Article View: pl.hum.pisarstwo
Article #6052Mężczyzna i chłopiec
From: j.
Date: Mon, 05 Jan 2004 01:46
Date: Mon, 05 Jan 2004 01:46
150 lines
9333 bytes
9333 bytes
Chłopiec nie bał się. Nie bał się, choć dla wielu innych ludzi las był królestwem mroku, pełnym dziwnych kształtów i cieni, rozbrzmiewającym całym wachlarzem podejrzanych dźwięków i wszechogarniającym szumem. Czy można bać się przeciwnika, którego już się pokonało? Las był więc teraz dla chłopca jedynie lasem - skupiskiem drzew, w którym żywot swój wiedzie zwierzęcy ród - a nie groźnym królestwem mroku. Od momentu zwycięstwa chłopiec czuł się panem tego lasu. Teraz przemierzał gęstwinę jako pan właśnie, pan, który troskliwie dogląda swej własności. Nagle, spośród wielu dźwięków, które znał niemal na pamięć, jego umysł wyłowił coś, co wykraczało poza mowę lasu. Źródłem odgłosów, które teraz słyszał, nie mógł być subtelny chód zwierzęcia. Dźwięki te były zbyt mało delikatne, nieostrożne. Chłopiec wiedział już, że ich źródłem jest człowiek. Ponieważ natężenie odgłosów rosło, chłopiec przykucnął i czekał. Po chwili zza zasłony mroku i cieni wyłoniła się sylwetka mężczyzny. Mężczyzna był nagi. Chłopiec w miarę jak mężczyzna zbliżał się do jego stanowiska dostrzegał coraz więcej szczegółów. Ciało mężczyzny w wielu miejscach było poorane aż do krwi przez gałęzie. Towarzyszyła mu chmara komarów, które raz po raz siadały na jego ciele, aby ucztować do woli. Mężczyzna zdawał się ich nie dostrzegać. Dziwnego obrazu dopełniał umieszczony na grzbiecie tego człowieka plecak. Chłopiec wciąż czekał. Nagle mężczyzna zatrzymał się i rozejrzał. Jego wzrok padł na leżący nieopodal pień powalonego drzewa. Usiadł na nim, po czym otworzył plecak i zaczął grzebać w jego wnętrzu. Po chwili w jego ręku pojawiła się butelka. Przystawił ją do ust. Pił. Chłopiec poczuł woń alkoholu. Mężczyzna odstawił butelkę od ust, zrobił głośny wydech i rozejrzał się bacznie dookoła. Jego wzrok zatrzymał się na chłopcu. Zmrużył oczy, żeby lepiej widzieć, ale to niewiele pomogło, więc rzucił: - Kto tam jest! Chłopiec podniósł się i postąpił dwa kroki naprzód. - Co tu robisz, chłopcze? - Spaceruję po lesie. - Sam? Nie boisz się? - Nie. - A ojciec ci pozwala tak samotnie łazić po lesie? - Pozwala. - I nie boi się, że stanie ci się coś złego? - On wie, że nic złego mi się nie stanie. - He, he. Optymista. Napijesz się? - Jeszcze nie czas. - A ja się napiję. Dla mnie zawsze jest już czas. Mężczyzna zrobił kilka tęgich łyków. - Co się tak gapisz? - Dlaczego pan jest nagi? - Jaki? - Nagi. Dlaczego nie ma pan ubrania? - Jak to nie mam ubrania? Co ty gadasz? - Jest pan nagi. - Ty, synek, dość żartów, bo nie mam nastroju. - Ale ja nie żartuję. Skąd wiedziałbym, że ma pan na lewym biodrze trzy pieprzyki ułożone w trójkąt? - Co!? Skąd to wiesz? Gadaj mi tu szybko, skąd to wiesz! - Widzę. - Gówniarzu, nie drażnij mnie. Włożę teraz rękę pod katanę, a ty mi powiesz, ile palców wyprostowałem. No? - Jeden. Kciuk. - A teraz? - Trzy. Kciuk, wskazujący i najmniejszy. - Cholera, jak ty to robisz? - Widzę i już. - Co jeszcze widzisz? - Wszystko. - O żesz ty... Mężczyzna szybkim ruchem zasłonił dłońmi podbrzusze . - Przebijasz wzrokiem moje ciuchy, i to firmowe ciuchy. Kim ty jesteś? Czarodziejem? - Nie, pan jest po prostu nagi. Tylko dlatego nie widzę pana ubrania. - Ale ja przecież mam ubranie! Te spodnie i ta katana kosztowały mnie ponad 500 złotych. Za buty dałem... a właśnie, buty widzisz? - Nie. Ale widzę, że dawno nie obcinał pan paznokci. - Nie, to jakaś paranoja! Może to sen? - Niech pan przyjrzy się swojemu ciału. Jest całe poranione i pogryzione przez komary. Gdyby miał pan ubranie, skąd wzięłyby się te rany? Mężczyzna wykonał ruch jakby zdejmował katanę. - Gdzie ty widzisz te rany? Nie ma żadnych ran! - Ja je widzę. Nie czuje pan bólu i swędzenia? - Ani trochę. Chyba jednak robisz mnie, chłopcze, w balona. - Nie, proszę pana, ja nie kłamię. Rany wyglądają bardzo źle. Niech pan się nie gniewa, ale jest pan strasznie brudny i może dojść do zakażenia. - Zupełnie nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Dziwne rzeczy opowiadasz i dziwne rzeczy się tu dzieją. - Mogę pana o coś spytać? - No. - Co pan robi w tym lesie? - Żyję tu. - Od dawna? - Od zawsze. - A gdzie pan mieszka? - Co, przecież ci nie podam mojego adresu, dobra? - Ale mniej więcej, w której części lasu? - Na ulicy Piłsudskiego. - Wie pan co? Niech mi pan poda rękę. Wyprowadzę pana z lasu. Pójdziemy do mojego domu. Ojciec da panu ubranie, poczęstuje pana najlepszym winem i wszystko będzie dobrze. - Chłopaku, co ty gadasz? Wyprowadzisz mnie z lasu? Przecież nawet głupek wie, że las nie ma końca, bo nie istnieje nic oprócz lasu. - Proszę pana, niech pan tylko idzie za mną. Zobaczy pan, że poza lasem będzie panu lepiej. Trzeba wyleczyć te rany. Wreszcie pan odpocznie. - Biedny chłopcze. Może ty i jesteś czarodziejem, ale wszystko ci się w tej głowie poprzestawiało. Powiedz mi, jak się nazywasz i gdzie mieszkasz, zaprowadzę cię do rodziców. Na pewno bardzo się o ciebie martwią. - Nie, nie. Ojciec wie, że tu jestem i wcale się o mnie nie martwi. Nie wierzy pan? Niech pan tylko pójdzie za mną, przekona się pan. To naprawdę niedaleko. Chcę panu pomóc. Mówiąc to chłopiec wyciągnął rękę w kierunku nagiego mężczyzny. Ten uchwycił ją, lecz zamiast podążyć za chłopcem, przyciągnął go do siebie, po czym złapał go tak, aby uniemożliwić mu ucieczkę. - Nie będę owijał w bawełnę, synku. Masz po prostu zajoba i trzeba ci pomóc. Rodzice nie powinni cię byli w ogóle wypuszczać z domu. Podasz mi teraz swoje nazwisko i adres. - Nie trafi pan pod ten adres. Zmierza pan donikąd. Ja jestem jedyną pana nadzieją. Inaczej umrze pan w tym lesie. - Dobra, mały psychopato. Jak nie chcesz podać nazwiska i adresu, to zaprowadzę cię na policję. Będą mieć rodzice kłopoty, ale sam tego chciałeś. Mężczyzna szarpnął chłopca, chcąc pociągnąć go za sobą, ale ten nie ruszył się ani na krok. Mężczyzna szarpnął ponownie, tym razem mocniej, ale znów bez rezultatu. Po kolejnej nieudanej próbie z jego ust posypały się pod adresem chłopca przekleństwa. Rzucając wyzwiskami używał całej swej mocy, ale chłopiec nadal stał niewzruszenie. Wtedy zaczął zadawać ciosy. Najpierw otwartą ręką, ale gdy i w ten sposób nie zdołał złamać oporu chłopca, wpadł w szał i zaczął uderzać pięściami. Potem kopał. Ocknął się z myślą, że zabił chorego umysłowo chłopca. Bał się spojrzeć w miejsce, gdzie rozegrał się dramat. Wiedział, że ujrzy zmasakrowane ciało chłopca. Wtulił twarz w leśną ściółkę i zaczął łkać. Po kilku minutach jego płacz przerodził się w skowyt. I spośród tego skowytu w pewnym momencie z jego gardła wydobył się okrzyk: - Chłopaczku, przebacz mi! Chłopaczku! Wówczas poczuł na ramieniu dotknięcie. "Czyżby to jakaś gałązka spadła z drzewa i uderzyła mnie w ramię?" - pomyślał. Bał się jednak otworzyć oczy. Wtedy znów poczuł dotknięcie, tym razem mocniejsze. Ktoś wyraźnie położył mu dłoń na ramieniu. Wciąż jednak bał się otworzyć oczy. - Nie bój się. Ten głos wstrząsnął nim do głębi. Był to głos chłopca. "To niemożliwe. Ja go zabiłem. Nie mógł przeżyć tylu ciosów. To tylko chłopiec". - Spójrz na mnie. Mężczyzna wiedział, że jest to nieuniknione. Musi na niego spojrzeć. Jeszcze chwila i już. Spoglądał nie niego osłupiałymi oczami, a chłopiec wyglądał dokładnie tak samo, jak wyglądał wówczas, gdy ujrzał go po raz pierwszy. Ani jednego sińca, ani jednego zadrapania. "To niemożliwe" - pomyślał. - Rozumiesz teraz? - chłopiec wypowiedział te słowa z czułym i przyjaznym uśmiechem. Mężczyzna spojrzał na niego oczami, w których zdawała się tlić iskierka zrozumienia. - Czy teraz pójdziesz za mną? - chłopiec wyciągnął rękę do mężczyzny. Ten chwycił ją mocno. Jednak tym razem nie przyciągnął chłopca do siebie. Tym razem poddał mu całą swą wolę i siłę. I poszli, nagi mężczyzna i chłopiec, do domu, który znajdował się poza lasem - do domu odpoczynku. j.
Technical Details
Message-ID:
<btafni$hhj$1@news.onet.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.rmf.pl!agh.edu.pl!news.agh.edu.pl!news.onet.pl!not-for-mailShow Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.rmf.pl!agh.edu.pl!news.agh.edu.pl!news.onet.pl!not-for-mail From: "j." <jakrzy@op.pl> Newsgroups: pl.hum.pisarstwo Subject: Mężczyzna i chłopiec Date: Mon, 5 Jan 2004 02:46:14 +0100 Organization: news.onet.pl Lines: 154 Sender: jakrzy@op.pl@pa69.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl Message-ID: <btafni$hhj$1@news.onet.pl> NNTP-Posting-Host: pa69.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl X-Trace: news.onet.pl 1073267250 17971 213.77.216.69 (5 Jan 2004 01:47:30 GMT) X-Complaints-To: abuse@onet.pl NNTP-Posting-Date: 5 Jan 2004 01:47:30 GMT X-Priority: 3 X-MSMail-Priority: Normal X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 5.50.4807.1700 X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V5.50.4807.1700 MIME-Version: 1.0 Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit