🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: alt.pl.radio.radiomaryja
Article #3623

Myślę, że najsilniejszy antysemityzm istnieje czasami wśród samych Żydów

#3623
From: mkarwan
Date: Mon, 20 Oct 2003 06:10
183 lines
14453 bytes
Byłem "nikim" - to znaczy synem żydowskich imigrantów z Rosji, analfabetów,
którzy osiedlili się w Amsterdamie w stanie Nowy Jork, mieście białych
protestantów anglosaskiego pochodzenia (WASP-ów), dwadzieścia osiem mil na
północny zachód od Albany. To znaczy, że żyłem w East Endzie, po przeciwnej
stronie dzielnicy bogaczy
Market Hill. To znaczy, że mieszkałem na Eagle Street 46 w walącym się jedno
piętrowym drewniaku, ostatnim domu w dole spadzistej ulicy, obok fabryk,
torów kolejowych i rzeki Mohawk.
Mój ojciec, Herschel Danielovitch, urodził się w Moskwie około 1884 roku.
Uciekł z Rosji około 1908 roku, gdyż nie chciał być wcielony do wojska i
walczyć na wojnie rosyjsko-japońskiej. Ciemnym chłopom, takim jak mój ojciec
przywiązywano wtedy w wojsku siano do jednego rękawa, a słomę do drugiego,
aby mogli w ten sposób odróżnić prawą rękę od lewej. Moja matka, Bryna
Sanglel, z ukraińskiej rodziny wieśniaków, została w Rosji i pracowała w
piekarni, żeby zarobić na wyjazd do Ameryki; przyjechała dwa lata później.
Chciała, aby wszystkie jej dzieci urodziły się w tym cudownym Nowym Świecie,
gdzie - jak sądziła - ulice są wybrukowane złotem, dosłownie.
(.) W końcu Herschel i Bryna Danielovitchowie wylądowali w Amsterdamie w
stanie Nowy Jorki zaczęli płodzić dzieci. W latach 1910, 1912 i 1914
urodziły się moje siostry: Pesha, Kaleh i Tamara. Potem ja, Issur, w 1916.
Następnie jeszcze trzy dziewczynki: bliźniaczki Hashka i Siffra w 1918 i
Rachel w 1924, kiedy matka miała czterdzieści lat. Danielovitch znaczy "syn
Daniela", przypuszczam więc, że ojciec mojego ojca miał na imię Daniel.
Później wszyscy nazywaliśmy się Demsky, ponieważ starszy brat ojca, Avram,
który przyjechał wcześniej do Amsterdamu, z nieznanych powodów nosił takie
właśnie nazwisko. Mój ojciec stał się więc Harrym Demskym. (Inny brat kupił
mały warsztat szewski od niejakiego Greenwalda. To nazwisko figurowało na
szyldzie. Kiedyś wszedł do środka klient i zapytał: "Czy to pana sklep?"
"Tak". "A więc, panie Greenwald..." Do końca życia nazywał się Greenwald).
Urodziny moich sióstr i moje wypadały zawsze siódmego albo czternastego dnia
miesiąca. Kiedyś rozmawialiśmy o tym, dziwiąc się, dlaczego tak się stało, i
po stanowiliśmy sprawdzić nasze metryki. Okazało się, że żadne z nas nie
urodziło się ani siódmego, ani czternastego. Mama, będąc analfabetką,
wiedziała tylko, że przyszliśmy na świat w pierwszym lub drugim tygodniu
miesiąca. Moje urodziny, 9 grudnia, zawsze obchodzono czternastego.
(..)Ojciec dużo pił, większość czasu spędzał w knajpach i na bijatykach. Raz
wdał się w bójkę z siedmioma facetami. Jednego wyrzucił przez okno,
przeskoczył przez bar i rozwalił głowy kilku z nich butelkami. Wszystkich
pokonał. Na rozprawie sędzia popatrzył na tłum, który oskarżał ojca o
połamanie nosów i żeber, o nabicie sińców pod oczami, i unieważnił sprawę.
Nie uwierzył, że jeden człowiek mógł tylu pobić. Opowiadano inne historie o
moim ojcu, także krążyły o nim legendy: zębami wyciągał metalowe kapsle i
miażdżył miarki do alkoholu; chodził od knajpy do knajpy z żelazną sztabą,
zakładał się o drinki, że potrafi ją zgiąć gołymi rękami, i zginał; w
mocowaniu na rękę był niepokonany. Prawdopodobnie był z niego najmocniejszy
Żyd w naszym mieście, bulvan. Żyli tu inni żydowscy handlarze domokrążcy,
ale żaden z nich nie odważył się pójść na Cork Hill, do dzielnicy
irlandzkiej. A tata szedł. Mama ostrzegała mnie, żebym nie był taki jak on.
Tata zawsze znajdował alkohol, nawet podczas prohibicji. Miał wielu
przyjaciół wśr6d Włochów, którzy robili wino, i wśród Ukraińców pędzących
żytniówkę. Gdy te źródła wyschły, brał alkohol gdzie popadło. W czasie
jednego ze świątecznych nabożeństw w synagodze rabini sięgnęli po butelkę
wina. Była pusta. Wiedzieli, czyja to sprawka. Ojciec siedział w pierwszym
rzędzie. Zapytali: Harry, czy to ty wypiłeś wino?
- Co wam przyszło do głowy? - odparł.
Ale czuli zapach wina z jego ust. Mieli zamiar wyrzucić go z synagogi, ale
przyjaciel ojca, Stan Rimkunas, Litwin, mechanik samochodowy, który mieszkał
na tej samej ulicy, wystarał się o adwokata. Ten stwierdził, że to nie
ojciec popadł w tarapaty, lecz rabini, gdyż trzymają alkohol w miejscu
dostępnym dla wszystkich. Zaistniało więc niebezpieczeństwo zaniknięcia
synagogi. Rabini wzięli ojca na boki dali mu pięćdziesiąt dolarów, żeby
wycofał skargę, co też uczynił. Kiedy adwokat się o tym dowiedział, rzekł:
- Mam nadzieję, że wyciągnąłeś od nich trzysta lub czterysta dolarów, bo to
było poważne oskarżenie.
Ojciec był bardzo przygnębiony, że się tak tanio sprzedał.
- Oj, oj! Mogłem dostać trzysta, czterysta dolarów, a wziąłem tylko
pięćdziesiąt. Trzeba było wbić mi do głowy, ile to było warte. Oj!
Biedny ojciec! Biedny Harry! Dlaczego był śmieciarzem? Miał wspaniałą
osobowość, potrafił hipnotyzować ludzi swoimi pełnymi dramatyzmu
opowieściami. Gdzie tylko się zjawiał, wywierał wrażenie. Śmieciarz czy nie
śmieciarz, wszyscy go znali. Byłby cudownym aktorem. Przypominał bohaterów
niektórych filmów, jakie później wyprodukowałem.
Kochałem go, ale i nienawidziłem. Był śmieciarzem, miał wóz i konia, me
potrafił czytać ani pisać. Ale dla mnie był wielki, silny. Prawdziwy
mężczyzna. Nie wiedziałem, kim jestem, ale chciałem, żeby mnie akceptował,
żeby mnie poklepywał po ramieniu. Wieczorem kręciłem się koło knajpy o
wysokich oknach z zaciągniętymi zasłonami, żeby żaden chłopak nie mógł
zajrzeć do środka. Słyszałem wrzaskliwy głos ojca, kiedy raczył pijanych
kompanów jakąś opowieścią z Rosji; słyszałem ich wybuchy śmiechu. Był to
świat mężczyzn. Nie wpuszczano tam kobiet i mnie również. Czekałem, żeby
ojciec wziął mnie za rękę i wprowadził do tego świata.
(..)Nie obchodziliśmy świąt Bożego Narodzenia. Minio to byliśmy dotknięci,
że święty Mikołaj nigdy do nas nie przychodzi. Aż pewnego świątecznego dnia,
gdy się obudziliśmy, zobaczyliśmy pończochy pełne owoców, orzechów,
cukierków - i zabawek. A co najważniejsze tata był z nami. Zapytaliśmy
chórem:
- Co się stało?
Opowiedział bardzo dramatyczną historię. Kiedy w nocy wracał do domu,
usłyszał jakiś turkot; spojrzał w górę i zobaczył, jak sanie zaprzężone w
renifera pędzą po niebie, a potem lądują na dachu naszego domu. Jakiś
wysoki, tęgi mężczyzna z różowymi policzkami i białą brodą, w czerwonym
płaszczu, wszedł przez komin i powiedział:
"Witaj! Czy ty jesteś Danielovitch?" "Tak" odparł tata i święty Mikołaj
zostawił te wszystkie prezenty. Siedzieliśmy z oczami szeroko rozwartymi,
zasłuchani w opowieść taty o jedynym Bożym Narodzeniu, kiedy święty Mikołaj
o nas nie zapomniał. Te orzechy, cukierki i jabłka... Nigdy nie jadłem
czegoś równie wspaniałego.
To jedno z niewielu miłych wspomnień o moim ojcu. Smutne, że nie był
częściej taki. Skoro raz potrafił...
(..)Bardzo dobrze pamiętam piątkowe wieczory, szabas. W piątki mama
pracowała ciężej niż zwykle. Robiła porządki, wszystko kładła na swoje
miejsce, sprzątała, zagniatała ciasto i formowała słodkie jajeczne chały;
górę zdobiła plecionymi war koczami z ciasta i smarowała żółtkiem. Przez to
nabierały połysku. Gotowała rosół i  robiła jajeczny makaron, który sama
kroiła i suszyła na czystych prześcieradłach rozłożonych na łóżkach. Czasem
mieliśmy rybę; duży karp uderzał o brzegi wanny, zanim mama go ugotowała. W
rodzinie ortodoksyjnych Żydów, przestrzegających koszernej kuchni, kobieta
ma strasznie dużo roboty. Zwierzęta muszą być zarzynane w specjalny sposób,
krew musi spłynąć. Na co dzień trzeba mieć dwa zestawy naczyń, jeden do
produktów mięsnych, drugi do mlecznych. A trzeciego i czwartego kompletu
używa się tylko podczas Wielkiejnocy.
W piątkowy wieczór mama zapalała świece. Pamiętam te cztery świeczniki. Dwa
były całkiem małe, ale pozostałe dwa wyglądały bardzo solidnie i były bardzo
stare. Mama dostała je od swojej mamy, więc kto wie, ile jeszcze osób je
miało. Potem szliśmy do ortodoksyjnej synagogi na rogu ulic Grove i Liberty.
Pamiętam, jak starzy Żydzi z wielkimi brodami modlili się i śpiewali dawne
pieśni hebrajskie. Zawsze myślałem, że Bóg naprawdę musi być bardzo starym
człowiekiem z wielką brodą, gdyż taka bliska więź łączyła z nim tych ludzi,
mnie zaś wydawał się taki daleki.
Tylko podczas szabasu mama nie była w ciągłym ruchu - nie prała, nie
prasowała, nie gotowała, nie sprzątała. W soboty siedziała na bujanym
krześle z hebrajską Biblią jedynie to umiała czytać, chociaż nie rozumiała
słów. Na jej twarzy gościł cudowny, pogodny uśmiech.
Czy zdajecie sobie sprawę, ile czasu poświęca modlitwie ortodoksyjny Żyd?
Codziennie rano przywiązywałem filakterie, amulety z wersetami z
Pięcioksięgu, do czoła i do lewego ramienia i modliłem się przynajmniej
piętnaście do dwudziestu minut. I to w wielkim pośpiechu. Po skończonych
lekcjach w zwykłej szkole przedzierałem się przez bandy wyrostków, żeby
dotrzeć do hebrajskiej szkoły, i tam znów modliłem się półtorej godziny.
Każdego piątku wieczorem modły w synagodze na powitanie szabasu. W sobotę
rano w synagodze znów trzy godziny modłów. W niedzielę rano - szkółka
niedzielna. Wszystko po to, by w nagrodę po ukończeniu trzynastu lat stać
się synem nakazów bożych bar-micwa.
Co dla mnie było czasem udręką, dla mamy było rajem -mogła siedzieć
spokojnie i modlić się zupełnie jawnie, nie bojąc się, że przygalopują
kozacy i pałkami pobiją na śmierć. Ale korzystając z wolności religijnej w
Ameryce, Żydzi, jak moja matka, nigdy nie zmuszali nikogo do modlitwy. A w
Rosji taki przymus istniał. Nie mogę tego pojąć: nawet dziś ludzie domagają
się nauki religii w szkołach. Jeśli są tak religijni, to czemu nie odmawiają
modłów rano w domu ze swymi rodzinami? Szkoły niech uczą tego, czego powinny
uczyć.
Opowieści biblijne przerażały mnie. Jehowa był takim okrutnym starcem. Bałem
się go i nie lubiłem. Oczywiście z nikim nie dzieliłem się tymi myślami.
Pamiętam dobrze obrazek z książki, z której uczyłem się w szkółce
niedzielnej. Abraham jedną ręką mocno trzyma Izaaka, a w drugiej unosi nóż.
Czyni wymówki aniołowi, który stara się go powstrzymać od spełnienia
polecenia Boga: "Poświęć swego syna Izaaka jako ofiarę dla mnie". Chłopiec
ma oczy szeroko otwarte, pełne strachu. Ten dzieciak był bardzo do mnie
podobny. Bóg musiał przyjść z pomocą aniołowi i zapewnił Abrahama, że tylko
wystawił go na próbę.
Czy w ten sposób postępuje Bóg? Czy nie sądzicie, że wykorzystuje swoją
pozycję? Że jest okrutny? Czy mój ojciec użyłby noża, którym robił otwory w
workach na szmaty, żeby poderżnąć mi gardło, gdyby Bóg mu kazał? Strasznie
się bałem!
Nie podobało mi się też, jak Bóg traktował Mojżesza, który miał wadę wymowy
i za którego musiał mówić brat Aaron. A jednak Bóg nalegał, żeby to Mojżesz
wyzwolił Żydów z niewoli w Egipcie i zaprowadził ich do krainy mlekiem i
miodem płynącej - do Kanaan, do Izraela. Czterdzieści lat trwała wędrówka
Mojżesza. Wszedł na szczyt góry, gdzie zobaczył twarz Boga i otrzymał dwie
kamienne tablice z dziesięcioma przykazaniami. Kiedy zszedł na dół, żeby dać
je ludziom, oni czcili właśnie złotego cielca. Z wściekłości potłukł
tablice. Zawsze podziwiałem gniew Mojżesza. Przez to stawał się ludzki.
Potem musiał wrócić na górę po nowe tablice z przykazaniami. I jaką otrzymał
nagrodę? Dowiedział się, że nie będzie mógł wejść do Ziemi Obiecanej.
Dlaczego? Dlatego że widział twarz Boga. Bardzo trudno jest lubić kogoś, kto
tak się zachowuje!
(..)Myślę, że najsilniejszy antysemityzm istnieje czasami wśród samych
Żydów. Dziś niemiecki Żyd często nie znosi rosyjskich lub polskich Żydów. W
tym kraju są kluby niemiecko-żydowskie, do których nie mieli wstępu na
początku ich działalności rosyjscy i polscy Żydzi. Niektóre zmiękły trochę,
ale nie całkiem. Jestem pewien że gdy Hitler zaczął rządzić, wielu
niemieckich Żydów nie miało nic przeciwko temu, co wyrządził innym Żydom.
Nie przypuszczali, że zwróci się przeciwko nim. Czy to śmieszne? Ale jeśli
antysemityzm może istnieć wśród Żydów, dlaczego nie miałby istnieć wśród
innych narodów?
Kiedy miałem dwanaście lat, śpiewałem na nabożeństwach w synagodze w piątek
wieczór. Lecha neranna le-Adonai, narijah, Iszur, Miszenu. Jeszcze przed
bar-micwa ludzie z mojej synagogi chcieli posłać mnie do szkoły, żebym
został rabinem. Uważam że to wielka szansa dla biednego żydowskiego chłopca.
Ale jak mogłem powiedzieć dobrym ludziom, że nie chcę zostać rabinem, że
chcę zostać aktorem?

Kirk Douglas "Syn śmieciarza" Autobiografia; Iskry Warszawa 1991
Technical Details
Message-ID: <bmvu22$7f2$1@nemesis.news.tpi.pl>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.rmf.pl!news.ipartners.pl!news.nask.pl!news2.icm.edu.pl!newsfeed.tpinternet.pl!atlantis.news.tpi.pl!news.tpi.pl!not-for-mail

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.rmf.pl!news.ipartners.pl!news.nask.pl!news2.icm.edu.pl!newsfeed.tpinternet.pl!atlantis.news.tpi.pl!news.tpi.pl!not-for-mail
From: "mkarwan" <mkarwan@nospamspace.pl>
Newsgroups: alt.pl.radio.radiomaryja
Subject: Myślę, że najsilniejszy antysemityzm
 istnieje czasami wśród samych
 Żydów
Date: Mon, 20 Oct 2003 08:10:33 +0200
Organization: tp.internet - http://www.tpi.pl/
Lines: 185
Message-ID: <bmvu22$7f2$1@nemesis.news.tpi.pl>
NNTP-Posting-Host: client-3-07.stella.net.pl
X-Trace: nemesis.news.tpi.pl 1066630022 7650 80.51.12.207 (20 Oct 2003 06:07:02 GMT)
X-Complaints-To: usenet@tpi.pl
NNTP-Posting-Date: Mon, 20 Oct 2003 06:07:02 +0000 (UTC)
X-Priority: 3
X-MSMail-Priority: Normal
X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2800.1158
X-MIMEOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2800.1165
MIME-Version: 1.0
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit