🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: alt.pl.ukraina
Article #16470

No i wróciłem, było prawie idealnie

#16470
From: Wojtek M.
Date: Sat, 18 Aug 2007 10:47
190 lines
15217 bytes
Witalcie.

UKRAINA TO PIĘKNY KRAJ!!
Nawet nie przypuszczałem, że jest tam tak ładnie. Szczególnie karpaty, a
przecież jest to zaledwie kawałeczek jaki zobaczyłem.

Najpierw zajechałem do Lwowa. Przeraziła mnie droga od granicy do miasta,
ale jakoś moja audiczka to przetrwała. We Lwowie nie ma ulic, jest poligon.
Tramwaje jeżdżą bardzo powoli, wszędzie przeciskają się małe autobusiki,
łady, skody, wołgi, mercedesy, bmw i lexusy :) Jeździ się tragicznie więc
samochód zostawiłem na parkingu strzeżonym i miasto zwiedzałem przy pomocy
komunikacji miejskiej i pieszo. Lwów jest piękny, rynek, uliczki dookoła,
kawiarenki, dużo torystów. O nocleg nie musiałem się martwić, ponieważ
nocleg znalazł mnie sam. Podszedł do mnie chłopaczek przedstawił się jako
Andrzej i załatwił kwaterę i pani Sławy na ul. Krakowskiej :) dosłownie 20m
od rynku. Zapłaciłem 30zł od osoby. Bardzo czysto i kulturalnie. Byłem
wdzięczny Andrzejowi, bo pomógł mi z tym a trochę się martwiłem. Potem
zaproponował, że oprowadzi mnie trochę. Zaczęliśmy spacerować po rynku. Po
godzinie zapragnąłem spędzić resztę wieczoru z rodziną. Wsadziłem mu
ukradkiem 5 $ do paczki papierosów i poczęstowałem :) Nie podziękował...
schował do kieszeni. Zrobiliśmy się głodni, postawiłem mu kolację. Nie
mogłęm się wyogóle od niego uwolnić. Strasznie ssał kasę. A najbardziej
przerażiła mnie akcja z wycieczką Polaków. Kilka osób z wycieczki widocznie
już go znała i jeden podszedł do niego i powiedział : No to teraz jak
złapałeś to jesteś prawie jak gość... Gdy już zorientowałem się ile w sumie
kasy wydałem na niego, a nic nie zobaczyłem to definitywnie się
pożegnaliśmy. Zapytał jeszcze czy dam mu banknot 1$ bo on zbiera. Dałem mu
:)
Na drugi dzień postanowiłęm pojechać w inne miejsce. Wybrałem się samochodme
do Kołomyji. Jednak zbyt poźna decyzja, liczne postoje po drodze sprawiły że
godzina 22 zastała mnie w drodze. Zatrzymałem się we wsi około 30 km przed
miastem. Poszedłem do jednego domu zapytać o nocleg ale 5 facetów i jadna
pijana kobieta jakoś mnie do tego zniechęcili. W drugim domu przyjęli mnie
jak rodzinę. Bardzo jestem wdzięczny tym ludziom. Z małym dzieckiem nie
chciałem jechać w nocy.
Nawet zostalismy poczęstowani ciastem. Gospodyni nie chciała wyogóle wziąść
pieniędzy. Ukradkiem wsadziłem jej 5$, a wnuczce dałem owoce i czekolady.
Rano zebrałem się do Kołomyji szukać swoich korzeni (mój prapra dziadek się
tam urodził). Niestety kościół moskale cały zdewastowali. a w tym co udało
się uratować i odnowić nic nie znalazłem. Rozmawaiałem z księdzem, ale
niestety nie potrafił mi pomóc. Ruscy urządzili tam dyskotekę! Wszystko
zdewastowali, a potem był tam jakiś sklep. Korzystając z okazji przejechałem
się "autobusem". Był to Ził (tak to taka ciężarówka) z nadbudową dla
pasażerów przerobiony na gaz. Ziły są napędzane benzyną Z kołomyji
pojechałem do miejscowości Kuty bo tam mieszkał. Tam zagadałem na cmentarzu
do jakiegoś Ukraińca. Wspaniały człowiek, bardzo mi pomógł. Sam z własnej
woli zabrał mnie swoim autem do takiej starszej pani Polki (Urszula) co to
wszystkich tam zna. Zapytałem o nazwisko które mnie interesowało i ...
ZNAŁA!! Niestety euforia nie trwała długo. Nazwisko owszem to samo, ale
rumuńskie korzenie. Nawet fenotyp wskazywał na to ;) Pożegnałem się z nimi,
a pani zaproponowała mi nocleg (ta Polka). Cudowna kobieta. Zrobiła nam
kolację (smażone ziemniaki, jajka sadzone i kefir MNIAM). W domu czyściutko,
bardzo sympatycznie. Opowiedziała nam jak to jeździła na handel do Polski i
jak ją jakieś gnoje z Warszawy okradli. Wdarli się do mieszkania gdzie
wynajmowała pokój z innymi handelarzami, powiedzieli że są z tajnej policji
i zabrali kasę i towar!! Za nocleg też nic nie chciała, a zrobiła jeszcze
śniadanie. Wpychałem jej 10$, w końcu się udało. Powiedziała, że da na
odnowę kościoła. Potem pojechałem do Jaremczy. Adres noclegu dostałem od tej
pani Sławy co we Lwowie mieszkałem. Zadzwoniłem z poczty, sympatyczna
Ukrainka powiedziała że nocleg kosztuje 50 hrywien za dwie osoby a dziecko
gratis. Od razu się zgodziłem wiedziony poprzednimi doświadczeniami... i
zawaliłem. Wjechałem na podwórko, wypakowałem z auta wszystko zapłąciłem...
a potem dopiero poszedłęm zobaczyć w jakich warunkach będę mieszkał z żoną i
dzieckiem. W pokoju straszny smród. Widok na fajną skałę (ul. Podskalna). W
łazience jeszcze gorzej, spłuczka nie działała, grzyb, smród. Było już późno
na szukanie drugiej kwatery, zapłaciłem więc jakoś to wytrzymaliśmy. Rano
zobaczyłem pełno butelek po piwie na podwórku, syf i brud i wszystko
zrozumiałem. Poszedłem na 9:30 na dworzec i pojechałem pociągiem do
miejscowości Worochty i spowrotem. Pojechałem ponieważ uwielbiam kolej, a
szlak biegnie tam wspaniałymi terenami. Są tunele, mosty, w dole rzeka,
lasy. CUDNIE! Trzeba się tylko bardzo śpieszyć z przesiadką. Pociąg który
jechał do Worochtów był prowadzony rosyjską lokomotywą 2M62!! (ale tylko
jednym członem. mam to na fotce serio!) Zdziwiło mnie dlaczego krótki
składzik który i tak ma swój napęd jest prowadzony ciężkim dieselem. Jednak
gdy przez okno zobaczyłem jakie tam jest podejście i jak gagar dymił
(dosłownie jak parowóz :)  ) to zrozumiałem. Po drodze rozmawiałem z
maszynistą konwojentem, który nadzorował człon napędowy z tyłu skłądu.
Maszyniści tam mają dobrze. Zarobki średnio 400$ za 160godzin pracy. Jak na
Ukrainę to dobrze, u nas mają około 600$. Po drodze zatrzymywaliśmy się na
małych stacyjkach, za każdym razem gdy ruszaliśmy nagrywałem filmy jak gagar
się trudził. Dudnienie, chmura spalin i ich zapach to niesamowite wrażenie.
Powrót był już mniej atrakcyjny. Skład jechał sam bez dodatkowej
niespodzianki w postaci 2M62 :( Jednak widoki z okna rekompensowały tą
poważna (dla mnie) wadę. Po powrocie do Jaremczy (11:36) wymyśliłem, że
pojadę nad te słone jeziora w Karpatach. Miejscowości nie pamiętam, ale to
jest ichniejsze uzdrowisko i każdy wie gdzie to jest. Jadąc tam pobłądziłem
i przez około 10 km jechałem taką drogą na której były tylko wyspy asfaltu a
reszta to błoto i kamienie. Dobrze, że audiczka ma quattro. 5 cylindrów
grało, quattro pięknie ciągnęło i 1 bieg przez 10 km... jakoś dałem radę. Ju
ż pod koniec dogonił mnie Kraz. Ciężarówka o kołach dużych jak London Eye i
spalaniu paliwa w ilościach jakie zasilały Titanika. Nie mogłem
przyśpieszyć, zjechać też się nie dało :). Wreszcie po południu dotarłęm do
tego wspaniałego uzdrowiska. Jeziora słone rzeczywiście były bo wszyscy co
leżeli na kocach mieli sól zaschniętą na skórze. Jednak to czego się
spodziewałem, a co zobaczyłem całkowicie mnie zdołowało. W jeziorach
przypominających glinianki lub jakieś duuuuże kałuże taplali się ludzie,
zwierzęta i pływały butelki. Ukraińcy to straszni syfiarze. Wyrzucają
wszystko gdzie popadnie. W słonych jeziorach pływały butelki, papiery a w
zakolach zbierała się taka zrudna piana. W Jaremczy dookoła wspaniałem
wodospadu dosłownie góra śmieci. SYF straszny. Rowerki wodne te które nie
były zatopione to były tak pordzewiałe, że nawet reszte farby nie znalazłem.
łańcuchy do ich napędzania całe czarne od niesamowitej ilości smaru.
Nieopodal karuzela z jakimiś obskurnymi łabędziami a przy niej ustawione
potężne głośniki zakłócające myślenie o jeziorach słonych. Pełno samochodów
przeciskających się po drogach wzbijało straszny kurz. Mimo wszystko
zacząłem szukać noclegu. Było już około 18. ZNALAZŁEM, za 200 hrywien w
brudzie jeszcze większym jak w Jaremczy. Zdecydowaliśmy się na powrót jednak
do Polski, żeby dziecka czymś nie zarazić w tym uzdrowisku. Wybrałem
przejście w Medyce. Wystartowałem około 18:30. Przejachałem przez Karpaty.
Są boskie! W jednym miejscy znalazłem się szczycie i oglądałem zachód słońca
nad karpatami. Było tam na prawdę wysoko, widziałem wszystkie szczyty.
Przepiękne tereny, co chwilę wioski w dolinach. Serpentyny na zboczach gór,
górskie rzeki wszystko takie dzikie i nieskażone unią europejską. Czułem się
jak w raju. Niestety była już noc i musiałem jechać do granicy. Kierowałem
się na miasto Stryj. Przepiękne tereny, trafiłiliśmy bez problemu do głównej
drogi. Na głównej ruch mały, ale Ukraińcy jeżdżą jak idioci. Dla nich nie
istnieje linia ciągła, zakaz wyprzedzania czy ograniczenie prędkości. Normą
jest jazda przez zabudowany ponad 100kmh. Ostre zakręty nie wszystkie są
oznakowane. I tutaj ostrzeżenie dla wszystkich podróżujących autem.
Ichniejsze ciężaróki to straszne złomy. Na zakrętach wylewa się z nich ropa,
olej i Bóg wie jakie jeszcze cholerstwo. Jechałem z góry około 90 kmh,
zwolniłem do 50 żeby wejśc w zakręt w prawo. Nagle zakręt bardzo się
podłębił, tak że moja prędkość okazała się zbyt duża. Do tego lewe koła
złapały mi te olejowe zacieki i wpadłem w poślizg. Nie wiem czy to moje
umiejętności czy napęd na 4x4 ale udało mi się wyprowadzić. Wyjechałem tyłem
na lewy pas ale jakoś wyprowadziłem auto, dobrze że nic nie jechało. W
poślizgu dodałem gazu ale potem kołą chwyciły już normalny asfalt. Strasznie
szarpnęło, tak że bagaże mi przesunęło. Po tym już każdy zakręt oznaczony
jako ostry wchodziłem z 30 kmh. Ukraińcy trąbili i mrugali to jeszcze
bardziej im zwalniałem, potem wyprzedzali pod górę, na ciągłej na trzeciego.
Popieprzeni.
Wreszcie dojechałem do Medyki i tutaj zaczął się dramat. Byłem tam na 1 i w
ciągu 7 godzin ujechałem 100m. Nie spałem wyogóle ponieważ pokłóciłem się z
mafią kolejkową. cały czas blokowali i wpuszczali swoich. Wtedy pierwszy raz
nie myślałem o Ukraińcach jako o sympatycznych ludziach. Nad ranem okazało
sie, że nie mam powietrza w kole. Okazało się, że wcześniej wpadłem w dziurę
i ubiłem rant w feldze i schodziło mi powolutko powietrze. Załatwiłem z
Polakami, że wpuszczą mnie do kolejki z powrotem. Poszedłem do tirowców
Ukraińskich i też bez problemu powiedzieli że mi pomogą, kazali autem
podjechać. Tiry mają kompresory. Poszedłem to Ukraińskiego pogranicznika
jeszcze z nim załatwić, żebym mógł na chwilkę wyjechać z kolejki i wrócić.
Dodam, że wymienić koła nie mogłem bo nie mogłem ściągnąż felgi z piasty tak
się zapiekła jakoś. Tutaj teraz sam nie wiem co napisać, żeby nie obrazić
Ukraińców tych uczciwych bo tacy w większości są. Takiego Ukraińskiego
skurwiela, chama jeszcze w życiu nie widziałem. Polacy z którymi potem
rozmawiałem to go dobrze znają. Mówią na niego "Łapka". Facet jest niski
(około 165cm i gruby), i tutaj sprawdza się teoria że jak głowa zbyt blisko
tyłka to w mózgu niezbyt dobrze. Sukinsyn chciał w łapę ale nie dałem,
powiedział żebym "wypierdalał" do kolejki. I że może mu jeszcze na plecy
wjadę autem i że z chujami nie rozmawia jak mu nie zapłacę. To co piszę to
prawda nic nie zmieniam, a w rozmowie z nim byłem bardzo grzeczny. Skurwysyn
Ukraiński mnie nie przepuścił nawet na chwilę. Wtedy myślałem, że jak jakiś
Ukrainiec w Polsce zapyta mnie o drogę lub na rynku w Krakowie o  zrobienie
zdjęcia to go spluję. Przepraszam tutaj wszystkich tym uczciwych i
sympatycznych, ale w takich chwilach miałęm takie myśli. Słowa które
napisałem i tak są zbyt łagodne. Ze łzami w oczach po nieprzespanej nocy,
patrząc jak Ukraińcy omijają kolejkę zdecydowałem się na wyjazd z kolejki...
Na flaku wyjechałem i poczekałem do 9 na serwis. Udało mi się w tym czasie
zbić felgę młotkiem i założyłem rezerwę. W serwisie za darmo ( nie chcieli
wyogóle ode mnie pieniędzy) napompowali mi koło. Felgę sam sobie młotkiem
wyprostowałem hehehe. Wystartowałem około 9:15 i pojechałem do Krościenka.
Tam zupełnie inaczej. Kolejki pilnuje Ukraiński pogranicznik bardzo
sympatyczny. Spisuje numery każdego auta tak że nikt nie wjeżdza i nie
wpuszcza. Nie ma mafii kolejkowej. Zarówno Polacy jak i Ukraińcy rozmawiali
z uśmiechem na twarzach. Doradzili żebym za resztę pieniędzy kupił dozwoloną
ilość papierosów, alkoholu i zatankował pod korek. Tak zrobiłem :) stałem
tam około 6 godzin i przekroczyłem granicę. Zupełnie inna atmosfera,
odzyskałem wiarę w ludzi. Uciązliwe było tylko czekanie w słońcu. Dużo mi
pomogli stali bywalcy w "zorganizowaniu" sprawnej odprawy. Polacy doradzili,
żeby w bagażniku położyc 10 hrywien a do paszportu dać 5 :) To działa. I jak
obserwowałem każdy tak robił, a ci co nie robili to byli kierowani na kanał
i dostawali mandaty za byle co po 50 hrywien :) KAŻDY prawie dawał 10
hrywien i 5. Jak obliczyłem, na 12 godzin jeden Ukrainiec odprawi 1000 aut.
Od każdego ma 10 hrywien. To daje dniówkę do kieszeni... 10000hrywien?? TAK
:) Dlatego podobno, żeby dostać się tam do pracy trzeba dać w łąpę 40000$. Z
uczuciem ulgi przejechałem przez granicę i znalazłęm się w Polsce.

Podsumowójąc to polecm wszystkim ten kraj. Kraj niesamowitych kontrastów,
gdzie na jednej ulicy obok stoi wołga i najnowszy merol ML. Gdzie stoi
poteżny pałac, a po drugiej stronie ulicy lepianka. Kategorycznie odradzam
podróż autem. Najlepszy jest pociąg, no ale tutaj nie jestem obiektywny :)
Ukraina jest bardzo bezpieczna, bzdurą jest to że okradają i kradną auta.
Moje nadal jest moje, nic mi nie zginęło. Jednak nie wyobrażam sobie
euro2012. Z Ukraińcami z kolejki podczas rozmów doszliśmy do wniosku, że
będzie to największy niewypał w historii. Zarówno z naszej i ich strony
będzie to TAKI MIŚ "euro2012" NA SKALĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI! ::

Pozdrawiam wszystkich Ukraińskich przyjaciół i uczynnych Polaków pomocnych w
uproszczeniu odprawy :)
Wojtek z Krakowa
Technical Details
Message-ID: <fa6img$q3k$1@news2.task.gda.pl>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.task.gda.pl!not-for-mail

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!news.task.gda.pl!not-for-mail
From: "Wojtek M." <djmorda@tenbit.pl>
Newsgroups: alt.pl.ukraina
Subject: No i wróciłem, było prawie idealnie
Date: Sat, 18 Aug 2007 12:47:04 +0200
Organization: CI TASK http://www.task.gda.pl/
Lines: 192
Message-ID: <fa6img$q3k$1@news2.task.gda.pl>
NNTP-Posting-Host: net-83-175-128-49.markom.krakow.pl
X-Trace: news2.task.gda.pl 1187434002 26740 83.175.128.49 (18 Aug 2007 10:46:42 GMT)
X-Complaints-To: abuse@news.task.gda.pl
NNTP-Posting-Date: Sat, 18 Aug 2007 10:46:42 +0000 (UTC)
X-Priority: 3
X-MSMail-Priority: Normal
X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2800.1106
X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2800.1106
X-Antivirus: avast! (VPS 000766-1, 2007-08-17), Outbound message
X-Antivirus-Status: Clean
MIME-Version: 1.0
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit