🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: alt.pl.ukraina
Article #17166

Lachiw rizaty UPA jde, Bandery duch UPA wede...

#17166
From: cdn
Date: Mon, 11 Jul 2011 01:03
287 lines
19257 bytes
        ...
        Смерть, смерть, ляхам смерть
        Смерть московсько-жидівській комуні
        В бій кривавий ОУН нас веде.

        Ми всі вірні сини України
        Грізні месники наших братів
        Ми чекаємо тільки хвилини.
        Ждем наказу “Громіть ворогів”.

        Смерть, смерть, ляхам смерть
        Смерть московсько-жидівській комуні
        В бій кривавий ОУН нас веде.
        ...


11 lipca 1943 r. OUN-UPA przystąpiła do likwidacji Polaków na ogromnym
obszarze wchodzącym w skład powiatów horochowskiego i włodzimierskiego
oraz na skrawku powiatu kowelskiego. Była to największa akcja ludobójcza
przeprowadzona na Wołyniu w 1943 roku. Masowe mordy trwały w tym rejonie
do 18 lipca. Niestety, ofiary zbrodni OUN-UPA są dla niepodległego państwa
polskiego nieistotne. Zgłoszony przez PSL projekt Uchwały o ustanowieniu
11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian spadł z porządku obrad
Sejmu.

Do zbiorowych mordów ludności polskiej Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich
(OUN) Stepana Bandery przystąpiła w lutym 1943 r., chociaż pojedyncze osoby,
małe grupki (rodziny) były mordowane już w 1942 r. i w styczniu 1943 roku.
Do depolonizacji Wołynia, a później także pozostałych terenów wspólnie
zamieszkanych przez Polaków i Ukraińców, OUN przygotowywała się bardzo
długo. Koncepcję państwa ukraińskiego, w którym nie ma miejsca dla
nie-Ukraińców, a przede wszystkim dla Polaków jako narodu, który u końca
I wojny światowej wskrzesił państwowość polską, również na części
przedrozbiorowego terytorium, gdzie żyli Ukraińcy, OUN sformułowała już na
założycielskim kongresie w 1929 roku. Późniejsze programowo-organizacyjne
zjazdy OUN i powstające w ich rezultacie postanowienia potwierdzały tę
koncepcję i wytyczały sposób realizacji, tj. w odpowiednim momencie
bezwzględne, bezlitosne wyniszczenie żywiołu polskiego i innych tzw.
zajmańców ukraińskiej ziemi, do której prawo mieli mieć wyłącznie Ukraińcy.
W tym celu od początku istnienia OUN prowadziła rozbudowę organizacji,
szowinistyczne kształtowanie członków i indoktrynację społeczeństwa
ukraińskiego powodującą stopniowe rozszerzanie się wrogich antypolskich
nastrojów. II wojna światowa jawiła się nacjonalistycznym przywódcom jako
okazja pozbycia się Polaków i utworzenia niepodległego państwa ukraińskiego.
W 1942 r. na Wołyniu rozpoczęto tworzenie zbrojnych oddziałów ukraińskich,
zasilonych w marcu 1943 r. przez kilka tysięcy ukraińskich policjantów
zbiegłych na polecenie OUN ze służby u Niemców, z bronią i amunicją, już
wcześniej prześladujących ludność polską. Zostały one nazwane Ukraińską
Armią Powstańczą (UPA).

Lacham smert'

Złowróżbne zachowania ukraińskie zdarzały się od początku wojny. Polacy
długo traktowali je jako pojedyncze incydenty niemające istotniejszego
znaczenia. Latem 1942 r., tuż przed żniwami, w rozmowie dwu Ukraińców z
Rudni w gm. Stydyń w pow. kostopolskim jeden z nich zapowiadał, że najpierw
będą żniwa "na żyto", a później "na pszenicę". Po okazanym niezrozumieniu
ze strony rozmówcy wytłumaczył, że najpierw będzie "likwidacja" Żydów,
a później Polaków. I właśnie w powiecie kostopolskim w sierpniu 1942 r.
Niemcy z udziałem policji ukraińskiej wymordowali Żydów z gett. Potem
słyszało się, jak policjanci zapowiadali: "skończyliśmy z Żydami, skończymy
z Polakami", i coraz częściej tu i tam wymykały się ukraińskiemu sąsiadowi
zapowiedzi "budemo lachiw rizaty". Upowszechniła się, weszła do żelaznego
repertuaru UPA wcześniej śpiewana przez policjantów ukraińskich piosenka
ze znamiennym refrenem "Smert´, smert´, lacham smert´, smert´ moskowśko
-żydiwśkij komuni".
Od lutego 1943 r. następowała eskalacja masowych mordów, które trwały
przez 1943 r. na całym Wołyniu, z różnym natężeniem w poszczególnych
powiatach i w poszczególnych miesiącach. UPA i bojówki OUN, a także
wciągnięte przez nie rzesze ukraińskich chłopów, rozpętały piekło na
wołyńskiej wsi.
Bestialskie traktowanie ofiar bez względu na wiek i płeć, pożoga, grabież,
niszczenie mienia, obławy na niedobitki, polowania na uciekających do miast,
pracujących w polu, ukrywających się, uniemożliwianie pochówków.
Równolegle zbrodniczy terror w stosunku do tych Ukraińców, którzy nie
zatracili człowieczeństwa i nie chcieli być uczestnikami zbrodni. Rejon po
rejonie nacjonaliści ukraińscy usiłowali unicestwić wszystkich Polaków,
których udało się dosięgnąć, zniszczyć ich tylko dlatego, że byli Polakami.
W marcu największe nasilenie napadów objęło powiaty kostopolski i sarneński
oraz część powiatu łuckiego. W kwietniu 1943 r. nastąpił znaczący wzrost
napadów na Polaków w powiecie krzemienieckim. W maju 1943 r. większa
fala mordów przeszła przez powiaty: sarneński, dubieński i zdołbunowski.
W czerwcu 1943 r. najwięcej ofiar było w powiecie łuckim w trzech
sąsiadujących ze sobą gminach oraz w powiecie zdołbunowskim.

Wołyńska rzeź

Przerażające wieści i mordy w bezpośrednim otoczeniu mobilizowały do
działań ochronnych. Większość Polaków spodziewających się napadu nocą
i liczących na tzw. uspokojenie sytuacji niezależnie od pogody noce spędzało
w prowizorycznych kryjówkach poza domem - w lesie, w zagłębieniach terenu,
krzakach, na polu itp. Niektóre rodziny, i to z małymi dziećmi, miesiącami
w ten sposób lawirowały między życiem a śmiercią. Uciekano też w miejsca
uznane za bezpieczniejsze - do miast i miasteczek, gdzie obecność
niemieckich załóg w pewnym stopniu hamowała zbrodnicze najazdy UPA,
do majątków pod zarządem niemieckim, bo tam była zorganizowana zbrojna
ochrona, nieraz spośród polskich uciekinierów, a także do nielicznych
polskich ośrodków samoobrony.
Mimo solidarności Polaków, którzy jeszcze sami nie stali się ofiarami,
wszędzie brakowało dachu nad głową i panował głód. W najgorszej sytuacji
byli ci, którzy ocaleli z napadu, utracili bliskich i docierali do miasta
tak, jak stali, w bieliźnie, częściowo ubrani lub w poszarpanych łachach.
Niemcy wykorzystywali tę sytuację, zgarniając ich do tzw. obozów
przejściowych, z których wywozili uchodźców na roboty do Rzeszy. Ci, którzy
nie chcieli wpaść w ręce niemieckie, decydowali się na samodzielne
przedzieranie się do Generalnego Gubernatorstwa (województwa: tarnopolskie,
lwowskie i lubelskie), oddzielonego od Wołynia granicą, gdyż uważali, że
nie ma tam banderowskiego zagrożenia. Gdy i tam zaczęły się mordercze
napady na Polaków, wędrowano dalej na zachód.
Z kolei w północnej części Wołynia, w powiatach sarneńskim i kowelskim,
ratunku szukano, uchodząc na północ, na bagnisto-lesiste Polesie, teren w
mniejszym stopniu zagrożony przez banderowskie bojówki. Polacy miesiącami
wędrowali tam dużymi grupami z dobytkiem na wozach po lasach, pustkowiach,
zatrzymując się na krótko w miejscowościach nieopanowanych przez UPA,
zakładali obozy na terenach śródbagiennych, które przenoszono z miejsca
na miejsce.
Przed rodzinami, które mimo trudnych warunków zatrzymały się w jakimś
bezpieczniejszym miejscu, które zabrały ze sobą żywność, po pewnym czasie
i tak stawało widmo głodu. Zmuszało to do powrotu kogoś z rodziny na własne
gospodarstwo, by zaopatrzyć się w prowiant. Wracano też, by przeprowadzić
prace polowe i później móc zebrać jakiekolwiek plony na przeżycie. Często
przypłacano to życiem, a rodzina nawet nie znała szczegółów zabójstw.
Spontanicznie powstające placówki samoobrony, a więc takie miejscowości,
w których zorganizowano warty, patrole i gdzie była jakaś broń, w większości
stanowiły czasową ostoję Polaków. Tylko kilkanaście większych placówek
samoobrony na Wołyniu, które nazywano bazami samoobrony, utrzymało się,
staczając kilkakrotnie boje z UPA, do wkroczenia w 1944 roku Armii Czerwonej
i częściowego uspokojenia sytuacji na tym terenie. Pozostałe ulegały
znajdującym się w znacznej przewadze nacjonalistom ukraińskim: albo
następował pogrom, w którym ginęli ludzie, albo wyprzedzająca napad
ewakuacja ludności z obrońcami do miasta, gdy nie widziano szans na
skuteczne przeciwstawienie się napastnikom.
Jednakże nie tylko udręczenie fizyczne nękało wołyńskich Polaków. Była to
także rozpacz po stracie najbliższych i lęk, nieopuszczający strach przed
dostaniem się w ręce upowca czy ukraińskiego chłopa z siekierą, toporem,
widłami, nożami i podobnymi gospodarskimi narzędziami, przed okrucieństwem
wobec i dorosłych, i dzieci, często tak barbarzyńskim, zwyrodniałym, że
modlono się o śmierć od kuli i błagano morderców o zastrzelenie. Makabryczne
obrazy mordowania rodziny, od których nie udawało się uwolnić wyobraźni -
odbierały równowagę psychiczną.

Zboża takie wysokie...

Nieustanne śmiertelne niebezpieczeństwo, mordy i pożoga poderwały całkowicie
byt wołyńskich Polaków. Niemożliwe stało się wykonywanie prac gospodarskich
w normalnym trybie nawet w pobliżu miasta czy silnego ośrodka samoobrony.
W północno-wschodnich rejonach Wołynia już wiosną trudno było obrobić pola.
Mimo wszystko, i jak długo się dało, polscy chłopi starali się albo
indywidualnie, albo grupowo, czy też z obstawą grupy samoobrony choć
częściowo uprawiać ziemię. Z potrzeby życiowej, potrzeby serca i chłopskiego
obowiązku.
Kilkanaście tysięcy, szacując skromnie, zamordowanych bezbronnych wołyńskich
Polaków, kilka dziesiątków tysięcy rozproszonych w wyniszczającej tułaczce,
tysiące spalonych i obrabowanych gospodarstw - to bilans nienawiści i
zbrodni OUN-UPA pierwszego półrocza 1943 r., nazywanej walką o niepodległą
Ukrainę, jeszcze nieskończoną, bo przecież pozostały spore połacie Wołynia,
gdzie Polacy wbrew złowieszczym okolicznościom uparcie tkwili "na swoim".
Liczyli na opamiętanie ukraińskich sąsiadów, że może ich okolica zostanie
oszczędzona. Nie rozumieli, dlaczego ich sąsiedzi, z którymi się nie
wadzili, mogliby ich mordować. Mieli nadzieję, że skończy się na pogróżkach,
a ucieczka gdzieś w nieznane, gdzie nie wiadomo, z czego żyć i jak utrzymać
rodzinę - przerażała. I żal porzucić gospodarstwa, gdy tak dobrze
zapowiadają się zbiory, bo mimo ludzkich dramatów, to, co posadzono i
posiano, rosło wspaniale. Urodzaj był wyjątkowy, jakby przyroda chciała
wynagrodzić wszystkie krzywdy wojny i wesprzeć niedożywioną ludność,
ograbianą przez niemieckiego okupanta i "bojowników" o niepodległą Ukrainę.
Zboża tak wysokie, że nawet dorosłego człowieka zasłaniały przed
niepożądanym wzrokiem, ratując wielu od siekier i noży.

Zbrodnicze żniwa

Nastał lipiec 1943 r., w którym OUN-UPA przystąpiła do zmasowanego
uderzenia na Polaków w rejonach, w których się skupili, by przetrwać,
wspólnie czuwając i broniąc się, oraz w powiatach zachodnich, gdzie
wcześniej napadano sporadycznie.
W nocy z 4 na 5 lipca 1943 r. OUN-UPA zaatakowała szeroko zakrojonym
pierścieniem Polaków żyjących we wsiach wokół ośrodka samoobrony
Przebraże w powiecie łuckim. Od wiosny 1943 r. w tej kolonii chronili się
Polacy z okolicy w obawie przed napadami ukraińskimi, jednakże nie
wszyscy się tam przenieśli. Celem akcji było "oczyszczenie" dużego obszaru
z Polaków i zlikwidowanie silnego ośrodka samoobrony. UPA nie zdobyła
Przebraża, ale zginęło kilkaset osób w dwudziestu kilku spalonych koloniach.
8 lipca 1943 r. w okolicach Kustycz (gm. Turzysk, pow. Kowel) okrutnie
została zamordowana przez UPA delegacja Okręgowej Delegatury Rządu
na Wołyniu na czele z Zygmuntem Rumlem "Krzysztofem Porębą", podążająca
na przygotowane wcześniej pojednawcze rozmowy.
Trzy dni później, tj. 11 lipca 1943 r. (niedziela), OUN-UPA przystąpiła do
likwidacji Polaków na ogromnym obszarze wchodzącym w skład powiatów
horochowskiego i włodzimierskiego i na skrawku powiatu kowelskiego.
Była to największa akcja ludobójcza przeprowadzona na Wołyniu w 1943 r.,
której przebieg doskonale oddaje akowski raport Jana Cichockiego
"Wołyniaka", nauczyciela z powiatu włodzimierskiego:
"O godz. 2 min. 30 po północy w dniu 11 lipca 1943 r. rozpoczęła się rzeź.
Każdy dom polski okrążało nie mniej jak 30-50 chłopów z tępym narzędziem
i dwóch z bronią palną. Kazali otworzyć drzwi albo w razie odmowy rąbali
drzwi. Rzucali do wnętrza domów ręczne granaty, rąbali ludność siekierami,
kłuli widłami, a kto uciekał, strzelali doń z karabinów maszynowych.
Niektórzy ranni męczyli się po 2 lub 3 dni, zanim skonali, inni ranni
zdołali resztkami sił dotrzeć do granicy powiatu sokalskiego (...).
Po morderstwie, zaraz po południu tegoż dnia, nastąpił rabunek. Chłopi
z sąsiednich wsi przychodzili i zabierali: konie, wozy, ubrania, pościel,
krowy, świnie, kury - inwentarz żywy i martwy".
Masowe mordy trwały w tym rejonie do 18 lipca. Szczególna uwaga należy się
napadom na kościoły i kaplice, w których byli zgromadzeni na Mszach św.
Polacy. 11 lipca 1943 r. w czterech kościołach (Kisielin, Chrynów, Poryck,
Zabłoćce) i jednej kaplicy (Krymno) Ukraińcy wymordowali około 540 osób,
w tym trzech księży.
W dniach 16-18 lipca całkowitą klęskę poniósł duży ośrodek samoobrony w
powiecie kostopolskim, ochraniający skupisko polskich osiedli w gm. Stepań
i Stydyń wokół dwóch wsi Huta Stepańska i Wyrka oraz kilka kolonii w
sąsiedniej gminie Antonówka w powiecie sarneńskim. Po dwóch dniach
dramatycznej walki z przeważającymi siłami UPA zgromadzona w Hucie
Stepańskiej ludność polska wraz z samoobroną ewakuowała się do gmin
Antonówka i Rafałówka w powiecie Sarny, poniósłszy wcześniej i w drodze
ogromne straty. 30 lipca 1943 r. nastąpiło kolejne zmasowane uderzenie UPA
na skupisko osiedli polskich w gminie Antonówka i Włodzimierzec powiatu
sarneńskiego, w wyniku którego zostało ono zlikwidowane -wszystkie polskie
osiedla spalono, polska ludność uciekła do stacji kolejowych na linii
Kowel - Sarny. 31 lipca OUN-UPA podjęła drugą, również nieudaną próbę
unicestwienia Polaków w Przebrażu. Ośrodek samoobrony stoczył wówczas
ciężką walkę z przeważającymi siłami UPA, dzięki czemu kilka tysięcy
koczujących w obozie przebrazkim Polaków ocalało.
Lipcowe ludobójstwo nie ograniczało się do opisanych wyżej wielkich akcji -
Polacy byli mordowani we wszystkich powiatach, oprócz lubomelskiego, w
mniejszych napadach. W tym jednym miesiącu zginęło kilkanaście tysięcy
Polaków, kilkadziesiąt opuściło Wołyń, a wciąż jeszcze nie udało się
"oczyścić Ukrainy z Lachów", którzy nie mieli gdzie uciekać i bardziej niż
o śmierci, myśleli o żniwach. Toteż sierpień stał się kolejnym miesiącem
wołyńskich rzezi.
Masowymi ludobójczymi akcjami w dniach 29-31 sierpnia, podobnymi do
akcji z 11 lipca, dotknięte zostały tereny północnej części powiatu
włodzimierskiego i powiat lubomelski. Zaatakowano też Polaków w innych
powiatach i w innych dniach sierpniowych - w nielicznych już polskich
osiedlach i w miejscowościach mieszanych narodowościowo, gdzie
pokładano nadzieję w dobrosąsiedzkich kontaktach z miejscowymi
Ukraińcami - kowelskim, horochowskim, łuckim, rówieńskim, dubieńskim
i wszędzie tam, gdzie Polacy przybywali na żniwa. Żniwa te były szczególne
- opóźnione, niedokończone i nawet niezaczęte przez ich prawowitych
polskich gospodarzy. "Udane" było za to żniwo śmierci: w kolejnym miesiącu,
w sierpniu, zamordowano kilkanaście tysięcy Polaków, zaś przez cały okres
ludobójczych działań OUN-UPA - 60 tysięcy.

Ofiary lepsze i gorsze

Gehenna kresowych Polaków, ofiar zbrodni wołyńsko-małopolskiej, w której
ludobójcze akcje pochłonęły na całym obszarze ich dokonywania przez OUN-UPA,
nie tylko na Wołyniu, 130 tys. śmiertelnych ofiar, tysiące sierot, ludzi
okaleczonych fizycznie i psychicznie, zmarłych z ran i w wyniku nieludzkich
warunków spowodowanych przez nacjonalistów ukraińskich - nadal nie jest
odpowiednio traktowana przez państwo polskie. Wciąż mamy "gorsze" i "lepsze"
ofiary zbrodniczych ideologii. Po kilkudziesięciu latach należytego miejsca
w narodowej pamięci słusznie doczekały się ofiary katyńskie. Niestety,
ofiary zbrodni OUN-UPA są dla niepodległego państwa polskiego nieistotne.
Zgłoszony przez PSL projekt Uchwały o ustanowieniu 11 lipca Dniem Pamięci
Męczeństwa Kresowian spadł z porządku obrad Sejmu. Nasuwają się pytania:
z kim solidaryzuje się polski Sejm - z ofiarami czy z katami i ich ideowymi
spadkobiercami, co z sumieniami przedstawicieli polskiego Narodu i gdzie
się podziała zwykła ludzka przyzwoitość?

Ewa Siemaszko - Lipcowe ludobójstwo


* * *

»» Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej
      Wołynia, 1939-1945
http://www.electronicmuseum.ca/Poland-WW2/ukrainian_insurgent_atrocities/uia_volhynia_pol.html

»» Antypolskie akcje nacjonalistów ukraińskich
http://www.lwow.com.pl/wolyn.html


-- 
cdn
        * Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie *

        Genocide - zbrodnie ludobójstwa na ludności Wołynia
        http://www.genocide-pl.prv.pl/

        "Tragedia Polaków na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej
        winna być przywrócona pamięci historycznej współczesnych pokoleń.
        Jest to zadanie dla wszystkich władz publicznych w imię lepszej
        przyszłości i porozumienia narodów naszej części Europy, w tym
        szczególnie Polaków i Ukraińców."

        Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie tragicznego
        losu Polaków na Kresach Wschodnich
Technical Details
Message-ID: <ivdifg$16vf$1@opal.icpnet.pl>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!newsfeed.pionier.net.pl!newsb.icpnet.pl!not-for-mail

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!newsfeed.pionier.net.pl!newsb.icpnet.pl!not-for-mail
From: "cdn" <_cdn_@cdn.org>
Newsgroups: alt.pl.ukraina
Subject: Lachiw rizaty UPA jde, Bandery duch UPA wede...
Date: Mon, 11 Jul 2011 03:03:30 +0200
Organization: CDN
Lines: 289
Message-ID: <ivdifg$16vf$1@opal.icpnet.pl>
NNTP-Posting-Host: c58-112.icpnet.pl
Mime-Version: 1.0
X-Trace: opal.icpnet.pl 1310346545 39919 62.21.58.112 (11 Jul 2011 01:09:05 GMT)
X-Complaints-To: abuse@icpnet.pl
NNTP-Posting-Date: Mon, 11 Jul 2011 01:09:05 +0000 (UTC)
X-Priority: 3
X-MSMail-Priority: Normal
X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2900.5931
X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2900.6109
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit