Article View: alt.pl.audiofil
Article #117Re: Witam grupe i male pytanko
From: Jacek Pawlak
Date: Wed, 09 Jan 2002 10:37
Date: Wed, 09 Jan 2002 10:37
684 lines
32901 bytes
32901 bytes
A oto i on, ten artykul, znaczy sie. Milego czytania. A propos moze ktos jednak pomoze z ESA Ostinato^2????? j. MAGAZYN nr 13 dodatek do Gazety Wyborczej nr 78, wydanie waw (Warszawa) z dnia 1999/04/02-1999/04/03, str. 64 Fot. PIOTR JANOWSKI PIOTR LIPIŃSKI PASJE PRZYSZEDŁ DO MNIE BOSKI LUCIANO Podobno nie jedzą kapusty, żeby lepiej słyszeć basy. Ponoć przed słuchaniem muzyki zakładają wielkie kartonowe uszy. Wielu mieszka w blokach, nie mają samochodów, nowe buty kupili trzy lata temu, ale na wzmacniacz, odtwarzacz kompaktowy i kolumny wydali miliard starych złotych. Złapali - jak pisze miesięcznik ĄHi-Fi i MuzykaE - bakcyla jednej z najbardziej elitarnych chorób współczesnej cywilizacji: audiofilii. Żony nienawidzą kabli Pokój jest dziwny. Andrzej Zawada zasuwa podwójne drzwi. Na nich opiera materac. Na ścianach wiszą metrowe rury ze styropianu. Tylko z tyłu pokoju coś normalnego - regał z książkami. Pochłaniają dźwięk równie dobrze jak materac i rury. Zamożny audiofil kupuje specjalne maty tłumiące. Audiofil uboższy wiesza na ścianach wytłoczki do jajek. Wzmacniacz stoi na nóżkach ze szpikulcem - żeby przenosić jak najmniej drgań od podłogi. Kilometr dalej może przecież przejeżdżać tramwaj. Andrzej Zawada przekonał żonę, że skoro sam produkuje kolumny, słuchanie muzyki to część jego pracy. I przerobił na pomieszczenie odsłuchowe największy, dwudziestometrowy pokój w swoim M-3. Żona przyzwyczaiła się nawet do grubych kabli, chociaż żony - jak podają zachodnie pisma audiofilskie - kabli nienawidzą najbardziej. Andrzej Zawada opowiada o audiofilach: - Audiofil to człowiek, który lubi dobry dźwięk. To nie jest żaden komplement. Miłe dla niego mogłoby być również słuchanie dobrze oddanego odgłosu wiertarki elektrycznej. Nikt jednak na płyty nie nagrywa wiertarek, więc audiofil zwykle słucha muzyki. Andrzej Zawada sadza mnie w najlepszym miejscu między dwiema gigantycznymi kolumnami. Przyciemnia światło. - Przy jasnym muzyka brzmi gorzej - mówi. Wreszcie włącza płytę. I nagle słyszę, że muzyka rozchodzi się po całym pokoju, ucieka od głośników. Perkusja bębni gdzieś pod sufitem, fortepian dźwięczy na lewo pod kaloryferem. Droga redakcjo, jak umeblować do basów? Z listów do ĄHi-Fi i MuzykiE: ĄJaki wpływ ma długość moich kabli na dynamikę dźwięku, której zaczyna mi brakować?E ĄChciałbym wymienić przedwzmacniacz - wstyd się przyznać, ale w obecnym po części się gubię, a również nie wykorzystuję jego możliwościE. ĄMam pokoik 12 m kw. Nie wiem, jak go umeblować, żeby głównie przestrzenność i bas nie były słabe. Napiszcie, co o tym myślicieE. ĄZłapałem bakcyla audiofilstwa przypadkowo. Chcąc kupić sobie dobry sprzęt, zacząłem czytać >>literaturę fachową<< i... czytałem te gazetki prawie rok, zanim dokonałem zakupu. Dlaczego? Po prostu doszedłem do wniosku, że przeznaczone 5 tysięcy na zestaw to stanowczo za mało i... wydałem w końcu ponad 10 tysięcy. Był to na pewno najlepszy zakup w życiu. Nic nie sprawiło mi do tej pory takiej przyjemności!E Z odpowiedzi redakcji wynika, że basy mają głębokość i sprężystość, soprany kolor, głębię i powietrzność, a całość powinna się charakteryzować homogenicznością. Niech to obrzydliwie wygląda Kiedy rozmawiam z audiofilami, wydaje mi się czasem, że im wszystko jedno, czy słuchają Beethovena, Milesa Davisa czy Deep Purple. Ważne, czy używają końcówki mocy Marka Levinsona, kolumn B&W Nautilus, kojarzących się ze ślimakiem, albo Avantgarde, przypominających gigantyczną tubę dawnego patefonu. Ale audiofilią niewątpliwie zaraża się podczas słuchania muzyki. - Kiedy byłem dzieckiem, wziąłem na kolonie radio tranzystorowe, bo nie wyobrażałem sobie tygodnia bez audycji kabaretowej Ą60 minut na godzinęE - opowiada Olaf Szewczyk, recenzent muzyczny ĄGazetyE. - I pewnej nocy w łóżku z mojego radia usłyszałem jazz. Grał Miles Davis. To było olśnienie. Popłakałem się. Jeszcze w ogóle nie znałem się na muzyce, nawet rocka zacząłem słuchać dopiero później. Marzyłem o coraz lepszym sprzęcie. Najlepszym, jak najwierniej odtwarzającym instrumenty. Wyjeżdżałem na Zachód, zbierałem winogrona, malowałem domy. Nawet budowałem komuś grill. Gdyby przez ogłoszenie szukano chirurga, też bym się zgłosił. Uskładałem pieniądze i poszedłem do Peweksu. Kupiłem Technicsa. Wówczas szczyt marzeń. Dziś wiem, że to był bardzo marny sprzęt. Wielu audiofilów do dziś nienawidzi Technicsa za to, że wówczas zmonopolizował polski rynek słabym basem - mówi Olaf Szewczyk. Audiofil ma swoje przekonania: najlepiej nic japońskiego. Żadne tam Sony, Technics czy jakiś Pioneer. Japończycy mogą robić dobre samochody i małe wieże. Wielu audiofilów nie jeździ samochodem, a wszyscy gardzą małą wieżą, dobrą do disco polo. Początkujący audiofil uważa, że musi kupić wzmacniacz europejski, najlepiej z Wysp, angielski. - Kilka lat temu w Polsce pojawiły się pierwsze pisma audiofilskie - wspomina Olaf Szewczyk. - Czytałem wszystkie. Po roku mogłem już dyskutować, który wzmacniacz gra naturalniej, a który ma więcej wysokich tonów. Teoretycznie, oczywiście, bo dobrego sprzętu mogłem posłuchać tylko przez chwilkę w sklepie. Audiofil uważa: najważniejsze, żeby było jak najmniej pokręteł i świecidełek. Po co regulować basy i soprany? Przecież już inżynier dźwięku, nagrywając płytę, ustawił je najlepiej. Ascetyczny wzmacniacz powinien składać się najwyżej z trzech pokręteł. Potrzebny jest włącznik, najlepiej z tyłu obudowy, żeby nie kusił do wyłączania, kiedy sprzęt nie gra: dla dobrego brzmienia wzmacniacz powinien cały czas ĄwygrzewaćE się pod napięciem. Może być pokrętło, żeby wybrać między kompaktem, magnetofonem albo radiem. Ale jaki audiofil słucha radia albo - co nie daj Boże - magnetofonu? Przyda się pokrętło do regulacji głośności, którego na razie nikt nie kwestionuje. Może poza sąsiadami audiofila. Audiofil kocha brzydotę. Wzmacniacz może przypominać szare pudełko najeżone odstającymi blachami. To znak, że dla producenta ważne jest tylko brzmienie, a nie wygląd. I jeszcze jedna tajemnica: wzmacniacz powinien być lampowy, a nie tranzystorowy. Nowoczesna technika pogarsza brzmienie. Lampy powinny być takie jak w powojennych radioodbiornikach, na które rodzice albo dziadkowie dostawali kupony za odbudowę Warszawy. Lampy dają ciepło. - Niektórzy używają wzmacniaczy tranzystorowych do słuchania muzyki rockowej - opowiada Olaf Szewczyk - a lampowych do jazzu. Lampowce są zwykle potwornie drogie i lampy z czasem wypalają się. Słuchając takiego wzmacniacza, audiofil rozpacza, że rok temu, miesiąc, jeszcze wczoraj, wzmacniacz brzmiał lepiej. Kilka miesięcy temu Olaf Szewczyk spełnił swoje marzenia - kupił tranzystorowy wzmacniacz Creeka, który pismo ĄStereophileE uznało za najlepszy w klasie do tysiąca dolarów. A w Polsce kosztuje tylko 1,7 tys. zł. - Kupiłem też nowy kompakt Creeka i kolumny ESA - opowiada. - Emocje opadły. Już wiem, że w najbliższych latach na nic lepszego mnie nie będzie stać. Ostatnio, okazyjnie za trzysta złotych, kupił w hurtowni 40 kilogramów śrutu. - Dociążę kolumny - tłumaczy Szewczyk. - Lepiej zagrają. Głód narkotyczny Marek Kowalski, profesor matematyki, zapadł na audiofilię w Salt Lake City. - Wykładałem w USA, koledzy siłą zaciągnęli mnie do sklepu muzycznego - opowiada. - Słuchałem dużo muzyki, ale nie przywiązywałem wagi do sprzętu. To, co usłyszałem w sklepie, to był fenomen. Puszczano jazz, chyba Milesa Davisa. I nagle usłyszałem scenę. Jakbym był w sali koncertowej. Kiedy ktoś posłucha, jak dobrze potrafi brzmieć sprzęt, dostaje głodu narkotycznego, chce więcej, więcej, więcej. Problemem wówczas stają się pieniądze - mało kogo stać na szczyt. Audiofil zawsze pozostaje niezaspokojony. Aby zbliżyć się do swoich marzeń, założył spółkę Artis-Audio, która ze Stanów i z Norwegii sprowadza sprzęt grający. Zaobserwował: - W Polsce trudno sprzedać kolumny, których cena przekracza 6 tys. zł, albo wzmacniacz przekraczający 4 tys. zł. Polak, kiedy ma pieniądze, najpierw kupuje samochód, dom, meble. Jak ktoś ma 100 tys. dolarów, to zainwestuje w dom, a nie w kolumny Wilson Audio Modulator Monitor, które mógłbym mu sprowadzić za te pieniądze. Utopia za dwa miliardy para Szczyt audiofilii to sprzęt nazywany high-end. Ceny też są highendowe. - W kwietniu opublikujemy test kolumn Sonus Faber Amati za 55 tys. zł - opowiada Andrzej Kisiel, redaktor naczelny miesięcznika ĄAudioE. - Można je porównać do eleganckich samochodów. Nie tylko pięknie brzmią, ale też imponująco wyglądają, jak wspaniały mebel w pokoju. Kolumny Sonus Faber trafiły już do muzeum lutnictwa. W Polsce można kupić samochody tylko 27 marek. A sprzęt muzyczny - 209 producentów z całego świata. Można już zamówić nawet highendowe kolumny JMlab Utopia za stare dwa miliardy. Albo monobloki Marka Levinsona do wzmacniania dźwięku za półtora miliarda. Wśród kolumn high-end miesięcznik ĄAudioE do Ąbliskich doskonałościE zaliczył ESA Continuumť. Napisał o nich: ĄWspaniałe nasycenie i uporządkowanie wysokich częstotliwości. Bogate barwy środka, bas szybki i dobrze rozciągnięty. Bardzo solidna obudowaE. Kosztują zaledwie 7,9 tys. zł. Wyprodukowano je w niewielkiej polskiej firmie. Muzykowi wystarcza namiastka dźwięku Współwłaścicielem firmy ESA jest Andrzej Zawada, u którego pod kaloryferem usłyszałem fortepian. - Jak pan przyniesie nam oparcie od krzesła, to postaramy się nawet dobrać zbliżoną okleinę - mówi Andrzej Zawada. - Nasze kolumny brzmią neutralnie: nie dodają basów, sopranów. Audiofil odbiera muzykę jak na koncercie. Inna sprawa, że w filharmonii będzie słyszał inaczej na balkonie, a inaczej pod balkonem. Firma działa od 1991 r. Kolumny kosztują od 2,5 tys. do 17 tys. złotych. - Gdyby wyprodukowano je na Zachodzie, doszłyby cła, marże - mówi Andrzej Zawada. - Byłyby więc droższe. Ale z drugiej strony produkowano by je wielkoseryjnie, co obniża koszty, a my pracujemy jak w manufakturze. ESA sprzedaje tylko kilkadziesiąt kolumn rocznie. - Żyć się z tego nie da, utrzymuję się poza tym z poligrafii - opowiada Andrzej Zawada, który był już wykładowcą statystyki na Akademii Rolniczej i reprezentantem Polski w brydżu. - W młodości grałem na gitarze - wspomina. - Słuch miałem jednak dobry, a gitarę słabą, naciągi łatwo puszczały. Stroiłem ją godzinę, jak kończyłem z ostatnią struną, to pierwsza już się rozstrajała. Audiofilami bardzo rzadko bywają sami muzycy. - Oni mają większą wyobraźnię, wystarczy im namiastka dźwięku, żeby sobie resztę dosłyszeć - uważa Andrzej Zawada. - Mogą słuchać z trzeciego pokoju jakichś strzępów i czuć się z tym dobrze. Johannes Brahms mówił, że nie musi iść na żaden koncert, wystarczy mu przeczytanie partytury. Sam sobie Ąwewnętrznym uchemE zbuduje muzykę. Gomułka i Gryphon - Stać mnie na chleb i kompakt Audio Note [bardzo drogi - przyp. P.L.] - żartuje Tomasz Radziwonowicz, skrzypek, twórca zespołu I Solisti di Varsavia, który w tym roku dostał nominację do Fryderyka. - Sąsiedzi już przyzwyczaili się do muzyki. Kiedyś bywało, że ja ćwiczyłem na skrzypcach, brat na fortepianie, a jeszcze ojciec dawał lekcje pianina. - Niedawno poszedłem do kamieniarza na Powązki i zamówiłem dwie granitowe płyty - opowiada. - Patrzył podejrzliwie. Podłożyłem je pod kolumny, są teraz stabilniejsze. Ale oczywiście najbardziej poprawiłem brzmienie, gdy kupiłem kompakt Audio Note. Cóż to za przeżycie! Na płycie z orkiestrą bostońską usłyszałem zmiany artykulacyjne. Gra skaczącym smyczkiem, każda nuta jest oderwana! Na poprzednim odtwarzaczu słyszałem tylko, że wszystko pięknie brzmi. A znowu na płycie Quincy Jonesa usłyszałem, jak przez chwilę dźwięk afrykańskiego bębenka nagle przechodzi z prawa na lewo. W arii Chrystusa wcześniej słyszałem brud. I wreszcie okazało się, że to ma sens. Bo ten brud to jest mgiełka, poświata. Niesamowite! Teraz myślę, jak by się brzmienie jeszcze poprawiło, gdybym do odtwarzacza dokupił wzmacniacz nie za 2 tys., ale za 12 tys. zł. Wadia albo Gryphon. Ale też myślę sobie, czy w tym pokoju, to jest późny Gomułka, czy w nim Gryphon zabrzmi? Legenda o trzech płytach Nigdy go nie spotkałem, ale wśród audiofilów krążą o nim legendy, jak o rycerzach Okrągłego Stołu. Ponoć gdzieś w Polsce mieszka człowiek, który kupił kilkanaście potwornie drogich kolumn B&W tylko po to, aby po miesiącach odsłuchów wybrać dwie, które mu najbardziej odpowiadają. Resztę wyniósł do piwnicy. Używa dwóch wzmacniaczy. Do rocka - tranzystorowego, do jazzu - lampowego. Słucha tylko trzech płyt. Żadnych innych nie wydano wystarczająco starannie, aby mógł ich słuchać z przyjemnością. Ale jakie to płyty? I kim jest ten człowiek? Tego nie wiedzą nawet najstarsi audiofile. Trzeba nóżkę oczyścić - Świat się staje coraz bardziej korozyjny - mówi Andrzej Waseńczuk z Instytutu Tele- i Radiotechniki. Z korozją walczy topnikami do lutowania, które produkuje w Instytucie. - Najszybciej korodują nóżki do rezystorów, zanim jeszcze ktoś zdąży je gdzieś wlutować - tłumaczy. - W ostatniej chwili trzeba nóżkę oczyścić - i do tego właśnie służą topniki. Topniki jednak były daleko od człowieka, więc nie dawały satysfakcji. - Trafiały do suszarek, ale żadna pani nie wiedziała o naszym Instytucie. Chciałem robić coś bliżej ludzi. W tym mniej więcej czasie odkrył wzmacniacz Strussa, który pismo ĄHi-Fi i MuzykaE uznało w 1997 r. za wzmacniacz roku. - Pierwszy wzmacniacz zrobiłem sobie dwadzieścia lat temu - opowiada Zdzisław Hrynkiewicz-Struss, konstruktor. - Skopiowałem wówczas Telefunkena. Za Gierka, kiedy w Polskiej Akademii Nauk zajmował się obróbką małosygnałową, wpisywał zachodnie części do zamówień - i budował kolejne wzmacniacze. - Czternaście lat temu wypożyczyłem z ambasady szwedzkiej znakomity wzmacniacz i zaprezentowałem klientowi na zmianę z moim - wspomina. - Wybrał mój. Zapłacił tyle, że wystarczyło mi na rocznego fiata 125p. I jeszcze zostało na zrobienie prawa jazdy. W tym czasie Andrzej Waseńczuk kupił dobry zachodni wzmacniacz. - Zapłaciłem za niego swoją roczną pensję. Ostatnio sprzedałem go za ćwierć średniej krajowej. Waseńczuk wciąż szukał najlepszego wzmacniacza. - Najlepiej słyszą dzieci - mówi. - Potem traci się słuch, zwłaszcza do wysokich tonów. Mam już prawie pięćdziesiątkę, we wzmacniaczach często podkręcałem wysokie tony. Dziecko wchodziło do pokoju i mówiło: ĄTatusiu, ja ci je ściszę, bo mi w uszach gwiżdżeE. A kiedy odkryłem wzmacniacz Strussa, już nie musiałem niczego regulować, tak dobrze brzmi. To jest wzmacniacz, który nie przeszkadza w słuchaniu. Na przykład basami nie robi rocka z muzyki poważnej. Andrzej Waseńczuk siedem lat uczył się grać na fortepianie i chodził z nauczycielką na koncerty. Zdzisław Hrynkiewicz-Struss nigdy nie grał. - Nawet niczego zanucić nie potrafię - mówi. Dziś wspólnie produkują Strussa. Andrzej Waseńczuk opowiada o swojej chorobie: - Może nie zostałbym audiofilem, gdybym miał dość czasu, żeby włóczyć się po koncertach. Zdzisław Hrynkiewicz-Struss dodaje: - Moje marzenie to przenieść koncert Stonesów do domu. To nierealne. Ale tego właśnie pragnę. Zakaz wjazdu Sary K. Z prasy audiofilskiej: ĄBardzo trudne dla kolumn jest ósme preludium fis-moll Fryderyka Chopina (twarde, nieco agresywne dźwięki wyższych oktawE. (ĄAudioE) ĄRozsmakowany w ciszy Zimerman i narwana Argerich byliby zapewne zadowoleni z tego, jak ich kreacje oddały kolumny ThieleE. (ĄHi-Fi i MuzykaE) ĄAudioE o kolumnach Triangle Zays: ĄW >>Balladach<< F. Chopina ogólna równowaga dźwięku była przesunięta w stronę niższych częstotliwościE. ĄSat-Audio-VideoE o wzmacniaczu Densen DM-10: ĄŚrednica całościowo ciepła, o bogatej palecie barw, lekko wycofana. W górnym podzakresie tonów średnich zauważalne przebarwienie, zwłaszcza w połączeniu z jasno, otwarcie brzmiącymi zestawami głośnikowymi. Na niektórych słabszych nagraniach może to nadawać brzmieniu swoistej niepożądanej analityczności, tranzystorowego posmakuE. - Wiadomo przynajmniej, że nasze pismo czytają ludzie zainteresowani audiofilstwem, a nie na przykład elektroniką - mówi Andrzej Kisiel, redaktor naczelny miesięcznika ĄAudioE. - Elektronicy nie zrozumieliby tego specyficznego języka. Na podstawie nakładu można więc szacować, że w Polsce na audiofilię zapadło kilkadziesiąt tysięcy osób. Opowiadają nawet dowcipy, które tylko oni rozumieją. ĄHi-Fi i MuzykaE: ĄCzy ma pan jakieś płyty audiofilskie? - zwrócił się kiedyś pewien młody człowiek do doświadczonego subiekta w salonie oferującym wyrafinowany sprzęt audio. - Owszem, płyty Mobile Fidelity, Telarc, Reference Recordings i Chesky Records. Na to młody człowiek: - Za czeskie audiofile dziękuję panuE. Wyjaśnienie: Chesky Records to słynna audiofilska wytwórnia amerykańska, której nazwa pochodzi od nazwiska właścicieli, Normana i Davida Chesky. Płyta audiofilska to nagranie dokonane ze szczególną dbałością o jakość, tłoczone niekiedy na złotym podkładzie. Rzadko zawiera nagrania najsłynniejszych wykonawców, za to znakomicie nadaje się do testowania zalet sprzętu audiofilskiego. Kiedyś audiofile szczególnie upodobali sobie płyty wokalistki Sary K. Zmęczeni producenci sprzętu na wystawach stawiali przed swoimi pokojami znaki: zakaz wjazdu Sary K. Kiper od przewodu Marek Strojkiewicz sadza mnie w swoim fotelu. Chodzi w reklamowej koszulce Rotel, jednej z nielicznych japońskich firm szanowanych przez audiofilów. Nosi zegarek Scan-speaka, najsłynniejszej w świecie duńskiej firmy wytwarzającej głośniki. - Żeby dobrze słyszeć, musi pan siedzieć w takiej samej odległości między obiema kolumnami - tłumaczy. - To podstawowa zasada audiofila. Marek Strojkiewicz używa jedynego w swoim rodzaju wzmacniacza cyfrowego TacT Millenium. Do tego odtwarzacz kompaktowy Sonic Frontiers i wysokie na półtora metra kolumny. Całość - blisko miliard starych złotych. Na ścianach wiszą oczywiście gąbki tłumiące dźwięk. Nieźle też tłumi stojący w kącie pokoju dwumetrowy Alf z serialu telewizyjnego. Alf stoi jednak głównie ze względu na dziecko, o które niedawno powiększyła się rodzina. Z tego też powodu prawą kolumnę zasłania dziecięce łóżeczko. - Nie szkodzi, zakrywa tylko głośniki basowe, a bas może się rozchodzić w dowolnym kierunku. Zaczynamy audiofilski eksperyment. Markowi Strojkiewiczowi oprócz dziecka niedawno przybył też nowy kabel, łączący kompakt ze wzmacniaczem. Dwukrotnie słucham Dire Straits. Marek Strojkiewicz tymczasem wymienia kable. I choć wydaje się to niewiarygodne, mam wrażenie, że słyszę różnicę w głosie wokalisty, chociaż nie potrafię jej nazwać. - Proszę się nie martwić, to jak z kiperem - pociesza Marek Strojkiewcz. - Zwykle człowiek potrafi odczuć różnice między winami, ale nie potrafi nazwać, co się zmieniło w bukiecie, a tym bardziej ocenić, które wino jest lepsze i dlaczego. Na tym drugim kablu muzyka wydaje się bardziej zaokrąglona. Nic dziwnego - pierwszy kosztował 500 złotych, a drugi 1,5 tys. zł - wyjaśnia Marek Strojkiewicz. Nie przyznałem się - bardziej podobała mi się muzyka z pierwszego kabla. Nie pozbawione agresji, gładkie i nasycone Pismo ĄHi-Fi i MuzykaE, bukiety brzmień kabli, rocznik 1998: Tara Labs Prism Klara, 13 złotych za metr - ĄCzystość i łagodność nie pozbawiona jednak agresji w stosownych momentachE. Gronenberg Quattro Referenz, 120 zł za metr - ĄTrudny do właściwej aplikacji. Raz brzmienie ostre i stłumione, innym razem - gładkie i nasyconeE. Transparent Audio Wave Super, 895 za metr - ĄTam gdzie zaczyna się magiaE. Na szczycie: Silitech LS 120G3, 1650 za metr - ĄPrawie zupełny brak własnego brzmienia, wymagający dla systemuE. Kabla łączącego kolumny ze wzmacniaczem potrzeba przynajmniej trzy metry. Trzeba jeszcze kupić przewód łączący kompakt ze wzmacniaczem. Wystarczy tylko pół metra. Silitech FTM 4 Sg za te pół metra kosztuje 4500 złotych. Kable to drażliwy temat dla audiofilów - jeden z nich jedynie anonimowo zgadza się wyrazić swoją szczerą opinię: - Bywają tanie i astronomicznie drogie, choć często robi je jedna firma i konfekcjonuje pod różnymi markami. Ale rzeczywiście mogą mieć spore, niewytłumaczalne nawet dla ich twórców własności. Inżynier powie, że jak się kabel podłączy odwrotnie, to musi zagrać tak samo. A to nieprawda. Z jednej strony może mieć ukryty pod osłoną dławik. Ale tych różnic nie można demonizować. Jak ktoś kupi sprzęt za dwieście milionów starych złotych, to źle się poczuje, podłączając go cienkim sznurem od lampki. Lepiej wygląda kabel gruby na palec. Kiedyś Anglicy mieli hopla na punkcie różnych dodatków. Kupowali maleńkie kolumny po 100 funtów, a do nich podstawki za 150 funtów. I dysputowali, która podstawka bardziej poprawiła brzmienie. ĄCzy pijesz wodę prosto z kranu? - pyta reklamująca się w pismach audiofilskich firma Helion, która produkuje urządzenia czyszczące prąd. - Wiadomo, że zwykła >>kranówa<< ma przeważnie wiele zanieczyszczeń, a więc jest szkodliwa dla zdrowia. Dla sprzętu elektronicznego tak samo niezdrowe są brudy, jakie znajdują się w sieci elektrycznej. Zasilane takim prądem urządzenia nie tylko grają gorzej, lecz także grozi im uszkodzenie i szybsze zużycieE. Białe kule Marek Zieliński handluje z żoną używaną odzieżą. Jest audiofilem zaleczonym. - Dawniej samochody z gaźnikami jeździły lepiej niż dziś te z wtrys-kiem - uważa. - Płyta analogowa też brzmiała lepiej niż cyfrowy kompakt. Komputery są dobre do księgowości. W latach 80. pracował w ośrodku obliczeniowym i handlował płytami na Wolumenie. Kupował coraz lepszy sprzęt. - Teraz wiem, że jak w sklepie coś cudnie gra, piękna góra i perlisty środek, to po miesiącu takiego sprzętu nie da się słuchać. Bo on jest sztucznie zrobiony, żeby klient od razu złapał haczyk. Postanowił, że już nigdy nie kupi kolumny za kilka tysięcy dolarów. Wytoczył tanio dwie białe, półmetrowe kule z drewna. Do środka włożył głośniki. Mówi: - Nie brzmią doskonale, bo wszystko rozczarowuje i nie ma ideału, ale jest chociaż niedrogo. Samotność na szczycie Robert Góralczyk ma 42 lata. Całe życie marzył o motorze. Pierwszy kupił sobie na czterdzieste urodziny. Harleya oczywiście. Zawsze chciał grać na perkusji - zaczął rok temu. - Spełniam swoje dziecięce marzenia - wyznaje. Niedawno kupił sportowy samochód: ferrari. A w swojej willi urządził studio do słuchania muzyki. Miał już 8 magnetofonów, 20 wzmacniaczy, 24 kompakty, ponad 40 par kolumn. Zaczynał od gramofonu Bambino. - Moja mama była śpiewaczką operową, ale ja nigdy nie interesowałem się taką muzyką. Na Bambino słuchałem rocka. Kiedy w 1980 r. skończył politechnikę, zaproponowano mu na stażu 2,6 tys. zł. - A robotnik zarabiał wówczas 4,5 tys. zł - wspomina. - Zacząłem układać ludziom glazurę. Wtedy, za komuny, kupowałem już zachodni, tzw. sprzęt budżetowy: JVC, Yamahę, Pioneera. Potem zaczął produkować żaluzje. Teraz jest właścicielem fabryki okien z PCW i nie wierzy, że dobrze może zagrać sprzęt za mniej niż stare pół miliarda. Prowadzi mnie do swojego studia - w czterdziestometrowej sali stoją niebieskie fotele i kanapka na podwyższeniu. Na wprost - olbrzymi kinowy ekran. Większość instalacji ukryto za granatową tkaniną pokrywającą wszystkie ściany. Kiedy je odsłania, okazuje się, że pokój jest znacznie większy. Między tkaniną a ścianą kryją się walce pochłaniające i odbijające dźwięk, tekturki, maty, gąbki. Studio kosztowało około 100 tysięcy dolarów. - Nie znam żadnego innego audiofila-biznesmena. Gigantyczne pieniądze na sprzęt wydają zwykle ludzie, których na to nie stać. A ci, których stać, kupują jakieś bezsensowne miniwieże. Słyszałem też o takich, którzy zamawiają z katalogu najdroższe pozycje. A potem wśród marmurów w salonie to gra tak, że można zwymiotować. Robert Góralczyk też zamierzał postawić swój sprzęt w salonie. Ale salon jest reprezentacyjny, nie można go zeszpecić matami tłumiącymi. Audiofil zaś, nawet biznesmen, nie zniesie żadnego kompromisu. Używa kompaktu i końcówki mocy Marka Levinsona - sprzętu uznawanego w high-endzie za szczyt doskonałości. Włącza płytę i nagle staje przede mną Miles Davis, a obok Chick Corea. Zapominam, że dźwięk wydobywa się z kolumn. - Zaraz puszczę panu fragment z ĄTitanicaE, ale najpierw muszę przestawić zwrotnicę. Zwrotnica to część kolumny - Robert Góralczyk przestawia ją tylko do tej jednej płyty, z kilku tysięcy, które zgromadził w swojej kolekcji. - ĄTitanicaE nagrano okropnie - uważa. - Tak, żeby dobrze brzmiał na tanim sprzęcie. Po zmianie zwrotnicy ĄTitanicE odpływa i tonie, a do studia wchodzi Celine Dion. - Tygodniowo słucham w tym studiu z dziesięć godzin. Siedzę tam, gdzie pan, bo tylko jedno miejsce jest najlepsze do odsłuchu. Nawet papierosów wtedy nie palę. - Skoro dobre jest tylko jedno miejsce, audiofile muszą być samotnikami? - pytam. - Ktoś czasem wpadnie, można pogadać, porównamy nasze kable, ale rzeczywiście nie da się posłuchać razem. - Czy zdarzają się ludzie, na których muzyka w tym studiu nie robi wrażenia? - Tak, moja żona. Głos boskiego Luciano Adam Mokrzycki w styczniowym numerze ĄAudioE opisał swoje doświadczenia z zestawem Sonic Frontiers. Słuchając Pavarottiego, zanotował: ĄGłos boskiego Luciano był tak realistyczny i namacalny, że poczułem się w pewnym momencie odrobinę zdeprymowany tak niecodzienną bliskością artysty...E Nazwiska niektórych bohaterów, w celu ustrzeżenia ich przed amatorami cudzej własności, zostały zmienione [podpisy pod foto] Pokój odsłuchowy Andrzeja Zawady Na sąsiedniej stronie: Sklep Artis audio w Warszawie, mekka audiofilów MAGAZYN nr 44 dodatek do Gazety Wyborczej nr 256, wydanie waw (Warszawa) z dnia 2000/11/02, str. 44 PIOTR JANOWSKI PIOTR LIPIŃSKI REPORTAŻ CIĄG DALSZY NASTĄPIŁ Przyszedł do mnie boski Luciano 2 kwietnia 1999 Andrzej Zawada lubi dobry dźwięk. Zanim zaczynał słuchać muzyki, zasuwał podwójne drzwi do pokoju i opierał na nich materac. Na ścianach wisiały metrowe rury ze styropianu. - Dla mnie miłe mogłoby być również słuchanie dobrze oddanego odgłosu wiertarki elektrycznej - opowiadał. Dźwięk był znakomity - w mieszkaniu Andrzeja Zawady usłyszałem perkusję bębniącą pod sufitem, a fortepian na lewo, pod kaloryferem. A potem jeszcze chór wywędrował gdzieś za okno, miałem wrażenie, że słucham muzyki w wielkim kościele. Jeden z dziennikarzy prasy audiofilskiej opisywał, że równie wspaniały dźwięk jak w M-3 Andrzeja Zawady słyszał tylko w komnatach wawelskich. Pokój do słuchania muzyki to świątynia audiofila. Pokój jest równie ważny jak wzmacniacz, bo grają w nim wszystkie wnęki, kąty, okna, płytki na podłodze. Kiedy sprzęt muzyczny stoi w przeciętnie umeblowanym pokoju, z gołymi ścianami, nie potrafi zachwycić swoimi możliwościami. Raptem kontrabas zaczyna dudnić albo wokalistka niemiłosiernie syczy. Wówczas pojawia się problem - audiofil już kupił wzmacniacz w cenie dwóch małych fiatów, kolumny w cenie lanosa, ale jak przekonać żonę, że musi jeszcze przebudować mieszkanie? Andrzejowi Zawadzie się udało. Przerobił największy, dwudziestometrowy pokój w swoim M-3 w bloku. Żona przyzwyczaiła się nawet do grubych kabli, choć żony - jak podają zachodnie pisma audiofilskie - kabli nienawidzą najbardziej. Audiofil nie znosi kompromisów - żeby wszystko zabrzmiało tak jak na koncercie, zamożny audiofil kupuje specjalne maty tłumiące, audiofil uboższy wiesza na ścianach wytłoczki od jajek. Kilka miesięcy później Kiedy wróciłem do Andrzeja Zawady, pokój był pusty - zniknęły maty tłumiące i rury ze styropianu, nie było materaca przykrywającego drzwi. Czy Andrzej Zawada przestał być audiofilem? - To tak, jakby pan zapytał, czy ja jeszcze widzę, czy już straciłem wzrok - wyjaśnił. - Audiofilem nie można być przelotnie, to pasja na całe życie. I włączył muzykę, która zabrzmiała równie wspaniale jak dawniej. Tajemnica kryła się w stojącej pośrodku pokoju nowej, srebrnej skrzynce - duńskim korektorze cyfrowym TacT Millenium. Andrzej Zawada na chwilę go wyłączył - muzyka stała się okropna. Bas nas przytłoczył. Było znacznie gorzej, niż kiedy wisiały styropianowe rulony. Wówczas Andrzej Zawada pokazał mi, jak uzyskuje piękny dźwięk, pozostawiając ściany w spokoju. Na środku pokoju postawił mikrofon podłączony do korektora. Zamknęliśmy za sobą drzwi, wychodząc do drugiego pokoju, w którym stał komputer połączony kablem z korektorem. W opuszczonym pokoju zaczęło stukać, bzyczeć, a po chwili komputer pokazał, co złego jest w akustyce pokoju. - Zawsze gorzej gra lewa strona - mówi Andrzej Zawada, pokazując na monitorze jakąś krzywą. - Może dlatego, że jest tam okno. Audiofil narysował w komputerze upragnioną linię - chciałby, żeby tak zabrzmiał pokój. Kliknął myszą i wysłał zaproponowaną krzywą z komputera do korektora. I już. Wróciliśmy. Muzyka znów brzmiała jak w wawelskich komnatach. - Dzięki temu urządzeniu jestem jeszcze bliżej naturalnej muzyki - powiedział. Korektor kosztuje dwadzieścia tysięcy złotych. Tylko trochę więcej niż rury, które kiedyś szpeciły pokój. [-] [podpis pod fot./rys.] Pokój odsłuchowy Andrzeja Zawady. Na ścianach wiszą jeszcze styropianowe rulony "Janek P." wrote: > w archiwum gazety wyborczej (tel. w stopce redakcyjnej) można za jakieś tam > pieniądze zamówić ten artykuł pocztą do domu. janek > Użytkownik Shwejk <shwejk@dgk.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych > napisał:a1d6q8$4cs$1@news.tpi.pl... > > > Przyszedł do mnie boski Luciano - "Podobno nie jedzą kapusty, żeby > lepiej > > > słyszeć basy. Ponoć przed słuchaniem muzyki zakładają wielkie kartonowe > > > uszy." 2-3 kwietnia 1999. O to chodzi? > > > > > Dokladnie to. Piekny tekst. A moze uda ci sie jakos to zeskanowac > najlepiej. > > Mysle, ze wiele osob byloby tym tekstem zainteresowanych. > > Pozdrawiam > > Dobry Wojak Szwejk > > > > > >
Technical Details
Message-ID:
<3C3C1D5A.4CB92413@cpddb.pl>Path:
mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.ipartners.pl!news.internetia.pl!newsfeed.tpinternet.pl!news.tpi.pl!not-for-mailReferences:
<a1aeu5$b3q$1@news.tpi.pl> <a1br9j$2e4$1@news.onet.pl> <a1d6q8$4cs$1@news.tpi.pl> <a1fdj5$erb$1@news.tpi.pl>Show Full Headers
Complete Article Headers
Path: mbox-mo1.pugleaf.net!news-archive.icm.edu.pl!pingwin.icm.edu.pl!news.icm.edu.pl!news.ipartners.pl!news.internetia.pl!newsfeed.tpinternet.pl!news.tpi.pl!not-for-mail From: Jacek Pawlak <jacek.pawlak@cpddb.pl> Newsgroups: alt.pl.audiofil Subject: Re: Witam grupe i male pytanko Date: Wed, 09 Jan 2002 11:37:15 +0100 Organization: Corporate Profiles CPDDB Lines: 967 Message-ID: <3C3C1D5A.4CB92413@cpddb.pl> References: <a1aeu5$b3q$1@news.tpi.pl> <a1br9j$2e4$1@news.onet.pl> <a1d6q8$4cs$1@news.tpi.pl> <a1fdj5$erb$1@news.tpi.pl> Reply-To: jacek.pawlak@cpddb.pl NNTP-Posting-Host: 193.178.143.54 Mime-Version: 1.0 X-Trace: news.tpi.pl 1010572643 12772 193.178.143.54 (9 Jan 2002 10:37:23 GMT) X-Complaints-To: usenet@tpi.pl NNTP-Posting-Date: Wed, 9 Jan 2002 10:37:23 +0000 (UTC) X-Accept-Language: en X-Mailer: Mozilla 4.73 (Macintosh; U; PPC) Content-Type: text/plain; charset=UTF-8 Content-Transfer-Encoding: 8bit