🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

3 total messages Started by Marcin Cecko Sun, 10 Dec 2000 12:52
solówki
#530
Author: Marcin Cecko
Date: Sun, 10 Dec 2000 12:52
141 lines
8129 bytes
soliści tańca współczesnego w csw w zanku (tak stoi w katalogu) ujazdowskim.

byłem tylko w piątek, więc o wrażenia tylko  z piątku opiszę.

pierwsza była Anna Piotrowska ze spektaklem "wyjście przed wejściem".
oj. szkoda, że sam nie wyszedłem zanim wszedłem. pani Ania
wyleciała na scenę jak z procy i odtańczyła drgawki kluski nie-do-taktu.
potworny pośpiech, zabrakło cierpliwości, wrażliwości
na muzykę. artystka była nieprzygotowana fizycznie, choreografia
chaotyczna i nieciekawa, a całość przygnieciona tanią symboliką.

potem zobaczyliśmy Aurorę Lubos i "niedokończone" ale za to
rewelacyjnie dopracowane. prezentacja skromnie oprawiona
(tancerka oprawiona w czarne nic z materiału, brak rekwizytów,
punktowa lampka na środek sceny). bardzo ładne, ciarki mnie
po plecach przeszły i się wzruszyłem.
wykreowana postać z początku ułomna, mozolnie szukała swojego
kształtu, powoli uwalniała ciało od zamknięcia w sobie.
precyzyjny ruch, powtórzenia gestów, konsekwentne
stopniowanie napięcia - wszystko to Lubos się udało.

po kilkunastu minutach przerwy wystąpiła Miho Iwata.
tytuł prezentacji "księżyc i kark ryby". cóż...
było tak:
zaczęła nieźle. totalna cisza i ciemność wszędzie (no, widziałem
czerwone światełko rozgałęziacza w tle). przez 1...2...3...4...5 minut.
wreszcie powolutku zaczęła się pojawiać. artystka urodzona chyba w
japonii, mieszkająca od czternastu lat w krakowie przesiąknęła polskością.
na głowie miała biały turban, resztę ciała (ale nie przez resztę
przedstawienia)
okrywał japoński czerwony szlafrok założony przez Miho na odwrót
(tj. to, co na plecach leżeć powinno, na piersiach leżało). w ręku,
najpewniej
na skutek stażu w instytucie filologii polskiej na ujocie, dzierżyła gałąź,
raczej nie jodłową,
i w dodatku całkowicie ogołoconą, co uświadomiona widownia odczytała
jako osobistą intepretację tancerki rekwizytu z czwartej części "dziadów".
potem było coraz lepiej.
Iwata z gracją rozpoczęła brukać "narodowe" symbole. na początku padło
na gałąź, której złamanie okazało się wcale nie taką łatwą czynnością.
japońska sztuka koncentracji pozwoliła jednak artystce poradzić sobie
z tym problemem, po chwili rozgałęziła gałąź w drobny mak, na dwie
części. ale straciła przy tym dużo cierpliwości - pewnie dlatego, że w
czasie
łamania gałąź zaplątała się w turban i artystka musiała tańczyć co chwila
go poprawiając. wreszcie nie wytrzymała. co tam przedstawienie, co tam
widownia,
kiedy turban spada na oczy. Miho odbandażowała głowę ukazując nam prawdziwe
oblicze Polski, jej strój był teraz tylko czerwony, sama też pewnie była
czerwona,
ale, podobnie jak rządzący naszym krajem osobnicy, przed wystąpieniem
mocno się wytalkowała i przypudrowała nosek.
następna scena była jeszcze bardziej dramatyczna. mogliśmy zobaczyć efekty
frustracji japońskiej artystki wyalienowanej w obcym jej społeczeństwie.
zwiększało
się natężenie muzyki, która wyła przeraźliwie, niespodziewanie milkła i
jeszcze bardziej
niespodziewanie zaczynała wyć. nastrój paranoi udzielił się autorce
przedstawienia, biegała
po scenie, nie zważając gdzie i po co biegnie, wołając najprawdopodobniej o
pomoc. jakże
okrutna i nieczuła może być widownia nie znająca japońskiego. o tym mogliśmy
przekonać się
w piątek. po ataku epilepsji wywołanej głośną i ciężką muzyką oraz szybko
zmieniającymi się
światłami, Miho położyła się przy czerwonym reflektorze i, gdy tylko
wszelkie dźwięki
umilkły - znieruchomiała. jeden z widzów poruszony tym znieruchomieniem,
które
jak można było przypuszczać wynikało z ciszy, próbował wspomóc tancerkę
melodyjką
ze swojej komórki. bezskutecznie. widownię zaczął powoli dochodzić sygnał
pędzącej
karetki pogotowia. za wcześnie. Iwata ocknęła się i przeturlała do drugiego
reflektora.
nie przeszkodziły jej leżące na scenie kawałki gałęzi, takiej odporności na
ból
brakuje naszym rodzimym artystom. niestety podczas turlania z Miho zsunął
się
czerwony strój. speszona tancerka uderzyła lekko o reflektor. to upewniło
ją,
że bezpieczniej będzie ruszać odrobinę mniej. końcówkę przedstawienia
autorka
wypełniła próbami przykrycia się białym skrawkiem materiału.
ufff....

znowu przerwa.
a po przerwie Katarzyna Chmielewska z projektem bardzo ciekawym
projektem \si\.
jedyny występ piątkowego wieczoru przy muzyce granej na żywo
(na Bass-Contra grał Wojciech Mazolewski).
całość zgrabna i przyjemna tak wizualnie jak muzycznie.
(uwielbiam dźwięk kontrabasu; tutaj momentami zepętlany,
w pełni samowystarczalny). Katarzyna miała na sobie
interesujący strój, który nawet nie przeszkadzał.
widać było duże możliwości, umiejętności i rzetelne
przygotowanie. ale dla mnie Katarzyna nie dała z siebie
wszystkiego. zrobiła tak żeby się nie spocić, a ja chciałbym
żeby się spociła. nie było w tym nic z  roboty na-odwal-się,
jednak spokojnie mogła wygrać o wiele więcej elementów,
pokazać dużo więcej energii.
z pewnością była najbardziej interesującą osobowością
piątkowych pokazów, duże nadzieje na przyszłość.

na koniec zobaczyliśmy Iwonę Olszowską, tancerkę, która
(jak można przeczytać w katalogu) "efekt trzepotu skrzydeł
[...] uzyskuje przez owinięcie swojego ciała folią spożywczą".
choreografia, nosząca tytuł "ani chybi anioł", utonęła w
nachalnym forsowaniu fabuły i dodawaniu zbędnych,
niezwiązanych z tańcem elementów (jakiś komentarz z offu,
jakieś panienki przechadzające się po scenie - niby tłum na ulicach).
Iwona bezsprzecznie miała najlepsze ze wszystkich tancerek warunki fizyczne.
widać było ogrom pracy i treningu. choreografia przypominała
momentami balet i raczej nie zachwycała. aczkolwiek opakowana w folię
spożywczą Olszowska prezentowała się całkiem zabawnie i równie zabawnie
szeleściła.

jeszcze słowo o katalogu.
każdy artysta miał dwie strony do dyspozycji.
jedna na opis spektaklu, druga na biografię.
biografie okazały się raczej fiaskiem, wszyscy
mieli wymienione dziesiątki nazwisk,
szkół, zagranicznych stażów etc. a i tak nie decydowało
to o jakości choreografii. ale mimo wszystko biografie się
przydawały, można było lepiej poznać wykonawców.
natomiast opisy choreografii to już dno totalne.
najumiejętniej wybrnęła Aurora Lubos dając trzy zdaniowy
opis choreografii, który w zupełności wystarczał, tłumaczył to co miał
tłumaczyć i już. większość artystów interpretowała swoje wypociny wydumanymi
opowieściami. rozumiem, że taniec nie umie się obyć bez fabuły, historii,
czy pytań
(mam na myśli coś czego autor się trzyma tworząc choreografię)
ale ostatecznie taniec jest tańcem, nie moralitetem, czy rozprawą o tym "w
jaki sposób
nasza duchowość walczy z tak częstym u ludzi społeczeństw industrialnych
ogromnym poczuciem winy, z podświadomym dążeniem do unicestwienia"
(Iwona Olszowska "ani chybi anioł").

pozdrawiam

marcin cecko
Re: solówki
#531
Author: Tomasz Piotrowski
Date: Sun, 10 Dec 2000 15:31
52 lines
3776 bytes
Użytkownik "Marcin Cecko" <mako@waw.pdi.net> napisał w wiadomości
news:90vvtb$eq2$1@news.tpi.pl...
> soliści tańca współczesnego w csw w zanku (tak stoi w katalogu)
ujazdowskim.
>

Tym razem muszę się w wielu sprawach z Tobą zgodzić ;-)
Występ Anny Piotrowskiej nie należał do najlepszych (zresztą widziałem ją
już wcześniej i było podobnie). Aurora Lubos wypadła bardzo plastycznie,
szczególnie finałowa scena gdy tańczyła w snopie światła z góry (jak będzie
tak malować jak tańczy - a zdaje się studiuje malarstwo - to chętnie wybiorę
się na wystawę).
W występie Miho Iwaty nie dopatrzyłem się odniesień do polityki (może
dlatego, że od dłuższego czasu nie oglądam wiadomości i nie czytam gazet -
tak jest o wiele milej), zobaczyłem za to bardzo ciekawe połączenie
statycznych elementów tradycyjnego tańca butoh i dynamiki tańca w stylu
zachodnim.

>niestety podczas turlania z Miho zsunął się
>czerwony strój. speszona tancerka uderzyła lekko o reflektor. to upewniło
ją,
>że bezpieczniej będzie ruszać odrobinę mniej. końcówkę przedstawienia
>autorka
>wypełniła próbami przykrycia się białym skrawkiem materiału.

Piszesz jakby to było przypadkowe :), gwoli wyjaśnienia - jeszcze coś tam na
sobie miała. A to co Ty odebrałeś jako próbę przykrycia, wydaje mi się, było
raczej sposobem na pokazanie czegoś więcej, czegoś ze środka. Bo ważna jest
nie tyle czynność, ale sposób jej wykonania. Ponoć w tańcu butoh liczy się
każde, nawet najmniejsze drgnięcie palca.

Co do Twojej gwiazdy wieczoru ;-) Katarzyny Chmielewskiej, to jej
choreografia była (jak na Chmielewską) bardzo grzeczniutka. Jak sam
napisałeś, nie spociła się...

W sobotę odbyły się tylko cztery pokazy (Anna Godowska zapadła na  grypę i
nie wystąpiła). I pewnie bym coś pamiętał z pierwszych trzech, gdyby nie to,
że na deser wystąpił mój ulubiony tancerz Rafał Dziemidok. I wiecie co?
Nadal jest moim ulubionym :-)) To co facet potrafi robić ze swoim ciałem
(zwłaszcza przy jego gabarytach) jest naprawdę imponujące. Ale u Dziemidoka
najbardziej lubię to, że potrafi mnie rozbawić (zresztą nie tylko mnie,
przez widownię co rusz przelewały się fale śmiechu). To właśnie po jego
występie parę lat temu nawróciłem się na taniec współczesny (wtedy byłem w
fazie fascynacji baletem klasycznym). Teraz tancerz pokazał choreografię
(nową wersję) pt. "Osobność". Zacytuję za katalogiem: "Co dzieje się z nami
jeśli jesteśmy zbyt długo sami w domu? [...] jakie emocje się w nas budzą?"
Emocji było sporo, każdy pewnie wybrał coś dla siebie. Całości przygrywały
znane stare przeboje (np. Abby), co wypadło zabawnie kontrastowo w
porównaniu z kakofoniczną muzyką, przy której często występują dziś
tancerze.

T.
Re: solówki
#532
Author: Marcin Cecko
Date: Mon, 11 Dec 2000 11:34
24 lines
1850 bytes
Użytkownik "Tomasz Piotrowski" <tomaszek@maniac.org.pl> napisał w wiadomości
news:9107h1$1v$1@news.tpi.pl...

> W występie Miho Iwaty nie dopatrzyłem się odniesień do polityki (może
> dlatego, że od dłuższego czasu nie oglądam wiadomości i nie czytam gazet -
> tak jest o wiele milej), zobaczyłem za to bardzo ciekawe połączenie
> statycznych elementów tradycyjnego tańca butoh i dynamiki tańca w stylu
> zachodnim.

akurat tekst o występie Miho Iwaty był odrobinę żartem podszyty... :-)
mnie prócz początku, końca i statycznych niektórych momentów
nic się w nim nie podobało. czy dynamiczne elementy w stylu
tanca zachodniego to to paniczne dreptanie  po sali bez ładu i składu?

> Co do Twojej gwiazdy wieczoru ;-) Katarzyny Chmielewskiej, to jej

no zaraz gwiazda.... największe wrażenie zrobiła na mnie Lubos...
ale wiesz ten kontrabas.... i klimat... sympatyczny minimal...
 zobaczylem cos naprawdę nowego

pozdrawiam

marcin
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads