🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: alt.pl.popieram.ateizm
Article #222

Jerzy Szafjański - CRIMEN EXCEPTA

#222
From: Mariusz Jędrzejowski
Date: Thu, 28 Jan 1999 00:00
524 lines
31786 bytes

Jerzy Szafjański 

CRIMEN EXCEPTA 

artykuł z magazynu "Bez Dogmatu"  
http://www.medianet.com.pl/~kip/bezdog.htm
------------------------------------------------------------------------


W historii ludzkości, a przede wszystkim w historii prześladowań jedno z
najważniejszych miejsc zajmują okrucieństwa popełniane w imieniu Boga. To w
jego imieniu przez kilkaset lat ścigano, torturowano i mordowano tysiące
niewinnych kobiet, mężczyzn i dzieci, których obwiniono o czary. Sam Bóg
przypuszczalnie nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia - być może umarł
w roku 1486, gdy dwaj bogobojni dominikanie - Jakub Sprenger i Heinrich
Kramer opublikowali "Młot na Czarownice". Możliwe zresztą, że umarł 253
lata wcześniej, w roku 1233, gdy Inkwizycja powołana została do życia lub w
roku 1320, kiedy papież Jan XXII polecił Inkwizycji uśmiercenie wszystkich,
którzy oddali się diabłu. A może jeszcze wcześniej, w roku 382, gdy
chrześcijański Kościół uznał, że zabity powinien być każdy, kto dopuszcza
się herezji. Według prawa kontynentalnego i rzymskiego czarownictwo było
zbrodnią wyjątkową, crimen excepta, w przypadku której bardzo trudno
przedstawić dowody w drodze zwykłej, prawnej procedury. Dlatego najlepszym
sposobem udowodnienia przestępstwa miało być przyznanie się winnego. Ludzie
podejrzani o czarownictwo powinni być torturowani tak długo, aż wyznają swe
postępki i przyznają się do winy. Powinni być zabici dla dobra świata, aby
powstrzymać diabelskie działania w królestwie Bożym i dla własnego dobra,
aby przez swą śmierć w pokucie uchronić się przed straszniejszymi
następstwami po śmierci. Przez pierwsze 253 lata istnienia Inkwizycji
czarownice palono w sposób nie skodyfikowany, panował w tej dziedzinie
ogólny bałagan i chaos. Dopiero gdy Sprenger przekonał papieża Innocentego
VIII o potrzebie uregulowania tych spraw i kiedy wspólnie z Kramerem wydali
swe wielkie dzieło, kościół mógł przystąpić do polowania metodycznie i w
sposób uporządkowany. Od tego czasu w całej Europie stosowano identyczną
procedurę, podobne narzędzia tortur i niemal identyczną listę pytań, które
należało zadać czarownicy. W sprawie polowania na czarownice, dwa zwaśnione
odłamy Kościoła - Protestantyzm i Katolicyzm potrafiły się doskonale
porozumieć, nawet w czasach Wojny Trzydziestoletniej "Młot na Czarownice"
składa się z trzech części. Pierwsza opisuje sposoby wykrywania czarownic,
druga zajmuje się różnymi rodzajami czarów i podaje sposoby ich zwalczania,
a trzecia stanowi szczegółowy podręcznik dla inkwizytorów i sędziów
zajmujących się procesami o czary. Z tego podręcznika pochodzi poniższy
fragment: Procedura prowadzenia przesłuchania ma być następująca. Po
pierwsze strażnik powinien przygotować narzędzia tortur, następnie obnażyć
więźnia (jeśli jest to kobieta, będzie wcześniej obnażona przez inna
kobietę, sprawiedliwą i cieszącą się dobrą opinią). Służy to temu, ażeby
udaremnić możliwość ukrycia w odzieniu sił czarcich, które mogą być w nim
posiane - czarownice często, nauczone przez Diabla, przyrządzają taki
preparat z ciał nieochrzczonych dzieci. Kiedy narzędzia tortur zostały
przygotowane, sędzia, osobiście lub za pośrednictwem innego dobrego
człowieka, próbuje przekonać więźnia, aby wyznał prawdę dobrowolnie. Jeśli
ów nie zacznie jednak jej wyznawać, sędzia rozkaże dozorującemu przygotować
więźnia do strapaddo albo innej tortury. Dozorujący mają posłusznie i
niezwłocznie wykonywać polecenia. Następnie, podczas modlitwy odmawianej
przez kogoś z obecnych, więzień ma być odwiązany i ponownie zachęcany do
złożenia zeznań, przy czym należy dać mu nadzieję, ze w razie ich złożenia
nie zostanie stracony.... Jeśli jednak ani groźbą, ani obietnicą czarownica
nie daje się przekonać do wyjawienia prawdy, strażnik ma rozpocząć tortury
według przyjętych metod, z większym lub mniejszym natężeniem, w zależności
od rozmiarów zbrodni badanego. Podczas gdy dana osoba jest torturowana,
musi być jednocześnie pytana zgodnie z artykułami oskarżenia, przy czym
rozpocząć należy od pytań o drobniejsze przewinienia, gdyż łatwiej się
przyznawać do mniejszych występków, niż. do cięższych . Oskarżonym
obiecywano, że unikną kary, jeśli tylko przyznają się do winy. Tyle tylko,
że sędzia, który obiecał przesłuchiwanemu wolność był zmieniany następnego
dnia przez innego sędziego, który oczywiście nic nie wiedział o obietnicy
danej przez poprzednika. Był to zabieg prosty, pomysłowy i skuteczny. Przed
rozpoczęciem badania osoby podejrzanej o czary należało poświęcić narzędzia
tortur i kat mógł już przystąpić do swojej pracy. Tortury dzielono na
wstępne i końcowe. Tortury wstępne stosowano, aby zmusić badanego, w
większości wypadków badaną, do przyznania się do winy. W tym celu stosowano
następujące metody: obnażenie, groźba, związanie, biczowanie, ściskanie i
miażdżenie palców, rozciąganie na drabinie. W raportach sądowych tortury
wstępne często były pomijane i mówiło się, że oskarżony przyznał się
dobrowolnie. Tortury końcowe stosowano w przypadkach, gdy osoba oskarżona
nie chciała się przyznać do winy, gdy milczała oraz po to, by zmusić ofiarę
do wydania wspólników. Tortury można było stosować do trzech razy . Do
tortur zwykłych zaliczano strapaddo, czyli podwieszanie i rozciąganie. Jako
tortury nadzwyczajne stosowano ściskanie. Do metod podstawowych można było
dodawać różne urozmaicenia, takie jak chłosta, podpalanie lub przypalanie,
miażdżenie palców i tym podobne. Następną kategorię stanowiły tortury
dodatkowe dla przestępstw specjalnych. Stosowano je w celu wzmocnienia
agonii w ramach kary. W takich sytuacjach stosowano obcinanie rąk lub nóg,
oślepianie lub rozszarpywanie rozpalonymi do czerwoności obcęgami. Dobrą
ilustracją typowego dnia w sali tortur daje raport sądowy pierwszego dnia
tortur kobiety oskarżonej o czary w Prossneck w Niemczech w 1629 roku: 

1. Kat związał jej ręce, ściął włosy i umieścił na drabinie. Oblał jej
głowę alkoholem i podpalił, co wypaliło jej włosy do korzeni. 

2. Umieścił siarkę pod jej ramionami i na plecach po czym ją podpalił. 

3. Związał jej ręce za plecami i podciągnął ją za nie do góry pod sufit. 

4. Zostawił ją zawieszoną za ręce na trzy do czterech godzin, podczas gdy
torturujący udali się na śniadanie. 

5. Po powrocie oblał alkoholem jej plecy i podpalił.. 

6. Przyczepił do niej duże ciężary i ponownie zawiesił ją pod sufitem.
Następnie umieścił ją ponownie na drabinie, przyłożył do jej ciała
chropowatą deskę pełną ostrych nacięć i ponownie podwiesił ją pod sufitem. 

7. Następnie zmiażdżył jej kciuki i duże palce u stóp, przywiązał jej
ramiona do kija i w tej pozycji trzymał ją zawieszoną przez kwadrans aż
kilkakrotnie zemdlała. 

8. Następnie ścisnął jej łydki i nogi między deskami poluzowując w trakcie
zadawania pytań. 

9. Następnie wychłostał ją biczem do krwi 

10. Jeszcze raz umieścił jej kciuki i wielkie palce u stóp między deskami i
pozostawił ją na stole tortur między 10 rano a 1 po południu, gdy kat i
inni funkcjonariusze sądowi udali się na posiłek. 

Po południu przybył urzędnik, który sprzeciwił się temu bezlitosnemu
postępowaniu. Kobietę ponownie biczowano w okrutny sposób, co zamknęło
pierwszy dzień tortur. Następnego dnia rozpoczęto tortury od nowa, lecz ich
natężenie nieco zelżało. 

Trzeba pamiętać, że cały przewód sądowy prowadzony był z myślą o zbawieniu
osoby badanej. Dlatego nie można było dopuścić, aby dana osoba umarła bez
wykazania skruchy, żalu i pokory. Temu służyły częste pouczenia, modlitwy
odmawiane w trakcie tortur i obfite stosowanie święconej wody. Karę chłosty
często wymierzano w czasie, gdy dzwony pobliskich kościołów biły na Anioł
Pański. Tortury miały pomóc oskarżonej osobie w udzieleniu wyczerpujących
odpowiedzi na pytania zadawane jej przez sędziów. Oto wybór typowych pytań
zadawanych przez sąd: 

- Jak zostałaś czarownicą i co się wydarzyło przy tej okazji? 

- Kim jest ten, którego wybrałaś na swojego inkuba? Jakie jest jego imię? 

- Imię twojego mistrza wśród złych demonów? 

- Jaką przysięgę jemu złożyłaś? 

- Do podniesienia którego palca cię zmuszono? Gdzie nastąpiło twoje
połączenie się z inkubem? 

- Jakie demony i jacy inni ludzie uczestniczyli w sabacie? 

- Co tam jadłaś? 

- Gdzie siedziałaś podczas uczty? 

- Jaką muzykę tam grano i jakie tańczyłaś tańce? 

- Co otrzymałaś od swojego Inkuba za stosunek cielesny? 

- Jakie diabelskie znamię uczynił inkub na twoim ciele? 

- Jaką krzywdę wyrządziłaś takim a takim osobom i jak tego dokonałaś? 

- Na jakie dzieci rzuciłaś urok? 

- Jakie zwierzęta zaczarowałaś, by padły i dlaczego dokonałaś tych
uczynków? 

- Kim są twoi wspólnicy w czynieniu zła? 

- Z czego sporządzona jest maść, którą smarujesz kij, na którym fruwasz? 

- Jakie magiczne słowa musisz wypowiedzieć, aby pofrunąć? 

- Jakie burze i nawałnice spowodowałaś i kto ci w tym pomagał? 

- Jakie spowodowałaś plagi robactwa i gąsienic? 

- Z czego stworzyłaś te szkodniki i kto ci w tym pomagał? 

Wszystkie odpowiedzi były skrzętnie zapisywane przez pisarza. Często trzeba
było stosować pytania dodatkowe, ponieważ osoba torturowana nie była w
stanie wydobyć artykułowanego głosu z powodu zadawanego bólu. W takim
wypadku wystarczył jęk, czy skinienie głową, które pisarz przerabiał na
słowa. Matthew Hopkins w swojej książce "Discovery of Witches" przytacza
takie oto przesłuchanie: 

Pytanie: Masz cztery inkuby w sobie, czy tak? 

Odpowiedź: Tak. 

Pytanie: Czy nazywają się tak i tak? 

Odpowiedź: Tak. 

Pytanie: Czy nie wysłałaś swojego inkuba, aby zabił moje dziecko? 

Odpowiedź: Tak. 

Zapewne dlatego większość relacji dochowanych do naszych czasów w
protokołach sądowych pokrywa się niezależnie od kraju w którym proces miał
miejsce. Jak widać z powyższych pytań, sąd szczególnie interesował się
sposobami podróżowania i uczestnictwem oskarżonych o konszachty z diabłem w
sabacie diabelskim. Typowy opis sabatu zachował się w relacji z procesu
pewnej 40-letniej kobiety z bawarskiego miasta Eichstätt, z roku 1637. 

Pytanie: Ile razy w miesiącu fruwała? Dokąd fruwała i w jakim celu? 

Odpowiedź: dwa razy na miesiąc, dwadzieścia cztery razy w roku. Aby jej mąż
się nie obudził i nie przeszkodził jej w tym, diabeł rozsypywał wokół niego
proszek. Dzięki temu diabeł i oskarżona mogli spotykać się gdzie tylko
chcieli: w kuchni, w sypialni, przedsionku czy na strychu. Diabeł dał jej
widły, których używała wyłącznie do latania. Smarowała je magiczną maścią.
Diabeł zawsze siadał z przodu, a ona siadała za nim. Kiedykolwiek chciała
polecieć na sabat, wypowiadała następujące zaklęcie: 

Hui! W górę przez komin, w górę przez okno! 

W imię Diabła w drogę i do przodu! 

Podczas lotu na widłach diabeł wypuszczał strugi ognia, niewiele więc mogła
zobaczyć. Miejsca zgromadzeń, o ile jej wiadomo, znajdowały się na
północnych pastwiskach. W pierwszej chwili odniosła wrażenie, że było tam
mnóstwo jedzenia i picia, pieczeni i innych potraw podawanych w zielonych
naczyniach. Ale jedzenie było mdłe, gliniaste, całkowicie czarne, bardzo
słodkie i źle przygotowane. Nigdy nie zauważyła chleba lub soli. Białe wino
pito z drewnianych lub glinianych kubków. Przynoszono je w dzbanach lub
skórzanych workach. Uczestnicy sabatu siedzieli na krzesłach, ławach i na
szubienicach. Podczas uczty bluźnili Bogu i planowali przyszłe zbrodnie.
Rozmawiali również o sędziach miejskich, o komisarzach i o tym, jak bez
litości szkodzić ludziom. Czarownice były zachęcane do kontynuowania swych
niecnych uczynków. Ten, który wygłaszał kazanie był niski i gruby, z czarną
brodą i stał przy drewnianym pulpicie. Owe sabaty odbywały się we czwartki
i soboty nocą, o dziesiątej lub dwunastej godzinie w zależności od pory
roku. Miejsce było oświetlone lampami trzymanymi przez nędzne stare
kobiety, ona sama raz trzymała lampę w jednej ręce. Następnie rozpoczynały
się tańce. Główny diabeł siedział w wygodnym fotelu. Ci, którzy siedzieli
po jego bokach składali mu ukłony. Po wspólnym tańcu w koło, bez stałych
figur tworzyły się pary i oddalały na boki w celu lubieżnych uczynków.
Myśli, że muzycy grali na trąbkach i skrzypcach ale nie poznała żadnego z
nich. W sabacie uczestniczyło około 50 osób, niektóre z nich nosiły maski.
Pewna kobieta, niejaka N.N. z N. była tam obecna. Wszyscy siadali wokół
okrągłego stołu. Lecz kiedy miał miejsce wielki sabat liczba czarownic była
tak wielka, że nie możliwa do policzenia. Kiedy nadchodziła pora
zakończenia, główny diabeł mówił: "Hui! W imię Diabła, wynoście się!".
Opuszczały miejsce zgromadzenia w ten sam sposób w jaki tam przybywały.
Może wymienić następujące osoby, które widywała podczas sabatów: 1. N.N. z
małego Zaułka. Widziała ją dwa lata temu zimą w północnych górach i
ostatnim razem na północnych pastwiskach podczas uczty sabatowej. Kobieta
ta tańczyła ze swoim Diabłem, noszącym strój ucznia kowalskiego i miała z
nim również miłosny stosunek. Ubrany był w skórzany fartuch i czapkę a ona
miała futro i czarną suknię nałożoną na nie. 2.Widziała inną kobietę N.N.
osiem lub dziesięć razy. Pierwszy raz sześć lat temu na północnych
pastwiskach i ostatni raz półtora roku temu w północnych górach podczas
uczty sabatowej. Jadła, piła, tańczyła i skakała. Natomiast rok temu
pofrunęła z nią razem do piwnicy należącej do N.N. i piły tam wino. Były
obecne z nimi jej dwa demony a kobieta ta wystąpiła w czarnej sukni. Jej
Diabły były przebrane za grabarzy. Po trzy-tygodniowym procesie kobieta ta,
jak mówi relacja sądowa z Eichstätt: "umarła pogodzona z Bogiem", co się
tłumaczy: została spalona na stosie dnia 17 grudnia 1637 roku. W trakcie
procesu, poddana torturom złożyła doniesienie na 45 innych osób, które
miały być jej wspólnikami - w ten właśnie sposób machina Inkwizycji
dostawała kolejne mięso do mielenia. 

Mechanizm działania tej machiny ciekawie przedstawia historia polowania na
czarownice w Ortenau i Offenburgu z 1627 roku. 7 listopada 1627 roku władze
Ortenau uzyskały ewidencje od więzionych wcześniej podejrzanych o czary
przeciwko mieszkańcom Offenburga. Na podstawie tych ewidencji aresztowano
Katherinę Brem. Ponieważ nie przyznała się do winy, 8 listopada zarządzono
ostre tortury, które również nie dały rezultatów. Kat Mathias zwrócił się o
dostarczenie ciężarów i innych narzędzi, które otrzymał z Ratusza.
Zamówiono specjalne krzesło czarownicy jak również zwrócono się do
przedstawiciela kościoła o pomoc duchową nad upartą kobietą. Zabiegi te nie
dały rezultatu, więc ściągnięto kata z Windschäg, który po torturach
trwających 11 czy 12 godzin uzyskał przyznanie się do winy. Oskarżyła ona
również dwie inne kobiety (które w 1622 roku były już torturowane, lecz
zostały uniewinnione). Zostały one aresztowane i na torturach przyznały się
do winy. Postępowanie nabierało szybkości. 27 listopada Ratusz zamówił
drzewo na stos. Wyrok wydano 1 grudnia i wszystkie trzy spłonęły 3 grudnia.
Na skutek zeznań z Ortenau aresztowano i torturowano 12 i 13 listopada
Simona Hellera. Ponieważ nie złożył zeznań, rozważano możliwość uwolnienia
go, kiedy uzyskano nowe ewidencje i znów torturowany był 4 grudnia -
również bezowocnie. Następnie, również bez uzyskania ewidencji
skonfrontowano go z oskarżycielem i torturowano 10 grudnia. Dopiero 16
grudnia uzyskano zeznania: zamówione wcześniej krzesło czarownicy dotarło
do Ratusza, więc po umieszczeniu go w nim około godziny 8 wieczorem złożył
zeznania. Następnego dnia potwierdził je pod groźbą, że jeśli tego nie
uczyni, powtórnie posadzony zostanie na krześle czarownicy. 20 grudnia
zwrócił się do Ratusza z prośbą o umożliwienie mu przeżycia świąt Bożego
Narodzenia, ale to uniemożliwiłoby stracenie go z trzema innymi oskarżonymi
czarownicami, mianowicie Lucią Linder, Christine Häusler i Marią Geringer.
Zagrożono mu zatem ponownym umieszczeniem w krześle czarownic. Całą czwórkę
stracono przez obcięcie głów i spalenie 24 grudnia. Radny miejski Philipp
Beck dostarczył na tę okazję własnego drzewa. Nota bene jego piękna i młoda
żona spalona została jako czarownica półtora roku później. 

9 listopada aresztowano Urszulę Schlininger. Pewna kobieta zeznała, iż
widziała ją sto razy na sabacie diabelskim. Inna widziała tam też jej
córkę. Zarządzono tortury, lecz zmiażdżenie kciuków nie przyniosło
spodziewanych zeznań. Ponieważ zachodziło podejrzenie, że kobieta jest w
ciąży, tortury zawieszono do 30 grudnia, gdy okazało się, że oskarżona
krwawi. Wtedy złożyła zeznanie, po czym 3 stycznia 1628 roku poddana
została torturom, ponieważ zeznanie swoje odwołała. Została umieszczona w
krześle czarownicy, dzięki czemu przyznała się do zarzucanych jej czynów w
ciągu trzech kwadransów. Zeznanie było jednak niekompletne, więc 5 stycznia
ponownie wróciła na krzesło, co przyniosło tym razem pełne przyznanie się
do zarzucanych czynów. Kobietę ścięto i spalono 14 stycznia z czterema
innymi czarownicami. Jedną z nich była żona radnego miejskiego Megerera,
jednego z najaktywniejszych obywateli miasta. Megerer zajmował wiele
zaszczytnych stanowisk i w związku z tym miał wielu wrogów. Jego żonę
aresztowano 4 stycznia 1628 roku, torturowano tego samego dnia bez sukcesu
i następnego rana, kiedy przyznała się do winy. Podczas tortur kobieta
potwierdziła swe zeznania i została skazana 12 stycznia. Jej mąż
zrezygnował ze swoich funkcji i wyraził życzenie opuszczenia Offenburga,
lecz nie uzyskał na to pozwolenia, a za swą niezależną przemowę został
ukarany wysoką grzywną (umarł 18 lutego 1630 roku, szczęśliwie dla siebie,
ponieważ czarownice z Ortenau akurat złożyły na niego doniesienie). Inną
osobą z piątki spalonej 14 stycznia była Maria Scheutlin, córka Barbary,
aresztowanej 8 grudnia. Wspomniana powyżej Urszula Schlininger miała czworo
dzieci z pierwszego małżeństwa. Dwoje z nich, młodsza Barbara i Anna Maria
zostały oskarżone wspólnie z Ursulą Weid. Całą trójkę aresztowano. Złożyły
one zeznania pod torturami, poświadczyły swoje zeznania i zostały stracone
19 czerwca 1628. W tych dniach aresztowano panią Drittenbach, wdowę Weid -
matkę spalonej Ursuli i wdowę po Jakubie Kayser. 27 czerwca aresztowano
żonę radnego miejskiego Philippa Baura i Magdalenę Franz. Wszystkie pod
torturami przyznały się do winy z wyjątkiem Magdaleny, którą umieszczono w
krześle czarownicy 30 czerwca o godzinie 11 rano i w którym 12 godzin
później zmarła. Rozkazano pogrzebać ją pod szubienicą. Pozostałą czwórkę
skazano 5 lipca i ścięto oraz spalono dwa dni później... I tak dalej i
dalej, ustawiczne polowanie na czarownice z Offenburga trwało jeszcze dwa
lata... 

Przed samą egzekucją w obecności przedstawicieli władzy świeckiej i
duchownej, tłumu widzów i kata odczytywano zeznania skazanego i sentencję
wyroku. Następnie można już było owego pasażera wyprawić w podróż w
zaświaty. Najpowszechniej stosowaną metodą było spalenie na stosie. Jeżeli
skazany nie zaparł się swoich uczynków, można było zastosować prawo łaski
przewidujące wcześniejsze uduszenie. W zależności od regionu, skazanego
przywiązywano do słupa, umieszczano pod słomianym dachem albo sadzano na
beczce ze smołą. W przypadkach szczególnie zatwardziałych grzeszników,
przed spaleniem rozrywano ich ciała przy pomocy koni lub haków. Prochy
rozrzucano na nie poświęconej ziemi. W celu przedłużenia czasu spalania do
palenia czarownic używano zielonego drzewa. Metodę tę popierał wybitny
francuski prawnik Jean Bodin: Jakąkolwiek karę wymierzymy czarownicom,
gotowanie czy przypiekanie na wolnym ogniu, to i tak będzie niczym w
porównaniu z męką, jaką Szatan zadaje im na tym świecie, nie mówiąc już o
wiecznej agonii, którą przygotowano im w piekle. . 

Ustalenie liczby ofiar Inkwizycji wydaje się obecnie niemożliwe. Dokumenty,
które dotrwały do naszych czasów, relacje, raporty sądowe są niepełne.
George L. Burr oszacował dolną granicę na 100.000 kobiet, mężczyzn i dzieci
straconych w Niemczech i drugie tyle w innych krajach kontynentu
europejskiego. Członek rady miejskiej Quedlinburga Voight określił liczbę
zabitych w Europie na milion, a inni autorzy podają liczbę kilku milionów.
Oto kilka przykładów skutków pracy Inkwizycji: Dokumenty z niemieckiego
miasta Osnabrück mówią o 121 spalonych czarownicach w roku 1583 i 133 w
1589. W 1612 w Ellwangen spalono 167 czarownic, w Würzburgu w 1628 i w
styczniu i lutym 1629 roku spalono 158 osób. Przedstawiciel Watykanu,
Bartolomeo Spina przytacza słowa usłyszane od inkwizytora, który stwierdził
że w ciągu jednego roku (prawdopodobnie chodzi tu o rok 1523) on sam i jego
pomocnik spalili 1.000 czarownic. Zachowane dokumenty z trzech małych
miejscowości należących do Arcybiskupstwa Kolonii - Rheinbach, Meckenheim i
Flerzheim mówią, że w ciągu pięciu lat między rokiem 1631 a 1636 spośród
ogólnej liczby 300 domostw 125 do 150 osób zostało straconych z posądzenia
o czary. Pełnomocnik sądowy z Lorraine, Nicholas Remy stwierdził, że w
latach 1581-1591 on sam wysłał na stos 900 osób . Z kolei István Ráth-Végh
przytacza następujące przykłady: 102 wyroki śmierci w roku 1651 w maleńkim
miasteczku Zuckmantel na Śląsku, z małej wioski w okolicach Trewiru (brak
daty) pozostały przy życiu tylko dwie kobiety, w przeciągu trzech miesięcy
spalono w Genewie 500 osób w Bambergu 600 a w Würzburgu 900. Henry Charles
Lea podaje: Quedlinburg (Saksonia) w roku 1589 w ciągu jednego dnia skazano
133 czarownice, małe miasteczko Bündingen: 64 osoby w 1633 i 50 osób w
1634. Okolice Neisse na Śląsku - ponad 1000 osób w ciągu 9 lat. Balzer Voss
(lub Ross) z Fuldy na początku XVII wieku twierdził, że posłał na stos 700
czarownic. I tak dalej i dalej. Jeżeli byśmy mieli tych kilka wybranych
przykładów pomnożyć przez tysiące siedzib ludzkich, olbrzymią armię
poszukiwaczy czarownic, inkwizytorów i sędziów i trzy wieki polowania na
czarownice , a pamiętać musimy, że Inkwizycja działała bez przerwy i
wszędzie to liczba może być w rzeczy samej imponująca. Przygniatającą
większość ofiar polowania na czarownice stanowiły kobiety. Wytłumaczenie
tego stanu można znaleźć w charakterystyce kobiet przedstawionej w "Młocie
na czarownice", oddajmy więc jeszcze raz głos uczonym mnichom: "Wszelkie
zło jest nieskończenie małe w porównaniu ze złem kobiety". "Mniej
niebezpiecznie jest przebywać z lwem lub smokiem niż z niegodziwą kobietą".
"Żenić się jest rzeczą nierozsądną. Żona jest tylko wrogiem przyjaźni,
niezbędnym złem, naturalną pokusą, nieszczęściem, domowym
niebezpieczeństwem, przejmującą krzywdą, zboczeniem natury przedstawionym w
pięknych barwach. Porzucenie żony jest grzechem, zatrzymanie jej jest
śmiertelną męką. Kobiety muszą winić się same, gdy wyczerpani codzienną
walką bez końca, decudujemy się popełnić cudzołóstwo". "Kobiety są
lekkomyślne; one nigdy nie były zdolne zrozumieć filozofów". "Ich słowa
wydają się słodkie jak miód a w zasadzie są bardziej gorzkie niż sam
piołun. Są rozkoszne, gdy się na nie patrzy, wstrętne, gdy się ich dotyka i
zgubne w czasie stosunku". "Kobieta jest bardziej okrutna niż śmierć; jej
serce jest pułapką; jej ręce są okowami; sprawiedliwy będzie od niej
uciekał, grzesznicy będą jej ulegali". Polowanie na czarownice było
imprezą, jak nie trudno się domyślić, bardzo dochodową. Niejedno powstało
przepiękne dzieło sztuki, niejeden kościół został zbudowany za pieniądze z
dóbr skonfiskowanych zasądzonym. Niejeden biskup mógł żyć dzięki temu
przyjemniej i dostatniej. Z polowania na czarownice doskonale żyło tysiące
poszukiwaczy czarownic, z których bardzo znaną postacią był wspomniany
wcześniej angielski adwokat Matthew Hopkins. W poszukiwaniu czarownic
podróżował po Anglii a jego sława poprzedzała go więc gdy tylko zjawiał się
w nowej miejscowości blady strach padał na jej mieszkańców. Potrafił za
jednym zamachem wykryć spisek 29 czarownic. Był płacony "od głowy", więc
trudno się dziwić, że swą powinność starał się wypełniać najlepiej jak
umiał. Kiedy jednak pewnego dnia wysłał na okrutne tortury 90-letnią
staruszkę tłum jej obrońców zmusił go do poddania się próbie wody i w ten
sposób Hopkinsa możemy zaliczyć do nielicznych ofiar polowania na
czarownice, które zginęły sprawiedliwie. Wielkie profity z polowania
czerpali oczywiście kaci. Jak pisze István Ráth-Végh: "kat Trewiru jeździł
konno w stroju przeplatanym złotem jak dworzanin; na publicznych
przyjęciach jego żona rywalizowała z paniami z arystokracji". Wygórowane
opłaty, których domagali się kaci były solą w oku arcybiskupstw, do których
obowiązków należało ich opłacanie, gdyż w nadmiernym stopniu uszczuplały
majątek samych głównych duszpasterzy. Stąd zapewne ten ciekawy dokument,
wydany przez Arcybiskupa Kolonii w roku 1757, którego obszerne fragmenty
warto przytoczyć: Pomimo, że wcześniej Arcybiskup Kolonii zapisał wysokiemu
egzekucjonerowi stały roczny dochód, a mianowicie: osiemdziesiąt talarów
niemieckich, dwadzieścia albusów, dwanaście mendli ziarna i cztery sągi
drzewa, okazało się jednak, że podczas i po wykonaniu egzekucji i innych
czynności z nimi związanych, przedstawianych było tak wiele nierealnych i
przesadzonych rachunków, że stało się to zbyt kosztowne dla szefa sądu
Elektora Arcybiskupiego. Zatem urząd arcybiskupi w celu ułożenia spraw
związanych z tymi żądaniami ustalił następujące reguły, według których
każda pojedyncza operacja została oceniona; co się niezwłocznie ogłasza. 

CENNIK Talarów niemieckich Albusów 

1. Za rozrywanie i ćwiartowanie przez cztery konie 5 26 

3. Za potrzebne do tego sznury 1 0 

4. Za powieszenie czterech ćwiartek w czterech rogach; potrzebne do tego
sznury, haki, łańcuchy i wliczając transport 5 26 

5. Za ścięcie głowy i spalenie; wszystko razem 5 26 

6. Za potrzebne do tego sznury oraz przygotowanie i podpalenie stosu 2 0 

9. Za spalenie żywcem 4 0 

10. Za potrzebne do tego sznury oraz przygotowanie i podpalenie stosu 2 0 

11. Za łamanie żywcem na kole 4 0 

12. Za sznur i łańcuchy do tej procedury 2 0 

13. Za zdjęcie ciała przywiązanego do koła 2 52 

16. Za wykopanie dołu i wrzucenie tam ciała 1 26 

19. za obcięcie dłoni lub kilku palców i ścięcie głowy; wszystko razem 3 26


20. To samo: dodatek - przypalanie gorącym żelazem 1 26 

24. Za ścięcie głowy i przywiązanie ciała do koła oraz zatknięcie głowy na
palu; wszystko razem 5 0 

26. Za powieszenie 2 26 

27. za sznur, gwoździe i łańcuch potrzebny do tego 2 52 

28. Przed przystąpieniem do egzekucji: za ściskanie delikwenta rozżarzonymi
szczypcami, oprócz powyżej wzmiankowanej opłaty za powieszenie, za każdą
osobę 0 26 

29. za obcięcie całego języka albo jego części i później za wypalenie ust
rozżarzonym żelazem 5 0 

30. za potrzebne zwykle do tej procedury: sznur, szczypce i nóż 2 0 

31. za przybicie do szubienicy odciętego języka albo odrąbanej dłoni 1 26 

32. Za każdego, kto się powiesił albo sam utopił lub w inny sposób odebrał
sobie życie: za zdjęcie, usunięcie i wykopanie dołu do wrzucenia tam ciała
2 0 

33. za usunięcie osoby z miasta lub kraju 0 52 

34. Za wychłostanie w więzieniu, uwzględniając rózgi 1 0 

38. Za przywiązanie do pręgierza, wypalenie piętna i wychłostanie;
uwzględniając węgiel, sznur, pręt oraz maść do piętnowania 2 0 

39. za sprawdzenie więźnia po napiętnowaniu 0 20 

40. za przystawienie drabiny do szubienicy bez względu na to czy jedna
osoba czy kilka będzie powieszonych tego samego dnia 2 0 Odnośnie tortur 

41. za zastraszenie więźnia przez pokazanie instrumentów tortur 1 0 

42. za pierwszy stopień tortur 1 26 

43. za przygotowanie do zmiażdżenia kciuka w pierwszym stopniu tortur 0 26 

44. za drugi stopień tortur, uwzględniając nastawienie członków po fakcie i
sprawdzenie więźnia 2 26 

46. za podróż i dzienne wydatki, za każdy dzień, wyłączając jednakże dni
egzekucji lub tortur bez względu na to czy w te dni jeden czy kilku
kryminalistów jest karanych 0 48 

47. Za dzienne wyżywienie 1 26 

48. Za każdego pomocnika 0 39 

49. Za wynajem konia, razem z paszą i utrzymaniem w stajni; dziennie 1 16 

55. Ponieważ było wiele skarg, iż podczas egzekucji, którym przewodniczyli
przedstawiciele biskupstwa, kat domagał się dodatków do wyznaczonych cen,
lub ważył się żądać wyznaczonej przez siebie sumy pieniędzy, zatem od kiedy
takie żądania uznano za obrazę, są raz na zawsze zakazane. Nakazujemy zatem
niniejszym, aby każdy przedstawiciel biskupstwa trzymał się ściśle wyżej
wymienionych reguł i płacił egzekucjonerowi tylko sumy wyznaczone i nic
więcej zawsze, gdy jest obecny przy egzekucji. Wszystkie rachunki należy
potem przedstawić skarbnikowi Arcybiskupstwa. Dano w Bonn, 15 stycznia
1757. 

Wszystkie te fakty i przykłady stanowią małą kroplę w potopie szaleństwa,
jaki zalał Europę na kilka stuleci, kiedy w okrutny sposób mordowano ludzi
mówiąc im, że czyni się to w imię Boga, miłości i zbawienia. Kiedy
rozmodleni oprawcy nazywali swe ofiary synami i córkami, woda święcona
mieszała się z krwią a zapach kadzideł czuć było palonym ludzkim ciałem. 

Warto pomyśleć czasami o tych tysiącach i tysiącach ofiar, kiedy w
niedzielny poranek udajemy się na mszę do kościoła lub gdy podróżując po
świecie podziwiamy przepiękne świątynie, rzeźby czy obrazy pozostawione nam
w spadku przez naszą chrześcijańską spuściznę. 
Technical Details
Message-ID: <01be4abf$9dafb6a0$LocalHost@mariusz>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!unknown!not-for-mail

Show Full Headers
Complete Article Headers
From: Mariusz Jędrzejowski <mar...@boruta.pcarts.tarnow.pl>
Subject: Jerzy Szafjański  -   CRIMEN EXCEPTA
Date: 1999/01/28
Message-ID: <01be4abf$9dafb6a0$LocalHost@mariusz>
X-Deja-AN: 437924192
X-Complaints-To: ab...@tpsa.pl
X-Trace: news.tpnet.pl 917529441 195.205.11.18 (Thu, 28 Jan 1999 14:17:21 MET DST)
Organization: TPNET - http://www.tpnet.pl
MIME-Version: 1.0
NNTP-Posting-Date: Thu, 28 Jan 1999 14:17:21 MET DST
Newsgroups: alt.pl.popieram.ateizm
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit