🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: alt.pl.popieram.ateizm
1 messages
1 total messages Started by maniana Thu, 06 Oct 2011 01:57
Miłośnikom ryżej przytulanki Putina (oczywiście jeżeli tacy jeszcze istnieją)
#72495
Author: maniana
Date: Thu, 06 Oct 2011 01:57
228 lines
17972 bytes
FAKTY W MIEJSCE ŁGARSTW. CZYM JEST PLATFORMA?

Po roku 1990 nie powstała w III RP partia równie prorosyjska i regresywna,
jak Platforma Obywatelska. Nie ma też na naszej scenie politycznej innej
formacji, która tak mocno byłaby powiązana z ludźmi komunistycznej bezpieki.
Jeśli dla wyborców Platformy takie twierdzenia brzmią obrazoburczo -
zawdzięczają to wlasnej niechęci do wiedzy oraz postawie tzw. wiodących
mediów, które od lat roztaczają nad partią Donalda Tuska propagandowy
parasol ochronny, dbając, by Polacy nie poznali prawdziwego rodowodu
rzekomych „liberałów”.
Korzeni Platformy należy szukać na początku lat dziewięćdziesiątych w
marginalnej wówczas partii o nazwie Kongres Liberalno-Demokratyczny.. W
powstaniu KLD istotny udział mieli ludzie związani z komunistyczną policją
polityczną: Wiktor Kubiak oraz współzałożyciel KLD i PO Jacek Merkel.
Pierwszy z nich to wieloletni współpracownik Zarządu II Sztabu Generalnego
(tzw. wywiad wojskowy PRL). Kubiak współdziałał blisko z Grzegorzem Żemkiem
znanym jako „mózg” afery FOZZ i w latach 80. zajmował się nielegalnym
transferem z Zachodu urządzeń elektronicznych objętych zakazem eksportu do
krajów komunistycznych. Po1989 Kubiak objawił się jako biznesmen
zainteresowany wspieraniem środowisk politycznych. To dzięki jego finansowej
pomocy Donald Tusk mógł organizować spotkania KLD w biurze Kubiaka w Hotelu
Mariott i wydawać pismo liberałów na kredowym papierze.
Jacek Merkel był tajnym współpracownikiem Wydziału XI Departamentu I SB MSW.
W latach 80. Wydział XI prowadził działania na terenie Europy Zachodniej. Na
czele wydziału stał płk Aleksander Makowski, późniejszy partner biznesowy
Merkla. Przełożonym płk Makowskiego był gen. Władysław Pożoga, a efekty
pracy Wydziału XI Dep. I przekazywano bezpośrednio do KGB. W latach 1991-93,
Merkel był członkiem Prezydium Rady Krajowej KLD i szefem kampanii
wyborczej, a od zjednoczenia Unii Demokratycznej i KLD pozostawał członkiem
Rady Krajowej Unii Wolności. Wśród wielu partii powstałych w tym czasie,
tylko KLD dysponował od początku dostatecznymi środkami, by zorganizować
struktury partii i przeprowadzić w roku 1991 udaną kampanię wyborczą do
Sejmu. Po wyborach politycy tej partii współtworzyli rząd, na którego czele
stanął Jan Krzysztof Bielecki. Wśród członków tego rządu znajdowało się
ośmiu tajnych współpracowników bezpieki, z tak charakterystycznymi
postaciami na czele, jak Andrzej Olechowski (TW „MUST” Departamentu I, a
następnie Dep.II SB MSW) oraz Michał Boni (TW ZNAK). Środowisko KLD ( zwane
ze względu na liczne afery - aferałami) odegrało również istotną rolę
współuczestnicząc w nocnym zamachu na rząd Jana Olszewskiego.
Osoby tworzące KLD znajdziemy również przy narodzinach Platformy
Obywatelskiej. Gdy „trzech tenorów” w świetle telewizyjnych kamer
obwieszczało w roku 2001 powołanie „nowej siły” zapowiadając „uwalnianie
tkwiących w nas talentów”, Ludwik Dorn w Tygodniku „Nowe Państwo” (z
2.03.2001) napisał: „Niezależnie od tego, że udział w tym przedsięwzięciu
bierze szereg osobistości politycznych o życiorysach związanych z opozycją
wobec PRL, to zarówno Andrzej Olechowski, główny animator Platformy
(zarejestrowany tajny współpracownik kontrwywiadu zagranicznego PRL), jak i
jego bezpośrednie zaplecze intelektualno-organizacyjne w postaci
funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych (generałowie Petelicki i
Czempiński) oraz grupa finansowego wsparcia (Business Centre Club, gdzie
czołową rolę odgrywają byli pracownicy biur radców handlowych PRL-owskich
ambasad) kojarzeni są z komunistycznym wywiadem - dawnym I Departamentem
MSW. Platforma Obywatelska nie jest wyłącznie ekspozyturą "jedynki", ale w
rękach realnej grupy kierowniczej stanowi użyteczne, w dużym stopniu
kontrolowane narzędzie realizacji jej ekonomicznych interesów.”
Zdaniem niektórych mediów powołanie Platformy poprzedziło spektakularne
wydarzenie. W styczniu 2001 roku w warszawskim gmachu Intraco doszło do
spotkania zorganizowanego przez byłego funkcjonariusza Dep.I SB MSW
Gromosława Czempińskiego. W latach 70. Czempiński był oficerem prowadzącym
Andrzeja Olechowskiego. Zebranych wówczas „przyjaciół jednej służby”,
pułkowników: Krzysztofa Smolińskiego, Romana Deryłę, Marka Szewczyka,
Zygmunta Cebulę i Wojciecha Czerniaka, Czempiński namawiał do wsparcia
Platformy Obywatelskiej i zachęcał do budowania wokół tej partii grupy
doradców i specjalistów od służb specjalnych. To dzięki tego rodzaju
inicjatywom, Czempiński mógł po latach przyznać, że to on sformułował
koncepcję powołania Platformy, a dopiero później przekonał do pomysłu
Andrzeja Olechowskiego i Pawła Piskorskiego.
Głównym „ideologiem” partii był od początku Andrzej Olechowski. To z jego
„Ruchu Stu” wywodzą się również późniejsi politycy PO – Aleksander Grad czy
Paweł Graś. Cała antypisowska retoryka jest w ogromnej mierze zasługą
Olechowskiego i to on wskazał kierownictwu Platformy prosty sposób na
zdobycie poparcia wyborców. Również realizowany obecnie przez PO zamysł
faktycznego demontażu państwa polskiego, to także pomysł byłego
współpracownika Departamentu I SB MSW. W wywiadzie dla „Życia Warszawy” z
12.02.2007r., znajdziemy następującą wypowiedź Olechowskiego:
„Silne państwo i partia obywatelska wzajemnie się wykluczają. Postulat
silnego państwa może przynosi popularność, ale nigdy nie uznam go za swój.
Moja partia chce państwa, które służy obywatelom, a nie odwrotnie.(…)
Współczesny człowiek potrafi zrobić sam, z sąsiadami lub np. z kolegami z
tego samego zawodu bardzo wiele i z każdym pokoleniem coraz więcej. Nie
potrzebuje do tego państwa. Dlatego działania na rzecz rozbudowy i
wzmacniania państwa są marnowaniem pieniędzy obywateli.”
Przed wyborami parlamentarnymi z roku 2007 Olechowski jasno wytyczył kurs
Platformy. W jego emocjonalnych wypowiedziach z tego okresu można zapewne
dostrzec prawdziwe oblicze „eleganckiego, dystyngowanego ministra spraw
zagranicznych”. W wywiadzie dla “Newsweeka”, z 18.10.2007 r. czytamy m.in.:
Ja jestem w polityce tylko gościem. Zabieram głos wtedy, gdy dzieję się coś
ważnego, albo mam coś do powiedzenia. […] pozostaje do rozstrzygnięcia
wielkie pytanie, czy należało wybory przeprowadzać akurat teraz, jeszcze
przed weryfikacją rządów PiS. Weryfikacją, która by odpowiadała na pytanie:
czy miejsce braci Kaczyńskich jest w wielkiej polityce, czy w kryminale.”
Wydaje się, że przyczyn prorosyjskiego kursu Platformy należy upatrywać w
genezie tej formacji - powołanej przez ludzi megasłużb sowieckich. W takim
samym stopniu widoczny jest wpływ ideologii „partii rosyjskiej” - owych
wyznawców „realizmu geopolitycznego” - pojmowanego jako akceptacja
powojennego porządku, w którym dominacja sowiecka miała być nieuniknionym
efektem historycznych uwarunkowań, a Polska miała stanowić przedmiot w grze
światowych mocarstw. Politycy PO, dla których Michnik, czy Mazowiecki są
niepodważalnymi autorytetami nie mogą w innych kategoriach postrzegać
współczesnej Rosji, niż chcą tego „ojcowie założyciele” III RP. Ich
dzisiejszy serwilizm jest w równiej mierze efektem prymitywnych kompleksów i
dogmatycznych zabobonów odziedziczonych po środowisku „opozycji
demokratycznej”, jak przyjętej dobrowolnie postawy zakładników kłamstwa
smoleńskiego.
Dojście Platformy do władzy zostało zatem powitane na Kremlu ze zrozumiałą
radością. W 2007 roku korespondentka „Izwiestii” Ksenia Fokin donosiła z
tryumfem o porażce braci Kaczyńskich tytułując swój artykuł: "Blizniec-krig
nie udałsja", co miało stanowić przeróbkę wojskowego terminu "blitz-krieg" w
neologizm "blizniec-krieg" czyli wojnę prowadzoną przez bliźniaków. "Porażka
PiS ucieszyła nie tylko znaczną część Polaków" –pisała z satysfakcją Fokin -
"ale i kierownictwo Unii Europejskiej. Przez 15 miesięcy swoich rządów
bliźniaki zrazili do siebie elektorat, tworząc w kraju atmosferę
podejrzliwości, politycznych prześladowań oraz skandali”.
Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Rady Federacji Rosyjskiej Michaił
Margielow 23 listopada 2007 roku oświadczył, że „są nadzieje na normalizacje
stosunków między Moskwą a Warszawą”. Margiełow wypowiadał się - jak sam
przyznał - będąc pod wrażeniem wywiadu udzielonego w przeddzień przez
Donalda Tuska dla "Rossijskiej Gaziety", gdzie lider PO zadeklarował: "jedno
z najważniejszych zadań polskiej polityki zagranicznej w najbliższym czasie
to poprawa relacji pomiędzy Moskwą a Warszawą". I dodał: "Gotów jestem
zrobić wiele, aby nasze stosunki stały się znacznie lepsze niż są dzisiaj.
Wiedząc, iż po obu stronach przeważają emocje, wierzę, że sygnały o woli
poprawy stosunków, które Platforma Obywatelska wysyła naszym sąsiadom,
zostaną prawidłowo zrozumiane".
Margiełow skomentował wówczas tę wypowiedź: "Tusk zaznaczył, że będzie to
trudne. Rzeczywiście, problemów w stosunkach rosyjsko-polskich przy
Jarosławie Kaczyńskim nagromadziło się wiele, a ich likwidacja będzie
wymagać czasu”.
Zaledwie po miesiącu rządów PO-PSL, Siergiej Jastrzembski doradca prezydenta
Rosji Putina mógł pochwalić polskich „przyjaciół”: „Rząd Donalda Tuska,
uczynił znacznie więcej dla stosunków polsko-rosyjskich niż poprzedni rząd
przez dwa lata”.Wypowiedź Jastrzembskiego padła tuż po tym, jak Rosjanin
usłyszał od wicemarszałka Sejmu Niesiołowskiego odpowiedź na pytanie: jak
dużą rolę dla rządu PO będzie odgrywać polityka historyczna? Niesiołowski
odparł, że zdaje sobie sprawę, iż jest to jeden z „kontrowersyjnych
elementów” i przyznał, że „historię należy raczej pozostawić historykom". -
„Chcielibyśmy, aby stosunki polsko-rosyjskie "ruszyły do przodu", gdyż nie
ma dziś w naszych dwustronnych relacjach żadnych spraw, których nie można by
rozwiązać” -zadeklarował Niesiołowski.
Faktyczny zwrot w polityce zagranicznej nastąpił jednak dopiero po wizycie
Tuska w Moskwie w lutym 2008 roku. Dwa miesiące później, płk Putin mógł już
zapewnić, że"problemy z Polską dadzą się rozwiązać dzięki Tuskowi". Po
wizycie Putina na Westerplatte komentator agencji Interfax napisał:„Miejmy
nadzieję, że w Polsce wejdzie w życie nowe pokolenie, które nie ma
uprzedzeń. Ono być może zrozumie, że Polska musi szukać przyjaciół nie tylko
w Ameryce, ale także w Rosji".
W tym samym czasie „przyjaciele” z Rosji w reakcji na uchwałę polskiego
Sejmu w sprawie agresji ZSRR na Polskę pisali: "Gdyby nie Armia Czerwona, to
Polacy byliby dziś służącymi i prostytutkami u Aryjczyków","ta uchwała to
taniec na kościach tych Polaków, którzy razem z milionami Rosjan, Ukraińców,
Białorusinów, Żydów i innych Europejczyków oddali życie w walce z faszyzmem”.
Prawdziwy festiwal poparcia Platformy mogliśmy jednak obserwować w trakcie
ubiegłorocznych wyborów prezydenckich. Nim rozpoczęła się kampania wyborcza,
rosyjskie media nie kryjąc sympatii do PO orzekły, że „Komorowski nie musi
nawet robić kampanii. I wygra.”. Tzw. ekspert Witalij Portnikow w komentarzu
dla "Kommiersanta" prorokował, że „Platforma Obywatelska jest skazana na
zwycięstwo”.Tuż po 4 lipca dziennik "Izwiestia" pisał: "liberał Komorowski
ma image elastycznego i pragmatycznego polityka", a prof. Irina Kobryńska z
Rosyjskiej Akademii Nauk stwierdziła odważnie, że "Tusk i Komorowski to
wyważeni i porządni politycy, którzy nie będą kierować się jakimiś
osobistymi motywami w dialogu z Niemcami czy Rosją.”
Szef komisji spraw zagranicznych rosyjskiej Dumy Konstantin Kosaczow
podsumował wybory prezydenckie słowami: „Z Polską, gdzie prezydentem jest
pan Komorowski, a rządem kieruje pan Donald Tusk, będzie się nam udawać, jak
sądzę, znajdować punkty styczne i porozumienie znacznie bardziej
konsekwentnie i konstruktywnie niż działo się to dotychczas w warunkach
stałego współzawodnictwa prezydenta i rządu. Dla Rosji, dla perspektyw
naszego współdziałania z Polską i ze zjednoczoną Europą z udziałem Polski
wynik wyborów można ocenić na plus”.
Intencje Moskwy i rolę wyznaczoną Polsce najpełniej określił wówczas Fiodor
Łukianow, uznając, że "jeśli nie będzie dużych błędów z rosyjskiej strony,
to stosunki między Rosją i Polska będą co raz bardziej pragmatyczne. To jest
wygodne dla Rosji gdyż Polska przez długi czas była główna przeszkodą dla
realizacji europejskiej polityki Rosji".
Kilka dni później organ Gazpromu „Izwiestija”, w reakcji na zapowiedź
Komorowskiego dotyczącą odwrotu od dotychczasowej polityki Lecha
Kaczyńskiego wobec Gruzji, mógł tryumfalnie ogłosić:"Wybranie na prezydenta
pragmatyka Komorowskiego ustawiło wszystko na swoje miejsca. Ideologicznie
emocjonalna przesada epoki Kaczyńskiego dobiegła końca.”
Nie ma oczywiście miejsca, by cytować dziesiątki służalczych, prorosyjskich
wypowiedzi członków obecnego rządu. Trzeba jednak przypomnieć jedno z
najbardziej haniebnych wyznań Donalda Tuska z września 2010 roku. W Polsce
zatrzymano wówczas szefa emigracyjnego rządu Czeczenii Ahmeda Zakajewa,
który przybył do naszego kraju na Światowy Kongres Narodu Czeczeńskiego.
Przedstawiciel narodu doświadczonego rosyjskim ludobójstwem (w Czeczenii
Rosjanie wymordowali ponad 250 tysięcy obywateli, w tym ponad 45 tysięcy
dzieci) usłyszał wówczas z ust polskiego premiera:
"Sytuacja jest skomplikowana. Czasami spotykam polskich polityków, którzy
chcieliby zepsuć stosunki polsko-rosyjskie, nadmiernie akcentując temat
czeczeński. Uważam, że to nierozumne. Tutaj najważniejsze są umiarkowanie i
zdrowy rozsądek".
W tym samym czasie rosyjska rozgłośnia rządowa „Głos Rosji” w tekście „Zjazd
partyzantów czy zebranie terrorystów? Światowy Kongres Narodu Czeczeńskiego
pod Warszawą” podkreślała: „Obecnie sytuacja w polsko-rosyjskich stosunkach
zaczęła się poprawiać. Bronisław Komorowski, od razu po wybraniu go na
prezydenta państwa, ogłosił kurs na polepszenie stosunków z Moskwą. "Będę
sprzyjać rozpoczętemu procesowi polsko-rosyjskiego zbliżenia i pojednania" -
te słowa z przemowy inauguracyjnej prezydenta dały powód do mówienia o
"resetowaniu" stosunków także na tym ważnym odcinku. Jednak dzisiejsze
zebranie pod Warszawą może poddać w wątpliwość szczerość słów o "zbliżeniu"
i "pojednaniu". Jednocześnie wszystko świadczy o tym, że polska opinia
publiczna doskonale rozumie: nadszedł czas na nawiązanie dobrych stosunków z
Rosją.”


Pora, by Polacy deklarujący poparcie dla Platformy Obywatelskiej podjęli ten
wybór z całym bagażem politycznych i historycznych obciążeń. Powinni mieć
świadomość – kto powołał do życia tę formację i czyim interesom służy od
czterech lat rzekoma „partia liberałów”. Muszą także wiedzieć, że wybierają
grupę polityczną utworzoną w środowisku najbardziej bezwolnych i zależnych
od okupanta ludzi peerelowskiej bezpieki. Przeflancowani dziś na „mężów
stanu”, biznesmenów lub polityków – ludzie ci pozostaną na zawsze dozgonnymi
niewolnikami Moskwy, którym wyznaczono rolę trybików w kremlowskiej
machinie. Tym samym - partia powołana przy ich współudziale nie ma nic
wspólnego z nowoczesnością bądź demokracją; została bowiem zbudowana w
oparciu o najbardziej obskurancki model „realizmu geopolitycznego”, u
którego podstaw leżą agenturalne konotacje i mentalność sowieckich rabów.
Wyborcy tej partii winni pamiętać, że to ich formację wspierają kremlowscy
ludobójcy – spadkobiercy oprawców z Katynia i Miednoje. To przywódcę
Platformy wychwala funkcjonariusz KGB Putin - odpowiedzialny za rozliczne
zbrodnie, w tym eksterminację milionów Czeczenów, zaś wyłonionego z ich
partii prezydenta, gloryfikują najbardziej kłamliwe, reżimowe media.
Wyborcy PO mogą ulegać „moskiewskiej prawdzie” i cenić ją wyżej niż prawdę o
śmierci rodaków w Smoleńsku. Z ich wiary Rosja czerpie dziś siły, by po raz
kolejny rozgrywać polską kartę.
Niech zatem dokonując swojego wyboru, mają odwagę wiedzieć - kogo wybrali.

Aleksander Ścios 20:13
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads