🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

13 total messages Started by Tomasz Sun, 05 Nov 2006 20:45
porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47195
Author: Tomasz
Date: Sun, 05 Nov 2006 20:45
46 lines
4285 bytes
wiecie własnie zostałem opuszczony przez moją dziewczyny. jestem załamany, 
chciałem sie z nią zaręczyć po tym jak wróci z zagranicy po 4 miesiacach.
Napisze Wam po krótce o tym. Dziewczyna wróciła 01.10.2006 roku przed 
wakacjami załatwilismy sobie wspólny pokój w akademiku i miało byc tak 
pieknie razem. Zreszta ona przez całe wakacje przysyłała mi SMS ze mnie 
kocha i strasznie teskni i ja tez jej takie smmsy wysyłałem. jednak juz po 1 
dniu wyczułem ze jest cos nie tak. Mieszkała tam w wynajetym pokoju z 3 
jakimis chłopakami. Ten jeden był szczególnie jak to ona okresliła dobry 
chłopak.Woził ją do pracy iwracał po niąwieczorem jezdzili na wspólne 
imprezy na kregle i td. Wszystko mi to opowiedziała. A ja zteskniony 
poprostu jestem zazdrosny i zaczołem ja podejrzewac ze ma jakas relacje z 
nim. Zreszta ona w trakcie tego miesiaca powiedziała mi ze bardzo chce z 
nimi (tymu chłopakami ) utrzymywac kontakt. I własnie w piątek 03.11.2006 
umówiła sie z nimi na wyjscie do knajpy. Ja tez poszedłem ale do kina i 
później na piwo.Jak wracałem o wpół do pierwszej w nocy do akademika ona 
stała z tym kolesiem i gadali sobie na schodach. Ona poszła do akademika a 
ja z tym kolesiem jeszcze gadałem zapytałem się czy się stara o nią ,on 
powiedział ze tak ale czeka az moja dziewczyna zdecyduje czy jest sama czy 
nie, ochrzaniałem go poprostu. Ze nie zna jej tak dobrze jak ja itd .Koles 
jest młodszy od mojej byłej o pół roku. Wróciłem do pokoju i byłem taki zły 
o to ze doszło do przemocy z mojej strony, poprostu chwyciłem ją i popchłem 
na łóżko,chciała wyjsc z pokoju i spac u kolezanki podnisła sie i znowu ja 
popchłem i tak jeszcze kilka razy. Wziołem jej telefon i chciałem sprawdzic 
sms jakie ma , wogóle przez ten cały październik ona ukrywała cos rozmowy 
przez gg i zmieniła hasło na mail. Dowiedziałem sie ze chyba wybiera się na 
andrzejki w góry do jednego z tych kolesi , juz sa umówieni ,podejrzałem gg.
Na samym poczatku mówiła mi ze chce pobyć sama i pomyslec co ma zrobić czy 
zostac sama czy ze mną .
Mieszkamu nadal razem ale ona chce zebym się wyprowadził.
wiecie tak siuę zawiodłem tak mi jest przykro,chyba nprawde nawaliłem bo 
faktycznie chyba jej nie szanowałem , nie wspierałem czesto nie traktowałem 
jej dobrze tak jakbysmy nie byli chłopakiem i dziewczyna. Co mam zrobić. Ja 
mam prawie 30 lat i czuje ze tak dalej byc nie moze ja juz chciałem miec 
rodzine opiekowac się kims.Wogóle to mielismy plany ze wyjedziemy na 
emigracje i zarobumy na nasz dom a tu taki klops. Strasznie się boje 
samotności , bardzo strasznie .Tak ją kocham. Nie wiem co dalej wiem ze ją 
skrzywdziłem chciałem to wszystko naprawic. Przepraszałem ją za zdarzenie w 
w pokoju. Chyba juz jest z tym chłopakiem wysyłaja sobie sms y . Jeszcze mi 
powiedział ze jakbym miał honor to ja bym sie wyprowadził z pokoju.
Myslałem ze jak wróci to bedzie pieknie ja juz mam tutaj prace itd. Chciałem 
z nią pojechac do angli czy irlandii. Jestem poprostu załamany i chyba nie 
wierze ze jeszcze bede kogos kochał jak ją.
Prosze Was czy moze ona jeszcze sobie cos przemyslec i kiedys znowu mozemy 
byc razem , ja juz nie wiem co mam robic . Dajcie jakas nadzieje na to ze 
jeszcze bede szczesliwy.
Pozdrawiam :( 
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47196
Author: Morderca uczuć
Date: Sun, 05 Nov 2006 22:06
28 lines
2616 bytes
Tomasz napisał(a):

[ciap]

Po pierwsze.. uspokój się. Stało się i już, trzeba żyć z tym
bigosem. Po drugie, gdy się już uspokoisz, spójrz na wszystko co
się wydarzyło "z boku". A sprawa wygląda tak: zachowałeś się jak
ktoś niezrównoważony psychicznie, jak idiota, który jest w stanie
zamordować kogo trzeba, byle tylko zaspokoić egoistyczne potrzeby.
Wydaje mi się, że od początku męczyłeś dziewczynę. Miał
później miejsce typowy mechanizm jej ucieczki w inne znajomości.
Wiem, nie zdawałeś sobie z tego sprawy, sądziłeś, że Twoje
wariactwo zostanie zrozumiane i wybaczone. Myliłeś się. Oczywiście,
możesz swoimi błędami obarczać dziewczynę. Tylko po co? Użyciem
siły udowodniłeś jej, że nie nadajesz się na partnera. Straciła
do Ciebie resztki szacunku, musisz się wynieść, spakować łachy i
zaszyć się tam, gdzie nie przyjdzie Ci do głowy ją kiedykolwiek
zaczepić. Wszystko skończone.
Musisz się z tym pogodzić, jesteś dorosłym mężczyzną więc czas
wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Za głupotę trzeba
płacić. Widać, że ruszyło Cię sumienie, więc schowaj się i
przecierp całe zdarzenie. Potrzebna Ci "żałoba" i długi okres
samotności. Dopiero po nim, gdy zrozumiesz jakie błędy popełniasz,
będziesz mógł spróbować wejść w nowy związek.
I weź się w garść, mężczyzno...

Pozdrawiam,
MU
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47197
Author: ksMarcin
Date: Tue, 07 Nov 2006 22:32
20 lines
1731 bytes
Tomasz:

[takie tam]

Jesteś szczęściarzem. Wyobraź sobie, że ci wybaczyła.
Za miesiąc pewnie byś ją pobił. Później robiłbyś to regularnie.
A po roku przypalałbyś papierosem własne dziecko...

Oczywiście, że możesz być jeszcze szczęśliwy. Musisz się tylko zmienić.
Piszesz, że apelowała do twojego honoru, widać uznała,
że w jakimś stopniu go posiadasz. To dobry znak. Jeżeli rzeczywiście
uważasz, że ją kochasz to daj jej spokój i poczekaj. Może nie uda jej się
ten
nowy związek, może da ci jeszcze kiedyś szanse. Choć osobiście wątpię.

Ale przede wszystkim się zmień, bo myśl, że taki człowiek jakim jesteś teraz
mógłby wychowywać dzieci, trochę mnie niepokoi.

Powodzenia
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47198
Author: michus
Date: Thu, 09 Nov 2006 14:23
21 lines
2135 bytes
> wiecie własnie zostałem opuszczony przez moją dziewczyny. jestem załamany,
> chciałem sie z nią zaręczyć po tym jak wróci z zagranicy po 4 miesiacach.

i tu byl Twoj blad. Kobiety samej nie mozna puszczac na taki czas nigdzie,
szczegolnie kiedy jest mloda. Z moich obserwacyjnych doswiadczen wynika ze
95% zwiazkow wali sie gdy jedna strona wyjezdza na ponad 3 miesiace ( czy to
do pracy/na semestr/wakacje). Szczegolnie podatne sa kobiety, ktorym brakuje
przytulania, calowania itp jak sa na wyjezdzie. A tam zawsze znajdzie sie
jakis mily chlopak ktory pocieszy smutna i steskniona dziewczyne.
Moge sie zalozyc ze Twoja dziewczyna z tym kolesiem conajmiej sie calowala,
a moze nawet spala kiedy byla na tamtym wyjezdzie. Tylko poprostu o tym nie
mowila - bo sie pewnie bala jak zareagujesz ( i wcale sie nie dziwie biorac
pod uiwage Twoja reakcje). Pomysl sobie ze Cie zdradzila, wkurz sie na nia,
uswiadom ze dobrze ze to zrobila wczesniej a nie np. po slubie. Bedzie Ci
latwiej.
No i  nie ma co sie ludzic ze wroci do Ciebie.
I popracuj nad kontrolowaniem swoich emocji bo szarpanie kobiety jest
ponizej godnosci mezczyzny. Chociaz zdaje sie ze niektore dziewczyny to
lubia kiedy facet jest taki porywczy.

pozdr.
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47199
Author: michal
Date: Fri, 10 Nov 2006 22:14
35 lines
2311 bytes
Użytkownik "michus" napisał w wiadomości

>> wiecie własnie zostałem opuszczony przez moją dziewczyny. jestem 
>> załamany,
>> chciałem sie z nią zaręczyć po tym jak wróci z zagranicy po 4 miesiacach.
>
> i tu byl Twoj blad. Kobiety samej nie mozna puszczac na taki czas nigdzie,
> szczegolnie kiedy jest mloda. Z moich obserwacyjnych doswiadczen wynika ze
> 95% zwiazkow wali sie gdy jedna strona wyjezdza na ponad 3 miesiace ( czy 
> to
> do pracy/na semestr/wakacje). Szczegolnie podatne sa kobiety, ktorym 
> brakuje
> przytulania, calowania itp jak sa na wyjezdzie. A tam zawsze znajdzie sie
> jakis mily chlopak ktory pocieszy smutna i steskniona dziewczyne.
> Moge sie zalozyc ze Twoja dziewczyna z tym kolesiem conajmiej sie 
> calowala,
> a moze nawet spala kiedy byla na tamtym wyjezdzie. Tylko poprostu o tym 
> nie
> mowila - bo sie pewnie bala jak zareagujesz ( i wcale sie nie dziwie 
> biorac
> pod uiwage Twoja reakcje). Pomysl sobie ze Cie zdradzila, wkurz sie na 
> nia,
> uswiadom ze dobrze ze to zrobila wczesniej a nie np. po slubie. Bedzie Ci
> latwiej.
> No i  nie ma co sie ludzic ze wroci do Ciebie.
> I popracuj nad kontrolowaniem swoich emocji bo szarpanie kobiety jest
> ponizej godnosci mezczyzny. Chociaz zdaje sie ze niektore dziewczyny to
> lubia kiedy facet jest taki porywczy.

Ty jakiś obserwator-pesymista jesteś. Jeszcze może powiesz, że na cmentarzu 
są same minusy!... ;)

pozdrawiam
michał 
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47200
Author: michus
Date: Sat, 11 Nov 2006 11:56
12 lines
1415 bytes
> Ty jakiś obserwator-pesymista jesteś. Jeszcze może powiesz, że na
cmentarzu
> są same minusy!... ;)

e tam,
poprostu tak patrze po znajomych i mi sie ich szkoda robi, jak fajne zwiazki
rozwalaja sie tylko dlatego ze jedna strona sobie gdzies jedzie na dluzej.
mnie osobiscie to ani grzeje ani ziebi bo ja swojej porostu na taki dlugi
czas samej nie puszcze:)

--
michus
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47201
Author: Aicha
Date: Sat, 11 Nov 2006 14:31
11 lines
1339 bytes
Użytkownik "michus" napisał:

> ja swojej porostu na taki dlugi czas samej nie puszcze:)

Ilumetrowy ma łańcuch?

-- 
Pozdrawiam - Aicha

Dozwolone od lat 18 - na liczniku 75.000:
http://www.opowiadania.org/autorzy/aicha/aicha.html
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47202
Author: michus
Date: Sat, 11 Nov 2006 15:03
14 lines
1748 bytes
> > ja swojej porostu na taki dlugi czas samej nie puszcze:)
>
> Ilumetrowy ma łańcuch?

Od razu lancuch... jesli zdecydowalibysmy sie na wyjazd na dluzej to razem
poprostu. Paromiesieczna rozlaka jesli nie jest niezbedna (wiem rozne
sytuacje sie w zyciu pojawiaja i czasami trzeba) nie powinna miec miejsca -
wlasnie z racji tego ze w wiekszosci przypadkow to sie zle konczy. I nie
pomaga tlumaczenia - nas to nie spotka bo by sie bardzo kochamy i ja bym
nigdy tego nie zrobil/nie zrobila - bo i takie sytuacje juz widzialem. Ot
takie moje zdanie.

A tak przy okazji, moze ktos poda przyklad takiej rozlaki dlugiej, ze po
powrocie para jest dalej razem i wszystko miedzy nimi ok ?
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47203
Author: al4e
Date: Sat, 11 Nov 2006 15:34
11 lines
1410 bytes
Użyszkodnik ::michus:: w module
news:4555d7ad$0$17943$f69f905@mamut2.aster.pl popelnil(a) nastepujacy błąd

[...]

> A tak przy okazji, moze ktos poda przyklad takiej rozlaki dlugiej, ze po
> powrocie para jest dalej razem i wszystko miedzy nimi ok ?

moja ...2 lata

al4e
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47204
Author: michus
Date: Sat, 11 Nov 2006 15:38
3 lines
1216 bytes
> moja ...2 lata

To gratuluje. Wyjatek potwierdza regule:)
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47205
Author: al4e
Date: Sat, 11 Nov 2006 15:42
16 lines
1863 bytes
Użyszkodnik ::michus:: w module
news:4555dfd8$0$17945$f69f905@mamut2.aster.pl popelnil(a) nastepujacy błąd

>> moja ...2 lata

> To gratuluje. Wyjatek potwierdza regule:)

jesli macie byc z soba to nie wazne na ile i kiedy sie roztaniecie (z 
roznych wzgledow). Nie mozesz nie pozwolic wyjechac, samorealizowac sie 
partnerce/partnerowi ...w kajdanach zyja nieliczni ...ci co mysla i cenia 
siebie staweiaja na wolnosc. Paradoksalnie rozlaka pokazuje jak bardzo 
byliscie zzyci ze soba. Jesli ktos Ciebei ma opuscic to nei wazne czy 
wyjedzie na 2-a dni czy na 1 rok ...zrobi to tak czy inaczej. Twoja panna 
sie ciebei nie boi przypadkiem?

al4e
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47206
Author: michus
Date: Sun, 12 Nov 2006 21:07
22 lines
2671 bytes
> jesli macie byc z soba to nie wazne na ile i kiedy sie roztaniecie (z
> roznych wzgledow). Nie mozesz nie pozwolic wyjechac, samorealizowac sie
> partnerce/partnerowi ...w kajdanach zyja nieliczni ...ci co mysla i cenia
> siebie staweiaja na wolnosc. Paradoksalnie rozlaka pokazuje jak bardzo
> byliscie zzyci ze soba. Jesli ktos Ciebei ma opuscic to nei wazne czy
> wyjedzie na 2-a dni czy na 1 rok ...zrobi to tak czy inaczej. Twoja panna
> sie ciebei nie boi przypadkiem?

Nie, nie boi. Kazdy zyje tak jak chce. To nie jest tak ze ja jej nie
pozwalam wyjezdzac. Ona sama nie chce tego robic - bo uwaza podobnie jak
ja - ze dluga rozlaka zwiazkowi dobrze nie wrozy. I z drugiej strony - ja
rowniez nie chce wyjezdzac, bo sobie nie wyobrazam bez niej tak dlugiego
czasu.  Patrzysz na mnie przez pryzmat wlasnych doswiadczen. Ja rowniez moge
odbic pileczke latwo - jesli dla Twojej drugiej polowki jest wazniejsza
samorealizacja niz bycie blisko kochanej to moze tak naprawde sie nie
kochacie?
Ale przeciez nie o to chodzi aby teraz zaglowac miedzy soba - kazdy ma swoje
priorytety. Jedni wola byc razem, spedzac ze soba duzo czasu, a inni wola
niezaleznosc, nawet w zwiazku - miec mozliwosc wyjazdu na miesiac, dwa
samemu itp. Co kto lubi. Ja chcialem tylko zaznaczyc ze takie rozlaki czesto
zle sie koncza i jak juz pisalem - nawet bardzo zzyte zwiazki rozpadaja sie
w czasie takich rozlak.
Re: porzucenie - jestem juz chyba na samiutkim końcu, pomocy
#47207
Author: Green
Date: Tue, 21 Nov 2006 01:11
9 lines
1472 bytes
Piszesz, że jesteś nieszczęśliwy. W sumie nie ma się co dziwić. Nie tylko 
straciłeś dziewczynę, ale wyszły z Ciebie jakieś zwierzęce instynkty.
Teraz ją popchnąłeś, ale nie wiadomo co byłoby później. Szczerze mówiąc 
wcale jej się nie dziwię, że chciała się z Tobą rozejść.
Jedyne co możesz zrobić, to zapomnieć o tym związku i nauczyć się na 
przyszłość trzymać nerwy na wodzy.

-- 
Pozdr. Green 
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads