Thread View: alt.pl.popieram.ateizm
1 messages
1 total messages
Started by Mariusz Jędrzejowski
Tue, 09 Feb 1999 00:00
Leopold Infeld - Religia i ja
Author: Mariusz Jędrzejowski
Date: Tue, 09 Feb 1999 00:00
Date: Tue, 09 Feb 1999 00:00
82 lines
6426 bytes
6426 bytes
Leopold Infeld
Religia i ja
fragmenty
----------------------------------
(...)Formalności związane z ranną modlitwą wzrosły w sposób męczący dla
mnie, tak jak wzrastają dla każdego żydowskiego chłopca, kiedy przekroczy
on wiek lat trzynastu. Polegały one na tym, że dwa sześciany skórzane
kładło się jeden na głowę, a drugi na lewą rękę. Sześciany te zawierały w
środku hebrajskie święte napisy, które powinno się trzymać przez pół
godziny blisko mózgu i serca, tak aby ich treść stopniowo przedyfundowała
do mózgu i serca poprzez schowek skórzany i poprzez moją skórę. Owe
sześciany były przywiązane do mojej głowy i do mego ramienia skórzanymi
rzemieniami. Pewnego razu byłem chory. A więc w oczach Boga i ojca mego
byłem usprawiedliwiony przed założeniem owych sześcianów na głowę i ramię.
Ale w oczach Boga i ojca nie byłem dostatecznie chory, aby nie odmówić
modlitw z modlitewnika. Wstałem z łóżka z bólem głowy, wziąłem modlitewnik
i zacząłem mechanicznie recytować modlitwę. Ale ta procedura, do której
byłem tak przyzwyczajony już, nagle wydała mi się idiotycznie bezsensowna.
Czy jest możliwe, zapytałem, że Bóg słucha mej modlitwy? Jako dziecko
wyobrażałem sobie Pana Boga jako olbrzymiego Żyda z dużą srebrną brodą,
która patrzy na wszystko zza chmur. Ale gdy ten naiwny i dziecięcy obraz
zniknął, nic nie zajęło jego miejsca. Modlitwy stawały się wypełnianą
powinnością. W tej chwili, kiedy byłem chory, była to ciężka powinność.
Byłem bardziej świadomy aniżeli zawsze, jak głupi i bezsensowny jest ów
rytuał. Zamknąłem modlitewnik. Po raz pierszy w życiu nie modliłem się. To
był początek. Podczas następnych kilku miesięcy, krok za krokiem,
popełniałem wszystkie możliwe grzechy przeciwko rytuałowi. Przestałem się
modlić; pisałem w sobotę; popełniłem największy grzech: w Sądny Dzień
postu jadłem trefną kiełbasę w restauracji. Jak tylko mogłem, kłamałem w
domu, udając, że nic się u mnie nie zmieniło. Ale katastrofa musiała
przyjść. Oszustwo moje musiało być - prędzej czy później
odkryte.(...)bicie wyrwało mnie z gębokiego snu. Uczułem grad szybkich,
bolesnych uderzeń. Minęła długa chwila, nim zrozumiałem, że źródłem bicia
są ręce mego ojca, które szybko i regularnie uderzają o moje ciało.
Przejście od snu do stanu pełnej świadomości było powolne. Pojąłem
wreszcie, że to nie sen, a rzeczywistość, że cięgi, które otrzymuję, są
najprawdziwsze w świecie. Ze zdenerwowanego bełkotu ojca odgadłem, chociaż
byłem na wpół przytomny, całą historię. Ojciec poznał się na moim
oszustwie.(...)Pokój, w którym większa część mojej rodziny spała, był
źródłem wielkiej różnicy potencjałów skierowanych przeciwko mnie. Był tam
mój obrzydliwy dziadek, pełen nienawiści do mnie. Po raz pierwszy
zauważyłem śmiech zadowolenia na jego brodatej twarzy. Mama była bezradna.
Radziła mi: "Usprawiedliw się przed tatusiem i powiedz, że się to już
nigdy nie zdarzy". Moja starsza siostra dolewała oliwy do ognia,
twierdząc, że dawno podejrzewała moje oszustwo. Moja ukochana młodsza
siostra miała nieszczęśliwy wyraz twarzy.
(...)Wiara w religię wiąże się z wiarą w cuda, z wiarą w możliwość
przełamania praw przyrody. Religia bez cudów to religia bez
zmartwychwstania - które oczywiście byłoby cudem największym - to religia
bez życia pozagrobowego, bez piekła i bez nieba, w której zasady etyczne
nie obumierają, bo one czynią życie społeczeństwa prostszym i
wygodniejszym, a nie dlatego, że Bóg notuje buchalteryjne sumy grzechów i
cnót każdego z nas. Cóż pozostaje z takiej religii? Czy religia bez Boga
osobowego, który wtrąca się nieustannie w nasze życie codzienne, zasługuje
na nazwę religii? Spinoza i Einstein odpowiedzieli na to pytanie: tak. Dla
nich właśnie wiara w niezłomne prawa rządzące wszechświatem jest religią,
wiarą w Boga. Tutaj znowu pojęcie Boga występuje w dwóch przeciwstawnych
znaczeniach. Raz jako Bóg-osoba, która nagradza i każe. Drugi raz jako
coś, co nie może ani nagradzać, ani karać - jako wszechświat rządzący się
niezłomnymi prawami. Oczywiście wiele jałowych dyskusji polega na tym, że
pojęcia w nich użyte są źle zdefiniowane. Rozważmy najpierw pojęcie Boga w
tym pierwszym, nie Einsteinowskim znaczeniu, jako Boga osobowego.
Jeżeli takie pojęcie Boga łączymy ze sprawą religii, a sprawę religii
ze sprawą wyznania, to trzeba powiedzieć to wyraźnie: dogmaty tego wyznani
są równie sprzeczne z nauką dzisiaj, jak były w czasach Kopernika i
Galileusza. A jak z pojęciem Boga Spinozy i Einsteina? Kiedy Napoleon
zapytał Laplace'a, dlaczego w jego pięciotomowym dziele nie ma słowa
"Bóg", odpowiedział mu: "Ta hipoteza nie była mi potrzebna". Istotnie,
jest to słowo wyrażające metafizyczne emocje, gdy patrzymy na niebo
gwiaździste lub przez mikroskop na bakterie - słowo bez racjonalnego
pokrycia.
(...)Nie chodzi mi o atakowanie religii, zależy mi - w tym, co piszę -
na czymś innym: na obronie mego stanowiska. Na wytłumaczeniu; dlaczego w
moim przypadku odwróciłem się od religii. Pzygotowując te strony czerpałem
ze wspomnień osobistych, które spisałem 20 lat temu, gdy byłem w USA i w
Kanadzie. Pragnę, aby w okresie, kiedy nietolerancja religijna się
zwiększa, moje stanowisko ateistyczne było tolerowane. Wiem, że
nietolerancja jest sprawą wielu milionów ciemnych ludzi. Wiem, że moje
słowa dotrą zaledwie do kilku tysięcy. Z tych przekonać potrafię tylko
kilku, dla tych kilku napisałem te słowa.
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads