🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.listserv.dziennikarz
1 messages
1 total messages Started by Bungo Sun, 15 Jul 2007 14:28
Mapa drogowa Giertycha [dlugie]
#53753
Author: Bungo
Date: Sun, 15 Jul 2007 14:28
227 lines
15798 bytes
ze strony:
http://ryszard-zajac.blog.onet.pl/
----------------------------------


"Mapa drogowa" Giertycha...

W polityce "mapą drogową" przyjęło się nazywać plan działań, które 
mają doprowadzić do ściśle określonego celu. Bez wątpienia Roman 
Giertych musi więc mieć swoją "mapę drogową", która rychło uratuje LPR 
przed politycznym zgonem. Założenia tego planu są proste - wzniecać 
medialne zadymy wokół tych elementów programu Ligi, które w zamyśle 
jej liderów mogą uzyskać szersze społeczne poparcie. Zauważyć w tym 
miejscu należy, że o wizerunku Ligi Polskich Rodzin przesądza 
fundamentalny katolicyzm oraz programowa antyeuropejskość. Partyjka 
Giertycha nawet niegramatyczną nazwą zdradza, iż jej program 
adresowany jest do polskiego obskurantyzmu. "Wykształciuchów" razi 
bowiem sama, ewidentnie niepolska nazwa. Tych, którzy nie wiedzą, o co 
mi chodzi, odsyłam do pierwszego lepszego polonisty.

W obecnej sytuacji politycznej, wbrew pozorom to nie "Samoobrona" musi 
głównie troszczyć się o swoje istnienie. Janusz Maksymiuk publicznie 
zapewnia, iż nie jest wcale liderem buntu przeciwko Andrzejowi 
Lepperowi. Jego słowa potwierdza drugi rzekomy lider buntu Ryszard 
Czarnecki, który nazywa Maksymiuka, przecież od zawsze prawą rękę 
wodza,  "koncesjonowaną" (przez Leppera) opozycją w "Samoobronie". 
Znowu więc rewelacje kłamliwego "Faktu" okazały się równie prawdziwe 
jak wieści o wielorybie w Wiśle. Jednak Lepper wraz z Giertychem mają 
zamiar wsiąść do szalupy ratunkowej o nazwie "LiS". Tworzą nową - 
tylko taktyczną - partię o nazwie "Liga i Samoobrona". Ma to być 
jedynie wydmuszka, pozwalająca formalnie ominąć 8 procentowy próg dla 
ewentualnej koalicji wyborczej tych dwóch partii. Każda z obu partii 
pozostanie jednak odrębnym bytem, a obaj liderzy będą rządzić jedynie 
na swoim partyjnym poletku. Tylko w czasie wyborów listy wyborcze 
zgłoszą pod szyldem "LiS"-a. Ciekawe, jak wyborcy zareagują na to 
jawne oszustwo?

Polityczne punkty u swego elektoratu LPR zdobywa ostatnio głównie na 
manifestowanej usilnie homofobii. Demonstrowana nienawiść do lesbijek 
i gejów jest jednak zajęciem politycznie niebezpiecznym. Parlament 
Europejski skrytykował już tego rodzaju inicjatywy LPR-u słynną 
rezolucją w sprawie homofobii w Europie. Podkreślił w niej - Unia 
Europejska to przede wszystkim wspólnota wartości, z których 
najcenniejsze to poszanowanie praw człowieka i podstawowych wolności, 
demokracja i praworządność, równość i brak dyskryminacji.” Nie 
przeszkodziło to Giertychowi i jego kompanom wnieść do laski 
marszałkowskiej w Sejmie projektu ustawy "o zakazie propagowania 
homoseksualizmu w placówkach oświatowych oraz miejscach wypoczynku 
młodzieży."  Nawet w Polsce szanse na uchwalenie tak kretyńskiego 
projektu są oczywiście mizerne, jednakże prominenci LPR-u liczą na to, 
że będą brylować w mediach w roli obrońców katolickiej ponoć 
moralności. Można zapytać, dlaczego zakaz "propagandy homoseksualnej" 
ma dotyczyć tylko szkół i ośrodków wypoczynkowych, a pozostawić ją 
legalną np. w placówkach sportowych, handlowych czy kulturalnych. Ale 
nie ma kogo o to zapytać...

Są punkty, które z pewnością Roman Giertych ma na swojej "mapie 
drogowej" mającej doprowadzić LPR do wyborczego zwycięstwa. Tożsamego 
z uratowaniem się od gilotyny pięciu procent wyborczego progu. Ich 
odnalezienie nie jest specjalnie trudne; są bowiem  obecne w 
światowych sporach ultrakatolickich fundamentalistów z liderami 
globalizacji, europejskości i postępu. W pierwszej kolejności to życie 
poczęte; w konsekwencji także aborcja oraz eutanazja. Gorąca debata 
zwłaszcza w pierwszych dwóch tematach trwa w Polsce nie od dzisiaj. 
Wiadomo też, że "obrońcy życia" potrafią zabić. M.in.  w USA podpalali 
kliniki aborcyjne. Wbrew pozorom, dyskusja o życiu poczętym i aborcji, 
wcale nie przebiega pomiędzy prawicowymi zazwyczaj "obrońcami życia", 
a zwykle lewicowymi zwolennikami "wolności wyboru".  Obrońcy życia 
jakoś zwykle opowiadają się przecież także za karą śmierci, zaś 
rzekomo optujący za wolnością wyboru takiej wolności na szeroką skalę 
odmawiają, uzasadniając to zwłaszcza w zakresie wolności słowa tzw. 
poprawnością polityczną. Problem w tym, że jedni i drudzy niezwykle 
niechętnie akceptują jakiekolwiek wskazania medyczne i bioetyczne, 
domagając się absolutyzacji głoszonych przez siebie wartości. Nie 
zauważają wcale, że we wszystkich kwestiach, także tych trzech, 
decydować powinna zupełnie inna wartość - odpowiedzialność. Czy zatem 
słuszne jest bronienie prawa do istnienia każdej zygoty, nawet wówczas 
gdy medycyna rokuje patologię? Czy mądre jest bronienie prawa do 
uśmiercania rozwiniętego już płodu, tylko dlatego że jego nosicielka 
jest życiowo nieporadna? Przecież w tych sprawach można znaleźć mądry 
kompromis: bronić zycia wartego obrony, dokonywać aborcji jedynie 
uzasadnionej medycznie. A co z klonowaniem? Co z komórkami 
macierzystymi? Gdzie tutaj znajduje się granica odpowiedzialności?

Problem eutanazji nie został dotąd w Polsce poważnie podjęty. Wywołał 
go na chwilę przypadek Janusza Świtaja. Jak się później okazało, jego 
decyzja była nieprzemyślana, bardziej będąc konsekwencją braku 
możliwości niż świadomego wyboru. Przeciwnicy eutanazji uzyskali 
doskonały dowód tego, że nawet dobrowolnie podjęta decyzja przez osobę 
pragnącą śmierci - nie zawsze musi być racjonalna i ostateczna. Aż 
dziw, że LPR nie wsiadł propagandowo na tego białego konia argumentu o 
fałszywym wyborze. Tak, czy inaczej, zarówno aborcja jak i eutanazja 
mogą być postrzegane jako morderstwo na życzenie; to drugie niekiedy 
może przybrać postać nieakceptowanego w katolicyźmie samobójstwa. 
Kiedy mamy do czynienia z osobą o sprawnym intelekcie, jej decyzja, 
nawet błędna, powinna być respektowana. Każdy ma przecież prawo do 
decydowania o własnym losie. Ale gdy problem dotyczy osób chorych 
psychicznie?  Czy w imię genetycznej selekcji czy redukcji kosztów ich 
utrzymywania wolno podejmować za nich decyzję o ich istnieniu? 
Świadomie używam słowa "istnienie" - bo odpowiedź kryje się zapewne w 
rozstrzygnięciu - czy to jeszcze jest, czy też już nie jest ludzkie 
życie, w pełnym tego słowa znaczeniu.

Na "mapie drogowej" Giertycha z pewnością obecne są (bo powinny) i 
inne, ważkie problemy współczesności. Oczywiście tzw. postmodernizm 
oraz relatywizm. Wielu widzi w nich tylko fasadę tolerancji, 
otwartości, wielokulturowości, walki z rasizmem i ksenofobią. 
Postrzega wynikającą z nich tzw. poprawność polityczną jako 
bezwzględną tyranię, tyle że w aksamitnym kostiumie. Nie jest łatwo 
rozstrzygnąć, kto w tym sporze może mieć rację. Jeśli przyjmiemy za 
trafny i nader przecież pożądany np. postulat równouprawnienia, to czy 
rzeczywiście mądre jest przyjęcie w konsekwencji, że wszystkie prawdy 
są równouprawnione? Spróbujcie powiedzieć to wyznawcom różnych 
religii!   Tylko samobójca mówiłby o "równouprawnieniu prawd" stojąc 
przed chrześcijanami i muzułmanami. Wcale nie jest pewne, którzy z 
nich by go najpierw dopadli, by ręcznie "wyjaśnić" mu tak kolosalną 
"pomyłkę". W czasach Al-Quaidy pojawia się w ogóle fundamentalne 
pytanie, czy uzasadniona jest chrystofobia w dobie dżihadu?  Czy 
istniejący już zasadniczy spór pomiędzy tymi religiami - stanowiący de 
facto spór pomiędzy cywilizacją zachodnią a światem islamu - można 
rozstrzygnąć jakimś "kompromisem"?  Misyjne z natury chrześcijaństwo 
oraz immanentnie zdobywczy islam wykluczają kompromis; wielu twierdzi 
że nawet współistnienie. Dla chrześcijanina Biblia, a dla muzułmanina 
Koran - to jedyne księgi zawierające prawdę absolutną. O konkurencji w 
świecie religijnych idei możemy zapomnieć. Mało tego, islam słusznie 
uznawany jest przez znawców za religię jeszcze bardziej totalną od 
chrześcijaństwa. Świat według wyznawców Mahometa dzieli się  na Dar 
al-Islam (Dom Islamu) oraz Dar al-Harb (Dom Wojny). Koniec świata 
nadejdzie, gdy dokona się islamizacja całej planety. Wierni mają 
obowiązek walki z niewiernymi, w imię jihadu (dżihadu). To dlatego 
przed odpaleniem kolejnej bomby muzułmanie wykrzykują: Allach akbar!!! 
  (Bóg jest wielki). Po którym 11 września to zrozumiemy?

Ważkich rozstrzygnięć wymaga problem liberalizmu. Według katolików to 
zaledwie przypominający demokrację w gospodarce społeczny chwast, 
który wyrósł na ruinach marksizmu. Klęska komunizmu nie oznaczała 
przecież nigdy klęski komunistów. Swe chore społeczne obsesje usiłują 
współcześnie narzucić światu pod płaszczykiem liberalizacji wszystkich 
i wszystkiego. A przecież wiadomo, że totalna, absolutna wolność nie 
jest i nie może być dobrem.  Wolność zawsze przecież musi być 
ograniczona odpowiedzialnością. Także więc tolerancja nie może być 
bezgraniczna. Czy w granicach tolerancji mieści się jeszcze - 
zakładając, że wiemy czym jest - pornografia?  Czy powinniśmy 
tolerować pedofilię? Kiedy w ogóle mamy z nią do czynienia? Jeśli 
przesuniemy granicę dozwolonych kontaktów seksualnych do progu np. 12 
lat - to czy to jeszcze będzie czy nie będzie pedofilia? W Polsce może 
to szokuje, ale przecież w wielu krajach już teraz można uprawiać 
seks, także homoseksualny, z dwunastolatkami. Istnieje w niektórych 
krajach ruch tzw. boylowersów, którzy otwarcie dążą do legalizacji 
seksu z dziećmi. Czy to tylko kwestia mentalna, intelektualna a może 
kulturowa?  Prawo wszak zawsze jest w ich służbie...

Współcześnie zasadniczy bój toczy się właśnie w sferze kultury oraz 
będącego na jej usługach "państwa prawa". Wszechogarniającym modelem, 
za sprawą "moralnie zgniłego Zachodu" jest tzw. kultura instant. 
Kulturowa twarz globalnej wioski. Czy lansowana tolerancja może 
zatrzeć naturalne różnice pomiędzy ludźmi? Czy jej istotą ma być 
ślepota na inność, na powszechne oraz liczne różnice? Czy przypadkiem 
nienaturalnemu zacieraniu tych różnic ma służyć nowy fetysz 
intelektualistów: poprawność polityczna?  Jej zwolenników prawicowy 
publicysta Stanisław Michalkiewicz nazywa znacząco "ormowcami 
postępu". Czy trafnie? Kto tu ma rację, i kto jest bardziej 
odpowiedzialny? Czy antysemityzm, oczywiście niepoprawny politycznie, 
jest wyrazem nieodpowiedzialnego zacierania różnic oraz fałszowania 
rzeczywistości? Czy emanacją stadnej, dyskryminującej nienawiści do 
obcej nacji??  Gdzie jest, nieostra przecież, granica wyznaczająca 
odpowiedzialność w tym zakresie? I kto stoi na posterunku graniczym? 
Czy wreszcie w sprawach moralności możliwa jest jakakolwiek 
tolerancja? Co jest, a co nie jest moralne i kto o tym decyduje?

W dzisiejszych czasach forma zbyt często bywa ważniejsza od treści, 
zwłaszcza w wymiarze globalnym. Jej wyrazem bywa i zawodowe kłamstwo 
mediów i teległupota jako demiurg dziejów świata. Także kapitalizm 
postrzegany jako makdonaldyzacja planety. Ekonomiczny liberalizm, 
zwany też lumpenliberalizmem, w konsekwencji rodzić musi naturalnie 
konsumpcjonizm, ten zaś przynosi trujące owoce nihilizmu a nawet 
hedonizmu. Ponadnarodowa krytyka tej światowej nieodpowiedzialności 
nazywana bywa alterglobalizmem. Biblią krytykantów, niczym niegdyś 
"Kapitał" dla marksistów, jest kultowa publikacja Naomi Klein "No 
logo". Jej przesłanie ujawnia już tutuł wprowadzenia autorki: "Pajęcza 
sieć znaków firmowych". A kluczową konstatację tytuł ostatniego 
rozdziału: "Konsumpcjonizm kontra społeczeństwo obywatelskie". 
Przesłanie - a raczej wezwanie - książki zawiera się w ostatnich 
pięciu zdaniach: "Przez całe lata nasz ruch karmił się symbolami tych, 
przeciwko którym występowaliśmy - ich markami, wieżami ich biurowców, 
spotkaniami na szczycie, których głównym celem było pozowanie do 
wspólnej fotografii. Służyły nam one za wezwanie do boju, punkty 
centralne, popularne narzędzia edukacyjne. Symbole te nigdy jednak nie 
stanowiły prawdziwego celu naszych ataków; pełniły tylko rolę klamki, 
dźwigni. Były drzwiami. Nadszedł czas, żeby przejść przez te drzwi."

Walka o dobro wspólne w wymiarze globalnym z reguły przybiera formę 
walki z kolejnym totalitaryzmem. Tyle że faszyzm czy komunizm były 
ideologiami totalitarnymi stosunkowo łatwymi do rozpoznania, zwłaszcza 
przez osoby nie pozostające pod ich wpływem. Jak bronić się przed 
wszechogarniającym planetę totalitaryzmem demokracji? Ależ tak, 
demokracja może mieć charakter totalitarny! Przecież jej istotą są 
rządy większości, narzucającej mniejszościom swe zdanie. Pewną formą 
obrony przed dyktatem większości jest rozsądnie pojmowana tolerancja; 
respektowanie praw innych. Ale większość nie zawsze ma rację; więcej 
powiem - zwykle tej racji nie ma. Widoczna w dziejach świata stadność 
ogłupienia bynajmniej nie czyni tej głupoty bardziej racjonalną. 
Absolutyzacja wolności, forowanie demokracji musi nieuchronnie 
prowadzić do podeptania obiektywnie pojmowanego dobra wspólnego. Tutaj 
także konieczna jest odpowiedzialność. Ale kto ma jej autentyczny 
wzorzec?  Na pewno nie władcy współczesnego świata, których zasadniczą 
troską jest posiadanie broni masowego rażenia - zamiast broni masowego 
zbawienia. Nie tego metafizycznego, ale bardziej przyziemnego: od 
głodu, poniżenia, strachu czy jakiegokolwiek cierpienia. 
Najgroźniejszy - bo globalny i wszechogarniający - totalitaryzm 
absolutnie pojmowanej wolności; podobnie jak niegdysiejsze obsesje: 
marksistowskiej walki klas czy nazistowskiej walki ras; prowadzi 
ludzkość na manowce.

Nowojorska Statua Wolności, na najwyższej kondygnacji ma wyryty napis: 
ci, którzy zrezygnowali z odrobiny wolności dla zyskania odrobiny 
spokoju, nie zasługują ani na spokój, ani na wolność. Mam więc wobec 
Romana Giertycha, którego działań nie popieram, swoisty dług 
wdzięczności. Działania Ligi Polskich Rodzin zakłócają, naturalnie w 
lokalnej skali, ów błogi spokój, którego straszliwą konsekwencją może 
być faktyczna utrata wolności. Mam więc nadzieję, że wymienione w tym 
tekście punkty sporne znajdują się na "mapie drogowej" Giertycha. 
Publicznych debat w takich sprawach nigdy za wiele. Ufam, że większość 
(choć zwykle nie ma racji) w dyskusjach tych zachowa się całkiem 
przytomnie.

Ryszard Marek Zając
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads