🚀 go-pugleaf

RetroBBS NetNews Server

Inspired by RockSolid Light RIP Retro Guy

Article View: alt.pl.audiofil
Article #117

Re: Witam grupe i male pytanko

#117
From: Jacek Pawlak
Date: Wed, 09 Jan 2002 10:37
684 lines
32901 bytes
A oto i on, ten artykul, znaczy sie. Milego czytania.
A propos moze ktos jednak pomoze z ESA Ostinato^2?????
j.

MAGAZYN nr 13 dodatek do Gazety Wyborczej nr 78, wydanie waw (Warszawa) z dnia
1999/04/02-1999/04/03, str. 64
Fot. PIOTR JANOWSKI

PIOTR LIPIŃSKI

PASJE

PRZYSZEDŁ DO MNIE BOSKI LUCIANO

Podobno nie jedzą kapusty, żeby lepiej słyszeć basy. Ponoć przed słuchaniem
muzyki zakładają wielkie kartonowe uszy.

Wielu mieszka w blokach, nie mają samochodów, nowe buty kupili trzy lata temu,
ale na wzmacniacz, odtwarzacz kompaktowy i kolumny wydali miliard starych
złotych. Złapali - jak pisze miesięcznik
ĄHi-Fi i MuzykaE - bakcyla jednej z najbardziej elitarnych chorób współczesnej
cywilizacji: audiofilii.

Żony nienawidzą kabli

Pokój jest dziwny.

Andrzej Zawada zasuwa podwójne drzwi. Na nich opiera materac. Na ścianach
wiszą metrowe rury ze styropianu. Tylko z tyłu pokoju coś normalnego - regał z
książkami. Pochłaniają dźwięk równie dobrze
jak materac i rury.

Zamożny audiofil kupuje specjalne maty tłumiące.

Audiofil uboższy wiesza na ścianach wytłoczki do jajek.

Wzmacniacz stoi na nóżkach ze szpikulcem - żeby przenosić jak najmniej drgań
od podłogi. Kilometr dalej może przecież przejeżdżać tramwaj.

Andrzej Zawada przekonał żonę, że skoro sam produkuje kolumny, słuchanie
muzyki to część jego pracy. I przerobił na pomieszczenie odsłuchowe
największy, dwudziestometrowy pokój w swoim M-3.
Żona przyzwyczaiła się nawet do grubych kabli, chociaż żony - jak podają
zachodnie pisma audiofilskie - kabli nienawidzą najbardziej.

Andrzej Zawada opowiada o audiofilach: - Audiofil to człowiek, który lubi
dobry dźwięk. To nie jest żaden komplement. Miłe dla niego mogłoby być również
słuchanie dobrze oddanego odgłosu
wiertarki elektrycznej.

Nikt jednak na płyty nie nagrywa wiertarek, więc audiofil zwykle słucha
muzyki. Andrzej Zawada sadza mnie w najlepszym miejscu między dwiema
gigantycznymi kolumnami. Przyciemnia światło. - Przy
jasnym muzyka brzmi gorzej - mówi. Wreszcie włącza płytę.

I nagle słyszę, że muzyka rozchodzi się po całym pokoju, ucieka od głośników.
Perkusja bębni gdzieś pod sufitem, fortepian dźwięczy na lewo pod kaloryferem.

Droga redakcjo, jak umeblować do basów?

Z listów do ĄHi-Fi i MuzykiE:

ĄJaki wpływ ma długość moich kabli na dynamikę dźwięku, której zaczyna mi
brakować?E

ĄChciałbym wymienić przedwzmacniacz - wstyd się przyznać, ale w obecnym po
części się gubię, a również nie wykorzystuję jego możliwościE.

ĄMam pokoik 12 m kw. Nie wiem, jak go umeblować, żeby głównie przestrzenność i
bas nie były słabe. Napiszcie, co o tym myślicieE.

ĄZłapałem bakcyla audiofilstwa przypadkowo. Chcąc kupić sobie dobry sprzęt,
zacząłem czytać >>literaturę fachową<< i... czytałem te gazetki prawie rok,
zanim dokonałem zakupu. Dlaczego? Po prostu
doszedłem do wniosku, że przeznaczone 5 tysięcy na zestaw to stanowczo za mało
i... wydałem w końcu ponad 10 tysięcy. Był to na pewno najlepszy zakup w
życiu. Nic nie sprawiło mi do tej pory takiej
przyjemności!E

Z odpowiedzi redakcji wynika, że basy mają głębokość i sprężystość, soprany
kolor, głębię i powietrzność, a całość powinna się charakteryzować
homogenicznością.

Niech to obrzydliwie wygląda

Kiedy rozmawiam z audiofilami, wydaje mi się czasem, że im wszystko jedno, czy
słuchają Beethovena, Milesa Davisa czy Deep Purple. Ważne, czy używają
końcówki mocy Marka Levinsona, kolumn
B&W Nautilus, kojarzących się ze ślimakiem, albo Avantgarde, przypominających
gigantyczną tubę dawnego patefonu. Ale audiofilią niewątpliwie zaraża się
podczas słuchania muzyki.

- Kiedy byłem dzieckiem, wziąłem na kolonie radio tranzystorowe, bo nie
wyobrażałem sobie tygodnia bez audycji kabaretowej Ą60 minut na godzinęE -
opowiada Olaf Szewczyk, recenzent muzyczny
ĄGazetyE. - I pewnej nocy w łóżku z mojego radia usłyszałem jazz. Grał Miles
Davis. To było olśnienie. Popłakałem się. Jeszcze w ogóle nie znałem się na
muzyce, nawet rocka zacząłem słuchać dopiero
później.

Marzyłem o coraz lepszym sprzęcie. Najlepszym, jak najwierniej odtwarzającym
instrumenty. Wyjeżdżałem na Zachód, zbierałem winogrona, malowałem domy. Nawet
budowałem komuś grill. Gdyby przez
ogłoszenie szukano chirurga, też bym się zgłosił.

Uskładałem pieniądze i poszedłem do Peweksu. Kupiłem Technicsa. Wówczas szczyt
marzeń.

Dziś wiem, że to był bardzo marny sprzęt. Wielu audiofilów do dziś nienawidzi
Technicsa za to, że wówczas zmonopolizował polski rynek słabym basem - mówi
Olaf Szewczyk.

Audiofil ma swoje przekonania: najlepiej nic japońskiego. Żadne tam Sony,
Technics czy jakiś Pioneer. Japończycy mogą robić dobre samochody i małe
wieże. Wielu audiofilów nie jeździ samochodem, a
wszyscy gardzą małą wieżą, dobrą do disco polo. Początkujący audiofil uważa,
że musi kupić wzmacniacz europejski, najlepiej z Wysp, angielski.

- Kilka lat temu w Polsce pojawiły się pierwsze pisma audiofilskie - wspomina
Olaf Szewczyk. - Czytałem wszystkie. Po roku mogłem już dyskutować, który
wzmacniacz gra naturalniej, a który ma więcej
wysokich tonów. Teoretycznie, oczywiście, bo dobrego sprzętu mogłem posłuchać
tylko przez chwilkę w sklepie.

Audiofil uważa: najważniejsze, żeby było jak najmniej pokręteł i świecidełek.
Po co regulować basy i soprany? Przecież już inżynier dźwięku, nagrywając
płytę, ustawił je najlepiej. Ascetyczny wzmacniacz
powinien składać się najwyżej z trzech pokręteł. Potrzebny jest włącznik,
najlepiej z tyłu obudowy, żeby nie kusił do wyłączania, kiedy sprzęt nie gra:
dla dobrego brzmienia wzmacniacz powinien cały czas
ĄwygrzewaćE się pod napięciem. Może być pokrętło, żeby wybrać między
kompaktem, magnetofonem albo radiem. Ale jaki audiofil słucha radia albo - co
nie daj Boże - magnetofonu? Przyda się pokrętło
do regulacji głośności, którego na razie nikt nie kwestionuje. Może poza
sąsiadami audiofila. Audiofil kocha brzydotę. Wzmacniacz może przypominać
szare pudełko najeżone odstającymi blachami. To
znak, że dla producenta ważne jest tylko brzmienie, a nie wygląd.

I jeszcze jedna tajemnica: wzmacniacz powinien być lampowy, a nie
tranzystorowy. Nowoczesna technika pogarsza brzmienie. Lampy powinny być takie
jak w powojennych radioodbiornikach, na które
rodzice albo dziadkowie dostawali kupony za odbudowę Warszawy. Lampy dają
ciepło.

- Niektórzy używają wzmacniaczy tranzystorowych do słuchania muzyki rockowej -
opowiada Olaf Szewczyk - a lampowych do jazzu. Lampowce są zwykle potwornie
drogie i lampy z czasem wypalają
się. Słuchając takiego wzmacniacza, audiofil rozpacza, że rok temu, miesiąc,
jeszcze wczoraj, wzmacniacz brzmiał lepiej.

Kilka miesięcy temu Olaf Szewczyk spełnił swoje marzenia - kupił tranzystorowy
wzmacniacz Creeka, który pismo ĄStereophileE uznało za najlepszy w klasie do
tysiąca dolarów. A w Polsce kosztuje
tylko 1,7 tys. zł.

- Kupiłem też nowy kompakt Creeka i kolumny ESA - opowiada. - Emocje opadły.
Już wiem, że w najbliższych latach na nic lepszego mnie nie będzie stać.

Ostatnio, okazyjnie za trzysta złotych, kupił w hurtowni 40 kilogramów śrutu.

- Dociążę kolumny - tłumaczy Szewczyk. - Lepiej zagrają.

Głód narkotyczny

Marek Kowalski, profesor matematyki, zapadł na audiofilię w Salt Lake City. -
Wykładałem w USA, koledzy siłą zaciągnęli mnie do sklepu muzycznego -
opowiada. - Słuchałem dużo muzyki, ale nie
przywiązywałem wagi do sprzętu. To, co usłyszałem w sklepie, to był fenomen.
Puszczano jazz, chyba Milesa Davisa. I nagle usłyszałem scenę. Jakbym był w
sali koncertowej.

Kiedy ktoś posłucha, jak dobrze potrafi brzmieć sprzęt, dostaje głodu
narkotycznego, chce więcej, więcej, więcej. Problemem wówczas stają się
pieniądze - mało kogo stać na szczyt. Audiofil zawsze
pozostaje niezaspokojony.

Aby zbliżyć się do swoich marzeń, założył spółkę Artis-Audio, która ze Stanów
i z Norwegii sprowadza sprzęt grający. Zaobserwował: - W Polsce trudno
sprzedać kolumny, których cena przekracza 6 tys.
zł, albo wzmacniacz przekraczający 4 tys. zł. Polak, kiedy ma pieniądze,
najpierw kupuje samochód, dom, meble. Jak ktoś ma 100 tys. dolarów, to
zainwestuje w dom, a nie w kolumny Wilson Audio
Modulator Monitor, które mógłbym mu sprowadzić za te pieniądze.

Utopia za dwa miliardy para

Szczyt audiofilii to sprzęt nazywany high-end.

Ceny też są highendowe.

- W kwietniu opublikujemy test kolumn Sonus Faber Amati za 55 tys. zł -
opowiada Andrzej Kisiel, redaktor naczelny miesięcznika ĄAudioE. - Można je
porównać do eleganckich samochodów. Nie tylko
pięknie brzmią, ale też imponująco wyglądają, jak wspaniały mebel w pokoju.
Kolumny Sonus Faber trafiły już do muzeum lutnictwa.

W Polsce można kupić samochody tylko 27 marek. A sprzęt muzyczny - 209
producentów z całego świata. Można już zamówić nawet highendowe kolumny JMlab
Utopia za stare dwa miliardy. Albo
monobloki Marka Levinsona do wzmacniania dźwięku za półtora miliarda.

Wśród kolumn high-end miesięcznik ĄAudioE do Ąbliskich doskonałościE zaliczył
ESA Continuumť. Napisał o nich: ĄWspaniałe nasycenie i uporządkowanie wysokich
częstotliwości. Bogate barwy
środka, bas szybki i dobrze rozciągnięty. Bardzo solidna obudowaE.

Kosztują zaledwie 7,9 tys. zł. Wyprodukowano je w niewielkiej polskiej firmie.

Muzykowi wystarcza namiastka dźwięku

Współwłaścicielem firmy ESA jest Andrzej Zawada, u którego pod kaloryferem
usłyszałem fortepian. - Jak pan przyniesie nam oparcie od krzesła, to
postaramy się nawet dobrać zbliżoną okleinę - mówi
Andrzej Zawada. - Nasze kolumny brzmią neutralnie: nie dodają basów, sopranów.
Audiofil odbiera muzykę jak na koncercie. Inna sprawa, że w filharmonii będzie
słyszał inaczej na balkonie, a inaczej pod
balkonem.

Firma działa od 1991 r. Kolumny kosztują od 2,5 tys. do 17 tys. złotych. -
Gdyby wyprodukowano je na Zachodzie, doszłyby cła, marże - mówi Andrzej
Zawada. - Byłyby więc droższe. Ale z drugiej strony
produkowano by je wielkoseryjnie, co obniża koszty, a my pracujemy jak w
manufakturze.

ESA sprzedaje tylko kilkadziesiąt kolumn rocznie.

- Żyć się z tego nie da, utrzymuję się poza tym z poligrafii - opowiada
Andrzej Zawada, który był już wykładowcą statystyki na Akademii Rolniczej i
reprezentantem Polski w brydżu.

- W młodości grałem na gitarze - wspomina. - Słuch miałem jednak dobry, a
gitarę słabą, naciągi łatwo puszczały. Stroiłem ją godzinę, jak kończyłem z
ostatnią struną, to pierwsza już się rozstrajała.

Audiofilami bardzo rzadko bywają sami muzycy. - Oni mają większą wyobraźnię,
wystarczy im namiastka dźwięku, żeby sobie resztę dosłyszeć - uważa Andrzej
Zawada. - Mogą słuchać z trzeciego
pokoju jakichś strzępów i czuć się z tym dobrze. Johannes Brahms mówił, że nie
musi iść na żaden koncert, wystarczy mu przeczytanie partytury. Sam sobie
Ąwewnętrznym uchemE zbuduje muzykę.

Gomułka i Gryphon

- Stać mnie na chleb i kompakt Audio Note [bardzo drogi - przyp. P.L.] -
żartuje Tomasz Radziwonowicz, skrzypek, twórca zespołu I Solisti di Varsavia,
który w tym roku dostał nominację do Fryderyka. -
Sąsiedzi już przyzwyczaili się do muzyki. Kiedyś bywało, że ja ćwiczyłem na
skrzypcach, brat na fortepianie, a jeszcze ojciec dawał lekcje pianina.

- Niedawno poszedłem do kamieniarza na Powązki i zamówiłem dwie granitowe
płyty - opowiada. - Patrzył podejrzliwie. Podłożyłem je pod kolumny, są teraz
stabilniejsze. Ale oczywiście najbardziej
poprawiłem brzmienie, gdy kupiłem kompakt Audio Note. Cóż to za przeżycie! Na
płycie z orkiestrą bostońską usłyszałem zmiany artykulacyjne. Gra skaczącym
smyczkiem, każda nuta jest oderwana! Na
poprzednim odtwarzaczu słyszałem tylko, że wszystko pięknie brzmi. A znowu na
płycie Quincy Jonesa usłyszałem, jak przez chwilę dźwięk afrykańskiego bębenka
nagle przechodzi z prawa na lewo. W
arii Chrystusa wcześniej słyszałem brud. I wreszcie okazało się, że to ma
sens. Bo ten brud to jest mgiełka, poświata. Niesamowite!

Teraz myślę, jak by się brzmienie jeszcze poprawiło, gdybym do odtwarzacza
dokupił wzmacniacz nie za 2 tys., ale za 12 tys. zł. Wadia albo Gryphon. Ale
też myślę sobie, czy w tym pokoju, to jest późny
Gomułka, czy w nim Gryphon zabrzmi?

Legenda o trzech płytach

Nigdy go nie spotkałem, ale wśród audiofilów krążą o nim legendy, jak o
rycerzach Okrągłego Stołu.

Ponoć gdzieś w Polsce mieszka człowiek, który kupił kilkanaście potwornie
drogich kolumn B&W tylko po to, aby po miesiącach odsłuchów wybrać dwie, które
mu najbardziej odpowiadają. Resztę
wyniósł do piwnicy. Używa dwóch wzmacniaczy. Do rocka - tranzystorowego, do
jazzu - lampowego.

Słucha tylko trzech płyt. Żadnych innych nie wydano wystarczająco starannie,
aby mógł ich słuchać z przyjemnością.

Ale jakie to płyty? I kim jest ten człowiek? Tego nie wiedzą nawet najstarsi
audiofile.

Trzeba nóżkę oczyścić

- Świat się staje coraz bardziej korozyjny - mówi Andrzej Waseńczuk z
Instytutu Tele- i Radiotechniki. Z korozją walczy topnikami do lutowania,
które produkuje w Instytucie. - Najszybciej korodują
nóżki do rezystorów, zanim jeszcze ktoś zdąży je gdzieś wlutować - tłumaczy. -
W ostatniej chwili trzeba nóżkę oczyścić - i do tego właśnie służą topniki.

Topniki jednak były daleko od człowieka, więc nie dawały satysfakcji.

- Trafiały do suszarek, ale żadna pani nie wiedziała o naszym Instytucie.
Chciałem robić coś bliżej ludzi.

W tym mniej więcej czasie odkrył wzmacniacz Strussa, który pismo ĄHi-Fi i
MuzykaE uznało w 1997 r. za wzmacniacz roku.

- Pierwszy wzmacniacz zrobiłem sobie dwadzieścia lat temu - opowiada Zdzisław
Hrynkiewicz-Struss, konstruktor. - Skopiowałem wówczas Telefunkena.

Za Gierka, kiedy w Polskiej Akademii Nauk zajmował się obróbką małosygnałową,
wpisywał zachodnie części do zamówień - i budował kolejne wzmacniacze.

- Czternaście lat temu wypożyczyłem z ambasady szwedzkiej znakomity wzmacniacz
i zaprezentowałem klientowi na zmianę z moim - wspomina. - Wybrał mój.
Zapłacił tyle, że wystarczyło mi na rocznego
fiata 125p. I jeszcze zostało na zrobienie prawa jazdy.

W tym czasie Andrzej Waseńczuk kupił dobry zachodni wzmacniacz. - Zapłaciłem
za niego swoją roczną pensję. Ostatnio sprzedałem go za ćwierć średniej
krajowej.

Waseńczuk wciąż szukał najlepszego wzmacniacza.

- Najlepiej słyszą dzieci - mówi. - Potem traci się słuch, zwłaszcza do
wysokich tonów. Mam już prawie pięćdziesiątkę, we wzmacniaczach często
podkręcałem wysokie tony. Dziecko wchodziło do pokoju i
mówiło: ĄTatusiu, ja ci je ściszę, bo mi w uszach gwiżdżeE. A kiedy odkryłem
wzmacniacz Strussa, już nie musiałem niczego regulować, tak dobrze brzmi. To
jest wzmacniacz, który nie przeszkadza w
słuchaniu. Na przykład basami nie robi rocka z muzyki poważnej.

Andrzej Waseńczuk siedem lat uczył się grać na fortepianie i chodził z
nauczycielką na koncerty. Zdzisław Hrynkiewicz-Struss nigdy nie grał.

- Nawet niczego zanucić nie potrafię - mówi.

Dziś wspólnie produkują Strussa.

Andrzej Waseńczuk opowiada o swojej chorobie: - Może nie zostałbym audiofilem,
gdybym miał dość czasu, żeby włóczyć się po koncertach.

Zdzisław Hrynkiewicz-Struss dodaje: - Moje marzenie to przenieść koncert
Stonesów do domu. To nierealne. Ale tego właśnie pragnę.

Zakaz wjazdu Sary K.

Z prasy audiofilskiej: ĄBardzo trudne dla kolumn jest ósme preludium fis-moll
Fryderyka Chopina (twarde, nieco agresywne dźwięki wyższych oktawE. (ĄAudioE)

ĄRozsmakowany w ciszy Zimerman i narwana Argerich byliby zapewne zadowoleni z
tego, jak ich kreacje oddały kolumny ThieleE. (ĄHi-Fi i MuzykaE)

ĄAudioE o kolumnach Triangle Zays: ĄW >>Balladach<< F. Chopina ogólna
równowaga dźwięku była przesunięta w stronę niższych częstotliwościE.

ĄSat-Audio-VideoE o wzmacniaczu Densen DM-10: ĄŚrednica całościowo ciepła, o
bogatej palecie barw, lekko wycofana. W górnym podzakresie tonów średnich
zauważalne przebarwienie, zwłaszcza w
połączeniu z jasno, otwarcie brzmiącymi zestawami głośnikowymi. Na niektórych
słabszych nagraniach może to nadawać brzmieniu swoistej niepożądanej
analityczności, tranzystorowego posmakuE.

- Wiadomo przynajmniej, że nasze pismo czytają ludzie zainteresowani
audiofilstwem, a nie na przykład elektroniką - mówi Andrzej Kisiel, redaktor
naczelny miesięcznika ĄAudioE. - Elektronicy nie
zrozumieliby tego specyficznego języka. Na podstawie nakładu można więc
szacować, że w Polsce na audiofilię zapadło kilkadziesiąt tysięcy osób.

Opowiadają nawet dowcipy, które tylko oni rozumieją. ĄHi-Fi i MuzykaE:

ĄCzy ma pan jakieś płyty audiofilskie? - zwrócił się kiedyś pewien młody
człowiek do doświadczonego subiekta w salonie oferującym wyrafinowany sprzęt
audio.

- Owszem, płyty Mobile Fidelity, Telarc, Reference Recordings i Chesky
Records.

Na to młody człowiek:

- Za czeskie audiofile dziękuję panuE.

Wyjaśnienie: Chesky Records to słynna audiofilska wytwórnia amerykańska,
której nazwa pochodzi od nazwiska właścicieli, Normana i Davida Chesky. Płyta
audiofilska to nagranie dokonane ze
szczególną dbałością o jakość, tłoczone niekiedy na złotym podkładzie. Rzadko
zawiera nagrania najsłynniejszych wykonawców, za to znakomicie nadaje się do
testowania zalet sprzętu audiofilskiego.
Kiedyś audiofile szczególnie upodobali sobie płyty wokalistki Sary K. Zmęczeni
producenci sprzętu na wystawach stawiali przed swoimi pokojami znaki: zakaz
wjazdu Sary K.

Kiper od przewodu

Marek Strojkiewicz sadza mnie w swoim fotelu. Chodzi w reklamowej koszulce
Rotel, jednej z nielicznych japońskich firm szanowanych przez audiofilów. Nosi
zegarek Scan-speaka, najsłynniejszej w
świecie duńskiej firmy wytwarzającej głośniki.

- Żeby dobrze słyszeć, musi pan siedzieć w takiej samej odległości między
obiema kolumnami - tłumaczy. - To podstawowa zasada audiofila.

Marek Strojkiewicz używa jedynego w swoim rodzaju wzmacniacza cyfrowego TacT
Millenium. Do tego odtwarzacz kompaktowy Sonic Frontiers i wysokie na półtora
metra kolumny. Całość - blisko
miliard starych złotych. Na ścianach wiszą oczywiście gąbki tłumiące dźwięk.
Nieźle też tłumi stojący w kącie pokoju dwumetrowy Alf z serialu
telewizyjnego. Alf stoi jednak głównie ze względu na
dziecko, o które niedawno powiększyła się rodzina. Z tego też powodu prawą
kolumnę zasłania dziecięce łóżeczko.

- Nie szkodzi, zakrywa tylko głośniki basowe, a bas może się rozchodzić w
dowolnym kierunku.

Zaczynamy audiofilski eksperyment. Markowi Strojkiewiczowi oprócz dziecka
niedawno przybył też nowy kabel, łączący kompakt ze wzmacniaczem.

Dwukrotnie słucham Dire Straits. Marek Strojkiewicz tymczasem wymienia kable.
I choć wydaje się to niewiarygodne, mam wrażenie, że słyszę różnicę w głosie
wokalisty, chociaż nie potrafię jej nazwać.

- Proszę się nie martwić, to jak z kiperem - pociesza Marek Strojkiewcz. -
Zwykle człowiek potrafi odczuć różnice między winami, ale nie potrafi nazwać,
co się zmieniło w bukiecie, a tym bardziej ocenić,
które wino jest lepsze i dlaczego. Na tym drugim kablu muzyka wydaje się
bardziej zaokrąglona. Nic dziwnego - pierwszy kosztował 500 złotych, a drugi
1,5 tys. zł - wyjaśnia Marek Strojkiewicz.

Nie przyznałem się - bardziej podobała mi się muzyka z pierwszego kabla.

Nie pozbawione agresji, gładkie i nasycone

Pismo ĄHi-Fi i MuzykaE, bukiety brzmień kabli, rocznik 1998:

Tara Labs Prism Klara, 13 złotych za metr - ĄCzystość i łagodność nie
pozbawiona jednak agresji w stosownych momentachE.

Gronenberg Quattro Referenz, 120 zł za metr - ĄTrudny do właściwej aplikacji.
Raz brzmienie ostre i stłumione, innym razem - gładkie i nasyconeE.

Transparent Audio Wave Super, 895 za metr - ĄTam gdzie zaczyna się magiaE.

Na szczycie: Silitech LS 120G3, 1650 za metr - ĄPrawie zupełny brak własnego
brzmienia, wymagający dla systemuE.

Kabla łączącego kolumny ze wzmacniaczem potrzeba przynajmniej trzy metry.

Trzeba jeszcze kupić przewód łączący kompakt ze wzmacniaczem. Wystarczy tylko
pół metra. Silitech FTM 4 Sg za te pół metra kosztuje 4500 złotych.

Kable to drażliwy temat dla audiofilów - jeden z nich jedynie anonimowo zgadza
się wyrazić swoją szczerą opinię:

- Bywają tanie i astronomicznie drogie, choć często robi je jedna firma i
konfekcjonuje pod różnymi markami. Ale rzeczywiście mogą mieć spore,
niewytłumaczalne nawet dla ich twórców własności.
Inżynier powie, że jak się kabel podłączy odwrotnie, to musi zagrać tak samo.
A to nieprawda. Z jednej strony może mieć ukryty pod osłoną dławik. Ale tych
różnic nie można demonizować. Jak ktoś kupi
sprzęt za dwieście milionów starych złotych, to źle się poczuje, podłączając
go cienkim sznurem od lampki. Lepiej wygląda kabel gruby na palec. Kiedyś
Anglicy mieli hopla na punkcie różnych dodatków.
Kupowali maleńkie kolumny po 100 funtów, a do nich podstawki za 150 funtów. I
dysputowali, która podstawka bardziej poprawiła brzmienie.

ĄCzy pijesz wodę prosto z kranu? - pyta reklamująca się w pismach
audiofilskich firma Helion, która produkuje urządzenia czyszczące prąd. -
Wiadomo, że zwykła >>kranówa<< ma przeważnie wiele
zanieczyszczeń, a więc jest szkodliwa dla zdrowia. Dla sprzętu elektronicznego
tak samo niezdrowe są brudy, jakie znajdują się w sieci elektrycznej. Zasilane
takim prądem urządzenia nie tylko grają gorzej,
lecz także grozi im uszkodzenie i szybsze zużycieE.

Białe kule

Marek Zieliński handluje z żoną używaną odzieżą. Jest audiofilem zaleczonym.

- Dawniej samochody z gaźnikami jeździły lepiej niż dziś te z wtrys-kiem -
uważa. - Płyta analogowa też brzmiała lepiej niż cyfrowy kompakt. Komputery są
dobre do księgowości.

W latach 80. pracował w ośrodku obliczeniowym i handlował płytami na
Wolumenie. Kupował coraz lepszy sprzęt. - Teraz wiem, że jak w sklepie coś
cudnie gra, piękna góra i perlisty środek, to po
miesiącu takiego sprzętu nie da się słuchać. Bo on jest sztucznie zrobiony,
żeby klient od razu złapał haczyk.

Postanowił, że już nigdy nie kupi kolumny za kilka tysięcy dolarów.

Wytoczył tanio dwie białe, półmetrowe kule z drewna. Do środka włożył
głośniki. Mówi: - Nie brzmią doskonale, bo wszystko rozczarowuje i nie ma
ideału, ale jest chociaż niedrogo.

Samotność na szczycie

Robert Góralczyk ma 42 lata. Całe życie marzył o motorze. Pierwszy kupił sobie
na czterdzieste urodziny. Harleya oczywiście. Zawsze chciał grać na perkusji -
zaczął rok temu.

- Spełniam swoje dziecięce marzenia - wyznaje. Niedawno kupił sportowy
samochód: ferrari. A w swojej willi urządził studio do słuchania muzyki.

Miał już 8 magnetofonów, 20 wzmacniaczy, 24 kompakty, ponad 40 par kolumn.

Zaczynał od gramofonu Bambino.

- Moja mama była śpiewaczką operową, ale ja nigdy nie interesowałem się taką
muzyką. Na Bambino słuchałem rocka.

Kiedy w 1980 r. skończył politechnikę, zaproponowano mu na stażu 2,6 tys. zł.
- A robotnik zarabiał wówczas 4,5 tys. zł - wspomina. - Zacząłem układać
ludziom glazurę. Wtedy, za komuny, kupowałem
już zachodni, tzw. sprzęt budżetowy: JVC, Yamahę, Pioneera.

Potem zaczął produkować żaluzje. Teraz jest właścicielem fabryki okien z PCW i
nie wierzy, że dobrze może zagrać sprzęt za mniej niż stare pół miliarda.

Prowadzi mnie do swojego studia - w czterdziestometrowej sali stoją niebieskie
fotele i kanapka na podwyższeniu. Na wprost - olbrzymi kinowy ekran. Większość
instalacji ukryto za granatową tkaniną
pokrywającą wszystkie ściany. Kiedy je odsłania, okazuje się, że pokój jest
znacznie większy. Między tkaniną a ścianą kryją się walce pochłaniające i
odbijające dźwięk, tekturki, maty, gąbki.

Studio kosztowało około 100 tysięcy dolarów.

- Nie znam żadnego innego audiofila-biznesmena. Gigantyczne pieniądze na
sprzęt wydają zwykle ludzie, których na to nie stać. A ci, których stać,
kupują jakieś bezsensowne miniwieże. Słyszałem też o
takich, którzy zamawiają z katalogu najdroższe pozycje. A potem wśród marmurów
w salonie to gra tak, że można zwymiotować.

Robert Góralczyk też zamierzał postawić swój sprzęt w salonie. Ale salon jest
reprezentacyjny, nie można go zeszpecić matami tłumiącymi. Audiofil zaś, nawet
biznesmen, nie zniesie żadnego kompromisu.

Używa kompaktu i końcówki mocy Marka Levinsona - sprzętu uznawanego w
high-endzie za szczyt doskonałości.

Włącza płytę i nagle staje przede mną Miles Davis, a obok Chick Corea.
Zapominam, że dźwięk wydobywa się z kolumn.

- Zaraz puszczę panu fragment z ĄTitanicaE, ale najpierw muszę przestawić
zwrotnicę.

Zwrotnica to część kolumny - Robert Góralczyk przestawia ją tylko do tej
jednej płyty, z kilku tysięcy, które zgromadził w swojej kolekcji.

- ĄTitanicaE nagrano okropnie - uważa. - Tak, żeby dobrze brzmiał na tanim
sprzęcie.

Po zmianie zwrotnicy ĄTitanicE odpływa i tonie, a do studia wchodzi Celine
Dion.

- Tygodniowo słucham w tym studiu z dziesięć godzin. Siedzę tam, gdzie pan, bo
tylko jedno miejsce jest najlepsze do odsłuchu. Nawet papierosów wtedy nie
palę.

- Skoro dobre jest tylko jedno miejsce, audiofile muszą być samotnikami? -
pytam.

- Ktoś czasem wpadnie, można pogadać, porównamy nasze kable, ale rzeczywiście
nie da się posłuchać razem.

- Czy zdarzają się ludzie, na których muzyka w tym studiu nie robi wrażenia?

- Tak, moja żona.

Głos boskiego Luciano

Adam Mokrzycki w styczniowym numerze ĄAudioE opisał swoje doświadczenia z
zestawem Sonic Frontiers. Słuchając Pavarottiego, zanotował: ĄGłos boskiego
Luciano był tak realistyczny i namacalny,
że poczułem się w pewnym momencie odrobinę zdeprymowany tak niecodzienną
bliskością artysty...E

Nazwiska niektórych bohaterów, w celu ustrzeżenia ich przed amatorami cudzej
własności, zostały zmienione

[podpisy pod foto]

Pokój odsłuchowy Andrzeja Zawady

Na sąsiedniej stronie: Sklep Artis audio w Warszawie, mekka audiofilów

MAGAZYN nr 44 dodatek do Gazety Wyborczej nr 256, wydanie waw (Warszawa) z
dnia 2000/11/02, str. 44
PIOTR JANOWSKI

PIOTR LIPIŃSKI

REPORTAŻ

CIĄG DALSZY NASTĄPIŁ

Przyszedł do mnie boski Luciano

2 kwietnia 1999

Andrzej Zawada lubi dobry dźwięk. Zanim zaczynał słuchać muzyki, zasuwał
podwójne drzwi do pokoju i opierał na nich materac. Na ścianach wisiały
metrowe rury ze styropianu. - Dla mnie miłe mogłoby
być również słuchanie dobrze oddanego odgłosu wiertarki elektrycznej -
opowiadał.

Dźwięk był znakomity - w mieszkaniu Andrzeja Zawady usłyszałem perkusję
bębniącą pod sufitem, a fortepian na lewo, pod kaloryferem. A potem jeszcze
chór wywędrował gdzieś za okno, miałem
wrażenie, że słucham muzyki w wielkim kościele. Jeden z dziennikarzy prasy
audiofilskiej opisywał, że równie wspaniały dźwięk jak w M-3 Andrzeja Zawady
słyszał tylko w komnatach wawelskich.

Pokój do słuchania muzyki to świątynia audiofila. Pokój jest równie ważny jak
wzmacniacz, bo grają w nim wszystkie wnęki, kąty, okna, płytki na podłodze.
Kiedy sprzęt muzyczny stoi w przeciętnie
umeblowanym pokoju, z gołymi ścianami, nie potrafi zachwycić swoimi
możliwościami. Raptem kontrabas zaczyna dudnić albo wokalistka niemiłosiernie
syczy. Wówczas pojawia się problem - audiofil
już kupił wzmacniacz w cenie dwóch małych fiatów, kolumny w cenie lanosa, ale
jak przekonać żonę, że musi jeszcze przebudować mieszkanie? Andrzejowi
Zawadzie się udało. Przerobił największy,
dwudziestometrowy pokój w swoim M-3 w bloku. Żona przyzwyczaiła się nawet do
grubych kabli, choć żony - jak podają zachodnie pisma audiofilskie - kabli
nienawidzą najbardziej. Audiofil nie znosi
kompromisów - żeby wszystko zabrzmiało tak jak na koncercie, zamożny audiofil
kupuje specjalne maty tłumiące, audiofil uboższy wiesza na ścianach wytłoczki
od jajek.

Kilka miesięcy później

Kiedy wróciłem do Andrzeja Zawady, pokój był pusty - zniknęły maty tłumiące i
rury ze styropianu, nie było materaca przykrywającego drzwi. Czy Andrzej
Zawada przestał być audiofilem? - To tak, jakby
pan zapytał, czy ja jeszcze widzę, czy już straciłem wzrok - wyjaśnił. -
Audiofilem nie można być przelotnie, to pasja na całe życie.

I włączył muzykę, która zabrzmiała równie wspaniale jak dawniej. Tajemnica
kryła się w stojącej pośrodku pokoju nowej, srebrnej skrzynce - duńskim
korektorze cyfrowym TacT Millenium.

Andrzej Zawada na chwilę go wyłączył - muzyka stała się okropna. Bas nas
przytłoczył. Było znacznie gorzej, niż kiedy wisiały styropianowe rulony.

Wówczas Andrzej Zawada pokazał mi, jak uzyskuje piękny dźwięk, pozostawiając
ściany w spokoju. Na środku pokoju postawił mikrofon podłączony do korektora.
Zamknęliśmy za sobą drzwi,
wychodząc do drugiego pokoju, w którym stał komputer połączony kablem z
korektorem. W opuszczonym pokoju zaczęło stukać, bzyczeć, a po chwili komputer
pokazał, co złego jest w akustyce pokoju.

- Zawsze gorzej gra lewa strona - mówi Andrzej Zawada, pokazując na monitorze
jakąś krzywą. - Może dlatego, że jest tam okno.

Audiofil narysował w komputerze upragnioną linię - chciałby, żeby tak
zabrzmiał pokój. Kliknął myszą i wysłał zaproponowaną krzywą z komputera do
korektora. I już.

Wróciliśmy. Muzyka znów brzmiała jak w wawelskich komnatach.

- Dzięki temu urządzeniu jestem jeszcze bliżej naturalnej muzyki - powiedział.

Korektor kosztuje dwadzieścia tysięcy złotych. Tylko trochę więcej niż rury,
które kiedyś szpeciły pokój.

[-]

[podpis pod fot./rys.]

Pokój odsłuchowy Andrzeja Zawady. Na ścianach wiszą jeszcze styropianowe
rulony



"Janek P." wrote:

> w archiwum gazety wyborczej (tel. w stopce redakcyjnej) można za jakieś tam
> pieniądze zamówić ten artykuł pocztą do domu. janek
> Użytkownik Shwejk <shwejk@dgk.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
> napisał:a1d6q8$4cs$1@news.tpi.pl...
> > > Przyszedł do mnie boski Luciano - "Podobno nie jedzą kapusty, żeby
> lepiej
> > > słyszeć basy. Ponoć przed słuchaniem muzyki zakładają wielkie kartonowe
> > > uszy." 2-3 kwietnia 1999. O to chodzi?
> > >
> > Dokladnie to. Piekny tekst. A moze uda ci sie jakos to zeskanowac
> najlepiej.
> > Mysle, ze wiele osob byloby tym tekstem zainteresowanych.
> > Pozdrawiam
> > Dobry Wojak Szwejk
> >
> >
> >
Technical Details
Message-ID: <3C3C1D5A.4CB92413@cpddb.pl>
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.ipartners.pl!news.internetia.pl!newsfeed.tpinternet.pl!news.tpi.pl!not-for-mail
References: <a1aeu5$b3q$1@news.tpi.pl> <a1br9j$2e4$1@news.onet.pl> <a1d6q8$4cs$1@news.tpi.pl> <a1fdj5$erb$1@news.tpi.pl>

Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.ipartners.pl!news.internetia.pl!newsfeed.tpinternet.pl!news.tpi.pl!not-for-mail
From: Jacek Pawlak <jacek.pawlak@cpddb.pl>
Newsgroups: alt.pl.audiofil
Subject: Re: Witam grupe i male pytanko
Date: Wed, 09 Jan 2002 11:37:15 +0100
Organization: Corporate Profiles CPDDB
Lines: 967
Message-ID: <3C3C1D5A.4CB92413@cpddb.pl>
References: <a1aeu5$b3q$1@news.tpi.pl> <a1br9j$2e4$1@news.onet.pl> <a1d6q8$4cs$1@news.tpi.pl> <a1fdj5$erb$1@news.tpi.pl>
Reply-To: jacek.pawlak@cpddb.pl
NNTP-Posting-Host: 193.178.143.54
Mime-Version: 1.0
X-Trace: news.tpi.pl 1010572643 12772 193.178.143.54 (9 Jan 2002 10:37:23 GMT)
X-Complaints-To: usenet@tpi.pl
NNTP-Posting-Date: Wed, 9 Jan 2002 10:37:23 +0000 (UTC)
X-Accept-Language: en
X-Mailer: Mozilla 4.73 (Macintosh; U; PPC)
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8
Content-Transfer-Encoding: 8bit