Thread View: pl.misc.militaria
3 messages
3 total messages
Started by J.F
Mon, 13 Jan 2025 09:54
miny
Author: J.F
Date: Mon, 13 Jan 2025 09:54
Date: Mon, 13 Jan 2025 09:54
193 lines
11560 bytes
11560 bytes
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/wojsko-zgubilo-miny-przeciwpancerne-znalazly-sie-pod-ikea/ds4nrll "Jest 3 lipca 2024 r. O godz. 17 tego dnia z wojskowego składu amunicji w Hajnówce w woj. podlaskim wyrusza jeden z trzech pociągów, które mają przewieźć łącznie ponad tysiąc ton min przeciwpancernych na zachód Polski. Według naszych źródeł początek tej historii miał miejsce jesienią 2022 r. Wtedy do składu amunicji w Hajnówce przyjeżdża kontrola wysokiego szczebla. Uczestniczą w niej m.in. ówczesny szef Inspektoratu Kontroli Wojskowej gen. Krzysztof Radomski, a także szefowie Inspektoratu Wsparcia Wojska Polskiego, logistyki w Inspektoracie Wsparcia oraz środków bojowych w tym samym inspektoracie. Kontrolerzy stwierdzają, że magazyn w Hajnówce jest zawalony po sam dach minami przeciwpancernymi TM-62M rosyjskiej produkcji. Po kontroli oficerowie podejmują decyzję o konieczności transportu części min z Hajnówki do dwóch składów na zachodzie kraju, które akurat cierpią na niedostateczne rezerwy takich min." Ukrainie niepotrzebne? Czy u naś zapasy małe ? "Rozdrobnienie zapasów w sytuacji trwającej za granicą wojny wydaje się rozsądnym pomysłem. Jednak przez kolejne miesiące nic się w tej sprawie nie dzieje. Do gwałtownego przyspieszenia dochodzi w czerwcu 2024 r." Wina Tuska ? :-) "Na początku tamtego miesiąca ówczesny zastępca szefa środków bojowych Inspektoratu Wsparcia zarządza natychmiastowy transport ponad tysiąca ton min z Hajnówki do zachodniej Polski. Nasi rozmówcy twierdzą, że właśnie ta natychmiastowość wpłynęła na fatalny przebieg operacji. Na początku lipca z Hajnówki wyruszają dwa pociągi do składu amunicji w Krapkowicach. Wszystko przebiega bez problemów i zgodnie z obowiązującymi zasadami. 1-3 lipca żołnierze z Hajnówki ładują trzeci, liczący aż 10 wagonów skład. 4 lipca strzeżony przez kilkunastu wartowników pociąg wyrusza do odległego o ponad 800 km składu amunicji w miejscowości Mosty pod Szczecinem. Sama podróż przebiega bez kłopotów. Problemy zaczynają się dopiero w Mostach. Transport dojeżdża na miejsce 4 lipca o godz. 23.30. Jak słyszymy od wojskowych informatorów, w przypadku tak wielkiego, ponadnormatywnego ładunku na miejscu powinni znajdować się kierownik składu amunicji w Mostach lub jego zastępca, jeden lub dwóch magazynierów. Z naszych informacji wynika, że osobą, która przyjęła transport od zastępcy kierownika składu w Hajnówce, był wartownik. Od tych samych źródeł dowiedzieliśmy się, że szef składu amunicji mjr Zbigniew Przybylski znajdował się akurat na kursie podpułkownikowskim. Następnego dnia, 5 lipca, rozpoczyna się rozładunek materiałów wybuchowych. Do kierowania całą operacją przysłano z Wojskowej Komendy Transportu w Szczecinie porucznika B. Problem polega na tym, że oficer ten nie posiada żadnego przeszkolenia ze środków bojowych, a więc nie ma kompetencji do nadzorowania tego rodzaju pracy. Co więcej, wyznaczeni do niej żołnierze z Dobrowolnej Zasadniczej Służby Wojskowej w znakomitej większości, a być może nawet w komplecie, także nie mają podobnego przeszkolenia. Błędy pojawiają się już na samym początku rozładunku. – Działaliśmy w nerwowej atmosferze, bo z góry był nacisk na tempo, ponieważ chcieli jak najszybciej oddać wagony PKP, żeby nie płacić tzw. osiowego – słyszymy od naszych informatorów. – Wydzwaniali do nas w tej sprawie z Inspektoratu Wsparcia. Z powodu presji czasowej żołnierze nie wyładowują skrzyń z minami do magazynu, ale bezpośrednio na rampę. – To ogromny błąd – słyszymy od zastrzegającego anonimowość specjalisty z zakresu ładunków wybuchowych. – W sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa, w której Rosjanie wysadzali przecież składy amunicji w Czechach [eksplozje w Vrbeticach z 2014 r.], a ostatnio niezidentyfikowane drony latały nad brytyjskimi bazami wojskowymi, wystawianie takich zasobów na widok z góry to wielka lekkomyślność. Uderzenie wrogiego drona lub nawet przypadkowa detonacja powoduje pewną śmierć wszystkich ludzi w promieniu wieluset metrów i zagrożenie życia w promieniu około dwóch kilometrów. — Czyli mielibyśmy ok. 40 trupów tylko w miejscu przeładunku — informują nas żołnierze na wieść o mocy materiałów wybuchowych. – No ale skąd mieliśmy o tym wiedzieć, skoro nikt nas do tego nie wyszkolił? W tej nerwacji niejednokrotnie przesuwały nam się skrzynie, wypadały z palet. — mówi nam doświadczony oficer. 6 lipca żołnierze kończą rozładunek. Z naszych informacji wynika, że miny zalegały na rampie jeszcze przez ok. pięć dni. Tymczasem w zaplanowanym terminie 6 lipca wojsko oddaje wagony do PKP. Wszyscy oddychają z ulgą. [...] Jednak 16 lipca do komendanta składu mjr. Zbigniewa Przybylskiego przychodzi magazynier i melduje, że właśnie odkryto, iż w magazynie brakuje pięciu palet z transportu z Hajnówki. – Wtedy major wpadł w szał – dowiadujemy się od świadków tamtych zdarzeń. – Biegał, krzyczał, że g***o go to obchodzi, ale miny mają się znaleźć. Wszyscy w jednostce byli zaangażowali w poszukiwania. Przez cały dzień szukali, jeździli po magazynach, ale niczego nie znaleźli. Według naszych informacji 16 lipca rano mjr Przybylski dzwoni do składu amunicji w Hajnówce z pytaniem, czy ten na pewno wysłał partię poszukiwanych min. Telefon odbiera pełniący wówczas obowiązki kierownika składu porucznik K., który zapewnia mjr. Przybylskiego, że zgodnie z dokumentacją oraz zapisem z monitoringu partia min została wysłana do Mostów. Wtedy dowództwo składu amunicji w Mostach rozpoczyna poszukiwania nierozładowanego wagonu poprzez PKP. Z naszych informacji wynika, że od wyjazdu z Mostów miny przebyły w cywilnym wagonie daleką drogę. Najpierw przez dobę stały na stacji w Goleniowie w województwie zachodniopomorskim. Kolejne trzy dni spędziły w Szczecinie. Potem pojechały do Poznania, a następnie do Warszawy, Białegostoku i osady Czeremcha w województwie podlaskim. – W tym czasie na dokumentach, że sprawdzili zawartość wagonu, musiało podpisać się kilku rewidentów z PKP – informuje nas osoba biegła w sprawach transportu kolejowego. Około południa 16 lipca PKP Cargo namierza wagon numer siedem w magazynie sklepów meblowych IKEA niedaleko miejscowości Orla i informuje o tym wojskowych poszukiwaczy. Szczęśliwym trafem, po przejechaniu całej Polski, wagon wrócił w miejsce oddalone zaledwie o 30 km od składu amunicji w Hajnówce. Komendant z Mostów dzwoni do Hajnówki, informując o lokalizacji wagonu z materiałem wybuchowym i naciska na pomoc w zabezpieczeniu ich. Na wieść o tym por. K. z Hajnówki natychmiast wysyła swoich żołnierzy do magazynu IKEA. Tym razem są to ludzie przeszkoleni i ze specjalistycznym sprzętem. Na miejscu otwierają wagon, który składa się z sześciu grodzi. W jednej ze środkowych grodzi znajdują pięć palet, na których w czterdziestu skrzyniach doliczają się 200 zagubionych min przeciwpancernych. Łączna ilość zgromadzonego w nich materiału wybuchowego to 2,2 tony. Kiedy por. K. zabezpiecza miny w Hajnówce, w składzie amunicji w Mostach wszyscy znowu oddychają z ulgą. Znowu przedwcześnie. Nie mija kilka dni, a do Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych trafia donos, którego autorzy informują, że przez 11 dni duża ilość materiału wybuchowego znajdowała się poza kontrolą wojska, podróżując po kraju w cywilnym wagonie." sygnalista :-) "— Donos trafił do inspektoratu w piątek, a w poniedziałek już byli u nas z superkontrolą — słyszymy od żołnierzy. – Kontrolowali wszystko, wytykali błędy, ale tak naprawdę to były ich własne błędy wynikające z braku profesjonalnego nadzoru. Tylko my wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy. Zresztą wszystko szło w dobrym kierunku, bo zapowiadano symboliczne kary, zasadniczo wszystko miało się rozejść po kościach. Sytuacja zmienia się diametralnie dwa dni później, kiedy do tego samego składu amunicji w Mostach wkracza Żandarmeria Wojskowa. – Nagle ci z inspektoratu całkowicie zmienili melodię – słyszymy. – Zaczęli nas straszyć utratą pracy i zarzutami prokuratorskimi. To wszystko nie miało dla nas sensu, bo przecież rzucili nas do pracy, z której nas nie przeszkolili.[...] Żołnierze z Mostów zostali wezwani do Wydziału ds. Wojskowych Prokuratury Rejonowej Szczecin-Niebuszewo. – Nikt nie chciał kłamać. Wszyscy mówiliśmy, jak było. Ale prowadzący sprawę prokurator mjr Grzegorz Pietrakowski zaczął stawiać nam zarzuty, a kolejni żołnierze czekają na nie w kolejce. Do tej pory zarzuty dostało dwóch podoficerów oraz porucznik B. – słyszymy od żołnierzy. Zapytaliśmy prokuraturę, czy w trakcie prowadzenia śledztwa sprawdzała, czy żołnierze, którym postawiono zarzuty, otrzymali wcześniej przeszkolenie ze środków bojowych. Zarzuty otrzymał także porucznik K. z Hajnówki. – To nas najbardziej zaskoczyło, bo ten facet najpierw wysłał ładunek zgodnie z wszelkimi zasadami i nadzorował go przez całą drogę do Mostów, a na koniec zabezpieczył zagubione miny, ratując d*** mjr. Przybylskiemu i oficjelom z Inspektoratu Wsparcia – mówią nam żołnierze. Po aferze z minami porucznik K. z Hajnówki złożył wypowiedzenie. — Wtedy nikt już nie oddychał z uglą — mówią nam żołnierze. – A najgorsze i tak było przed nami. Samobójstwo — Z jednej strony nieuzasadnione zarzuty, a z drugiej całkowity brak wsparcia ze strony przełożonych spowodowały ogromne poczucie niesprawiedliwości i psychiczną presję — mówią nam żołnierze. 28 października 2024 r. popełnił samobójstwo st. kpr. A. – Nie wytrzymał tego. Wszedł na wiadukt i skoczył pod nadjeżdżającą ciężarówkę. Śmierć na miejscu – dowiadujemy się od naszych rozmówców, którzy dodają, że samobójczą próbę podjęła jeszcze jedna osoba, która na szczęście została odratowana. " Hm, jacys słabi psychicznie ci zołnierze. Czy dobrze postraszeni? Kapral ... co mógł zrobić - pokwitował, że skrzynię odebrał? A tymczasem Błaszczak grzmi, że wszystkiemu winny generał Struzik z SKW, bo taki transport powinien zabezpieczać. Ciekawe, czy za jego czasu zabezpieczał. No takich za jego czasu nie było, a te na Ukrainę ... może i kazał zabezpieczać. J.
Re: miny
Author: Robert Tomasik
Date: Mon, 13 Jan 2025 15:49
Date: Mon, 13 Jan 2025 15:49
20 lines
2060 bytes
2060 bytes
W dniu 13.01.2025 o 10:54, J.F pisze: > "Jest 3 lipca 2024 r. O godz. 17 tego dnia z wojskowego składu (...) Dla mnie największym problemem jest to, że ujawniono, że mamy takie składy. Teraz wszyscy agenci będą ich szukać. Wiemy mniej więcej gdzie. Ten w Hajnówce w odległości 30 km od IKEI. Wiemy, że obok jakiś bocznic. Wiemy, że są tam, radzieckie miny, więc w razie co Rosjanie wiedzą, co im zagraża. To, że miny sobie jeździły po Polsce też specjalnie chlubne nie jest, ale na całe szczęście nic poważnego się nie stało. Z materiału wynika, że Polska miny ewakuuje na zachód. Czyli wcześniej planowano jakby co zaminować Przesmyk Suwalski, by Rosjanie się nie połączyli z Królewcem, a teraz część min wywozimy i to nie do jakiegoś składu obok, tylko daleko. Jakby Rosja atakowała, to będą mieć czas, zanim nasi dowiozą te miny z zachodu. Wystarczy rozwalić tory i nie dowiozą. Że żaden dziennikarz przed publikacją tego się nie zastanowił nad skutkami. -- (~) Robert Tomasik
Re: miny
Author: J.F
Date: Mon, 13 Jan 2025 17:12
Date: Mon, 13 Jan 2025 17:12
49 lines
2899 bytes
2899 bytes
On Mon, 13 Jan 2025 16:49:14 +0100, Robert Tomasik wrote: > W dniu 13.01.2025 o 10:54, J.F pisze: >> "Jest 3 lipca 2024 r. O godz. 17 tego dnia z wojskowego składu > (...) > Dla mnie największym problemem jest to, że ujawniono, że mamy takie > składy. Teraz wszyscy agenci będą ich szukać. Wiemy mniej więcej gdzie. > Ten w Hajnówce w odległości 30 km od IKEI. Bez problemu znalazłem dokładniej. > Wiemy, że obok jakiś bocznic. A to chyba bez problemu można założyć. A Rosjanie ich nie znają doskonale, bo to z ich czasów składy ? > Wiemy, że są tam, radzieckie miny, więc w razie co Rosjanie wiedzą, co > im zagraża. Chyba mogą spokojnie przyjąć, ze miny przeciwczołgowe mamy. Może nawet z grubsza wiedzą ile, skoro to ich miny :-) I zakładam, ze w Hajnówce jeszcze sporo zostało. > To, że miny sobie jeździły po Polsce też specjalnie chlubne > nie jest, ale na całe szczęście nic poważnego się nie stało. "Panie, to można rzucac, skakać, spalic, i nic się nie stanie". Zakładam, że zapalnik trzymany gdzieś obok miny ... > Z materiału wynika, że Polska miny ewakuuje na zachód. Czyli wcześniej > planowano jakby co zaminować Przesmyk Suwalski, by Rosjanie się nie > połączyli z Królewcem, a teraz część min wywozimy i to nie do jakiegoś > składu obok, tylko daleko. Jakby Rosja atakowała, to będą mieć czas, > zanim nasi dowiozą te miny z zachodu. Wystarczy rozwalić tory i nie dowiozą. Samochodami możemy dowieźć. Poza tym, jak nas zaatakują, to na minowanie może być za późno ... no chyba, że byłoby po ukrainsku - kolumna na 40 km i stoi ... > Że żaden dziennikarz przed publikacją tego się nie zastanowił nad skutkami. Skoro pismaki się dowiedziały, to można chyba założyć, ze Rosjanie też wiedzieli. To teraz sztab sie może wykazać, i przewieźć je na spokojnie w inne miejsce :-) J.
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads