🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

2 total messages Started by lootec MKWOND fon lootec MKWOND ... Fri, 28 Jan 2000 19:49
radosna tfurczość
#8979
Author: lootec MKWOND fon lootec MKWOND ...
Date: Fri, 28 Jan 2000 19:49
275 lines
8082 bytes
oto próbka mojej radosnej twórczości
pisalem to bardzo długo, po napisaniu wiekszej połowy opuściło mnie
natchnienie na jakis rok,ale dzisiaj się zebrałem i w sumie trochę na siłę
ale skończyłem
poddaję ją jak myslę konstruktywnej krytyce ;-))

"Martwe dwójki"

I przemknęła po mej głowie
Myśl co zwartą ma budowę
Muszę tylko ją wyrazić
Odpowiednim dla niej słowem

Była dziewka niewysoka
Acz krępawa jakby trochę
Z pyska dobrze jej patrzało
A wołali za nią "Bochen"
Z takiej racji mianowicie
Że swe delikatne dłonie
Miała obie takie silne
Iż zabijać mogła konie

Postrach siała w okolicy
Strach napadał na ziomali
W tych momentach życia trudnych
Kiedy z "Bochnem" się witali
Czy mi przeżyć będzie dane
Czy też tylko kark połamie
Zastanawiał się niejeden
Ręce tej ściskając damie

A nasz Bochen choć znał famę
Rzadko ją wykorzystywał
Lecz pomimo tego faktu
Szczęścia w życiu nie przeżywał
Bo to ludzie to są tacy
Że człowieka wtedy znają
Kiedy jest on im potrzebny
I gdy ważną sprawę mają

Więc na przykład: jest sobota
Bochen w domu odpoczywa
Po  robocie całodziennej
Wtem telefon się odzywa
I głos do słuchawki rzecze
"Miła Bochnio mamy sprawę
Bo na disco przyszli obcy
Rozpierdolić trza zabawę"

Więc Bochenek szedł z uśmiechem
Łamał karki oraz nosy
A jak obcy mieli sprzęty
Wbijał obcym w plecy kosy
Niszczył też pojazdy wrogie
Traktorami nazywane
Bo to było jego hobby
W głębi duszy ukrywane

Raz pewnego ranka w lecie
Bochen w kuchni jadł kolację
Aż tu nagle w jego progi
Wchodzi facet z delegacji
Związku kobiet "Wielkie Dłonie"
I rozmawiać z nią zaczyna
Że na sucho się nie gada
Bochen proponuje klina

Pertraktacje długo trwały
Alkoholem zakrapiane
Bochen ciągle jeszcze trzeźwy
A delegat w sztok pijany
Więc do łóżka delegata
Trzeba byłoby  położyć
Nim to jednak Bochen zrobił
Zero siedem zdążył spożyć

Siódma rano słońce wstaje
Obydwoje mają kaca
I stwierdzają jednoznacznie:
Picie wódki nie popłaca
Jednak tylko tak możliwe
Jest dziś  załatwienie sprawy
Bochen kontrakt ma w kieszeni
Droga czeka go do sławy

Wszak w kontrakcie napisane
Że mieć Bochen ma pokazy
Jak stodołę łbem rozbija
I jak robi to trzy razy
A na deser z ceownika
Gdzieś trzysetki lub około
Będzie wiązał sobie krawat
Rozebrany do rosołu.

Pożegnanie było huczne
Cała wieś pijana chodzi
Nawet obcy też się cieszą
Już im Bochnia nie zaszkodzi
Będą bitwy wyrównane
I nikt sprzętu już nie zniszczy
Lecz to trzeba się upewnić
Co dokładnie w trawie piszczy.

A na drugim końcu świata
Tak dokładnie to w Angoli
Znaleziono wreszcie chłopa
Który Bochnię zadowoli.
Był to bowiem człek wielgachny.
I silniejszy niż trzy słonie.
Szyjami wiązał żyrafy
Kiedy musiał kogoś bronić.

Specjaliści z "Wielkich Dłoni"
Spisali się znakomicie
Bochen będzie miał mężczyznę
Co to o nim marzył skrycie
Wszak w kontrakcie napisane
Że chłop ma być znaleziony
Bo inaczej "Wielkie Dłonie"
 Rozlecą się w świata strony.

A jak mamy takich dwoje
Myślą sobie tak szefowie
To możemy zrobić duet
"Wielka Baba - Wielki Człowiek"
Będą walczyć przez 5 minut
Rzucać mięsem i gromami
A publiczność ich nagradzać
Ma gromkimi oklaskami.

W czyn wprowadzić  pomysł było
Łatwo i bezproblemowo
Pełne kina i teatry
I publiczność która zdrowo
Gardła darła niczym pościel
By dopingiem dodać siły
Kiedy widać było Bochni
Na jej skroni sine żyły

Bo i takie to momenty
Widz oglądać mógł na scenie
Jak murzynek wprost z Angoli
Chciał wyrazić podniecenie
Złapał więc za nogi Bochnię
I za głową jej położył
Potem zaczął Bochnię dusić
I jej w gardło nogę włożył

Bochnia jednak twarda baba
I nie będzie człek czarnawy
Psuł dobrego jej imienia
W imię forsy oraz sławy
Więc go chwyta za łeb czarny
Co to mózgu nie posiada
Swym uściskiem tak potężnym
Że mu z ucha miód wypada

A szefowie to spryciarze
Nowy numer obmyślili
Gdy w hotelu po koncercie
Ruską wódkę z gwinta pili
Choć co prawda ciężkostrawny
Jest to program dla człowieka
Panie będą w kątach szlochać
A panowie głośno bekać

Będzie na tym miał polegać
Bratobójczy pojedynek
Że smarkami trzeba będzie
Dużych pięć napełnić skrzynek
A do tego na dodatek
Czas będzie limitowany
Kto się zmieścić w nim nie zdoła
Ten zje to co wysmarkane

Kasę dużą od sponsorów
Za ten numer wysępili
Bochnia wraz do spółki z czarnym
Gdy szefowie grass palili
A że trening czyni mistrza
Nawet w smarkach drodzy moi
Czarny boi się już Bochni
Bochnia zaś się go nie boi

Dziś wieczorem pierwszy spektakl
W kasach nie ma już biletów
Murzyn zjadł na obiad strusia
No a Bochnia tysiąc kretów
By złagodzić trochę tremę
Która to jest niewskazana
Gdy się smarkać będzie dużo
Od wieczora aż do rana

Widowisko bowiem będzie
Bardzo długie, bowiem smarki
Nie powstają z tą szybkością
Z jaką zbiera się pieczarki
Więc w cierpliwość z konieczności
Trzeba zęby swe uzbroić,
Zażyć coś na pobudzenie
Lub się piwem ciągle poić

Już na scenie się zaczyna
Dramat w aktach trzech spisany
Bochnia wchodzi uśmiechnięta
A murzynek zasmarkany
To wzbudziło podejrzenia
Komentarze i opinie
Czy się czarny nie szprycował
Podglądając chude świnie

Szybko podjęto decyzję
O kontroli dopingowej
Krew pobrano mu z penisa
W niej szukano moczu sowy
Bowiem jest to środek silny
Choć trujący w większych dawkach
Powoduje katar w nosie
Oraz blizny na brodawkach

W takich to okolicznościach
Rozpoczęto pojedynek
Murzyn dobrze chciał rozpocząć
Ale pozbył się jedynek
Chciał przewagę zdobyć pierwszy
Zamach głową wziął ogromny
Zapierdolił łbem w podłogę
Po czym upadł nieprzytomny

Pierwszą pomoc udzieliła
Bochnia bo najbliżej stała
Przywróciła mu przytomność
Po czym nos swój wysmarkała
Tak trwał mecz ten aż do końca
Faule, bramki i potknięcia
I choć sędzia go zakończył
Wciąż brakuje rozstrzygnięcia

Ogłoszono więc dogrywkę
Lecz i ona nic dała
Nikt nie wygrał nikt nie przegrał
A publiczność nie wiedziała
Że to właśnie tym wynikiem
Niezależnie od pogody
Mecz ten właśnie miał się skończyć
Bo chodziło o dochody

I z biletów i z reklamy
I z transmisji tych na żywo
Kasę przynosiło także
Sprzedawane w hali piwo
W ten to sposób przemyślany
Oszukano ludzkie żądze
Rozwiązano "Wielkie Dłonie"
I zaczęto prać pieniądze

Gdzieś po roku od przekrętu
Bochnia wyszła za murzyna
I w trakcie poślubnej nocy
Zapragnęła powić syna
Więc się murzyn wziął do dzieła
Lśni spocona jego pyta
Tak powstała ta istota
Co tę bajkę teraz czyta

wszelakie podobieństwo jest zamierzone ;-)))


--
Marcin 'lootec' Ludwa
airshark@friko7.onet.pl
http://friko7.onet.pl/kr/airshark/index.html
"Od chwili gdy ich ślubna przywiozła kareta
Tadeusz miał myśl jedną - myśl ta to mineta"
                              A. Fredro
Odp: radosna tfurczość
#8980
Author: AssHoLE
Date: Sun, 30 Jan 2000 19:34
27 lines
1967 bytes
Użytkownik lootec MKWOND fon lootec MKWOND fon <adres@zwrotny.pl> w wiadom
ości do grup dyskusyjnych napisał:Fpmk4.16814$Hi2.382606@news.tpnet.pl...
> oto próbka mojej radosnej twórczości
> pisalem to bardzo długo, po napisaniu wiekszej połowy opuściło mnie
> natchnienie na jakis rok,ale dzisiaj się zebrałem i w sumie trochę na siłę
> ale skończyłem
> poddaję ją jak myslę konstruktywnej krytyce ;-))
[cut...]
> Więc Bochenek szedł z uśmiechem
> Łamał karki oraz nosy
> A jak obcy mieli sprzęty
> Wbijał obcym w plecy kosy
> Niszczył też pojazdy wrogie
> Traktorami nazywane
> Bo to było jego hobby
> W głębi duszy ukrywane

Uff .., przeczytalem Twoje wypociny i przyznam, że ca całkiem, całkuiem.
Najbardziej podobala mi sie powyższa zwrotka.
Pisz tak dalej, może kiedyś w Reformowanej Szkole Dupnej
bądą czytać Twoje wiersze :-)
--
~~~~~~~~~~~~~~~~
<> AssHoLE - Sernik <>
<>  uxi@kki.net.pl  <>
      " Brak cytatu "
~~~~~~~~~~~~~~~~
Thread Navigation

This is a paginated view of messages in the thread with full content displayed inline.

Messages are displayed in chronological order, with the original post highlighted in green.

Use pagination controls to navigate through all messages in large threads.

Back to All Threads