraznie zaoszczedzil na kasie, jesli chodzi o ten odcinek). Wszyscy sie spodziewali wielkich odpowiedzi i narzekaja, ze ich nie uslyszeli. Ale czy naprawde o to chodzilo? Truth to ostatni epizod, 200 odcinkow, film, 9 lat. Trzeba bylo to jakos podsumowac i w tym odcinku Carter wlasnie to zrobil. Mozna sie czepiac, ze wiele spraw zostalo pominietych, wiele zostalo tylko zasygnalizowanych, ale przeciez to nie mozliwe, aby w epizodzie trwajacym 90 minut pojawily sie wszystkie watki, ktore byly w mitologii. Mozna sie tez czepiac pomyslu z oskarzeniami Muldera i calego procesu, ale tak naprawde sadzono go za te wszystkie lata (przyznam sie, ze w niektorych momentach w czasie zeznan przyszla mi do glowy mysl: "co oni za glupoty opowiadaja?", ale przeciez przez 9 lat ogladalem te "glupoty"). Chcieli sie dobrac do Muldera i wreszcie to zrobili. Sad byl idealnym miejscem, gdzie cala historia konspiracji ujrzala swiatlo dzienne. Bylo to potrzebne, np. takim ludziom jak Kersh, ktory wreszcie przejrzal na oczy (choc jakos ta zmiana tej postaci, ktora nastepowala od poczatku 9 serii nie do konca mnie przekonuje). A czemu dopiero teraz dopadli Muldera? Gdyby tak calkowicie powaznie podchodzic do serialu to Muldera powinni juz dawno zlapac(i moze nawet zabic), ale wtedy 9 lat skurczyłoby sie do kilku odcinkow, a tego bysmy przeciez nie chcieli. Niektorzy tez narzekaja, ze poznalismy tylko date inwazji. Wielu fanow chcialoby sie dowiedziec wiecej. Fani serialu, ktory nigdy nie wykladal kawy na lawe. A co takiego jeszcze niby mieli wyjasniac? Jakby sie tak zastanowic, wszystko juz zostalo wczesniej wyjasnione. A co do glownych bohaterow - moze zaczne od pary Doggett-Reyes. RP i AG graja dobrze, choc paradoksalnie to Reyes wypadla lepiej w finale niz Doggett, a to on raczej do tej pory gral pierwsze skrzypce w 9 serii. Swietnie wypadla zwlaszcza w scenie przesluchania. Bardzo podobalo mi sie jej przemowienie. Przemowienie Muldera tez bylo dobre, ale to jej bede pamietal. A co do duetu Mulder - Scully, to trzeba powiedziec jedno. Lubie Reyes, uwielbiam Doggetta na rowni z M i S, ale nic nie moze sie rownac, nic nie zastapi pary DD-GA. Trzeba tez przyznac, ze pomimo zmiany w ich relacjach ten duet nie stracil nic ze swej wyjatkowosci, sa tam samo wspaniali jak w poprzednich latach. A bylo wiele seriali, ktore padly, gdy tylko zmieniono relacje glownych bohaterow (np. Na wariackich papierach). XF zakonczono nie z powodu zmiany w relacjach glownych postaci, tylko z powodu zbyt drastycznych zmian jakie zaszly w 8, a zwlaszcza w 9 serii. GA gra tak jak nas zdarzyla do tego przyzwyczaic, ale co wazniejsze DD tez pokazal co potrafi. Nie wypada gorzej od swojej partnerki(odpoczynek wyraznie mu pomogl). Kapitalnym pomyslem sa objawienia Muldera, pojawiajace sie duchy. Chociaz mozna sie zastanawiac czemu nie bylo Deep Throata, np w teaserze zamiast Kryceka, to on moglby pomoc Mulderowi (ale juz obecnosc Alexa przy przesluchaniu Marity ma sens, byli przeciez w dosc bliskich stosunkach). Jak wszyscy, to wszyscy (choc nie bylo tez Fowley, ale fani by chyba tego nie przezyli:) A co do ostatnich 10-15 minut, to sa po postu doskonale. CSM pojawia sie tylko na pare minut, ale Davis rob tak dobre wrazenie, tak gra, ze wydaje sie, jakby byl w calym odcinku. A na koniec podarowal nam Carter wspaniala scene z M i S, ktora chyba moge pozostawic bez komentarza (ta niesamowita muzyka). Jedyne zastrzezenie mam do sceny smierci Rohrera. Nie mam nic przeciwko temu jak zginal, ciekawy pomysl,ale to jak zostalo to pokazane, jak zostala ta scena zrealizowana od strony technicznej - dziwnie to wygladalo (podobnie kiepsko wypadla scena smierci superzolnierza w TNO, a Archiwum X raczej slynie z dobrych efektow specjalnych). Truth poczatkowo mial byc wprowadzeniem do filmu i pomimo wyciecia kilku scen to widac (chyba jedyny przypadek gdyby nie bylo zadnych pytan po zakonczeniu serialu, to gdyby usmiercili w finale wszystkie postacie albo gdyby serial zakonczyl sie calkowita zaglada). Odcinki z glownego nurtu sa to epizody, których konwencje jedni fani akceptuja bardziej powaznie, inni (tak jak ja)z przymrużeniem oka(m.in.USA to kraj, w którym rozwija się spisek agent rzadowych, nie mozna nikomu ufac...itd.). I moze dlatego nie przeszkadzaja mi wszystkie te uproszczenia w finale. Zwlaszcza ze jak sie porowna Truth z pozostalymi odcinkami mitologicznymi, to nie wypada od nich wcale gorzej. Praktycznie w kazdym epizodzie glownonurtowm mozna sie do czegos przyczepic (moze poza tymi absolutnie najlepszymi perelkami serialu) i dlatego stawiam Truth 5-/6 (8/10). Z minusem, bo inne piatkowe epizody 9 (Trust No One, Provenace, Providence) podobaly mi sie bardziej. Minimalnie, ale jednak byly odrobine lepsze. P.S. I jeszcze jedno - Truth jest odcinkiem gorszym od finalu 8, ale jednak zakonczenie Truth (konfrontacja M i S z CSM + ostatnia scena) stanowi o wiele lepsze podsumowanie serialu niz ta skadinad piekna scena z M i S w Existence.
Technical Details
Message-ID:
<f2g4a7$ktq$1@news.onet.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.onet.pl!not-for-mailShow Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.onet.pl!not-for-mail From: Michax <michax@o2.pl> Newsgroups: pl.rec.fantastyka.x-files Subject: Powtorka z rozrywki (od Audrey Pauley do finalu). Date: Thu, 17 May 2007 01:32:23 +0200 Organization: Onet.pl Lines: 323 Message-ID: <f2g4a7$ktq$1@news.onet.pl> Reply-To: michax@o2.pl NNTP-Posting-Host: 88-199-251-170.tktelekom.pl Mime-Version: 1.0 X-Trace: news.onet.pl 1179358344 21434 88.199.251.170 (16 May 2007 23:32:24 GMT) X-Complaints-To: usenet@news.onet.pl NNTP-Posting-Date: Wed, 16 May 2007 23:32:24 +0000 (UTC) X-Sender: fw731uPrW8Jf81tUBnzzuA== User-Agent: Thunderbird 1.5.0.10 (Windows/20070221) Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit