Thread View: pl.hum.teatr
1 messages
1 total messages
Started by Radagajs
Wed, 27 Sep 2000 15:30
"Telepatrzydlo Moje" w Teatrze Nowym
Author: Radagajs
Date: Wed, 27 Sep 2000 15:30
Date: Wed, 27 Sep 2000 15:30
78 lines
6035 bytes
6035 bytes
Dwudziestego trzeciego września Anno Domini 2000 miałem przyjemność być na
premierze spektaklu "Telepatrzydło Moje". Stworzył go Adam Hanuszkiewicz w
Teatrze Nowym w Warszawie z tekstów Bolesława Prusa - któremu przedstawienie
miało być poświęcone - z urywków rozmaitych innych dzieł , a przede
wszystkim z własnej
twórczości.
Na scenie ustawiono wielki ekran , na którym można było wyświetlać różne
kawałki... Bardzo różne... A ekran był w pięknych ramach...
Przez pierwszy akt powtarza się regularnie schemat : piosenka (w wykonaniu
zespołu aktorskiego) - puszczenie czegoś na wielkim ekranie - komentarz
Hanuszkiewicza. Piosenki były bardzo dobrze zrobione i ciekawe - np. "Co pan
narobił , panie A." czy "Kogo Pan Bóg stworzył , tego nie umorzył". No i
oczywiście piosenka finałowa - "Dla nas pan nie jesteś żaden Prus , panie
Prus - dla nas pan jesteś Głowacki". Nasuwa się tylko jedno pytanie : o czym
ma to wszystko być? Piosenki są dobrze wykonane , mają ciekawą muzykę , ale
nie wiadomo , co mają przekazywać. Jaki to ma sens , że dla Hanuszkiewicza
Prus to nie Prus , tylko Głowacki? Albo "Kogo Pan Bóg stworzył , tego nie
umorzył..." - no naprawdę , gdzie tu sens , gdzie logika?
Temat Prusa został poruszony (na dłużej) dwa razy. Odegrano scenkę z
"Emancypantek" i wysłuchaliśmy szczerej rozmowy Izabeli Łęckiej z Wokulskim
, opartej na motywach "Lalki". Scenki te były zdecydowanie najmocniejszym
punktem programu i trzeba oddać sprawiedliwość panu A. - nikt tak jak on nie
potrafi zachęcić młodzieży do sięgnięcia po lektury.
I tu muszę skończyć chwalenie Hanuszkiewicza. Spektakl miał nosić
początkowo nazwę "Telepatrzydło pana Prusa" ale reżyser zmienił go na
"Telepatrzydło moje". I zupełnie słusznie. Cały spektakl jest zrobiony przez
i dla dyrektora Teatru Nowego. Poznajemy go tu , niestety , z gorszej
strony. Jest POTWORNYM megalomanem. Wszystko komentuje bez zapowiedzi , i to
nie zawsze sensownie. Przerywa aktorom w połowie tekstu , bo ci zapomnieli
fragmentu. Na wszystkich patrzy z góry. Całe przedstawienie widzimy przez
pryzmat pana A. "Wszyscy mnie pytają , dlaczego w moich inscenizacjach
zawsze pojawia się łóżko".
Kogo to do diabła interesuje? Nawet podczas filmowych kawałków Hanuszkiewicz
pytluje i pytluje : "O! Tę piosenkę napisał Czesław Niemen , ale nigdy
tego...eee... nie nagrał. Chyba zapomniał". Krótko mówiąc zarówno aktorzy ,
jak i widzowie mają poczucie , że są lekceważeni... I to jest niestety
prawda.
Po pierwszym akcie poważnie zastanawiałem się , czy nie opuścić Teatru
Nowego. Doszedłem jednak do wniosku , że nie należy - z dwóch powodów. Mam
do spełnienia misję dziejową - trzeba w końcu ów spektakl opisać. Poza tym
mam swoje zasady : nie wychodzę przed końcem spektaklu. Zostałem -
popełniając jeden z fatalniejszych błędów życiowych.
Bo drugi akt to był monolog Hanuszkiewicza. Nikt inny w nim nie występował.
Pan A. ciągle gadał i gadał : o swoich współpracownikach , o Danielu
Olbrychskim ,
nie zapominając też wspomnieć o sobie : jaki to on był patriota odważny , że
w tym - jak sam określił - "gównie politycznym" wziął Teatr Narodowy
(ciekawe , jakie pensje on za to od państwa pobierał). Jak on matkował swoim
współpracownikom.
Jak to on się zna na wszystkim , a na teatrze to w ogóle najlepiej się zna w
kraju.
Jak to jeden z jego aktorów się utopił , a potem Hanuszkiewicz usłyszał
trzaskające drzwi i był przekonany , że to owego aktora robota.
A gdy już gardło mu wysiadało , puszczał nudny jak flaki z olejem fragment
starych kronik filmowych. Wypowiedzi Piłsudzkiego , Witosa. Fragmenty dzieł
Prusa.
Nierzadko nawet dziesięć minut trwały , a widz siedział jak na szpilkach...
To jest ten widz , który w ogóle nie zasnął , bo sporo ludzi przysypiało.
Warto wiedzieć , że na premierze byli tacy ludzie , jak : Paweł Piskorski ,
Daniel Olbrychski , Janusz Tazbir ,
Zbigniew Lew-Starowicz , Magda Cielecka , Magda Umer , Filip Bajon... itp.
itd.
I jeszcze jeden przykład , który świadczy o kompletnym Hanuszkiewiczowym
braku szacunku do widza : na koniec spektaklu reżyser wyprowadził na scenę
resztę aktorów - kilkoro zaspanych już i zmęczonych ludzi , którzy w drugim
akcie nie grali i zostali po pierwszym pożegnani. Nie można ich było do domu
puścić? Najlepiej razem z widzami? Przedstawienie trwało (uwaga!) TRZY I PÓŁ
GODZINY !!!!!! Zaczęło się o 19.00 , a skończyło o 22.35! Panu A. składam
wyrazy uznania. Nie każdy byłby w stanie chromolić (bo inaczej tego okreslić
nie można) przez trzy i pół godziny , tylko z jedną przerwą. Musi pan jednak
, panie A. , wiedzieć jeszcze jedno : nie każdy jest w stanie słuchać tego
chromolenia tak długo. Zwłaszcza chromolenia megalomana , który lubuje się w
mówieniu o sobie , a w swoim teatrze sam reżyseruje wszystkie spektakle i
sam obsadza się tam w głównej roli.
pozdroofka
Radagajs
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads