Article View: alt.pl.radio.radiomaryja
Article #1660Eumajos w służbie zalotników
From: mkarwan
Date: Sat, 16 Aug 2003 12:45
Date: Sat, 16 Aug 2003 12:45
89 lines
7679 bytes
7679 bytes
Kiedy w piątkowe popołudnie 1 sierpnia w Warszawie zawyły syreny, na
"Przystanku Woodstock" w Żarach tłum młodych ludzi zaczął tarzać się w
błocie. Nie była to, broń Boże, jakaś demonstracja przeciwko rocznicy
Powstania Warszawskiego. Żeby demonstrować, trzeba wiedzieć, że coś takiego
miało miejsce, a wcale nie ma pewności, czy zażywający błotnych kąpieli
młodzi ludzie w ogóle takie rzeczy wiedzą. Wydaje się, że temu tarzaniu się
w bajorze nie towarzyszyła żadna specjalna intencja, ale może to właśnie
gorzej niż gdyby jednak towarzyszyła? Jeśli ktoś pragnie przeciwko czemuś
demonstrować, nawet w sposób osobliwy, to znaczy, że jednak do czegoś
zmierza, że ma jakiś ideał. Tymczasem wygląda na to, że błotna kąpiel nie
miała na celu żadnej takiej aluzji, chyba że chodziło o komunikat, iż w
błocie czujemy się najlepiej. Ciekawe, co na taki ideał powiedziałby Andrzej
Romocki ("Morro") czy Jan Rodowicz ("Anoda")? Nie wydaje mi się, żeby ich
ideałem było unurzanie się w błocie. Myślę, że bardzo zdziwiliby się
widokiem młodych ludzi dających do zrozumienia, że bajoro jest ich
środowiskiem naturalnym. Oczywiście czasy się zmieniają i zmienia się też
obraz ideału, jednak dotychczas ciągłość cywilizacyjna sprawiała, że nadal
był to ideał apolliński, wymagający dyscypliny, panowania nad naturalnymi
odruchami i emocjami. Tymczasem na "Przystanku Woodstock", jeśli w ogóle
zaprezentowany został jakiś ideał, to raczej dionizyjski, wyrażający się w
haśle: pełny luz.
Zastanawiam się nad tym dlatego, że kierujący "Przystankiem Woodstock" pan
Jerzy Owsiak powiedział do leżących w błocie, że są jedyną nadzieją tego
kraju i że mają wziąć ten kraj w swoje ręce. Może nie należy przykładać
specjalnej wagi do tego, co mówi pan Owsiak, bo często sprawia on wrażenie,
jakby bredził pod siebie, jednak te słowa skierowane były do 300 tys. osób i
bardzo im się podobały: - To jedyne miejsce, w którym słyszę, że jestem coś
wart, że jestem potrzebny, ważny i dobry - powiedział dziennikarzowi jeden z
uczestników "Przystanku Woodstock". Byłoby to może nawet wzruszające, gdyby
nie fakt, że te komplementy pan Owsiak rozdaje na kredyt. Skąd właściwie
wiadomo, że uczestnicy "Przystanku Woodstock" są coś warci? Czy dokonali
czegoś godnego uwagi, czegoś, co uzasadniałoby nazwanie ich jedyną nadzieją
tego kraju? Co uzasadniałoby oddanie go w ich ręce? Wydaje się, że
wytarzanie się w błocie, co podobno na "Przystanku Woodstock" stało się już
nową, świecką tradycją, takich zaszczytów jeszcze nie uzasadnia.
Przeciwnie - uważam, że sceny z "Przystanku Woodstock" stanowią czytelny
sygnał, że jest akurat odwrotnie. Może zabrzmi to brutalnie, ale trudno;
polegiwanie w błocie to ulubiona rozrywka wieprzków. Jeśli, dajmy na to, pan
premier Miller widzi 300 tys. młodych ludzi, którzy pod dyrekcją pana
Owsiaka tarzają się w błocie, to już wie, jak ma ich traktować. Już wie, że
z ich strony nie musi niczego się obawiać. Jeśli tylko błota będzie pod
dostatkiem, żeby każdy mógł wytarzać się od stóp do głów, do tego trochę
"pyfka", no i oczywiście "drgawy", to spokojnie może z każdego wytopić
tłuszcz i zrobić mydło. Trzeba tylko pamiętać o nadymaniu pana Owsiaka, tego
Eumajosa III Rzeczypospolitej, trzymającego sztamę z zalotnikami. Całą
trzódkę przyprowadzi im do szlachtuza. Taki ci z niego dobry pasterz.
O ile pan Owsiak nie wymaga wiele, o tyle kol. Rozenfeld sprawia wrażenie,
jakby stawiał poprzeczkę bardzo wysoko. W felietonie "Teologia Szoah"
("Rzplita" 2.08.) twierdzi, że my, ludzie, zostaliśmy poddani egzaminowi z
człowieczeństwa, ale zdali go tylko nieliczni. Tym egzaminem była relacja
między Polakami a Żydami, a ten czas to lata zagłady. Trudno wyczuć, o co tu
chodzi. Czy egzamin z człowieczeństwa zdali ci nieliczni, którzy ocaleli z
zagłady, czy nieliczni ludzie? Bo jeśli ludzie, to dlaczego właściwie tym
egzaminem ma być akurat relacja między Polakami, a Żydami, a czasem - lata
zagłady? Oznaczałoby to, że ludzie, a już specjalnie Polacy, mieli w tym
czasie jakieś szczególne obowiązki wobec Żydów, którym najwyraźniej nie
sprostali. Podobny zarzut stawiał Polakom 10 lat temu pan Konstanty Gebert -
że niby zachowali się biernie. Ale przecież, o ile pamiętam, to i pan Gebert
też zachował się biernie w stanie wojennym, bo nie skoczył panu gen.
Jaruzelskiemu do gardła, chociaż było to chyba mniej ryzykowne niż w
przypadku Adolfa Hitlera. Więc dlaczego akurat czasem egzaminu miałbyby być
akurat tylko lata zagłady? Dlaczego np. nie czasy stalinowskie, kiedy wielu
ludzi zachowywało się biernie, ale inni nie tylko wykazywali aktywność, ale
i sławili Ojca Narodów mową wiązaną? To by wymagało wyjaśnienia, chociaż
oczywiście rozumiem, że szczupłe ramy felietonu... i tak dalej. Ale mimo
niedomówień w tych kwestiach, felieton zawiera sporo konkretów w kwestiach
innych. Kol. Rozenfeld uważa, że stoimy przed unikalną szansą oddania do
lamusa całej dotychczasowej wiedzy o nas samych. No dobrze, ale jeśli już
skorzystamy z tej szansy, to co wtedy? Ano wtedy należy stworzyć od podstaw
program edukacyjny, eliminujący dotychczasową wiedzę. To jasne, coś w
rodzaju Ministerstwa Prawdy. W tej sytuacji postulat utworzenia sieci szkół
tolerancji wydaje się nieunikniony, podobnie jak postulat zapobiegania
dystrybucji wydawnictw propagujących ksenofobię, rasizm i nienawiść, czyli,
inaczej mówiąc, postulat przywrócenia starej, poczciwej cenzury. To wszystko
jasne, a kropkę nad "i" stawia pointa felietonu. Kol. Rozenfeld, nawołując
do oddania do lamusa całej dotychczasowej wiedzy o nas samych, stwierdza na
koniec, że narody, które tracą pamięć, tracą korzenie, natomiast narody,
które hodują pamięć, tracą przyszłość. Wygląda na to, że świetlana
przyszłość roztoczy się przed nami dopiero wtedy, kiedy utracimy korzenie.
To obiecywała już Międzynarodówka w spiżowych słowach przeszłości ślad dłoń
nasza zmiata, żebyśmy jutro wszystkim my, czyli - mówiąc współcześnie -
Jutro K... My! Wnuki nie wybaczą nam, jeśli nadal wikłać je będziemy w
dotychczasowe spory - obawia się kol. Rozenfeld. Niepotrzebnie się tak
przejmuje. Wnuki tarzają się w błocie na "Przystanku Woodstock", kochają się
jedni na drugich, słuchają rokendrola i pana Owsiaka, który faszeruje ich
wiedzą, że są potrzebni, ważni i dobrzy.
Stanisław Michalkiewicz
http://www.medianet.pl/~naszapol/0332/0332mici.php
Technical Details
Message-ID:
<bhl8sq$6hv$1@nemesis.news.tpi.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.rmf.pl!news.ipartners.pl!news2.icm.edu.pl!newsfeed.tpinternet.pl!atlantis.news.tpi.pl!news.tpi.pl!not-for-mailShow Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!news.rmf.pl!news.ipartners.pl!news2.icm.edu.pl!newsfeed.tpinternet.pl!atlantis.news.tpi.pl!news.tpi.pl!not-for-mail From: "mkarwan" <mkarwan@nospamspace.pl> Newsgroups: alt.pl.radio.radiomaryja Subject: Eumajos w służbie zalotników Date: Sat, 16 Aug 2003 14:45:44 +0200 Organization: tp.internet - http://www.tpi.pl/ Lines: 91 Message-ID: <bhl8sq$6hv$1@nemesis.news.tpi.pl> NNTP-Posting-Host: client-3-07.stella.net.pl X-Trace: nemesis.news.tpi.pl 1061037787 6719 80.51.12.207 (16 Aug 2003 12:43:07 GMT) X-Complaints-To: usenet@tpi.pl NNTP-Posting-Date: Sat, 16 Aug 2003 12:43:07 +0000 (UTC) X-Priority: 3 X-MSMail-Priority: Normal X-Newsreader: Microsoft Outlook Express 6.00.2800.1158 X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V6.00.2800.1165 MIME-Version: 1.0 Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit