Article View: alt.pl.psychologia.milosc
Article #174944Re: Co to może być?
From: paweł hoffmann
Date: Mon, 06 Jul 2009 22:17
Date: Mon, 06 Jul 2009 22:17
220 lines
11655 bytes
11655 bytes
@ aszheri: oj, nawet nie wiesz jak połechtałaś moje ego. Miło mi się zrobiło, nie powiem. Odwiędzę się i napiszę, że ujmuje mnie Twój sposób kropkowania/przecinkowania,,, ooo... tak :) i to, że nie robisz odstępów pomiędzy przecinkiem a literą - chyba tylko kobiety tak mają :) >>Nie zrozumiem tego nigdy, jak można tak spłycać ot zdradę w związku, >>czy jej zaczynek (nie fizyczną, ale psychiczną). >a ti ti robaczku :) myślałeś ,że umknie mojej uwagi ta tłuściutka >aluzyjka w moją sytuację życiową. >Otóż nie,,, bo w moim przypadku trwa to już wiele lat bez konkretnego >jak to miało miejsce w twoim przypadku finiszu. Nie mniej zgodzę się z >Tobą ,że zdrada to zdrada w umyśle i sercu też można zdradzić i w >rzeczy samej jak nieraz się nad tym zastanawiałam to raczej wolała bym >żeby mój mąż jednorazowo za romansował z jakąś femme niż by miał jak >ja, kochać kogoś przez lata. W sumie myślę sobie ,że faceci tak do >tego nie podchodzą a raczej bardziej terytorialnie traktują nasze ciał >niż nasze serca. to nie była aluzja w Twoją stronę, ale ok: jakaś dyskusja się wywiązuje przy okazji. Zgadzam się z tym co napisałaś: przelotny seksik, a romans angażujący coś więcej, niż tylko fizycznosć to duża różnica. Ważne dla mnie jest również to, czy osoba która nas w ten sposób rani czuje się w ogóle winna. Można tak sobie teoretyzować, ale jeśli mam być szczery: nie toleruję ani jednego, ani drugiego. Związek, o którym zawsze marzyłem to taki, w którym nie ma miejsca na nudę, jest pełne zaufanie, nie ma chorobliwej zazdrości. Wierzę, że takie związki istnieją, gdzie obie strony się wzajemnie wspierają i kochają wady partnera. >Powiem Ci ,że im więcej Ciebie czytam tym bardziej zachodzę w głowę >czemu ta Tja x to Ci zrobiła?... zaraz do tego dojdę... >Dla mnie jesteś niemożebnie intelektualny i to w takim pozytywnym >kierunku,, bez żadnego zbędnego filozoficznego zamotania. >Wychodzę z założenia ,że pomimo tej Twojej nad wrażliwości (uważam, że >przesadzasz) jesteś człowiekiem z ,którym nie sposób się w życiu >nudzić, podejrzewam Cię niebanalną kreatywność, spostrzegawczość(żadne >słowo nie umyka Twojej uwagi) i wiele innych, ale żeby niebyło, że się >do Ciebie przystawiam to kończę swój żywot w tym wątku. >podrawiam do następnego.... przesadzasz, naprawdę. Ale to jest właśnie magia słowa pisanego, internetu. Wyobraziłaś sobie mnie, jako jakiegoś stąpającego twardo po ziemii kolesia. A jest inaczej. Mam co kilkanaście dni małe kryzysy typu "po co to wszystko, i tak koniec jest znany". Potrafię pisać po polsku, ale "na żywca" gubi mnie to, że jestem zbyt szczery (za bardzo bezpośredni). Tak jak pisałem wcześniej: za szybko odkrywam karty. W tym wątku niepotrzebnie pisałem o uzdolnieniu - po co pisać o tym, co się robi na co dzień? Liczą się fakty, historia o mnie i mojej byłej żonie. Kobietom, które spotkałem na swojej drodze również niepotrzebnie na drugim spotkaniu opowiadałem o zainteresowaniach. Uważam teraz, że mogły się mną interesować nie ze względu na to, jak się zachowuję, jak wyglądam, ale przez pryzmat muzyki. Zresztą wystarczy spojrzeć chociażby na tzw. DJ'ów - dlaczego wzbudzają takie zainteresowanie wśród kobiet i nie tylko kobiet? :) Nie muszą być nawet urodziwi - ważne, że grają i ciągną za sobą tłumy. Ktoś, kto zaprzęga za sobą setki ludzi jest zajebiście męski i to pewnie laski kochają. Ktoś, kto kreuje rzeczywistość przy pomocy dźwięków i puszcza to w świat też pewnie imponuje bardziej, niż zwykły Kowalski. W jakiś tam sposób jestem inny, niż większość. Nie rajcuje mnie kompletnie alkohol (nie nawidzę wódki, stronię od piwa, uprawiam czynnie sport, nie palę), w ogóle żadne używki. Ale co z tego, jak jestem męska ciota, typ pantoflarza, który lata z wywalonym jęzorem za swoją Panią? A przy okazji mam w sobie cechy choleryka: irytuje się łatwo (chociaż w taki dziecinny sposób), by za minutę czuć dysonans i dyskutować z wewnętrznym "Ja": "uważaj, uważaj, po co wdajesz się w dyskusję". Ale dość o mnie. Chcę Cię tylko wyprowadzić z błędnego postrzegania mnie, zbyt cukierkowatego i przekoloryzowanego. Apropo zauroczeń (tzn. nie zrozum mnie źle, nie "piję" do Ciebie w tym przypadku) i nie internetowych słyszę często, jak panna mówi o mężu, albo facet o żonie, że jest coraz gorzej, że lepiej mu się gada ot z koleżanką z pracy itd. Nie pamiętam już, czy o tym pisałem, ale wg mnie to żadna sztuka rozmawiac o wszystkim i o niczym z kimś, z kim nie jesteśmy związani emocjonalnie tak blisko, jak z partnerem. Ile osób ma problem, żeby pogadać z własnym ojcem/matką. Nawet znane są przypadki, że z pozoru spokojna osoba klnie jak szewc na własnego tatę, nie potrafi spokojnie przedyskutować dany problem, natomiast wobec innych osób jest spokojna i stonowana. Ma to też pewnie związek z tym, że szybko tracimy szacunek do osób, które są dla nas za dobre. A wracając jeszcze na moment do tematu mojej byłej żony: coraz częściej (to właśnie świadczy o moim rozchwianiu emocjonalnym, że w ogóle rozważam na temat takich pierdół)... coraz częściej próbuję sobie wytłumaczyć ten fakt tym, że po prostu ona nie była w stanie zaakceptować mojej zazdrości (pal licho, że miałem powody) i że często prawiłem jej "kazania" (też pal licho, że moja frustracja nie brała się z nikąd i był to pewien proces). Odstawiając na bok moje "usprawiedliwianie" się nad sobą stwierdzam, że za szybko się pobraliśmy i gdyby nie ślub, łatwiej byłoby się rozstać, a przede wszystkim szybciej by to nastąpiło. NIe byłbym zaskakiwany tym, że żona jedną nogą powoli jest już na innej planecie. @ michal: >Rozumiem Twoje rozżalenie i to, że musi to jakiś czas trwać. Chciałbym >Ci jednak zwrócić uwagę, że reprezentujesz postawę skrzywdzonej >sierotki. Mam nadzieję, że szybko otrzeźwiejesz. >Moje doświadczenie przekonuje mnie, że związek dwojga ludzi może >przetrwać jedynie wtedy, gdy przynajmniej jedno z członków przejawia >postawę zrozumienia sytuacji całości związku w każdym jego momencie. zgadza się: reprezentuję. To kolejna moja wada - od małego lubię się nad sobą użalać. Po śmierci rodziców najbliżsi litowali się nade mną, a ja odrzucałem ich troskę - jakby na przekór. W dorosłym życiu też chcę być okazem równowagi, a jednocześnie gdzieś podświadomie chciałbym, aby wszyscy dookoła mi współczuli, rozumieli mój ból. Mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi. Trochę może przesadzam, że dążę do tego. Generalnie jestem optymistycznie nastawiony do życia, mam swoje własne cele i do nich dążę, jednak gdy pojawia się kryzys, wówczas zamieniam się w taką "sierotkę" użalającą się nad sobą. Przeważnie mija kilka godzin i wracam do porządku dziennego, ale jednak nie daje mi to spokoju. Związek dwojga ludzi może przetrwać, jeśli te dwie osoby są świadome swojego wyboru. Tak bym skrócił to, co napisałeś wyżej. Podawałem przykład osoby "niereformowalnej", nie idącej na żadne kompromisy (chyba, że jest to jej po myśli) - ciężko mieć takiego kogoś za partnera. W tym momencie związek przestaje istnieć. Takich "związków" na papierku jest mnóstwo i trwają, bo są dzieci, "a co powie rodzina???" itd. itp. Całe szczęście, że ja nie miałem z byłą żoną potomstwa. >Z tego, co napisałeś, wnioskuję, że założenie masz inne. Przyczynę >rozpadu widzisz głównie po jej stronie. To zrozumiałe oczywiście, skoro >Cię zdradziła - lecz w ten sposób, nie dostrzegając swoich zaniedbań czy >przedobrzeń w którymś momencie, odbierasz sobie możliwość, szansę na >poprawienie czy uzdrowienie sytuacji. Wpływ na zmianę jej postępowania >masz żaden. Bo mieć nie możesz. Możesz mieć wpływ tylko na swoją postawę >i swoje działanie. przypomina mi to co piszesz tzw. szkołe "pozytywnego myślenia". Coś jak religia: przyjmujesz każdą porażkę i traktujesz ją jako krzyż, jako kolejny element na drodze ku zbawieniu. Innymi słowy, pachnie mi to też Coveyem, a nawet tzw. praniem mózgu:-)))) To chyba oczywiste, że mam prawo sądzić, że ktoś ma winę. Fakt, może lepiej nie myśleć w tych kategoriach, tylko wyciągać wnioski? Bo co to zmieni, że powiem "ona ma winę?" - i tak wiem to (chyba, że jestem nie do końca normalny i zagłuszam własne sumienie przy okazji) i nic to nie zmieni poza tym, że mam czyste sumienie i jako tako wewnętrzny spokój (gorzej, gdybym się sam oszukiwał i brnął z dysonansu w kolejny dysonans). To takie błedne koło. Tak samo autor tego wątku, który usilnie pyta "dlaczego?" - nic nie dzieje się bez przyczyny, a poznanie odpowiedzi na tak zadane pytanie w takim kontekście w jakim się znalazł niekoniecznie doprowadzi go do prawdy. Tak jak u mnie: ile razy pytałem, tyle razy otrzymywałem głupie, infantylne wytłumaczenie. Zauważyłem nawet, że żona brnęła z kłamstwa w kolejne kłamstwo: nawet, jak przedstawiałem dowody i tak potrafiła wszystkiemu zaprzeczyć. Pomyślałem sobie nawet w ten sposób: "na rozprawie poproszę o test wariografem - niech przyzna się cholera jasna do tego, co mi zrobiła i to w jakim stylu" - to też świadczy o mojej niedojrzałości po części, bo rozwód to rozwód: nie trzeba tutaj udowadniać niczyjej winy. Po prostu każdy ma prawo do własnego szczęścia. Sztuka, to widzieć jeden wspólny cel i do niego dążyć. Jeśli jest inaczej, to nie ma mowy o trwałym związku. O, ale fajnie napisałem.. a za kilka dni znowu natrafię na jeden taki dzień, kiedy trudno mi będzie się pozbierać, ale nim tylko zajdzie słońce, spalę ostatnie zdjęcia, nasze wspólne, bo to przecież był tylko zły sen. Dobranoc.
Technical Details
Message-ID:
<665abed3-31ee-45c6-afd2-8b6581743388@d36g2000prb.googlegroups.com>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!wsisiz.edu.pl!plix.pl!newsfeed1.plix.pl!news-out2.kabelfoon.nl!newsfeed.kabelfoon.nl!bandi.nntp.kabelfoon.nl!feeder.news-service.com!postnews.google.com!d36g2000prb.googlegroups.com!not-for-mailReferences:
<h0gh7d$lml$1@news.onet.pl> <81632e9b-0682-474c-b8d3-8260bb68de1a@p18g2000pra.googlegroups.com> <h2tnpa$7og$1@inews.gazeta.pl>Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!wsisiz.edu.pl!plix.pl!newsfeed1.plix.pl!news-out2.kabelfoon.nl!newsfeed.kabelfoon.nl!bandi.nntp.kabelfoon.nl!feeder.news-service.com!postnews.google.com!d36g2000prb.googlegroups.com!not-for-mail From: paweł hoffmann <kamolsky.pl@gmail.com> Newsgroups: alt.pl.psychologia.milosc Subject: Re: Co to może być? Date: Mon, 6 Jul 2009 15:17:40 -0700 (PDT) Organization: http://groups.google.com Lines: 282 Message-ID: <665abed3-31ee-45c6-afd2-8b6581743388@d36g2000prb.googlegroups.com> References: <h0gh7d$lml$1@news.onet.pl> <81632e9b-0682-474c-b8d3-8260bb68de1a@p18g2000pra.googlegroups.com> <h2tnpa$7og$1@inews.gazeta.pl> NNTP-Posting-Host: 203.140.76.11 Mime-Version: 1.0 X-Trace: posting.google.com 1246918660 25343 127.0.0.1 (6 Jul 2009 22:17:40 GMT) X-Complaints-To: groups-abuse@google.com NNTP-Posting-Date: Mon, 6 Jul 2009 22:17:40 +0000 (UTC) Complaints-To: groups-abuse@google.com Injection-Info: d36g2000prb.googlegroups.com; posting-host=203.140.76.11; posting-account=-OEDugoAAAA4hpEzPghCSk-MR1R9t9tb User-Agent: G2/1.0 X-HTTP-UserAgent: Mozilla/4.0 (compatible; MSIE 8.0; Windows NT 5.1; Trident/4.0; .NET CLR 2.0.50727; .NET CLR 3.0.4506.2152; .NET CLR 3.5.30729),gzip(gfe),gzip(gfe) X-HTTP-Via: 1.1 spmgway1.ikcplaza.co.jp Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit