🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Thread View: alt.pl.fan.gopher
1 messages
1 total messages Started by Adam Wysocki Wed, 15 Jan 2003 18:22
Nagrody Darwina :-) (fwd)
#13549
Author: Adam Wysocki
Date: Wed, 15 Jan 2003 18:22
227 lines
15756 bytes
Oni wszyscy zginęli w sposób absolutnie bezsensowny, głupi, wręcz 
niewiarygodny. Swą śmiercią wyświadczyli jednak innym przysługę, usunęli 
bowiem swe "idiotyczne" geny z zasobu genetycznego ludzkości. Nie 
przekażą ich już potomstwu, zwiększając przez to wydatnie szansę homo 
sapiens na przeżycie. Za tę mimowolną zasługę przynajmniej niektóre 
ofiary własnej bezmyślności otrzymują pośmiertnie nagrodę imienia twórcy 
teorii ewolucji i doboru naturalnego, Karola Darwina. Laureatów niezbyt 
chwalebnego wyróżnienia wybierają co roku internauci na stronie Nagrody 
Darwina. Oni też proponują odpowiednich kandydatów. Ci, którzy 
spowodowali szczególnie niewiarygodny wypadek, lecz przeżyli, mogą 
liczyć na Zaszczytną Wzmiankę. Niektóre opowieści o głupich zgonach 
zostały zdemaskowane jako "legendy miejskie", swego rodzaju współczesne 
bajki z zazwyczaj makabryczną treścią, jednak większa część jest 
prawdziwa. Najbardziej znanym laureatem jest zapewne anonimowy 
instruktor z USA, który z takim zapałem wyjaśniał swym uczniom tajniki 
skoków spadochronowych, że kiedy sam rzucił się z samolotu w 
przestworza, dopiero w powietrzu zorientował się, że zapomniał 
najważniejszego - spadochronu. Nie zapomniał natomiast kamery wideo, 
która uwieczniła jego ostatni lot.

Do tragicznego końca prowadzą niekiedy szlachetne intencje. Doświadczyli 
tego dwaj niemieccy ekolodzy, którzy usiłowali oswobodzić świnie z 
wielkiej farmy pod Bonn, aby oszczędzić im okrutnej śmierci w rzeźni. 2 
tys. potężnych tuczników i macior przetoczyło się przez nagle otwartą 
bramę w pędzie ku wolności, tratując swych obrońców na śmierć.

Ale i Polacy nie są od macochy. Ze wszystkich "darwinowców" być może 
najbardziej wstrząsnął światem "polski rolnik Krystof Azninski", który w 
1995 r. w stanie upojenia alkoholowego uciął sobie głowę piłą 
łańcuchową, aby udowodnić równie podchmielonym kompanom, że jest twardym 
facetem. Podobno jeden z towarzyszy naszego macho powiedział potem: "To 
śmieszne. W młodości lubił nosić bieliznę swojej siostry, ale zmarł jak 
mężczyzna".

Także w 2002 r. nie zabrakło zgonów wywołujących najwyższe zdumienie. 
Prawdopodobnie

Nagrodę Darwina zdobędzie młodzieniec o imieniu Gerald

ze stanu Colorado, który przeniósł się na tamten świat w marcu 2002 r. 
Przydybany przez policję w skradzionym samochodzie postanowił uciekać 
pieszo i jednocześnie odstraszyć ścigających go funkcjonariuszy, 
strzelając na ślepo, przez ramię. W biegu oddał trzy strzały, czwartą 
kulę wpakował sobie prosto w głowę.

Wszystko wskazuje na to, że laureatem zostanie również pewien chwat z 
Chorwacji, który w styczniu piłą łańcuchową rozcinał ręczny granat, 
pragnął bowiem uczcić początek nowego roku i szukał w granacie prochu na 
fajerwerki. Poczynania te skończyły się efektownym "bum!" i w 
konsekwencji pogrzebem. Granaty ręczne odgrywają przy wielu głupich 
zgonach istotną rolę. Pewien niemiecki historyk amator postanowił 
przekonać się, jak zbudowana była ta broń Wehrmachtu. W tym celu 
umieścił obiekt badań w imadle i przecinał go piłą tarczową w nadziei, 
że uzyska dwie połówki i zobaczy przekrój. Czyż nie przewidział, że 
przeznaczeniem granatu ręcznego jest wybuch? Dwaj austriaccy patolodzy 
dokonujący sekcji zwłok stwierdzili, że z mózgu denata zostało niewiele. 
Nie jest pewne, czy miłośnik granatów urodził się tak odmóżdżony, czy 
też eksplozja zniszczyła organ przynajmniej teoretycznie przeznaczony do 
myślenia.

Zazwyczaj darwinowskie nagrody przypadają gamoniowatym kryminalistom, w 
2002 r. na Zaszczytną Wzmiankę zasłużył jednak pewien pakistański 
sędzia. Osobnik oskarżony o nielegalne posiadanie granatu ręcznego 
zaklinał się podczas procesu, że granat to tylko atrapa. Dociekliwy 
sędzia wyciągnął zawleczkę... Jak można przewidzieć, rozprawa zakończyła 
się z hukiem. Niefortunny prawnik odniósł liczne obrażenia, ale przeżył. 
Gdyby zginął, z pewnością otrzymałby "całego" Darwina. Prawdopodobnie 
nagroda ta przypadnie niejakiemu Danielowi z Pensylwanii, który w lutym 
2002 r. podążył wraz z kolegami na pole, by doskonalić swój strzelecki 
kunszt. Zamiast jednak wybrać jako cel kamienie czy butelki, dziarscy 
farmerzy prowadzili kanonadę do izolatorów podtrzymujących przewody 
wysokiego napięcia. Kiedy odstrzelili sześć izolatorów na dwóch słupach, 
przewód opadł na ziemię. Daniel, najwidoczniej lękając się, że sypiący 
iskrami drut wywoła pożar, chwycił go gołymi rękoma i tak oto, 
"świecąc", zakończył swe ziemskie troski. Po tym tragicznym wydarzeniu 
firma energetyczna Allegheny Power poradziła użytkownikom, aby nie 
strzelali do izolatorów.


Wielu laureatów Darwin Award zdobyło swe trofeum post mortem z powodu 
wypadków z bronią palną. Randall Lewis ze stanu Missouri zamierzał 
udowodnić swemu 12-letniemu synowi, że rewolwer jest mniej niebezpieczny 
od noża, gdyż broń można rozładować. Aby poprzeć swe słowa czynem,

przyłożył lufę do skroni i nacisnął spust.

W chwilę później już leżał na ziemi z kulą w (zapewne niewielkim) mózgu. 
Dlaczego nie sprawdził, czy bębenek rewolweru rzeczywiście jest pusty?

Co roku wśród kandydatów do nagrody pojawiają się naśladowcy Wilhelma 
Tella, a zwłaszcza ich ofiary. W marcu 49-letni Clarence Winebarger Jr. 
i jego rówieśnik Bernard Fritz z Dungannon (USA), opróżniwszy 
niezliczone puszki piwa, postanowili strzelać do siebie, tak aby kule 
dosłownie świstały koło uszu. Ich nastoletni synowie przyglądali się tej 
zabawie. Pierwszy strzelił Bernard. Jego buddie (koleś) padł na ziemię 
jak rażony gromem, okazało się jednak, że żartuje. Kiedy nacisnął spust 
Clarence Winebarger, przewrócił się Fritz i wszyscy ryknęli śmiechem, 
krzycząc: "Wstawaj, stary!". Ale Fritz powstanie dopiero na dźwięk trąb 
Sądu Ostatecznego, zaś niefortunnemu strzelcowi sędzia wlepił za 
nieumyślne zabójstwo dziesięć lat więzienia.

Niesamowita tragedia wydarzyła się natomiast w barze w podmoskiewskiej 
miejscowości Tomilino. Do lokalu wtargnął osobnik uzbrojony w pistolet. 
Ochroniarz wytrącił mu broń z ręki, tak że wylądowała na stoliku 
bilardowym. Pewien 19-letni bilardzista doszedł do wniosku, że najlepiej 
uczyni, jeśli poda ochroniarzowi broń na bilardowym kiju. Oczywiście 
wsunął kij w osłonę spustu. Zawieszony na spuście pistolet wypalił z 
zadziwiającą celnością. Ugodzony śmiertelnie kulą w pierś 19-latek runął 
na podłogę, zyskując nominację do nagrody imienia twórcy teorii 
ewolucji. Aresztowany właściciel broni tłumaczył się, że zamierzał oddać 
pistolet policji, przedtem jednak pragnął się napić w barze, aby nabrać 
odwagi.

Jednym z faworytów na darwinowskiego laureata 2002 jest 30-letni Joshua 
z Hawajów, który w marcu zakradł się pod osłoną nocy na farmę, pragnąc 
ukraść cenne drewno koa. Żwawo wdrapał się na drzewo i zaczął piłować 
gałęzie. Nie popełnił "klasycznego" błędu i nie odciął gałęzi, na której 
siedział, odpiłował wszakże potężny konar tuż nad sobą. Czy o prawach 
grawitacji nie uczono w jego szkole? Spadająca gałąź palnęła w głowę 
nieszczęsnego złodziejaszka. Joshuę znaleziono nad ranem - wciąż 
siedział na drzewie, siedem metrów nad ziemią, niemniej jednak był martwy.

Również na drzewie dopełnił się los konserwatora zieleni z brytyjskiej 
Northumbrii. Wszedł on na jodłę, pracowicie ścinając gałęzie, które na 
ziemi spalały się w małym ognisku. Jedna ze spadających gałęzi oparła 
się o pień, który szybko objęły płomienie. Pilarza znaleziono uwędzonego 
i nieżywego - wciąż w uprzęży bezpieczeństwa.

Niekiedy głupia śmierć spotyka nad ranem pechowca zawieszonego między 
snem a jawą. Znana jest sprawa Kena Charlesa Bargera, który o świcie z 
zamkniętymi oczyma sięgnął po słuchawkę dzwoniącego telefonu, chwycił 
jednak rewolwer Smith&Wesson, przyłożył do ucha i wystrzelił. W 2002 r. 
w zadziwiający sposób na łono Abrahama przeniosła się 18-letnia 
dziewczyna z Madrytu. Prawdopodobnie rozsierdził ją natarczywy dzwonek 
elektrycznego budzika, toteż

chwyciła kabel tego urządzenia w zęby, aby go przegryźć

i znów w spokoju pogrążyć się we śnie. Napięcie prądu w Hiszpanii wynosi 
230 V, nic dziwnego, że nastolatka pogrążyła się we śnie wiecznym.

Jak świadczy lista nominowanych, niebezpieczne mogą okazać się przygody 
na kolei. Pewien 46-letni Rumun zapewne oglądał w życiu wiele westernów 
z Indianami, którzy przykładają ucho do ziemi, aby usłyszeć odgłos kopyt 
zbliżających się rumaków. Ów pozbawiony wyobraźni obywatel przyłożył 
ucho do torów, pragnąc mieć pewność, że jego pociąg nadjeżdża. Nie 
wiadomo, czy miał kłopoty ze słuchem, czy też pociąg ekspresowy toczył 
się wyjątkowo cicho. W każdym razie kolejarze znaleźli na torach jego 
zwłoki ze zmasakrowaną czaszką.

Także samoloty mogą przewieźć nieroztropnych na drugi brzeg Styksu. W 
Montanie dwóch dziarskich myśliwych polowało z powietrza na kojoty. 
Łowca nie żałował amunicji i chociaż czmychającego w popłochu kojota nie 
ustrzelił, trafił za to w prawe skrzydło własnej maszyny. Kula wyszła z 
potężnej dubeltówki, zatem pilot musiał natychmiast lądować awaryjnie, 
jednak rozbił samolot. Obaj myśliwi zostali ranni, ale przeżyli, więc 
mają szansę tylko na Zaszczytną Wzmiankę. Ocalał także kojot.

Nie można tego natomiast powiedzieć o brazylijskim taksówkarzu z Rio de 
Janeiro, który mimo swych 64 lat z tak młodzieńczym wigorem manewrował 
autem pod lotniskiem Santos Dumont, że znalazł się tuż za dyszami 
silników gotowego do startu Boeinga 737. Gdy gorące gazy odrzutu 
uderzyły z mocą huraganu, taksówka przekoziołkowała 25 m w powietrzu i 
runęła na skały zatoki Guanabara. Kierowca, który nie zapiął pasów 
bezpieczeństwa, wypadł z pojazdu i doznał śmiertelnych obrażeń.

Jakże często od swych "głupich" genów wyzwalają ludzkość poszukujący za 
wszelką cenę dreszczyku emocji junacy. W brytyjskim Woolavington 
pogrzebem skończyła się impreza polegająca na wystrzeliwaniu chętnych z 
ponaddwunastometrowej katapulty zbudowanej na wzór średniowiecznych 
wojennych machin. Organizatorzy byli pewni, że skoro obliczyli moc 
urządzenia i ciężar każdego z uczestników, mają całkowitą pewność, gdzie 
należy rozpiąć sieć, na której miękko wylądują wystrzelone z machiny 
"pociski". Jako jedna z pierwszych pomknęła w powietrze dziewczyna, 
która wprawdzie trafiła w sieć zawieszoną na wysokości 10 m, ale zaraz z 
niej spadła i kilka panieńskich kostek pękło z trzaskiem. Ofiarę 
przewieziono do szpitala, lecz jej chłopak, 19-letni bułgarski student 
Kostadine Iliev Yankov, najwyraźniej obdarzony odwagą szaleńca, nie 
zrezygnował ze swych zamiarów. Skoro uczył się w sławnym Oksfordzie, 
powinien mieć odrobinę rozumu, tymczasem niefrasobliwie wykatapultował 
się w zaświaty. Ciało Yankova runęło na ziemię kilka metrów przed 
zbawczą siecią. Po tragedii policja skonfiskowała katapultę, budząc 
gniew tych wszystkich patentowanych osłów, którzy mimo śmierci kolegi 
też chcieli sobie polecieć.

Niekiedy kandydaci do Darwin Award przenoszą się do wieczności wśród 
mało przyjemnych zapachów. 49-letni Rodney z Arizony trafił do aresztu 
hrabstwa Mohave za wkroczenie na teren cudzej posiadłości. Czy chciał 
się zemścić, czy może od więziennego wiktu dostał bólów brzucha? W 
każdym razie zrobił kupę na podłodze celi i tak nieszczęśliwie 
przewrócił się na własnych ekskrementach, że uderzył głową o beton. Ze 
skutkiem śmiertelnym.

Niekiedy także urlop pozbawia resztek rozsądku. Pewien turysta pływający 
z żoną i dziećmi w upalny dzień łodzią motorową po kanadyjskim jeziorze 
Obonga zapragnął ochłodzić się w kąpieli, żwawo skoczył tedy za burtę. 
Czy zapomniał, biedaczyna, że nigdy nie nauczył się pływać? Nie założył 
kamizelki ratunkowej, nie nauczył żony, jak włączyć silnik, toteż 
nieszczęsna kobieta nie umiała wprawić w ruch łodzi, którą szybko 
odpychał wiatr. Nie wziął na pokład liny ani gwizdka alarmowego. Ludzie 
na brzegu nie rozumieli więc, dlaczego kobieta i dzieci na łodzi nagle 
machają do nich jak szaleni. Zanim nadeszła pomoc, urlopowicz kołatał 
już do bramy świętego Piotra. Być może, Niebieski Klucznik wysłał go do 
specjalnego sektora dla idiotów.

Nie trzeba wspominać, iż na Nagrodę Darwina przeogromne szanse mają 
tokujące samce. Czyż można bowiem logicznie rozumować w trakcie 
romantycznych zalotów? W czerwcu pewien 21-latek zabrał dziewczynę na 
pierwszą randkę nad malowniczy, ale niezwykle stromy wodospad Athabasca 
Falls (Kanada). Pragnąc popisać się przed wybranką, młodzieniec 
przeszedł za barierę bezpieczeństwa i jął wyczyniać różne akrobacje. 
Chwilę potem rozległo się donośne: "Aaa!!!!! Aaaaa!!!!!". Po zakochanym 
pozostał tylko plakat ze skierowaną do turystów prośbą władz o pomoc w 
odnalezieniu zwłok.

Każdego roku dziesiątki podobnych tragedii dowodzą, że ludzka 
bezmyślność nie ma granic i kandydatów do Nagrody Darwina nie zabraknie. 
Być może, pocieszający jest fakt, że wśród tych, którzy w idiotyczny 
sposób rozstają się z tym światem, kobiet jest bardzo niewiele. Jeszcze 
raz potwierdziło się, że panie są roztropniejsze i w ewolucyjnej skali 
mają więcej szans na przetrwanie.

-- 
Pozdrowienia z Warszawy * Adam `gophi' Wysocki * gophi@studio.tpi.pl
GG# 1234 * RLU# 265791 * ICQ# 173653642 * GSM# +48505439030 * CB# 33
Jesteś Gophim :) Jedynym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym (C) Muszek
Masz krok dresiarza, który chciałby komuś wpier*olić. ;) (C) zwiecha
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads