🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: alt.pl.popieram.ateizm
Article #70979

Re: Zabrali jej syna, bo ma objawienia

#70979
From: gazebo
Date: Tue, 13 Jan 2009 05:31
273 lines
16474 bytes
ab.666 pisze:
>> http://wiadomosci.onet.pl/1526400,240,1,kioskart.html
> 
> Link juz nie działa.....
> Wklej tu jak masz treść.
> 
Zabrali jej syna, bo ma objawienia

Matka nie może zrozumieć, dlaczego sąd uznał żarliwą wiarę za chorobę 
psychiczną

Paweł nigdy nie miał łatwego życia z rówieśnikami.

Renata Dzikowicz twierdzi, że ma objawienia. Wielokrotnie widziała 
Jezusa, Matkę Boską i raj, do którego trafią po śmierci zbawione dusze. 
Z tego powodu sąd pół roku temu odebrał jej jedyne dziecko: 10-letniego 
syna Pawła. Chłopiec został umieszczony w Pogotowiu Opiekuńczym w Legnicy.

Z rodzicami może przebywać tylko przez dwie godziny w ciągu dnia. Paweł 
płacze przed każdym rozstaniem, a matka nie może zrozumieć, dlaczego sąd 
uznał żarliwą wiarę za chorobę psychiczną.

Święte ciało chwalebne

Czerwiec 1985 r. Czechy koło Jaworzyny Śląskiej. Dom wypucowany, rodzina 
odświętnie ubrana. Sześć osób długo modli się przed kopią cudownego 
obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej peregrynującą po polskich 
parafiach. Rodzice 11-letniej wówczas Renaty, ludzie głęboko religijni, 
cieszą się, że wizerunek Najświętszej Panienki zostanie u nich na noc. 
Obraz stoi w pokoju Renaty, ich najstarszej córki.

Około północy dziewczynkę budzi delikatny powiew wiatru. Powietrze 
pachnie kipiącą zielenią wiosną. Renata otwiera oczy i widzi Matkę 
Boską. Ma na sobie długą białą suknię z niebieskim stanem, wokół głowy 
dwanaście gwiazd. Renatę wypełnia radość, którą trudno opisać. Boi się 
cokolwiek powiedzieć. Czeka. Matka Jezusa przyjaźnie macha jej ręką i 
mówi: jeszcze będziesz szczęśliwa.

Wrzesień 1988 r. Szpital Wojskowej Akademii Medycznej w Warszawie. 
14-letnia Renata leży na stole operacyjnym. Czeka na zabieg, który ma 
zlikwidować wrodzoną wadę lewego biodra i przykurcz mięśni w nodze. 
Anestezjolog podaje jej znieczulenie. Źle oblicza dawkę. Renata patrzy z 
boku, jak przejęci lekarze gorączkowo krzątają się przy jej ciele, 
próbując przywrócić je do życia. Dziwi się, że jest taka wątła. Widzi 
kipiący wszystkimi kolorami świata kwietny dywan. Kwiaty są podobne do 
stokrotek. Wokół panuje absolutna cisza. Jest błogo, spokojnie i 
bezpiecznie. Delikatny głos szepcze jednak: nie czas na Ciebie. Serce 
Renaty zaczyna znów bić. Anestezjolog ociera pot z czoła.

Renata Dzikowicz twierdzi, że były to jej pierwsze objawienia. Od tego 
czasu miała ich kilkadziesiąt. Najczęściej doznaje ich podczas modlitwy 
w domu lub kościele. Wieczorem, w dniu śmierci Jana Pawła II, zobaczyła 
go swoim pokoju. Zamyślony siedział w jej ulubionym fotelu. Od tego 
czasu zapisuje swoje wizje.

W tym roku zanotowała:

Legnica. 1 stycznia 2009 r.
Nabożeństwo apostolstwa modlitwy. Adoracja Najświętszego Sakramentu. 
Modliłam się, gdy ujrzałam fragment białej sukni na klęczniku obok 
szopki. Nadal trwałam na modlitwie, gdy poczułam ogromną jasność. Biel 
wypełniała moje wnętrze i biła wokół mnie. Nagle zobaczyłam w sobie 
ogień, jakby pomarańczowy. Płonął w moim wnętrzu, w moim ciele. Nie 
wyrządził mi krzywdy.

Legnica. 6 stycznia 2009 r.
Tajemnicę bolesną różańca odmawiałam razem z rozważaniami biblijnymi. 
Nagle ujrzałam w przestrzeni Przenajświętszy Sakrament. Po chwili 
zobaczyłam białą, dużą, okrągłą hostię w klatce piersiowej. Coś 
cudownego. Nie do opisania.

35-letnia kobieta jest przekonana, że jeszcze za życia "oblecze się w 
święte ciało chwalebne". -- Bóg da mi swoją naturę. Będę podobna do 
Jezusa jak siostra bliźniaczka. Nie wiem, kiedy to nastąpi, ale nastąpi 
na pewno. Mam nadzieję, że przy świadkach. To ogromna łaska -- gdy Renata 
Dzikowicz opowiada o swoim najważniejszym objawieniu, wybucha radosnym 
śmiechem.

- Pan wierzy w objawienia żony? -- pytam 46-letniego Piotra Dzikowicza. - 
Skoro mówi, że widzi i słyszy pewne rzeczy, to pewnie tak jest -- 
odpowiada. Paweł, który ma dwugodzinną przepustkę z pogotowia 
opiekuńczego, tuli się do ojca. Siedzą w tym samym fotelu, na którym 
mamie ukazał się Jan Paweł II.

Chciała chronić syna

Renata Dzikowicz przez dwa lata studiowała teologię w Wyższym Seminarium 
Duchownym w Legnicy. Przerwała studia, gdy zachorowała na kamicę 
nerkową. Poszła do pracy -- była sekretarką w kancelarii adwokackiej. 
Męża Piotra poznała w kościele św. Jacka w Legnicy. Po jednej z mszy 
zaczęli rozmawiać, potem poszli na kawę. Trzy miesiące później byli już 
małżeństwem. Po roku na świat przyszedł Paweł. Jego mama od sześciu lat 
jest na rencie. Codziennie chodzi do kościoła, przyjmuje komunię, 
odmawia różaniec i koronkę do miłosierdzia bożego. Jest bardzo otwarta, 
mówi dużo, głośno i szybko. Mąż to jej przeciwieństwo: spokojny, 
małomówny, nieco wycofany. Ma 46 lat. Do kościoła chodzi raz w tygodniu. 
Jest technikiem elektronikiem w Hucie Miedzi Legnica.

Paweł to oczko w głowie Dzikowiczów. Jego pokój jest najładniejszy w 
całym domu. W nim wszystko, czego może potrzebować 10-latek: zabawki, 
książki, komputer. Chłopiec nigdy nie miał łatwego życia z rówieśnikami. 
W wieku sześciu lat zapadł na łysienie plackowate -- chorobę o 
nieustalonym dotąd podłożu. Dwa lata później był już całkiem łysy. Jest 
krótkowidzem i stale musi nosić okulary.

- Łysy i w okularach. Czy trzeba czegoś więcej, żeby stać się 
podwórkowym popychadłem? Dzieci potrafią być okrutne. Paweł wracał z 
posiniaczoną buzią, potłuczonymi okularami. Myślałam, że coś się zmieni, 
gdy pójdzie do szkoły. Niestety, do tej samej podstawówki trafili jego 
dręczyciele. Nie chciał chodzić do szkoły, bał się. Przeniosłam go po 
roku do innej placówki -- opowiada Renata Dzikowicz.

W Szkole Podstawowej nr 7 Paweł też spędził tylko rok. -- Był raczej 
słabym uczniem. Miał zdiagnozowaną nadpobudliwość. Dokuczał kolegom, 
szczypał ich, łatwo popadał w konflikty. Takie problemy zdarzają się 
jednak w pewnym wieku. Został przeniesiony do innej szkoły na prośbę 
matki -- mówi Joanna Maciejewska, dyrektorka "siódemki".

Renata Dzikowicz tłumaczy, że zmieniając po raz kolejny szkołę, chciała 
chronić syna. -- W połowie 2007 r. wiedzieliśmy już, że dojdzie do 
procesu o pozbawienie nas praw rodzicielskich. Zeznawać mieli na nim 
także nauczyciele Pawła. Uznałam, że będzie dla niego lepiej, gdy trafi 
do szkoły, w której pedagodzy nie plotkują o objawieniach matki -- mówi.


Sąd pytał o różaniec

Dzikowiczowie do dziś nie rozumieją, dlaczego sąd wszczął postępowanie w 
ich sprawie. -- Nie działo się nic, co uzasadniałoby interwencję wymiaru 
sprawiedliwości. Kochamy Pawła, opiekowaliśmy się nim najlepiej, jak 
umiemy: chodziliśmy na spacery, czytałem mu, opowiadałem o kosmosie, bo 
ciągle wypytywał o gwiazdy i planety -- przekonuje Piotr Dzikowicz.

Sąd rejonowy w Legnicy zainteresował się rodziną Dzikowiczów po 
interwencji policji. -- W lipcu 2007 r. wpłynęło do nas oficjalne pismo z 
komendy miejskiej. Policja na podstawie sygnałów od sąsiadów 
sygnalizowała potrzebę zbadania sytuacji w rodzinie -- tłumaczy sędzia 
Paweł Pratkowiecki, rzecznik Sądu Okręgowego w Legnicy.

Miesiąc wcześniej dzielnicowy podczas rutynowego wywiadu usłyszał do 
sąsiadów Dzikowiczów z ulicy Moniuszki, że matka Pawła jest "dziwna" i 
zamiast zajmować się dzieckiem, klepie różańce albo stoi na balkonie i 
czeka na objawienie. Dzielnicowy sporządził notatkę i przekazał ją 
koordynatorowi ds. dzieci krzywdzonych. -- Koordynator przeprowadził 
rozmowy w szkole. Usłyszał, że syn Dzikowiczów ma problemy i na tej 
podstawie wystąpił do sądu o nadzór kuratorski -- informuje Sławomir 
Masojć, rzecznik legnickiej policji.

Sąd, jak na polskie warunki, działał szybko i zdecydowanie. Zamiast 
przydzielenia kuratora wszczęto postępowanie o pozbawienie Dzikowiczów 
władzy rodzicielskiej. Pierwsza rozprawa odbyła się w październiku 2007 
r. W lipcu 2008 r. do ich drzwi zapukał kurator w asyście dwóch 
policjantów. Paweł został zabrany do pogotowia opiekuńczego, mimo że w 
sprawie nie zapadł jeszcze żaden wyrok. Dlaczego? -- Sąd wydał 
postanowienie zabezpieczające. Sprawa wymagała natychmiastowej reakcji -- 
tłumaczy sędzia Pratkowiecki.

Co tak mocno zaniepokoiło sędziów? Opinia biegłych z Rodzinnego Ośrodka 
Diagnostyczno-Konsultacyjnego w Głogowie. Według nich objawienia Renaty 
Dzikowicz to objaw zaburzeń psychotycznych. "Stan psychiczny 
uczestniczki postępowania może poważnie i trwale zaburzyć rozwój 
małoletniego" -- napisali w opinii. Na jej podstawie legnicki sąd 14 
listopada ubiegłego roku zawiesił władzę rodzicielską Dzikowiczów nad 
Pawłem.

- To koszmar. Nie mieści mi się to w głowie. Na podstawie bzdurnych 
plotek wszczęto przeciwko nam postępowanie, a potem odebrano jedyne 
dziecko. Sąd nie interesował się, jaką jestem matką, w jaki sposób 
zajmuję się Pawłem. Sąd pytał, ile razy dziennie chodzę do kościoła i 
ile razy odmawiam różaniec -- Renata Dzikowicz prawie krzyczy. -- Męża 
pytano, czy to prawda, że Jezus mnie poślubi. Faktycznie podczas 
modlitwy usłyszałam: Jezus Cię poślubi. Bóg poślubia jednak człowieka 
przez przymioty: miłość, miłosierdzie, pokorę, a nie przez założenie 
obrączki. Sąd robił sobie żarty z mojej religijności. Skrzywdzono nas, a 
przede wszystkim Pawła.

Sędzia Pratkowiecki ma inne zdanie: - Sąd kierował się tylko i wyłącznie 
dobrem dziecka. Z opinii biegłych wynikało, że państwo Dzikowiczowie nie 
są w stanie wykonywać władzy rodzicielskiej w sposób prawidłowy. Nie są 
w stanie przystosować chłopca do życia wśród rówieśników. Zawieszenie 
władzy rodzicielskiej jest jednak czasowe. Jeżeli państwo Dzikowiczowie 
poddadzą się terapii i ustanie przyczyna, którą kierował się sąd, 
zawieszając ich władzę, chłopiec wróci do domu -- mówi.

- To znaczy, że muszą ustać objawienia? - Sąd nie mówi o objawieniach, 
tylko o pewnym stanie psychicznym, który zdaniem biegłych powoduje, że 
rodzina jest dysfunkcyjna.

Religijność to nie choroba

Dzikowiczowie, by odzyskać syna, poddali się terapii rodzinnej. Prowadzi 
ją psycholog Dorota Hawrysz. -- Doszło do straszliwego błędu. Kompletnie 
nie rozumiem działań sądu. Jestem na 200 proc. pewna, że państwo 
Dzikowiczowie to zdrowe psychicznie osoby. Są nadopiekuńczy i 
przewrażliwieni na punkcie syna, ale to nie stanowi podstawy do 
ograniczenia praw rodzicielskich. Gdyby sądy kierowały się takimi 
kryteriami, trzeba by odebrać dzieci połowie rodzin w Polsce -- podkreśla 
Hawrysz.

-- Zachowanie pani Dzikowicz odbiega od standardów, ale to z pewnością 
nie jest choroba psychiczna. Rodzina jest w pełni wydolna wychowawczo. 
Umieszczenie Pawła w pogotowiu jest kompletnym nieporozumieniem. To 
zdolny, kontaktowy chłopczyk. On cierpi, nie wie, dlaczego musiał 
opuścić rodziców. To przeżycie może negatywnie zaważyć na jego rozwoju 
emocjonalnym i społecznym.

Bardzo podobną opinię wydali też biegli sądowi ze Środy Śląskiej: 
psychiatra Anita Glińska i psycholog Dariusz Wilbik ze Specjalistycznej 
Poradni Psychiatryczno-Pedagogicznej. "Po przeprowadzeniu badań stanu 
psychicznego Renaty i Piotra Dzikowiczów stwierdzamy, że nie ujawniają 
objawów psychotycznych i są w stanie wywiązywać się z opieki nad swoim 
dzieckiem. Z badania nie wynika, by stanowili rodzinę dysfunkcyjną, a 
jedynie to, że mają problemy, które nie odbiegają od tych obecnych w 
wielu rodzinach w Polsce. Całkowicie popieramy starania rodziców o 
odzyskanie opieki nad małoletnim Pawłem. (...) Pani Renata jest osobą 
głęboko religijną, co nie jest objawem choroby psychicznej" -- napisali w 
opinii dla sądu.

Dlaczego opinia specjalistów z Rodzinnego Ośrodka 
Diagnostyczno-Konsultacyjnego w Głogowie była zupełnie odmienna? Tego 
się nie dowiemy. Biegli, którzy ją wydali, odmówili komentarza.

Objawienia się zdarzają

Paweł może widzieć się z rodzicami przez dwie godziny dziennie: jednego 
dnia oni przyjeżdżają do pogotowia, a kolejnego to on odwiedza rodzinny 
dom. Gdy nadchodzi moment rozstania, kuli się w fotelu, popłakuje. Nie 
chce opowiadać o życiu w pogotowiu opiekuńczym. -- Nie mam tam kolegów. 
Zabawek też lepiej nie przynosić, bo kradną. Chcę być z rodzicami -- ucina.

- Serce mi się kraje. Trudno zadać matce większe cierpienie -- mówi 
Renata Dzikowicz, gdy udało jej się w końcu przekonać Pawła, że musi 
wrócić do pogotowia. -- Nigdy bym nie pomyślała, że dojdzie do czegoś 
takiego. - A po co opowiadała Pani sąsiadom i sędziom o objawieniach? - 
Nie opowiadałam. Nie chwalę się tym, ale sam Pan wie, że ludziom 
niewiele trzeba, by zaczęli opowiadać niestworzone historie. A w sądzie 
mówiłam prawdę. Skoro mam objawienia, to dlaczego mam się ich wypierać? 
Poza tym informowałam o nich kurię.

Kościół na temat objawień Renaty Dzikowicz wypowiada się bardzo 
oszczędnie. Jako pierwszy dowiedział się o nich ks. dr Bogusław Drożdż z 
Wyższego Seminarium Duchownego w Legnicy. -- Znam się z Renatą od dawna. 
Byłem jej wykładowcą. Gdy powiedziała mi o objawieniach, poradziłem jej, 
żeby podchodziła do tego w sposób stonowany. Nie należy popadać w 
przesadę. Kościół ostrożnie podchodzi do tego typu przypadków. Zdarzają 
się stosunkowo często, ale rzadko są weryfikowane. Ten również nie był 
weryfikowany zgodnie z prawem kanonicznym, bo nie było ku temu podstaw -- 
mówi ks. Drożdż.

Wizje, które są udziałem Renaty Dzikowicz, Kościół nazywa tzw. 
objawieniami prywatnymi. -- To znaczy, że służą umocnieniu w wierze i 
rozwojowi duchowemu osób, które ich doznają. Są one skierowane do 
konkretnej osoby. Objawienie publiczne natomiast niesie przesłanie dla 
wielu ludzi. W przypadku pani Dzikowicz nie ma posłania publicznego. A 
dopóki objawienia prywatne nie staną się publiczne, nie ma co o nich 
mówić -- tłumaczy rzecznik legnickiej kurii, ks. Piotr Nowosielski.

Księża popierają natomiast starania Renaty Dzikowicz o odzyskanie syna. 
-- Sąd zdecydowanie przesadził -- uważa ks. Drożdż. - Dzikowiczowie są 
znani duszpasterzom jako ludzie uczciwi, głęboko religijni i szczerze 
zatroskani o wszechstronny rozwój swojego synka Pawła, którego bardzo 
kochają -- to z kolei opinia ks. Władysława Józkowa, proboszcza parafii 
św. Trójcy w Legnicy. Duchowny wierzy, że sąd wyda wyrok dobry dla 
dziecka i rodziny.

Wyrok sądu rejonowego o zawieszeniu władzy rodzicielskiej Dzikowiczów 
nad Pawłem jest nieprawomocny. Rodzice odwołali się od niego. -- Paweł 
musi do nas wrócić. Kocham Boga, ale kocham też moje jedyne dziecko. Nie 
wyobrażam sobie życia bez niego. Wierzę, że ten koszmar wreszcie się 
skończy -- mówi Renata Dzikowicz. Pierwsza rozprawa w sądzie apelacyjnym 
odbędzie się w lutym.
-- 
The Gnome
Technical Details
Message-ID: <gkh9g1$oui$1@nemesis.news.neostrada.pl>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!newsfeed.atman.pl!newsfeed.neostrada.pl!atlantis.news.neostrada.pl!news.neostrada.pl!not-for-mail
References: <gkfaqv$dcl$2@atlantis.news.neostrada.pl> <gkh5n7$lc0$1@nemesis.news.neostrada.pl>

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!newsfeed.gazeta.pl!newsfeed.atman.pl!newsfeed.neostrada.pl!atlantis.news.neostrada.pl!news.neostrada.pl!not-for-mail
From: gazebo <gazebo@cannabis.net>
Newsgroups: alt.pl.popieram.ateizm
Subject: Re: Zabrali jej syna, bo ma objawienia
Date: Tue, 13 Jan 2009 06:31:48 +0100
Organization: TP - http://www.tp.pl/
Lines: 273
Message-ID: <gkh9g1$oui$1@nemesis.news.neostrada.pl>
References: <gkfaqv$dcl$2@atlantis.news.neostrada.pl> <gkh5n7$lc0$1@nemesis.news.neostrada.pl>
NNTP-Posting-Host: bdw89.neoplus.adsl.tpnet.pl
Mime-Version: 1.0
X-Trace: nemesis.news.neostrada.pl 1231825218 25554 83.28.8.89 (13 Jan 2009 05:40:18 GMT)
X-Complaints-To: usenet@news.neostrada.pl
NNTP-Posting-Date: Tue, 13 Jan 2009 05:40:18 +0000 (UTC)
User-Agent: Thunderbird 2.0.0.19 (X11/20090105)
In-Reply-To: <gkh5n7$lc0$1@nemesis.news.neostrada.pl>
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit