Thread View: alt.pl.konie
11 messages
11 total messages
Started by Wojciech "Spook" Sura
Thu, 27 Apr 2006 06:56
Zaszarpana klacz
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Thu, 27 Apr 2006 06:56
Date: Thu, 27 Apr 2006 06:56
45 lines
3581 bytes
3581 bytes
Witam! Ostatnio do naszej stadniny dołączyła (w "celach" rekreacyjnych) dwunastoletnia gniada klacz, Czara. W tej chwili nie jeździ na niej dużo osób, bowiem nie nadaje się ona jeszcze stricte do rekreacji - poprzedni jej właściciel ważył podobno 100kg (klacz jest rasy najprawdopodobniej sp) i strasznie wyszarpał ją za wodze, przed czym owa klacz się teraz strasznie broni - każde silniejsze użycie wodzy powoduje, że podnosi głowę do góry, przez co traci się nad nią kontrolę. Żeby tego było mało, to - podobnie, jak nasza Barcelona - jest strasznie nerwowa. Pierwsze kłusy są świetne, pierwszy galop jest świetny, ale kolejne to już porażka, klacz strasznie sztywno jedzie, krzyżuje, nie rozpoczyna galopu spokojnie, tylko strasznie nerwowo, zrywa się do niego, później, z kolei nie da się na niej zakłusować, bo się sama zaczyna galopować i wciąż trzeba ją przytrzymywać. Na Barcelonie dało się to "obejść" - klacz uspokaja się trochę na głaskanie i głos i potem jej przechodzi, ale Czara na to reaguje w niewielkim stopniu. Co więcej - po każdej jeździe na "starych" koniach rekreacyjnych po jeździe miałem "konia na smyczy" - czyli zdejmowałem wodze z szyi i prowadziłem konika za owe wodze, ale koń zazwyczaj szedł za mną, z tyłu. Tak jest, gdy prowadzę Czarę na ujeżdżalnię, ale gdy wracamy, to jest dokładnie na odwrót - raczej ona prowadzi mnie do stajni niż vice versa. Staram się ją tego też uczyć (np. każę się zatrzymać na ujeżdżalni w miejscu, gdy inne konie wychodzą). Pytanie jest takie - w jaki sposób radzicie, bym na niej jeździł, by ją trochę oduczyć tego bronienia się przed wodzami? Jadę, naturalnie, na leciutkim kontakcie i ograniczam użycie wodzy do minimum (tym bardziej, że klacz chodzi na łydki jak marzenie i można zrobić np. koło nie używając w ogóle wodzy), ponadto standardowe uspokajanie - głos+wodze. Więcej pomysłów nie mam; jeździ mi się na niej dosyć trudno, bo wiadomo - koń ma głowę w górze, to ma napięte wszystkie mięśnie karku i okolic, pierwszy galop mogę wysiedzieć, ale w drugim albo fruwam w siodle albo daję za wygraną i galopuję w półsiadzie. Pozdrawiam -- Spook. -- ! ._______. Warning: Lucida Console sig! //) ! ! || spk || www.spook.freshsite.pl / _ """*! ! ||_____|| spook at op.pl / ' | ""! ! | ___ | tlen: spoko_ws gg:1290136 /. __/"\ '! ! |_|[]_|_| May the SOURCE be with you! \/) \ !
Re: Zaszarpana klacz
Author: Ania
Date: Thu, 27 Apr 2006 14:25
Date: Thu, 27 Apr 2006 14:25
34 lines
3083 bytes
3083 bytes
Przede wszystkim spokoj, spokoj i jeszcze raz spokoj. Kon nie jest glupim zwierzeciem i w koncu przestawi sie na wlasciwy styl jazdy, jezeli nie bedzie sie mu to kojarzylo z bolem i szarpaniem za pysk. Bardzo dobrze, ze jak najmniej ingerujesz wodzami, zadnego konia nie da sie opanowac "zamurowujac" reke. Prowadziloby to wylacznie do jeszcze wiekszego parcia do przodu i znieczulenia pyska. Na poczatek najwazniejszy jest spojony, zrownowazony dosiad i wrazliwa reka. Celem numer jeden jest doprowadzenie do fazy, w ktorej kon bedzie rozluzniony i nastawiony na pomoce. Dopiero, gdy uda Ci sie to osiagnac, mozesz probowac innych "sztuczek". Bron Boze ganaszowac konia na sile, to na poczatku (a moze wcale?) nie jest najwazniejsze. Jezeli bedziesz dobrze dzialac na konia lydka i dosiadem, to z czasem coraz latwiej bedzie Ci go skrocic i "podstawic" (wtedy wystarcza dwa ruchy reka i kon jest jak sprezynka :) ). Jezeli kobyla zacznie sie wreszcie rozluzniac, czujac, ze krzywda jej sie nie dzieje, nalezy dazyc do etapu numer dwa, czyli do tego, by kon szedl na zewnetrznej wodzy, lekko masowany lydka wewnetrzna. Generalnie kazde przytrzymanie powinno tak wygladac, czyli lydka i reka dzialaja po przekatnej. Wodza wewnetrzna nadaje kierunek, mozna ja probowac wybierac, ale z duzym wyczuciem, bo przeciez nie chodzi nam o to, aby kon byl koniecznie zganaszowany. On ma byc po prostu luzny w pysku i podstawiac zad. To tak w "telegraficznym" skrocie :) Tak naprawde w tym wszystkim najwazniejsze jest wyczucie, tak, aby wiedziec, kiedy i jaka pomoca zadzialac. Np. jezeli kon jest nieposluszny, wyrywa sie spod kontroli lub probuje ponosic, wtedy dopuszczalna jest rowniez zdecydowana reakcja, czyli mocne zadzialanie wodzami (oczywiscie w polaczeniu z reszta pomocy), ale po kazdym takim mocnym przytrzymaniu konieczne jest odpuszczenie wodzy, czyli nie pociagamy za wodze i zatrzymujemy reke, lecz zaraz puszczamy. Kon szybkie polapie sie w tym systemie:) Jezeli chodzi o prace z ziemi, to moze warto sprobowac z czambonem? zazwyczaj dobrze dziala na zadzieranie glowy. Pozdrawiam, Ania
Re: Zaszarpana klacz
Author: Anaa
Date: Thu, 27 Apr 2006 20:38
Date: Thu, 27 Apr 2006 20:38
17 lines
1691 bytes
1691 bytes
Ania wrote: > Jezeli chodzi o prace z ziemi, to moze warto sprobowac z czambonem? > zazwyczaj dobrze dziala na zadzieranie glowy. dokładnie to chciałam napisać... Jak dla mnie powrót do przeszłości, czyli dużo pracy z ziemi na lonży... Czambon, żeby koń *poszedł w dół* jednocześnie akceptując kiełzno, nie bojąc się go. I myślę, że w późniejszym etapie można czasem wziąć konia na wypinacze - jako akceptację mocniejszego kontaktu... Pod siodłem - delikatnie i *w dół*, wypuszczać, oddawać wodze jak się czuje ustąpienie w pysku. Nagroda za każdy pozytyw... Natomiast jeśli chodzi o pędzenie... bez kontaktu i ustawienia na pomoce i dosiad to chyba ciężka sprawa.... Marta
Re: Zaszarpana klacz
Author: Nina
Date: Tue, 02 May 2006 07:25
Date: Tue, 02 May 2006 07:25
91 lines
5778 bytes
5778 bytes
Anno Domini 2006-04-27 22:38:43, z nakazu Anaa na wielkim forum alt.pl.konie, ogłoszono: > Ania wrote: > >> Jezeli chodzi o prace z ziemi, to moze warto sprobowac z czambonem? >> zazwyczaj dobrze dziala na zadzieranie glowy. > > dokładnie to chciałam napisać... > Jak dla mnie powrót do przeszłości, Patent na łeb i w drogę ;-) Ale najważniejsze jest by koń dla którego szykujemy chambon umiał pracować na lonży bez niego - chodzi tu o płynną zmiane tempa i szybkości, kroku i szybką rekację na komendy. Koń który wacha się w pracy na lonzy (capluje, nie rusza na sygnał, ociąga się itp) bedzie tylko wywoływał szarpanie chambonu. Polecam art. z KiR http://www.konieirumaki.pl/artyk.php?grupa=trener_radzi&nr_kir=22 > czyli dużo pracy z ziemi na lonży... > Czambon, żeby koń *poszedł w dół* jednocześnie akceptując kiełzno, nie > bojąc się go. Niestety konie które reagują "alergicznie" na nacisk mogą nie załapać, że "puści" jak spuszczą głowe - dodatkowe usztywnienie się konia w niczym nie pomoże. > I myślę, że w późniejszym etapie można czasem wziąć konia na wypinacze - > jako akceptację mocniejszego kontaktu... Błąd - koń nie toleruje stałego i mocnego nacisku, a tu wypinacze - hmmm, zreszta może to tylko moja filozofia - ale wypinacze i akceptacja wzajamnie się wykluczają ;-) > Pod siodłem - delikatnie i *w dół*, wypuszczać, oddawać wodze jak się > czuje ustąpienie w pysku. Nagroda za każdy pozytyw... To się zgodzę co do nagrody ;-) Kiedyś jeździłam na wałachu, który (terminatorem był i mordercą turystów w każdym calu) ponosił, w lesie szedł "w drzewa", robił przepiękne 90st. zakręty w pełnym galopie a hamulce miał takie, że wóz sportowy może pozazdrościć ;-) Dodatkowo nie tolerował ludzi do tego stopnia, że gryzł wszystko i wszystkich przy czyszczeniu, no i zawsze "prowadził" gdzie chciał ;-) Okazało się, że "odstawienie" go pod jednego jeźdżca na 3 miesiące i regularna praca sprawiły "cuda". Gryźnienie usunełam , wiążac konika do paśnika na czas prac higienicznych i siodłania - po jakim czasie tak bardzo kojarzylo mu sie to z dobrym sianem, że wystarczyło podprowadzic go do paśnika, by zrobić co sie chcialo bez ryzyka trafienia na zęby. Jazda to inna bajka - przez pierwszy miesiąc jeździlam tylko stepem. I juz tlumacze: koń ponosil, koń nie tolerował ręki ani nie umial pracować z wędzidlem, kon kompletnie lekcewarzył wszystkie reakcje jeźdzca i mial w głębokim poważniu to co tam sobie chcesz z nim zrobić. A do tego kon wyraźnie nie znosił ludzi. Praca w stępie pomogla wytlumaczyć koniowi co to jest lekki i elastyczny kontakt, co można robic fajnego z wedzidlem w pysku (czyt. przeżuwać), kiedy jeździec raz po raz łagodnie działa ręką - no i koń zrozumiał po co są łydki, po co ja kręce tyłkiem w siodle i najważniejsze jak płynnie ruszyć i równie płynnie zatrzymać się i spokojnie czekać na kolejny ruch. Stęp daje potężne możliwości o których nikt nie pamięta, a praca w nim jest spokojna i co najwaźniejsze równowaga jeźdzca jest znakomita. W drugim miesiącu zakłusowywaliśmy (po kolejnych 2 tygodniach jeździliśmy juz do 5 minut kłusem w jednym nawrocie) kilka metrów i stop. W zasadzie praca dotyczyła bezwarunkowej reakcji na pomoce : stop-step-klus-step-stop lub stop-klus-stop. Po kolejnych tygodniach byly zagalopowania (kilka foulee) i ponownie sekwencje:step-klus-zagalopownie-klus-step, czy step-zagalopowanie-step i oczywiscie najwazniejsze stop-zagalopowanie-stop. Dopiero jak bez bledu wykonywalismy ostatni element pojechalam pierwszy raz w teren (miedzy drzewa ;-) z zastepem. Sokrates prowadzil zastep, jechalismy kilka nawrotów kłusa i galopu i ani razu nie mialam klopotu z zatrzymaniem, ruszeniem czy kontrolą - po prostu piekne uczucie. Koń wrócił po ponad 3 miesiącach do pracy i w zasadzie jeździły na nim dzieci, również do lasu. Sokrates przestał ponosić i nie zagladał już między drzewa - ale należało zawsze zwracać uwagę na jeżdzących = nawet najlepsze wyniki mozna skopać niedbalstwem. Co do prowadzenia konia, polecam goraco prace z ziemi. Szczegolnie metody naturalne, np "polaczenie" wg M.Robertsa. Wystarczy mala, ogrodzona ujezdzalnia i linka - naprawde dziala. Siedem zabaw P.Parellego tez jest ok. Oczywiscie nie musisz miec kantarka sznurkowego itp. Kon to bystre zwierze, wystarczysz mu TY- patenty naturalne czy nie, nie sa potrzebne. Życzę miłej pracy i cierpliwości - a jeżeli wybierzesz prace w stępie nie zwracaj uwagi na reakcje znajomych: wiekszość "jeźdżców" uważa jazdę stepem przez godzinę za strate czasu, no coż - głupcy ;-) Pozdrawiam. -- RGDS NINA (STAJNIA DUBOWO)
Re: Zaszarpana klacz
Author: Anaa
Date: Tue, 02 May 2006 17:16
Date: Tue, 02 May 2006 17:16
61 lines
3883 bytes
3883 bytes
Nina wrote: > Patent na łeb i w drogę ;-) Hmm... lepsze opędzanie na lonży w kółko? Wybacz, zakładam, że koń coś potrafi mimo zaszarpania. Nikt tu nie napisał, że nie umie chodzić na lonży...;) > Niestety konie które reagują "alergicznie" na nacisk mogą nie załapać, że > "puści" jak spuszczą głowe - dodatkowe usztywnienie się konia w niczym nie > pomoże. ale zawsze można to sprawdzić. Kwestia wyczucia lonżującego. >>I myślę, że w późniejszym etapie można czasem wziąć konia na wypinacze - >>jako akceptację mocniejszego kontaktu... > Błąd - koń nie toleruje stałego i mocnego nacisku, a tu wypinacze - hmmm, > zreszta może to tylko moja filozofia - ale wypinacze i akceptacja wzajamnie > się wykluczają ;-) A ktoś napisał, że jak nie będzie tolerował? Że użyję Twojego stwierdzenia - błąd. Jak zacznie tolerować. Ciekawe dlaczego większość koni sportowych chodzi na lonży właśnie na wypinaczach zwykłych lub trójkątnych. I wierz mi, nie są to konie, które nie akceptują wędzidła. > Okazało się, że "odstawienie" go pod jednego jeźdżca na 3 miesiące i > regularna praca sprawiły "cuda". Gryźnienie usunełam , wiążac konika do > paśnika na czas prac higienicznych i siodłania - po jakim czasie tak bardzo > kojarzylo mu sie to z dobrym sianem, że wystarczyło podprowadzic go do > paśnika, by zrobić co sie chcialo bez ryzyka trafienia na zęby. Zdaje mi się, że zawsze lepiej dla konia kiedy jeździ na nim jedna osoba niż tabuny... Co do gryzienia - co w momencie kiedy nie będzie sianka w okolicy? Dla mnie - rozwiązanie dobre do czasu... > Jazda to inna bajka - przez pierwszy miesiąc jeździlam tylko stepem. I juz > tlumacze: koń ponosil, koń nie tolerował ręki ani nie umial pracować z > wędzidlem, kon kompletnie lekcewarzył wszystkie reakcje jeźdzca i mial w > głębokim poważniu to co tam sobie chcesz z nim zrobić. A do tego kon > wyraźnie nie znosił ludzi. Wiele koni niestety tak kończy, wiele jest zajeżdżanych *w 5 minut*, wiele krzywdzonych... A z tego co piszesz, to przez Ciebie dopiero został on prawidłowo zajeżdżony... bo wcześniej... cóż... > Życzę miłej pracy i cierpliwości - a jeżeli wybierzesz prace w stępie nie > zwracaj uwagi na reakcje znajomych: wiekszość "jeźdżców" uważa jazdę stepem > przez godzinę za strate czasu, no coż - głupcy ;-) Stęp jest matką i ojcem wszystkich chodów. Bez dobrego stępa nie będzie dobrego kłusa ani galopu... to wiadomo. Ale z drugiej strony - jeśli koń jest z gatunku spalających... to jak sobie wyobrażasz jeżdżenie przez miesiąc np. tylko stępem...? Po tym miesiącu to będzie bomba atomowa a nie koń... Marta
Re: Zaszarpana klacz
Author: Ewa
Date: Tue, 02 May 2006 17:49
Date: Tue, 02 May 2006 17:49
11 lines
1652 bytes
1652 bytes
"Ale z drugiej strony - jeśli koń jest z gatunku spalających... to
jak
sobie wyobrażasz jeżdżenie przez miesiąc np. tylko stępem...? Po
tym
miesiącu to będzie bomba atomowa a nie koń... "
Istnieje jeszcze dodatkowa praca na lonzy ( przed praca w siodle).
Ewa
Re: Zaszarpana klacz
Author: Nina
Date: Wed, 03 May 2006 05:14
Date: Wed, 03 May 2006 05:14
49 lines
3502 bytes
3502 bytes
Anno Domini 2006-05-02 19:16:49, z nakazu Anaa na wielkim forum alt.pl.konie, ogłoszono: Co do "opędzania na lonzy" ;-) Faktycznie nie robie tego od kilku lat - moze dlatego tak na wszelkie "lonzowe" patenty reaguje przesadnie. Szczerze powiedziawszy wole prace z koniem w malej ujezdzalni, najczesciej bez lonzy a tylko z linka - jak trzeba pobiegac wysylam konia pod sciane i wszystko ;-) Wiem ze prawidlowe lonzowanie to skupienie na koniu przez caly czas, ale wielu z moich uczniow najczesciej podpinalo linke i ganialo konia jednoczesnie przekrzykujac do siebie przepisy kulinarne czy cos - zlikwidowalam lonze i teraz musza pracowac 1:1 w pelnym skupieniu bo kon sam chodzil nie bedzie. > Co do wypinaczy - z gory sie pokajam - nie wiedzilam za czesto ich prawidlowego zastosowania, sama zastosowalam raz i wiecej nie bede. Mimo wszystkich zalet tego urzadzenia nie dochodzi do mnie jego wartosc jako "zamiennika" reki. No coz nikt nie jest doskonaly ;-) > Z sianem sprawa byla tymczasowa - Sokrates pod koniec calego "odczulania" stal spokojnie podczas wszyskich zabiegow w dowolnie wybranym miejscu bez wiazania (szczegolnie pomocne przy wieczornych wcierkach, kiedy przy pieknej pogodzie konie spedzaja noc na pastwisku ;-). W jego wypadku chodzilo o zaufanie do ludzi, a nie niechec do dotykania (jak np. u koni wrazliwych na laskotki) > Fakt wiele koni tak konczy - tam gdzie moglismy-jechalismy z paczka i pomogalismy np. zostajac na sezon, zeby konie mogly lekko dojsc do siebie. Niestety wszystko sie konczy, kazdy z nas osiadl, zalozyl rodzine niektorzy maja wlasne konie. Ale staramy sie pomagac (przez wykup lub proponujemy bezplatny trening konia/jezdzca w prawidlowych kontaktach kon-czlowiek) > Stęp jest matką i ojcem wszystkich chodów. Bez dobrego stępa nie będzie > dobrego kłusa ani galopu... to wiadomo. > Ale z drugiej strony - jeśli koń jest z gatunku spalających... to jak > sobie wyobrażasz jeżdżenie przez miesiąc np. tylko stępem...? Po tym > miesiącu to będzie bomba atomowa a nie koń... Mimo spalania istnieje tzw. zapotrzebowanie bytowe - ilosc poszy niezbedna do prawidlowego funkcjonowania organizmu konia w warunkach normalnych zwiekaszana o dawki odpowiednie do wysilku jaki towarzyszy wykonywanej przez konia pracy - wiec dawka jak do pracy stepem i nie ma bomby atowowej ani nawet granatu ;-) Pozdrawiam serdecznie i zycze milego dnia. (wczoraj spadl u mnie pierwszy deszcz od dwoch tygodni - nareszcze wszystko rosnie :-) -- RGDS NINA (STAJNIA DUBOWO)
Re: Zaszarpana klacz
Author: Ewa
Date: Wed, 03 May 2006 09:39
Date: Wed, 03 May 2006 09:39
27 lines
2204 bytes
2204 bytes
" Szczerze
powiedziawszy wole prace z koniem w malej ujezdzalni, najczesciej bez
lonzy"
Tez bym wolala, ale nie mam. Nie mam nawet ogrodzonego
miejsca do lonzowania ( nie mam nawet konia, pracuje dla kogos, kto nie
ma czasu sie zajmowac swoim "dobytkiem").
"Mimo spalania istnieje tzw. zapotrzebowanie bytowe - ilosc poszy
niezbedna
do prawidlowego funkcjonowania organizmu konia w warunkach normalnych
zwiekaszana o dawki odpowiednie do wysilku jaki towarzyszy wykonywanej
przez konia pracy - wiec dawka jak do pracy stepem i nie ma bomby
atowowej
ani nawet granatu ;-) "
Czasem jednak istnieja konie "bardzo energiczne" i mimo, ze
zostawi sie je nawet na samym sianie, przy zmniejszeniu ruchu, "roznosi
je". Taki typ. Szczegolnie, jesli nie masz pastwiska i jedynym ruchem
konia, jest ruch w reku, pod siodlem i na malenkim okulniczku.
Ewa
Re: Zaszarpana klacz
Author: julia.disterheft
Date: Wed, 03 May 2006 15:19
Date: Wed, 03 May 2006 15:19
31 lines
2643 bytes
2643 bytes
Poza wszystkim tym co napisaly me przedmowczynie ( nic dodac nic ujac - maja racje ) warto sprawdzic dwie bardzo wazne rzeczy: dopasowanie oglowia i wedzidla oraz stanu zebow. Poza tym ze kobyla ucieka przed kontaktem (wiadomo czemu) moze byc tak, ze ma za ostre lub nie prawidlowo wytarte krawedzie zebow i cos ja po prostu boli.. Jesli nie w tym, to cierpliwosc, dobry jezdziec i paraca na lonzy czynia cuda. Po jakis czasie powinno byc lepiej. Jesli juz bedzie, to jezdzic nalezy na kontakcie. Nie minimalnym, nie leciutkim tylko po prostu kontakcie. Ograniczanie uzycia wodzy do minimum to brak kontaktu. Czesto spotykam sie z ludzmi, ktorym sie wydaje, ze jazda na luznej wodzy (przez cala jazde, nie mowie o poczatkowym i koncowym stepie) to cos dobrego dla konia, bo wydaje im sie ze wtedy sie go nie szarpie. Moze to lepsze niz nieumiejetne dzialanie wodzami, dobrze jesli ktos zdaje sobie sprawe z tego ze ma niespokojna reke, ale nie tedy droga. Luzna, dyndajaca sie wodza jest dla konia czyms nieprzyjemnym i uciazliwym zwlaszcza w klusie i galopie. Skonsultuj to wszystko ze swoim instruktorem, powiniem umiec odpowiedziec na wszystkie Twoje pytania. To jest dosc typowy przypadek konia rekreacyjnego i fachowiec powiniem wiedziec co robic. Wiecie jak rozwiazal takie problemy moj znajomy, wlasciciel stajenki rekreacyjnej u ktorego kiedys pracowalam? Przerzucil wszystkie konie na oglowia bezwedzidlowe. Rewelacja. Wszystkie chodza jak zegarki a najwiekszy ponosiciel nie ponosi. Pozdrawiam. Julia. gg 2504207
Re: Zaszarpana klacz
Author: Tomator
Date: Sat, 06 May 2006 06:18
Date: Sat, 06 May 2006 06:18
24 lines
2200 bytes
2200 bytes
Użytkownik "Wojciech "Spook" Sura": > Witam! > > Ostatnio do naszej stadniny dołączyła (w "celach" rekreacyjnych) > dwunastoletnia gniada klacz, Czara. W tej chwili nie jeździ na niej dużo > osób, bowiem nie nadaje się ona jeszcze stricte do rekreacji - poprzedni > jej właściciel ważył podobno 100kg (klacz jest rasy najprawdopodobniej sp) > i strasznie wyszarpał ją za wodze, przed czym owa klacz się teraz > strasznie broni - każde silniejsze użycie wodzy powoduje, że podnosi głowę > do góry, przez co traci się nad nią kontrolę. Może po prostu jest to koń do rekreacji zbyt wrażliwy i nie nadaje się do tej roboty. Wiadomo, że szarpniąć i kopnięć w kontakcie z klientem raczej nie uniknie. Mógłby być koniem instruktorskim. Jeżeli nie akceptuje wędzidła, można spróbować z hakamore. To też nie jest kiełzno dla klientów, a dla doświadczonego ujeżdżacza. Pozwala zachować nad koniem kontrolę, nie urażając wnętrza jego pyska. Jeżeli drugi kłus jest nie do zniesienia, jeździj tylko pierwszym. Przynajmniej do czasu, aż poczujesz, że drugi też będzie dobry. Może być i tak, że kobyła ma problem z kręgosłupem, który doskwiera jej właśnie po zakłusowaniu czy zagalopowaniu. Nie wszystkie problemy muszą być softwareowe.
Re: Zaszarpana klacz
Author: Wojciech "Spook" Sura
Date: Sat, 13 May 2006 19:11
Date: Sat, 13 May 2006 19:11
45 lines
3929 bytes
3929 bytes
Trochę więcej newsów :) Jeżdzę sobie już na tej klaczy kilka razy i mam kilka spostrzeżeń. Po zerowe, to nie moja klacz, tylko stadniny :) Ja, z kolei, jestem za słabym jeźdźcem, by nad nią stricte pracować pod kierunkiem przygotowania do rekreacji - natomiast gdy sam na niej rekreacyjnie jeżdżę, staram się jakoś pomóc instruktorce, by klacz na tej mojej jeździe też trochę skorzystała :) Po pierwsze, Czara trochę się uspokoiła - reaguje o wiele łagodniej, i, gdy nie szarpie się za wodze faktycznie silnie, można nawiązać z nią jako taką współpracę. Ostatnimi czasy jeżdżę też na wypinaczach - daje to jakieś rezultaty, klacz już nie szarpie głową mocno do góry, gdy jeździ się bez nich. Po drugie - klacz "niestety" odzyskała kondycję, którą utraciła przez owego kolesia - niestety, bo jest równie nerwowa, co nasza inna klacz - Barcelona i są z nią niezłe numery po galopie. Dziś przejeżdżałem belkę po galopach - dopóki instruktorka nie kazała mi normalnie na niej anglezować, to za każdym razem klacz skakała i przechodziła w galop. Dziś galopowałem bardzo mało, po dwa, trzy kółka w obie strony i tyle. Na własne życzenie - jakoś wolę trochę - na miarę moich możliwości - popracować z klaczą w kłusie niż szaleć w galopie i dalej psuć konia. Nie tędy droga :) Po trzecie - co do tego, co sugerował Tomator - owszem, jest to możliwe, ale mało prawdopodobne. Wystarczy pojeździć na naszej Barcelonie - do czasu, gdy trochę się uspokoiła, po każdej jeździe, nawet z pojedynczym zagalopowaniem, wychodziła dokumentnie mokra - i to nie ze zmęczenia, tylko z nerwów. Czara jest bardzo podobna - po pierwszym galopie mocno ciągnie do przodu i trzeba ją jakoś uspokajać. Dziś - z braku pomysłów - zacząłem robić koła i wolty w kłusie i trochę pomogło. Wygląda więc na to, że to "po prostu" charakterek. Poza tym kilka innych newsów - dziś pierwszy raz usiadłem na jednego z siwków - dopiero zajeżdżanych 3-letnich wałachów. Stracha miałem niezłego - konik jakiś miech temu zrzucił instruktorkę i to tak, że przez pewien czas nie mogła jeździć, ale okazał się bardzo sympatyczny - chodził dosyć ładnie na łydki (choć trzeba było nimi dosyć pracować). Poza tym był bardzo grzeczny, żadnych numerów, żadnych szaleństw, nawet się nie spłoszył niczego ani raz (nawet "na siłę" :)) - moim zdaniem całkiem niezły materiał na dobrego konia rekreacyjnego (choć może jeszcze nie w tej chwili :)). Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić to piekielnie wybijający kłus, ale rekompensowany płynącym, bardzo wygodnym galopem. Dorzucił trochę jasnych odcieni do kolorów kolekcjonowanych na nogawce bryczesów - wiosna wszak :) Pozdrawiam -- Spook.
Thread Navigation
This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.
Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.
Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.
Back to All Threads