🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: pl.hum.x-muza
Article #28707

Ludzkie dzieci - jest miejsce na nadzieję

#28707
From: Krzysztof Kudłacik
Date: Thu, 25 Jan 2007 15:53
106 lines
7829 bytes
Dawno nie miałem okazji obejrzeć filmu łączącego w sobie dwie cechy
pozornie sprzeczne: pesymistyczną postindustrialną wizję cywilizacji z
prostym i wręcz naiwnym przesłaniem nadziei. Bo Children of Man w reż.
Alfonso Cuaróna jest filmem o nadziei. O takiej nadzei, która trwa mimo
wszystko. Trwa przeciw światu. I to jest ważne.

Uwaga: poniższy tekst może zawierać spoilery!

Pozorna sprzeczność wskazana wyżej rozwiązuje się dość łatwo i wręcz
klasycznie: film opowiada o przemianie głównego bohatera - Theodore Farona
(Clive Owen) - od biernego pesymizmu i oczekiwania na koniec, aż do
wzrastającej fali nadziei i niemal samopoświęcenia. Ta przemiana pokazana
jest oszczędnie i z dystansem. Theo zwyczajnie daje się nieść wydarzeniom,
długo nie rozumie w czym uczestniczy lub w co został wplątany. A nawet
kiedy już wie kim jest Murzynka (Claire-Hope Ashitey grająca Kee), którą
miał zawieść na wybrzeże, wie jaka jest jego misja, to nadal nie rozumie
sensu zdarzeń, które go dotykają. Wstrząs przychodzi o wiele później.
Okoliczności wręcz zmuszają go uznania własnej - niezwykłej roli, wręcz
wbrew jego woli. Przyjmuje to brzemię i umie go ponieść.
Clive Owen dobrze spasował do tej roli - gra oszczędnie i jakby od
niechcenia. Jednak jego twarz i postawa - taka zdystansowana, pozwala
minimalnymi środkami wyrazu pokazać spore pokłady emocji (patrz scena walk
ulicznych i wyprowadzenia dziewczyny z okrążonego budynku).

Cały film jest bardzo dobrze, spiralnie zbudowany. Zmianie ulega nie tylko
krajobraz (od dość ponurego miasta, do ruin burzonego miasta), ale także
dynamika scen aż do finałowego crescendo zamkniętego ciszą na zamglonym
morzu.
Mocną stroną całości są bardzo przemyślane szczegóły.

Zwróćmy uwagę na Londyn, jakby żywcem upozowany na mega-miasto z Łowcy
androidów w którym biali londyńczycy to mniejszość zalana azjatyckim
żywiołem ludzkim. Ludzkość z dość niejasnych przyczyn czeka biologiczna
eksterminacja, ale ponieważ jest to proces rozłożony w czasie, więc
oglądamy całe spektrum reakcji jednostek i zbiorowości. I oglądamy obraz -
trzeba przyznać - dość wiarygodny i prawdopodobny. W ogólności mamy tu
obraz rozkładu cywilizacyjnego - apokalipsy z dnia na dzień, z tygodnia na
tydzień, a nie w błysku atomowego grzyba. Widać zatem postawy buntu i walki
lub wprost: anarchii. Obok tego są reakcje oczekiwania na cud ludzkimi
rękoma złożony (mityczna organizacja Human Project). Widać ślepą rozpacz. I
oczywiście jałowy pesymizm oczekiwania na nieuchronne - Theo wraz z
Jasperem (wyśmienity Michael Caine).
Pozwolę sobie na dygresję. Oto Michael Caine gra rewelacyjnie - gra siebie
poniekąd: starca, którego jedynym obowiązkiem (o ile pojęcie obowiązku w
opisanych okolicznościach może się stosować) jest opieka nad kaleką żoną.
Jednak mimo jego bierności i swoistego dekadentyzmu, jest w nim pogoda
ducha i optymizm zarażający innych - to on popycha Theo do kontynuowania
misji. Płaci za to najwyższą cenę.
Inna silna strona filmu Alfonso Cuaróna to wszystko, co dzieje się poza
głównym bohaterem - w tle. Jest to cała kopalnia klimatów i sensów.
Genialnie syntetyczna scena, kiedy widz poznaje Jaspera i jego żonę - jeden
powolny ruch kamery pokazujący rozklejone na oknie wycinki prasowe z
Jasperem i jego towarzyszką i już wiemy o nim dość - już rozumiemy jego
działania i okoliczności, w których się znalazł. Czujemy jakbyśmy tego
człowieka znali od dawna.
Wizyta Theo u jego kuzyna w ministerstwie. Majstersztyk skojarzeń.
Zamknięta ekskluzywna limuzyna, a wokół zamieszki uliczne i terror. A gdzie
mieszka kuzyn? Poznajecie ten budynek? A czy widok z okna tego gmaszyska
nic wam nie mówi? Jeśli nie, to poszukajcie wśród swoich znajomych fanów
grupy Pink Floyd - ich muzyki z drugiej połowy lat 70-tych w szczególności.
Wbijająca w fotel scena ucieczki głównego bohatera z farmy. Jakoś nie
przypominam sobie tak nieudanej i slapstickowej ucieczki! Czyżby
producentom zabrakło kasy na świeży i naładowany akumulator? Oglądając
ucieczkę widz czuje niemal fizyczną łączność z Theo, kiedy on chaotycznie i
bezradnie talpa się w błocie i patrzy wprost w lufę pistoletu.
Inny przykład budowania niesamowitego klimatu. Scena wjazdu Theo i Kee do
obozu przejściowego - Kee zaczyna rodzić, a za oknami opancerzonego
autobusu przesuwają się niby klatki filmu. Pierwsza - wojsko i policja
brutalnie wyciągają podejrzanych imigrantów z autobusu. Druga -
wyselekcjonowani imigranci klęczą czekając na coś z rękoma założonymi z
tyłu głowy. Trzecia - imigranci zrywani z klęczek, bici, odzierani z ubrań.
Czwarta - autobus a obok niego rząd worków zakrywających zwłoki. Esencja
cywilizacji autarkicznej w rozkładzie.
Obraz śmierci Jaspera - oglądany z oddali przez Theo robi wrażenie
nierealności, jakbyśmy obserwowali teatr ludzkich kukiełek. Stłumione
odgłosy strzałów odrealniają scenę jeszcze bardziej - tym bardziej
uzmysławiając tragedię, której jesteśmy świadkami.
Scena, którą z pewnością zapamięta każdy widz tego filmu - wyprowadzenie
Kee z oblężonego budynku i przenikliwa cisza i zdumienie wojskowych i
imigrantów. To trzeba zobaczyć.
Gdyby spojrzeć na film z realizatorskiego punktu widzenia, to robi wrażenie
niemal produkcji niskobudżetowej. W zasadzie nie ma żadnych efektów
specjalnych. Dźwięki otoczenia są niezwykle realistyczne i przez to jeszcze
bardziej przenikliwe. Niemal jedyne fajerwerki to wzmiankowana wcześniej
scena walk ulicznych w obozie przejściowym - kamera z obiektywem zbryzganym
krwią jest jak z przerażającego filmu dokumentalnego z miast Libanu lub
Bagdadu.
Ludzkie dzieci to dobry film. Powiedziałbym nawet - on mnie pozytywnie
rozczarował. Jest realistycznym opisem dość prawdopodobnych scenariuszy.
Jednocześnie zachowuje umiarkowanie i dystans. Chyba udaje mu się także
uniknąć taniego sentymentalizmu. Być może wyjątkiem jest scena finałowa -
kiedy Theo wraz z Kee opuszczają zrujnowane miasto na małej łódce. A
szkuner, który ich odnajduje ma na burcie nazwę Tomorrow. To już symbolizm.
Właśnie symbolizm prostej nadziei.
Nadziei, która jednak ma gorzki smak.

Zwróćmy jednak uwagę, iż ta nadzieja nie jest rękoma ludzkimi uczyniona -
Cuarón zostawia tu pole fantazji widza: nikt nie wie, czy dziecko Kee jest
wynikiem mętnych eksperymentów Human Project, czy poczęte jest drogą
naturalną. Jeśli to ostatnie jest prawdą, to ja widzę w tym początek końca
czyśćca, jakiego doświadcza ludzkość w filmie meksykańskiego reżysera. 

http://camera.art.pl/index.php/archives/55

-- 
[stopka tymczasowa]
Technical Details
Message-ID: <1hpxbiuf1ysgz$.dlg@do.androids.dream.of.sheep>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.onet.pl!not-for-mail

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.onet.pl!not-for-mail
From: Krzysztof Kudłacik <no.brain@wp.pl>
Newsgroups: pl.hum.x-muza
Subject: Ludzkie dzieci - jest miejsce na nadzieję
Date: Thu, 25 Jan 2007 16:53:13 +0100
Organization: hoi polloi
Lines: 106
Message-ID: <1hpxbiuf1ysgz$.dlg@do.androids.dream.of.sheep>
Reply-To: no.brain@wp.pl
NNTP-Posting-Host: kk.usr.onet
Mime-Version: 1.0
X-Trace: news.onet.pl 1169740393 26535 192.168.1.29 (25 Jan 2007 15:53:13 GMT)
X-Complaints-To: usenet@news.onet.pl
NNTP-Posting-Date: Thu, 25 Jan 2007 15:53:13 +0000 (UTC)
X-Sender: 5pcwu3ik5DyAg9Z71+f69A==
X-2: way endorses any action or statement of mine, unless otherwise stated
X-1: I use an account provided by my employer; however, my employer in no
User-Agent: 40tude_Dialog/2.0.15.1pl (b0e1ab5a.351.475)
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit