Article View: alt.pl.ukraina
Article #17082Re: Dlaczego Polacy tak mało wiedzą o Kresowych zbrodniach 1939-1947?
From: cdn
Date: Sun, 19 Apr 2009 20:00
Date: Sun, 19 Apr 2009 20:00
1331 lines
75080 bytes
75080 bytes
dr Lucyna Kulińska
"Dlaczego Polacy tak mało wiedzą o Kresowych zbrodniach
1939-1947?"
Fakt zamordowania i doprowadzenia do śmierci w wyniku wypędzenia
dziesiątek i setek tysięcy kresowych Polaków przez ukraińskich
nacjonalistów, w latach drugiej wojny światowej, jest jednym z
najbardziej dramatycznych, ale i nieprzebadanych przez naukowców
zagadnień naszej najnowszej historii.
„Uznając prawo innych narodów do upominania się o swoje krzywdy
dopuściliśmy do przemilczania i zapominania tych, których polski
naród doznał od swych sąsiadów i mniejszości etnicznych”. [1]
Kto nie wywodzi się z rodziny dotkniętej tą tragedią, nie miał
prawie żadnych szans na uzyskanie rzetelnych informacji na ten
temat. Dobrym przykładem może być tu sama autorka, pochodząca
z krakowskiej rodziny, niezwiązanej z tragedią Kresów, ale
absolwentka dobrego krakowskiego liceum o profilu humanistycznym,
a następnie kierunku historia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mimo
kolejnych lat historycznej edukacji pierwsze informacje o
prawdziwych rozmiarach i okrucieństwie zbrodni popełnionych na
Wołyniu, Podolu i Polesiu uzyskała dopiero po doktoracie, kiedy
przypadkowo w latach 90-tych odnalazła w archiwach CA MSWiA
dokumenty traktujące o tych wydarzeniach. [2] Konsekwentne
odcinanie kolejnych pokoleń Polaków od wiedzy o tragedii przodków,
trwa w Polsce do dziś, a zmiana ustrojowa niestety nie odwróciła
tej tendencji. [3]
Kolejne polskie elity nie wywiązały się z patriotycznego obowiązku,
jakim jest zachowanie dla potomnych pamięci o niewinnie
pomordowanych rodakach. Po roku 1989, po raz kolejny w
nieuzasadniony i krzywdzący sposób podzielono ofiary II wojny
światowej na te, o których można mówić (Holokaust, zbrodnie
niemieckie [4], sowieckie (m.in. Katyń, deportacje...) i te, o
których należy milczeć (ofiary zbrodni nacjonalistów ukraińskich,
litewskich [5] i innych mniejszości dawnej RP) [6]. Poza
przemilczaniem i niepodejmowaniem badań kolejne władze państwowe
i lokalne od lat czyniły trudności w budowaniu upamiętnień (tablic i
pomników) ofiar kresowego ludobójstwa, ba dochodziło do zmiany
treści istniejących inskrypcji, by ukryć prawdziwych sprawców
zbrodni - członków OUN i UPA. Dla żyjących rodzin kresowych
bulwersujące jest podpisywanie przez przedstawicieli polskich elit
listów protestacyjnych, w celu zablokowania budowy pomnika ofiar
kresowego ludobójstwa w Warszawie. Trudno zrozumieć, czy dzieje
się tak z powodu niewiedzy, czy realizowania obcych wizji
politycznych, obojętnych na kryterium historycznej prawdy i
elementarnego polskiego patriotyzmu? Takie znane osoby jak np.
Andrzej Wajda wydają się swoimi protestami sugerować, że być może
pomordowani Polacy, byli w czymś gorsi od ofiar Katynia, że czymś
Ukraińcom zawinili i tym samym być może sami sprowokowali swoje
nieszczęście. Takie sugestie są ze wszech miar fałszywe i
krzywdzące, i znieważą ofiary, których jedyną winą było to, że
byli Polakami.
Konsekwencje takich decyzji są bardzo poważne. Ponieważ nie
przeprowadzano na ten temat badań możemy jedynie domniemywać,
że dziś stan wiedzy młodego pokolenia Polaków, na temat zbrodni
dokonanych przez OUN-UPA, jest bardzo niski. Większość nie wie
nawet gdzie szukać winnych. Nie wie, że byli nimi jedynie
nacjonaliści ukraińscy zamieszkujący terytorium Polski
przedwrześniowej (obywatele polscy do roku 1945), stanowiący nie
więcej niż 1% Ukraińców w ogóle, a nie Ukraińcy zza Zbrucza -
Kijowianie, którzy nie mieli z tymi mordami nic wspólnego. Co
więcej, ci ostatni udzielali schronienia i pomocy polskim
uciekinierom z ogarniętego mordami Wołynia i sąsiednich powiatów
Małopolski Wschodniej. Ofiarami OUN i UPA padały też tysiące
samych Ukraińców. Dowodzi to, że nie wszyscy myśleli tak jak
chcieli oprawcy, wielu miało wątpliwości; bez presji i rozkazu nie
dokonano by tych straszliwych czynów. Wielu zbrodniarzy na pewno
nie żyje. Wielu stracili i represjonowali Rosjanie. Nielicznych
wyłapali i osądzili Polacy. Na pewno nie wszystkich dotknęła kara.
Wiadomo, że w mordach uczestniczyli ludzie bardzo młodzi do dziś
żyjący na Ukrainie [7]. Największa grupa schroniła się jednak w
Anglii, Kanadzie, USA, Argentynie... Podobnie jak kombatanci z
niemieckich formacji SS Galizien, żyją tam nie niepokojeni [8],
zamożni, dzięki łupom zrabowanym żydowskim, a potem polskim
ofiarom. Warto pamiętać, że wśród członków UPA, nie ma ludzi
„niewinnych”, bo wzorem nazistów, przed wstąpieniem do organizacji
trzeba było przejść „chrzest”, umożliwiający wtajemniczenie. Było
to dokonanie zbrodni [9].
Po ponad 60 latach od końca wojny coraz częściej spotykamy się w
Europie ze skutecznymi próbami „naprawiania”, relatywizowania
historii i zacierania śladów masowych zbrodni nazistów i
nacjonalistów. Tak było wcześniej w przypadku rzezi Ormian
dokonanej przez Turków. Z upływem lat nielicząca się z prawdą
historyczną polityka elit prowadziła do skutecznego naginania
faktów i zaciemniania sprawstwa przestępstw.
Dlatego należy przypomnieć
Niechciane fakty
W czasie II wojny światowej na Kresach nacjonaliści ukraińscy z
OUN, a potem UPA we współpracy z Niemcami, a czasem i z Rosjanami
zamordowali na miejscu, lub swymi działaniami doprowadzili do
śmierci co najmniej 120 tysięcy polskich cywilnych mieszkańców
dawnych województw wschodnich i południowo-wschodnich to jest:
wołyńskiego, tarnopolskiego, stanisławowskiego, lwowskiego, a
także częściowo poleskiego i lubelskiego. Ludobójstwa tego
dokonano, poza niewielkimi wyjątkami, na zamieszkujących kresowe
wsie polskich chłopach, członkach wielodzietnych rodzin, z reguły
słabo wykształconych, nieposiadających wpływowych koneksji w kraju
ani za granicą, a nade wszystko, pozbawionych opieki naturalnych
przywódców i działaczy społecznych, których w czasie sowieckiej i
niemieckiej okupacji zgładzono, aresztowano lub wywieziono.
W połowie roku 1944 położenie polskiej ludności kresowej pogorszył
jeszcze fakt poboru mężczyzn do Armii Czerwonej i armii Berlinga
przez Rosjan, wkraczających ponownie na te tereny. Od tej pory
ofiarami mordów OUN-UPA stawały się przede wszystkim kobiety,
dzieci i starcy. W latach 1943-1945 polskie kresowe wsie ginęły w
milczeniu i przerażeniu.
Już w okresie międzywojennym nacjonaliści ukraińscy dokonywali
na terytorium II RP licznych aktów terroru, w tym zbrodni zarówno
na Polakach jak i Ukraińcach, jednak pierwsza wielka eskalacja
przemocy wobec polskich sąsiadów nastąpiła u schyłku kampanii
wrześniowej 1939 roku. Dokonano jej w ścisłym współdziałaniu z
napastnikami - Niemcami i Rosjanami. Dotknęła ona, poza polską
ludnością miejscową, żołnierzy i oddziały WP oraz rzesze
uciekinierów z centralnej części kraju. Szczególnie drastyczne
rozmiary akcja ta przybrała na Brzeżańszczyźnie i w
Stanisławowskiem. Dochodziło tam do mordowania bezbronnej
ludności, palenia domostw oraz masowych rabunków mienia
państwowego i prywatnego [10]. Ofiar tych mordów, szczególnie
nieznanych na tym terenie polskich żołnierzy czy cywilnych
uciekinierów, nie uda się prawdopodobnie nigdy ustalić. Ich
szczątki kryją leśne parowy i piwnice ukraińskich chat [11].
Oczywiście Rosjanie zachowaniom takim przyklaskiwali, a ich
dowódcy wręcz podjudzali do mordów. Wiele zachowanych świadectw
polskiego podziemia i relacji mówi o współdziałaniu nacjonalistów
w dziele masowych wywózek polskiej ludności w głąb Rosji [12].
Podobnie karygodne było zachowanie legionów ukraińskich,
wkraczających u boku armii niemieckiej, od strony Słowacji.
Zbrodnie słynnego legionu Suszki dokonane na jeńcach polskich
okazały się jedynie przygrywką do późniejszych (z roku 1941)
działań sformowanych przez Niemców batalionów „Nachtigall” i
„Roland”. Batalion „Nachtigall” z ukraińskim przywódcą Romanem
Szuchewyczem i członkowie innych pomocniczych formacji
niemieckich, w niemieckich mundurach uczestniczyli w aresztowaniu
i zamordowaniu profesorów lwowskich. Są też sprawcami mordów
polskiej inteligencji i nauczycieli w Krzemieńcu, Stanisławowie,
Winnikach i wielu innych miejscach [13].
W roku 1942 Niemcy, przy decydującej pomocy policji ukraińskiej i
samych nacjonalistów ukraińskich, unicestwili kresowych Żydów.
Polacy byli następni...
Inspirację dla eksterminacji znajdziemy bez trudu w rasistowskiej
ideologii ounowskiej, nawołującej do budowy Ukrainy „czystej jak
szklanka wody”. Bliżej niewyjaśnione, ale silne więzi łączyły też
dowództwo OUN-UPA z komunistami [14]. Z kolei w dokumentach
niemieckich zachowanych w polskich archiwach są prośby kierowane
przez nacjonalistów ukraińskich skupionych w UCK [15], do
gubernatora Hansa Franka, o pilne wysiedlenie Polaków z całych
Kresów, lub umieszczenie ich w gettach opróżnionych po
wymordowaniu Żydów, w celu szybkiej eksterminacji. W ten sposób
niemieckimi rękami nacjonaliści ukraińscy usiłowali pozbyć się
Polaków. Gubernator niemiecki odmówił. Wtedy to prawdopodobnie
w kręgach galicyjskiej inteligencji ukraińskiej, związanej
ideologicznie z organizacją OUN, zapadła decyzja o „wzięciu spraw
we własne ręce”. Część zindoktrynowanych ukraińskich chłopów stała
się narzędziem morderców, tworząc tzw. „kuszczowe widiły". Owocna
współpraca ukraińskich szowinistów z obydwoma okupantami,
zaowocowała wyjątkowym okrucieństwem i bezwzględnością sprawców.
Polacy znaleźli się w sytuacji bez wyjścia, jak w greckiej
tragedii, skazani na zagładę przez wszystkich wrogów. Nie
wytrzymują krytyki argumenty części historyków ukraińskich o
utracie kontroli nad wydarzeniami przez ukraińskie organizacje
nacjonalistyczne [16]. To przywódcy OUN i UPA wydali rozkaz
zabijania.
Masowe ludobójstwo rozpoczęło się wiosną 1943 roku na Wołyniu,
potem przeniosło się na Polesie i do Małopolski Wschodniej, a w
końcu do dzisiejszych województw lubelskiego i rzeszowskiego.
Zabijanie naszych rodaków trwało, różnym nasileniem, aż do
zakończenia operacji „Wisła”, czyli do roku 1947. Ale mordy w
dawnych województwach wschodnich, które znalazły się w granicach
Związku Sowieckiego, zdarzały się jeszcze w latach 50-tych i
60-tych.
Z przedstawionych faktów wynika jednoznacznie, że nacjonalistom
ukraińskim udało się, przynajmniej częściowo, przy pomocy
kolejnych okupantów Rosjan i Niemców zrealizować swój barbarzyński
plan „odpolszczenia” Kresów. Tak więc, zanim w stronę centralnej
Polski, a po kilku miesiącach ziem zachodnich wyruszyły pierwsze
zorganizowane przez komunistów pociągi „repatriacyjne”, dziesiątki
tysięcy pozbawionych wszystkiego uchodźców znalazło się w
Generalnym Gubernatorstwie bądź wywiezionych zostało na przymusowe
roboty do Niemiec [17]. Uchodźcom starała się udzielać pomocy Rada
Główna Opiekuńcza (przez Polskie Komitety Opiekuńcze) oraz rodacy
zamieszkujący miasta. Część ocalałych ofiar ludobójstwa, z
Wołynia, w dramatycznych „marszach śmierci” posuwała się w
kierunku Bugu i Sanu, a przy przekraczaniu granicy GG była
ostrzeliwana przez ukraińskie jednostki na niemieckiej służbie.
Wszystkich ofiar tego ludobójstwa nie sposób dziś policzyć, co
jest bardzo wygodne dla tych, którzy chcą ukryć prawdę. Wielu
sprawców żyje do dziś wygodnie na Zachodzie. Czasem „papiery”
pomordowanych Polaków służyły mordercom, mówiącym przecież po
polsku, do urządzenia sobie życia, wyłudzania świadczeń w Polsce i
na Zachodzie. Dla wielu oprawców właśnie znienawidzone polskie
obywatelstwo stało się przepustką do wolności i bezkarności [18].
Należy też podkreślić, że wielu ukraińskich mieszańców II RP w
mordach nie uczestniczyło i nawet pod presją nie chciało mordować
swych polskich sąsiadów lub krewnych. Za odmowę uczestniczenia
w zbrodni, czy wstąpienia do UPA groziła im okrutna śmierć z ręki
istniejącej w ramach UPA „Służby Bezpeky”. OUN i UPA często
zmuszały Ukraińców do zabijania swych polskich współmałżonków
i dzieci zrodzone z tych związków. Fakt ten, jak i wyrafinowanie
okrutny sposób mordowania, niewyobrażalne tortury, jakie zadawano
ofiarom przed śmiercią, każe postawić kresową zagładę na równi z
najokrutniejszymi przykładami barbarzyństwa w dziejach ludzkości.
Wiktor Poliszczuk pochylając się nad tą zbrodnią, zwraca uwagę
na jej niskie pobudki. Twierdzi, że jeżeli OUN Bandery chciała
wykorzystać konflikt niemiecko - rosyjski do zbudowania państwa
ukraińskiego, to od połowy 1943 r., gdy przegrana Niemiec była już
tylko kwestią czasu, a nadzieja na choćby namiastkę ukraińskiej
samodzielności państwowej upadła, rozpoczęcie masowej
eksterminacji ludności polskiej straciło jakikolwiek sens
usprawiedliwiony politycznie. Nasilenie tej akcji w przededniu
wkroczenia Armii Czerwonej ujawnia intencje OUN – UPA zawarte
w lapidarnym określeniu „Ukrainy nie będzie, ale i Polaków tutaj nie
będzie”. Zbrodnia ta wyczerpywała wszystkie znamiona zbrodni
nieprzedawnialnej, podjętej z najniższych pobudek, w oparciu o
zbrodniczą faszystowską i rasistowską ideologię.
Kresowe ludobójstwo lat 1939-1945 uznać należy za jedno z
najstraszniejszych nieszczęść w całych dziejach Polski. Takiego
barbarzyństwa i uczynionego w tak ogromniej skali na polskich
obywatelach, poza zbrodnią Holokaustu dotychczas nie było. Jeśli
dyskutujemy o zjawisku szybkiego skomunizowania społeczeństwa
polskiego po wojnie, o moralnym upadku, zagubieniu, nie
zapominajmy, że niemal doszczętnie unicestwiono polską
inteligencję, a 1/3 całego społeczeństwa doznała niewyobrażalnej
traumy sowieckich mordów i zsyłek, potem mordów niemieckich i
ukraińskich, a w końcu wypędzenia ze swych rodzinnych kresowych
stron. Mało tego, przez 60 lat ofiary sowieckich i ukraińskich
okrucieństw zostały zmuszone do milczenia.
Przez dziesiątki lat kolejne rządy i elity, zrobiły wszystko by
przedstawione fakty ukryć przed resztą polskiego społeczeństwa.
Skutki milczenia okazały się złe dla obydwu stron dramatu.
Polaków, mieszkańców reszty kraju uczyniły niewrażliwymi na
krzywdę wygnańców, również w sferze zapewnienia im pełnej
własności nieruchomości w miejscach przesiedlenia, a także rent
czy odszkodowań za poniesione straty, zrujnowane zdrowie i
sieroctwo, banderowcom zaś pozwoliły uzyskać „rozgrzeszenie”
i niezasłużenie wielkie wpływy na odrodzonej Ukrainie. Dzisiejsi
ukraińscy badacze, nauczyciele opisują młodzieży wielkie czyny
„bohaterskiej” OUN i UPA, nie wspominając nic o zbrodniczości tych
formacji, o ich współpracy z hitlerowcami. Katom Polaków stawia
się pomniki, nazywa ich nazwiskami ulice i place. W dłuższej
perspektywie dla żadnego społeczeństwa tego typu postępowanie
nie może przynieść korzyści. To jest właśnie cena milczenia [19].
POWODY MILCZENIA
1. MILCZENIE OFIAR:
Ofiary milczały. Samo przypominanie, że ich domy i ziemia
pozostały na Wschodzie, stanowiło, szczególnie w pierwszych latach
powojennych pewne zagrożenie. Rosjanie popełnili na tych ziemiach
równie wiele zbrodni wobec polskiej ludności, nie mówiąc już o
masowych wywózkach. Byli więc na tym punkcie wyjątkowo wrażliwi.
W pierwszych 10 latach komunistycznej władzy w Polsce panował
terror, zwalczano przede wszystkim rodzimą opozycję. Kresowianie
bardziej niż inni z racji swej wiedzy o sowieckich rządach w
czasie okupacji, obawiali się aresztowania czy zsyłki bez prawa
powrotu. Tak więc wypędzeni, wykorzenieni ze swych siedzib i
środowisk, zdziesiątkowani w wyniku działań wojennych i mordów,
wiejscy mieszkańcy Kresów woleli nie mówić publicznie o swych
krzywdach. Do tego dochodził brak zaplecza na obcym miejscu,
braki w wykształceniu, częste związki z tępionym przez reżim AK.
Przesiedleni na zupełnie inne cywilizacyjnie, klimatycznie i
przyrodniczo ziemie, musieli walczyć o przetrwanie,
przystosowanie, zapewnienie sobie środków do życia, ale także
uwolnienie się od koszmarnych wspomnień. [20] Co gorsza zdawali
sobie sprawę z tego, że za nimi podążyła na ziemie zachodnie
niemała ilość oprawców ich rodzin, na prawdziwych lub zrabowanych
ofiarom dokumentach. Część z tych Ukraińców stosunkowo szybko
zaoferowali swe usługi komunistycznej władzy, szczególnie UB i
Informacji Wojskowej i stali się pożądanymi współpracownikami
ustroju [21]. Zyskiwali tym znowu przewagę nad swoimi ofiarami.
Okrucieństwo popełnionych zbrodni i świadomość nieukarania
sprawców, czy przejście ich na współpracę z komunistami u wielu
ocalałych do dziś powodują lęki, że oto banderowcy- mordercy
odnajdą ich, dopadną, spalą im dom, zabiją bliskich, tj. dopuszczą
się takich samych zbrodni jak wcześniej. Ilość chorób
psychicznych, chorób wywołanych ranami fizycznymi, upośledzenia
materialnego i społecznego wywołanego utratą rodzin w tej grupie
była i jeszcze dzisiaj jest zastraszająca [22].
Tak więc, zdana całkowicie na kaprysy nowej komunistycznej władzy
polska ludność kresowa miała poważniejsze problemy, niż
beznadziejna walka o prawdę. Tym należy tłumaczyć ich wieloletnie
milczenie.
Młodszemu pokoleniu kresowemu zaczęto wkrótce tłoczyć w głowy
kłamstwa o niegodziwościach popełnionych przez „pańską Polskę”
na wschodzie i sprawiedliwej, uzasadnionej zemście proletariatu.
W takiej wykładni znajdowała się ukryta sugestia, że oto Polacy
niejako sami zasłużyli sobie na los, jaki ich spotkał. To, że
ukraiński proletariat nakłoniony do zbrodni przez nacjonalistyczną
inteligencję ukraińską, mordował nie „panów”, ale polskich
chłopów, przebić się do ludzkich umysłów nie mogło.
2. MILCZENIE ELIT:
A. Polskie Państwo Podziemne:
Pierwsze błędy popełniono jeszcze w czasie wojny. Sytuacja
przerosła wszystkich. Wiele do życzenia pozostawiało zachowanie
władz Polskiego Państwa Podziemnego. Zwlekały one z ujawnieniem
prawdziwych rozmiarów zbrodni. Niewątpliwie, ogłoszenie przez Rząd
Londyński, że Ukraińcy – ale wciąż obywatele Państwa Polskiego -
dokonują ludobójstwa dziesiątek tysięcy Polaków ofiar, oznaczało
przyznanie, że Rzeczpospolita Polska tymi ziemiami już praktycznie
nie włada, co uniemożliwiałoby jakikolwiek manewr wobec dyktatu
Stalina [23].
PPP czyniło nieudolne próby porozumienia się z ukraińską
emigracją, a nawet ze sprawcami, nie przerwało to jednak czystki
etnicznej. Tragicznym ukoronowaniem tych chwiejnych działań było
bestialskie rozerwanie końmi polskich emisariuszy, przez oddział
UPA na Wołyniu [24].
Polskie władze nie podjęły też decyzji o uzbrojeniu mordowanych
Polaków, ani przysłaniu im odsieczy z innych dzielnic kraju.
Kolejną dramatyczną i brzemienną w konsekwencje decyzją PPP,
było ostentacyjne manifestowanie w konspiracyjnych publikacjach
ukazujących się pod niemiecką okupacją, poparcia dla Rosjan, co
w tym konkretnym wypadku oznaczało wyrok śmierci dla tysięcy
polskich Wołyniaków i Małopolan [25]. Niemcy w tej sytuacji
zostawili UPA wolną rękę w eksterminacji ludności polskiej,
odebrali polskim samoobronom resztki broni, którą przekazali UPA,
razem z żywnością i wyposażeniem. Przez palce patrzyli też na
barbarzyńskie „wyczyny” Ukraińców z SS Galizien wobec polskiej
ludności.
B. Komuniści:
Jak pisze w swej pracy „Droga do prawdy” [26] Andrzej Żupański,
świadek wydarzeń, a równocześnie jeden z organizatorów
polsko-ukraińskich konferencji zatytułowanych „Trudne pytania”:
Komuniści poddawali wszystkie publikacje cenzurze prewencyjnej
i zakazali wszelkich badań naukowych, które ujawniłyby wszystkie
fakty [...] w szkołach powszechnych i średnich uczniowie, a nawet
na uniwersytetach studenci niczego o tej tragedii się nie
dowiadywali”. Przyczyn było wiele. Pierwsza to jak najszybsze
zintegrowanie tych ziem ze Związkiem Sowieckim i zatarcie
wszelkich śladów polskości. Kolejna to wygranie walki
propagandowej, która miała ukryć prawdziwy charakter zbrodni.
Po prostu „polscy panowie” ginęli z ręki „ukraińskiego proletariatu”.
Wreszcie ukaranie części ukraińskich nacjonalistów - ludobójców,
co było elementem wewnętrznej walki komunistów o władzę i „rząd
dusz” na Ukrainie i równocześnie stanowić miało parawan dla
zbrodni samych komunistów dokonanych na obywatelach polskich.
Ścigano część uznaną za nacjonalistów i to głównie wtedy, gdy
udawało się odnaleźć ich związki z Zachodem i jego wywiadem.
Nie jest też mitem, a faktem potwierdzonym źródłowo, że
rozgrzeszonych przez służby specjalne USA i Zachodniej Europy
banderowców zrzucano na polskie terytorium z bronią, dużymi
ilościami pieniędzy, radiostacjami, materiałami wybuchowymi itp.,
i wykorzystywano do szpiegostwa i dywersji. W zbiorach IPN
znajduje się wiele dowodów, na prowadzenie przez nich działalności
sabotażowej i terrorystycznej. Ożywiano sieci dawnej „Osnowy”,
antypolskiej organizacji ukraińskiej działającej w Gdańsku, Gdyni,
Poznaniu [27]. Są to dane demaskujące fakt, że poza
antykomunistyczną, działalność ta miała szerszy i niebezpieczny -
antypolski wymiar [28]. Akcje te były kontynuowane długo po wojnie
(jeszcze w latach 60, a może nawet 70 XX wieku), a ich zaplecze
stanowiły skupiska wysiedlonej w ramach operacji „Wisła” ludności
ukraińskiej i łemkowskiej na północy i zachodzie Polski.
Również zdaniem Rosjan, wybrani członkowie OUN i UPA nadawali
się do dalszej współpracy przeciw Polsce. Dotyczy to tylko przede
wszystkim licznych komunistycznych agentów w oddziałach UPA,
delegowanych tam przez NKWD jeszcze podczas wojny.
Dziś nie ulega wątpliwości, że w latach 1945 - 1947 Rosja
regularnie i na dużą skalę wspomagała dostawami broni sotnie UPA
w 19 powiatach za Bugiem i Sanem. Miało to na celu włączenie tych
terenów w obręb sowieckiego państwa. Fakt ten powinien znacząco
wpłynąć na ocenę przeprowadzonej przez stronę polską operacji
„Wisła” [29].
C. Emigracja – krąg paryskiej „Kultury”
Ukraińskie zbrodnie ludobójstwa powinny być całościowo osądzone
zaraz po wojnie, najlepiej przez polskie sądy. Mordów dokonywali
wszak obywatele II RP, ale osądzone one nie zostały [30]. Co
więcej, nacjonaliści, z banderowcami na czele, doczekali się
rozgrzeszenia. Pierwsza wybaczyła im część polskiej emigracji,
szczególnie ta, która najszybciej zadzierzgnęła związki z wywiadem
amerykańskim i przeszła na jego utrzymanie. W nowej konfiguracji
świata, wzorem Zachodu, część naszej emigracji, szczególnie z
kręgów paryskiej „Kultury” zaczęła nie tylko kontaktować się, ale
użyczać łamów swego pisma moralnym i fizycznym sprawcom mordów
wołyńskich i małopolskich, czy współpracownikom Abwehry, jak
Bohdan Osadczuk [31]. Było to działanie czytelne i jasne, jeśli
przyjmiemy czysto polityczny punkt widzenia: wróg naszego wroga
jest naszym przyjacielem, ale jakże wątpliwym pod względem
moralnym. To doprowadziło do kolejnego grzechu zaniechania.
Na „Kulturze” wychowało się całe pokolenie „Solidarności”. Jej
działacze nie brali pod uwagę, że wśród tych, których tam
goszczono, byli też skrajni ukraińscy nacjonaliści. Podejmując w
paryskiej „Kulturze”, a tym samym pośrednio rozgrzeszano ideologów
ukraińskiego faszyzmu – z Doncowem na czele. Czynem tym nie tylko
zlekceważono ofiary, ale utorowano „nobilitowanym” tym faktem
banderowcom drogę do władzy po odzyskaniu przez Ukrainę
niepodległości.
Ludzie związani z Jerzym Giedroyciem okazali się w tym wypadku
bardziej rzecznikami polityki międzynarodowej, niż krajowej. Po
raz kolejny polityka zwyciężyła wiec z prawdą historyczną.
D. Watykan
Trwająca od wieków wizja wielkiej misji na Wschodzie spowodowała,
że i Watykan rozgrzeszył de facto sprawców, bez pokuty za grzechy.
Trudna i delikatna to kwestia, ale prawo do wybaczenia mają
wyłącznie ofiary, a nie politycy, czy nawet Kościół. Trudno tez
Polakom pogodzić się z faktem wszechstronnej pomocy i ukrywaniu
przez Watykan ukraińskich esesmanów i banderowców. Trzeba mieć
nadzieję, że dla wszystkich osób, które przyłożyły rękę do
jednostronnego odpuszczenia win, byłoby zaskoczeniem, wiedza
o konsekwencjach ich wyboru, a przede wszystkim to, że sprawcy
nieszczęścia i jego inspiratorzy, a także niebędący tu bez winy
ksiądz Metropolita Andrij Szeptycki, trafią na cokoły. Między
innymi na skutek opisanych działań (lub zaniechań), postbanderowcy
osiągnęli dziś w zachodniej części Ukrainy wielkie wpływy i hojnie
wspomagani przez ounowskie organizacje z Kanady i USA, narzucili
znacznej części społeczeństwa przekonanie, że bez pozbycia się
Polaków (czyli ludobójstwa) nie powstałaby „Samostijna” [32].
Przed kilku laty taki pogląd był w Kijowie nieznany, dziś nie
tylko zyskał rację bytu, ale nawet pojawia się w książkach i
podręcznikach.
E. Milczenie organizacji żydowskich.
Współpraca polsko – żydowska na rzecz ujawnienia zbrodni dokonanej
przez nacjonalistów ukraińskich byłaby ze wszech miar korzystna
dla obu stron. Wynika to z faktu, że na Kresach obydwie
narodowości uległy zagładzie. Jest stwierdzonym faktem, że ci sami
nacjonaliści - mordercy, którzy we współpracy z Niemcami, w
niemieckich mundurach mordowali Żydów i Polaków [33], wcześniej
na własną rękę dokonywali holokaustu ludności żydowskiej. Dla
polskiego historyka dużym problemem, poza niechęcią do ujawniania
udziału nacjonalistów ukraińskich czy litewskich w Holokauście ze
strony organizacji żydowskich, jest bariera językowa, bo wiele
relacji i wspomnień przechowywanych w archiwach organizacji
żydowskich spisana jest po hebrajsku lub w jidisz [34]. Tu też
brak badań, publikowanych ustaleń, dążenia do ujawnienia sprawców.
Wydaje się, że główną przyczyną jest niechęć ukraińskich
organizacji i strony żydowskiej w ogóle, do przyznania, że nie
tylko Żydzi, ale i Polacy byli w czasie wojny obiektem holokaustu.
Być może przyczyny te staną się mniej tajemnicze, gdy popatrzymy
na sprawę przez pryzmat roszczeń finansowych kierowanych pod
adresem Państwa Polskiego.
F. W Polsce po roku 1988.
Aby przekonać się, czy w dziedzinie dążenia do prawdy nastąpiła
jakakolwiek zmiana, dość powiedzieć, że mimo upływu 18 lat od
zmiany ustroju w Polsce, żadna uczelnia wyższa nie przystąpiła do
realizacji jakiegokolwiek programu badawczego na ten temat.
Co gorsza, kiedy po latach oczekiwania większość archiwów zostało
otwartych, okazało się, że wielu dokumentów na temat ludobójstwa
już nich już nie ma. Sprawcy i ich poplecznicy zadbali o skuteczne
usuwanie śladów w kraju i za granicą. Mieli na to dziesiątki lat.
W sposób dwuznaczny zachowywał się też Ośrodek „Karta”, gdzie
pełni nadziei kresowianie wysyłali swe wspomnienia. Niechęć jego
prezesa do tego tematu była wręcz przysłowiowa. Mimo posiadania
przez tę placówkę wielu dokumentów, nie dopuszczano ani do ich
publikowania, ani do innego rozpowszechniania. Tam miano też wiele
lat temu zewidencjonować polskie ofiary banderowskich zbrodni.
Mimo sztabu zatrudnionych osób dokonano jedynie ewidencji ofiar –
ukraińskich. Wszystkie próby przejęcia tego tematu w przez inne
ośrodki kończyły się niczym – bo projekt miała zrobić „Karta” - i
tak kółko się zamykało. Ta praca nie została wykonana do dziś!
Ponadto właśnie w „Karcie” ujawniono przypadki niszczenia
dokumentów i relacji przez zatrudnionego tam archiwistę [35].
Po roku 1989 nie szczędzono pieniędzy na projekty dotyczące
euroregionów, krzewienia kultur mniejszości, tymczasem elementarna
wiedza na temat polskiej kresowej kultury deprecjonowała się i
ginęła [36]. Lansowano w Polsce hasło: „wybierzmy przyszłość”.
Historię postanowiono „zostawić historykom”. Historycy jednak nie
za bardzo kwapili się do nowych badań.
Kiedy Polacy wraz z prezydentem „wybierali przyszłość”, na
Ukrainie nastąpiło coś zupełnie odwrotnego. Wsparte dużymi
funduszami z Kanady, USA i Anglii ukraińskie organizacje
nacjonalistyczne rozpoczęły realizację na Ukrainie, ale i w
Polsce, planu pełnej rehabilitacji OUN i UPA, ze zbrodniczych
antypolskich formacji, na „bohaterów walki o nową Ukrainę” i
pogromców komunistów. W „naprawianiu historii” nie pozostali
osamotnieni. Polsce szybko wykrystalizował się ośrodek realizujący
to samo zadanie, w imię nowych priorytetów politycznych kosztem
prawdy historycznej. Był to krąg osób związanych z mediami –
głównie z „Gazetą Wyborczą” kierowaną przez Adama Michnika, a
pozostającą pod silnym wpływem Jacka Kuronia, który nie zawahał
się publicznie twierdzić: „Polakiem jestem z przypadku”. Do pracy
zaprzęgnięto też publicystów i historyków wywodzących się z
mniejszości ukraińskiej, jak Roman Drozd, Mirosław Czech, czy
Paweł Smoleński [37]. Do tego doszło kilku, młodych, ambitnych,
choć niezbyt nieprzejmujących się kryteriami prawdy historycznej
badaczy, których cechą wspólną było doskonałe wczuwanie się w
oczekiwania polityków. Do czołowych reprezentantów tej grupy
zaliczyć można Grzegorza Motykę, Rafała Wnuka i Jana
Pisulińskiego. Badacze ci, związani na dodatek z IPN, a nawet PAN
(Motyka), odcisnęli swoje piętno na propagowaniu nowej,
„poprawionej” wersji wydarzeń. Działaniom tym sekundował ówczesny
prezes IPN Leon Kieres. Dzięki temu udało się rewizjonistom
zastąpić określenie zbrodni ludobójstwa, słynnym pojęciem
„konflikt polsko-ukraiński”.
W swych licznych artykułach, notkach encyklopedycznych a nawet
książkach [38] przemianowali zbrodnicze organizacje
nacjonalistyczne, obciążone współpracą z hitlerowcami na
nieskazitelnych bohaterów, rycerzy walki o niepodległość. Dla
autorów tych nie było ważne, że poza Polakami organizacje OUN i
UPA wymordowały we współpracy z Niemcami kresowych Żydów,
a nawet tysiące samych Ukraińców [39]. Ignorują oni nawet fakt
przynależności OUN do „międzynarodówki” faszystowskiej.
W pracach, nawet tych ukazujących się w Polsce, zaczął się
coraz częściej pojawiać antypolonizm, ostre oskarżenia kierowane
przeciw poszkodowanym Polakom. Nikt nie przeczy, władze polskie
przed wojną popełniły liczne błędy, ale żaden z nich nie może
przecież usprawiedliwiać ludobójstwa! Żaden z przedwojennych
rządów nie chciał ani nie prowadził polityki antyukraińskiej, choć
zmagać się musiał z poważnym problemem terroryzmu na swoim
terytorium, realizowanego przez UWO- OUN.
Okazję do wybielania OUN i UPA zaczęli wykorzystywać badacze
narodowości ukraińskiej, pracujący na polskich uczelniach
wyższych, często z wysokimi stopniami naukowymi uzyskanymi w
Polsce (przede wszystkim Włodzimierz Mokry, Włodzimierz Wysocki,
Roman Drozd i Mikołaj Siwicki). Skrajny antypolonizm pojawił się w
pracach pracującego na KUL naukowca ukraińskiego pochodzenia
Mikołaja Siwickiego [40]. W jego obszernej trzytomowej pracy
„Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich” [41] możemy przeczytać
m.in., że „Polskie społeczeństwo jest zdegenerowane, chore, bo
wychowało się na fałszu...” [42], a przesiedlenie ludności
łemkowsko - ukraińskiej z pogranicza w ramach operacji „Wisła”
ośmielił się nazywać ludobójstwem! Liczba zawartych w tej pracy
przekłamań spowodowała nawet wniesienie przeciw autorowi sprawy
do prokuratury [43].
Opisywanym wcześniej zjawiskom towarzyszyło zwiększenie dotacji i
świadczeń naszego państwa na rzecz zamieszkujących w Polsce
mniejszości. Ośmielone postępowaniem części naukowców,
dofinansowywane przez polski MSZ, pismo ukraińskie „Nasze Słowo”
przystąpiło do ataku na AK i ujawniło szokujące żądania terytorialne
wobec tzw. Zakierzonii, czyli wielu powiatów dzisiejszej Polski [44].
Z organizacji postbanderowskich w Kanadzie i USA wartką rzeką
popłynęły pieniądze na badania i teksty, mające przekonać zarówno
Polaków jak i Ukraińców, że OUN i UPA były nie bojówkami
dopuszczającymi się czynów terrorystycznych i morderczych, a
zasługującymi na pochwałę organizacjami narodowo-wyzwoleńczymi
czy partyzanckimi.
Kartą przetargową strony ukraińskiej wykorzystywaną w walce o
prawdę na temat ludobójstwa na Kresach była i jest operacja
„Wisła” i kwestia nielicznych „polskich odwetów” - vide Pawłokoma
[45]. Operacja „Wisła” była niewątpliwie dla ukraińskiej i
łemkowskiej ludności akcją bolesną i uciążliwą, ale nie była
nieuzasadnioną szykaną dokonaną bez powodu. Nie byłoby potrzeby
jej przeprowadzania, gdyby nie nieustanne akcje terrorystyczne i
walki zbrojne prowadzone przez kurenie przeciw polskiej ludności i
nowym władzom, mające na celu odłączenie od Państwa Polskiego w
nowych granicach 19 kolejnych powiatów. Terror prowadzony był jak
na Wołyniu, czy w Małopolsce Wschodniej drogą mordów, wypędzania
polskiej ludności i niszczenia polskiego i ukraińskiego mienia. W
dokumentach Ministerstwa Administracji Publicznej z lat 1945-1947
odnaleźć można dane na ten temat. Ludność wzywała pomocy od władz
i w końcu ja otrzymała. Jak rzadko które posunięcie
komunistycznych władz, doczekała się pełnej akceptacji społecznej
i przyzwolenia! Tym faktom nie można zaprzeczyć, bez fałszowania
przeszłości.
Jednak część nieznających podstawowych faktów polskich senatorów,
w roku 1990 dało się „podejść” i w ten sposób doszło do uchwalenia
słynnego potępienia operacji „Wisła”. Było to wielkie zwycięstwo
nacjonalistów ukraińskich i tylko tak należy je rozumieć.
W wypadku lepiej zorientowanych w sprawie posłów izby niższej
polskiego parlamentu zabieg ten już się nie powiódł.
Operacja „Wisła” jest jednak cały czas zręcznie wykorzystywana
jako argument tuszujący banderowskie zbrodnie i pretekst do
wysuwania kolejnych roszczeń finansowych wobec Państwa Polskiego
[46]. O wiele ważniejsze jest jednak realizowane (między innymi
w polskich podręcznikach historii) skutecznego i zręcznie
wykorzystywanego przez banderowców zabiegu „wyrównywania win”.
My Wołyń - wy operacja „Wisła”. Rachunki wyrównane. Można tylko
pogratulować tak sprytnego i skutecznego pomysłu. Czarne jest
białe, sprawcy oskarżają ofiary!
W tej sytuacji, niemal cała praca na rzecz ocalenia dla potomności
wiedzy o kresowym ludobójstwie Polaków spadła na organizacje
kombatanckie, stowarzyszenia ofiar ludobójstwa [47], lub
pojedyncze osoby – ciężko doświadczonych uczestników zdarzeń.
Były to osoby z reguły starsze wiekiem i nie do końca przygotowane
do zastępowania instytucji państwa i placówek badawczych, w tym
trudnym przedsięwzięciu. Dlatego tak łatwo przez lata było w nie
uderzać. Niemal od początku narażone były na pełne hipokryzji
zarzuty zawodowych historyków o brak profesjonalizmu. Z protestami
spotykała się też do dziś każda poważniejsza próba upamiętniania
zbrodni [48].
Najważniejszym, choć niewątpliwie połowicznym w wynikach
przedsięwzięciem był wspomniany cykl konferencji - seminariów
polsko -ukraińskich z udziałem naukowców obu krajów pod nazwą
„Trudne pytania” i szereg publikacji pod tym samym tytułem,
zainicjowanych przez samych świadków wydarzeń skupionych w
Światowym Związku Żołnierzy AK. Ogrom przeciwności i problemów
związanych z tymi konferencjami opisał Andrzej Żupański - ich
główny organizator i propagator [49]. Podstawowym problemem,
który pojawił się już na początku tego cyklu spotkań było, że strona
ukraińska przystąpiła gremialnie do obrony obwinianego przez
ocalałych z mordów Polaków – świadków wydarzeń, organizacji
nacjonalistycznych - OUN i UPA. Takie podejście wspierane przez
część polskich historyków, głównie narodowości ukraińskiej,
stanowiło dla organizatorów bardzo trudne wyzwanie. Trzeba
przyznać, że robili co mogli, by nie zmarnować szansy na zbliżenie
do prawdy, jednak znalezienie konsensusu w wielu kwestiach okazało
się wyjątkowo trudne. Wiele wysiłku kosztowało zachowanie
dyscypliny naukowej na seminariach i pilnowanie by nie dochodziło
do emocjonalnych (w końcu uzasadnionych przy omawianiu tego typu
kwestii), a jedynie merytorycznych potyczek.
Poważne zarzuty dotyczące seminariów, w tym ustępliwości
zapraszanych na obrady polskich historyków, postawił nieżyjący już
dziś świadek historii i wielki znawca problematyki zbrodni
wołyńskich, Leon Karłowicz w pracy „Polska-Ukraina – smutne
refleksje” [50]. To, że konferencje nie spełniły do końca
oczekiwań Światowego Związku Żołnierzy AK wynikało z prostego
faktu, że historii nie można „uzgadniać”, tak jak to na
seminariach próbowano robić. Protokoły rozbieżności mają rację
bytu w rozmowach władz ze strajkującymi, ale nie w historii. Tam
należy badać, ustalać fakty, niezależnie od tego, czy jest to dla
danej strony wygodne, czy też nie. Mimo krytycznych uwag należy
przyznać, że referaty przygotowywane na kolejne seminaria,
podniosły w znaczący sposób stan wiedzy na temat wojennych
wydarzeń na Kresach. Cóż z tego; IPN nie okazał się zainteresowany
przejęciem badań, ani nawet odpowiednim ich rozpropagowaniem:
profesor Leon Kieres zasłużył się wyjątkowo dla dalszego
zaciemniania i ukrywania przed opinią publiczną prawdy o tym
okresie stosunków polsko – ukraińskich.
W latach 1999-2003 IPN, kierowany wówczas przez Leona Kieresa,
zapisał szczególnie niechlubne karty w dziele badania prawdy o
kresowym ludobójstwie [51]. IPN zorganizował konferencję na temat
mordów na Wołyniu - w Lublinie (2000) i potem, „dla równowagi”, o
operacji „Wisła” w Krasiczynie (2001). Obydwie okazały się, poza
pojedynczymi wystąpieniami, poważnym krokiem wstecz w poznawaniu
prawdy. Co najdziwniejsze, do wygłoszenia referatów nie zaproszono
osób, które badały już wcześniej te same tematy na seminariach
„Trudne pytania”.
Zmiany nastąpiły w związku ze zbliżającymi się obchodami 60.
rocznicy zbrodni wołyńskiej. Wydano szereg książek z fundamentalną
pracą Władysława i Ewy Siemaszków „Ludobójstwo dokonane przez
nacjonalistów ukraińskich na ludności na ludności polskiej Wołynia
1939-1945” [52] na czele. Warto w tym miejscu podziękować osobie,
której osobiste zaangażowanie i przyznawane za jej przyzwoleniem
środki, pozwalały na prowadzenie badań i dochodzenie do prawdy
tej garstce historyków, którzy nie ulękli się presji. Bez tej pomocy
wiele publikacji nie ujrzałoby światła dziennego. Nie dlatego, że
zawierały nieprawdę, lub zawarte w nich dokumenty były fałszywe,
ale dlatego, że były dla części polityków i środowisk „niewygodne”.
Osobą tą był Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci
Walk i Męczeństwa. Jego odwadze i determinacji zawdzięczają
kresowianie bardzo wiele, a przede wszystkim budowę licznych
upamiętnień w miejscach kaźni. Pomagał i pomaga też w wydawaniu
periodyku „Na Rubieży” [53] i wielu prac źródłowych na temat
ludobójstwa.
Organizacje kombatanckie grupujące ocalałych z zagłady kresowian
planowały obchody zorganizować samodzielnie. Do organizacji
obchodów włączyły się jednak władze państwowe z prezydentem
Aleksandrem Kwaśniewskim. Mimo że działanie to oceniano
niejednoznacznie [54], po raz pierwszy szersza opinia publiczna
dowiedziała się dzięki przekazowi mediów, że jakieś rzezie w ogóle
miały miejsce, a nie były tylko konfabulacją garstki „repatriantów”.
Niestety media, a szczególnie polska telewizja włożyła wiele
wysiłku [55], by widz zakończył oglądanie transmisji nie wiedząc
kto, kogo i za co mordował, a jedynie że doszło do „konfliktu”,
a ofiar nie należy liczyć, bo one się bilansowały, a tak naprawdę
to winni wszystkiemu i tak byli Polacy. Taka niedopuszczalna
ze względu na kryterium prawdy historycznej interpretacja,
zrównująca katów z ofiarami, bo obarczającą je winą za to,
że przyczyniły się do swojej śmierci, choć budzi sprzeciw,
trwa w mediach do dziś.
Przykładów jest wiele, jak choćby ten, że emitowany przez BBC
nakręcony w Anglii film o zbrodniach dokonanych na ludności
polskiej w roku 1944 przez żyjących w dobrobycie na wyspach
członków ukraińskiej formacji SS-Galizien, nie został przez polską
telewizję wyemitowany [56]. Za to wyświetlono gloryfikujący
OUN-UPA film Agnieszki Arnold „Przebaczenie” [57]. Dla Kresowian
szokiem było też przyznanie Orderu „Orła Białego” Bohdanowi
Osadczukowi, który za zasługi w depolonizacji Chełmszczyzny,
w 1941 roku otrzymał stypendium w Berlinie, człowiekowi bardzo
interesom polskim niechętnemu, by nie powiedzieć wrogiemu,
o czym świadczyły niemal wszystkie jego publiczne wypowiedzi
i artykuły.
Lata 2003-2005 podsumować jednak należy pozytywnie, bo milczenie
na temat zbrodni na chwilę zostało przerwane. Ukazało się wiele
nowych pozycji książkowych, pamiętnikarskich, artykułów prasowych
w niskonakładowych pismach, wydano w tym czasie nowe dokumentów,
odsłonięto pomniki i upamiętnienia. Podniosło to niewątpliwie
poziom wiedzy społeczeństwa polskiego o tych wydarzeniach.
Jednak po obchodach 60-lecia ludobójstwa na Wołyniu, mimo
oczekiwań, znowu zapadła cisza. Brak grantów, podejmowania badań
na uczelniach. Cisza ta trwa do dziś.
Tymczasem na Ukrainie wyrosły pomniki: kata Wołynia – Kłyma
Sawura; żołnierzy SS-Galizien (przy wejściu na cmentarz lwowskich
„Orląt”); na ukończeniu jest panteon Stepana Bandery, a na polskiej
szkole we Lwowie wisi tablica upamiętniająca Romana Szuchewycza
- dowódcę ukraińsko-niemieckiej formacji „Nachtigall”, odpowiedzialnej
za bestialskie mordy na Polakach, w tym za mord polskich profesorów
we Lwowie, mord nauczycieli w Krzemieńcu… „Bohaterowie z OUN-UPA”
uhonorowani są dziesiątkami upamiętnień, nazwami ulic, placów...
Politycy z prezydentem Wiktorem Juszczenką i panią Julią
Tymoszenko popierają nacjonalistów, nadają zbrodniarzom wojennym
tytuły narodowych bohaterów, przyznają kombatanckie uprawnienia.
Po ulicach Kijowa, pod czarno-czerwonymi flagami i przy
akompaniamencie bębnów i antypolskich pieśni maszerują dumnie
członkowie OUN i UPA w swoje rocznice. Polska telewizja nie
informuje o niczym (październik 2007), mimo że uczyniły to
zaniepokojone tym faktem telewizje zachodnie. Dlaczego?
To, co obserwujemy, już nie na „Zachodniej Ukrainie”, ale w całym
kraju, co znajdziemy w podręcznikach i historycznych książkach, to
widomy i dramatyczny efekt polskiego zaniechania w wyjaśnianiu
prawdy. To Polacy milcząc, przyzwolili na zbudowanie etosu
„bohaterskiej UPA”.
W ostatnich dwóch latach dzięki zmianie na fotelu prezesa IPN,
po wielu latach przemilczania, zafałszowywania, a nierzadko i
niszczenia istniejących dowodów zbrodni [58], daje się
zaobserwować zintensyfikowanie prac, głównie prokuratorskich.
Prokuratorzy Oddziałowych Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko
Narodowi Polskiemu, dziś przy IPN, przesłuchują setki żyjących
jeszcze świadków. Na wyróżnienia zasługują prokuratorzy Piotr
Zając z oddziału Lublin i Tomasz Rojek z oddziału Wrocław.
Obydwaj zgodnie przyznają, że w świetle zebranych materiałów
nacjonalistyczne ugrupowania ukraińskie dopuściły się zbrodni
ludobójstwa.
Część społeczeństwa pozwoliła narzucić sobie kilka istotnych tez.
Po pierwsze – że musimy „pojednać się” z „narodem ukraińskim”.
Jest to nadużycie, ponieważ naród polski wcale nie potrzebuje
żadnego „pojednania” z narodem ukraińskim, bo nie żywi do niego
wrogości, ani wrogości od niego nie doznaje. Ewentualne pojednanie
mogłoby nastąpić z banderowcami. Ale oni nie chcą wyrzec się
swojej ideologii, która uznaje ludobójstwo za uprawnioną metodę
uprawiania polityki, ani też nie zamierzają dokonać rachunku
sumienia za zbrodnie. Nigdy nie stanowili oni i, miejmy nadzieję,
nie będą stanowić większości ukraińskiego narodu.
Wydaje się, że dotychczas stosowane w Polsce metody osłaniania
banderowskich sprawców przez przeczekiwanie, aż wymrą świadkowie,
przemilczanie, niszczenie źródeł, nieprowadzenie wyczerpujących
badań, przyniosły Polsce efekt przeciwny do zamierzonego. Skrajny
nacjonalizm na Ukrainie zamiast obumierać - potężnieje.
Równocześnie kolejne pokolenia Polaków dojrzewają w niewiedzy
o losie swych przodków. Działania dzisiejszych polskich elit
odcinają też Polskę od szansy wprowadzenia wiedzy na ten temat
kresowego ludobójstwa do kanonu historii powszechnej, jako
doświadczenia ludzkości, które nie może się nigdy więcej
powtórzyć.
Jednak z prawdą jest tak, że w końcu ktoś się o nią upomni. Szkoda
tylko, że zadośćuczynienia nie doczekają ostatni już żyjący
wygnańcy.
XX
Badając stan świadomości dzisiejszych pokoleń o zagładzie
kresowej, musimy uwzględnić, że zbiorowy wysiłek tylu sił
politycznych i „autorytetów” działających wspólnie od dziesiątek
lat nie mógł nie odnieść sukcesu. Był nań niemal skazany. Dowodem
na to jest choćby wystąpienie Andrzeja Wajdy i jego środowiska
przeciw budowie pomnika ofiar mordów OUN-UPA. Dlaczego
zamordowani w Katyniu, czy w wyniku Holokaustu mają prawo
do pamięci, a ponad 100 tysięcy niewinnych ofiar wyjątkowo
okrutnie popełnionych zbrodni, nie? Kresowianie mówią czasem,
że są „od gorszego Boga”...
„Elity” zadecydowały, że Polacy mają zapomnieć i zamilknąć.
W przeciwieństwie do polskich mediów, od lat przemilczających lub
fałszujących kresową tragedię, na Ukrainie obserwujemy zjawisko
wręcz odwrotne. Dziesiątki wydawnictw i stron w Internecie
wskazuje na usilne działania na rzecz rehabilitacji skrajnego
nacjonalizmu ukraińskiego. Działalność ta jest tak masowa i pełna
determinacji, że budzi zdziwienie, ale i obawy. Tym bardziej, że
po zapoznaniu się z prezentowanymi danymi, można poczynić pewne
obserwacje. Mamy więc do czynienia ze staraniami o nobilitowanie
i kreowanie członków OUN i UPA na bohaterów całej Ukrainy.
Z ukrywaniem, a nawet pozbawionym skrupułów fałszowaniem
historii podszytym wyraźnym antypolonizmem, a nawet rewizjonizmem.
O tym ostatnim świadczą kolportowane mapy „Wielkiej Ukrainy”
z tzw. Zakierzonią, czyli 19 powiatami dzisiejszej, pojałtańskiej Polski
[59]. Popularyzacja i gloryfikowanie zbrodniczej UPA, głównie
wśród młodych, ludzi odbywa się też za pomocą umieszczanych w
Internecie filmów jak np. „Żelazna Sotnia” [60], czy komiks o UPA
dla młodzieży. Wspomniany komiks jest kalką banderowskich
opracowań. Poza silnymi wątkami wrogimi Polakom, zawiera obrazek
pomordowanych ukraińskich kobiet i dzieci, które zdaniem autora
zamordowali –Polacy!!! Do tego posuwają się propagandyści
banderowscy [61]. Jeśli ktoś chce zakupić filmy o „bohaterskiej
UPA”, nie ma z tym żadnych problemów [62]. Na ukraińskich stronach
dochodzi też do gloryfikowania formacji SS-Galizien [63]. Strona
ta redagowana jest przez jej kombatantów i sympatyków. Szczególnie
ostrą antypolską propagandę prowadzi bardzo bogaty, wpływowy i
zdyscyplinowany Ukraiński Światowy Kongres z siedzibą w Ameryce
[64]. Ostatnio poza żądaniami odszkodowań na fali związanej z
obchodami rocznicy operacji „Wisła” przeprowadził on akcję
wysyłania do papieża listów, domagających się usunięcia z
Przemyśla polskich tablic [65]. Młodzi ukraińscy nacjonaliści mogą
się szkolić w faszystowskiej ideologii OUN, na stronie specjalnie
dla nich przygotowanej [66]. Jednak, jakby tego było mało,
dochodzi do atakowania polskich stron w Internecie [67]. W
ostatnich latach mają też miejsce taktyczne porozumienia
ukraińskich nacjonalistów z Litwinami [68], czy spotkania młodych
nacjonalistów ukraińskich i neonazistami niemieckimi, w
północno-wschodniej Polsce.
Naukowcem, który od lat bada problematykę współczesnych przeszkód
w kontaktach polsko-ukraińskich wywołanych wspólna trudną historią
jest socjolog i politolog profesor Marian Malikowski. Podkreśla on
w swych pracach, że aby móc poruszać się w tego typu problematyce,
konieczne jest podejście interdyscyplinarne. Tylko synteza wiedzy
historyka, politologa, socjologa, a może i psychologa pozwoli
zbliżyć się do tak złożonego i pełnego emocji zjawiska, jakim jest
pamięć międzypokoleniowa i społeczny jej odbiór.
Co innego wiedza szczegółowa, czym innym jednak zbiorowa
świadomość zwykłych obywateli. Tu stereotyp Ukraińca ukształtowany
w dawnych wiekach, umocniony dramatem w czasie ostatniej wojny nie
jest zachęcający. Ukrainiec to w świetle najbardziej
rozpowszechnionego stereotypu, człowiek okrutny, bezwzględny,
podstępny, rizun, nienawidzący i mordujący Polaków. Takie
wyobrażenie funkcjonuje nadal wśród starszego pokolenia, a w
złagodzonej formie wśród ludzi młodych. Ci ostatni nie za bardzo
wiedzą, dlaczego, ale niechęć przekazana przez ojców nie została
wykorzeniona. Zbrodnia trwać będzie w świadomości Polaków jeszcze
przez wiele pokoleń, gdyż pamięć zbiorowa jest jak pisał prof. M.
Malikowski „bardziej odporna na zmiany rzeczywistości niż pamięć
indywidualna” [69].
Jednak naukowcy częstokroć kreują obraz zgoła odmienny, noszący,
wbrew prawdzie historycznej, cechy postulatywne. Wtedy nasuwają
się pytania: Co powoduje, taki, a nie inny sposób pisania?
Nieznajomość faktów czy intencjonalność działania. Z takim
przypadkiem mamy do czynienia w pracy pt. „Narody i Stereotypy”
będącej pokłosiem konferencji, która odbyła się w Krakowie w roku
1995 [70]. Mimo aż czterech zawartych w tej pracy tekstów
poświęconych stereotypom Ukraińca i Polaka, tematy związane z
doświadczeniem agresji przez Polaków, były przez autorów zręcznie
omijane. Jedynie Danuta Sosnowska [71] we fragmentach swego
referatu, w szyderczym i wysoce niechętnym tonie odnosi się do
zbrodni popełnionych przez ukraińską ludność na Kresach.
O wspomnieniach ofiar pisze pogardliwie, że są to „dziełka”
i zarzuca im fałszerstwo, np. stwierdzeniem: „we wszystkich
tekstach, o których wspomniałam, podkreślano przy pomocy
rozlicznych, często wyrafinowanych sposobów dokumentacyjny
charakter książki”(podkreślenie moje - L.K.). W ten sposób
naukowiec, prezentując swoją prywatną wizję, pozwala sobie na
ferowanie ocen, bez weryfikacji faktów, podanych w omawianych
przez siebie książkach. Co gorsza, z góry zakłada, że autorzy
przywołując tortury i okrutne sposoby mordowania – kłamali [72].
Smutny to dowód na stan dzisiejszej nauki. Mniejszym problemem
jest sam brak podstawowej wiedzy autorki tekstu, większym, że mimo
tego podjęła się realizacji tak poważnego tematu.
Niewątpliwie młodsze pokolenie Polaków zmieniło swe poglądy o
Ukraińcach na korzyść, m.in. przez ogromną propagandę związaną
z organizowaniem „pomarańczowej rewolucji” i zaangażowaniem się
w nią Polaków. Nadal jednak Ukraińcy znajdują się na odległych
miejscach, w prowadzonych regularnie przez OBOP badaniach
dotyczących sympatii poszczególnych nacji. Potwierdzają to badania
przeprowadzone przez zespół z Wydziału Nauk Społecznych
Stosowanych AGH, na społeczności studenckiej uczelni. Jak wpływa
na to wiedza o wojennym dramacie - nie wiemy, bo nikt nie
przeprowadził choćby pilotażowych badań socjologicznych na ten
temat.
(Powyższy artykuł - wraz z kilkoma innymi tekstami Autorki -
niebawem ukaże się w książce na temat stosunków
polsko-ukraińskich, pod redakcją prof. dr. hab. Bogumiła Grotta).
PRZYPISY:
1. Kulińska L., Nie tylko Wołyń, „Sowiniec, Materiały
Historyczne” 2003, nr 22.
2. Nie oznacza to, że w środowisku rodzinnym nie było
na ten temat informacji (przekazy od ojca, który w latach 50-tych
dwa lata przebywał w Bieszczadach, kontakty towarzyskie rodziców,
kresowi sąsiedzi w kamienicy, nieliczne publikacje) – jednak
wszystkie te fakty przyjmowane były z przez nią z niedowierzaniem.
3. Miarą niewiedzy, lub świadomego przemilczania, był
na przykład fakt napisania przez jednego z wrocławskich
utytułowanych historyków prac na temat okupacyjnego Lwowa,
czy działającego tam Komitetu Pomocy (RGO) z pominięciem
najważniejszej jego funkcji, czyli ratowania tysięcy polskich
uchodźców z Wołynia i Podola, którzy w tym mieście się schronili.
Poza pominięciem problemu pomocy lwowiaków dla ofiar mordów i
wypędzeń, omawiany autor prawie nie zauważył mordów na tysiącach
Polaków dokonanych przez nacjonalistów w roku 1941 (w tym na
lwowskich profesorach). Pracę oparł na źródłach ze Lwowa, nie
próbując nawet przemierzyć 50 metrów z Instytutu Historii do
Ossolineum, gdzie na ten temat są setki stron dokumentów RGO
z depozytami prof. Widajewicza na czele. Czy to przypadek, że
również „Karta”, posiadając dostęp do prawie wszystkich polskich
dokumentów, nie ujawniła żadnego z nich od roku 1991?
4. Choć też poddane manipulacji, która uwalnia Niemców
od odpowiedzialności za napaść na Polskę i zbrodni na Polakach -
mówi się jedynie o coraz bardziej zawężanej grupie „hitlerowców”.
5. Na przykład straszliwego mordu dokonanego przez
litewskich nacjonalistów w Ponarach.
6. Pisał o tym Stanisław Michalkiewicz w artykule pt.
„Dzieci gorszego Boga?”, „Nasz Dziennik”, 21-22.07.2007.
7. W relacjach świadków są informacje, że nawet
9-letnie dzieci pod presją nacjonalistów dobijały rannych.
8. Czasem na polskich „papierach” zrabowanych ofiarom.
9. Kulińska L., Dzieje Komitetu Ziem Wschodnich na tle
losów ludności polskich Kresów t. 1-2 Kraków 2001-2003. Dokonywano
tego przez osobiste zabicie dorosłej, lub, częściej, nieletniej
ofiary (w dokumentach odnalezionych przez autorkę, polecenie to
brzmi następująco: „wybierz sobie „lacha”, lub „lacku detynu”... i
zabij go”).
10. Dokumenty polskiego podziemia zawierają liczne opisy
tych zdarzeń. Rozkazy mordowania Polaków wydawane były przez
centralnych i lokalnych przywódców OUN. Zorganizowano sądy
doraźne, wydające natychmiast wykonywane wyroki śmierci na
miejscowych Polaków. Zebraniom sądów przewodniczyła inteligencja
ukraińska, najczęściej księża, kierownicy szkół, nauczycielstwo,
gdzie zaś nie było inteligencji – „sprawiedliwość” wymierzali sami
chłopi - uzbrojeni w siekiery, widły, łopaty.
11. Wydarzenia te stały w jawnej sprzeczności z podpisaną
we wrześniu 1939 roku przez ukraińskich przedstawicieli
politycznych deklaracją o lojalności w obliczu agresji na Polskę.
12. Najczęstszym sposobem, poza denucjacjami, było
sporządzanie dla okupanta list proskrypcyjnych, rabunek mienia
wywiezionych, mordowanie powracających właścicieli domostw itp.
13. Nie wolno zapominać o tym, że wszystkie te formacje
miały także na sumieniu mordy na ludności żydowskiej.
14. Nie myślę tu o „dołach” organizacyjnych, bo z tajnych
dokumentów OUN wynika jednoznacznie, że kontakty były to zakazane,
ale o przywódcach właśnie. Wielu z nich miało bardzo niejasne
związki z KGB. Niewątpliwie wiele dokumentów na ten temat znajduje
się w rosyjskich archiwach. Dobrym przykładem są dokumenty
ujawnione w rosyjskim filmie na temat ukraińskiego nacjonalizmu:
Украинский национализм. Невыученные уроки, реж. Вадим Гасанов
2007.
http://community.livejournal.com/online_video/27535.html
http://video.google.com/videoplay?docid=-1705963579806328164&hl=en
15. Ukraiński Centralny Komitet. Miał siedzibę w stolicy
GG, w Krakowie. Na jego czele stał nieformalny przywódca -
Wołodymyr Kubijowicz.
16. Bez przygotowania sił i konkretnych rozkazów - do
eksterminacji na taką skalę dojść by po prostu nie mogło.
17. Niemający wyboru, pozbawieni wszystkiego, koczujący na
stacjach uchodźcy, stawali się łatwym łupem Niemców, którzy
podstawiali pociągi towarowe, praktyce najczęściej węglarki i
oferowali wywózkę na roboty jako jedyną formę pomocy. Była to
przysłowiowa „propozycja nie do odrzucenia”. W Niemczech poddawano
ich eksploatacji, głodowali i ginęli pod bombami alianckich
nalotów. Informacje na ten temat docierały z Niemiec do RGO w
Krakowie. Wiemy też, że część opisywanych transportów trafiała
m.in. do budowy sieci podziemnych schronów na Dolnym Śląsku.
18. Tak było w wypadku dla esesmanów z Dywizji
SS-Galizien, tak było i w wypadku samego Dmytra Doncowa, który nie
gdzie indziej, a w polskiej ambasadzie w Bukareszcie szukał
schronienia.
19. Analizując stosunki polsko-ukraińskie po drugiej
wojnie światowej, warto odwołać się do jednego z licznych
artykułów prof. Mariana Malikowskiego: „Strategie i taktyki
stosowane w kontaktach polsko-ukraińskich w zakresie ujmowania
historii wzajemnych stosunków”. Autor dowodzi, że w dziedzinie
współczesnych badań naukowych nad stosunkami polsko – ukraińskimi,
przez całe lata miała miejsce duża nierównowaga. Piszących na te
tematy Ukraińców, zamieszkałych na emigracji w krajach zachodnich,
w Polsce i na Ukrainie, było kilkakrotnie więcej niż Polaków.
Istnieje wprawdzie obfita polska literatura wspomnieniowa -
autorstwa świadków wydarzeń, jednak jako subiektywna, była i jest
uznawana za niewiarygodną i odrzucana. W o wiele lepszej sytuacji
byli przez dziesiątki lat politycy i żołnierze, członkowie OUN i
UPA - żyjący na emigracji. Dlatego to oni narzucili swój punkt
widzenia i polskim badaczom. Prawdy nie znali też najczęściej,
stanowiący gros tej fali emigracyjnej ludzie, uratowani z armią
Andersa - oni opuścili Kresy zanim doszło do zbrodni ludobójstwa.
Nad ofiarami zapadła więc na dziesiątki lat kurtyna milczenia.
Zbrodniarzy z SS-Galizien ocaliło polskie obywatelstwo i
niezrozumiałe do dziś wstawiennictwo samego gen. Władysława
Andersa.
20. Autorce znany jest przykład Wołyniaka, który po
utracie rodziców i niemal całej rodziny, nie mógł otrzymać pracy z
powodu umieszczenia tego faktu w swoim życiorysie. Dopiero
„pouczony” napisał, że rodzinę zamordowali mu Niemcy i wtedy pracę
otrzymał.
21. Strzępy danych na ten temat odnaleźć można w polskich
archiwach, a szczególnie materiałach przekazanych do IPN. Jednak
ilość celowo zniszczonych, powycinanych, zaczernionych trwale
dokumentów w zespołach np. MAP w CA MSWiA, świadczy, że ludzie ci
mieli od roku 1989 dużo czasu na usunięcie śladów swej przeszłości
i działalności. Związanie się z nową władzą była też dobrym
sposobem na uniknięcie wyjazdu do Związku Sowieckiego w ramach
„wymiany ludności”. Osobom tym komuniści w zamian za współpracę
wybaczali przeszłość. W proceder ten uwikłana była stosunkowo duża
ilość przestępców.
22. Warto zapoznać się z relacjami tysięcy ocalonych, by
poznać dramaty ich powojennego życia.
23. 27 Wołyńska Dywizja Piechoty została sformowana
dopiero w pierwszych miesiącach 1944 roku, gdy Wołyń został juz
praktycznie „odpolszczony”. Około 60 tysięcy Polaków banderowcy i
ich pomocnicy z Kuszczowych Widiłów wymordowali, dziesiątki i
setki tysięcy pozostałych wypędzili ze swych siedzib na tereny
G.G.
24. We wsi Kustycze (pow. Kowel) 7 i 8 lipca 1943 r.
Zginęli: przedstawiciel Delegatury, ppor. Zygmunt Rumel,
towarzyszący mu członek konspiracji AK, Krzysztof Markiewicz oraz
ich woźnica - cała polska delegacja, [za:] Siemaszko Wł.,
Siemaszko E., Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich
na ludności polskiej Wołynia, 1939-1945 , ss. 383, 1139.
25. Wytkniętą przedstawicielom polskiego podziemia nawet
przez nielicznych nieżyczących źle Polakom Niemców.
26. Żupański A., Droga do prawdy o wydarzeniach na
Wołyniu, Toruń 2005, s. 9.
27. Autorka znalazła w IPN informacje o tym ,że dawni
współpracownicy Abwehry z „Osnowy” wchodzili w skład kadry
odbudowywanych Szkół Morskich.
28. Traktują o tym całe zespoły przeniesione do BU IPN z
CA MSWiA (teczki i mikrofilmy z zespołów OUN i UPA – sygnatury w
posiadaniu autorki).
29. W polskich archiwach nie brakuje na ten temat
materiałów. Wystarczy prześledzić zespól MAP (Ministerstwa
Bezpieczeństwa Publicznego) w CA MSWiA (choć wyniszczany przez
osoby korzystające z tych zbiorów- liczne wycięcia, uszkodzenia co
do których nie przeprowadzono śledztw, ale przegląd metryczek może
nasunąć określone podejrzenia, co do osoby, która wcześniej
prowadziła ten sam proceder w Archiwum Wschodnim „Karty”, za co
została z niej wyrzucona.
30. Zaraz po zakończeniu II wojny światowej na mocy
przyjętych nowych demokratycznych praw, zbrodniarze wojenni
powinni zostać postawieni przed odpowiednimi sądami i trybunałami.
Tak się jednak nie stało. W naszej części Europy karty rozdawał
Stalin. Wielu uniknęło sprawiedliwości chroniąc się ze zrabowanymi
łupami w tzw. „wolnym świecie”, gdzie dożywają w dobrobycie swoich
dni, nierzadko kontynuując działalność antypolską i propagując
zbrodniczą ideologię. W ich ocaleniu swój udział miały także
wojskowe władze emigracyjne w tym. gen. Władysław Anders. Pomógł
im też Watykan.
31. Kilka znaczących artykułów poświęcił temu problemowi
prof. Bogumił Grott z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
32. Dziś na pytanie rodzin ofiar kierowane do dawnych
sąsiadów, „dlaczego tak okrutnie nas mordowaliście” –odpowiadają –
„tak było trzeba”..., bez niemal żadnego poczucia winy.
33. Jak dzisiejszy „bohater Ukrainy”(2007) z nadania prez.
Juszczenki.
34. Autorka tekstu podejmowała takie próby.
35. http://pl.wikipedia.org/wiki/Eugeniusz_Misiło
36. Podjęty przez młodych działaczy warszawskiego
samorządu o korzeniach wołyńskich pomysł stworzenia „Instytutu
Kresowego” w Warszawie został wprawdzie w roku 2007 zrealizowany,
ale placówka ta, po objęciu władzy w mieście PO, pozbawiona
niezbędnych funduszy i zaplecza naukowego, ginie.
37. Dwaj pierwsi, to prominentni członkowie Związku
Ukraińców w Polsce.
38. W książce Grzegorza Motyki, Tak było w Bieszczadach,
Warszawa 1999, czy Romana Drozda, Ukraińska Powstańcza Armia,
Warszawa 1998, za które badacze ci otrzymywali na polskich
uczelniach tytuły naukowe dochodziło do niedopuszczalnego
relatywizowania przeszłości i bagatelizowania faktów, a nawet ich
fałszowania. Szczególnie nasycone silnym antypolonizmem i w wielu
watkach nieobiektywne prace pracujących w Polsce ukraińskich
badaczy i działaczy ZURP jak Roman Drozd, Bohdan Huk, Igor
Hałagida, Eugeniusz Misiło nie spotkały się dotychczas z należytą
merytoryczną oceną. Wprowadziły, zamiast tak oczekiwanego przez
stronę polską porozumienia i współpracy, element wrogości i
agresji. Taka edukacja jaką stale prezentuje organ Związku
Ukraińców e Polsce „Nasze Słowo” poddając w wątpliwość dzisiejsze
granice Polski, usprawiedliwiając terrorystyczną i zbrodniczą
działalność OUN przed wojną i w czasie jej trwania i kreując UPA
na armię nieskazitelnych rycerzy, budzi protest u wszystkich
jeszcze żyjących świadków wydarzeń.
39. Wiktor Poliszczuk w swych publikacjach mówi o
kilkudziesięciu tysiącach ukraińskich ofiar OUN-UPA.
40. Naukowiec ten, językoznawca, we współpracy z
profesorem UJ Włodzimierzem Mokrym (byłym posłem na Sejm) od lat
prowadzą usilną działalność na rzecz rehabilitacji OUN – UPA i są
rzecznikami banderowców i ich pogrobowców w każdej kwestii. W
takim, silnie wrogim Polsce i Polakom duchu, wychowują na polskich
uczelniach młodzież.
41. Warszawa 1994.
42. [za:] Andrzej Żupański „Droga do prawdy”, Toruń 2005,
s.89.
43. Niestety, autor tak bezwartościowej poznawczo i
zakłamującej rzeczywistość pracy, nie spotkał się z jakimkolwiek
potępieniem ze strony środowiska naukowego.
44. Co ciekawe, nikt nie zainteresował się faktem, że
Polska nie posiada ze strony nowej Ukrainy żadnej deklaracji na
temat nienaruszalności granic, mimo że Polska dokonała takiego
aktu jednostronnie. Niestety wielu polityków ukraińskich o
nacjonalistycznych poglądach formułuje bezkarnie wobec Polski
żądania terytorialne.
45. Autorka napisała dwa obszerne teksty na ten temat,
które odnaleźć można w Internecie, wiec nie rozwija tutaj tego
wątku.
46. Z okazji 60. rocznicy operacji „Wisła” Światowy
Związek Ukraińców z siedzibą w Toronto opublikował specjalną
deklarację wzywającą do urządzenia uroczystych obchodów tej
rocznicy. Sugeruje on prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence,
by „potępienie” tej operacji oraz skłonienie Polski do wypłaty
odszkodowań dla jej ofiar i ponownego osiedlenia „wypędzonych”, a
właściwie ich potomków na „ukraińskim terytorium etnicznym” – jak
deklaracja określa obszar województw podkarpackiego i
małopolskiego – uczynił podstawową treścią stosunków
ukraińsko-polskich.
47. Światowego Związku Żołnierzy AK, Stowarzyszenia
Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów z Wrocławia
i innych.
48. Szczególnie nieprzejednaną postawą wykazał się tu
profesor Jerzy Tomaszewski z Uniwersytetu Warszawskiego.
49. Żupański A., Droga do prawdy, Toruń 2005.
50. Lublin 2002.
51. Rolą tą może się też podzielić z byłym szefem pionu
edukacyjnego IPN – Piotrem Machcewiczem, który poza
zorganizowaniem owych niechlubnych konferencji w Lublinie i
Krasiczynie przyłożył rękę popularyzowania poprzez „Biuletyny IPN”
za czasów swego szefowania wiedzy niepełnej, a czasem wręcz
zakłamanej.
52. Tom I i II Warszawa 1999, 2000.
53. Wydawanego przez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar
Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów z Wrocławia.
54. Chodzi tu głównie o treść przyjętych międzypaństwowych
dokumentów i o kompletną nieznajomość problematyki przez polskich
parlamentarzystów - vide wystąpienie Bronisława Komorowskiego.
55. Między innymi dobierając ukraińskich komentatorów,
wypowiadających się w tonie Polsce i Polakom niechętnym.
56. „SS in Britain”, Directed by Julian Hendy, Produced by
Yorkshire TV, Leeds, UK 2000.
57. Produkcja Telewizja Polska – Agencja Filmowa (dla
programu 1).
58. Wypadki takie były nieodosobnione i dotyczyły zarówno
zbiorów Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi
Polskiemu, CA MSWiA, a nawet Archiwum Wschodniego Ośrodka „Karta”
jak i, być może, innych zbiorów, o czym nie wiemy.
59. Można je obejrzeć np. na stronach miasta, z którego
pochodzi prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko np.
http://sumy.net.ua/History/map/17!.php
60. Np. na stronie www.oun-upa.org.ua czy
http://www.youtube.com/results?search_query=OUN-UPA&search=Search
61. Więcej na ten temat na ukraińskiej stronie
http://www.observer.sd.org.ua/news.php?id=11996
62. Wystarczy wejść na stronę
http://www.ukrainianworldcongress.com/what%27s_new/Film/index.html
63. http://www.infoukes.com/galiciadivision/
64. www.ukrainianworldcongress.com
http://www.ukrainianworldcongress.com/committees/KLHP/index.html
65.
http://www.ukrainianworldcongress.com/press_releases/2007/Huzar_support_Premyshl.html
66. Np. http://www.ukrnationalism.org.ua/
67. Do takiej akcji doszło w księdze gości na stronie
lwowskiego działacza AK www.szeremeta.republika.pl Strona była
blokowana „spamowana” przez ukraińskich nacjonalistów z Polski i
Ukrainy, zawierała odesłania linków do stron pornograficznych itp.
Można tam znaleźć silnie antypolskie wpisy Jak np. wpis niejakiego
Kotwickiego
cytat: „Jaka miara mierzycie taka będzie wam zmierzone. Okupancie
i odwieczny zaborco Ukrainy Rusi- Lachu. Tak będziesz miał
zapłacone za wieki wyniszczania, uciskania i mordowania
Ukraińskiego narodu. UPA to organizacja militarna, partyzancka,
wyzwoleńcza, która przelewała krew własna i wroga (m in. waszą
lacką juche) po to żeby mogło istnieć państwo Ukraińskie tak jak
istnieje wasza Rzecz. Po trupach do celu. Jak to powiedział pewien
mądry polaczek, ze po wroga i najeźdźcy to jeszcze lepiej bo to
uświęca cel. WOLNOSC WSZYSTKIM NARODOM. Nie tylko lachom itp.
śmieciom. WSZYSTKIM !!!" Podpisał się jako "Kotwicki , AK-ury,
Kaczki",
czy:
"Papier wszystko przyjmie. Możecie sobie pisać swoje "Łuny w
Bieszczadach" ale nic nie zmieni faktu ze ani Lviv ani Wolynie z
Kresami nigdy już nie będą wasze!!!
Kto kogo mordował, okupował i wynaradawiał wieki cale z Moskalami
do spółki to chyba wam nie musze wypominać?
Sława UPA !!! Borciam za woliu UKRAJINY SŁAWA!!!"
Takich wpisów na stronie zasłużonego Polaka –Akowca, było więcej
co wskazuje na działanie planowe i skoordynowane, o czym świadczy
też stale odsyłanie czytelników do strony szowinistów:
www.oun-upa.org.ua Także jedna z popularnych ukraińskich grup
rockowych „Tartak” nagrywa piosenki gloryfikujące UPA. Utwór pt.
Ne każuczy nikomu (Nie mów nikomu) powstał z okazji przypadającej
w 2007 r. 65 rocznicy powstania UPA. Lider kapeli Aleksander
Położyński to postać powszechnie znana na Ukrainie. Jest
animatorem akcji kulturalnych typu ukrainizacja poprzez muzykę
oraz świadomym nacjonalistą, o czym pisze na stronie internetowej:
www.ukrnationalism.org.ua/publications/
Jego zespół występował także w Polsce w 2005r. Położynski był...
osobą prowadzącą XVIII Festiwal Kultury Ukraińskiej w Sopocie.
Prowadził tę imprezę wspólnie z Robertem Leszczyńskim,
dziennikarzem związanym z partią Demokraci.PL i dziennikarzem
Gazety Wyborczej. Scenariusz klipu ilustrującego piosenkę oparto
na historii z 1943, gdy mały oddział UPA bronił się kilka dni w
ruinach pewnej wołyńskiej cerkwi przed wielokrotnie większym
oddziałem Niemców. Tymczasem wnętrza, w których nagrywano klip,
przypominają do złudzenia barokowy kościół katolicki, być może
obrócony w ruinę właśnie przez UPA. Nowy utwór grupy „Tartak” to
kolejny przykład tworzenia we współczesnej kulturze ukraińskiej
heroicznego mitu Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Klip można obejrzeć m.in. na stronie internetowej:
http://www.youtube.com/watch?v=y3iFqeNakIw&eurl=http%3A%2F%2Fwww%2Enation%2Eo
68. Akcja wiązała się z adaptacją Klasztoru Bazylianów w
Wilnie, tak zasłużonego dla naszych dziejów, na hotel. Polskie
symbole, tablice, kartusze pousuwano. Uczynili to Bazylianie z
Ukrainy, tym sposobem niemiłe Litwinom pamiątki znikną na zawsze.
Jedno jest pewne: Polska będzie milczeć. Jak zawsze.
http://www.kurierwilenski.lt/index-article.php?subaction=showful
...
69. Współczesne stosunki polsko-ukraińskie: Trudne
problemy, trudne rocznice [w:] Stosunki polsko-ukraińskie w latach
1939-2004, Warszawa 2004.
70. Walas Teresa (red.), Narody i stereotypy, Kraków 1995.
71. Pod tytułem „Stereotyp Ukrainy i Ukraińca w
literaturze polskiej”.
72. Wpływ na wybór referatów i ton tej części obrad miała
kierowana przez Włodzimierza Mokrego Fundacja św. Włodzimierza
Chrzciciela Rusi Kijowskiej, znana z dążenia do wybielania
działalności OUN i UPA, i antypolskich postępków Andrzeja
Szeptyckiego.
--
cdn
* Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie *
Wydarzyło się 65 lat temu
http://65-lat-temu.salon24.pl/
Technical Details
Message-ID:
<gsfvsj$ctd$1@achot.icm.edu.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news2.icm.edu.pl!not-for-mailReferences:
<gsfviq$cco$1@achot.icm.edu.pl>Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news2.icm.edu.pl!not-for-mail From: "cdn" <_cdn_@cdn.org> Newsgroups: alt.pl.ukraina Subject: Re: Dlaczego Polacy tak mało wiedzą o Kresowych zbrodniach 1939-1947? Date: Sun, 19 Apr 2009 22:00:21 +0200 Organization: CDN Lines: 1332 Message-ID: <gsfvsj$ctd$1@achot.icm.edu.pl> References: <gsfviq$cco$1@achot.icm.edu.pl> NNTP-Posting-Host: c58-112.icpnet.pl Mime-Version: 1.0 X-Trace: achot.icm.edu.pl 1240171221 13229 62.21.58.112 (19 Apr 2009 20:00:21 GMT) X-Complaints-To: abuse@icm.edu.pl NNTP-Posting-Date: Sun, 19 Apr 2009 20:00:21 +0000 (UTC) X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2900.5579 X-Priority: 3 X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2900.5512 X-MSMail-Priority: Normal Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit