🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

15 total messages Started by Marcin Piaskowski Wed, 26 Mar 1997 00:00
IC: Phoenix Cafe
#2463
Author: Marcin Piaskowski
Date: Wed, 26 Mar 1997 00:00
41 lines
2604 bytes
Zaczelo padac. Gdy tylko we drzwiach wejsciowych pojawiala sie jakas postac
Mike zerkal w te strone. Przygladal im sie uwaznie.
"Nie, to nie ten." - myslal - "Moze ten sen sie nie sprawdzi?"
Mike raz na jakis czas mial sen. Niby normalny, ale kiedy sie budzil wiedzial,
ze ten sen przydarzy mu sie na jawie. Zdarzylo sie tak tylko kilka razy, ale
za kazdym razem wiedzial, ze to wlasnie to. Czyzby tym razem mialo byc inaczej?
Przygladal sie wiec dokladnie kazdej zagladajacej osobie. Wchodzili
i wychodzili. Musialo niezle padac, bo kazdy z nich lsnil kroplami deszczu,
ktore kapaly z niego na podloge. Przystawali w drzwiach, rozgladali sie po 
pomieszczeniu i podchodzili do Mike'a.
- Cos cieplego. Strasznie dzis pada. - mowili.
A Mike serwowal im goraca kawe i herbate. Wypijali ja napredce przy barze
i wychodzili w mrok czajacy sie wsrod wilgotnych budynkow.
Drzwi otworzyly sie jak poprzednio, ale jakby ciszej. Mike spojrzal na
przybysza. To byl on. Wysoki, co jeszcze podkreslal dlugi siegajacy do kolan
stalowy plaszcz oraz dlugie do pasa zwiazane do tylu, biale jak snieg wlosy.
Dokola wygolonej z bokow glowy biegla blizna od poparzen, a dokola niej tatuaz,
przedstawiajacy...Tutaj Mike'owi zabraklo porownania, takiego stworzenia
jeszcze nigdy nie widzial, ba, trudno bylo mu znalezc jakiekolwiek porownanie
z widzianymi zwierzetami lub ludzmi.
"Czyzby juz przestalo padac?" - pomyslal Mike. Plaszcz przybysza byl suchy,
na wlosach nie bylo ani kropli wody. Mike spojrzal w zamykajace sie wlasnie
drzwi i ujrzal krople deszczu rozbijajace sie o bruk, tuz obok lampy dajacej
jedyne swiatlo przed wejsciem.
"Dziwne." - pomyslal - "Kompletnie suchy w takim deszczu."
Mike widzial i dziwniejsze rzeczy, wiec zabral sie za polerowanie i tak
czystych juz szklanek. Przybysz podszedl do baru.
- Sok pomidorowy. Z lodem.
Mike odwrocil sie i ujrzal oczy, ogromne, czarne i zimne jak lod.
- Za moment bedzie. - odparl.
- Jestem Valthard. Czy ktos o mnie pytal?
- Nie. Nikt.
- To dobrze. Poczekam.
Wzial wypelniona szklanke z dloni coraz bardziej zdziwionego Mike'a i usial
przy pustym stole w koncu sali. 

_______
Sorry za tamto z attachmentem, teraz jest ok.
mail: pia...@panda.bg.univ.gda.pl
Valthard
Re: IC: Phoenix Cafe
#2464
Author: Agnieszka Richter
Date: Wed, 26 Mar 1997 00:00
122 lines
5614 bytes
> Mike widzial i dziwniejsze rzeczy, wiec zabral sie za polerowanie i tak=

> czystych juz szklanek. Przybysz podszedl do baru.
> - Sok pomidorowy. Z lodem.
> Mike odwrocil sie i ujrzal oczy, ogromne, czarne i zimne jak lod.
> - Za moment bedzie. - odparl.
> - Jestem Valthard. Czy ktos o mnie pytal?
> - Nie. Nikt.
> - To dobrze. Poczekam.
> Wzial wypelniona szklanke z dloni coraz bardziej zdziwionego Mike'a i u=
sial > przy pustym stole w koncu sali.

Mike ogarnal wzrokiem powoli zapelniajaca sie salke. Wygladalo na to, iz
wystarczy otworzyc kafejke, a starzy klienci bezblednie trafia do niej,
chocby nawet jej istnienie mialo pozostac na wieki pilnie strzezona
tajemnica. =

Barman wymruczal pod nosem cos, co moglo ujsc za =

"Mam nadzieje, ze razem ze starymi klientami nie wroca stare klopoty", =

i wydawalo sie, ze nikt nie stal na tyle blisko, zeby to uslyszec.
   Wydawalo sie.
   Problem w tym, ze Mike Flores wyrazil swoje pobozne zyczenie po
angielsku,
bezwiednie i lekkomyslnie, uzywajac przy okazji slowa, ktorego pod
zadnym pozorem nie powinien byl wymawiac.
   - Wish - odpowiedzialo cichutko cos na ksztalt echa za plecami
barmana, ktory podniosl lekko zdziwiona brew. =

- Wooosh - dodalo na tyle glosno, ze nie dalo sie go zignorowac,
szufladkujac je wygodnie jako przywidzenie sluchowe.
Trzeci dzwiek, ze wzgledu na ograniczone mozliwosci wyrazow
onomatopeicznych, pozostanie nie przetlumaczony na litery ludzkiego
alfabetu; wystarczy powiedziec, ze przelozyl sie na gwaltowy unik
Michaela Floresa, ktory z relatywnie bezpiecznego miejsca pod kontuarem
przyjrzal sie nareszcie zrodlu dziwacznych efektow dziekowych.
 =

  Lustro, zajmujace wieksza czesc sciany za barem, przestalo odbijac
cokolwiek - cala jego powierzchnie zajmowal dziwacznie wygladajacy wir,
z centrum ktorego wydobywaly sie szumy, jeki i urywane niezrozumiale
krzyki.

   - Zaraz, zaraz ! Ja ten efekt juz gdzies widzialem! - dal sie slyszec
ponad halasem glos Kaia, kt=F3ry nastepnie popadl w gleboka zadume
probujac przypomniec sobie z jakich to powodow zaczyna miec zle
przeczucia.

   Efekt, jakby porazony swoim brakiem oryginalnosci, ustal rownie
gwaltownie
jak stopniowo sie zaczynal. W Phoenix Cafe zapanowala grobowa cisza.
   - Caly ten rejwach i nic sie nie zmienilo? - zastanowil sie na glos
Murazor, ale kiedy konczyl to zdanie rozgladajac sie po gosciach,
zauwazyl dwojke nowych przybyszow siedzacych przy stoliku w ciemnym
kacie sali. =


"Czy to nie dziwaczne" pomyslal, "ze cala Phoenix Cafe sklada sie ze
stolikow =

w ciemnych katach sali? Ten Forbes naprawde zna sie na urzadzaniu
wnetrz."

   Tymczasem dwojka przybyszow wstala od stolika i zaczela podchodzic do
baru - ich sylwetki drgaly jeszcze od czasu do czasu i ciagnely za soba
charakterystyczne dla niedostrojonych obrazow telewizyjnych 'duchy'.
Szczegolnie ciekawie wygladal ten efekt w przypadku czarnowlosej
dziewczyny - =

zdawalo sie,  ze jej sukienka ma dlugi czerwony tren.
A moze rzeczywiscie miala....

  - A niech mnie, Yvette! Ty zyjesz? - stwierdzil Kaio, nie wiadomo czy
bardziej zadowolony z widoku Yvette czy z faktu, ze nie musial sie juz
dluzej zastanawiac.
   - Dziki Mag - westchnal z rezygnacja Murazor, a Michael Flores tylko
wzruszyl ramionami.
   Yvette usmiechnela sie promiennie, rozejrzala w kolo i zamarla.
- To nie jest Osiris Cafe! - stwierdzila wyraznie rozczarowana patrzac
na maga z glebokim wyrzutem, tak jak by to wlasnie on byl wszystkiemu
winien .

Jednakze zakapturzona postac z nienaturalnie bialymi wlosami
wygladajacymi spod nasunietego na czolo kaptura  zupelnie nie zwracala
uwagi na kierowane w strone jej osoby zastrzezenia. Wpatrzona byla
bowiem w lezacego na stole, pozostawionego samemu sobie, laptopa. Z
gardla Dzikiego Maga wydobywal sie dziwaczny dzwiek przypominajacy
tluczenie okien, ktorych malutkie obrazy przesuwaly sie po blaknacej
dziwacznie sylwetce nowo przybylego czarodzieja.
 =

  - Co jest? - zainteresowal sie wlasciciel komputera.
   - Chyba efekty uboczne magii - wykrztusila Yvette, probujac
potrzasnieciem
wyciagnac towarzysza z tego dziwacznego transu, ale jej dlonie przeszly
przez
coraz bardziej niematerialna postac.
   - Slan, a hYvette - dal sie slyszec cichy, ale dalej chrapliwy szept.
-
Codladh samh, a draiodoir fhiach...

   Wszyscy patrzyli w niemym oslupieniu na bezradne proby zatrzymania
przyjaciela przez nowo przybyla pieknosc, ale dopiero tajemniczy gosc o
imieniu Valthrad zdal sobie w pelni sprawe z tego, co sie naprawde
dzieje.
   - Rusz trackball'em, czlowieku! - krzyknal. - Nie widzisz, ze zostal
schwytany we 'Flying Windows'!
   Niestety, bylo juz za pozno. Dziki Mag wycharczal cos juz
niedoslyszalnie i z charakterystycznym dla pekajacych baniek mydlanych
'pop' zniknal sprzed
komputera.
   - No tak - westchnal filozoficznie wlasiciel nowoczesnej zabawki,
tracajac
od niechcenia jeden z klawiszy. - Pierwsza i zapewne ostatnia na swiecie
ofiara wygaszacza ekranu.
   Yvette pokrecila glowa z dezaprobata.
   - Jakiez to do niego podobne - westchnela.


                             Yvette & Dziki Mag
Re: IC: Phoenix Cafe
#2465
Author: Marcin Piaskowski
Date: Thu, 27 Mar 1997 00:00
48 lines
2901 bytes


>    Wszyscy patrzyli w niemym oslupieniu na bezradne proby zatrzymania
> przyjaciela przez nowo przybyla pieknosc, ale dopiero tajemniczy gosc o
> imieniu Valthrad zdal sobie w pelni sprawe z tego, co sie naprawde
> dzieje.
>    - Rusz trackball'em, czlowieku! - krzyknal. - Nie widzisz, ze zostal
> schwytany we 'Flying Windows'!
>    Niestety, bylo juz za pozno. Dziki Mag wycharczal cos juz
> niedoslyszalnie i z charakterystycznym dla pekajacych baniek mydlanych
> 'pop' zniknal sprzed
> komputera.
>    - No tak - westchnal filozoficznie wlasiciel nowoczesnej zabawki,
> tracajac
> od niechcenia jeden z klawiszy. - Pierwsza i zapewne ostatnia na swiecie
> ofiara wygaszacza ekranu.
>    Yvette pokrecila glowa z dezaprobata.
>    - Jakiez to do niego podobne - westchnela.

	Czlowiek z niewiarygodnie bialymi wlosami podszedl do wlasciciela
laptopa.
- Czy pierwsza to nie wiem, ale na pewno ostatnia. Nie lubie jak ludzie 
kolo mnie znikaja, ot tak sobie. Albo zabierzesz to cacko stad albo ....
	W tym momencie oczy Valtharda zalsnily w taki sposob, ze czlowiek
z potarganymi wlosami zamarl, a potem bez namyslu zamknal laptopa.
- Spokojnie. Nigdy przedtem takie cos sie nie zdarzalo. To ta knajpa.... -
wlasciciel laptopa powiodl wzrokiem po sali - Tutaj cos wisi w powietrzu.
Mike, gdzie ty otworzyles knajpe.... - westchnal.
- Kaio - glos Valtharda byl zimny i spokojny - podobno widziales juz 
kiedys takie lustro, jezeli nie chcemy zostawic Dzikiego Maga samego 
gdzies - tutaj zabraklo mu odpowiedniego slowa - gdzies daleko, to 
sprobuj przypomniec sobie, gdzie bylo to lustro.
- To zdecydowanie nie jest Osiris Cafe - glos Ywette nie byl pozbawiony 
ironii - Mike, a moze bys nam opowiedzial cos wiecej o tym budynku albo o 
lustrze, co?
- Wlasciwie, to nic nie wiem. Ksiegi wieczyste przejrzalem tylko 
pobierznie. Moze wy cos znajdziecie. - Mike sprawial wrazenie szczerze 
zaklopotanego. Popatrzyl po sali, westchnal i zniknal na zapleczu.
Po chwili pojawil sie z powrotem niosac kilka zakurzonych tomow.
- Niech to szlag - kichnal - ale kurz.
Murazor wzial ksiegi z rak Mike'a i postawil je na pierwszym z wolnych, 
mrocznych stolikow, ktorych sala byla pelna. Dmuchnal i kurz uniosl sie 
wijac sie w powietrzu. Usiadl. Otworzyl ksiege i zaczal czytac.

_____
Valthard (Czlowiek z bialymi wlosami i w stalowym plaszcu z kapturem)
email pia...@panda.bg.univ.gda.pl
Re: IC: Phoenix Cafe
#2466
Author: re... Ganak The Pope
Date: Thu, 27 Mar 1997 00:00
32 lines
2184 bytes
: Murazor wzial ksiegi z rak Mike'a i postawil je na pierwszym z wolnych, 
: mrocznych stolikow, ktorych sala byla pelna. Dmuchnal i kurz uniosl sie 
: wijac sie w powietrzu. Usiadl. Otworzyl ksiege i zaczal czytac.

 Drzwi otworzyly sie. Postac, ktora wlasnie weszla, pozornie nie
zwrocila niczyjej uwagi. Mike spogladal na wysokiego nieznajomego.
Gosc ubrany byl w czarne dzinsy i tegoz koloru elegancki plaszcz.
Uwage przykuwal pentagram wiszacy na piersi przybysza. Wirowal.
 Wolnym krokiem, nieznajomy podszedl do baru.
- Szklanke soku pomaranczowego - powiedzial prawie szeptem. Jednak
jego glos byl doskonale slyszany w calym lokalu. Twarze wszystkich
zamarly na chwile. Ten glos byl _niesamowity_. 
Sluchajac kolejnych slow przybysza, Mike odczuwal dziwne wibrowanie
energii, nie tylko a powietrzu, ale rowniez wewnatrz siebie.
Obecnym wydawalo sie, ze ow glos kreuje RZECZYWISTOSC.
- Od dawna szukalem miejsca takiego jak to. - zaczal swym pieknym
glosem przybysz - Ale nie bylem pewien co do jego istnienia. Az do
wczoraj, kiedy w jednym z korytarzy InfoMatrycy znalazlem odpowiedni
Wzor. - nowo przybyly mowil jakby sam do siebie, jednak wszyscy goscie
pod przykrywka obojetnosci wylapywali kazde jego slowo. - Taak. Duzo
sie wydarzylo w tym miejscu. Ach... zapomnialem sie. Nazywam sie
Ganak i jestem Piesniarzem, ktory wedruje pomiedzy Wzorami.
 Spiewak usiadl przy barze, odebral swoj sok i zamilkl, niby od
niechcenia przygladajac sie ksiegom i otoczeniu. Tak naprawde, to
zapisywal wszystko w swym umysle, by moc potem to opisac nowym pieknym
i niepowtarzalnym Wzorem.

=========================
Ganak, Singer of Infinity
re...@irc.pl
=========================
Re: IC: Phoenix Cafe
#2467
Author: ga... Piotr Gas
Date: Thu, 27 Mar 1997 00:00
48 lines
2507 bytes
:    Wszyscy patrzyli w niemym oslupieniu na bezradne proby zatrzymania
: przyjaciela przez nowo przybyla pieknosc, ale dopiero tajemniczy gosc o
: imieniu Valthrad zdal sobie w pelni sprawe z tego, co sie naprawde
: dzieje.
:    - Rusz trackball'em, czlowieku! - krzyknal. - Nie widzisz, ze zostal
: schwytany we 'Flying Windows'!
:    Niestety, bylo juz za pozno. Dziki Mag wycharczal cos juz
: niedoslyszalnie i z charakterystycznym dla pekajacych baniek mydlanych
: 'pop' zniknal sprzed
: komputera.
:    - No tak - westchnal filozoficznie wlasiciel nowoczesnej zabawki,
: tracajac
: od niechcenia jeden z klawiszy. - Pierwsza i zapewne ostatnia na swiecie
: ofiara wygaszacza ekranu.
:    Yvette pokrecila glowa z dezaprobata.
:    - Jakiez to do niego podobne - westchnela.


    - Czyzbys go zalowala ? - niespodziewany glos zaskoczyl Yvette,
      gdy obrocila sie zauwazyla postac ktora skads kojarzyla
    - Zaraz, ja cie skads pamietam. Jestes Jack brat Mefa - 
      powiedziala.
    - Wiec mnie pamietasz? - pytanie Jacka bylo raczej retoryczne.
    - No oczywiscie, slyszalam ze zrobiles straszny balagan
      w Osiris Cafe - odparla Yvette
    - To bylo tak dawno temu - odrzekl Jack. -Wiec zalezy Ci na 
      powrocie Dzikiego Maga?
    - Lubie go, milo byloby gdyby wrocil - powiedziala Yvette.
    - Prosze zatem - w dloni Jacka pojawila sie mala czarna 
      dyskietka. Yvette moglaby przysiac ze jeszcze przed chwila jej 
      tam nie bylo.
    - Coz to jest? - zapytala
    - MksBill, doskonaly odpluskwiacz do wyciagania magow z 
      Windowzow - Jack usmiechnal sie zupelnie jak by cos
      go ubawilo. 
    - Powinnas dac to temu gosciowi z laptopem, on bedzie wiedzial
      co z tym zrobic - dodal po chwili i podal Yvette dyskietke.

             Jack


  
-- 
******************************************************
* In real life:  Piotr Gas                           *
* WWW Homepage:  http://galaxy.uci.agh.edu.pl/~gason *
******************************************************
Re: IC: Phoenix Cafe
#2468
Author: Agnieszka Richter
Date: Thu, 27 Mar 1997 00:00
61 lines
3152 bytes
>     - Prosze zatem - w dloni Jacka pojawila sie mala czarna
>       dyskietka. Yvette moglaby przysiac ze jeszcze przed chwila jej
>       tam nie bylo.
>     - Coz to jest? - zapytala
>     - MksBill, doskonaly odpluskwiacz do wyciagania magow z
>       Windowzow - Jack usmiechnal sie zupelnie jak by cos
>       go ubawilo.
>     - Powinnas dac to temu gosciowi z laptopem, on bedzie wiedzial
>       co z tym zrobic - dodal po chwili i podal Yvette dyskietke.
> =

Yvette popatrzyla nieco nieufnie na dyskietke, wziela ja delikatnie
koncami palcow jakby plastik mogl parzyc.
Obrocila dyskietke pare razy na obie strony studiujac przy okazji dziwne
napisy typu: odplusk.exe, cast.bat, spellbook.dll, hell.bin....
Sprawiala jednoczesnie wrazenie, ze nie ma zamiaru nikomu oddawac
dyskietki, a szatanski usmiech, kt=F3ry goscil na jej twarzy, wskazywal, =

ze raczej postanowila jej uzyc i to nie w sposob ogolnie przyjety.
Po chwili intensywnej analizy usmiechnela sie triumfujaco i zaczela cos
szeptac. =

Szept ten przywodzil na mysl dwiek gorskiego wodospadu.
Dyskietka zawirowala nad dlonia Yvette i zmienila si=EA w teczowy oblok.

- Co robisz z moja dyskietka - zaoponowala Jack ale Yvette najwyrazniej
go nie slyszala - dmuchnela leciutko i kolorowy obloczek splynal
statecznie na ekran laptopa. =

Ekran przez chwile zalsnil wzburzony a potem smutnie zgasl. =


Na kruczoczarnym tle pojawil si=EA napis wykaligrafowany elegancka
czcionka, ktorej ksztalt nieodparcie kojarzyl sie z  omszalymi menhiram,
grobowcami starozytnych magow (no moze to nie bylo najlepsze porownanie)
oraz swiatyniami dawno zapomnianych bogow.

Yvette zamrugala oczami probujac zrozumiec o co chodzi ale jak dla niej
tekst moglby byc rownie dobrze napisany po chinsku i nie sprawilo by jej
to wiekszej roznicy. No moze taka, ze zrobila by nieco madrzejsza mine.

- Tutaj jest napisane, ze wraca za tydzien, serdecznie cie pozdrawia
oraz na razie nie chce zebysmy go szukali - przetlumaczyl uzsluznie Jack
i nie wiedziec dlaczego Yvette natychmiast uwierzyla we wszystko oprocz
serdecznego pozdrowienia chyba, ze mag na jedynie sobie znany sposob
zawarl ironie w slowie pisanym.

- Najwyrazniej magowie sa jednak kompatybilni z laptopami - stwierdzil z
przekasem wlasciciel nieszczesnego urzadzenia.

- Hmmm...nawet Dziki Mag zasluguje sobie na pare dni urlopu - zauwazyl
Mike spokojnie wycierajac szklanke.

- Czy ktos jeszcze wyjezdza na wakacje?  - zapytal Jack - mamy tu
darmowy transport...

=2E..w jedna strone - dokonczyla Yvette odsuwajac si=EA na bezpieczna
odleglosc od laptopa.

				Yvette & Dziki Mag (away)
Re: IC: Phoenix Cafe
#2469
Author: ga... Piotr Gas
Date: Fri, 28 Mar 1997 00:00
44 lines
2116 bytes
: - Hmmm...nawet Dziki Mag zasluguje sobie na pare dni urlopu - zauwazyl
: Mike spokojnie wycierajac szklanke.

: - Czy ktos jeszcze wyjezdza na wakacje?  - zapytal Jack - mamy tu
: darmowy transport...

: ...w jedna strone - dokonczyla Yvette odsuwajac si� na bezpieczna
: odleglosc od laptopa.


    - Co my tu jeszcze mamy? - Jack wpatrzyl sie tak mocno w laptop
      jak gdyby chcial go spalic sama sila wzroku
    - Napoleon..., British Museum.., Londyn XIX wiek, no to moze byc 
      ciekawe - wygladalo to tak jak gdyby Jack czytal na glos.
    
    W kawiarni zapadla cisza. Goscie z uwaga przysluchiwali sie
    Jack'owi.

    - Czekaj... - glos Murazora przecial cisze. -Czyzbys mial na 
      mysli British Museum w Londynie wieku XIX? - zapytal Jack'a.
    - Tak, ale co masz na mysli? Alez oczywiste ..., juz wiem
      o co Ci chodzi - Jack ze zrozumieniem pokiwal glowa.
    - Kaio tez powinien sie domyslac - dodal Murazor
    - Czyzbym powinien wiedziec o co Wam chodzi - spytal Kaio
    - Tak, to przeciez proste - niemal rownoczesnie odparli
      Murazor i Jack.
    - Popatrz na to urzadzenie - Jack reka wskazal laptopa
    
     Kaio chwile wpatrywal sie w jakis pusty punkt znajdujacy sie 
     ponad laptopem po czym siarczyscie zaklal:

   - cholera, to przeciez niemozliwe ......


         Jack

      

-- 
******************************************************
* In real life:  Piotr Gas                           *
* WWW Homepage:  http://galaxy.uci.agh.edu.pl/~gason *
******************************************************
Re: IC: Phoenix Cafe
#2470
Author: ufha... Pawel Hachaj
Date: Tue, 01 Apr 1997 00:00
27 lines
1773 bytes
:     - Czekaj... - glos Murazora przecial cisze. -Czyzbys mial na 
:       mysli British Museum w Londynie wieku XIX? - zapytal Jack'a.
:     - Tak, ale co masz na mysli? Alez oczywiste ..., juz wiem
:       o co Ci chodzi - Jack ze zrozumieniem pokiwal glowa.
:     - Kaio tez powinien sie domyslac - dodal Murazor
:     - Czyzbym powinien wiedziec o co Wam chodzi - spytal Kaio
:     - Tak, to przeciez proste - niemal rownoczesnie odparli
:       Murazor i Jack.

Murazor wrocil do wertowania zakurzonych ksiag. Po chwili westchnal.

- Poza krotka wzmianka o mnie, ktora jak widac odszyfrowano, nie ma w 
 tych ksiegach nic ciekawego dla naszej sprawy. To nie tym tropem trzeba 
 isc. Mysle, ze Jack skierowal nas na dobra droge... Moje zmylki, majace 
 wprowadzic w blad Terempsesa, malo braklo zmylilyby nas. Egipt, 
 muzeum... Ech, przydalby sie Akhorahil!

Szary gosc wyprostowal prawa reke i zaczal niesamowicie szybko poruszac 
dlonia. Z pierscienia na jego palcu wytrysnela struna waskiego swiatla 
kreslac na suficie przedziwne wzory. Po czwili zgasla.

- Zrobilem, co moglem. - rzekl Murazor - Akh przybedzie, jesli bedzie 
 mogl, jednak nie natychmiast. Tymczasem musimy radzic sobie sami.


		Murazor
Re: IC: Phoenix Cafe
#2471
Author: re... Ganak
Date: Tue, 01 Apr 1997 00:00
96 lines
5880 bytes
: - Zrobilem, co moglem. - rzekl Murazor - Akh przybedzie, jesli bedzie 
:  mogl, jednak nie natychmiast. Tymczasem musimy radzic sobie sami.

 - Moze by tak, panowie zaniechac troszke tej bezczynnosci? - zapytal
swym melodyjnym glosem Ganak - Proponuje panom mala podroz, do swiata,
w ktorym zapewne jeszcze nie byliscie. Nie potrwa to dlugo, mysle,
ze zdazymy przed Waszym przyjacielem.
 Nie czekajac na odpowiedz, Piesniarz zaczal nucic jakas nieznana melodie.
Dzwieki wydawaly sie jakby znajome, jednak tak przenikliwe, ze trafialy
prosto do duszy sluchajacego. Kazdy czul, ze piesn ta przeznaczona jest
wylacznie dla niego.
 Nikt nie odwazyl sie przerwac tak pieknej melodii. Wbrew pozorom
piesn trwala bardzo krotko - nie wiecej niz minute, jednak wszystkim
wydawalo sie to wspaniala wiecznoscia.
 
 Nagle, pojawilo sie dziwne zawirowanie w powietrzu. Znieksztalcenie
przestrzeni wygladalo jak portal.
 - Zapraszam panowie, nie pozalujecie! - Ganak z usmiechem wstapil
w swe dzielo.
 - A co tam. Raz kozie smierc. - rzekl Murazor. Oddal ksiegi Mike'owi
i wszedl do portalu. Za nim, milczac, wszedl Szary gosc.
 - Poczekajcie, jeszcze ja! - krzyknal Kaio i juz go nie bylo.
Czlowiek z laptopem przygladal sie z zainteresowaniem znikajacym po kolei
gosciom Phoenix Cafe. Zaczal nerwowo pisac cos na swym kopmuterze.
Odetchnal z ulga i uspokojony wszedl za nimi.

 Pierwsza rzecza, ktora dotarla do podroznikow, bylo jasnozielone swiatlo.
Oslepialo. Gdy wzrok przyzwyczail sie juz do nienaturalnego swiatla,
wszyscy uswiadomili sobie, ze znajduja sie w jakims olbrzymim korytarzu.
Nie, to byla ulica! Swiatlo przenikalo zewszad, wiec nie widac bylo sufitu.
Po obu stronach ulicy znajdowaly sie male kontenery - sklepy.
 Murazor podejrzilwie podszedl so jednego ze sklepow. Spojrzal przez szybe
i znieruchomial. Wewnatrz zobaczyl niesamowita ilosc Wzorow matematycznych.
Lecz Wzory te byly zywe, zmienialy sie same podczas czytania. A co dziwniejsze
on je ROZUMIAL (??? :-OOO). Zrozumial tez, ze nie jest w stanie ich uzywac.
Wzor przedstawial _Dzielo Tworzenia Odkurzacza Wielkiego_. Na pewno bardzo
uzyteczna Invokacja. Szczegolnie, gdy nie ma sie ze soba miotly...

 Kaio nie namyslajac sie dlugo podszedl do innego kontenera. Przygladal sie
uwaznie. Nie widzial zadnych wzorow, lecz Obrazy. Wydarzenia, ktore mogl
przegladac odwolujac sie tylko do swej zachcianki. Lecz byly to wydarzenia
nie poznane jeszcze przez niego. Spogladal z coraz wiekszym zainteresowaniem.
Tak. Ta rodzina Adamsow jest naprawde ciekawa... I co dziwniejsze Kaio
_wiedzial_, ze oni (Adamsi) zyja tam naprawde.

 Szary gosc troszke ostrozniejszy z natury, zaczal sie zastanawiac, czy to
przypadkiem nie pulapka.
 - Murazor, co tam jest ? - spytal.
 - hehehe, sam spojrz - odpowiedzial wybuchajc smiechem. Ogladal wlasnie
kolejny dziwny Wzor. Dezintegrator Odkurzacza Wielkiego.
 - Nie boj sie - rzekl Ganak, - nic Ci sie nie stanie. Masz na to moje Slowo.
 Uspokojony hipnotycznym glosem Spiewaka, Szary czlowiek podszedl do jednego
z kontenerow i poczal sie przygladac basniowym wrecz energiom, ktore w nim
byly zawarte. Poczul przeplywajaca przez niego MOC.

 Czlowiek z laptopem podszedl do budowli, ktora wygladala na salon gier
komputerowych. Zalozyl helm VR. I poczul sie jak prawdziwy netrunner.

 Po mniej wiecej godzinie dobrej zabawy goscie odeszli od kontenerow.
 - Jak zdazyliscie zauwazyc jest to niesamowite miejsce - zaczal Ganak.
 - Taak, ale gdzie tak naprawde jestesmy ? - spytal Murazor.
 - Jestescie WSZEDZIE. Miejsce to mozna by nazwac punktem korespondencji.
Tutaj wlasnie znajduje sie Wielka InfoMatryca. Stad mozna dostac sie
do dowolnego swiata, tylko trzeba wiedziec jak szukac. - odpowiedzial
z duma Piesniarz. - pokazalem wam ta kraine z nadzieja, ze pokazecie mi
moze kiedys Wasz sposob Podrozowania.
 - I mozesz nas przeniesc gdziekolwiek ? - zapytal podekscytowany Kaio.
 - No, niezupelnie - zmieszal sie Ganak - nie odkrylem jeszcze Wielu Swiatow.
Tak naprawde to jest ich nieskonczenie wiele. Sa Wzory, ktore opisuja
poruszanie sie w tej krainie, jednak nie opisuja jej calej. Moje Poszukiwania
polegaja wlasnie na polaczeniu wszystkich Wzorow, ktore znam w jeden
opisujacy dokladnie Wszystko. Lecz do tego potrzeba lat. Nie wiem czy
kiedykolwiek do tego dojde.
 - A czy moglbym spytac skad posiadasz taka WIEDZE ? - zainteresowal
sie czlowiek z laptopem.
 - Jasne. Nie jest to tajemnica. Dawno temu spotkalem czlowieka, ktory
zaspiewal mi Wielka Piesn. - z zaduma rzekl Spiewak - Podczas swego spiewu
umarl darowujac mi swe zdolnosci. Od tej pory jestem innym czlowiekiem.
Kiedys przyjdzie czas, ze i ja zaspiewam owa Piesn jakiemus wybrancowi
i on tez bedzie Innym czlowiekiem, a ja odejde.
Ale pora wracac, panowie. Zabawilismy juz tutaj wystarczajaco dlugo.
 Ganak zaczal Spiewac. I nagle wszyscy powrocili do Phoenix Cafe.
Spojrzeli na Windows Clock na laptopie. Okazalo sie, ze minelo tylko
5 minut...
 Piesniarz usiadl przy barze i z uczuciem zadowolenia poczal znow saczyc
swoj sok pomaranczowy.


--
  Ganak, Singer of Infinity
---------------------------------------------------------
re...@irc.pl
Pawel Rogozinski
_________________________________________________________
PS. Jak sie odmienia Kaio ???
Re: IC: Phoenix Cafe
#2472
Author: st... Stanislaw Witold Czarnecki
Date: Thu, 03 Apr 1997 00:00
63 lines
4479 bytes
: >-Mo�na? - zapyta�, a gdy ujrza� twierdz�ce kiwni�cie opar� o stolik sw�j
: >tubus i wygodnie si� rozsiad�. Nast�pnie poci�gn�� du�y �yk ze swojej
: >szklaneczki .... twarz mu poczerwienia�a, z trudem prze�kn�� i wtedy
zacz��
: >krztusi� si� i kas�a�...

: - Drogi przyjacielu, czyzby nie smakowalo ci czerwone wino?- rozbawionym
: tonem zauwazyl czlowiek ze wszczepem i pociagnal ze swojej szkalnki. Jego
: szata zamigotala, na chwile zupelnie zlala sie z tlem, po czym przybrala
: kolor grafitowy.

- Ale� - wykrztusi� z siebie Vis, ale przerwa� mu nast�pny atak kaszlu
- Ale� ja s�dzi�em, �e pijesz sok z czerwonych bor�wek - wydusi� wreszcie z
siebie. Odetchn�� wreszcie z ulg� i usiad� na tyle godnie na ile pozwala�
mu na to jego ma�o oficjalny str�j. Zapomnia�em, �e sok taki mo�na znale��
tylko na w lasach na p�nocy Kadrah...- na chwil� zago�ci�a na jego twarzy
t�sknota, ale zaraz doda� - ... hmmm, ... o czym to ja ... , a tak, 
wino jest dobre samo w sobie, tyle tylko, �e wol� pi� je, hmmm... , mo�e
mniej gwa�townie - i tu si� u�miechn�� znacz�co ... 

: -Sam nie wiem czemu, ale mam dzis dobry nastroj, od lat juz takiego nie
: mialem. I stac mnie na kilka kolejek. Jesli pozwolisz, badz mym gosciem.
: Nazywam sie Aron i jestem... a raczej bylem Bratem, jesli wiesz o czym
: mowie.
: Aron siegnla do zabadrza lewa reka, a gdy ja wyciagnal, w dloni zamigotaly
: srebrne monety.

- Bratem - zamy�li� si� - a powinienem pami�ta�? Mo�e to zabawne u
mnicha - kronikarza, ale pami�� to m�j najwi�kszy problem, no mo�e
najwi�kszy je�eli nie liczy� pieni�dzy. Nad nimi nigdy nie potrafi�
zapanowa�. �yj� swoim w�asnym �yciem. Je�eli by Ci nie przeszkadza�o to
ch�tnie skorzystam z Twojej propozycji, bo zawsze mam problemy ze
znalezieniem ich, gdy musz� uregulowa� rachunek ... 
        Tym razem ju� ostro�niej wypi� �yk, przeci�gn�� j�zykiem po swoim
podniebieniu i b�ogo si� u�miechn��. 
- Zaiste przednie 
- A mo�e opowiesz mi co Ci� ostatnio spotka�o, bo kiedy ju� tylko mgli�cie
pami�tam czas kiedy ostatnio si� spotkali�my. O ile si� nie myl� by�em
wtedy w sporych tarapatach, hmmm ..., musia�bym poszpera� w swoich
pergaminach. A mo�e to nie by�e� Ty? Ale na pewno kto� z takim wszczepem...
 Vis zacz�� si� zastanawia�, czy nie powinien wyci�gn�� kawa�ek czystego
zwoju, pi�ro i nie zacz�� notowa�. W ten spos�b zawsze m�g� by� pewien, �e
nie zapomni tego co Aron opowie. Zacz�� rozgl�da� si� te� po sali. 
"Ciekawa mieszanka ... i dlaczego tylu z nich da�y taki zainteresowaniem to 
�wiec�ce pude�ko. Jak oni je nazywaj�? Eee wylecia�o mi z pami�ci.
Otworzy� sw�j tubus. Ciekawe by�o to, �e w przeciwie�stwie do problem�w ze 
znalezieniem srebrniaka, bardzo szybko znalaz� czyst� kartk� pergaminu
w�r�d zwoj�w, kt�re wszystkie wydawa�y sie zapisane do ostatniego skrawka.
R�wnie �atwo wy�owi� gdzie� z wn�trza swego stroju ka�amarz i d�ugie pi�ro.
                                                        Vis
-- 
Mariusz Kasi�ski mailto:g...@mat.uni.torun.pl
http://www.mat.uni.torun.pl/~gen
       // I haven't lost my mind, it's backed up on tape somewhere 


Za Visa przeslal ze swojego konta Stan, czyli Aron.
-- 
           !***Blogoslawieni, ktorzy czestuja kawa o poranku.***!
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++  
 ******Stanislaw "Stan" Witold Czarnecki, student of laser physics, UMK******
++++++++++++++++++++++++++st...@eris.phys.uni.torun.pl++++++++++++++++++++++++++                  
Re: IC: Phoenix Cafe
#2473
Author: pta...
Date: Thu, 10 Apr 1997 00:00
49 lines
3201 bytes
> - A mo�e opowiesz mi co Ci� ostatnio spotka�o, bo kiedy ju� tylko mgli�cie
> pami�tam czas kiedy ostatnio si� spotkali�my. O ile si� nie myl� by�em
> wtedy w sporych tarapatach, hmmm ..., musia�bym poszpera� w swoich
> pergaminach. A mo�e to nie by�e� Ty? Ale na pewno kto� z takim wszczepem...

   Yvette przysluchiwala sie rozmawiajacym z cicha mezczyznom z
ostentacyjnym brakiem zainteresowania i trzeba przyznac, ze udawalo sie
jej to prawie doskonale - jedynie Mike, niejako od niechcenia wiecznie
czuwajacy nad wydarzeniami w Phoenix Cafe, swiadom byl nieklamanej
ciekawosci z jaka analizowala ich niecodzienny akcent. Michael Flores
wiedzial az zbyt dobrze, ze coraz wiekszy odsetek gosci kafejki uzywalo
ostatnio dziwacznych fonemow w swoich rozmowach.
   Murazor kontynuowal tymczasem swoje paleontologiczno-histroryczne
dywagacje z Kaiem i Jackiem.
:     - Czekaj... - glos Murazora przecial cisze. -Czyzbys mial na 
:       mysli British Museum w Londynie wieku XIX? - zapytal Jack'a.
:     - Tak, ale co masz na mysli? Alez oczywiste ..., juz wiem
:       o co Ci chodzi - Jack ze zrozumieniem pokiwal glowa.
:     - Kaio tez powinien sie domyslac - dodal Murazor
:     - Czyzbym powinien wiedziec o co Wam chodzi - spytal Kaio
:     - Tak, to przeciez proste - niemal rownoczesnie odparli
:       Murazor i Jack.

   - Dla ewentualnych naukowcow zajmujacych sie sprawa - mruknal z
mrocznym usmiechem Kaio - calosc zapewne z lekka traci my...
   Kaio nie dokonczyl zdania, gdyz nagle kafejke wypelnily malenke
wyladowania elektryczne i powietrze zapachnialo ozonem.
   - Co do... - spiewak dal wyraz swojemu zdumieniu.
   - Alez tak! - Yvette z radosci wykonala nagle piruet, po czym
dokonczyla za Kaia - Traci myszka!
   Jakby w odpowiedzi na dokonczona fraze tanczace szalenczo iskry
implodowaly bezglosnie, blysnely oslepiajaco i... znikly.
   - Magu?... - zapytala ostroznie Yvette.
   - Ta an saol ina dhiabhal!!! - wyszeptala z niedowierzaniem znajoma,
zakapturzona postac. - Yvette! Jak to zrobilas?
   Yvette usmiechnela sie promiennie.
   - To nie ja... to Kaio i ta magia... idiotyczna... o ktorej mi
mowiles.
   - Idiomatyczna - poprawil Dziki Mag z rezygnacja i wrecz rzucil sie w
kierunku baru. - Sok z selera poprosze - wykrztusil i spojrzal z
niepokojem w kierunku goscia z laptopem - zanim mnie stad znowu wyrzuci.
   Murazor, Kaio i Jack podjeli przerwana rozmowe. Yvette, z ciagle
jeszcze smiejacymi sie oczyma, oszczednym gestem zaprosila Maga do
stolika.
   - No dobrze, teraz mow, gdzie cie wywialo...


                                  Yvette & Dziki Mag
Re: IC: Phoenix Cafe
#2474
Author: st... Stanislaw Witold Czarnecki
Date: Fri, 11 Apr 1997 00:00
47 lines
3437 bytes
In article <334DA4...@centralperk.com>,  <pta...@centralperk.com> wrote:
>> - A mo�e opowiesz mi co Ci� ostatnio spotka�o, bo kiedy ju� tylko mgli�cie
>> pami�tam czas kiedy ostatnio si� spotkali�my. O ile si� nie myl� by�em
>> wtedy w sporych tarapatach, hmmm ..., musia�bym poszpera� w swoich
>> pergaminach. A mo�e to nie by�e� Ty? Ale na pewno kto� z takim wszczepem...
>
>   Yvette przysluchiwala sie rozmawiajacym z cicha mezczyznom z
>ostentacyjnym brakiem zainteresowania i trzeba przyznac, ze udawalo sie
>jej to prawie doskonale - jedynie Mike, niejako od niechcenia wiecznie
>czuwajacy nad wydarzeniami w Phoenix Cafe, swiadom byl nieklamanej
>ciekawosci z jaka analizowala ich niecodzienny akcent. Michael Flores
>wiedzial az zbyt dobrze, ze coraz wiekszy odsetek gosci kafejki uzywalo
>ostatnio dziwacznych fonemow w swoich rozmowach.

Czlowiek nazywajacy siebie Aronem, przeprsil na chwile Visa i podszedl do
baru.
- Prosze o jeszcze jedna butelke wina i ...- tutaj nac chwile przerwal, a
jego twarz rozswietlil nagle pogodny, niemal dzieciecy usmiech- i jeszcze
talerzyk landrynek, jesli sa- dokonczyl a jego szata znowy zamigotala, i tym
razem zatrzymala sie na odcieniu obsolutnej czerni, tak glebokiej, ze ze
postac Arona zamienila sie dla wszystkich patrzacych w jednowymiarowa plame
nicosci. 
Aron rozejrzal sie, jego wzrok padl na laptopa, ktory tak zaciekawil Visa/
- Ech ludzie, kiedy odzwyczaicie sie od niezdrowych zabawek. Czy nasz
przyklad niczego was nie nauczyl?- musnal palcem dysk wszczepu. Wszyscy
stojacy w poblizy poczuli na skorze delikatny elektrostatyczny dresz.
Czlowiek z Laptopem zajeczal rozpaczliwie i zaczal goraczkowo stukac w
klawiature. Ekran komputera pokrywala jednostajna biel. Gasla powoli,
pulsujac w rytmie bicia serca.
Wszyscy spojrzeli na Arona, ale jego juz nie bylo w miejscy gdzie stal przed
sukunda. Siedzial juz za stolem i najspokojniej w swiecie przepijal do
kronikarza.
Mike siegnal pod lade, gdzie jak kazdy barman swiata trzymal artykuly
pierwszej potrzeby, ale ogarnely go watpliwosci. jak przez mgle przypomnial
sobie sztylet wirujacy w dloni szaro ubranej postaci, ktora... chyba byl
wlasnie Aron, lata temu, jeszcze w Osiris Cafe i to wspomnienie ostudzilo
nieco jego zapal, ale w calej historii bylo cos jeszcze, czego nie umial na
razie wyartykulowac, ale co sklanialo go do mysli, ze przemoc nie jest w tym
wypadku dobrym rozwiazaniem.

Stan
-- 
           !***Blogoslawieni, ktorzy czestuja kawa o poranku.***!
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++  
 ******Stanislaw "Stan" Witold Czarnecki, student of laser physics, UMK******
++++++++++++++++++++++++++st...@eris.phys.uni.torun.pl++++++++++++++++++++++++++                  
Re: IC: Phoenix Cafe
#2475
Author: ufha... Pawel Hachaj
Date: Tue, 15 Apr 1997 00:00
11 lines
957 bytes
: - Ech ludzie, kiedy odzwyczaicie sie od niezdrowych zabawek. Czy nasz
: przyklad niczego was nie nauczyl?- musnal palcem dysk wszczepu. Wszyscy
: stojacy w poblizy poczuli na skorze delikatny elektrostatyczny dresz.

Pierscien Murazora zaplonal na chwile bladozlotym swiatlem. Jego 
wlasciciel spojrzal na niego zdegustowany.
- Stary gruchot! - zrugal go.
Zloty krazek nie raczyl odpowiedziec...

			Murazor
Re: IC: Phoenix Cafe
#2476
Author: Mariusz Kasinski
Date: Wed, 16 Apr 1997 00:00
59 lines
3997 bytes
: Czlowiek nazywajacy siebie Aronem, przeprsil na chwile Visa i podszedl do
: baru.
Vis, ktory caly czas podczas rozmowy z Aronem pisal cos zawziecie teraz 
przerwal i zaczal rozgladac sie sennie po sali. Zmarszczyl czolo. Zaczal
intensywnie sie zastanawiac dlaczego wydaje mu sie, ze cos jest nie tak
...
: - Prosze o jeszcze jedna butelke wina i ...- tutaj nac chwile przerwal, a
: jego twarz rozswietlil nagle pogodny, niemal dzieciecy usmiech- i jeszcze
: talerzyk landrynek, jesli sa- dokonczyl a jego szata znowy zamigotala, i tym
: razem zatrzymala sie na odcieniu obsolutnej czerni, tak glebokiej, ze ze
: postac Arona zamienila sie dla wszystkich patrzacych w jednowymiarowa plame
: nicosci. 
: Aron rozejrzal sie, jego wzrok padl na laptopa, ktory tak zaciekawil Visa/
: - Ech ludzie, kiedy odzwyczaicie sie od niezdrowych zabawek. Czy nasz
: przyklad niczego was nie nauczyl?- musnal palcem dysk wszczepu. Wszyscy
: stojacy w poblizy poczuli na skorze delikatny elektrostatyczny dresz.
: Czlowiek z Laptopem zajeczal rozpaczliwie i zaczal goraczkowo stukac w
: klawiature. Ekran komputera pokrywala jednostajna biel. Gasla powoli,
: pulsujac w rytmie bicia serca.
"No wlasnie, odkad wszedlem caly czas ktos blyskal, swiecil, gwizdal, a
teraz wiekszosc gosciu smetnie wpatrywala sie w zawartowsc swoich kufli,
czy szklanek jak gdyby tak wlasnie utopil sie ich sens zycia."
Usmiechnal sie jednak gdy zobaczyl migotanie szaty Arona. 
"Wszystko wraca do normy". Usmiechnal sie nieznacznie. 
: Wszyscy spojrzeli na Arona, ale jego juz nie bylo w miejscy gdzie stal przed
: sukunda. Siedzial juz za stolem i najspokojniej w swiecie przepijal do
: kronikarza.
- Dzieki, naprawde wysmienite - odpowiedzial Aronowi - zauwazylem, ze te
wino jest niebezpieczne - usmiechnal sie - kazda jego szklanka smakuje
lepiej niz poprzednia, dlatego niebezpiecznie jezeli ktos chce sprawdzic,
jak smakuje najlepiej to wino - zmruzyl oko
A tak, przy okazji - dodal wskazujac migotajacego laptopa - czy to jest
jakis artefakt? Dlaczego wzbudza tyle emocji w tym pomieszczeniu? 

Kiedy odwrocil sie troche mocniej w strone baru jego wzrok padl na lustro.
- Piekne - Aron dopiero po chwili zorientowal sie, ze Vis zmienil swoj
obiekt zainteresowan.
Zwierciadlo dzialalo jak magnes na Visa. Wstal automatycznie i zaczal 
przeciskac sie w jego strone. Mike troche protestowal, gdy intruz zaczal mu
wchodzic za bar, ale Vis byl juz przy lustrze. Tyle tylko, ze obiektem jego
zainteresowania nie bylo samo lustro, ale raczej jego misternie rzezbiona
rama.  
- Gdzies to juz widzialem - mamrotal pod nosem - no wlasnie - przy tych
slowach dotknal cos na samym szczycie lustra. Ci, ktorzy oderwali swoj
znudzony wzrok od szklanek i przypatrywali sie poczynaniom Visa zobaczyli
jedynie wyciagniete na mgnienie oka zapadajacego sie Visa. 
A nastepnie gdzies spod podlogi dal sie slyszec odglos padajacego ciala i
zduszony jek.
Mike poczatkowo wystraszony tym odkryciem, pozniej zaczal sie z satysfakcja
przygladac dziurze w podlodze. 
- Nie trzeba bylo wlazic tam, gdzie nie jest twoje miejsce - wymruczal.
- Zyjesz tam? - dodal.
- Auc - dobieglo z dolu - Mike, czy ty dobrze sprawdziles co kupowales? -
dobieglo z dolu pytanie ...
							Vis kronikarz
-- 
Mariusz Kasi�ski mailto:g...@mat.uni.torun.pl http://www.mat.uni.torun.pl/~gen
       // I haven't lost my mind, it's backed up on tape somewhere 
Re: IC: Phoenix Cafe
#2477
Author: ufha... Pawel Hachaj
Date: Wed, 16 Apr 1997 00:00
19 lines
1408 bytes
: - Nie trzeba bylo wlazic tam, gdzie nie jest twoje miejsce - wymruczal.
: - Zyjesz tam? - dodal.
: - Auc - dobieglo z dolu - Mike, czy ty dobrze sprawdziles co kupowales? -
: dobieglo z dolu pytanie ...

Murazor zasmial sie bezglosnie, co nie uszlo uwagi Kaia.
- Co cie tak bawi?...
- Widzialem kiedys podobny wynalazek, ale to nie  bylo lustro lecz wieszak.
 Jesli ktos cos na nim powiesil, to siuuuu i juz go nie bylo. Uraczyl 
 mnie tym Grzeczny Jan w swojej kajucie na 'Nieswiezym Nieboszczyku'.
- Mila lajba - rzucil od niechcenia mag -  znam ja.
- Ciekawe swoja droga, co porabia teraz Grzeczny Jan - zastanawial sie na 
 glos Murazor, podczas gdy Mike usilowal wytaraskac nieszczesnego goscia 
 z dziury...


			Murazor 
	(szaro ubrany w czarnych oficerkach i ze zlotym pierscieniem)
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads