🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: alt.pl.psychologia.milosc
31 messages
31 total messages Started by Never Never Sun, 11 Nov 2007 19:47
po rozstaniu.
#171740
Author: Never Never
Date: Sun, 11 Nov 2007 19:47
74 lines
4672 bytes
Kolejny raz zwiazek zaliczyl padaczke. Zerwalem.
Bo za bardzo sie roznilismy. Bo nie bylo zbyt wielu wspolnych tematow.
I troche to na sile... . Przyjela to spokojnie, ale widzialem ze zabolalo.
W sumie przyznala mi racje, ze tez chciala to skonczyc.
Ale... dlaczego jest mi tak strasznie smutno? Normalna reakcja po rozstaniu, 
na pewno.
Niby tylko 4 miesiace to trwalo. W sumie dalej o niej mysle.
Racjonalnie- trzeba to bylo zakonczyc.
A z drugiej strony jest bardzo atrakcyjna, ma klase, styl... .
Pozostaje pustka. Samotnosc. Kolejny raz sie nie udalo.
Wszyscy dookola mi mowia, ze jestem zbyt wybredny.
Moje zwiazku zaliczaja padaczke, tak szybko.
Praca, studia, praca studia... nawet nie mam jak, ani kiedy kogos nowego 
poznac.
Wszyscy dookola 'sparowani'. I zacznie sie taktyczne unikanie rozmow
o zwiazkach z przyjaciolmi. Bo przeciez oni sa szczesliwi, kilkuletnie 
zwiazki.
Ja nie wiem juz na czym to polega. Ze ludzie sie spotykaja, poznaja i sa 
razem.
Wadliwy chyba jakis jestem. Z defektem, moze brakuje mi czegos w mozgu
odpowiedzialnego za umiejetnosc tworzenia relacji partnerskich
Stracilem nadzieje. A przeciez taki bez-nadziejny, wiecznie przepracowany,
nie-tryskajacy entuzjazmem zainteresowania nie wzbudze.
Nie mam sil. To nie jest brak wiary w milosc. Bo jak mozna nie wierzyc w cos
co istnieje, obok, gdzie indziej? Murzyn w glebokim kongo moze nie wierzyc
w snieg. A przeciez te platki puchowe za oknem wroclawskim widac golym 
okiem.
Dlaczego... innym sie udaje, a mi nie? Ze niby DDA?
Mam... dosyc. Siebie, 50 godzinnego tygodnia pracy. Studiow, ktore przestaly
na 5 roku wzbudzac we mnie jakiekolwiek zainteresowanie.
Ja pierdole. Czy tylko ja jestem takim malkontentem? Nawet mysli 
samobojczych nie mam,
bo brakuje mi na to czasu. Zreszta proba 5 lat temu nie wyszla. Panie 
psychiatryczki,
psychoterapeutki wyperswadowaly mi skutecznie takie intencje.
Jestem zmeczony juz wszystkim. Moze to przez jesien.
Czasami nadzieja umiera ostatnia. Czasami pierwsza.
I zero satysfakcji, ze spotkania ze znajomymi, z rozmow, dyskusji.
Nerwowe odmierzanie czasu. po pracy, pranie, zmywanie, tvn fakty. 2 godziny 
piwo z kumplem,
powrot szybki do domu, bo przeciez o 23 trzeba isc spac, zeby wstac rano i 
wytwarzac PKB,
usmiechac sie do szefa i udawac, ze rozumie sie polecenia. A potem modlic 
sie, zeby nic
nie spieprzyc i nie wyleciec z pracy. Bo przeciez 1600 zl miesiecznie. I 
musi byc tłuste cv, na przyszlosc...
koniecznie... bo inaczej jestes nikim. Szczegolnie z wyksztalceniem, ktore 
nie daje zadnych kwalifikacji
zawodowych... .
Rodzina istnieje, gdzies tam. Rozbita na drobne kawalki. W mieszkaniu pusto. 
Gołe 4 sciany. ciasna kawalerka.
Jedynie za sciana w soboty wieczor 70 letni sasiad robi imprezy, jakich nie 
powstydzilaby sie
brac studencka.
W pojedynke, zycie jest 2x trudniejsze. Czy nie zasluguje na milosc?
Wiem, sa tacy, ktorzy maja gorzej, widze ich codziennie. Tylko co z tego?
Co to zmieni, ze sie nad nimi pochyle i wrzuce pare zlotych? Zmienie ich 
zycie?
Nie mam na to ochoty. Tak desperacko probuje poukladac sobie wlasne.
Zeby bylo ok, zeby nie powtorzyc bledow rodzicow. Zeby nic nie spieprzyc.
Zyc odpowiedzialnie, przewidywac, oszczedzac, podejmowac madre decyzje.
To takie meczace. I strach. Strach, przed byciem nikim i prowadzeniem 
jalowego zycia.
Nigdy nie myslalem, ze zycie na wlasny rachunek jest takie trudne. I ze 
wlasciwie
nikogo to nie interesuje.
Te dni sa do siebie tak szyderczo podobne. To nie monotonnia, to chec 
kontroli wszystkiego.
Obawa przed przyszloscia.
Przepraszam, ze to tutaj wylewam. Nie mam... po prostu gdzie.

A Was prosze jedynie o zrozumienie.

P. 
Re: po rozstaniu.
#171741
Author: Arakus
Date: Sun, 11 Nov 2007 20:53
21 lines
1823 bytes
"Never Never" <columbine@o2.pl.WYTNIJTO> wrote in message news:fh7m6f$3pf$1@news.dialog.net.pl...
> Kolejny raz zwiazek zaliczyl padaczke. Zerwalem.
> Bo za bardzo sie roznilismy. Bo nie bylo zbyt wielu wspolnych tematow.
> I troche to na sile... . Przyjela to spokojnie, ale widzialem ze zabolalo.
> W sumie przyznala mi racje, ze tez chciala to skonczyc.
> Ale... dlaczego jest mi tak strasznie smutno? Normalna reakcja po rozstaniu, 
> na pewno.
> Niby tylko 4 miesiace to trwalo. W sumie dalej o niej mysle.
> Racjonalnie- trzeba to bylo zakonczyc.
> A z drugiej strony jest bardzo atrakcyjna, ma klase, styl... .
> Pozostaje pustka. Samotnosc. Kolejny raz sie nie udalo.

Zastanow sie co dokladnie bylo powodem twojego rozstania bo wyglada na to ze
sam nie wiesz czego ty chcesz. Moze probujesz na sile szukac zwiazku
zamiast sobie dac luz i zmienic otoczenie.
Najpierw skoncz te studia a potem zawracaj glowe dupami.


Pozdro
Arakus
Re: po rozstaniu.
#171742
Author: Never Never
Date: Sun, 11 Nov 2007 21:22
3 lines
1119 bytes
> Najpierw skoncz te studia a potem zawracaj glowe dupami.

Brzmi sensownie.
Re: po rozstaniu.
#171743
Author: michal
Date: Sun, 11 Nov 2007 23:00
100 lines
6130 bytes
Użytkownik "Never Never" napisał w wiadomości

> Kolejny raz zwiazek zaliczyl padaczke. Zerwalem.
> Bo za bardzo sie roznilismy. Bo nie bylo zbyt wielu wspolnych tematow.
> I troche to na sile... . Przyjela to spokojnie, ale widzialem ze zabolalo.
> W sumie przyznala mi racje, ze tez chciala to skonczyc.
> Ale... dlaczego jest mi tak strasznie smutno? Normalna reakcja po 
> rozstaniu, na pewno.
> Niby tylko 4 miesiace to trwalo. W sumie dalej o niej mysle.
> Racjonalnie- trzeba to bylo zakonczyc.
> A z drugiej strony jest bardzo atrakcyjna, ma klase, styl... .
> Pozostaje pustka. Samotnosc. Kolejny raz sie nie udalo.
> Wszyscy dookola mi mowia, ze jestem zbyt wybredny.
> Moje zwiazku zaliczaja padaczke, tak szybko.
> Praca, studia, praca studia... nawet nie mam jak, ani kiedy kogos nowego 
> poznac.
> Wszyscy dookola 'sparowani'. I zacznie sie taktyczne unikanie rozmow
> o zwiazkach z przyjaciolmi. Bo przeciez oni sa szczesliwi, kilkuletnie 
> zwiazki.
> Ja nie wiem juz na czym to polega. Ze ludzie sie spotykaja, poznaja i sa 
> razem.
> Wadliwy chyba jakis jestem. Z defektem, moze brakuje mi czegos w mozgu
> odpowiedzialnego za umiejetnosc tworzenia relacji partnerskich
> Stracilem nadzieje. A przeciez taki bez-nadziejny, wiecznie przepracowany,
> nie-tryskajacy entuzjazmem zainteresowania nie wzbudze.
> Nie mam sil. To nie jest brak wiary w milosc. Bo jak mozna nie wierzyc w 
> cos
> co istnieje, obok, gdzie indziej? Murzyn w glebokim kongo moze nie wierzyc
> w snieg. A przeciez te platki puchowe za oknem wroclawskim widac golym 
> okiem.
> Dlaczego... innym sie udaje, a mi nie? Ze niby DDA?
> Mam... dosyc. Siebie, 50 godzinnego tygodnia pracy. Studiow, ktore 
> przestaly
> na 5 roku wzbudzac we mnie jakiekolwiek zainteresowanie.
> Ja pierdole. Czy tylko ja jestem takim malkontentem? Nawet mysli 
> samobojczych nie mam,
> bo brakuje mi na to czasu. Zreszta proba 5 lat temu nie wyszla. Panie 
> psychiatryczki,
> psychoterapeutki wyperswadowaly mi skutecznie takie intencje.
> Jestem zmeczony juz wszystkim. Moze to przez jesien.
> Czasami nadzieja umiera ostatnia. Czasami pierwsza.
> I zero satysfakcji, ze spotkania ze znajomymi, z rozmow, dyskusji.
> Nerwowe odmierzanie czasu. po pracy, pranie, zmywanie, tvn fakty. 2 
> godziny piwo z kumplem,
> powrot szybki do domu, bo przeciez o 23 trzeba isc spac, zeby wstac rano i 
> wytwarzac PKB,
> usmiechac sie do szefa i udawac, ze rozumie sie polecenia. A potem modlic 
> sie, zeby nic
> nie spieprzyc i nie wyleciec z pracy. Bo przeciez 1600 zl miesiecznie. I 
> musi byc tłuste cv, na przyszlosc...
> koniecznie... bo inaczej jestes nikim. Szczegolnie z wyksztalceniem, ktore 
> nie daje zadnych kwalifikacji
> zawodowych... .
> Rodzina istnieje, gdzies tam. Rozbita na drobne kawalki. W mieszkaniu 
> pusto. Gołe 4 sciany. ciasna kawalerka.
> Jedynie za sciana w soboty wieczor 70 letni sasiad robi imprezy, jakich 
> nie powstydzilaby sie
> brac studencka.
> W pojedynke, zycie jest 2x trudniejsze. Czy nie zasluguje na milosc?
> Wiem, sa tacy, ktorzy maja gorzej, widze ich codziennie. Tylko co z tego?
> Co to zmieni, ze sie nad nimi pochyle i wrzuce pare zlotych? Zmienie ich 
> zycie?
> Nie mam na to ochoty. Tak desperacko probuje poukladac sobie wlasne.
> Zeby bylo ok, zeby nie powtorzyc bledow rodzicow. Zeby nic nie spieprzyc.
> Zyc odpowiedzialnie, przewidywac, oszczedzac, podejmowac madre decyzje.
> To takie meczace. I strach. Strach, przed byciem nikim i prowadzeniem 
> jalowego zycia.
> Nigdy nie myslalem, ze zycie na wlasny rachunek jest takie trudne. I ze 
> wlasciwie
> nikogo to nie interesuje.
> Te dni sa do siebie tak szyderczo podobne. To nie monotonnia, to chec 
> kontroli wszystkiego.
> Obawa przed przyszloscia.
> Przepraszam, ze to tutaj wylewam. Nie mam... po prostu gdzie.

> A Was prosze jedynie o zrozumienie.

Myslę, że każdy z nas taki kryzys przeżywa wcześniej lub później. To 
dlatego, że nie masz okreslonego konkretnego celu na najbliższą przyszłość. 
Brakuje Ci pasji, której chciałbyś się poświęcić.
Pomijając fakt, że zazwyczaj taki stan każdemu mija (jeśli nie mija, to 
należałoby się zwrócić do lekarzy z tym problemem), to polecałbym Ci jakąś 
dobrą lekturę na dzisiaj, która wskazałaby Ci jakiś kierunek działań 
związanych z inwestycją w siebie.
Nie martw się teraz samotnością, bo tak naprawdę nie trzeba być samotnym we 
Wrocławiu. Spróbuj znaleźć jednak czas na wchodzenie w dziedziny, w których 
jeszcze nie istniałeś. Wymyśl sam, co mogłoby Cię pasjonować, bo przecież 
każdy z nas ma jakieś marzenia - i zbadaj, czy nie mógłbyś tym się zająć. 
Kurs spadochroniarzy, zapisz się na Judo, a może pójdź na msze w niedzielę 
do innego kościoła. Chodzi o to, żebyś przekroczył jakąś barierę, która 
dotąd była dla Ciebie nie do zaakceptowania. To może Ci się nawet wydawać 
głupie, ale zrób to. Najpierw spróbuj skoku na bangee. W Warszawie taka 
mamy. Ale może i we Wrocławiu jest.
Jeśli poczujesz na własnej skórze, że możesz bariery przekraczać, zobaczysz, 
jak wszystko się zmieni dokoła Ciebie. Nie do poznania.

-- 
pozdrawiam
michał
Re: po rozstaniu.
#171744
Author: Aicha
Date: Sun, 11 Nov 2007 23:09
9 lines
1128 bytes
Użytkownik "michal" napisał:

> Nie martw się teraz samotnością, bo tak naprawdę nie trzeba
> być samotnym we Wrocławiu.

Łatwo się pisze :)

-- 
Pozdrawiam - Aicha
Re: po rozstaniu.
#171750
Author: michal
Date: Mon, 12 Nov 2007 00:16
14 lines
1261 bytes
Użytkownik "Aicha" napisał w wiadomości:

>> Nie martw się teraz samotnością, bo tak naprawdę nie trzeba
>> być samotnym we Wrocławiu.

> Łatwo się pisze :)

Łatwo się pisze, że bariery (jak sama nazwa wskazuje) są trudne do 
pokonania. Powinienem to krwią napsać? Nie da się bez html-a! ;)

-- 
pozdrawiam
michał
Re: po rozstaniu.
#171746
Author: Aicha
Date: Mon, 12 Nov 2007 00:19
8 lines
1189 bytes
Użytkownik "Arakus" napisał:

> pewnie samotna Wroclawianka )

Tia, stara, brzydka, samotna i z dzieciakiem ;P

-- 
Pozdrawiam - Aicha
Re: po rozstaniu.
#171745
Author: Arakus
Date: Mon, 12 Nov 2007 00:21
16 lines
1278 bytes
"Aicha" <blueberry37nagmailu@toja.pl> wrote in message news:fh82fn$qep$1@atlantis.news.tpi.pl...
> Użytkownik "michal" napisał:
>
>> Nie martw się teraz samotnością, bo tak naprawdę nie trzeba
>> być samotnym we Wrocławiu.
>
> Łatwo się pisze :)
>
> -- 
> Pozdrawiam - Aicha

pewnie samotna Wroclawianka )

pozdr
Arakus 
Re: po rozstaniu.
#171751
Author: Aicha
Date: Mon, 12 Nov 2007 00:22
10 lines
1326 bytes
Użytkownik "michal" napisał:

> Powinienem to krwią napsać? Nie da się bez html-a! ;)

Nie musisz być krwiopiścą ;) Chyba właśnie wypłoszyłam kolejnego
potencjalnie zainteresowanego, pisząc, że potrzebuję wsparcia, a nie
rozmów o seksie. Ale Ty piszpiszpisz ;)))

-- 
Pozdrawiam - Aicha
Re: po rozstaniu.
#171753
Author: Aicha
Date: Mon, 12 Nov 2007 00:31
14 lines
1358 bytes
Użytkownik "michal" napisał:

> > piszpiszpisz ;)))
> Dobra, ale mam na razie zaparcie... ;DDD

To wina PO? :DDD

> Telewizor mi się zepsuł i muszę na niego zarobić, a potem to juz
> pójdzie gładko. ;)

Spoko. Telewizor ważniejszy ;P

-- 
Pozdrawiam - Aicha
Re: po rozstaniu.
#171752
Author: michal
Date: Mon, 12 Nov 2007 00:35
16 lines
1452 bytes
Użytkownik "Aicha" napisał w wiadomości:

>> Powinienem to krwią napsać? Nie da się bez html-a! ;)

> Nie musisz być krwiopiścą ;) Chyba właśnie wypłoszyłam kolejnego
> potencjalnie zainteresowanego, pisząc, że potrzebuję wsparcia, a nie
> rozmów o seksie. Ale Ty piszpiszpisz ;)))

Dobra, ale mam na razie zaparcie... ;DDD
Telewizor mi się zepsuł i muszę na niego zarobić, a potem to juz pójdzie 
gładko. ;)

-- 
pozdrawiam
michał
Re: po rozstaniu.
#171747
Author: michal
Date: Mon, 12 Nov 2007 00:39
12 lines
1209 bytes
Użytkownik "Aicha" napisał w wiadomości:

>> pewnie samotna Wroclawianka )

> Tia, stara, brzydka, samotna i z dzieciakiem ;P

Nie ukrywaj reszty! A że jesteś zboczonym facetem, to pies?

-- 
pozdrawiam
michał 
Re: po rozstaniu.
#171748
Author: Aicha
Date: Mon, 12 Nov 2007 00:52
11 lines
1454 bytes
Użytkownik "michal" napisał:

> >> pewnie samotna Wroclawianka )
> > Tia, stara, brzydka, samotna i z dzieciakiem ;P
> Nie ukrywaj reszty! A że jesteś zboczonym facetem, to pies?

Suka :P Właśnie stąd biorą się wszystkie moje nieszczęścia - z
niewłaściwego rozłożenia akcentów :)

-- 
Pozdrawiam - Aicha (ale mebli nie obgryzam)
Re: po rozstaniu.
#171754
Author: michal
Date: Mon, 12 Nov 2007 00:53
20 lines
1479 bytes
Użytkownik "Aicha" napisał w wiadomości:

>> > piszpiszpisz ;)))
>> Dobra, ale mam na razie zaparcie... ;DDD

> To wina PO? :DDD

Właściwie to Edgara, bo mi się we wątek zaplatał... :)

>> Telewizor mi się zepsuł i muszę na niego zarobić, a potem to juz
>> pójdzie gładko. ;)

> Spoko. Telewizor ważniejszy ;P

Nawet nie o mnie chodzi, tylko o oglądalność. Spadnie. ;)

-- 
pozdrawiam
michał 
Re: po rozstaniu.
#171749
Author: michal
Date: Mon, 12 Nov 2007 01:06
20 lines
1607 bytes
Użytkownik "Aicha" :

>> >> pewnie samotna Wroclawianka )
>> > Tia, stara, brzydka, samotna i z dzieciakiem ;P
>> Nie ukrywaj reszty! A że jesteś zboczonym facetem, to pies?

> Suka :P Właśnie stąd biorą się wszystkie moje nieszczęścia - z
> niewłaściwego rozłożenia akcentów :)

Ja też jestem zboczonym facetem i mam problemy z akcentem i nie narzekam. ;)

> Pozdrawiam - Aicha (ale mebli nie obgryzam)

Nie startowałaś w tej kadencji, bo funkcje Ci się wykluczają? To to na pewno 
przez PO! ;D

-- 
pozdrawiam
michał
Re: po rozstaniu.
#171755
Author: Aicha
Date: Mon, 12 Nov 2007 01:09
18 lines
1672 bytes
Użytkownik "michal" napisał:

> >> > piszpiszpisz ;)))
> >> Dobra, ale mam na razie zaparcie... ;DDD
> > To wina PO? :DDD
> Właściwie to Edgara, bo mi się we wątek zaplatał... :)

Tylko nie męcz Perona za bardzo :DDD

> >> Telewizor mi się zepsuł i muszę na niego zarobić, a potem
> >> to juz pójdzie gładko. ;)
> > Spoko. Telewizor ważniejszy ;P
> Nawet nie o mnie chodzi, tylko o oglądalność. Spadnie. ;)

Nie możesz tego zrobić potencjalnemu nowemu zarządowi :)

-- 
Pozdrawiam - Aicha
Re: po rozstaniu.
#171756
Author: Mme Kitzmoor
Date: Mon, 12 Nov 2007 13:55
70 lines
3999 bytes
In article <fh7m6f$3pf$1@news.dialog.net.pl>,
 "Never Never" <columbine@o2.pl.WYTNIJTO> wrote:

> Nerwowe odmierzanie czasu. po pracy, pranie, zmywanie, tvn fakty. 2 godziny 
> piwo z kumplem,
> powrot szybki do domu, bo przeciez o 23 trzeba isc spac, zeby wstac rano i 
> wytwarzac PKB,
> usmiechac sie do szefa i udawac, ze rozumie sie polecenia. A potem modlic 
> sie, zeby nic
> nie spieprzyc i nie wyleciec z pracy. Bo przeciez 1600 zl miesiecznie. I 
> musi byc tłuste cv, na przyszlosc...
> koniecznie... bo inaczej jestes nikim. Szczegolnie z wyksztalceniem, ktore 
> nie daje zadnych kwalifikacji
> zawodowych... .

Sam tak sobie wlewasz, czy ktoś Ci w tym pomaga? Spróbuj z 
większą akceptacją dla siebie i świata.

> Rodzina istnieje, gdzies tam. Rozbita na drobne kawalki. W mieszkaniu pusto. 
> Gołe 4 sciany. ciasna kawalerka.
> Jedynie za sciana w soboty wieczor 70 letni sasiad robi imprezy, jakich nie 
> powstydzilaby sie
> brac studencka.
> W pojedynke, zycie jest 2x trudniejsze.

Mylisz się. Połowa trudności w życiu to to co sami sobie robimy. A będąc 
z kimś w związku masz 2x więcej pretekstów do robienia problemów, bo do 
Twoich własnych irytujących wad dochodzą cudze. I w związku i 
samodzielnie rada jest taka, by oduczuć się odruchu robienia problemów 
tam gdzie ich nie ma. Jeśli na tym polega ten Twój defekt, to pociesz 
się, że tego da się oduczyć.

> Czy nie zasluguje na milosc?
> Wiem, sa tacy, ktorzy maja gorzej, widze ich codziennie. Tylko co z tego?
> Co to zmieni, ze sie nad nimi pochyle i wrzuce pare zlotych? Zmienie ich 
> zycie?
> Nie mam na to ochoty. Tak desperacko probuje poukladac sobie wlasne.
> Zeby bylo ok, zeby nie powtorzyc bledow rodzicow. Zeby nic nie spieprzyc.
> Zyc odpowiedzialnie, przewidywac, oszczedzac, podejmowac madre decyzje.
> To takie meczace. I strach. Strach, przed byciem nikim i prowadzeniem 
> jalowego zycia.
> Nigdy nie myslalem, ze zycie na wlasny rachunek jest takie trudne.

Jak nie ma się dobrego podejścia, wtedy wszystko potrafi być trudne. 
Jeden ma odruch wymiotny na samą myśl, że po raz kolejny musi sam 
nastawić sobie pranie lub ugotować obiad, a inny cieszy się jak dziecko, 
że w końcu może sobie wybrać proszek, przyrządzić coś po swojemu itd. 
Nie wmawiam Ci pozytywnego myślenia, bo to na dłuższą metę gówno daje, 
ale jak dojdziesz do wniosku, że jesteś tym pierwszym, to możesz się 
zastanowić dlaczego.

> I ze 
> wlasciwie
> nikogo to nie interesuje.
> Te dni sa do siebie tak szyderczo podobne. To nie monotonnia, to chec 
> kontroli wszystkiego.
> Obawa przed przyszloscia.
> Przepraszam, ze to tutaj wylewam. Nie mam... po prostu gdzie.
> 
> A Was prosze jedynie o zrozumienie.

Nie ma za co.

Pozdrawiam
Iff

-- 
my contributions
http://maddama.deviantart.com/gallery/
http://maddama.wordpress.com/
Re: po rozstaniu.
#171757
Author: s
Date: Mon, 12 Nov 2007 22:00
29 lines
2308 bytes
Mme Kitzmoor wrote:
[...]
> Mylisz się. Połowa trudności w życiu to to co sami sobie robimy. A
> będąc z kimś w związku masz 2x więcej pretekstów do robienia
> problemów, bo do Twoich własnych irytujących wad dochodzą cudze. I w
> związku i samodzielnie rada jest taka, by oduczuć się odruchu
> robienia problemów tam gdzie ich nie ma. Jeśli na tym polega ten Twój
> defekt, to pociesz się, że tego da się oduczyć.

Rada właściwie bezcenna, tylko niestety do takiej refleksji dochodzi się 
najcześciej po szkodzie - czasami nieodwracalnej..

> Jak nie ma się dobrego podejścia, wtedy wszystko potrafi być trudne.
> Jeden ma odruch wymiotny na samą myśl, że po raz kolejny musi sam
> nastawić sobie pranie lub ugotować obiad, a inny cieszy się jak
> dziecko, że w końcu może sobie wybrać proszek, przyrządzić coś po
> swojemu itd. Nie wmawiam Ci pozytywnego myślenia, bo to na dłuższą
> metę gówno daje, ale jak dojdziesz do wniosku, że jesteś tym
> pierwszym, to możesz się zastanowić dlaczego.

Ale kiedyś taka możność robienia czegoś samemu powszednieje. Jeśli nie 
ma komu ofiarować tej radości albo jej skutków, to w końcu przestaje 
cieszyć.. staje sie gorzka..

-- 
s@piens

"Nothing is more practical than a good theory"
   Albert Einstein
Re: po rozstaniu.
#171765
Author: s
Date: Mon, 12 Nov 2007 22:11
36 lines
2218 bytes
Never Never wrote:
[...]
> Wszyscy dookola mi mowia, ze jestem zbyt wybredny.

A może po prostu nie chcesz zadowolić się kimkolwiek? Może potrzebujesz 
wyjątkowej osoby, która wystarczająco Cię zmobilizuje, a nie tylko (za 
przeproszeniem) zapchajdziury? A za wymagania się płaci.. ;-)

> Moje zwiazku zaliczaja padaczke, tak szybko.
> Praca, studia, praca studia... nawet nie mam jak, ani kiedy kogos
> nowego poznac.
> Wszyscy dookola 'sparowani'. I zacznie sie taktyczne unikanie rozmow
> o zwiazkach z przyjaciolmi. Bo przeciez oni sa szczesliwi, kilkuletnie
> zwiazki.

Szukaj póki możesz.
Zobaczysz co będzie po studiach, kumple zamiast na piwo będa wyskakiwać 
do sklepu po pieluchy.
Koiety będą już "sparowane" albo po przejściach...
Zawalona nocka? Wykład / ćwiczenia można odrobić, pracodawca spóźnienia 
już nie odpuści.

> To takie meczace. I strach. Strach, przed byciem nikim i prowadzeniem
> jalowego zycia.

Pomyśl, że może jest jedyne? Albo zaplanuj dzień jakby wydarzenia go 
wypelniające miały powtarzac się w nieskończoność albo byłby to Twój 
ostatni dzień.

PS Odpisałem Ci na gr. o kinie-domowym. Bliss daje do myslenia.

-- 
s@piens

"Nothing is more practical than a good theory"
   Albert Einstein
Re: po rozstaniu.
#171758
Author: JaKasia
Date: Tue, 13 Nov 2007 02:04
18 lines
1688 bytes
Użytkownik "s@piens"
napisał w wiadomości news:fhaje7$6tj$1@nemesis.news.tpi.pl...

> Ale kiedyś taka możność robienia czegoś samemu powszednieje. Jeśli nie ma 
> komu ofiarować tej radości albo jej skutków, to w końcu przestaje 
> cieszyć.. staje sie gorzka..

Niekoniecznie. Przyjąłeś stereotyp.

Czujesz gorycz i masz pod ręką wytłumaczenie
że to dlatego, iz nie masz z kim czegośtam dobrego dzielić.
Powtarza to wielu mądrych, aczkolwiek dla ciebie
są to opinie _cudze_, które przyjąłeś z marszu.

Gdyby tak rozebrać temat na czynniki pierwsze,
być moze to twierdzenie nie ostanie się jako prawda.

- JaKasia
Re: po rozstaniu.
#171759
Author: s
Date: Tue, 13 Nov 2007 11:46
36 lines
2313 bytes
JaKasia wrote:
> Użytkownik "s@piens"
> napisał w wiadomości news:fhaje7$6tj$1@nemesis.news.tpi.pl...
>
>> Ale kiedyś taka możność robienia czegoś samemu powszednieje. Jeśli
>> nie ma komu ofiarować tej radości albo jej skutków, to w końcu
>> przestaje cieszyć.. staje sie gorzka..
>
> Niekoniecznie. Przyjąłeś stereotyp.

Że jak?? Wynika to z moich refleksji, obserwacji, rozmów ze znajomymi. 
Zarówno w robieniu czegoś dla kogoś jak i dla siebie.
Nigdzie nie zrobiłem założenia, że to dotyczy wszytkich. To Usenet - 
dorzuciłem tylko swój kamyczek do dyskusji.

> Czujesz gorycz i masz pod ręką wytłumaczenie
> że to dlatego, iz nie masz z kim czegośtam dobrego dzielić.

Nie zrozumiałaś. Implikacja jest inna: gorycz => brak chęci robienia
czegoś samemu.

> Powtarza to wielu mądrych, aczkolwiek dla ciebie
> są to opinie _cudze_, które przyjąłeś z marszu.

O, masz szklaną kulę? Zmartwię Cię - nie mówi Ci prawdy ;-)

> Gdyby tak rozebrać temat na czynniki pierwsze,
> być moze to twierdzenie nie ostanie się jako prawda.

To ja poproszę o wywód i merytoryczne argumenty.

-- 
s@piens

"Nothing is more practical than a good theory"
   Albert Einstein
Re: po rozstaniu.
#171760
Author: JaKasia
Date: Tue, 13 Nov 2007 13:16
56 lines
3210 bytes
Użytkownik "s@piens"  napisał w wiadomości
news:fhc2t1$8as$1@atlantis.news.tpi.pl...

>>> Ale kiedyś taka możność robienia czegoś samemu powszednieje. Jeśli
>>> nie ma komu ofiarować tej radości albo jej skutków, to w końcu
>>> przestaje cieszyć.. staje sie gorzka..
>>
>> Niekoniecznie. Przyjąłeś stereotyp.
>
> Że jak?? Wynika to z moich refleksji, obserwacji, rozmów ze znajomymi.
> Zarówno w robieniu czegoś dla kogoś jak i dla siebie.
> Nigdzie nie zrobiłem założenia, że to dotyczy wszytkich. To Usenet -
> dorzuciłem tylko swój kamyczek do dyskusji.

Nie wyszedłeś w sprawie poza standard (stereotyp), w związku z tym
sprzężeniem zwrotnym będziesz doświadczał negatywnych
skutków samotności póki nie znajdziesz sobie towarzyszki życia.
Nie daj Boże nie znajdziesz...

Ludzie cierpią na własne życzenie. :)

>> Czujesz gorycz i masz pod ręką wytłumaczenie
>> że to dlatego, iz nie masz z kim czegośtam dobrego dzielić.
>
> Nie zrozumiałaś. Implikacja jest inna: gorycz => brak chęci robienia
> czegoś samemu.

A nie działa to w obie strony?

>> Powtarza to wielu mądrych, aczkolwiek dla ciebie
>> są to opinie _cudze_, które przyjąłeś z marszu.
>
> O, masz szklaną kulę? Zmartwię Cię - nie mówi Ci prawdy ;-)

Nie zmartwiłam się. :)

>> Gdyby tak rozebrać temat na czynniki pierwsze,
>> być moze to twierdzenie nie ostanie się jako prawda.
>
> To ja poproszę o wywód i merytoryczne argumenty.

Ale po co?
Ja (jak widać w przeciwieństwie do ciebie) nie uważam
swoich "prawd" za ostateczne. :)
Skoro nie jestem do nich przywiazana, to nie bedę też
ciebie do nich przekonywać.

No może do jednej się dosyć przywiązałam - że poglądy
się zmieniają a doświadczenie nam podpowiada coraz to nowe,
coraz to wnikliwsze (czy głębsze) interpretacje.
A jak sobie zinterpretujesz, tak potem działasz,
a następnie doświadczasz skutków tego działania.

Nie czuj się atakowany - to tylko taki mój kamyczek do dyskusji. :)

- JaKasia
Re: po rozstaniu.
#171761
Author: s
Date: Tue, 13 Nov 2007 14:08
73 lines
3967 bytes
JaKasia wrote:
> Użytkownik "s@piens"  napisał w wiadomości
[...]
>> Że jak?? Wynika to z moich refleksji, obserwacji, rozmów ze
>> znajomymi. Zarówno w robieniu czegoś dla kogoś jak i dla siebie.
>> Nigdzie nie zrobiłem założenia, że to dotyczy wszytkich. To Usenet -
>> dorzuciłem tylko swój kamyczek do dyskusji.
>
> Nie wyszedłeś w sprawie poza standard (stereotyp), w związku z tym
> sprzężeniem zwrotnym będziesz doświadczał negatywnych
> skutków samotności póki nie znajdziesz sobie towarzyszki życia.
> Nie daj Boże nie znajdziesz...

Nie mam zamiaru szukać. Mam zamiar odzyskać :-)

A samotny indywidualizm jest świetny dopóki nie spróbuję się 
koegzystencji z kimś nabliższym. IMHO oczywiście.

> Ludzie cierpią na własne życzenie. :)

Czasami im się należy ;-)
Zasadniczo jestem przeciwnikiem "wolnej woli", więc ująłbym to inaczej: 
ludzie cierpią, bo tak im się składa...

>> Nie zrozumiałaś. Implikacja jest inna: gorycz => brak chęci robienia
>> czegoś samemu.
>
> A nie działa to w obie strony?

Tak, też, ale ja pisałem o implikacji.

>>> Gdyby tak rozebrać temat na czynniki pierwsze,
>>> być moze to twierdzenie nie ostanie się jako prawda.
>>
>> To ja poproszę o wywód i merytoryczne argumenty.
>
> Ale po co?
> Ja (jak widać w przeciwieństwie do ciebie)
> nie uważam swoich "prawd" za ostateczne. :)

To chyba błąd atrybucji z Twojej strony..? Ja z pewnością nie uważam się 
za osobę nieomylną. Wręcz brzydzę się "jedyną, słuszną prawdą (tm)"
A moje poglądy czy hipotezy są słuszne dopóki się nie sfalsyfikują. 
Jestem przywiązany do końcowego wyniku, a nie kto był pomysłodawcą.

Zresztą to grupa 'alt' nie 'sci', więc pisząc zakładam, że czytelnik / 
interlokutor wie, że wyrażam tylko swoje subiektywne opinie i że nikt 
nie potraktuje ich jak prawd oświeconych albo epistemologicznie 
poprawnych (kompletnych) teorii.

> Skoro nie jestem do nich przywiazana, to nie bedę też
> ciebie do nich przekonywać.

Szkoda. Byłem ciekaw w jaki to sposób "kopiuję z marszu cudze pomysły".
Nie dasz też mi szansy dowiedzieć w czym się mylę?
Wydawało się, że masz ochotę na odrobinę dialektyki.
Bo akurat w omawianych w tym wątku kwestiach ,to może nie chciałbym mieć 
racji.. a najlepiej jakbym nawet nie musiał interesować się taką 
tematyką :-)

> No może do jednej się dosyć przywiązałam - że poglądy
> się zmieniają a doświadczenie nam podpowiada coraz to nowe,
> coraz to wnikliwsze (czy głębsze) interpretacje.
> A jak sobie zinterpretujesz, tak potem działasz,
> a następnie doświadczasz skutków tego działania.

Ewolucja jednym słowem :-)

-- 
s@piens

"Nothing is more practical than a good theory"
   Albert Einstein
Re: po rozstaniu.
#171766
Author: Flyer
Date: Tue, 13 Nov 2007 16:09
10 lines
1065 bytes
s@piens; <fhaje7$6tj$2@nemesis.news.tpi.pl> :

Się wetnę z prywatą - sry, ale odpowiedź musi trochę poczekać -
zakręcony ostatnio trochę jezdem. :)

Pozdrawiam
Flyer
-- 
gg: 9708346; skype:flyer36
http://www.flyer36.republika.pl/
Re: po rozstaniu. [OT]
#171767
Author: s
Date: Tue, 13 Nov 2007 16:17
13 lines
1290 bytes
Flyer wrote:
> s@piens; <fhaje7$6tj$2@nemesis.news.tpi.pl> :
>
> Się wetnę z prywatą - sry, ale odpowiedź musi trochę poczekać -
> zakręcony ostatnio trochę jezdem. :)

Spoko, nie pali się :-)

-- 
s@piens

"Nothing is more practical than a good theory"
   Albert Einstein
Re: po rozstaniu.
#171768
Author: JaKasia
Date: Tue, 13 Nov 2007 20:36
19 lines
1720 bytes
Użytkownik "Flyer" <flyer@poczta.gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:fhcifb$43c$1@nemesis.news.tpi.pl...
> s@piens; <fhaje7$6tj$2@nemesis.news.tpi.pl> :
>
> Się wetnę z prywatą - sry, ale odpowiedź musi trochę poczekać -
> zakręcony ostatnio trochę jezdem. :)

To troche jak ja, przy czym ja chyba bardziej.
Dzis juz chyba doszło do apogeum zakrecenia
i za chwile strace kilku klientów, bo nie ma siły
- nie wyrobie sie, mimo silnych naciskow. :(
Od wczoraj jestem na nogach i najprawdopodobniej
dzisiejsza noc tez zarwę, bo z nerwów odechciało
mi sie spac.

(Tu przepraszam s@piensa, że na jakis czas odstąpię
od rozmowy - moze napisze w innym terminie).

- JaKasia
Re: po rozstaniu.
#171769
Author: s
Date: Tue, 13 Nov 2007 20:49
20 lines
1607 bytes
JaKasia wrote:
[...]
> To troche jak ja, przy czym ja chyba bardziej.
> Dzis juz chyba doszło do apogeum zakrecenia
> i za chwile strace kilku klientów, bo nie ma siły
> - nie wyrobie sie, mimo silnych naciskow. :(
> Od wczoraj jestem na nogach i najprawdopodobniej
> dzisiejsza noc tez zarwę, bo z nerwów odechciało
> mi sie spac.
>
> (Tu przepraszam s@piensa, że na jakis czas odstąpię
> od rozmowy - moze napisze w innym terminie).

Spoko. Udanej pracy, powodzenia! :-)

-- 
s@piens

"Nothing is more practical than a good theory"
   Albert Einstein
Re: po rozstaniu.
#171762
Author: Mme Kitzmoor
Date: Tue, 13 Nov 2007 21:14
22 lines
2286 bytes
On Nov 12, 11:00 pm, "s@piens" <ko...@N0SPAM.tlen.pl.invalid> wrote:

> > Jak nie ma się dobrego podejścia, wtedy wszystko potrafi być trudne.
> > Jeden ma odruch wymiotny na samą myśl, że po raz kolejny musi sam
> > nastawić sobie pranie lub ugotować obiad, a inny cieszy się jak
> > dziecko, że w końcu może sobie wybrać proszek, przyrządzić coś po
> > swojemu itd. Nie wmawiam Ci pozytywnego myślenia, bo to na dłuższą
> > metę gówno daje, ale jak dojdziesz do wniosku, że jesteś tym
> > pierwszym, to możesz się zastanowić dlaczego.
> Ale kiedyś taka możność robienia czegoś samemu powszednieje. Jeśli nie
> ma komu ofiarować tej radości albo jej skutków, to w końcu przestaje
> cieszyć.. staje sie gorzka..

A to zle ze cos powszednieje? :] Bycie w zwiazku tez moze zbrzydnac.
Taka kolej rzeczy. Mozna tez nadal cos doceniac, mimo tego ze
codziennie ma sie to na wyciagniecie reki.

Poza tym kto powiedzial, ze obdzielac swoim zyciem mozna tylko kogos,
kogo aktualnie nazywa sie partnerem.

Pozdrawiam
Iff
Re: po rozstaniu.
#171763
Author: s
Date: Fri, 16 Nov 2007 20:41
45 lines
2918 bytes
Mme Kitzmoor wrote:
[...]
> A to zle ze cos powszednieje? :] Bycie w zwiazku tez moze zbrzydnac.
> Taka kolej rzeczy. Mozna tez nadal cos doceniac, mimo tego ze
> codziennie ma sie to na wyciagniecie reki.

Masz rację.

Chciałbym natomiast poruszyć trochę inny aspekt.
Czym inny wydają mi się codzienne czynności kogoś dążącego  / mającego w 
prespektywie jakiś frapujący, fajny cel niż kogoś żyjącego z dnia na 
dzień.

Celem może być np. sformułowanie Teorii Wszystkiego, kupienie fajnego 
domu, wypad w góry, wychowanie dzieci, dostarczenie komuś usmiechu etc.

Może sie jednak tak zdażyć, że na Teorię Wszystkiego jest się za głupim.
W takim przypadku można skoncentrować się na pozostałych celach. Tylko 
po co jeśli sie jest samemu?
Po co większe mieszkanie czy dom, skoro z każdego kąta w obecnym zieje 
pustką?
Ile można samemu łazić po górach? (jęsli nie jest się taternikiem)
Po co dbać o mieśnie i kondycję? (Jeśli nie jest się ratownikiem, 
policjantem czy sportowcem)
Po co pracować więcej (lepiej) skoro  i tak nie ma sie na nic ochoty a 
na jedzenie wystarczy? (A nie ma się powołania Marka Kotańskiego)
Po co w ogóle wstać rano z łóżka, skoro dotychczas żyło się szczęsciem i 
uśmiechem utraconej osoby?
Po co..?

Tak wiem, że inni mają.. inaczej... ale każdy określa swoje potrzeby w 
zależności od poziomu piramidy Maslova na którym sie znajduje.

>
> Poza tym kto powiedzial, ze obdzielac swoim zyciem mozna tylko kogos,
> kogo aktualnie nazywa sie partnerem.

Ja. Raczej nie tylko, ale przede wszystkim. Swoim szczęściem z czyjegoś 
szczęścia można obdzielić wiele osób.. ale z próżnego nawet Salomon...

-- 
s@piens

"Nothing is more practical than a good theory"
   Albert Einstein
Re: po rozstaniu.
#171764
Author: Mme Kitzmoor
Date: Sat, 17 Nov 2007 20:11
64 lines
3914 bytes
In article <fhl06h$ksv$1@atlantis.news.tpi.pl>,
 "s@piens" <kolmi@N0SPAM.tlen.pl.invalid> wrote:

> Chciałbym natomiast poruszyć trochę inny aspekt.
> Czym inny wydają mi się codzienne czynności kogoś dążącego  / mającego w 
> prespektywie jakiś frapujący, fajny cel niż kogoś żyjącego z dnia na 
> dzień.
> 
> Celem może być np. sformułowanie Teorii Wszystkiego, kupienie fajnego 
> domu, wypad w góry, wychowanie dzieci, dostarczenie komuś usmiechu etc.
> 
> Może sie jednak tak zdażyć, że na Teorię Wszystkiego jest się za głupim.
> W takim przypadku można skoncentrować się na pozostałych celach. Tylko 
> po co jeśli sie jest samemu?

A po co jeśli jest się w parze?

> Po co większe mieszkanie czy dom, skoro z każdego kąta w obecnym zieje 
> pustką?

Bo np. nie ma miejsca na rower? :]

> Ile można samemu łazić po górach? (jęsli nie jest się taternikiem)
> Po co dbać o mieśnie i kondycję? (Jeśli nie jest się ratownikiem, 
> policjantem czy sportowcem)
> Po co pracować więcej (lepiej) skoro  i tak nie ma sie na nic ochoty a 
> na jedzenie wystarczy?

Taki brak ochoty na wszystko może równie dobrze dopaść kogoś 
zapartnerzonego. Bo bycie w parze nie rozwiązuje problemów 
egzystencjalnych, może za to zrodzić kolejny dylemat: po co być w parze 
z kimś? Oczywiście rozumiem, że puste mieszkanie tudzież brak osobnika, 
z którym możnaby pójść na randkę albo poseksić bez kondoma, może 
przygnębiać, ale oczekiwanie, że wraz z zapełnieniem mieszkania znajdzie 
się odpowiedź na pytanie o sens życia, jest zwykłym oszukiwaniem się. 
Jeśli kogoś nurtuje pytanie, po co cokolwiek robi, to jedyne, co może 
temu zaradzić, to dojście do odpowiedzi. Samemu. No chyba że sensem 
życia jest bycie z kimś, ale takiemu komuś raczej bym współczuła.

> Tak wiem, że inni mają.. inaczej... ale każdy określa swoje potrzeby w 
> zależności od poziomu piramidy Maslova na którym sie znajduje.

Piramida Maslowa (czyt. masloła, z hamerykańska ;> ) jest dużym 
uproszczeniem.

> > Poza tym kto powiedzial, ze obdzielac swoim zyciem mozna tylko kogos,
> > kogo aktualnie nazywa sie partnerem.
> Ja.

No to ja się z Tobą nie zgadzam :]

> Raczej nie tylko, ale przede wszystkim. Swoim szczęściem z czyjegoś 
> szczęścia można obdzielić wiele osób.. ale z próżnego nawet Salomon...

Próba obdzielania innych szczęściem jakie czerpiemy z własnego związku z 
reguły nie odnosi zamierzonego efektu :>

Pozdrawiam
Iff

-- 
my contributions
http://maddama.deviantart.com/gallery/
http://maddama.wordpress.com/
Re: po rozstaniu.
#171770
Author: lukasz
Date: Fri, 23 Nov 2007 20:47
16 lines
1708 bytes
Użytkownik "Never Never" <columbine@o2.pl.WYTNIJTO> napisał w wiadomości
news:fh7m6f$3pf$1@news.dialog.net.pl...
> Kolejny raz zwiazek zaliczyl padaczke. Zerwalem.
> Bo za bardzo sie roznilismy. Bo nie bylo zbyt wielu wspolnych tematow.
> I troche to na sile... . Przyjela to spokojnie, ale widzialem ze zabolalo.
> W sumie przyznala mi racje, ze tez chciala to skonczyc.
> Ale... dlaczego jest mi tak strasznie smutno? Normalna reakcja po
rozstaniu,
> na pewno.

Ale masz gościu problemy...26 roczek mi leci i w żadnym związku jeszcze nie
byłem, co gorsza chyba się już przyzwyczaiłem i jak widzę te wszytkie
"wielkie miłości" w których najważniejsza jest kasa, żeby kogoś mieć albo
inne jakieś cuda tworzone na siłe to mnie... blehee
Ciesz się !! Teraz nikt cię nie będzie ograniczał - jesteś wolny !!
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads