Article View: pl.hum.pisarstwo
Article #919Opowiadanko - cz.1
From: Poslo
Date: Tue, 17 Dec 2002 19:30
Date: Tue, 17 Dec 2002 19:30
198 lines
12964 bytes
12964 bytes
Takie opowiadanko, powiedzcie czy beznadziejne czy tylko slabe, a moze sie do czegos nadaje? A moze wrecz chcecie jeszcze? :) I ciekawe kto zgadnie na motywach 'czego' to... == Sala była niewielka, ledwo mieścił się tu mały, niski stolik na cztery osoby, szafka i zlew. Pomieszczenie oświetlała mała jarzeniówka, tląca się migającym od czasu do czasu światłem. Na jednym z wygodnych, obitych skórą foteli spoczywał starszy, siwobrody mężczyzna. Drzemał. Drzwi otworzyły się w pionie, z przyjemnym dla ucha szumem mechaniki. Wszystko nadal działało z cichym szmerem nowości, mimo upływu lat. Do pokoju weszła ruda, długowłosa kobieta, ze zmarszczkami nie do końca ukrytymi intensywnym makijażem, oraz niski, chudy facet, chodzący komicznym, przy jego posturze, energicznym krokiem. Oboje ubrani w niebieskie kostiumy, z dużą żółtą liczbą "20" na plecach. Usiedli w fotelach przy stole. - Jesteśmy - powiedział głośno mężczyzna, z pewną ostrożnością w głosie. Siwobrody wstrząsnął się lekko, otworzył powieki, chrząknął i rozejrzał się mętnym jeszcze, sennym wzrokiem. Na widok siedzących nie wyprostował się w siedzeniu. - Witajcie, witajcie, jesteście - wymamrotał bardziej do siebie, niż do siedzących gości, obrzucając kobietę wzrokiem, jakim darzy się jajecznicę na stole, gdy miało się wielka nadzieję na to, że na śniadanie przygotowano płatki - Chciałem się naradzić. Wiecie co się stało i jakie widzę rozwiązanie? - Tak, mechanik nam powiedział. - głos kobiety idealnie pasował do jej rysów przywołujących na myśl jedną z tych gderliwych, zwracających uwagę na siebie kobiet. - Twój pomysł jest dobry. Właściwie jedyny. Co innego możemy zrobić? Nie wiem. Ale powinniśmy spróbować. - Powinniśmy... - siwobrody położył akcent na końcówkę "my". - Cóż, po to są szeregowi żeby wypełniać rozkazy wyżej postawionych. Wiem, jako Opiekun czujesz ojcowską odpowiedzialność za losy mieszkańców schronu. Cenię to, bardzo, nie wiesz jak jest to i dla mnie ważne. Ale nie uratuje nas radio, wiesz o tym. Sygnału nie ma od lat, choć regularnie próbujemy. Kogo zawiadomisz o naszych kłopotach? Kto przyjdzie nam na pomoc? Pomyśl. Jesteśmy sami. S a m i. I sami musimy sobie radzić, korzystając z dostępnych nam środków. Siwobrody spojrzał na milczącego, rozpartego wygodnie w fotelu zaczesanego w przedziałek na bok mężczyznę. Jego wzrok świadczył że też najchętniej krzyknąłby "Zamknij się!" na dźwięk terkoczących w powietrzu słów kobiety. Gdyby nie była jedyną lekarką z drugiego pokolenia kadry to jej najchętniej by się pozbył. Ale na razie szkolenia młodych dziewczyn przez nią prowadzone szły nieco topornie... - Mam parę typów - kontynuowała kobieta. - Kurt Harvester. Młody, dwadzieścia lat, raczej odludek, nie ma dziewczyny. Niezbyt żywy, zafascynowany jakimiś dziwnymi książkami, o łysych kapłanach z Azji. Trochę dziwny. Ale lubi dużo mówić o świecie, więc pewnie chciałby go poznać. Poza tym prawie się tu nie przydaje, robi tyle ile musi. Nawet nie chce przychodzić na badanie okulistyczne które mu zaleciłam. Dziwny trochę, ale się nada. - Następny. - wymamrotał siwy. - Co, zły? Ja bym go wysłała. Jako drugiego posłałabym Maxa Stewarta juniora. Chociaż właściwie, biorąc pod uwagę cel misji może to on byłby lepszy. Wygadany, dobry organizator. Silny, przystojny. Gdybym tylko była w kwiecie wieku... Więc on może moim zdaniem porwać tłumy. We wschodniej części go się słuchają, przynajmniej tak to wygląda. - Masz rację Jenny, ten już lepszy - poczekał aż kobieta skończy naczelnik. - Przecież nie poślę tamtego idioty, któremu myli się korytarz schronu z epicentrum duchowych przemian, czy czego tam. Tyle że ten Max za bardzo rzuca się w oczy. Za mało jest wyrafinowany. Za prosty i nieelastyczny. Nie sądzisz, Jack? - Dla mnie odpada. Nie zabierzemy mieszkańcom duszy towarzystwa. - To może - zaczęła kobieta. - Dziękuję Jenny, dziękuję. Jak się chyba domyślasz sam mam przygotowanego kandydata. Mamy trzydziestu pięciu młodych mężczyzn, którzy nie są niezastąpieni. Z początku chciałem wysłać grupę - trzech, czterech. Jednak po namyśle uznałem że pojedynczo będzie chyba łatwiej. Grupie łatwiej popełnić błąd. Że tak powiem jest większa szansa na to, że ktoś palnie coś głupiego, wymyśli durnotę. Grupa zbytnio skupia się na sobie. Poza tym znalazłem chłopaka który moim zdaniem lepiej sobie poradzi, niż trzech przeciętnych. Wiedza się nie sumuje. On jest bystry, choć nieefektowny. Nieufny. Na razie postanowiłem zostawić wszystko w jego rękach. Zaraz powinien być, poznacie go i ocenicie. Mężczyzna wstał, podszedł do szafki, gdzie włożył wcześniej butelkę whiskey. Kiwnął lekko w górę głową, zwracając się do Jacka - Może po kielonku? - A mnie nie zapytasz - z pretensją w głosie zarzuciła kobieta. - Przecież wiem że nie pijesz. - powoli odpowiedział siwobrody. - Ale miło byłoby gdybyś jednak spytał. - Czy życzysz sobie odrobinę tej o to whiskey, której spożycie przez ciebie w naszym towarzystwie sprawiło by mi olbrzymią przyjemność i zaszczyt? - wygłosił z lekko udawaną kurtuazją. - Ech, zupełny brak kultury, obejścia, etykiety - przerwała jego zdanie kobieta - Daruj sobie tę ironię. Nie potraficie w ogóle oddać szacunku. A ja was leczę, dbam o was, myślę każdego dnia o stanie zdrowia moich pacjentów. Jestem tytanką pracy, a nawet nie zaproponuje mi się czegoś do picia. Myślisz że nigdy nie piłam? Nie? Co ty sobie wyobrażasz. Kiedyś, gdy byłam młoda w barze wielu młodzieńców aż ustawiało się w kolejkę by postawić mi drinka. Jednak przychodzi czas że człowiek poważnieje, zwłaszcza gdy ma tak poważne stanowisko. Gdy młode panny patrzą, gdy uczyć je należy nie tylko fachu, ale i całej tej otoczki, która powoduje że nie jesteśmy prymitywnymi małpiatkami, że... - Ja się napiję - wtrącił Jack - Nalej nawet sporo. Jakoś naszła mnie ochota... - A ja jednak nadal dziękuję. Jak już mówiłam... Usłyszano szmer otwieranych drzwi. Młodzieniec przekroczył próg, stanął sztywno tuż przed zamykającymi się z łoskotem drzwiami. - Dzień dobry. Pan Opiekun mnie wzywał? - zapytał nieco speszony chłopak. - Tak, tak, siadaj - odparł siwobrody, siadając w fotelu, trzymając w rękach dwie szklaneczki pełne whiskey. Jedną podał Jackowi, drugą wziął do ust i wychylił spory łyk. - Tak... Właściwie chyba powinienem cię poczęstować, choć młodym pić tu nie wolno. Młodzieniec tylko rzucił lekko wzrokiem w górę, w automatycznym geście lekkiego politowania dla naiwności siwego. Ale nikt tego nie zauważył. Siedział już na wprost Opiekuna, który jednak nie patrzył na niego, lecz jego wzrok utkwił gdzieś w odmętach ściany na której umieszczone były drzwi. - Przedstaw się. - Nazywam się Terry Risager. Wołają na mnie Muflon. Mam dwadzieścia lat, moi oboje rodzice nie żyją od trzech. Jak wyglądam sami państwo widzicie... Właściwie wolałbym odpowiadać na pytania - uśmiechnął się niepewnie. - Mów dalej - od razu wymamrotał Opiekun. - Oczywiście. Moje zainteresowania są dość wszechstronne. Lubię czytać, często chodzę na wirtualną strzelnicę.. - Jack, jak mu w tym idzie? - wszedł mu w słowo siwobrody - Wiesz, to tylko gry, ale refleks sobie wyrobił niezły. - To dobrze. Mów dalej, Muflon - uśmiechnął się pod nosem Opiekun. - Umiem pływać... - Chciałbyś poznać świat? Odkryć jego tajemnice, poznać to co na zewnątrz? - wyklepała Jenny. - Powoli... No ale jak już spytałaś.. Proszę, odpowiedz. - powiedział siwy. - To znaczy poza schronem? Szczerze mówiąc bardzo. To znaczy, nie dlatego że tu jest źle - dodał szybko Terry. - Ale tu jest trochę duszno, myslę że państwo rozumieją. - pytająco spojrzał się po siedzących, ale tylko Jenny trochę głupkowato pokiwała głową. - Jestem bardzo ciekawy co się stało po wojnie, jak wygląda teraz życie. Według niektórych książek po tych siedemdziesięciu latach, które tu spędziliśmy na zewnątrz sytuacja już unormowała się na tyle, że bez przeszkód można prowadzić życie. Nie powinno już być mrozu, klimat wręcz powinien być całkiem ciepły. Tak, chciałbym zobaczyć coś nowego, zobaczyć świat. - Dobrze, wystarczy, proszę wyjdź na chwilę. Odprowadzili go wzrokiem, dopóki nie zniknął za opadającymi drzwiami. - No więc to ten mój wybraniec. Jack, jak myślisz, możesz go szybko nauczyć podstaw walki? - Nie jest może jakimś dryblasem, raczej przeciętny, ale ja sam chyba jestem najlepszym przekładem że można sobie radzić... Daj mi dwa dni, a nauczę go przynajmniej obsługi broni. Po wojnie nuklearnej niedobitki które przeżyły będą organizować się dość chaotycznie, nie sądzę by powstało już zwarte państwo. Myślę że umiejętność walki się przyda. O ile w ogóle coś jest poza bramą... - Ja myślę że się nadaje. Ma niesamowite oczy. Masz rację, wygląda na bystrego, nieufnego, ostrożnego. Nie wydaje mi się jednak żeby był głupi. Widać on jeden zna się tu na etykiecie. Nie przekraczał granicy między nami, trzymał należyty dystans. To dobrze. - Tu masz chyba rację. - powiedział Opiekun. - To jak, pozytywny? - Pozytywny. - z pewną radością odpowiedziała Jenny. - Niech będzie. - poparł Jack. Opiekun przechylił się w fotelu, by sięgnąć do paru przycisków znajdujących się na ścianie tuż obok. Wybrał jeden, drzwi ponownie się otwarły. - Wejdź - powiedział głośno. Terry wszedł, drzwi po sekundzie się zamknęły. Na gest ręką Opiekuna zajął swoje poprzednie siedzenie. - Nie będę owijał w bawełnę. Nasz system hydrologiczny został uszkodzony, właściwie zahamowany. Zepsuł się odpowiadający za wszystko chip. Bez niego nie możemy tworzyć nowych zapasów wody, a pozostałe szybko się kurczą. Jak szacuje wystarczą na jakieś pięć miesięcy. Innych zapasów nie mamy, w magazynie jest tylko, fakt że spory, ukryty zapas alkoholu. Nic więcej nie mamy, gdyż nasza kuchnia opiera się na skondensowanych, rozpuszczalnych rzeczach oraz na syropach owocowych. Poza tym woda jest niezbędna do wielu innych czynności, jak się z resztą bez wątpienia musisz domyślać. Tak więc... - Jak się domyślam ten chip był zapasowy? - zgadywał Terry - Dokładnie. Trzeba zdobyć nowy. Czyli już wiesz dlaczego przed chwilą cię tak egzaminowaliśmy. - Wiem. Dlaczego nie pójdzie ktoś starszy? - Są pewne powody, głównie chodzi o pilnowanie stanowisk pracy. Opiekun skłamał nieco, przynajmniej nie powiedział co myśli. Potrzebował kogoś młodego, pełnego pasji, poświęcenia. Wśród starszej kadry nie widział nikogo na tyle wiernego i bezinteresownego, by wypełnił należycie zadanie. Z resztą nikt się nie palił by wychodzić - spędzili tu całe życie, a świat zewnętrzny to w ich wyobrażeniach nieznane, nieprzyjazne miejsce. Młodzi natomiast lubią pokazać swoją dojrzałość. A ten Muflon wykazuje dodatkowo bardzo dużą ciekawość... - Co tu dużo gadać. Zgadzasz się? Oczywiście odpowiednio cię wyekwipujemy i tak dalej... Na chwilę zapadła cisza. - Tak. Opiekun wstał, podszedł do szafki, wyjął jeszcze jedno szkło dla Terry'ego. Nalał nieco whiskey i podał młodemu. - Jutro oficer Jack nauczy cię podstaw walki, główny mechanik pokaże czego masz szukać... Zaakcentował niedbale podniesienie do góry szklanki. - No to za powodzenie twojej misji. -- pozdrawiam / Dominik 'Poslo' Gabryelewicz www.gamepub.org >>> poslo@interia.pl <<< 'Always look on the bright side of life'
Technical Details
Message-ID:
<atnu8a$r90$1@news.tpi.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.nask.pl!news.ipartners.pl!newsfeed.gazeta.pl!newsfeed.tpinternet.pl!news.tpi.pl!not-for-mailShow Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.nask.pl!news.ipartners.pl!newsfeed.gazeta.pl!newsfeed.tpinternet.pl!news.tpi.pl!not-for-mail From: "Poslo" <poslo@interiaPreczZeSpamem.pl> Newsgroups: pl.hum.pisarstwo Subject: Opowiadanko - cz.1 Date: Tue, 17 Dec 2002 20:30:29 +0100 Organization: tp.internet - http://www.tpi.pl/ Lines: 202 Message-ID: <atnu8a$r90$1@news.tpi.pl> NNTP-Posting-Host: pc210.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl X-Trace: news.tpi.pl 1040153677 27936 213.76.74.210 (17 Dec 2002 19:34:37 GMT) X-Complaints-To: usenet@tpi.pl NNTP-Posting-Date: Tue, 17 Dec 2002 19:34:37 +0000 (UTC) X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 5.50.4133.2400 X-MSMail-Priority: Normal X-Priority: 3 X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V5.50.4133.2400 MIME-Version: 1.0 Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit