🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: pl.hum.pisarstwo
8 messages
8 total messages Started by Tumor Mozgowicz Sat, 01 Feb 2003 09:46
Czas jest jak Hitler...
#1950
Author: Tumor Mozgowicz
Date: Sat, 01 Feb 2003 09:46
87 lines
6871 bytes
     Czas jest jak Hitler, co truł Żydów w komorach gazowych. I nie ma rady
na tego skurwysyna. "Wszyscy pójdziecie do łaźni" - tymi słowami powinniście
witać nowonarodzonych. Żeby od dziecka ich oswoić. Żeby lepiej pracowali. Bo
przecież "Arbeit macht frei", tak mówią.  Mówią też: "pracofacz, pracofacz,
a pośniej do laśni, tam penciecie opoczywać". Kim są i kto ich tu przysłał?
Strażnicy czasu?
    - Pobudka! - mocne klepnięcie sprawiło, że Tumor przez chwilę siedział
jak niewierny na tureckim kazaniu. Pochylony nad nim grubas nosił szary
garnitur w dobrym gatunku. Jedną ręką oparał się o biurko, a drugą przylepił
do monitora kartkę papieru.
    - Czyś ty ocipiał, człowieku - powiedział wskazując palcem długą kolumnę
cyfr. - Amber? Ta spółka, to jakaś pieprzona mina. Nie widzisz tego.
Poleciłeś ją Ptaszyńskiemu? To nasza najlepsza krowa. Doimy go od roku. BRE
tylko czeka, żeby go podciągnąć i wycyckać. O czym ty bez przerwy myślisz?
Obudź się! To jest dom maklerski, a nie świątynia dumania.
     Tumor wybałuszył oczy. - Jaka świątynia dumania?
     Pięść grubasa była pokryta czarnymi włoskami. Siła z jaką spadła na
biurko wprawiła w dragania trzy stojące na nim monitory.
    - A co to ma za znaczenie! Masz się wziąć do roboty i znaleźć mu coś. Na
razie wyskakuj z Ambera. Jasne! Prowizję odliczę ci od pensji - powiedział
na koniec, a później odwrócił się i zniknął w szpalerze ciągnących się w
nieskończoność boksów.
     - Crazy Tadzio - zaśmiał się siedzący po lewej blondynek. Miał około
dwudziestu lat i całą masę brązowych piegów. W dłoni trzymał hot doga. -
Pewnie żona mu nie dała mu w nocy, to się obija po biurze jak parówa po
luźnych gaciach. - dodał przełykając kęs.
     Tumor spojrzał na niego i wzruszył ramionami. - Smacznego, Bartek  -
powiedział widząc znikającą w ustach kolegi kiełbaskę. Ten nie wyczuł
kpiącego tonu. Kiwnął głową w geście podziękowania, a później odgryzł
kawałek bułki i miarowo przeżuwając pogrążył się w analizie kursów. Tumor
obserwował go jeszcze chwilę, a potem obrócił fotel i zagapił w przylepioną
do monitora kartkę.
     Nie myśleć. Pracować, a wszystko będzie dobrze. On wyskoczy z Ambera, a
Crazy Tadzio pojedzie zaraz na Pigalak, gdzie jakaś Rosjanka zrobi mu laskę
i też będzie dobrze. Tylko co to jest dobrze i na jak długo? Czas. Cholerny
czas. Czy oni nic nie widzą? Nie widzą strażników. Nie widzą, że to jest
obóz. Pieprzony obóz koncentracyjny. Największy jaki zbudowano. Nie ma
ucieczki, ani na Marsie ani na Księżycu. Wszędzie, w najmniejszym zakątku
galaktyki mają łaźnie i nikt z nich nie powrócił. Przecież to takie
oczywiste, a wszyscy zachowują się jakby o tym nie wiedzieli.
     I wtedy, chociaż nie pamiętam, czy to było dokładnie w tym momencie,
Tumor postanowił uciec. Obserwuję go już od dawna. Znam każdy jego ruch i
widzę każdą myśl. Wiem nawet o myślach, do których on sam nie chce się
przyznać. Nie pamiętam tylko czy to było dokładnie wtedy. Zresztą to nie ma
znaczenia. Ważne, że postanowił uciec. Uciec i pociągnąć za sobą innych. (
Ten mały srul postanowił uciec przed czasem. Dacie wiarę? )
     - Ucieknę - zawołał Tumor podnosząc się.  Ucieknę i pociągnę za sobą
innych, myślał. Obojętnie od tego, czym jest ta cholerna Ziemia i obojętnie
o co w tym burdelu chodzi, ucieknę. - Słyszycie!? - krzyknął. -  Ucieknę
stąd, ale wrócę po was. Po was wszystkich. Wyzwolę was, choćbym sam miał
umrzeć.
     Morze głów przerwało pracę i spozierało w jego kierunku. Cisza była
wprost nieskończona. Po kilkunastu sekundach szklane drzwi otworzyły się z
hałasem. Wielki brzuch Crazy Tadzia ledwo trzymał się za szerokim pasem.
    - Zwalniam cię, Tumor. Jesteś czubkiem. Kompletnym pomerdanym czubem. Od
dawna o tym wiedziałem, ale czasami dobrze ci szło. Teraz koniec.
Tumor uśmiechał się.
    - Tobie też pomogę, Tadzio.
     To były jego ostanie słowa, wypowiedziane w prywatnym domy maklerskim
ROMA. Już po chwili maszerował szerokimi ulicami jesiennej Warszawy. Minął
rotundę PKO, a później przeglądając się w witrynach mijanych sklepów, ruszył
Marszałkowską na Żoliborz. Na skrzyżowaniu z Królewską uśmiechnął się do
wsuwającej jakiegoś monstrualnego hamburgera dziewczyny i czekając tak jak
wszyscy na światłach, z utęsknieniem wpatrywał się okryte złotem drzewa
Ogrodu Saskiego.
      Mały skurczybyk. Dał radę. Uciekł. Widzę to teraz jak na dłoni. Tak
musiało być. Nic nie mogło go zatrzymać. Biedy Tumor. Gdyby wiedział, ile
czeka go bólu i rozczarowań, zanim znajdzie właściwą drogę, pewnie nigdy by
się na to nie zdecydował. Zamiast tego, żarłby, pił, wydalał, oglądał,
rywalizował, kopulował i pracował. Tak jak wy. Dokładnie tak jak wy.
    Biedny Tumor.
    Pytacie kim jestem? Ja, który wam to opisze. Bogiem?. Ha, ha, ha.
Nieszczęśni. Bóg to wytwór waszych strachliwych umysłów. Opium dla mas.
Znieczulenie dla posranych ze strachu przed pustką. Nieprawdziwe
usprawiedliwienie waszych działań na ziemi, tyle samo warte co marzenia
ateistów o nicości. Myślicie, że po śmierci będzie spokój, że nic nie
będziecie czuć. Co za bzdura. To wizja człowieka, który odczuwa znikanie
świata, a przecież jest dokładnie na odwrót. To was nie będzie. Świat będzie
się miał całkiem OK. Jak może mówić o śmierci ten, kogo już nie ma?
     No więc kim jestem i kim byłem zanim poznał mnie Tumor? Ha, ha, ha. No
cóż. Ja po prostu jestem tym, który wie, co robią z wami w łaźniach, ale to
jest bardzo długa historia....


Pozdrawiam serdecznie,
Tumor Mózgowicz.
UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail.
Re: Czas jest jak Hitler...
#1951
Author: Marek Krukowski
Date: Sat, 01 Feb 2003 10:37
11 lines
1301 bytes
Tumor Mozgowicz wrote:

Dwa ostatnie akapity bez sensu - rozgadałeś się na temat tego, że nie chce Ci
się gadać. Reszta mogłaby być, gdyby pełniła rolę wstępu do właściwego tekstu,
gdyby udało Ci się opisać co zrobił Tumor, by uciec przed czasem... Myślę, że
warto spróbować. 

Marek Krukowski

(Oczywiście są też jakieś inne usterki - mniejsze i większe - ale o tym będzie
można pomyśleć, gdy zrobisz z tego tekst z rękami, nogami i głowami.)
Re: Czas jest jak Hitler...
#1952
Author: Tumor Mozgowicz
Date: Sat, 01 Feb 2003 10:58
20 lines
1616 bytes
Hi,

Dzięki za reakcję.

> Dwa ostatnie akapity bez sensu - rozgadałeś się na temat tego,
> że nie chce Ci  się gadać.

Nie. Postać narratora jest tu ważna i ważne jest to, że on wie, "co robią z
wami z łaźniach". Fakt, że może trochę za dużo rozstrząsania. To brzmi jak
jebut!. Na pewno wymaga dopracowania. Thx.

> Reszta mogłaby być, gdyby pełniła rolę wstępu do właściwego
> tekstu,  gdyby udało Ci się opisać co zrobił Tumor, by uciec
> przed czasem...

Masz rację. To właściwie jest takie tylko takie zagajenie.

Pozdrawiam serdecznie,
Tumor Mózgowicz.
UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail.
Re: Czas jest jak Hitler...
#1953
Author: Marek Krukowski
Date: Sat, 01 Feb 2003 14:00
22 lines
1762 bytes
Tumor Mozgowicz wrote:

> Hi,

> Dzięki za reakcję.

Nie traktuj tego osobiście, odzywam się do każdego tekstu, w którym widzę
jakiś potencjał.

> > Dwa ostatnie akapity bez sensu - rozgadałeś się na temat 
> > tego, że nie chce Ci  się gadać.
> 
> Nie. Postać narratora jest tu ważna i ważne jest to, że on > wie, "co robią z wami z łaźniach".

I właśnie dlatego tak. Jeżeli w podpisanym przez Tumora tekście o Tumorze
narrator stwierdza, że wie więcej o Tumorze niż sam Tumor, to to jest
intrygujące. Każdy rozumny czytelnik zwróci na to uwagę, ale od tej pory
wszystko, co narrator o sobie - czy o łaźniach - ujawni musi być co najmniej
tak samo intrygujące jak tamto. Raz powiedziałeś, że wie więcej, nie powtarzaj
tego, bo wywrzesz wrażenie, że jest właśnie na odwrót.

Marek Krukowski
Re: Czas jest jak Hitler...
#1954
Author: Marcin B. Brixen
Date: Sat, 01 Feb 2003 14:58
13 lines
1463 bytes
On Sat, 1 Feb 2003 10:46:13 +0100, "Tumor Mozgowicz" <Utumor@polbox.com>
wrote:

	Ciekawe, ale to bardziej wygląda na wstęp do czegoś większego niż
na samodzielne opowiadanie.
	I trochę trąci "Matriksem"... 8-P "Idź za białym królikiem"...

pozdrawiam
-- 
Marcin B.    http://brixen.w.interia.pl    brixen@poczta.fm
"And any fool knows, a dog needs a home.
A shelter from pigs on the wing."
Pink Floyd "Pigs On The Wing (Part 2)"
Re: Czas jest jak Hitler...
#1956
Author: Lamia
Date: Sat, 01 Feb 2003 17:18
23 lines
1418 bytes
 "Tumor Mozgowicz" <Utumor@polbox.com> writes:

<...>
>      No więc kim jestem i kim byłem zanim poznał mnie Tumor? Ha, ha, ha.
No
> cóż. Ja po prostu jestem tym, który wie, co robią z wami w łaźniach, ale
to
> jest bardzo długa historia....


'Zanim poznał mnie Tumor'
To nie było odwrotnie? Tak zrozumiałam z wcześniejszych słów.

Dobry temat i ciekawie napisane. Podoba mi się ten Mesjasz.
Za dużo akapitów ;)
Nadmiar też szkodzi ;)

Pozdrawiam
Lamia

--
// certum est, quia impassibile est //
Re: Czas jest jak Hitler...
#1957
Author: Tumor Mozgowicz
Date: Sun, 02 Feb 2003 09:12
19 lines
1518 bytes
Hi,

> 'Zanim poznał mnie Tumor'
> To nie było odwrotnie? Tak zrozumiałam z wcześniejszych słów.

Nie. On znał Tumora od zawsze, lecz Tumor pozna jego, dopiero, gdy uda mu
się zbiec przed czasem.

> Za dużo akapitów ;)
> Nadmiar też szkodzi ;)

No właśnie. Niedawno mieliśmy tu dyskusję na ten temat. Mnie się wydaje, że
rozstrzelone akapity pozwalają łatwiej czytać, ale fakt, że chyba za bardzo
je mnożę.

--
Pozdrawiam serdecznie,
Tumor Mózgowicz.
UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail.
Re: Czas jest jak Hitler...
#1955
Author: Tumor Mozgowicz
Date: Sun, 02 Feb 2003 09:22
33 lines
2453 bytes
Hi,

> Ciekawe, ale to bardziej wygląda na wstęp do czegoś
> większego niż  na samodzielne opowiadanie.

Tak to pewnie będzie wstęp. Na razie to tylko pomysł. Przekleństwem Tumora
jest to, że nie potrafi pisać opowiadań. Oczywiście jest to też przekleństwo
czytelników, gdyby czas pokazał, że to co Tumor bierze za literaturę w
istocie jest grafomanią. No cóż nie ma innej drogi niż próbować wypuścić się
na szersze wody. Bez tego można tylko siedzieć i roić.

> I trochę trąci "Matriksem"... 8-P "Idź za białym królikiem"...

To z Alicji. Ten królik. Tak samo jak scena z drugą stroną lustra. Przy
okazji, to zupełnie nie potrafię zrozumieć, jak można było podać tak
idiotyczny powód hodowania ludzi przez maszyny. Bateria. Zupełnie bez sensu.
Po co im ludzie? Psy i króliki mają wyższą ciepłotę i nie trzeba budować dla
nich wirtulanego świata. Poza tym, wyszło jasno, że istnieje coś takiego jak
świat obiektyny, co mnie trochę rozczarowało. Gdyby zostawili cień szansy,
że ta ponura rzeczywistość, też może być kolejną projekcją, to byłoby coś.


--
Pozdrawiam serdecznie,
Tumor Mózgowicz.
UWAGA: Aby odpisać mi bezpośrednio usuń pierwsze U z adresu e-mail.
>
> pozdrawiam
> --
> Marcin B.    http://brixen.w.interia.pl    brixen@poczta.fm
> "And any fool knows, a dog needs a home.
> A shelter from pigs on the wing."
> Pink Floyd "Pigs On The Wing (Part 2)"
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads