🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.rec.fantastyka.advocacy
4 messages
4 total messages Started by Vermiculus Fri, 09 Sep 2005 09:29
Byłem na Wyspie :-)
#8579
Author: Vermiculus
Date: Fri, 09 Sep 2005 09:29
23 lines
2174 bytes
Znaczy się w kinie. Miałem iść na co innego, ale Wyspa była wcześniej i nie 
musiałem czekać.
Kazdy fan fanstastyki zadaje sobie pytanie: Kto wygrałby w bezpośrednim 
pojedynku - Obi Wan Kenobi, czy Boromir? W momencie w którym Boromir 
wynajmuje jako najemnika murzyna, ktory chwali się, że slużył we francuskich 
siłach specjalnych wiedziałem, że dobro (czyli Obi) będzie górą.
A sam film? Dużo lepszy niż moznaby przypuszczać. Niestety w którymś momencie 
siada i zamiast atmosfery mamy serię gonitw i pościgów. Które są dobrze 
sfilmowane, ale jest ich za dużo. W pewnym momencie stają się nudne i 
męczące. Jedynym przerywnikiem jest przezabawny moment w ktorym MacGregor 
nabija się, że swojego szkockiego akcentu.
Akcja zaczyna się ciekawie. Ludzkość przeżyła katastrofę biologiczną. Wolna 
od skażenia pozostała już tylko jedna, za to bajeczna wyspa. Trafią na nią 
tylko wybrańcy, którzy wygrają loterię. Ci, którzy mieli tyle szczęścia żeby 
przeżyć, ale nie trafili szczęśliwego losu żyją w specjalnym, odizolowanym 
schronie w sterylnych warunkach przypominających trochę "Nowy Wspaniały 
Świat" Huxleya. Wśród nich znajduje się postać grana przez Ewana MacGregora 
(niestety nie śpiewa), któregoś dnia zaczyna mieć dziwne koszmary...

Vermi

-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Byłem na Wyspie :-)
#8580
Author: martel
Date: Thu, 06 Oct 2005 10:21
57 lines
3753 bytes
Użytkownik "Vermiculus" <vermiculus@NOSPAM.gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:dfrkm9$1g1$1@inews.gazeta.pl...
> Znaczy się w kinie. Miałem iść na co innego, ale Wyspa była wcześniej i
nie
> musiałem czekać.
> Kazdy fan fanstastyki zadaje sobie pytanie: Kto wygrałby w bezpośrednim
> pojedynku - Obi Wan Kenobi, czy Boromir? W momencie w którym Boromir
> wynajmuje jako najemnika murzyna, ktory chwali się, że slużył we
francuskich
> siłach specjalnych wiedziałem, że dobro (czyli Obi) będzie górą.
> A sam film? Dużo lepszy niż moznaby przypuszczać. Niestety w którymś
momencie
> siada i zamiast atmosfery mamy serię gonitw i pościgów. Które są dobrze
> sfilmowane, ale jest ich za dużo. W pewnym momencie stają się nudne i
> męczące. Jedynym przerywnikiem jest przezabawny moment w ktorym MacGregor
> nabija się, że swojego szkockiego akcentu.
> Akcja zaczyna się ciekawie. Ludzkość przeżyła katastrofę biologiczną.
Wolna
> od skażenia pozostała już tylko jedna, za to bajeczna wyspa. Trafią na nią
> tylko wybrańcy, którzy wygrają loterię. Ci, którzy mieli tyle szczęścia
żeby
> przeżyć, ale nie trafili szczęśliwego losu żyją w specjalnym, odizolowanym
> schronie w sterylnych warunkach przypominających trochę "Nowy Wspaniały
> Świat" Huxleya. Wśród nich znajduje się postać grana przez Ewana
MacGregora
> (niestety nie śpiewa), któregoś dnia zaczyna mieć dziwne koszmary...
>
> Vermi

Ciekawa recenzja z ktora calkowicie sie zgadzam.
Dodam jednak cos od siebie:
1. Film od razu budzi skojarzenia ze swoim poprzednikiem "THX 1138" jednak w
odroznieniu od niego ma przewage akcji nad nastrojem. Oczywiscie wieksze
srodki finansowe niz te ktorymi dysponowal Lucas oraz postep technologiczny
w kinie daly bardziej przekonujace efekty wizualne i wieksze plany ujec.
Jednak co nam po tym gdy od polowy filmu mamy montowany gwaltownie w stylu
"Tozsamosci Bourna" poscig ktory psuje caly drobiazgowo budowany klimat
alienacji wysterylizowanego swiata.

2. Poza tym wydaje mi sie ze Evan nie nadaje sie do rol "typowo
hollywodzkich" w ktorych tak swietnie sprawdza sie np. Bruce Willis. Jest
zbyt angielski i widac ze garnitur z amerykanskiego filmu akcji (ktorym
niestety staje sie ten film) nie bardzo na nim lezy. Juz w SW Ep1 widac bylo
ten dysonans - ale z epizodu na epizod widac bylo poprawe.
Oczywiscie Evan nadrabia czasem takimi momentami jak ten o ktorym
wspomniales (szkocki akcent) ale suma sumarum sadze ze nie jest to medium
dla niego.

Podsumowujac. Film i tak zaskoczyl mnie na plus. Spodziewalem sie czegos
duzo gorszego. Jednak potencjalne mozliwosci tematu nie zostaly wykorzystane
i calosc koniec koncow zostala i tak sprowadzona do poziomu typowej
sensacji.

To tyle

Martel
Re: Byłem na Wyspie :-)
#8581
Author: Vermiculus
Date: Fri, 07 Oct 2005 08:24
48 lines
2916 bytes
martel <makarbo@op.pl> napisał(a): 

> 1. Film od razu budzi skojarzenia ze swoim poprzednikiem "THX 1138" jednak w
> odroznieniu od niego ma przewage akcji nad nastrojem. Oczywiscie wieksze
> srodki finansowe niz te ktorymi dysponowal Lucas oraz postep technologiczny
> w kinie daly bardziej przekonujace efekty wizualne i wieksze plany ujec.
> Jednak co nam po tym gdy od polowy filmu mamy montowany gwaltownie w stylu
> "Tozsamosci Bourna" poscig ktory psuje caly drobiazgowo budowany klimat
> alienacji wysterylizowanego swiata.


Film zepsuło chyba to, że twórcy mieli za dużo pieniędzy, no i co za tym 
idzie - z założenia miał więcej pieniędzy zarobić. Ciągle przypominam sobie 
Gattacę. Być może najlepszy film SF lat 90. Historia dzieje się w 
przyszłości, a efektów specjalnych mamy w nim ZERO. W przypadku Wyspy mamy 
film podzielony na dwie części. I ta pierwsza jest naprawdę nastrojowa.

> 
> 2. Poza tym wydaje mi sie ze Evan nie nadaje sie do rol "typowo
> hollywodzkich" w ktorych tak swietnie sprawdza sie np. Bruce Willis. Jest
> zbyt angielski i widac ze garnitur z amerykanskiego filmu akcji (ktorym
> niestety staje sie ten film) nie bardzo na nim lezy. Juz w SW Ep1 widac bylo
> ten dysonans - ale z epizodu na epizod widac bylo poprawe.
> Oczywiscie Evan nadrabia czasem takimi momentami jak ten o ktorym
> wspomniales (szkocki akcent) ale suma sumarum sadze ze nie jest to medium
> dla niego.

Może i tak. Ale dobry aktor, a on jest bardzo dobry sprawdzi się wszędzie, 
jeśli będzie zaangażowany w rolę i zyska wsparcie dobrego reżysera. IMHO 
McGregor był genialny w Moulin Rouge i świetnie wyobrażam go sobie jako Bonda.


> 
> Podsumowujac. Film i tak zaskoczyl mnie na plus. Spodziewalem sie czegos
> duzo gorszego. Jednak potencjalne mozliwosci tematu nie zostaly wykorzystane
> i calosc koniec koncow zostala i tak sprowadzona do poziomu typowej
> sensacji.
> 

Ano, tak to wygląda.

:-)

Vermi


-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Re: Byłem na Wyspie :-)
#8582
Author: Feagorn
Date: Fri, 07 Oct 2005 19:53
17 lines
1814 bytes
Użytkownik Vermiculus napisał:

> Film zepsuło chyba to, że twórcy mieli za dużo pieniędzy, no i co za tym 
> idzie - z założenia miał więcej pieniędzy zarobić. Ciągle przypominam sobie 
> Gattacę. Być może najlepszy film SF lat 90. Historia dzieje się w 
> przyszłości, a efektów specjalnych mamy w nim ZERO. W przypadku Wyspy mamy 
> film podzielony na dwie części. I ta pierwsza jest naprawdę nastrojowa.

Trudno nie podzielić tej opinii.
Faktycznie film do połowy był nawet wciągający, ale niestety później 
było już tylko gorzej.
Swoją drogą, to cały ten system "świata ocalonych" na dłuższa metę nie 
miał prawa istnieć. Jakby z definicji skazany był na zagładę.


-- 
Wojtek 'Feagorn' Moch
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads