🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: pl.hum.pisarstwo
Article #339

Re: Dokad zmierza literatura?

#339
From: Marek Krukowski
Date: Mon, 02 Dec 2002 20:35
110 lines
7460 bytes
Mark Robert Falzmann wrote:

> Marek napisal:

> > A bo widzisz, taką sytuację ja właśnie nazywam szkodą. Bo 
> > Ty z jakiegoś względu wierzysz, że ilość pisania 
> > przejdzie w końcu w jakość, a ja jestem przekonany, że 
> > musi przejść w bełkot.

> Wybacz, ale przenosze to do nowego watku, bo...
> Cos mi tu sie nie klei.

> 1. Sugerujesz, ze ilosc publikowanych tekstow nie 
> gwarantuje jakosci - ten "belkot" brzmi jednoznacznie.
> Prosze, rozwin powyzsze.
> Podaj jakies fakty, dowody, liczby wspierajace Twoje 
> "przekonanie".

	Ciekawe jak wyobrażasz sobie wyrażanie jakości dzieł literackich w liczbach...
	Moje przekonanie wypływa z jedynej koncepcji znaczenia, jaką jestem w stanie
zaakceptować. Koncepcja ta - można by ją od biedy określić jako monistyczną -
w zarysie wygląda mniej więcej tak:
	- znaczeniem znaku jest jego kontekst
	- kontekstem znaku jest absolutnie wszystko, co nie jest tym znakiem
	- kontekst znaku jest uporządkowany wedle dwóch zasadniczych hierarchii:
przylegania i podobieństwa(co oznacza - z grubsza - że na znaczenie znaku
wpływają po pierwsze  jego bezpośrednie otoczenie, po drugie bezpośrednie
otoczenie znaków identycznych, po trzecie bezpośrednie otoczenie
bezpośredniego otoczenia, po czwarte bezpośrednie otoczenie znaków
identycznych ze znakami tworzącymi bezpośrednie otoczenie, po piąte
bezpośrednie otoczenie znaków najbardziej podobnych do znaku itd. do
nieskończoności, przy czym w wypadku znaku złożonego, jego najbardziej
bezpośrednim otoczeniem są jego części i ich zespoły)
	- poszczególne znaki - choć wszystkie odnoszą się do wszystkiego, czyli mają
to samo znaczenie , różnią się między sobą treścią, czyli tym w jaki sposób
poszczególne aspekty wszystkiego zostają w nich ukazane i na ile są widoczne.

	Pozwól, że pominę w tym miejscu wszystkie komplikacje wynikające dla
większości koncepcji znaczenia z faktu istnienia wielu ludzi, zaznaczając po
prostu, że odbiorca znaku jest też elementem kontekstu znaku, dla tego
poszczególne odczytania znaczenia mogą być różne i z powodzeniem możemy mówić
zarówno o znaczeniu znaku obejmującym wszystkie jego przejawy i wszystkich
jego odobiorców, wtym także, ewentualnie, odpbiorców potencjalnych, jak i o
różnych znaczeniach dla poszczególnych odbiorców.

	Niedogodnością tej koncepcji jest to, że nie nadaje się ona do definiowania
znaczenia poszczególnych znaków, w związku z czym nie może stać się raczej
podbudową teoretyczną dla twórców słowników. Jej zaletą fakt, że umożliwia
sformułowanie szczególnie prostej estetyki, głoszącej, że wartość dzieła
sztuki jest tym większa im mniejsza część jego znaczenia jest w nim zamazana
(znaczenia, czyli, przypominam, wszystkiego co nie jest nim, czyli praktycznie
rzecz biorąc absolutnie wszystkiego). Inaczej mówiąc na ile dokładnie odbija
ono owo wszystko. 
	Oczywiście odbijanie wszystkiego może odbywać się zarówno na zasadzie
najbardziej skrótowego ujęcia istoty, jak w dwóch opowiadaniach Borgesa z tomu
Księga piasku, w których cały świat odbijają - oczywiście niecytowane tam -
utwory składające się z jednego wersu (Zwierciadło i maska) czy jednego słowa
(UNDR), albo jak w mniejszym czy większym stopniu udało się w niektórych haiku
czy greckich epigramatach. Może też poprzez szczegółową i drobiazgową
rejestrację wszystkich aspektów rzeczywistości - metoda ta swój szczyt
artystyczny znalazła u swojego źródła, w Iliadzie Homera,a punkt kulminacyjny
jako źródło koncepcji w Rougon-Macquartach Zoli. I oczywiście na wiele
sposobów pośrednich.

	Najistotniejszym wnioskiem, płynącym z tej koncepcji, jest stwierdzenie, że
każdorazowe użycie znaku zmienia jego znaczenie - czyli sposób, w jaki odbija
on wszystkość (przepraszam za ten idiotyczny neologizm, ale wprowadzenie tu
jakiegoś świata uwikłałoby całą sprawę w nieistotne problemy ontologiczne).
Użycie znaku w nowym kontekście może poszerzyć jego znaczenie - dokładność czy
głębię odbicia, może też znaczenie rozbić, rozbijając spójność obrazu lub
kawałkując go. Wielokrotne powtarzanie znaków w zbliżonym kontekście stopniowo
pozbawia je treści - zacierając ich dalsze aspekty i ograniczając ich treść do
coraz to bliższych kręgów otoczenia, w końcu pozbawiając je treści całkowicie.
Zjawisko to - które nazwałem w swojej odpowiedzi na twoją skargę na mnie na
sffie inflacją semantyczną - jest stosunkowo dobrze rozpoznane w wypadku
komunalizacji metafor, jednak jak sądzę jest fundamentalną własnością znaków
jako takich, a zatem także konwencji, gatunków czy nawet rodzajów
artystycznych. Choć trzeba tu by jeszcze wprowadzić - istotny zwłaszcza dla
opisu indywidualnego odbiorcy - a nie pozostający bez wpływu na powszechne
stosowanie znaku, podział na znaki zastane (znaki ojców) i odkrywane (znaki
synów), ale nie jestem na tyle świadomy, by potrafić w sposób przystępny
zdefiniować różnicę między sposobami ich funkcjonowania.

To tyle tytułem wstępu. Dalsze szczegóły w miarę dociekliwości zainteresowanych.

>  Uzywasz "brudnych" chwytow, piszac, ze... Ja, z jakiegos 
> powodu wierze, iz 
> ilosc pisania przejdzie W_KONCU w jakosc.
> Wybacz, ale w swoim poscie, NIGDZIE nie napisalem czegos
> takiego.
> czyli Ty wkladasz w moje "usta" wlasne mysli, a to jest 
> "brudne" i nie godne.

> Tak nie wolno.

Nie wygłupiaj się. Piszesz w Usenecie od lat i nie była to, wyobraź sobie,
pierwsza twoja wypowiedź w tej kwestii jaką czytałem, tym bardziej że to twój
ulubiony - obok potrzeby budowania polskiego przemysłu kosmicznego - temat.
Nie opierałem się więc na tym poście, tylko streściłem swoje wrażenia z
wieloletnich lektur. Nie wiem co Ci się w tym streszczeniu nie podoba, ale
oczywiście godzę się na jakie zechcesz korekty. Jeżeli uważasz, że to zwrot "w
końcu" jest kamieniem obrazy, to śpieszę wyjaśnić, że zdecydowanie dodałem go
od siebie, ponieważ wedle mojego doświadczenia, żaden taki proces nie zachodzi
i jeśli miałby zajść, to dopiero w przyszłości. Jeśli zatem uważasz, że nie w
końcu, tylko od dawna i natychmiast, to przecież nic nie zmienia nadal się z
Tobą nie zgadzam. Jeżeli zaś chodzi Ci o to, co mogłaby sugerować lektura
niektórych dalszych fragmentów twojego postu, że żadna jakość nie jest ważna -
to nie zgadzam się jeszcze bardziej. 

Marek Krukowski
Technical Details
Message-ID: <3DEBC3F6.D0DDA5DB@use.pl>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.nask.pl!newsfeed.tpinternet.pl!news.tpi.pl!not-for-mail
References: <02120118283937@polnews.pl>

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.nask.pl!newsfeed.tpinternet.pl!news.tpi.pl!not-for-mail
From: Marek Krukowski <krukowski@use.pl>
Newsgroups: pl.hum.pisarstwo
Subject: Re: Dokad zmierza literatura?
Date: Mon, 02 Dec 2002 20:35:02 +0000
Organization: tp.internet - http://www.tpi.pl/
Lines: 110
Message-ID: <3DEBC3F6.D0DDA5DB@use.pl>
References: <02120118283937@polnews.pl>
Reply-To: krukowski@use.pl
NNTP-Posting-Host: pn121.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
Mime-Version: 1.0
X-Trace: news.tpi.pl 1038857688 23825 213.76.109.121 (2 Dec 2002 19:34:48 GMT)
X-Complaints-To: usenet@tpi.pl
NNTP-Posting-Date: Mon, 2 Dec 2002 19:34:48 +0000 (UTC)
X-Mailer: Mozilla 4.03 (Macintosh; I; PPC)
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit