Thread View: pl.hum.pisarstwo
3 messages
3 total messages
Started by Ania
Sun, 05 Jan 2003 15:27
Krytyczne spojrzenie..odc.II
Author: Ania
Date: Sun, 05 Jan 2003 15:27
Date: Sun, 05 Jan 2003 15:27
99 lines
7360 bytes
7360 bytes
Dziś tylko dokończenie króciutkie, choć to jeszcze nie wszystko ...... muszę zmartwić przeciwników tego opowiadanka, bo to jednak coś dłuższego..a Ci co lubią...czytajcie:) I wniknijcie głebiej w moje życie:) Pozdrawiam Anna Cóż. Zacznę może od tego jak mogłabym określić siebie z tamtego okresu...hm...nieśmiała?, zakompleksiona? Wiem o tym ,że wielu ludziom , którzy znają mnie obecnie ciężko jest uwierzyć w takie stwierdzenia. A jednak. Tak było. Dziś prawdopodobnie ja jedna tylko wiem, że część tamtej mnie pozostała gdzieś tam głęboko. Dziwne to, dziwne moje słowa, dziwna ja. Wciąż zastanawia mnie, czy właśnie owe młodzieńcze kompleksy, tamta nieśmiałość, tak straszliwie utrudniająca kontakty z rówieśnikami do tej pory przejawia się jako głęboko zakorzenione niskie poczucie własnej wartości? Bo czy ja, będąc sobą, myśląc jak ja, wierzę we własne siły, cenię siebie, mam szacunek do własnej osoby...? Tak...na pewno wynika to z mojego dzieciństwa. Ciekawy to przypadek dla psychologii, czy do wyjaśnienia, a może to ja sama wpoiłam sobie te słabości i żaden znakomity psycholog nie będzie w stanie rozwiązać tej zagadki? Ale przecież mój dom. Dom rodzinny. Jak inne?? Inny? Nie wiem. Niby tak łatwo porównywać. Kolor włosów, choinkę świąteczną, zadanie matematyczne. Tak. Ale nie rodziny. Przecież moi rodzice. Moi dawcy życia. Moi wychowawcy. Przyjaciele? Jacy byli, jacy są, będą?? Dziś myślę, że wiek jednak zmienia punkt widzenia na pewne sprawy w życiu. Zmienia relacje, układy. Otwiera oczy na to, co kiedyś nie istniało. Od zawsze było dobrze. Kochałam ich. Kocham?. Mama. Ja nigdy nic nie widziałam. Bez słowa sprzeciwu podporządkowywałam się jej gustom, poleceniom, jej próbom wykreowania mnie na ją samą. Nawet naście lat nie spowodowało konfliktów. Nic złego nie widziałam w tym ,że 22-ga jest godziną policyjną, mężczyźni muszą jeszcze poczekać, a matura jest celem, do którego ślepo należy dążyć. Nie sprzeciwiałam się. Bo nie odczuwałam ciężaru takiego wychowania. No bo niby dlaczego? Zawsze grzeczna, punktualna ja. Informująca o 10-minutowym spóźnieniu, rezygnująca z randki, piątkowa uczennica. Ja. Wtedy byłam dobrym dzieckiem, kochanym, miłym, jakim można pochwalić się w towarzystwie, na które można przelać niespełnione ambicje, które można zganić bez obaw, że zaprotestuje. Cała Ja. Potulna. Bez własnego zdania. Mała Ja. Zagubiona. Ślepa Ja. A im daleko było do ideału. Skąd miałam o tym wiedzieć. Tym bardziej mój młodszy brat. Nienawidziłam go. Wstyd przyznać. Ale bardzo chciałam żeby go nie było. Może to było zwyczajne i proste, może po prostu byłam dzieckiem, które niewiele jeszcze rozumie. Ale mama. Ta nieskazitelna mama., która potrafiła wzniecić awanturę godną scenariuszy filmowych, o byle śmieć na dywanie. Potrafi do dziś. Trzymająca się surowo swoich własnych, choćby absurdalnych, lecz nieprzekraczalnych zasad. Matka. Przyjaciółka, która nie potrafiła pocieszyć, wytłumaczyć... dla której ironia była bronią przeciw wszystkim problemom. Antidotum na bzdurne myśli dorastającej córki. I śmiech. Szyderczy. I pragnienie "kocham". Czy i ja będę jak Ona? Dziś nie jest już tak. Dziś nie rozmawiamy wcale. Wszystkie niewypowiedziane w dzieciństwie żale wylewają się powoli z każdą chwilą potęgują uczucie bólu. .Ale nie mam mnie tu.. nie ma... jestem w swoim małym bezpiecznym świecie, do którego nie ma wstępu. Jedyne , co mnie nurtuje, to czy pomoże w potrzebie..? czy kocha? ..czy będzie..?? Pewnie teraz czytając przypominasz sobie wszystko, co ci niegdyś opowiadałam. Przytaknąłeś, zrozumiałeś i....tyle.. A ja ufałam. I zapewne nudzi Cię to, co napisałam powyżej, bo wciąż zastanawiasz się dlaczego piszę to do ciebie, dla Ciebie...Tobie....? Ja też nie umiem odpowiedzieć na te pytania. Śmiejesz się? Być może. Już taka jestem . A może nie? Nie wiem. Nie umiem. Nie potrafię wyjaśnić. Czy naprawdę inni ludzie też mają problemy z wzglądem do własnego wnętrza? Czy również nie p[potrafią podać dłoni swojej duszy i powiedzieć.: wybaczam, rozumiem, kocham, akceptuję...?? A czy Ty? Wiesz? Potrafisz...? A mój ojciec? Tatuś... opowiadałam. Niedościgniony ideał zgubiony ludzkimi słabościami. Nie umiem wciąż pojąć, czemu człowiek, który potrafił zadać tyle bólu wszystkim nam nadal króluje w mojej świadomości jako Pan Wspaniały. Dlaczego nigdy nie usłyszę, że mnie ceni, że jestem w czymś dobra, w jakiejś cholernej, głupiej rzeczy, ale że mi się udało. Że nie jestem kimś niżej, gorszym...że jestem mną, dobrą mną...Boli.. Skończę. Cóż. Życie w bloku to nie tylko rodzina. To przyjaźnie, Dalsze lub bliższe. Trwalsze lub nikłe. To pierwsze kroki w towarzyskiej karierze przedszkolaka. To wspólne podwórko. Trzepak. Berek na śniegu. Pamiętam jak uczyłam mojego braciszka robić fikołki . Wszyscy musieli to umieć. Byłam mistrzynią. Dodawało mi to nieco śmiałości. Braciszek spadł i potłukł sobie nos, a ja płakałam tłumacząc się przed rodzicami. Jakże słodko wtedy wyglądaliśmy, płacząc i prowadząc się za rękę do domu. Brat mój . Dlaczego o nim nie wspomniałam. Jakże mogłam. Kochany mój. Do dziś czuję się jak jego druga matka, choć przerósł mnie już dawno i nie ma już pięciu lat. Bożyszcze mojego domu rodzinnego. Śmiesznie tak mówić o rodzeństwie, ale nie umiem inaczej tego określić. On, najlepszy, najmądrzejszy, najukochańszy. Pupilek ojca, będący spełnieniem jego marzeń. Człowiek o ponadprzeciętnym intelekcie. Jedyna osóbka, na której mogę polegać. I pomyśleć, że chciałam, by go nie było. Bo to on zawsze był przyczyną moich dziecięcych smutków. Bo ja nie upilnowałam. Nabrudził. Nie posprzątałam. Nie nakarmiłam. Dlaczego na niego krzyczę. To on jest mądrzejszy. Grzeczny. On. On. On. Ale to Jego właśnie kocham nad życie. Wiesz? Jego. Zresztą wiesz o tym . Niejednokrotnie oskarżałeś mnie o zaopatrzenie w brata. Może miałeś rację. Zresztą, nie Ciebie powinnam słuchać. Z pewnością nie. Dzieciństwo....kochałam to babcine. U niej na kolanach, w wiejskim domku, uwielbiałam siebie umorusaną błotem z sianem we włosach. Babciu....
Re: Krytyczne spojrzenie..odc.II
Author: bogdan.p
Date: Sun, 05 Jan 2003 22:28
Date: Sun, 05 Jan 2003 22:28
203 lines
9374 bytes
9374 bytes
Cieszę się, że tak szybko :) Co do treści - jak wcześniej: arcyciekawa. Co do wykonania - niestety obniżyłaś poziom. Text nie jest taki płynny jak w pierwszej części. Sporo niedociągnięć. Wydaje mi się, że tym razem mniej uwagi zwróciłaś na czytelnika, albo może zbytnio zaufałaś, że zrozumie on to, co jest pomiędzy słowami. Pobawię się w belfra (z własnym widzimisię) - popodkreślam wszystko (z grubsza) co mi się nie podoba :) Ciewy jestem następnego odcinka bogdan.p Ania schrieb: > > Dziś tylko dokończenie króciutkie, choć to jeszcze nie wszystko ...... muszę > zmartwić przeciwników tego opowiadanka, bo to jednak coś dłuższego..a Ci co > lubią...czytajcie:) I wniknijcie głebiej w moje życie:) > > Pozdrawiam > Anna > > Cóż. Zacznę może od tego jak mogłabym określić siebie z tamtego zacznę od (proby) określenia siebie z tamtego... i bez niepewności i znaków zapytania > okresu...hm...nieśmiała?, zakompleksiona? Wiem o tym ,że wielu ludziom , > którzy znają mnie obecnie ciężko jest uwierzyć w takie stwierdzenia. A > jednak. Tak było. Dziś prawdopodobnie ja jedna tylko wiem, że część tamtej > mnie pozostała gdzieś tam głęboko. Dziwne to, dziwne moje słowa, dziwna ja. > Wciąż zastanawia mnie, czy właśnie owe młodzieńcze kompleksy, tamta > nieśmiałość, tak straszliwie utrudniająca kontakty z rówieśnikami do tej > pory przejawia się jako głęboko zakorzenione niskie poczucie własnej > wartości? Bo czy ja, będąc sobą, myśląc jak ja, wierzę we własne siły, > cenię siebie, mam szacunek do własnej osoby...? Ostatnie zdanie - won:) > > Tak...na pewno wynika to z mojego dzieciństwa. Ciekawy to przypadek dla > psychologii, czy do wyjaśnienia, a może to ja sama wpoiłam sobie te słabości > i żaden znakomity psycholog nie będzie w stanie rozwiązać tej zagadki? Słowo "psychologia" itp. wykreśl ze słownika tego opowiadania. > Ale > przecież mój dom. Dom rodzinny. Jak inne?? Niby tak łatwo > porównywać. Kolor włosów, choinkę świąteczną, zadanie matematyczne. Ale > nie rodziny. Przecież moi rodzice. Moi dawcy życia. Moi wychowawcy. > Przyjaciele? Jacy byli, jacy są, będą?? wiek jednak zmienia > punkt widzenia na pewne sprawy w życiu. Zmienia relacje, układy. Otwiera > oczy na to, co kiedyś nie istniało. Od zawsze było dobrze. Kochałam ich. > Kocham?. Tutaj pogmatwałaś. Jedno-słowne zdania, są niebezpieczne dla zrozumienia, gdy występują gromadnie. > Mama. Ja nigdy nic nie widziałam. Bez słowa sprzeciwu "Ja nigdy nic nie widziałam." - won "naście lat" nazwałbym po imieniu "dojrzewanie" > podporządkowywałam się jej gustom, poleceniom, jej próbom wykreowania mnie > na ją samą. Nawet naście lat nie spowodowało konfliktów. Nic złego nie > widziałam w tym ,że 22-ga jest godziną policyjną, mężczyźni muszą jeszcze > poczekać, a matura jest celem, do którego ślepo należy dążyć. Nie > sprzeciwiałam się. Bo nie odczuwałam ciężaru takiego wychowania. No bo niby > dlaczego? Zawsze grzeczna, punktualna ja. Informująca o 10-minutowym > spóźnieniu, rezygnująca z randki, piątkowa uczennica. Ja. Wtedy byłam > dobrym dzieckiem, kochanym, miłym, jakim jakim ---> którym Możnaby to zdanie rozbić na dwa, z powodu wielu "które" > można pochwalić się w > towarzystwie, na które można przelać niespełnione ambicje, które można > zganić bez obaw, że zaprotestuje. Cała Ja. Potulna. Bez własnego zdania. > Mała Ja. Zagubiona. Ślepa Ja. Cała Ja, potulna, bez własnego zdania, mała, zgubiona, ślepa. > A im daleko było do ideału. Skąd miałam o tym > wiedzieć. Tym bardziej mój młodszy brat. Nienawidziłam go. Wstyd przyznać. "Nienawidziłam go" przychodzi zbyt szybko. Lepiej: Tym bardziej mój młodszy brat. Wstyd przyznać. (Ale) Nienawidziłam go. > Ale bardzo chciałam żeby go nie było. Może to było zwyczajne i proste, może > po prostu byłam dzieckiem, które niewiele jeszcze rozumie. Poniższe - jest oderwane od ciągu myśli. Krótkie zdania pod koniec tzn. "i śmiech...." itd. - tutaj zaczynasz dryfować w dal (trudne do zrozumienia) > Ale mama. Ta > nieskazitelna mama., która potrafiła wzniecić awanturę godną scenariuszy > filmowych, o byle śmieć na dywanie. Potrafi do dziś. Trzymająca się surowo > swoich własnych, choćby absurdalnych, lecz nieprzekraczalnych zasad. Matka. > Przyjaciółka, która nie potrafiła pocieszyć, wytłumaczyć... dla której > ironia była bronią przeciw wszystkim problemom. Antidotum na bzdurne myśli > dorastającej córki. I śmiech. Szyderczy. I pragnienie "kocham". Czy i ja > będę jak Ona? > > Dziś nie jest już tak. Dziś nie rozmawiamy wcale. Wszystkie niewypowiedziane > w dzieciństwie żale wylewają się powoli z każdą chwilą potęgują uczucie > bólu. .Ale nie mam mnie tu.. nie ma... "Ale nie ma..." - można by sformuować inaczej > jestem w swoim małym bezpiecznym > świecie, do którego nie ma wstępu. Jedyne , co mnie nurtuje, to czy pomoże w > potrzebie..? czy kocha? ..czy będzie..?? > > Pewnie teraz czytając przypominasz sobie wszystko, co ci niegdyś > opowiadałam. Przytaknąłeś, zrozumiałeś i....tyle.. A ja ufałam. I zapewne > nudzi Cię to, co napisałam powyżej, bo wciąż zastanawiasz się dlaczego piszę > to do ciebie, dla Ciebie...Tobie....? > > Ja też nie umiem odpowiedzieć na te pytania. Śmiejesz się? Być może. Już > taka jestem . A może nie? Nie wiem. Nie umiem. Nie potrafię wyjaśnić. Czy > naprawdę inni ludzie też mają problemy z wzglądem do własnego wnętrza? zdanie powyżej - won > Czy inni > również nie p[potrafią podać dłoni swojej duszy i powiedzieć.: wybaczam, > rozumiem, kocham, akceptuję...?? A czy Ty? Wiesz? Potrafisz...? > > A mój ojciec? Tatuś... opowiadałam. bez "opowiadałam" > Niedościgniony ideał zgubiony ludzkimi > słabościami. Nie umiem wciąż pojąć, czemu człowiek, który potrafił zadać > tyle bólu wszystkim nam nadal króluje w mojej świadomości jako Pan > Wspaniały. Dlaczego nigdy nie usłyszę, że mnie ceni, że jestem w czymś > dobra, w jakiejś cholernej, głupiej rzeczy, ale ale --> albo > że mi się udało. Że nie > jestem kimś niżej, "niżej" - won > gorszym...że jestem mną, dobrą mną...Boli.. Skończę. > > Cóż. Życie w bloku to nie tylko rodzina. To przyjaźnie, Dalsze lub bliższe. > Trwalsze lub nikłe. lub --> i (2 razy) trwalsze --> trwałe > To pierwsze kroki w towarzyskiej karierze przedszkolaka. > To wspólne podwórko. Trzepak. Berek na śniegu. Pamiętam jak uczyłam mojego > braciszka robić fikołki . Wszyscy musieli to umieć. Byłam mistrzynią. > Dodawało mi to nieco śmiałości. "Dodawało mi to nieco śmiałości." - won > Braciszek spadł i potłukł sobie nos, a ja > płakałam tłumacząc się przed rodzicami. Jakże słodko wtedy wyglądaliśmy, > płacząc i prowadząc się za rękę do domu. Brat mój . Dlaczego o nim nie > wspomniałam. Jakże mogłam. Kochany mój. Wspomniałaś już o nim. Powstało coś w rodzaju huśtawki --> brata nienawidzę, kocham, nienawidzę należałoby to trochę wygładzić, wg mnie > Do dziś czuję się jak jego druga > matka, choć przerósł mnie już dawno i nie ma już pięciu lat. Bożyszcze > mojego domu rodzinnego. Śmiesznie tak mówić o rodzeństwie, ale nie umiem > inaczej tego określić. On, najlepszy, najmądrzejszy, najukochańszy. Pupilek > ojca, będący spełnieniem jego marzeń. Człowiek o ponadprzeciętnym > intelekcie. Jedyna osóbka, na której mogę polegać. I pomyśleć, że chciałam, > by go nie było. Bo to on zawsze był przyczyną moich dziecięcych smutków. Bo > ja nie upilnowałam. Nabrudził. Nie posprzątałam. Nie nakarmiłam. Dlaczego na > niego krzyczę. To on jest mądrzejszy. Grzeczny. > > On. On. On. > > Ale to Jego właśnie kocham nad życie. Wiesz? Jego. Zresztą wiesz o tym . > Niejednokrotnie oskarżałeś mnie o zaopatrzenie w brata. niejasne! > Może miałeś rację. > Zresztą, nie Ciebie powinnam słuchać. Z pewnością nie. > > Dzieciństwo....kochałam to babcine. U niej na kolanach, w wiejskim domku, > uwielbiałam siebie umorusaną błotem z sianem we włosach. Babciu....
Re: Krytyczne spojrzenie..odc.II
Author: szczurkot
Date: Wed, 08 Jan 2003 23:55
Date: Wed, 08 Jan 2003 23:55
15 lines
1329 bytes
1329 bytes
Użytkownik Ania napisał: > Dziś tylko dokończenie króciutkie, choć to jeszcze nie wszystko ...... muszę > zmartwić przeciwników tego opowiadanka, bo to jednak coś dłuższego..a Ci co > lubią...czytajcie:) I wniknijcie głebiej w moje życie:) > > Pozdrawiam > Anna > > Cóż. Zacznę może od tego jak mogłabym określić siebie z tamtego [ciach] a więc jeszcze dziadkowie, no i musi być chyba ten On? -- szczurkot
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads